Jun 192013
 
rmn3

Czy doniesienia prasowe ostatnich dni oznaczają poważne zmiany w realizacji planu modernizacji Marynarki Wojennej? W pierwszym odruchu nasuwa się na myśl niezapomniana kreacja Jerzego Stuhra w “Seksmisji” i wypowiadana kwestia – “widzę ciemność!”. Jeśli jednak zastanowić się na spokojnie, można być umiarkowanym optymistą. Przede wszystkim doniesienia prasowe należy analizować w szerszym kontekście gry budżetowej. W tej chwili jedyne co możemy stwierdzić, to że jesteśmy przygotowywani do korekty budżetu. Taka korekta może być bolesna, jeśli budżet jest bardziej narzędziem polityki niż ekonomii, ale to nic nowego. Na dokładniejsze informacje musimy poczekać. W tym względzie polecam lekturę rodem z UK, gdzie podobna sytuacje jest opisana dosadnie i ze sporą dozą humoru.

Wracając do marynarki wojennej to realizacja jej planów będzie wynikiem kompromisu pomiędzy ministrem gospodarki, skarbu, finansów, obrony narodowej i być może ośrodka prezydenckiego. Faktem niezwykle pozytywnym jest to, że BBN i MON mówią jednym głosem. Mamy więc szansę na spójną strategię i działanie. Z tego punktu widzenia dziwi niewielka ilość komentarzy na temat Białej Księgi. Tym bardziej, że przeważnie są negatywne. Główna wartość księgi leży nie w wyszczególnieniu ile czego będziemy mieli ale w pokazaniu sposobu i kierunku myślenia osób decydujących o strategii Państwa. Niestety tylko do 2015. W wyniku wyborów układ może się zmienić, co oby nie zaowocowało następną woltą w strategii.

Z punktu widzenia ministra finansów na razie projekty Marynarki Wojennej nie generują istotnych wydatków a co za tym idzie nie reprezentują istotnych oszczędności. Mówimy o korekcie budżetu a więc horyzoncie czasowym bieżącego roku. Mamy bowiem do czynienia z pracami badawczymi, analizami i tylko kontrakt na Ślązaka za 250mln PLN stanowi konkretną kwotę.Wspomniane czynniki promują projekty mające szansę na zaawansowaną realizację w latach 2014-2015, czyli takie, które jest w stanie realnie zaoferować polski przemysł DZISIAJ. Jeżeli podobny klimat finansowy będzie panował po 2015 roku, to szansę na realizacje mają okręty patrolowe, ale okręty podwodne i okręty obrony wybrzeża mogą doświadczać opóźnień. Do czego zmierzam? Do zwrócenia uwagi jeszcze raz na propozycje budowy bliźniaka dla Ślązaka, o czym już wspominałem.

K-130

K-130 jest znane, ale pokazuje potencjał technologii MEKO

W niekorzystnej sytuacji finansowej byłyby to jedyne jednostki mające szansę na przejęcie roli okrętów obrony wybrzeża, gdyby pierwotny projekt nie został został zrealizowany. Umożliwia to technologia MEKO a łatwiej uzyskać zgodę na modernizację za 200-300mln PLN niż na serię nowych okrętów po miliard za sztukę. Z patrolowcami tego się nie da zrobić. Brak hangaru to duży minus dla okrętu ale w strategii Bałtyk Plus i przy małych szansach na dodatkowe śmigłowce ASW, opcja może okazać się jedyną akceptowalną finansowo. Nie bez znaczenia byłaby potencjalnie ograniczona biurokracja, jeśli przyjąć formułę kontynuacji kontraktu zamiast nowego przetargu.Przede wszystkim zaś takie rozwiązanie pozwoli zaoszczędzić czas biorąc pod uwagę już zbudowany łańcuch logistyczny i gotowy projekt.

Pierwotny plan modernizacji ustala ramy i kierunek działania, ale jest oparty na założeniach maksymalnie korzystnych. W interesie Marynarki Wojennej leży przygotowanie i posiadanie planu B.

May 242013
 
U212

To chyba będzie jeden z najkrótszych wpisów na tym blogu. Po prostu zachęcam do przeczytania w całości tekstu na DefenseNews As Firms Target Exports, Offsets Create Headaches. Konkluzja jest dość prosta – zobowiązania offsetowe stają się powoli dla oferentów obciążeniem, mimo że firmy widzą offset jako okazję do wykorzystania, ale jest to raczej  wynik presji na sprzedaż. W końcowym efekcie firmy w taki, czy siaki sposób owe obciążenia przenoszą na klienta. Koło się zamyka. Z kolei transfer technologii jest w rzeczywistości podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Pojedyncza transakcja, nie ważne jak lukratywna połączona z transferem technologii powoduje w krótkim czasie powstanie tzw. “generyków” czyli produktów tańszych opierających się na przekazanej technologii.

Czy jest z tego jakieś wyjście? Pewnie tak. Jak wspominałem w poprzednim wpisie, sens miałoby wybranie kilku technologii, w której mielibyśmy szansę być “kimś”. To mogłoby zaowocować szczególnym przypadkiem wymiany na technologie lub współdzielenie się owocami rozwoju przekazanej wcześniej technologii. Mówiąc już bardzo kolokwialnie – ile można “wycisnąć” z dostawcy? Niestety, jeśli wyciśniemy za dużo to nasz partner może stracić zdolność do inwestowania w rozwój swoich własnych technologii i po prostu wypadnie z rynku, a kto chce mieć takiego dostawcę?

May 222013
 
dron na pokladzie

Pytanie o to jakie okręty będziemy budować dla marynarki wojennej i w jaki sposób, działa jak katalizator procesów kluczowych dla realizacji planu modernizacji floty. O ile plan modernizacji określa co chcemy budować, to podwaliny tego w jaki sposób to chcemy uczynić, dopiero się tworzą. Poniższe słowa min. Siemoniaka cytowane za serwisem MON należy więc traktować nie tyle jako ocenę stanu faktycznego ale jako ramy, w których nasze intencje powinny się realizować.

Po długiej pracy dysponujemy planem, który jest optymalny. Uwzględnia on zarówno zagrożenia i sytuację w NATO i UE, jak i możliwości finansowe naszego kraju oraz sytuację polskiego przemysłu obronnego.

I rzeczywiście, szereg inicjatyw podejmowanych przez Pana ministra Siemoniaka zaczyna te ramy wypełniać treścią, tworząc wspomniane podwaliny realizacji planów modernizacyjnych:

“W Ministerstwie Obrony trwają prace nad powołaniem zupełnie nowej jednostki o nazwie Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii. Chcemy przełamywać rutynę. To komórka, która ma wymyślać i proponować zupełnie nowe pomysły, z pożytkiem dla bezpieczeństwa”

Staramy się mocno pobudzić przemysł i ośrodki naukowe – to bardzo duży potencjał. Potrzeba zupełnie nowego podejścia. Potrzeba po stronie państwowej nowych mechanizmów

Dwa krótkie zdania ogniskują w sobie co najmniej kilka istotnych problemów już się zarysowujących, ale wciąż wymagających doprecyzowania. Są to innowacyjność, doktryna polityczna i wojskowa a wszystko umieszczone w kontekście polityki rządu wobec sektora obronnego. Można je zredukować do pytania o miejsce, które chcemy zająć w spektrum możliwości:

  • Pomiędzy innowacyjnością a konserwatyzmem
  • Pomiędzy współpracą z sojusznikami a samodzielna obrona
  • Pomiędzy strategiczna niezależnością przemysłu obronnego a importem licencji, gotowych systemów czy technologii.

Mądra ostrożność podpowiada nam, aby korzystać z doświadczeń innych i polegać na rozwiązaniach już sprawdzonych. Jednak przy współczesnym tempie zmian w technologii czekanie na dojrzały produkt oznacza, ze stanie z boku eliminuje nas z gry o prymat w rozwoju danej technologii. Zostajemy skazani na import. Rozsądnym kompromisem byłoby wybranie kluczowych technologii i podjecie ryzyka innowacji w tych dziedzinach pozostawiając resztę dla współpracy z zagranicznymi partnerami. Mając wowczas własny wkład można mówić o “pooling&sharing” na bardziej wyważonych zasadach. A co z innowacyjnością w dziedzinie koncepcji? Tak, jak jesteśmy skazani na tworzenie własnej doktryny politycznej, tak powinniśmy eksperymentować z własną doktryna militarna, dostosowana do naszych własnych uwarunkowań geopolitycznych czy kulturowych. To zadanie wydaje się w swoim zamiarze wypełniać Centrum Doktryn i Szkolenia Sil Zbrojnych. Zataczając kolo, konieczne jest stworzenie “linku” pomiędzy Centrum a nowo tworzonym Inspektoratem Implementacji Innowacyjnych Technologii nazwanym sprytnie 3IT lub polskim DARPA. Sama innowacyjność bez osadzenia instytucjonalnego i doktrynalnego zwiędnie jak niepodlewany kwiatek. Przykładem sukcesu jest rozwój lotnictwa pokładowego US Navy w latach 30-tych a przykładem problematycznym jest “droga przez mękę” Littoral Combat Ship.

