Feb 122012
 

W odstępie kilku dni ukazały się w prasie dwa artykuły – Quo Vadis Marynarko Wojenna i Gra w statki. Trudno o bardziej dobitną ilustrację sporu toczącego się w kwestii wizji rozwoju Marynarki Wojennej. Sporu Obawy z Korzyścią wymienianych przez Tukidydesa, w wyniku którego nasz Super Battleship zamienia się w Chinese Junk. Jak żywo, sytuacja przypomina antyczny dramat, w którym obie strony mają całkiem uzasadnioną rację. Podsumujmy, co wiemy z Gazety Wyborczej na temat oczekiwań MON-u:

  • zwalczanie zagrożeń asymetrycznych na Bałtyku Plus, “z niewielkim udziałem w operacjach międzynarodowych”
  • nacisk na pojazdy bezzałogowe i śmigłowce
  • rozbudowa i użycie sił specjalnych
  • okręty wojny minowej są akceptowalne
  • siła uderzeniowa floty skupia się w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym

Interesujące pytanie brzmi – na ile powyższa wizja jest echem poglądów doktrynalnych BBN-u a na ile potrzebą cięcia kosztów przez Ministerstwo Finansów. Prawdopodobnie obydwa czynniki odgrywają rolę i ze sobą współgrają. Aktualne problemy marynarki nie są bowiem efektem nieodpowiedzialnej publicystyki, tylko mają o wiele głębsze podłoże doktrynalne. Powtórzmy fragment prac BBN-u cytowany już na tym blogu:

Z racji tego, że w średnioterminowej perspektywie nie należy się spodziewać bezpośredniego zagrożenia naszego terytorium, ani zagrożenia dla naszych sojuszników, specjalny wysiłek na rzecz dozbrojenia polskiej armii nie wydaje się konieczny. Wystarczy unowocześnianie posiadanego uzbrojenia i zwiększanie interoperacyjności z armiami naszych sojuszników. Natomiast większe wymagania stwarza potrzeba dobrego wyposażenia w nowoczesny sprzęt dla jednostek przeznaczonych dla misji reagowania kryzysowego.

Paradoksalnie to BBN obok MSZ jest naturalnym sojusznikiem i klientem Marynarki Wojennej, o których względy warto zabiegać. Natomiast MON jest tylko administratorem sił zbrojnych i budżetu, a wypowiedź dla Gazety Wyborczej jest oświadczeniem, że ministerstwo przechodzi do realizacji powstającej doktryny. Jeśli chcemy uniknąć sytuacji patowej, nie pozostaje nic innego, jak zaproponować platformę spełniającą wymienione oczekiwania i wykorzystać fakt, że okręt zdolny do udziału w operacjach międzynarodowych musi posiadać odpowiednią dzielność morską. To pozwoli na wbudowanie odpowiedniego zapasu wyporności na przyszłe modernizacje. Jednocześnie z platformami propozycja powinna zawierać wskazówki co do pojazdów bezzałogowych lub modułów misji do wykorzystania na proponowanych platformach. Nie wiem, na ile tekst z Gazety wiernie oddaje plany MON-u, ale pewne stwierdzenia p. Idzika są niepokojące:

Okręty będą także potrzebne, ale nie aż tyle. Kupimy np. trałowce czy statki bezzałogowe.

To oznacza, że jeśli Marynarka Wojenna zaproponuje klasyczny niszczyciel min, to na tym może się zakończyć plan zakupu okrętów. W takiej sytuacji lepiej postawić na większe wykorzystanie systemów modułowych lub skonteneryzowanych na bazie platformy OPV. Współcześnie Offshore Patrol Vessels są wyposażane w radar 2D lub 3D, uproszczony system C2, uzbrojenie artyleryjskie a nawet rakietowe i dość bogaty zestaw walki radioelektronicznej. Wszystko za kwotę około 300-400 mln PLN. Kopalnią wiedzy na temat możliwości OPV i jak floty świata planują je wykorzystać są konferencje IPQC. Warto ściągnąć parę prezentacji i poczytać. Szczególnie polecam:

  • Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol Jonathan Kamerman z TKMS
  • Cost Effective Flexible Payload for Future Multi Mission OPV’s Dr. Heino Dobiasch z Atlas Elektronik
  • Fassmer OPV2020: The art of Innovation Rene Quezada z Fassmer
  • The Changing Face of OPV Designs and Principal Cost Drivers Dave McMillan STX Canada
  • Cost Effective Platform Protection Philippe DeVille z Thales

Ponieważ jesteśmy w blogosferze mogę sobie pozwolić na wskazanie swoich preferencji. Mój typ to Fassmer 2020. Taka platforma może dla Marynarki Wojennej RP spełnić tą samą funkcję co StanFlex 300 uczynił dla duńskiej marynarki, wiele lat temu. A mianowicie przeprowadził duńską flotę przez trudny okres masowej wymiany kliku klas okrętów w tym samym czasie, przy zachowaniu rozsądnych kosztów. Innowacyjny system modułowy Flex, który się niejako przy okazji narodził i całą operację umożliwił jest stosowany do dzisiaj na robiących o wiele większe wrażenie, współczesnych duńskich “logistykach” czy fregatach. OPV mają również tą miłą zaletę, że z racji swojego pierwotnego przeznaczenia zostały zaprojektowane do wysokich wskaźników dni operacyjnych w morzu. Okręty klasy River mają zakontraktowane 320 dni w roku na morzu plus 25 dni na remonty i konserwacje a 20 dni pozostaje w rezerwie. Wszystko to dzięki dzięki podwójnym załogom.

