Dec 172011
 

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z ministrem obrony. Za korzystne należałoby uznać, że tematyka sił zbrojnych i jej problemów wypływa na szersze wody. Jest więc szansa na zyskanie publicznej aprobaty a być może nawet wsparcia społecznego dla Marynarki Wojennej. Obawiam się tylko, czy marynarze są przygotowani do wykorzystania takiej szansy.

W wywiadzie minister Siemoniak wprost zadaje o pytanie rolę i strukturę floty:

Oczekuję od dowódców Marynarki Wojennej takich projektów modernizacji, które przeniosą ten rodzaj sił zbrojnych w XXI wiek i uwzględnią realne potrzeby oraz interesy obronne Polski na Bałtyku i w NATO.

Najciekawszym dla mnie wątkiem jest pytanie o wartość okrętów dla polityków, które przejawia się w słowach wątpliwości co do celowości projektu Gawron. Otóż istnieje teoretyczne uzasadnienie dla tego pytania i narzędzie pozwalające znaleźć odpowiedź. D.K. Brown w książce Future British Surface Fleet. Options for Medium-Sized Powers, zamieszcza poniższy rysunek określający koszt i wartość, nazwijmy użytkową, parametrów taktyczno-technicznych okrętów.

Na powyższym wykresie dwie zmienne – koszt (cost, threshold of cost) i możliwości okrętu (performance) mają charakter ilościowy i ich definiowanie jest niejako w rękach marynarzy. Wartość użytkowa okrętu (value) i poziom kosztów akceptowalnych (upper bound of affordability) mają charakter o wiele bardziej jakościowy, dyskusyjny i są raczej pod silnym wpływem polityków. Co prawda D.K. Brown wątpi, czy można dla konkretnej klasy okrętów taki wykres zrobić, ale dyskusja na jego temat z pewnością jest w stanie dostarczyć cennych wskazówek co do kierunku działania i istniejących ograniczeń. Proszę zauważyć, że okręt ma sens istnienia tylko w polu ograniczonym przez krzywe i progi kosztów. Jeśli to pole znika – znika racja bytu okrętu. Przykładowo, jeżeli koszt minimalny okrętu jest większy od progu akceptowalności – projekt umiera. To samo, jeśli percepcja wartości użytkowej okrętu jest mniejsza od kosztów poniesionych na projekt.

W dalszej części książki autor zauważa,  że istnieje przedział około 35-100 mln funtów, w którym okręty są projektami niestabilnymi (kwota może dzisiaj być inna i inna jest dla różnych klas okrętów). Są już zbyt drogie aby można je było spisać na straty ale jeszcze niezdolne do efektywnej obrony. Interpretując to zjawisko w kategoriach wykresu, value jest mniejsza od threshold cost, czyli manipulując performance albo ją zwiększamy w nadziei zwiększenia wartości użytkowej, albo ją obniżamy w poszukiwaniu oszczędności w kosztach. Podobne zjawisko występuje w dyskusji na temat ilość vs. jakość odnoszącej się do kompozycji floty. D.K. Brown podaje przyczyny wręcz naukowe takiego stanu rzeczy (przepraszam, tym razem w orginale, aby uniknąć pułapek interpretacyjnych):

This is discussed by Khudyakov, who points out that one can optimise for maximum effectiveness at constant cost or for minimum cost at constant effectiveness. Carried to extremes, he sees the one leading to what he aptly calls the Super Battleship Paradox, the other, emphasising numbers at the expense of capability, to the Chinese Junk Paradox. One may, however, wonder if the Royal Navy’s Flower class of World War II was so limited in capability that it fell into the latter category.

Uzbrojeni w tą wiedzę zapytajmy gdzie jest na tym wykresie Gawron? Jakie korzyści polityczne (value) jest w stanie oferować politykom? I jaki jest górny próg akceptowalnych kosztów? Czy Gawron jest naszym Super Battleship? I czy nie istnieje niebezpieczeństwo wpadnięcia w pułapkę Chinese Junk? Tutaj należy zwrócić uwagę na ostatnie zdanie z cytatu – OPV niekoniecznie są złe z definicji.

Jeżeli dla Państwa uczestnictwo w Siłach Reagowania NATO czy w operacji Atalanta lub ACTIVE ENDEAVOUR ma podobną wartość polityczną, to koszt Gawrona przekracza jego wartość użytkową. Przy wspomnianym przez ministra koszcie budowy 1.400 mln PLN, ewidentnie przekracza również próg akceptowalnego kosztu (upper bound of affordability). I nie jest to kwestia pieniędzy, bo za 4.600 mln PLN w budżecie można zbudować trzy Gawrony. Zdarzyło mi się już na tym blogu wyrazić zdanie, że moja percepcja poziomu osiągalności to 130-140 mln EUR, czyli jakieś 600-650 mln PLN.

W argumentacji za i przeciw korwecie mało mówi się o prostych regułach budżetowych. Chyba w książce adm. Hollowaya III, Aicraft Carrier (trudno mi się tego teraz doszukać) przeczytałem, że amerykańskie lotniskowce są jedyną pozycją w budżecie marynarki, osobno i indywidualnie zatwierdzaną przez Kongres. A 10-cio miliardowy okręt (w dolarach) stanowi raptem 10% budżetu. Nasz Gawron to być może jest jakieś 60%? Jest to tak zwane wystawianie się na strzał według zasad biurokracji.
Czy wobec tego Gawron jest martwy? Niekoniecznie, choć ma małe szanse. Jeżeli alternatywą mają być okręty OPV za 200-300 mln PLN to ma sens ukończenie budowy za podobną kwotę z podobnym do OPV wyposażeniem i uzbrojeniem. Co oznacza konieczność zmieszczenia się kosztów korwety w 600-700 mln PLN. Przysłowiowym języczkiem u wagi mogą się okazać aspekty i koszty prawne, wspomniane również w wywiadzie z ministrem Siemoniakiem.
Wpływ Marynarki w aktualnym stanie rzeczy ogranicza się prawdopodobnie do ewentualnej akceptacji konfiguracji korwety w wersji OPV i zrobienia wszystkiego aby Kormoran II nie poszedł tą samą drogą. W międzyczasie ewidentnie błogosławieństwo ministra mają systemy rozpoznania bezzałogowe i C3, co należałoby wykorzystać jak najszybciej. Obecność tematów wojenno-morskich i stanowiska Marynarki w mediach byłoby również wysoce wskazane.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)