Niezwykle pozytywnym faktem w procesie budowy instytucjonalnych podwalin planów modernizacyjnych jest rosnące uczestnictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To prowadzi nas do drugiego pytania o filary naszego bezpieczeństwa:

Z kolei Bogusław Winid przedstawił, jak z perspektywy Ministerstwa Spraw Zagranicznych wygląda polityka bezpieczeństwa. Jak mówił minister – (…) to cztery przenikające się kręgi. Są to nasze zdolności narodowe, współpraca w ramach Unii Europejskiej, Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz polityka regionalna czy też polityka bilateralna. 

Powyższy cytat pochodzi z tego samego, co wcześniej wspomniany wpisu na stronie internetowej MON-u.

Doktryna Komorowskiego jak ja nazywa prof. Koziej została ogólnie zaakceptowana i ma swoje zalety, jak każdy koncept wymaga jednak sporej elastyczności w stosowaniu. Innymi słowy, jeśli pierwszym filarem są własne zdolności obronne a współpraca międzynarodowa drugim, to zawsze będą istniały elementy Sil Zbrojnych bardziej przydatne do działań sojuszniczych lub pomocniczych dla innych formacji niż obrony własnego terytorium i w ten pośredni sposób  przyczyniając się do wzrostu potencjału obronnego. Takim rodzajem sil zbrojnych jest marynarka wojenna. Innym przykładem może być lotnictwo transportowe. Sens istnienia floty jest rozpięty w swego rodzaju szpagacie dobrze zdefiniowanym przez słowa ministra obrony Wielkiej Brytanii, Pana Hammonda (tekst w oryginale by uniknąć politycznego faux pas):

If you go to Poland, for example — you probably in your daily life are not focused on the Kaliningrad enclave — but if you go to Poland to talk about defense, the Kaliningrad enclave is the number one issue on the Polish agenda. So I think we have to recognize that many of the Eastern European partners joined NATO as an insurance policy against Russia, and now they are slightly alarmed at seeing NATO turning away from Russia to focus on other threats, including asymmetric threats.

But as we move NATO to look more like the basis of expeditionary forces into areas like North Africa, Horn of Africa, this becomes much more difficult for some of the allies.

Trudny temat wymagający dużej otwartości i żywej dyskusji na poziomie doktryn politycznych i militarnych. Podobnego podejścia wymaga problem bazy przemysłowej i naukowej niezbędnego do budowy i utrzymania floty. To co wydaje się konieczne, nie zawsze będzie możliwe. To, co możliwe, nie zawsze będzie użyteczne, a to co użyteczne, niekoniecznie dostępne w kraju. Zamiast rozwoju przemysłu istnieje niebezpieczeństwo utknięcia w podtrzymywaniu bezpieczeństwa socjalnego paru instytucji. Podejmowane próby zachęcenia przemysłu do zainteresowania się MON-em jako klientem są cenne ale wymagają sprecyzowania co będzie “marchewka” na dłuższą metę i przekonania partnerów o stabilnej współpracy. Z drugiej strony przemysł nie może traktować zamówień MON-u jako gwarantowanych. Ważna jest również współpraca w szacowaniu ryzyka realizacji projektów. Kanada ma podobne problemy co zachęca do śledzenia rozwoju wydarzeń tamże.

Dobrze, ze plan modernizacji został stworzony, i ze MON podejmuje wysiłki stworzenia podwalin pod instytucjonalne zaplecze planu. Jest jeszcze wiele pracy do wykonania, zwłaszcza koncepcyjnej, aby nakreślone ramy wypełnić szczegółową treścią i dokonać trudnych lecz niezbędnych rozstrzygnięć tak aby innowacyjność pozostała w równowadze z przezornością, interes własny z interesem zbiorowym a przemysł niezależny a nie rozdrobniony na drobne.

May 082013
 
A może coś prostego?

Już po opublikowaniu wpisu poprzedniego, natknąłem się na dwa artykuły po części potwierdzające wyciągnięte wnioski. Teksty są warte przeczytania niezależnie od dyskusji, bo dotykają problemów projektowania i budowy okrętów przez rodzimy przemysł stoczniowy w tym przypadku Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Wnioski każdy może wyciągnąć sam. Tytuł pierwszego z artykułów mówi sam za siebie – The Type 45 Daring-Class Destroyer. How Project Management Problems Led to Fewer Ships. Autorzy podkreślają jak ważną rolę w budowie złożonych technologicznie okrętów odrywają dobre relacje z przemysłem i posiadanie fachowców od zarządzania projektami po stronie rządowej i użytkownika sprzętu, tak aby obie strony były zdolne do prowadzenia merytorycznej dyskusji na każdym szczeblu projektu. Ostatnie zdanie tekstu podsumowuje wszelkie bolączki związane z narodzinami najnowszych niszczycieli Royal Navy:

Program budowy niszczycieli Type 45, który zaczął się od wymogów na 12 jednostek, aby skończyć 14 lat później na tylko 6-ciu okrętach, został wyeksponowany na cięcia poprzez kombinację kilku czynników: zmieniającą się ocenę środowiska strategicznego, nadmierną wiarę w technologie mające działać jako “force multipliers”, oraz przede wszystkim, złe zarządzanie projektem. Wynik mniej niż satysfakcjonujący powinien zadziałać otrzeźwiająco na decydentów gdziekolwiek planujących modernizacje własnych flot. Jeśli wspomniane wyżej problemy przydarzyły się krajowi o długiej tradycji budowy skomplikowanych okrętów, to kraje o mniejszym doświadczeniu i skromniejszych zasobach finansowych do skorygowania błędów programowych, mogą się zasmucić patrząc na konstrukcję swoich okrętów i realizację celów zabezpieczenia przed zagrożeniami na morzu.

Nierealistyczne podejście "skróciło" serię T45 o połowę

Nierealistyczne podejście “skróciło” serię T45 o połowę

Przez tekst przewija się wątek niedoszacowania ryzyka. Mechanizm z grubsza jest taki: im bardziej projekt jest złożony i nasycony nowymi dla oferenta i kupującego technologiami, tym ryzyko jest większe i trudne do oszacowania. Niemniej jednak można je określić w przybliżeniu pewną kwotą. Ta z kolei jest tak duża, że jest zagrożeniem dla projektu już na poziomie zatwierdzenia. Zakłada się więc, iż ryzyko się nie zmaterializuje i przyjmuje kwotę mniejszą. Niestety, najczęściej przynajmniej część z przewidywanych problemów się jednak pojawia, projekt staje się niedoszacowany i jest wdzięcznym obiektem walki politycznej.

Drugi z atykułów – Realistic Timeframes for Designing and Building Ships, zawiera interesujący wykres czasu budowy Canadian Patrol Frigates, czyli okrętów typu Halifax. Czas mierzy się od rozpoczęcia cięcia blach do momentu wcielenia do służby. Dla pierwszej jednostki w serii było to 7 1/2 lat, a począwszy od 6-7 jednostki mierzony okres został zredukowany do 4 lat. Krzywa uczenia się ma więc znaczący wpływ na koszty budowy złożonych okrętów. Stopień komplikacji jest bardzo istotny – autorzy podają przykład współczesnej do CPF fregaty patrolowej Floreal, której budowa zajęła tylko 2 lata.

Krzywa uczenia - z 7 do 4 lat

Krzywa uczenia – z 7 do 4 lat

W przypadku Marynarki Wojennej RP liczy się nie tylko ryzyko czy koszt ale premiowany jest czas ze względu na zaistniałe opóźnienia w modernizacji floty. Prostsze okręty dają szansę na wprowadzenia do służby okrętów szybciej wywierając pozytywny efekt psychologiczny i dają szansę przemysłowi na opanowanie przynajmniej części nowych technologii. Oferują również komfort cierpliwości w oczekiwaniu na owoce bardziej złożonych projektów.

 

May 012013
 
PoolingSharingEvent

Cierpliwość niewątpliwie jest cnotą, na którą musimy się aktualnie zdać w oczekiwaniu na nowe wieści. Wszyscy chcą wierzyć, że będą one dobre. W międzyczasie nie pozostaje nic innego jak spekulować odrobinę i popracować nad wariantem alternatywnym, jeśli nadchodzące sygnały nie będą dobre. W tym miejscu muszę potencjalnych czytelników uprzedzić, że będąc odciętym od wiarygodnych źródeł informacji, tekst jest mocno spekulatywny.

