Oct 222011
 

Przeglądając różne artykuły z Canadian Naval Review zwróciłem uwagę na dwie kwestie mogące mieć odniesienie do współczesnej Marynarki Wojennej RP. Pierwsza dotyczy wyobrażenia społeczeństwa co do roli Royal Canadian Navy i ewentualnego wsparcia opinii publicznej dla działania i rozwoju floty. Stawia to pytanie na ile siły zbrojne mogą się rozwijać w oderwaniu od oczekiwań społeczeństwa. Druga kwestia związana jest bezpośrednio z kompozycją floty, czyli koncepcją High-Low Mix w odniesieniu do planowanych klas okrętów. W naszym przypadku stawia pytanie o rolę korwet w całokształcie Marynarki Wojennej.

Matthew Gillis w artykule “The Canadian Missions: How the Navy Maintains its Purpose” tak pisze o kondycji RCN:

Canadian Navy nigdy nie posiadała możliwości atakowania celów na lądzie poza zasięgiem artylerii okrętowej, nie posiada lotniskowców od 1970-go i nigdy nie miała w arsenale sił desantowych.

Jakie wiec znaczenie ma dzisiaj Royal Canadian Navy? I dla kogo- społeczeństwa, polityków czy marynarzy?

(…) tradycyjne, bojowe siły morskie spotkały się z brakiem wsparcia opinii publicznej w Kanadzie, zwłaszcza po zakończeniu “zimnej wojny” i zaniku jakiegokolwiek oczywistego zagrożenia dla bezpieczeństwa Kanady. Jednakże Kanadyjczycy popierają swoją Marynarkę Wojenną gdy wykonuje nie-tradycyjne zadania – patrolowanie i ochrona rybołówstwa, utrzymywanie porządku prawnego na morzu czy działania dyplomatyczne – zadania, które są bardziej zgodne ze zdaniem opinii publicznej w Kanadzie i być może bardziej istotne strategicznie w budowaniu sojuszy i zapobieganiu konfliktom w państwach rozwijających się.

Następny cytat wprowadza nas w konflikt, który potrafi zablokować zarówno rozwój doktryny dla Marynarki Wojennej jak i wszelkie długoterminowe programy modernizacji a dotyka sedna relacji wojskowych i cywilnego nadzoru nad wojskiem:

Jeśli opinia publiczna będzie dalej widziała siły zbrojne Kanady jako narzędzie dla operacji pokojowych i humanitarnych w przeciwieństwie do działań bojowych, to nie Marynarka Wojenna traci swe uzasadnienie lecz rakiety i samoloty uderzeniowe. Dla tych, którzy uważają wspomniane środki ataku za kluczowe dla współczesnej floty, będąc nieświadomi priorytetów polityki zagranicznej Kanadyjczyków i właściwej “Kanadyjskiej” natury ich celów – będą bez wątpienia uważali Royal Canadian Navy za przestarzałą i bezwartościową.

Dla równowagi należałoby przytoczyć następujący cytat z książki “Fighting Talk: Forty Maxims on War”, Colin. S. Gray – “Optymistyczni idealiści wierzą, że pokój prowadzi do jeszcze większego pokoju. (…) To szlachetny pogląd i sympatyzuje z nim. Jednakże, jest on sprzeczny z historią, która jest jedynym dostępnym źródłem faktów potwierdzających poglądy.”

Czy zatem wspomniana ma wstępie kompozycja floty “High-Low Mix” może pogodzić obie grupy? Dobrą ilustracją może być historia budowy 6 niszczycieli dla marynarki kanadyjskiej w okresie międzywojennym. Intencją rządu Kanady, wspartą przez opinię Admirała Viscounta Johna Jellicoe było zbudowanie floty opartej o dwa filary – 3 krążowniki klasy Bristol oraz 12 małych niszczycieli posiadających duży zasięg niezbędny w obronie żeglugi. Na tej podstawie Minister Obrony George Graham w 1922 zaproponował zastąpienie niszczycieli serią 450-tonowych patrolowców. Projekt został ochrzczony jako “Five Trawler Navy” i w końcu odrzucony. W 1936 roku projekt wrócił na podstawie rekomendacji Admirała Chatfielda aby zakupić 2 krążowniki i serię sloopów. Taka flota miała być w intencji autora idealnym rozwiązaniem dla zadań lokalnej obrony i ochrony żeglugi. Wiceadmirał Nelles przeforsował jednak ideę budowy 6 niszczycieli typu Tribal i w ogóle koncepcji floty jednorodnej opartej o niszczyciele. Koncepcja została w czasie II wojny światowej zweryfikowana negatywnie. Całość jest opisana w bardzo dobrym artykule Kena Hansena The “Destroyer Myth” in Canadian Naval History. Ten sam autor broni koncepcji “High-Low Mix” twierdząc, że:

Jednorodna struktura floty jest odpowiednia tylko w czasach strategicznej i politycznej stabilizacji. Jeśli strategiczny kontekst jest złożony, zmienny lub niepewny, wymagana jest zdywersyfikowana struktura floty. Jest mitem, że proste okręty zaprojektowane przede wszystkim do zadań zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi będą mało użyteczne w czasie wojny.

W przypadku Marynarki Wojennej RP, “Low-end” można zdefiniować jako zespół okrętów przeciwminowych i patrolowych. Obok Kormoranów II mogą to być jednostki podobne do L’Adroit czy nawet zmodyfikowana Hirta z modułem walki przeciwminowej. Daje to nam możliwość realizacji zadań utrzymywania porządku na morzu i dyplomacji morskiej, maksymalizując jednocześnie potencjał w zakresie walki przeciwminowej. Taki skład w zasadzie jest możliwy do zrealizowania w ramach budżetu 4.7 mld PLN zamieszczonego w programie modernizacji Sił Zbrojnych do 2018 roku. Udział stoczni polskich jest również łatwiejszy.

Większy kłopot sprawia “High-end”. Należy domniemywać, że w zamyśle Marynarki Wojennej miały to być korwety, jako substytut fregat. Historia Gawrona jakkolwiek jeszcze nie zakończona, daje jednak sporo do myślenia. Pieniądze to nie wszystko. Czy wybór polskiej stoczni w roli “prime contractor” w sytuacji produkcji jednostkowej i braku doświadczenia ma uzasadnienie? Czy koncepcja użycia korwet jest jasna i akceptowalna dla społeczeństwa i polityków? Jeśli Marynarka Wojenna i MON wyciągną właściwe wnioski z historii Gawrona czy Kormorana, to pomimo mizerii finansowej zbudowanie “High-End” dla Marynarki Wojennej RP będzie możliwe. Co ważniejsze nieduże patrolowce można w zasadzie zacząć budować od zaraz.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)