Nie zapominajmy o systemach modułowych i pojazdach bezzałogowych dla okrętów. Kilka takich modułów jest już gotowe bądź w zaawansowanej postaci. W przypadku MCM, chyba najbardziej kompletnym jest Atlas Elektronik C-IMCMS. Camcopter jest z kolei naturalnym kandydatem na taktyczny UAV, w oczekiwaniu na cięższy SW-4 rodzimej produkcji. Pewien problem sprawia nawodny pojazd bezzałogowy, wśród których najbardziej wszechstronnym, największym i pewnie najdroższym wydaje się być Textron CUSV. Ale może warto mieć choć jeden egzemplarz dla eksperymentów.

Mówiąc o platformach, nie pomijałbym całkowicie projektów egzotycznych i niekonwencjonalnych. Poniżej dwa przykłady. Ich wielką zaletą jest możliwość operacji Ro-Ro i duża powierzchnia zarówno hangaru jak i pokładu lotniczego. To im daje naturalne predyspozycje zarówno do transportu niewielkich oddziałów wojska, czy sił specjalnych jak i przenoszenia większej liczby pojazdów bezzałogowych. Niezależnie od tego czy są to pojazdy podwodne, latające czy pływające.

MRV80 z Austal. Ma duży pokład i powierzchnię hangaru – po 500m2. Ponieważ jest to miniaturka trimaranu LCS, podobnie jak tam, można umieścić moduły do walki przeciw minowej a nawet sonar holowany do walki z okrętami podwodnymi. W przeciwieństwie do LCS, MRV80 ma napęd dieslowski pozwalający osiągnąć umiarkowaną prędkość 26 węzłów, przy mniejszych kosztach eksploatacji.

SeaFighter. Najbardziej “bojowy” ze wszystkich wymienionych. Może przenosić do 12 modułów 16-tonowych a elewator pozwala na przenoszenie ich na pokład lotniczy. Ten ostatni pozwala na operowanie dwoma śmigłowcami klasy Blackhawk jednocześnie. W przyszłości część hangaru można przeznaczyć na uzbrojenie stałe. Kontrowersyjną prędkość 55 węzłów można ograniczyć, a na samych silnikach diesla okręt osiąga 20 węzłów. Rampa rufowa pozwala na wodowanie łodzi do 11m i operacje Ro-Ro. Ma umiarkowaną wyporność ponad 800t standard i 1.100t pełną, co ma sens na wodach zamkniętych jak Bałtyk, ale dzięki konstrukcji katamaranu ma dzielność morską jednostki znacznie większej od siebie.

Zasoby, które posiadamy na realizację projektu to czas i pieniądze. Jeśli wybrać do realizacji 2 różne platformy i w konsekwencji budowę zlecić w dwóch różnych stoczniach, to być może jest szansa na zbudowanie 6 okrętów w 8-9 lat za jakieś 2.5 – 3.0 mld PLN. Myślę, że to jest lepsze niż postępująca degeneracja zasobów Marynarki Wojennej ze wszelkimi z tego tytułu wynikającymi konsekwencjami dla morale marynarzy. Czy jest więc szach-mat? Pod warunkiem, że rząd zachowa rozsądek, to nie będzie tak źle, chociaż będzie to wielkie wyzwanie dla etosu Marynarzy. Dobrym znakiem jest seria artykułów w prasie i ożywiona dyskusja na forach. Jeżeli nie będziemy mówili o naszych problemach, nikt się nimi nie zainteresuje, a decyzje zapadną w ciszy kuluarów.

  2 Responses to “Szach i mat?”

  1. Tak mi się skojarzyło, twoim faworytem jest Fassmer opv, a chyba właśnie projekt fassmera był/jest realizowany częściowo (kadłub) w Gdańsku.
    Nowego Raibow Warriora dla Greenpeace buduje .
    To tak w kontekście naszych (PL) zdolności do budowy (nie mówię o projektowaniu i prowadzeniu realizcji projektu) tego typu jednostek.

    • Masz rację i to jest chyba jedyna droga dla MW. Gawrona prawdopodobnie nie da się w ogóle skończyć w Polsce, bo SMW jest bankrutem, DCNS jej pewnie nie kupi bez gwarancji zamówień, a prywatne stocznie nie chcą słyszeć o MON-ie. Na dokładkę licencja MEKO jest pewnie niemożliwa do scedowania. Pozostaje więc złożyć zamówienie w zagranicznej firmie (np. Fassmer) jako Prime Contractor z warunkiem budowy okrętu w Polsce. To pozwoli prywatnym stoczniom wziąć udział w przetargu, bo partnerem nie jest MON tylko np. Fassmer. To by był pierwszy krok do zbudowania zdolności krajowych w dziedzinie budowy nowoczesnych okrętów wojennych.

      Pozdrawiam

      P.S. Tak nawiasem, jeśli licencja jest nie do scedowania to można Gawrona skończyć u licencjonodawcy?

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)