Jest kilka powodów, dla których pomimo posiadania opracowanego i uzgodnionego planu, modernizacja Marynarki Wojennej może ugrzęznąć. Oczekiwania lub wymagania kluczowych aktorów sceny są ze sobą sprzeczne i w połączeniu z biurokracją mogą stanowić istotną przeszkodę do pokonania. Spróbujmy je zdefiniować:

  • Marynarka Wojenna potrzebuje i oczekuje okrętów zdolnych do współpracy z sojusznikami. Na tym poziomie łatwo uzyskać zgodę, ale w konsekwencji może oznaczać wysoko postawioną poprzeczkę. Zdolność do operowania w zespołach międzynarodowych oznacza bowiem rozbudowane systemy łączności i wymiany danych oraz wspólne ćwiczenia. Te zaś odbywają się często poza Bałtykiem co premiuje dzielność morską i operacje lotnicze z pokładów okrętów. Okręty stają się coraz większe, skomplikowane i nasycone elektroniką. Stoi to w sprzeczności z możliwościami polskiego przemysłu i zaplecza naukowo-badawczego. Dla marynarzy te wymagania wydają się być naturalne i umiarkowane, ale dla Sztabu Generalnego mogą być niejednoznaczne i trudne do uchwycenia w ramach koncepcji obronnych głoszonych przez Prezydenta RP i BBN.
  • Wyobrażenia Sztabu Generalnego co do roli i użycia Marynarki Wojennej. Nie są chyba jasne, przynajmniej dla postronnego obserwatora. Zabawa ze spójnikami typu “zwalczanie zagrożeń na morzu” lub “z morza” zmienia diametralnie punkt widzenia. Z problematyki użycia floty jako instrumentu polityki Państwa przechodzimy do użyteczności marynarki wojennej dla operacji lądowych. Z tego punktu widzenia NDR znajduje się w znanym i zrozumiałym obszarze doktrynalnym. Podobnie jak wszystko, co wiąże się z funkcją odstraszania. Okręty podwodne z rakietami manewrującymi to atrakcyjna opcja, ale powodująca lawinę złożonych problemów politycznych, komplikuje negocjacje handlowe i wydłuża cały proces znacząco. Oczekiwanie, że taki okręt zostanie zakupiony w trybie zwykłego przetargu wydaje mi się całkowicie nierealistyczne.
  • Przemysł oczekuje lukratywnych kontraktów, ale nie jest gotowy do budowy nowoczesnych okrętów wojennych. Z pewnością projektowanie takich jednostek jest poza naszym zasięgiem. Warto poczytać opinię blogera na ten temat aby zauważyć, że nawet takie europejskie potęgi jak Wielka Brytania, ma z tym problem. Planowane krótkie serie okrętów po 3 sztuki w klasie nie ułatwiają zadania, gdyż krzywa uczenia się nie pozwoli na uzyskanie ekonomii skali. Im więcej tak pożądanych nowych technologi dla naszego przemysłu, tym większe ryzyko porażki. Jeżeli przemysł dokona rzetelnej samooceny, powinien dojść do wniosku, że najlepiej by było “potrenować” na czymś w miarę prostym, zanim się przejdzie do wyrafinowanych konstrukcji i technologii. Jest to również kwestia zasobów finansowych. Nie mam na myśli końcowej ceny okrętu, bo jest to już wynik procesu ale ile trzeba mieć, by zakończyć projekt, który nie idzie jak powinien. Bardzo mi się podoba komentarz Galrahna na InformationDissemination:

Dyskusja na temat LCS jest ożywiona. Jak dotychczas, Marynarka wydała na LCS około $12 mld. Dyskusja o JSF nie jest ożywiona. Marynarka wydała na ten cel około $50mld do tej pory. Czy Marynarka dostaje to, za co zapłaciła?

  • Rząd i Premier oczekują, że inwestycje w sektor obronny ożywią gospodarkę, dadzą zastrzyk nowych technologii i uniezależnią Polskę w miarę możliwości od zagranicznych dostaw i technologii. Brak w tym oczekiwaniu realnej oceny na co możemy się porwać a no co nie ma sensu. Marynarka wojenna w tym przypadku jest w pozycji mocno nieuprzywilejowanej. Produkcja jest droga i jednostkowa. Rozwijanie całego łańcucha logistycznego i technologii dla rodzaju sił zbrojnych, który dla Sztabu Generalnego stanowi pewnego rodzaju wyzwanie koncepcyjne będzie trwało długo. Bardzo długo. Jeśli taka jest nasza droga, to należy się uzbroić w jeszcze większą cierpliwość w oczekiwaniu na nowe okręty. Innym wewnętrznym konfliktem w rządzie jest popieranie na zewnątrz idei europejskiego “pooling&sharing” i promowanie wewnętrznie własnego przemysłu dla osiągnięcia strategicznej niezależności. W przypadku marynarki optowałbym za “pooling&sharing”.

Co jest więc możliwe do zrobienia, aby wyjść z impasu? Jaką obrać strategię postępowania, czy też jak ustalić priorytety nie odbiegając znacząco od uzgodnionego planu modernizacji? Szukamy okrętu, który by:

  • spełniał minimum akceptowalne dla marynarki,
  • reprezentował maksimum zdolności technologicznych i finansowych dla przemysłu,
  • był koncepcyjnie zrozumiały i łatwy do zasymilowania dla Sztabu Generalnego,
  • dawał rządowi argumenty polityczne w polityce zagranicznej i wewnętrznej.

Wydaje się, że w różnym stopniu, ale mogą spełniać powyższe warunki 3 projekty:

  • Okręt wsparcia operacyjnego, pod warunkiem rozpatrywania okrętu transportowego i wsparcia logistycznego a nie desantowego. Przy takim podejściu jednostka byłaby użyteczna dla innych rodzajów sił zbrojnych jak wojska lądowe czy specjalne, możliwa do zbudowania a może i zaprojektowania w Polsce i ujęta w planie. Rząd może wykorzystywać jednostkę do działań sojuszniczych, ćwiczeń z armią na Bałtyku, a jeżeli wykorzystać projekt istniejący to mamy “pooling&sharing” z możliwością budowy w Polsce.
Gama Enforcer stoczni Damen

Gama Enforcer stoczni Damen

  • Naval OPV, jak nazwał Fassmer hybrydę okrętu patrolowego i korwety. Jeśliby połączyć Miecznika i Czaple w jedną klasę różniącą się tylko wyposażeniem, to możemy uzyskać zarówno czas na opanowanie technologii jak i uzyskanie ekonomii skali. Przykład NDR-u pokazuje, że łatwiej politykom zatwierdzić projekt już znany, istniejący i posiadający “promotora” niż wprowadzać coś nowego. Innymi słowy łatwiej wydłużać, skracać bądź modernizować znaną serię okrętów niż wprowadzać do służby nową klasę jednostek. Technologicznie do opanowania na bazie zagranicznego projektu, zwłaszcza jeśli się zacznie od Czapli a nie Miecznika. Warunkiem sukcesu jest integracja systemów przez firmę zagraniczną, przynajmniej w pierwszym etapie. Dla Sztabu Generalnego uzasadnieniem istnienia tej klasy okrętów jest eskorta okrętu wsparcia operacyjnego transportującego oddziały wojsk lądowych.
Jeszcze jedna mutacja MEKO A-100 za defense-studies.blogspot.com

Jeszcze jedna mutacja MEKO A-100 za defense-studies.blogspot.com

  • Niszczyciele min, ale w rozbiciu na platformę i systemy zwalczania min. Dlaczego właśnie tak? Ponieważ systemy zwalczania min, które mamy ambicję sami zrobić są w dopiero rozwijane. Polska uczestniczy w projekcie MMCM European Defense Agency i powinna skorzystać z rezultatów tego programu w ramach ‘Pooling&sharing”. Pierwszy gotowy system spodziewany jest w 2017. Jeżeli chcemy zaoszczędzić czas, to potrzebne by było równoległe rozwijanie platformy w kraju. Takie podejście rodzi ryzyko wynikające z integracji systemów z platformą w czym mamy małe doświadczenie. Rozwiązaniem mogłoby być podejście modułowe, a więc zaprojektowanie nosiciela z uwzględnieniem przestrzeni, mocy, marginesu wyporności i pewnych standardów wymiany danych. Taki okręt będzie “nieefektywny” w sensie wielkości bo musi zawierać marginesy ryzyka większe niż przy integracji systemów z platformą od początku. Zaletą może być fakt, że na większym okręcie można zainstalować systemy samoobrony więcej niż tylko symboliczne.

