Dec 262011
 

W 1999 roku USNI Proceedings opublikował artykuł Rebalancing the Fleet, początkujący barwną historię konceptu i okrętu Streetfighter. Autorzy – wiceadmirał Cebrowski i kapitan Wayne Hughes tak przedstawiają swój pomysł:

Streetfighter is intended to gain and sustain access in the face of an adversary’s sophisticated (or not so sophisticated) area – denial strategy.

The coastal combatant is not a patrol vessel for theater security operations. It is a small fighting vessel intended to “clear out the clutter” of enemy or neutral vessels in littoral waters…..Coastal combatants are heavily armed, but small enough to accept affordable losses.

Obaj autorzy w artykule wyrażają przekonanie, że walka na wodach przybrzeżnych wymaga dedykowanych jednostek i formułują konieczność rozłożenia ryzyka strat oraz rozproszenia siły ofensywnej na większą ilość jednostek. To drugie wynika z analizy Modelu Salwy opisanego w książce Fleet Tactics and Coastal Combat. Dodatkowego argumentu, na który powołuje się Wayne Hughes to raport Center for Naval Analyses stwierdzający, że po upadku Związku Radzieckiego, US Navy jest zaangażowana w większą ilość interwencji trwających 10-krotnie dłużej. Wiele z tych operacji wymagało nie lotniskowca tylko nieistniejących w US Navy okrętów patrolowych.

Historia pomysłu jest barwna i ma wiele wątków, wartych do przestudiowania. Dalekim potomkiem Streetfightera jest LCS i to powinno przyciągnąć naszą uwagę, gdyż nasza marynarka będzie miała najprawdopodobniej charakter floty przybrzeżnej, niezależnie od tego czy będzie to wybrzeże Polski czy Somali. Jeżeli istnieje jakiś okręt wojenny przeznaczony ściśle do walki na wodach przybrzeżnych a jednocześnie osiągalny finansowo, to odpowiedź powinna się znajdować gdzieś w historii Streetfightera, zanim przemienił się w Littoral Combat Ship.

Wspomniany artykuł w Proceedings dał ogólne ramy koncepcji. Aby ją zmaterializować, Wayne Hughes zadał grupie oficerów studiujących w Naval Postgraduated School, zadanie zaprojektowania małego okrętu spełniającego wizję i mieszczącego się w koszcie $100 mln. W grupie projektowej znalazł się doświadczony architekt okrętowy i dwóch oficerów z flot zagranicznych, co dawało szanse na dobry kompromis pomiędzy jakością projektu a otwartością na nowe idee. Wymagania postawione wobec okrętu były następujące:

  • Prędkość maksymalna 38 węzłów, docelowo 40 węzłów.
  • Zasięg minimum 1000 mil przy 13 węzłach
  • Załoga 20 ludzi a docelowo 13
  • Koszt $100 mln liczone w 2001 roku
  • Wyporność maksimum 1000 ton
  • Zdolność do przejścia morzem przy stanie morza 6

Rezultatem był SeaLance, który był odpowiedzią na zagrożenie płynące z powszechności rakiet przeciwokrętowych. Czerpał sporo z Visby, ale szwedzka korweta była za droga. Okręt, można by powiedzieć, był rewolucją dla US Navy ale dla flot europejskich byłby rozwinięciem znanego konceptu Fast Attack Craft. Projekt przede wszystkim nie do końca uwzględniał wpływ nadciągającej fali robotów i modularności, przewidywanej przez wiceadmirała Cebrowskiego w pierwotnym koncepcie Streetfightera. Parę lat później, w 2005 roku brytyjskie biuro projektowe BMT otrzymało od Office of Naval Research zlecenie na stworzenie prototypu LCS, korygującego poniekąd niedostatki SeaLance. I tak powstał do dziś pływający SeaFighter tworzący nową jakość i klasę okrętów i zbudowany według następującej specyfikacji:

  • Nieograniczone działania przy stanie morza 4 i prędkości 40 węzłów
  • Zasięg 4000 nm przy 20 węzłach
  • Lądowisko dla dwóch helikopterów klasy Blackhawk
  • Zdolność do operowania łodzi RIB 11m i 7m
  • Zdolność do przechowywania/przemieszczania 12 modułów misji wewnątrz okrętu
  • Możliwość podnoszenia 16-tonowego modułu z pokładu głównego na pokład lotniczy
  • zastosowanie cywilnych standardów w budowie okrętu.

