Dec 032011
 

Tym razem nie chodzi o sztukę wojenną tylko o strategię wewnątrz instytucjonalną, o wyważanie pomiędzy wymogami budżetowymi, technicznymi i operacyjnymi reprezentowanymi przez różne urzędy tak, aby Marynarka Wojenna miała szanse na rozwój. W podobnej sytuacji znajduje się amerykański Coast Guard i nie od rzeczy jest śledzić tamtejsze wydarzenia.
Po zaniechaniu remontu fregat (chyba słusznie) i wobec nieznanej przyszłości Gawrona, Kormoran II wysuwa się na czoło najważniejszych projektów Marynarki Wojennej. Tylko, że wymóg w przetargu na budowę kadłuba ze stali amagnetycznej w Polsce, niesie w sobie zarodki przyszłych problemów i wprowadza sporą dawkę niepewności co do losu projektu. Rodzi się pytanie w jaki sposób Marynarka Wojenna może ustabilizować projekt i przyśpieszyć jego realizację, co byłoby wskazane. Na horyzoncie zarysowują się dwie opcje:

  • Obrona Kormorana polegająca na wierze, że zbiurokratyzowane urzędy będą kontynuowały projekt na zasadzie bezwładności budżetowej. Plusem instytucjonalnym jest w tym wypadku prawie całkowite poleganie na rodzimym przemyśle i zapleczu naukowym. Zyskuje się więc poparcie instytucjonalne poza MW. Minusem jest konieczność czekania na prototyp do 2016 roku, którego koszty są wielką niewiadomą. Wynika to z wymogu wprowadzenia do którejś polskiej stoczni (pytanie której?) nowej technologii dla krótkiej serii okrętów. Jeśli ktoś ma na tym zarobić, Kormoran będzie kosztował majątek a i bez tego okręty przeciwminowe są jednymi z najdroższych na świecie, licząc na tonę wyporności.
  • Atak a raczej przejęcie inicjatywy. Posłużmy się analogią do judo. Ten wschodni sposób walki zamiast parować ciosy przeciwnika, wykorzystuje ich energię do wytrącenia przeciwnika z równowagi. Odsuńmy na bok na chwilę wszelkie zaszłości oraz spory i popatrzmy na istotę problemu. Marynarka Wojenna potrzebuje następców starzejących się szybko “ptaszków”. Chce, aby okręty weszły do służby jak najwcześniej i były postępem wobec stanu istniejącego. Lobby przemysłowo-rządowe, które planuje lokować 90% zamówień na sprzęt dla Sił Zbrojnych w kraju, chce aby okręty powstały w polskich stoczniach. Jest to zgodne z oczekiwaniem floty aby okręty serwisować w kraju.Takie możliwości się otwierają, jeśli zrezygnować z kadłuba amagnetycznego w ogóle. W końcu, o ile moje poszukiwania w internecie są prawidłowe, ORP Mewa nie ma kadłuba amagnetycznego dzisiaj?

Potencjalnie mamy szereg korzyści, o konsekwencjach sięgających poza projekt Kormoran II:

  • Marynarka Wojenna przejmuje inicjatywę i odzyskuje wpływ na swój los (przynajmniej częściowo)
  • Pierwszy okręt może być zbudowany już za dwa lata a nie cztery, bo reprezentuje prostszą technologię i bardziej przewidywalną.
  • Używając jak klocków Lego, prostych systemów kierowania walką (na razie z importu), możemy zacząć budować kompetencje w budowie okrętów wojennych w Polsce i przejmowaniu roli prime contractor.
  • Budujemy alternatywę dla SMW, którą ktoś przejmie lub nie. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje od zawsze system mieszany prywatno-państwowy w budownictwie okrętowym.
  • Powodzenie dwóch poprzednich punktów daje szansę na odblokowanie Gawrona, czyli dokończenie budowy w innej stoczni (po zbadaniu stanu prawnego, łącznie z własnością licencji na MEKO). Kormoran II staje się wówczas kluczem do szczęśliwego końca dla Gawrona.
  • Okręty mogą być lepiej uzbrojone niż klasyczny MCM bo okręt może być znacznie większy. Koszt i technologia kadłuba amagnetycznego stanowi dość skuteczną barierę dla wielkości okrętu.

Ceną jest rezygnacja z amagnetyzmu. Czy jest to zbyt wysoka cena, Marynarka Wojenna musi sobie odpowiedzieć sama. Niezbędne by było również użycie lokalnych wpływów do przekonania którejś ze stoczni, żeby zechciała uczestniczyć w takim przetargu, bo MON jest kiepskim klientem.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)