Powyższe projekty będące swoistym kompromisem pozwalają pójść drogą najmniejszego oporu organizacyjnego dając jednocześnie każdej ze stron argument do ręki. Jako takie po nadaniu im priorytetów dają szansę na krótsze ćwiczenie naszej cnoty cierpliwości.

Apr 132013
 
Ładowanie wyrzutni RAM

Rolling Airframe Missile to najczęściej podawane prze ze mnie przykładowe uzbrojenie obrony bezpośredniej. Poniżej zawarte komentarze próbują wyjaśnić na ile taki wybór jest uzasadniony. W sieci poza broszurami producentów udało mi się znaleźć dokument Free Gyro Imaging IR Sensor In Rolling Airframe Missile Application, oferujący trochę więcej szczegółów. Niestety nie udało mi się znaleźć nic podobnego na temat VL Mica,co pozwoliłoby na porównanie z tym najbliższym, czy raczej najbardziej prawdopodobnym konkurentem.

Handlowców uczą, że dla klienta nie są ważne szczegóły techniczne ale jakie z tego wynikają korzyści dla użytkownika. Dobrym przykładem jest poniższy cytat ze wspomnianego dokumentu:

Algorytmy przetwarzania sygnałów zapewniają pociskowi RAM możliwość autonomicznego wykrywania i śledzenia celu w podczerwieni. Żadne dodatkowe dane nie są wymagane od okrętu po odpaleniu pocisku. To daje RAM zdolność do zwalczania wielu celów jednocześnie i polepsza rezultaty w zwalczaniu ataków “wave” (cele nadlatują równolegle) oraz “stream” (cele nadlatują jeden za drugim).

RAM

Jakie są więc potencjalne korzyści stosowania Rolling Airframe Missile? Znajduję kilka:

  • Fire and Forget, czyli wystrzel i zapomnij wspomniana we wcześniejszym cytacie. Zaleta w obronie bezpośredniej na krótkim dystansie. W przypadku pocisków o większym zasięgu raczej niemożliwa wobec celów manewrujących. Stąd już nawet w przypadku VL Mica broszura wspomina o możliwości uaktualniania pozycji celu za pomocą łącza, chociaż nie wiadomo jakiego. Zwykle funkcje łącza pełni radar, chociaż opracowywany system CAMM lub Sea Ceptor ma być uniezależniony od radaru, czyli po angielsku “radar agnostic”. Minusem takiego rozwiązania jest problem zdolności pocisku do rozróżnienia celów blisko siebie oraz odróżnienia celu od poprzedzającego własnego pocisku. RAM ma wbudowany algorytm odróżniający cel od własnej, poprzedzającej rakiety.
  • RAM jest pociskiem od początku przeznaczonym do zwalczania przede wszystkim rakiet. Czy jest to zaleta czy wada, zależy od odpowiedzi na pytanie czego oczekujemy od okrętów obrony wybrzeża oraz w jaki sposób zamierzmy zorganizować obronę powietrzną zespołów floty. Również od założonego poziomu zagrożenia, w którym przyjdzie działać np. okrętom patrolowym. Ogólnie na morzu zamkniętym dystans i czas się skraca i obrona przeciwrakietowa powinna mieć priorytet.
  • Skuteczność na poziomie 95%, co nie jest czymś wyjątkowym ale jest potwierdzone w ponad 300 próbach. Trzeba uczciwie powiedzieć, że RAM nie był przetestowany w warunkach bojowych, ale mało który konkurent był (wyjątkiem mogą być Brytyjczycy).
  • Podwójny i pasywny sposób naprowadzania. W przypadku celów emitujących w zakresie fal elektromagnetycznych, pasywny czujnik RF służy do akwizycji celu i korekty kursu. W początku tej fazy naprowadzanie ma charakter “pościgu”, czyli kąt pomiędzy wektorem prędkości pocisku a namiarem na cel jest stały. Zwykle kąt jest tak ustawiony aby pocisk celował trochę w tył za celem, stąd efekt pościgu. Potem naprowadzanie stopniowo zamienia się na proporcjonalne, czyli szybkość zmiany kursu rakiety jest proporcjonalna do szybkości zmian namiaru na cel. W fazie końcowej naprowadzanie odbywa się z pomocą czujnika na podczerwień. Jeśli cel nie emituje energii elektromagnetycznej wówczas naprowadzanie odbywa się tylko z użyciem czujnika na podczerwień. Fakt, że system jest całkowicie pasywny rośnie na znaczeniu wobec coraz bardziej poważnego podejścia do walki w spektrum elektromagnetycznym. Admirał Jonathan W. Greenert z US Navy na łamach USNI Proceedings wypowiada następującą uwagę:
      • Przyszłe konflikty będą rozstrzygane na nowej arenie spektrum elektromagnetycznego i cyberprzestrzeni. Musimy te dwie rzeczywistości wpierw zintegrować a potem opanować.

  • Atrakcyjny jest również fakt podwójnego systemu w jednej rakiecie. VL Mica ma dwie głowice (na podczerwień i radar) ale zamiennie. To może wywołać interesującą dyskusję. W dawnych czasach zakładano odpalenie do celu dwóch pocisków w celu zwiększenia prawdopodobieństwa zniszczenia celu. Wówczas kombinacja kombinacja dwóch rakiet z różnym systemem naprowadzania jest interesująca. Pytanie na ile będzie to praktyka stosowana przy niezawodności rzędu 95%. Czy nie lepiej uzbroić okręt dodatkowo w zestaw artyleryjski. Będzie to dylemat wyboru pomiędzy pewnością zniszczenia celu a pojemnością magazynów na rakiety.
  • Możliwość współpracy z radarami 3D i 2D. Kontynuując wątek naprowadzania, głowica na podczerwień ma dwa algorytmy poszukiwania celu – stożkowy i pionowy. Pierwszy jest stosowany, jeśli dane o celu pochodzą z radaru 3D, drugi jeśli okręt dysponuje radarem tylko dwuwymiarowym 2D. W naszym przypadku staje się to atrakcyjne zakładając, że Miecznik będzie wyposażony w radar 3D ale Czaple z oszczędności już tylko 2D. Pocisk może pozostać ten sam.
ExLS_Canister-lg

ExLS za Defense – update

  • Wielość systemów wyrzutni. Najbardziej popularne wersje to Mk49 z 21 rakietami oraz SeaRAM łączący radar z Phalanxa z 10-cio rakietową wyrzutnią. Mają zaletę relatywnie łatwej instalacji a więc i przenoszenia z okręt na okręt. Ciekawa cecha jeśli chcemy oszczędzać, ale jednocześnie wyposażyć okręty patrolowe wysyłane na misje w minimum obrony przed atakiem jaki się zdarzył izraelskiej korwecie Hanit. Oczekiwania wobec Okrętu Obrony Wybrzeża będą z pewnością wyższe co do poziomu zagrożenia, stąd zdolność do obrony przed atakiem wielu pocisków nadlatujących z różnych kierunków nabiera wagi. Extensible Launching System (ExLS) jest systemem wyrzutni pionowych, który w wersji wolnostojącej wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla okrętów klasy korweta. W związku z planami US Navy wprowadzenia na wyposażenie pocisków Griffin, wyrzutnie Mk49 zostały zmodyfikowane tak a by je można było z nich odpalać. Możliwość mieszania w jednej wyrzutni dwóch typów pocisków daje sporą elastyczność w zwalczaniu zagrożeń asymetrycznych na wodach przybrzeżnych. Warto dodać, że RAM też posiada zdolność celów nawodnych ale z o wiele większym kosztem. Idąc tym tropem, czy jest możliwość zaadaptowania znanego nam Spike’a z Mk49?
rms_namd_srds_img

Rodzina wyrzutni RAM – źródło Raytheon

  • Podwojenie efektywnego zasięgu wraz z wersją Block 2. Trudno jest określić ile to naprawdę jest w kilometrach, ale można spekulować. Zasięg RAM w internecie jest podawany jako 8-9 km, bez podania czy jest to zasięg maksymalny czy też efektywny. Jeśli przyjmiemy, że zasięg efektywny to 2/3 zasięgu maksymalnego to jego podwojenie oznacza około 11- 12 km, co powoli zbliżałoby RAM do VL Mica. Opublikowane w internecie dane wspominają o zasięgu powyżej 20 km dla Mica ale wyniki testów zwalczania celów symulujących pociski przeciwokrętowe odbyły się na dystansie 12 i 14 km.