To już nie jest żaden Fast Attack Craft. Dalej rozwój koncepcji poszedł w nieprzewidzianym pewnie dla autorów kierunku i być może dlatego Wayne Hughes jeszcze w 2009 kontynuował prace nad pierwotną wersją, choć też już zmodyfikowaną. Obok Streetfightera pojawił się nowy typ okrętu – Gunfire Support Ship za $200 mln sztuka według wartości w 2009:

Gunfire Support Ship potrzebuje tylko mały radar obserwacji powierzchni morza (ponieważ będzie działał w grupie z innymi okrętami), zbędne są cechy niewykrywalności (bo się i tak ujawni w czasie akcji) podobnie jak zbędne są sonar i uzbrojenie ASW (dla zmniejszenia kosztów). Wielkość kadłuba będzie określona minimalną przestrzenią i wytrzymałością wymaganą przez dwie armaty i ich amunicję, co z kolei zdeterminuje rodzaj UAV dla rozpoznania, przenoszony przez okręt.

Jest to być może jeszcze jedno możliwe, uzasadnione teoretycznie rozwiązanie dla Gawrona, aby zakończyć go jako użyteczną jednostkę a nie nieudaną korwetę. Pod warunkiem, że okręt jest w stanie unieść armatę 5″. Wówczas, przykładowo amunicja typu Volcano w połączeniu z rakietami przeciwokrętowymi czy nawet zmarynizowaną wersją Langusty stanowiłaby cenne wsparcie dla działań wojska na lądzie. Istnieje również wersja Volcano do zwalczania celów morskich o zasięgu 70 km, co przywraca po części uniwersalność artylerii z dawnych czasów. Aby rozważać na serio realizację takich projektów, jak SeaFighter czy Gunfire Support Ship dla Marynarki Wojennej RP należy poddać pomysł sprawdzianowi teoretycznemu i ekonomicznemu. Przypomnijmy, jakie typowe działania na morzu w czasie wojny widział Sir Julian Corbett:

  • Metody zabezpieczenia panowania na morzu:
    • przez uzyskanie rozstrzygnięcia
    • przez blokadę
  • Metody kontestowania panowania na morzu:
    • zasada “fleet in being”
    • mniejsze kontrataki
  • Metody wykorzystywania przewagi na morzu:
    • obrona przed inwazją
    • atakowanie i obrona żeglugi
    • atak, obrona i wsparcie w działaniach ekspedycyjnych

W działaniach samodzielnych nasze “maluchy” nadają się do kontestowania panowania silniejszego przeciwnika lub uzyskania rozstrzygnięcia w bitwie z równorzędnym lub słabszym przeciwnikiem. W przypadku silniejszego przeciwnika proponowane okręty mogą podjąć walkę przy wsparciu sojuszników (ograniczonym) i starać się o rozstrzygnięcie. Operacje w ramach pełnego zaangażowania sojuszu pozwalają na użycie opisywanych jednostek do działań wykorzystujących przewagę na morzu, a więc przede wszystkim obrony przed inwazją i działań na liniach żeglugowych.
Uzupełnienie floty o jednostki patrolowe pozwoliłoby na rozszerzenie działań o blokadę i całą gamę zadań w czasach pokoju i konfliktów o niskim stopniu zagrożenia. W każdym przypadku działania okrętów wymagają osłony z powietrza.

Z punktu widzenia ekonomi $100 mln w 2001 odpowiada bardziej $180-200 mln dzisiaj, co oznacza 600-700 mln PLN. Jest to prawdopodobnie minimum dla jednostki o charakterze bojowym i jednocześnie górna granica, po przekroczeniu której okręt wejdzie w strefę projektu niestabilnego, o którym mowa była w poprzednim wpisie. Oznacza to konieczność ścisłej dyscypliny w prowadzeniu projektu i wręcz zamrożenia go na pewnym etapie aby uniknąć eskalacji wymagań taktyczno-technicznych. Gawron w wersji Gunfire Support Ship również miałby szansę zmieścić się w podobnym limicie, bo artyleria nie wymaga aż tak złożonej elektroniki a dane o celach dla amunicji Volcano i tak muszą przyjść z zewnątrz, co kładzie nacisk na łączność a nie własne sensory.

Ostatnie pytanie brzmi dlaczego SeaFighter a nie korweta? Po pierwsze korweta to pojęcie dość pojemne. SeaFighter w wielu flotach świata tak właśnie zostałby nazwany. Po drugie, pierwotny argument autorów koncepcji Streetfightera o rozłożeniu ryzyka i siły ofensywnej na większą liczbę jednostek, jest wciąż aktualny. Po trzecie, zwiększenie liczby okrętów jest nierozerwalnie związane z kosztem jednostkowym a koszt 1.4 mld PLN za korwetę jest najwyraźniej kwestionowany i kontrowersyjny.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)