Mar 042012
 

Czy będąc na herbatce u Cioci i rozmawiając o niskiej emeryturze oraz o tym, jak trudno dostać się do lekarza, zdarzyło się Wam otrzymać pytanie po co nam Marynarka Wojenna? I czy potrafiliście przekonać Ciocię o tym w 2-3 zdaniach? Nie? To nazywam Testem Cioci. Dopóki go nie zdamy, zwolennicy floty będą mieli “pod wiatr”.
Poniżej znajduje się szereg cytatów ułożonych w pewien logiczny ciąg, tworzący wywód na temat, co jest celem wojny morskiej, przeplatany krótkim komentarzem. Dalej wspomniane są cechy charakterystyczne dla sił morskich a wynikające ze środowiska, w którym działają. Na sam koniec moja próba odpowiedzi, co to oznacza dla nas, państwa kontynentalnego, położonego nad zamkniętym morzem, pomiędzy dwoma wielkimi potęgami lądowymi. A więc zaczynamy:

Cel walki na morzu musi zawsze być związany bezpośrednio lub pośrednio, z zapewnieniem panowania na morzu lub też uniemożliwieniem tego samego przeciwnikowi.
– Sir Julian Corbett

Morze, w przeciwieństwie do lądu ma tę właściwość, że nie należy do nikogo. Na morzu nie ma również linii frontu. W konsekwencji:

… jedyne prawo, jakie my lub nasz przeciwnik może mieć na morzu, to prawo przejścia (passage): innymi słowy, jedyną wartością jaką morze przedstawia dla życia narodu jest bycie środkiem komunikacji.

Panowanie na morzu, znaczy nie mniej nie więcej, tylko kontrolę nad liniami komunikacji, czy to dla celów handlowych, czy też militarnych.

Podstawowym zadaniem floty jest zabezpieczyć linie komunikacji, a w przypadku gdy flota przeciwnika może im zagrozić, musi ona zostać wyłączona z akcji.
– Sir Julian Corbett

W tym miejscu rozchodzą się drogi dwóch wielkich teoretyków. Alfred Thayer Mahan twierdził, że koncentracja sił i decydująca bitwa to jedyna droga do osiągnięcia powyższych celów. Sir Julian Corbett natomiast twierdził, że ogólne panowanie na morzu jest nie tylko nierealne, ale wręcz czasami nieistotne dla operacji zamorskich i zadaje pytanie:

Pytanie więc, przy rozważaniu jakichkolwiek operacji morskich, będzie brzmiało, nie “czy posiadamy panowanie na morzu”, ale “czy możemy zabezpieczyć niezbędne linie komunikacyjne przed blokowaniem ich przez przeciwnika?”

Zarówno Mahan jak i Corbett pisali o wojnie, natomiast globalizacja przyniosła ze sobą zatarcie granic pomiędzy wojną i pokojem i w konsekwencji znaczne rozszerzenie pola działania dla flot świata. Spowodowała również znaczny wzrost wzajemnych powiązań pomiędzy krajami i umiędzynarodowienie gospodarki, w tym transportu morskiego. Posługując się przykładem gazowców płynących z Bliskiego Wschodu do Świnoujścia zauważmy, że Polska sama nie jest w stanie zapewnić ochrony tych statków na całej trasie, nawet posiadając parę fregat. Gazowce będą prawdopodobnie pod inną banderą i nie muszą wcale płynąć do Świnoujścia tylko, na przykład do Hamburga. Atak na taki transport byłby atakiem na międzynarodowy system handlu morskiego, a nie na Polskę i miałby szanse wywołać reakcję międzynarodową, a nie tylko Polski. Zmienia się więc pojęcie i znaczenie panowania na morzu:

Podczas, gdy stara strategia morska skupiała się na kontroli morza (sea control), nowa musi zaakceptować fakt, że ekonomiczna fala dla wszystkich narodów wznosi się nie wtedy, gdy morza są kontrolowane przez jednego lecz wtedy, gdy są bezpieczne i dostępne dla wszystkich
– Adm. Mullen USN cytowany przez Geoffreya Tilla