Ostateczna konkluzja z mojego własnego “obrachunku” z sympatii do RAM jest taka, że przemawia za nim potencjalna powszechność zastosowania i spora uniwersalność, pod warunkiem zaakceptowania krótszego zasięgu. Ten z kolei pokrywa się z efektywnym zasięgiem wykrywania rakiet przeciwokrętowych przez sensory pokładowe okrętów nosicieli. Problemem pozostającym do rozwiązania jest obrona przeciwlotnicza w sensie zwalczania samolotów, ale jak wspominałem powinno to pozostać domeną własnego lotnictwa myśliwskiego.

Mar 092013
 
JMSDF

Na stronie internetowej Ministerstwa Obrony Narodowej ukazała się krótka notka ze spotkania ambasadora Japonii z ministrem Siemoniakiem. Pewnie bym ją ominął gdyby nie drobny szczegół. Otóż po ogólnym stwierdzeniu, że “Polska widzi w Japonii strategicznego partnera w tej części świata”, znajdujemy tekst (podkreślenie moje):

Rozważano również możliwe obszary kooperacji w ramach rodzajów wojsk, jak np. Marynarki Wojennej, czy Sił Powietrznych.

Myśl o współpracy flot Polski i Japonii zmusza do sporej gimnastyki umysłowej i nie pomaga w tym wymienienie potencjalnych obszarów geograficznych jak Bliski Wschód i Afryka ani to, że Pan Matoko Yamanaka “wyraził aprobatę dla działań polskiego ministra obrony w ramach Grupy Wyszehradzkiej i Trójkąta Weimarskiego”. Sprawę można odłożyć ad acta, jeśli zakwalifikujemy ją jako zwykłą kurtuazję dyplomatyczną. Jeśli jednak zastanowić się głębiej być może jesteśmy świadkami zjawiska mogącego mięć istotny wpływ na przyszły kształt i rolę Marynarki Wojennej. Byłby to bowiem sygnał rosnącej roli dyplomatycznej floty w odróżnieniu od jej funkcji czysto militarnej i obronnej, o której wspominałem na tym blogu, czyniąc uwagę na temat strategii Bałtyk Plus, że “być może jest to zgodne z naszym stanem ducha, ale czy zgodne z naszymi interesami i potrzebami?”

Do refleksji na temat wzrostu znaczenia dyplomatycznego marynarki wojennej skłaniają mnie refleksje prof. Roberta Farleya na temat fiaska współpracy międzynarodowej w bitwie na Morzu Jawajskim. Wspomina on współczesną szkołę realizmu politycznego i jej koncepcję “offshore balancing” zakładającą, że równowagę w regionie mogą utrzymać naturalnie tworzone sojusze państw sprzeciwiających się próbie osiągnięcia lokalnej hegemonii przez jedno z nich. Tyle, że w odnośniku do komentarza Is Asia’s Balance of Power Self-Enforcing?, prof. James Holmes stawia pytanie na ile jest to proces naturalny, a na ile musi być podtrzymywany przez siłę z zewnątrz. Wracając do spotkania w MON-ie warto sobie postawić pytanie na ile Polska znajduje się w orbicie zainteresowań potęg tego świata przy realizacji polityki budowania regionalnych sojuszy. Uwaga jest skierowana na Azję i region Pacyfiku i Japonia znajduje się, chcąc nie chcąc w centrum wydarzeń. Z Japonią łączy nas wspólny sojusznik jakim są Stany Zjednoczone i potężny sąsiad – Rosja, która jest również państwem azjatyckim i rejonu Pacyfiku.

 

Koreańska korweta w eskorcie lotniskowca

Koreańska korweta w eskorcie lotniskowca

Po tych dyplomatycznych dywagacjach wróćmy do planu modernizacji floty. W poprzednim wpisie dość nieudolnie próbowałem pokazać, że strategia obronna Bałtyk Plus i chęć współpracy w ramach sojuszniczych grup zadaniowych, a więc funkcja dyplomatyczna, prowadzą do rozbieżnych specyfikacji okrętu niełatwych do pogodzenia. Funkcja militarna zagnieżdżona w obronnej strategii Bałyk Plus preferowałaby, zgodnie z pracami prowadzonymi pod kierownictwem Capt. Wayne Hughesa, okręty w granicach 600-1.000 ton, których egzemplifikacją była koncepcja dwukadłubowego Sea Lance. Dla przypomnienia, wynika to z analizy tak zwanego Równania Salwy, która mówi, że w starciu dobrze uzbrojonej korwety z trzema Orkanami o wyniku przesądzi raczej rozpoznanie aniżeli indywidualne wyposażenie okrętów. Nawet umiarkowane doposażenie Orkanów w RAM pozwoli zmienić diametralnie sytuacje, w której korweta znajduje się w znacznie gorszej sytuacji. Zwykła arytmetyka wskazuje na istotną rolę przewagi liczebnej w otwartym konflikcie zbrojnym dwóch stron na morzu. Wzrost roli dyplomatycznej przy zachowaniu strategii Bałtyk Plus, oznacza, że potrzebujemy okrętów jeśli nie zdolnych do operacji pełnomorskich to przynajmniej zdolnych do przejścia na inne obszary działania z dala od Bałtyku. To oznacza okręty raczej w zakresie co najmniej 2.000 ton. Biorąc pod uwagę ograniczenia budżetowe i potrzebę rozproszenia siły ofensywnej na możliwie maksymalną ilość jednostek przy realizacji funkcji obronnej, wracamy do początku, czyli idei połączenia w jedną, dwóch klas okrętów nawodnych z trzech wymienionych w programie modernizacji (Miecznik, Kormoran, Czapla). W wachlarzu możliwości od Visby po LCS z poprzedniego wpisu przesuwamy się w kierunku tego drugiego.

Wariant uwypuklający rolę dyplomatyczną to połączenie Miecznika z Czaplą i oznacza budowę serii 6-ciu okrętów opartych o te samą platformę ze zróżnicowanym zestawem uzbrojenia i sensorów, ale posiadającą w obu przypadkach hangar. Jest to rozwiązanie całkiem prawdopodobne biorąc pod uwagę chyba zamkniętą już specyfikacje na Kormorana. Konieczne jest zachowanie możliwości dozbrojenia okrętów patrolowych do wyższego standardu na wypadek konfliktu zbrojnego, a więc pewna forma modułowości. Poważnym minusem jest konieczność ograniczenia kosztów jednostkowych aby zmieścić się w budżecie, co oznacza ścisłą dyscyplinę w tworzeniu specyfikacji i wykonaniu. Jest to możliwe przy pełnej współpracy z przemysłem, ale krajowe stocznie nie posiadają takiego doświadczenia, co oznacza istotny wzrost ryzyka. Zakładając łączny budżet (własne szacunki) na poziomie 4.5 – 5.0 mld PLN na obie klasy okrętów łącznie, koszt średni wyniósłby około 800 mln PLN. Różnicując wyposażenie możemy mieć dwie serie po 600 i 1.000 mln PLN każda. Jeśli planujemy dokonanie skoku generacyjnego ale w oparciu o rozwiązania sprawdzone, to w grę wchodzą MEKO A-100 lub seria SIGMA. Nie można całkowicie wykluczyć niespodzianki, jak Navantia, DCNS a nawet Luerssen czy Fassmer.

Projekt skalowalny i w miarę  sprawdzony

SIGMA – Projekt skalowalny i w miarę sprawdzony

Na wariant podkreślający rolę obronną czas już chyba minął, bo zakładałby połączenie Kormorana z Miecznikiem, czyli realizacje wariantu szwedzkiego który polega na połączeniu w jednym kadłubie możliwości FAC i niszczycieli min. Przy naleganiu Marynarki Wojennej na kadłub amagnetyczny tylko jeden okręt istniejący spełnia wymogi i jest nim Visby. Ciekawe na ile jest możliwe zrobienie wersji ze stali amagnetycznej kosztem prędkości? Zaletami wówczas są zwiększona jednocześnie liczba jednostek przeciwminowych i liczba wyrzutni rakietowych na okrętach. Niszczyciele min posiadałyby zdolność do samoobrony a zwalczanie okrętów podwodnych wymagałoby współpracy ze śmigłowcami bazującymi na lądzie. Dla tych ostatnich zniknęłoby ograniczenie wagi, czyli w grę wchodziłby Eurocopter EC725, co w innym przypadku może być trudno osiągalne na małych jednostkach. Rola dyplomatyczna przypada w tym wariancie Czapli, która może być albo kontynuacją Ślązaka oferując większą odporność na ciosy, bądź specjalizowaną jednostką patrolową zoptymalizowaną pod kątem ekonomiczności i autonomiczności. Paradoksalnie z punktu widzenia budżetu wygląda to lepiej, gdyż przy tych samych kosztach Okrętu Obrony Wybrzeża mamy większy budżet na niszczyciele min niż na patrolowce o jakieś 0.5 mld PLN, czyli 5.0 – 5.5 mld PLN w sumie. Średni koszt jednostkowy skacze o prawie 100 mln PLN w górę do 850 – 900 mln PLN. Przy czym, podobnie jak w poprzednim przykładzie, modułowość Visby pozwala na wymianę wyposażenia przeciwminowego na rakiety przeciw-okrętowe. Minusem jest mniejsza ilość okrętów zdolnych do misji poza Bałtykiem. Zaangażowanie polskiego przemysłu ma zalety i wady. Z jednej strony, ze względu na materiał kadłuba stocznie polskie najprawdopodobniej nie brałyby udziału w budowie, z drugiej zaś moduł przeciwminowy byłby dłuższą serią, co daje większe i stabilniejsze zamówienia w dłuższym czasie.

