Apr 152012
 

Ostatnie informacje na temat Okrętu Obrony Wybrzeża przynoszą ze sobą aspekty zarówno pozytywne jak i negatywne. Bardziej elastyczny opis cech okrętu pozwoli na większą swobodę projektantom, ale z marketingowego punktu widzenia jest to zjawisko niepokojące. Projekt niewątpliwie będzie wymagał wieloletniego wsparcia w kolejnych rządach, parlamentach i społeczeństwie. Do tego potrzeba koncepcji, która wytrzyma próbę czasu. Stąd tytułowy nacisk na określenie, czym Okręt Obrony Wybrzeża ma być. Nie jest wykluczone, że jest to tylko zabieg polityczny by uniknąć wytworzonych negatywnych skojarzeń z nazwą korweta. Jeśli tak NIE jest, to zastanówmy się czy istnieją koncepcje okrętu pomyślanego specjalnie do działań na wodach przybrzeżnych czy też morzach zamkniętych jak Bałtyk. Zacznijmy od samej definicji korwety:

Korweta to mały, zwinny i lekko uzbrojony okręt, pierwotnie mniejszy niż fregata a większy niż okręt patrolowy, chociaż wiele ostatnich projektów przypomina fregaty zarówno w roli jak i wielkości. Prawie wszystkie floty używają okrętów mniejszych niż fregata do działań przybrzeżnych, ale nie wszystkie z nich używają nazwy korweta.

– Słownik Webstera

Jeśli krążowniki Deutschland niemieckiej Kriegsmarine z II Wojny Światowej były ówczesnymi pancernikami kieszonkowymi, to korwety są z pewnością współczesnymi kieszonkowymi fregatami.

Armada International, Październik 2010, Thomas Withington

Oba cytaty sporo mówią o genezie korwet jednocześnie dając do zrozumienia, że operacje na wodach przybrzeżnych nie są główną intencją projektantów tych okrętów. W tym względzie największą pracę intelektualną, jak się wydaje, wykonali Amerykanie i Szwedzi. O pomysłach ze Stanów już pisałem na tym blogu, ale warto jeszcze raz przypomnieć i porównać ze skandynawskim sposobem myślenia. Niech seria poniższych cytatów, podobnie jak w przypadku korwety, posłuży za definicję Przybrzeżnego Okrętu Bojowego:

Koncepcja Streetfightera wzywała do budowy rodziny małych okrętów, które by były szybkie, połączone w sieć, modułowe i wykorzystujące w znacznym stopniu pojazdy bezzałogowe. Miałyby nieliczną załogę i były wystarczająco tanie do budowy w większej ilości.
(…)
Akceptacja strat była jednym z fundamentów koncepcji Streetfightera: Marynarka mogła wystawić je na ryzyko, gdyż w przypadku straty jednego z nich, flota traciła tylko mały ułamek swojej całkowitej siły ofensywnej.

The Littoral Combat Ship From Concept to Program, Duncan Long and Stuart Johnson

Visby był wymyślony gdy zimna wojna wciąż była jeszcze “gorąca” a Szwecja zaangażowana w operacje zwalczania min i okrętów podwodnych u swoich wybrzeży. Jego rola była defensywna: odrzucić potencjalną ingerencję jak najdalej na wschód i utrzymywać wody Bałtyku bezpiecznymi dla żeglugi – wzmocnić pozycję Szwecji na własnych, płytkich wodach pełnych wysp poprzez wzmocnienie tradycyjnego szwedzkiego “know-how” operacji przybrzeżnych. Ta wiedza zazębiała się doskonale z ogólnoświatowym zwrotem od działań oceanicznych do operacji w bardziej ograniczonym i trudnym środowisku. Na wodach przybrzeżnych trudności nawigacyjne i bliskość przeciwnika zwiększają ryzyko dla okrętów stąd te obszary wodne zyskały nazwę “ekstremalnych wód przybrzeżnych”, zdefiniowanych jako środowisko o wysokim zagrożeniu stawiającym okrętom dodatkowe wymagania co do efektywności, osiągów i przeżywalności.

Broszura The Visby Class Corvette. Defining Stealth at Sea, Kockums

W obu przypadkach widać różne podejście do ryzyka i chyba odmienne niż dla korwety. Korweta jako kieszonkowa fregata, ma tendencje do bycia wielozadaniową a więc dąży się do zmniejszenia ryzyka poprzez zwiększenie możliwości obrony. Visby idzie drogą unikania ryzyka poprzez ograniczenie sygnatur a Streetfighter po prostu ryzyko akceptuje i jest ono wkalkulowane w projekt. Podejście do problemu rozpoznania uwypukla sposoby obsługi ryzyka w każdym przypadku. Korweta akceptuje fakt bycia wykrytą i polega na sile swojego uzbrojenia. Visby poprzez niewykrywalność stara się zaprzeczyć przeciwnikowi jego zdolności do rozpoznania a Streetfighter wręcz przeciwnie, uwypukla własne możliwości poprzez szerokie użycie robotów i sieciocentryczność, aby móc uderzyć przeciwnika jako pierwszy.