W interesie każdego państwa leży więc wspieranie globalnego bezpieczeństwa handlu morskiego. Ostatnie decyzje nie wskazują niestety, na zainteresowanie tą kwestią przez Polskę. A szkoda, bo nasze uzależnienie od handlu morskiego jest nie tylko bezpośrednie ale i pośrednie poprzez naszych partnerów handlowych. Inaczej mówiąc, komputery możemy sprowadzać lądem z Irlandii, ale podzespoły do nich trafiają z Tajwanu drogą morską.
Jak wspominał Sir Julian Corbett, morskie linie komunikacyjne wykorzystywane są nie tylko do handlu ale i do celów militarnych. Naszą sytuację w tym względzie trafnie opisuje Milan Vego w artykule NAVAL CLASSICAL THINKERS AND OPERATIONAL ART, cytując wiceadmirała Raoula Castexa, klasyka morskiego ze szkoły “kontynentalnej”:

Castex słusznie zauważył, że na wojnie pomiędzy dwoma państwami kontynentalnymi, mającymi granice morską, panowanie na morzu w teorii nie jest nawet warunkiem koniecznym, gdyż sprawa ostatecznie będzie zależała od wyniku działań wojennych na lądzie. Jednakże panowanie na morzu najczęściej będzie miało poważny efekt na działania armii i będzie użyteczne dla strony posiadającej panowanie na morzu.

Sir Julian Corbett był przekonany o niemożliwości wygrania wojny tylko za pomocą działań na morzu. W jego mniemaniu wojna morska, nie wsparta innymi działaniami działa długofalowo na wyczerpanie. To wymaga czasu a rezultaty niekoniecznie są jednoznaczne. Tak więc dla potęgi lądowej, morze przedstawia pole manewru, które może wykorzystać w pozytywnym celu osiągnięcia jakiejś korzyści lub negatywnym, uniemożliwiając to samo przeciwnikowi.

Ogrom bezpańskich przestrzeni morskich spowodował, że floty świata posiadają szereg cech bardzo pożytecznych w czasach istnienia wielu odcieni szarości pomiędzy wojną a pokojem. Peter Haydon w artykule Why Canada Needs a Navy (jak widać nie tylko my mamy ten problem), tak to ujmuje:

Rola [wspierania] polityki zagranicznej czerpie z unikalnej właściwości flot, które mogą przedstawiać sobą siłę bez konieczności jej zastosowania. Zostało to dobrze wyjaśnione przez Prof. D.P. O’Conolly:
[poprzez] swoją niejednoznaczność, floty samoistnie dają rządom środki do wywierania nacisku efektywniej niż dyplomacja, w sposób mniej niebezpieczny i nieprzewidywalny co do rezultatów niż inne formy użycia siły, ponieważ swoboda poruszania się na morzu czyni je lokalnie dostępnymi a jednocześnie niezaangażowanymi. Floty mają prawo do swobody żeglowania po morzach i autonomiczność pozwalającą na to przez wymagany okres czasu, podczas gdy siły lądowe nie mogą reprezentować wiarygodnej siły przymusu bez przekroczenia granic suwerenności narodowej.

Wszystko powyższe, co napisano, nie spełnia Testu Cioci, bo jest za długie. Próba skrócenia może wyglądać tak:

  • jeśli Polska chce być postrzegana jako gracz międzynarodowy, powinna być zainteresowana wspieraniem bezpieczeństwa globalnego handlu morskiego;
  • Marynarka Wojenna RP, choć ograniczona w swojej zdolności do prowadzenia regularnej wojny morskiej, może spełniać role wspierającą międzynarodowe wysiłki w utrzymaniu stabilności na świecie, a przynajmniej wokół Europy;
  • w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa i suwerenności Państwa, flota powinna mieć możliwość zapewnienia lokalnie i czasowo panowania na morzu w celu przerzutu wojska, czego nie należy mylić z operacjami desantowymi. Symetrycznie, flota powinna być zdolna do blokowania podobnych ruchów przeciwnika.

Idę spróbować na swojej Cioci.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)