Tak, czy inaczej zaangażowanie Marynarki Wojennej w działania pokojowe, dyplomatyczne czy stabilizacyjne daje jej mocniejsze podstawy bytu na co dzień niż tylko obrona kraju. Nie od dzisiaj wiadomo, że im dłuższy okres pokoju tym bardziej budżet obronny jest przedmiotem i ofiarą gry politycznej.

Feb 282013
 
Visby and Helos

Wydaje się być jak najbardziej naturalnym i logicznym, aby Okręt Obrony Wybrzeża mający realizować strategię Bałtyk Plus, był zdolny również do współdziałania z sojusznikami na wodach poza Bałtykiem. O niektórych problemach wynikających z tego faktu wspominałem w poprzednim wpisie i chcę ten wątek rozwinąć, gdyż koncept Okrętu Obrony Wybrzeża może mieć większe znaczenie niż być tylko zręcznym wybiegiem lingwistycznym. Interesująca w tym względzie jest ewolucja poglądów A.T. Mahana na temat relacji handlu morskiego i raison d’etre floty:

(… ) To jest wrażenie, że floty zależą on handlu morskiego jako powód i uzasadnienie swojego istnienia. Do pewnego stopnia oczywiście, jest to prawda i właśnie ponieważ jest to prawda do pewnego stopnia konkluzja jest myląca. Ponieważ twierdzenie jest częściowo prawdziwe, jest ono akceptowane bezkrytycznie jako prawdziwe.( … ) Coraz bardziej staje się jasne, że funkcja flot jest wyraźnie militarna i międzynarodowa, jakikolwiek był historyczny powód ich powstania w każdym z przypadków.

A.T. Mahan cytowany w Jon Tetsuro Sumida Inventing Grand Strategy and Teaching Command

Szybki i groźny zwiadowca - protoplasta OOW?

Szybki i groźny zwiadowca – protoplasta OOW?

Tekst został napisany przez Mahana po przeanalizowaniu wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 roku. Spoglądając na opis Okrętu Obrony Wybrzeża z artykułu Czas oczekiwanego przełomu w kontekście obrony Port Artura, szukalibyśmy dla floty rosyjskiej okrętu kontestującego blokadę japońską a dla floty japońskiej okrętu osłaniającego transport wojsk. Czy mógłby być to taki sam okręt? Robert Work w swoim ostatnim artykule The Littoral Combat Ship: How We Got Here, and Why daje nam szansę wglądnięcia w proces decyzyjny, który jest świadectwem ewolucji poglądów w dokładnie przeciwnym kierunku Od niewielkiego okrętu zdolnego do penetracji wód przybrzeżnych zdominowanych przez przeciwnika do okrętu osłony dla tak zwanej Sea Base, czyli okrętów desantowych, zaopatrzenia i wsparcia a nawet lotniskowców. Po drodze wyeliminowano idee silnie uzbrojonego okrętu wielozadaniowego o wyporności 2.200 do 2.600 ton, jako niemożliwego do zrealizowania w ramach założonych $400 mln.

W obu opcjach śmigłowce odgrywały kluczowa role a wymogi co do zasięgu i autonomiczności spowodowały wzrost wyporności do 3.100 ton. Jednocześnie uważano, że “przy tej wyporności i 20 gniazdach dla modułów misji oba projekty okrętów będą najmniejszymi na świecie z takim zaokrętowanym składem lotniczym i zestawem pojazdów bezzałogowych”.

Mówiąc obrazowo i używając do porównania okręty istniejące w rzeczywistości a nie na papierze, dwa krańce spektrum gdzie powinien znajdować się nasz Okręt Obrony Wybrzeża wyznaczają Visby i LCS. Pierwszy jest najpełniejszą realizacją przybrzeżnego wojownika a drugi najmniejszym możliwym okrętem osłony, zdolnym do operowania na wodach otwartych. Podpowiedź, w którym kierunku się zwrócić daje nam krótka wzmianka z Polski Zbrojnej:

Z sekretarzem generalnym Sojuszu zgodził się minister Siemoniak. – Udział w finansowaniu NATO przez USA przekroczył już 70 proc. To są najwyższe wskaźniki w historii, mimo że Stany Zjednoczone zaplanowały redukowanie swego budżetu obronnego – stwierdził szef MON

Przy takim poziomie finansowania nie od rzeczy jest zadać sobie pytanie jakie są oczekiwania naszych amerykańskich sojuszników, całkiem świadomie pomijając artykuł 5-ty traktatu NATO. James Holmes pytanie na ile reorientacja Stanów Zjednoczonych na Pacyfik wpłynie na zwiększenie lub obniżenie bezpieczeństwa Tajwanu, skomentował między innymi tak:

Zademonstrowanie Amerykanom, że walka za Tajwan nie spowoduje nieakceptowalnych strat lub nie będzie trwała zbyt długo jest krytycznym czynnikiem w kalkulacji korzyść/strata mającym wpływ na decyzję o interwencji. To oznacza propozycje strategii i sił, które powstrzymają Chiny wystarczająco długo, aby umożliwić U.S. Navy przybycie z odsieczą. Taipei musi posiadać pewne własne środki odmowy dostępu i przyjąć postawę strategicznie defensywną, która wymusi zniechęcający poziom strat na atakujących.

Sąsiedztwo potężnego sąsiada posiadającego przygniatającą przewagę materialną, ale którego intencje możemy tylko oceniać jest źródłem niepokoju nie tylko w Azji. Kwestia staje się jeszcze bardziej istotna jeśli spojrzymy na propozycje U.S. Navy radzenia sobie z drastycznymi cieciami budżetu. Na pierwszy ogień idą koszty związane z operacjami morskimi. Plan U.S. Navy radzenia sobie z cięciami budżetowymi pokazuje propozycje wycofania z Europy wszystkich okrętów oprócz Ballistic Missile Defence oraz rezygnacji z udziału w ćwiczeniach. W takich warunkach trudno mówić o samodzielnej osłonie linii komunikacyjnych za pomocą trzech okrętów za wyjątkiem tymczasowego wywalczenia prawa do przejścia morzem dla szczególnie ważnych transportów, zwłaszcza planowanego okrętu wsparcia operacyjnego.

Z punktu widzenia technicznych możliwości, spektrum pomiędzy “przybrzeżnym wojownikiem” a okrętem osłony można opisać za pomocą kilku typów okrętów:

  • Visby lub jego bardziej konwencjonalny odpowiednik Saar 5
  • MEKO A-100, czyli wariant Slązaka jak np. proponowana na tym blogu “kanonierka Gawron”
  • Naval OPV, termin zapożyczony od Fassmera, czyli hybryda OPV i korwety
  • LCS
LCS "nabrał kolorów"

LCS “nabrał kolorów”

Dalej pozostaje już tylko niekończąca się dyskusja o fregatach, co może pozostawać w oderwaniu od realiów wybranej strategii i finansowych. Każdy z wymienionych typów okrętów ma swoje zalety i wady lecz kluczem wydaje się być wzajemna relacja Okrętu Obrony Wybrzeża z reszta floty. Nie potrafię się powstrzymać od ponownego zapożyczenia cytatu ze wspomnianej wcześniej książki Tetsuro Sumidy:

Z chwilą, gdy za analizowaną jednostkę przyjmiemy … . “światowy system” a nie “państwo”, “naród” czy “ludność”, wówczas wiele się zmienia w wyniku analizy. W szczególności przenosimy zainteresowanie z cech charakteryzujących państwa (atrybutów) na relacje pomiędzy państwami.