W obu przypadkach zadania stawiane okrętom są podobne:

  • Walka nawodna (ze szczególnym naciskiem na Fast Attack Craft i małe łodzie)
  • Zwalczanie okrętów podwodnych
  • Walka minowa
  • Patrolowanie i rozpoznanie
  • Wspieranie działań Sił Specjalnych
  • Udział w operacjach sojuszniczych i międzynarodowych
  • Opcjonalnie obrona przeciwlotnicza

LCS Task Force powołane w Naval War College w 2002 roku zarekomendowało US Navy, że powyższe zadania mogą być zrealizowane przy użyciu trzech rodzajów okrętów. Bądź za pomocą jednostki, która sprintem wpływa na wody przybrzeżne, zostawia zrobotyzowane sensory i wycofuje się, bądź za pomocą okrętu specjalizowanego do zwalczania celów nawodnych (jak pierwotna wersja SeaLance) lub też większej korwety właśnie, pozwalającej na wielozadaniowość w jednym kadłubie. W przypadku wyboru tylko jednej platformy a nie rodziny okrętów, korweta była rozwiązaniem preferowanym.
NAVSEA zrobiło swoją własną analizę i zidentyfikowało pięć klas okrętów, mogących spełniać wymagania stawiane Okrętom Walki Przybrzeżnej. Co ciekawe, patrząc wstecz można zauważyć, że wszystkie z wymienionych alternatyw znalazły swoje realizacje (bliższe lub dalsze) w różnych flotach świata:

  • mały okręt bojowy o dużej prędkości ale małym zasięgu. W tej kategorii umieściłbym Visby i koncepcyjnego SeaLance.
  • kuter Straży Przybrzeżnej. W tej kategorii mieszczą się pokrewne projekty Mine Counter Measure, Hydrograpic Patrol Capability (MHPC) Royal Navy oraz Offshore Combatant Vessel Royal Australian Navy. Świetnie w tej roli spisuje się doświadczalny SeaFighter, a jego ocenę w tej roli można znaleźć TU.
  • większy okręt bojowy podobny do fregaty. Ewidentnie LCS, choć nie pozbawiony wad i mocno wciąż kontrowersyjny.
  • trochę mniejszy, o większym zasięgu, modularny okręt bojowy. Tą i następną drogą idą chyba Duńczycy. Pasuje do opisu StanFlex, pod warunkiem, że byłoby to 1.000 ton a nie 300.
  • wielozadaniowy okręt transportowy. W tej kategorii mieści się moim zdaniem Absalon i być może przyszły MRCS180 marynarki niemieckiej.

Nihil novi sub sole. Jest z czego wybierać. Są jednak pułapki. Wspomniane analizy dla US Navy pokazują, że jeśli nie postawi się ograniczeń, wybór pada na najsilniejszy, możliwy okręt. Stąd taka popularność wśród polityków ograniczania wielkości okrętu. Jest prawdą, że koszt okrętu zależy głównie od zainstalowanych na nim systemów, ale jest też prawdą, że wielkość okrętu ogranicza ilość systemów możliwych do zainstalowania na okręcie. Pośrednio więc również kosztów. Z nostalgią czytam teksty jak poniżej:

Plan budowy krążowników zawarty w Programie Budowy Floty 8-4 został zmodyfikowany w 1917. Trzy krążowniki rozpoznawcze po 7.200 ton i sześć lekkich krążowników po 3.500 ton zostało zastąpionych przez osiem lekkich krążowników po 5.500 ton, z prowizją na jedną jednostkę eksperymentalną. 48.045.234 jenów pierwotnie przeznaczonych na budowę jednostek 7.200 ton i 3.500 ton zostały zarezerwowane dla ośmiu okrętów po 5.500 ton, czyli trochę więcej niż 6.000.000 jenów na każdy okręt.

– Japanese Cruisers of The Pacific War, Eric Lacroix

Być może tu kryje się recepta na nasze bolączki? Wystarczy powiedzieć, że w planie są trzy Okręty Obrony Wybrzeża po, dajmy na to 700 mln sztuka. Nasza Koncepcja Rozwoju Marynarki wyglądałaby coś w tym stylu jak: trzy OOW po 700mln, trzy patrolowce a 200mln i trzy okręty podwodne np. po 1.600 mln. Czy okręt będzie miał 2.000 ton i trochę słabsze wyposażenie czy też 1.000 ton z lepszym uzbrojeniem, pozostanie w gestii Marynarki i konstruktorów a politykom łatwo będzie liczyć i planować.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)