Immanuel Wallerstein, The Modern World System cytowany w Jon Tetsuro Sumida Inventing Grand Strategy and Teaching Command

Powyższe słowa równie dobrze co światowy system opisują flotę i jej poszczególne składniki jak okręty, śmigłowce, systemy dowodzenia itd. Biorąc za przykład Visby, oznaczałoby to dość ścisła współpracę ze śmigłowcami ZOP, a funkcja współpracy międzynarodowej przypadłaby okrętom patrolowym i niszczycielom min. W tym wypadku również liczba trzech jednostek wydaje się być zbyt mała i wariant szwedzki jest bardziej konsekwentny. Kontynuacja MEKO może mieć zaletę ułatwionego startu, ale wysoki koszt samej platformy naturalnie ogranicza zainstalowane systemy uzbrojenia i dowodzenia. To powinno skłaniać do ściślejszej współpracy z Nadbrzeżnym Dywizjonem Rakietowym. Idąc dalej coraz bardziej oddalamy się od obronnej doktryny Bałtyk Plus na rzecz współpracy międzynarodowej. Wówczas obrona kraju spocznie na okrętach podwodnych i NDR. Nawiasem mówiąc, pojawia się poboczne pytanie o śmigłowce zaokrętowane na okrętach patrolowych i OOW. Wysłanie jednocześnie dwóch jednostek oznacza ogołocenie dywizjonu śmigłowców bazujących na ladzie i służących do obrony wybrzeża. Intuicja podpowiada, ze bezalogowa wersja SW-4 będzie miała spore wzięcie.

Kończąc, flota powinna być zaprojektowana jako całość i takie sprawia wrażenie w prezentacji MON. Nazwa Okręt Obrony Wybrzeża jest raczej spójna z doktryna Bałtyk Plus i istnieje uzasadnienie, aby była wiodącym mottem w projektowaniu okrętu.

Feb 172013
 
Tsushima ale mógł być Port Artur

Czas oczekiwanego przełomu opublikowany w lutowym wydaniu Przeglądu Morskiego kryje w sobie chyba więcej treści aniżeli wydaje się to na pierwszy rzut oka. Przesłanie Pana Admirała dobrze jest czytać w kontekście innych informacji i wypowiedzi z ostatnich tygodni. Przede wszystkim jest to chyba pierwsza tak szeroka i oficjalna wypowiedź Marynarki Wojennej i choćby z tego powodu zasługuje na wnikliwą lekturę. Na wstępie padają słowa mogące stanowić zręb sensu istnienia floty oraz zarys podstaw doktrynalnych, które warto zacytować w całości i zwrócić uwagę na kolejność używania argumentów (podkreślenia są moje):

(…) wyłania się problem współodpowiedzialności Polski jako państwa morskiego, członka wspólnoty europejskiej oraz największego sojuszu państw morskich. Państwo polskie jest zobowiązane do posiadania skutecznych sił morskich. Warto podkreślić, że polska flota wojenna jest jedynym podmiotem polskiej polityki morskiej, który jest uprawniony do zbrojnego przeciwdziałania próbom naruszenia polskich obszarów morskich, strefy odpowiedzialności sojuszniczej, ochrony żeglugi oraz interesów gospodarczych na oddalonych akwenach morskich. Marynarka Wojenna RP ma obowiązek obrony polskiego wybrzeża w połączonej operacji obronnej i powinna dysponować potencjałem wystarczającym do odstraszania wrogich sił, które chciałyby podjąć próbę naruszenia ustalonych zasad współistnienia europejskiego.

Polska nie funkcjonuje w politycznej, ekonomicznej, geograficznej i militarnej próżni. Spośród trzech powodów prowadzenia wojny, wymienionych przez Tukidydesa jakimi są obawa, korzyść i honor, być może obawa w naszym kraju ma racje dla dominacji, ale korzyść i aspiracje na arenie międzynarodowej nabierają na znaczeniu. W końcu w Afganistanie i Iraku nie broniliśmy integralności politycznej i granic naszego Państwa? Zalety posiadania floty w czasach pokoju i kryzysu są w naszym położeniu równie wielkie jak nie większe niż w czasie wojny, ale czekają wciąż na swoje odkrycie.

Novum w przesłaniu stanowi funkcja odstraszania, dość niezwykła dla niewielkich flot i rodząca pytania teoretyczne na ile jest ona możliwa w tym przypadku. Profesor James Holmes poniższe słowa odnosi do sytuacji w Azji, ale są one uniwersalne:

Oto mamy przed sobą teoretyczny sposób patrzenia na problem odstraszania. Pisząc pół wieku temu, Henry Kissinger przedstawiał odstraszanie jako wynik działania trzech zmiennych: możliwości, co oznacza możliwą do użycia fizyczną moc; zdecydowanie, oznaczające wolę przywódców do użycia tej mocy; oraz przekonanie, oznaczające stopień do jakiego przeciwnik bierze nasza zdolności odstraszające na serio. Jeśli którakolwiek z tych trzech zmiennych równa się zeru, zwykła arytmetyka mówi, że wartość odstraszanie wynosi zero.

Czy odstraszanie to opcja możliwa dla małej floty?

Czy odstraszanie to opcja możliwa dla małej floty?

Potwierdzenie koncepcji odstraszania znajdujemy w enigmatycznym opisie przyszłych okrętów podwodnych Orka, mówiącym o zdolności okrętu do zwalczania celów lądowych i długotrwałego przebywania pod wodą. Słowa należy odczytywać zwłaszcza w kontekście informacji o intencjach zakupu JASSM dla polskich F-16. Minister Siemoniak w wywiadzie dla Gazety Wyborczej otwarcie potwierdza obranie takiej drogi.

Korzyścią posiadania zdolności odstraszających dla Marynarki Wojennej jest polityczne poparcie dla projektu budowy okrętów podwodnych i prawdopodobnie stabilne finansowanie. Z drugiej strony, okręty stają się zasobem strategicznym państwa. Jeśli raptem kilka pocisków konwencjonalnych ma stanowić o zmianie postawy potencjalnego przeciwnika, to obrane cele muszą mieć wysoką wartość militarną i polityczną. To może jednak prowadzić do destabilizacji sytuacji politycznej lub eskalacji, a więc decyzja o użyciu okrętów podwodnych będzie podejmowana na najwyższych szczeblach. Dostępność tych okrętów dla innych zadań operacyjnych marynarki znacznie zmaleje, zwłaszcza że ma morzu jednocześnie nie można się spodziewać więcej jak 1-2 jednostek. Najwygodniejszym rozwiązaniem byłoby posiadanie pocisków o zasięgu poniżej 300 km, ale wersje rakiet przeciw-okrętowych, nawet jeśli posiadają zdolność do ataku celów lądowych, należą raczej do kategorii 150-200 km. Tylko czy jest to zasięg satysfakcjonujący? Oczywiście wszelkie spekulacje na ten temat pocisków o zasięgu >300 km mają sens pod warunkiem zgody państw dysponujących taką technologią na jej transfer do Polski, co było przedmiotem dyskusji na forach internetowych. Zarówno w przypadku Stanów Zjednoczonych (Tomahawk) jak i Francji (Scalp Navale) wkraczamy w delikatna sferę stosunków tych państw z Federacja Rosyjską.

Opis Okrętu Obrony Wybrzeża przynosi zmianę akcentów, podobnie jak powyżej, tkwiącą również w kolejności prezentowanych argumentów.

Pod tajemniczo brzmiącą nazwą okrętu obrony wybrzeża „Miecznik” kryje się jednostka wielozadaniowa, dzięki której możliwe będzie skuteczne przeciwdziałanie zagrożeniom na wodach przybrzeżnych. Będzie ona także mogła wykonywać zadania na wodach otwartych w składzie sojuszniczych zespołów zadaniowych. Nie da się uniknąć skojarzeń zadań tego okrętu z tymi określonymi dla tradycyjnej korwety wielozadaniowej, ale różnice będą się odnosić zarówno do priorytetów zadaniowych, jak i wyposażenia „Miecznika”. Planuje się, że na pierwszym okręcie tej klasy bandera zostanie podniesiona w roku 2017.

Idealny Okręt Obrony Wybrzeża słabo nadaje się do sojuszniczych grup zadaniowych

Powyższy opis nabiera znaczenia w świetle ostatnich ćwiczeń przeprowadzanych przez Marynarkę Wojenną. Tematy dominujące to ochrona transportu morskiego, przeciwdziałanie blokadzie i desantowi na własne wybrzeże. Jakie zagrożenia będą dominujące w takich operacjach? Blokada morska i desant z morza to domena przede wszystkim okrętów nawodnych, stąd wniosek, że rakiety przeciw-okrętowe, artyleria i miny to potencjalnie główny arsenał Okrętów Obrony Wybrzeża. Na zasadzie symetrii, jednostki powinny posiadać możliwość obrony przed użyciem przez przeciwnika podobnych środków ataku. Jako minimum niezbędne wydają się być obrona bezpośrednia przed rakietami manewrującymi oraz zdolność do wykrycia i unikania min, bez konieczności ich zwalczania.

Idea Okrętu Obrony Wybrzeża jest w zgodzie z twierdzeniem Sir Juliana Corbetta powtarzającego za Carlem von Clausewitzem, że prawdziwa obrona oznacza oczekiwanie na szanse do ataku. Jeśli strona posiadająca przewagę nie zdoła uzyskać rozstrzygnięcia w kwestii panowania na morzu, daje to stronie słabszej szanse na przeciwdziałanie, w tym osłonę morskich linii komunikacyjnych. Jest to więc okręt do kontestowania panowania na morzu przez przeciwnika. W przypadku eskortowania ważnych jednostek, torpeda czy mina są o wiele groźniejsze od rakiet. Ataki na tankowce w Zatoce Perskiej w latach 80-tych zademonstrowały niezwykłą odporność współczesnych, dużych statków handlowych na ataki z powietrza z użyciem rakiet przeciw-okrętowych. Posiadanie zdolności zwalczania okrętów podwodnych wysuwa się więc na czoło w zadaniach eskortowych.

Czym to zatopić?

Czym to zatopić?

Uczestnictwo w sojuszniczych zespołach zadaniowych wymaga posiadania przed jakimikolwiek zdolnościami bojowymi dzielności morskiej, autonomiczności i systemów łączności. Spośród zdolności bojowych możliwość prowadzenia operacji lotniczych z użyciem śmigłowca czy dronów będzie istotna. W tym momencie pojawia się moim zdaniem podstawowy problem z definicją Okrętu Obrony Wybrzeża a mianowicie to, że wymienione wymagania prowadzą do niestabilnej koncepcji. Przykład OHP, LCS czy Venatora skłaniają do przyjęcia, że wymienione wymagania prowadzą do okrętu w klasie 3.000 ton. To grozi z kolei pokusą zbudowania fregaty, czyli okrętu koncepcyjnie przeznaczonego do działań na liniach komunikacyjnych, co zakłada jeśli nie posiadanie panowania na morzu to przynajmniej braku rozstrzygnięcia tej kwestii i jest w opozycji do koncepcji okrętu kontestującego silniejszego przeciwnika. Ponadto okręt wielkości fregaty w niewielkiej flocie jak nasza stanie się automatycznie “capital ship” i będzie prawdopodobnie przedmiotem nieustającej krytyki, że jest niedozbrojony. Rozwiązaniem stosowanym przez długi czas w Royal Navy było administracyjne narzucenie limitu na wielkość okrętu, co przy wymaganej autonomiczności i zasięgu ogranicza naturalnie ładunek użyteczny, czyli uzbrojenie i związaną z nim załogę. Przyjęcie niekonwencjonalnej formy kadłuba mogłoby pomóc, ale wątpię czy marynarka wojenna zdecyduje się na takie ryzyko.

Naval Task Force - od najmniejszego do największego

Naval Task Force – od najmniejszego do największego

Definicja okrętu patrolowego jest być może najmniej lakoniczna i nie sprawiająca kłopotów koncepcyjnych. Okręt dobrze się wpisuje w ideę współodpowiedzialności Polski za bezpieczeństwo na morzach jeśli nie świata to przynajmniej Europy, której jesteśmy częścią z własnego wyboru. Jest to bardzo ekonomiczny sposób prowadzenia polityki zagranicznej i dyplomacji morskiej:

Okręt patrolowy z funkcją zwalczania min pk. „Czapla” będzie nowym typem jednostki w naszej marynarce. Wpisuje się on w nowoczesne trendy rozwojowe flot europejskich do zwiększania zdolności operacyjnych jednostek tej klasy przez ich doposażenie w tak zwane moduły mi- sji. Oprócz przeznaczonego specjalnie dla „Czapli” modułu do zwalczania min, okręt będzie mógł przenosić moduły rozpoznawcze, hydrogra- ficzne czy też przewidziane do zwalczania zanieczyszczeń morza. Pierwszy okręt typu Czapla wejdzie do służby w roku 2018.

Czas oczekiwanego przełomu jest przekazem ostrożnego optymizmu. Powyższe spekulacją są być może tylko moją fantazją, ale pozwalają na przekonanie, że Marynarka Wojenna ma w końcu swoją wizję i plan zaakceptowany przez polityków a wiec w miarę realny. Opisy okrętów są lapidarne ale wskazują na zaawansowanie prac koncepcyjnych. Realizacja może być trudna i bolesna, jak pokazuje choćby artykuł Maksymiliana Dury w NTW o procedurze przetargowej na autonomiczne pojazdy podwodne. Budowa zaplecza przemysłowego mającego wspierać również powoli posuwa się do przodu. Należy sobie tylko życzyć konsekwencji w tak ogromnym i długotrwałym przedsięwzięciu.

 

Jan 262013
 
Castleclasscorvette

Od dawna można było podejrzewać, że mglisty termin Okręt Obrony Wybrzeża jest zręcznym wybiegiem pozwalającym na kompromis przy konstruowaniu planu modernizacji marynarki wojennej. Ostatnio Maksymilian Dura w artykule o Radzie Budowy Okrętów ze styczniowego numeru NTW podzielił się z czytelnikami informacją, że autorem nazwy jest Admirał Waldemar Głuszko, z-ca Szefa Sztabu Generalnego. Panu Admirałowi należy się uznanie za dyplomatyczne rozwiązanie problemu, co pozwoliło prawdopodobnie na osiągnięcie celu zasadniczego jakim było zatwierdzenie planów modernizacyjnych. Talent dyplomatyczny Pana Admirała będzie jednak chyba wkrótce znów potrzebny, gdy dojdzie do konkretnych ustaleń, czym Okręt Obrony Wybrzeża ma być. Wspomniana w artykule awersja polityków do słowa korweta jest zrozumiała. Nikt nie chce firmować porażki. Interesujące jest również jak szybko argument o ogromnych kosztach rozpłynął się jak mgła o poranku. Te same mniej więcej 1.400 mln PLN, które były kwotą nieakceptowalną dla korwety, zostały zaakceptowane dla okrętów podwodnych. Dlaczego tak jest, warto studiować, bo poza emocjonalną awersją decydentów do słowa korweta istnieją merytoryczne powody, dla których eskalacja wymagań taktyczno-technicznych i kosztów może doprowadzić do powtórzenia sytuacji. Za sygnał ostrzegawczy może służyć prezentacja TKMS Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol z konferencji OPV w Hamburgu w 2011, w której Adm. Jonathan Kamerman nawołuje do tworzenia specyfikacji okrętu “wystarczająco dobrego” i wymienia kilka czynników wiodących do tak zwanego mission overkill a w rezultacie zagrożenia dla projektu:

  • nacisk na standardy wojenno-morskie w budowie
  • zbyt duża prędkość i złożoność systemów napędowych
  • obniżenie sygnatur
  • złożoność systemów walki
  • wielkość załogi

Dotyczy to praktycznie każdej klasy okrętów, ale poniższy przykład pokazuje, że przestrzeń pomiędzy okrętem patrolowym a fregatą, w której znajduje się korweta jest szczególnie podatny na przerost formy nad treścią. Poniższy dłuższy fragment barwnie opisujący problem pochodzi z książki D.K. Brown & George Moore, Rebuilding the Royal Navy:

hms-leeds-castle-p258-1982-patrol-boat

W trakcie prac nad projektem Castle OPV, wykonaliśmy model okrętu na RN Equipment Exhibition pokazujący potencjalnie możliwe, silnie uzbrojone wersje projektowanego okrętu. Nie mieliśmy żadnych obliczeń potwierdzających te pomysły, ale były one prawdopodobnie realne. Jednakże z braku klientów prace zamarły. W miarę zbliżania się Bożego Narodzenia mieliśmy trochę wolnego czasu i przez dwa tygodnie autor zaangażował sekcje projektową do opracowania okrętu dla sonaru holowanego bazującego na projekcie Castle. Było to bardzo interesujące ćwiczenie z pewnymi fundamentalnymi implikacjami. Okręt musiał być cichy co oznaczało, że większość wyposażenia musiała być zgodna ze standardami wojenno-morskimi a zródło energii elektrycznej stałe w napięciu i częstotliwości. Wszystko to oznaczało budowę w stoczni “wojennej” z wysokimi kosztami stałymi, co prowadziło do szacowanych kosztów 25 mln funtów bez uzbrojenia, zamiast 6 mln dla typowego OPV. Okręt w pełni wyposażony kosztowałby około 35 mln. To było maksimum możliwe do akceptacji jako “okręt na straty” (expendable). Dodając rozsądne możliwości samoobrony koszt zbliżyłby się do fregat Type 23, sporo ponad 100 mln funtów.

Tak więc przed Panem Admirałem być może jest jeszcze wiele przeszkód do pokonania.