May 262012
 

Dyskusja na temat przyszłości Marynarki Wojennej jakby trochę przycichła i toczy się głównie na jej facebook’u. Duża w tym zasługa rzecznika prasowego Marynarki Wojennej, który dzielnie spełnia rolę moderatora. Bardzo dobrze się dzieje, bo Minister Obrony Narodowej podał wrzesień jako termin zamiany znanej wszystkim prezentacji na konkretny plan. Dyskusja fragmentami jest bardzo interesująca, zwłaszcza, że zawiera również opinie osób najwyraźniej posiadających doświadczenie i spojrzenie praktyczne. Mam jednak wrażenie, być może niesłusznie, że dyskusja skupia się głównie na problemach technologii i częściowo wymaganiach operacyjnych. Jest to zrozumiałe, bo polityka bezpieczeństwa państwa jest na dosyć dużym stopniu ogólności i nie determinuje strategii militarnej. Ta z kolei jest nieznana niewtajemniczonym. Tu można się doszukiwać głównej słabości wspomnianej dyskusji, której brakuje drogowskazu, co zresztą niektórzy uczestnicy otwarcie stwierdzają. Niektórzy przyjmują uproszczone założenia, sprowadzające się do podziału na czas “P” i “W”. Spróbujmy to trochę rozwinąć i każdy może samemu siebie odpowiedzieć na kilka prostych pytań (odpowiedzi niekoniecznie są proste):

  • Jakie jest miejsce i rola Marynarki Wojennej w polityce bezpieczeństwa Państwa?
  • Jaki jest przewidywany, najbardziej prawdopodobny poziom zagrożenia?
  • Jaki charakter ma strategia Sztabu Generalnego?
  • Jaką wartość polityczną ma flota dla polityków?

Pierwsze pytanie jest sięgające najgłębiej i odpowiedź na nie ma potencjalnie największe konsekwencje. Przede wszystkim znaczenie Marynarki Wojennej wykracza poza militarny aspekt bezpieczeństwa Państwa. Istnieją głosy wysuwające tezę, że militarny aspekt ma coraz mniejsze znaczenie w całości zagadnienia. Marynarka Wojenna jest jednak potężnym instrumentem polityki zagranicznej państwa i jest szeroko wykorzystywana do celów dyplomacji, umacniania sojuszy czy też budowania bezpieczeństwa globalnej żeglugi. Jest to domena bardziej MSZ niż MON. W naszych realiach ogniwem łączącym wydaje się być BBN.

W przypadku wykorzystania militarnego floty, zadajmy sobie pytanie jakie w ogóle przypadki wchodzą w grę. Pierwszy to konflikt z państwem Bałtyckim, z którym posiadamy granicę lądową. Następnie mamy konflikt z sąsiadem zza morza. Dalej idzie interwencja na naszym obszarze, morskiego mocarstwa spoza regionu oraz odwrotnie, nasza interwencja poza regionem. We wszystkich przypadkach Marynarka Wojenna może być głównym bohaterem wydarzeń, ale dopiero po określeniu skali konfliktu i poziomu zagrożenia możemy stwierdzić , czy flota ma istotne znaczenie. Przykładowo w pełnym konflikcie z sąsiadującą potęgą o charakterze kontynentalnym, wydarzenia na lądzie zdeterminują wynik a flota będzie pełniła rolę służebną. Jeśli sięgniemy wstecz 400 lat, to zauważymy, że rozstrzygnięcie wojny z sąsiadem zza morza, wymagałoby desantu na szeroką skalę, gdzie flota odgrywałaby kluczową rolę.
Poziom zagrożenia jest pochodną zarówno intensywności konfliktu jak i tego, kto jest przeciwnikiem. Skutkiem globalizacji jest fakt, że przeciwnikiem są nie tylko państwa ale i organizacje poza państwowe. Prace BBN-u zdają się zakładać, że jesteśmy państwem granicznym sojuszu, wystawionym na większy poziom zagrożenia ale bez perspektywy pełnego konfliktu z sąsiadami. Dopuszcza się istnienie zagrożeń bardzo wyrafinowanych i groźnych jak rakiety balistyczne ale raczej w ograniczonej skali. Praktyczne zastosowanie odpowiedzi na takie pytanie może wyglądać następująco – czy okręty MW RP powinny mieć możliwość obrony przed jednoczesnym atakiem 20, 8 a może tylko 3-4 rakiet przeciwokrętowych? I czy podwodnym zagrożeniem będą bardziej okręty podwodne, miny czy autonomiczne roboty?

Sztab Generalny jest tym ciałem, które zamienia militarną część polityki bezpieczeństwa państwa na strategie militarne. Dużo zależy od tego jak sztabowcy interpretują zdefiniowane zagrożenia. Czy określają je w kategoriach ogólnych trendów, jak czyni to Cooperative Strategy for 21st Century Seapower? Czy też wskazuje konkretnego przeciwnika jak w War Plan Orange. Odpowiedź na to pytanie prawie automatycznie definiuje kwestię wartości politycznej floty. W pierwszym przypadku najbardziej prawdopodobnym kursem dla polityków są słowa prof. Paula Kennedy’ego, cytowane w Red Star Over Pacific:

Dla europejczyków, mówiąc ogólnie, potęga morska jest obecnie sprawą bardziej działań policyjnych niż zbrojnych starć decydujących o tym, kto panuje na morzach.

W przeciwnym razie obrona integralności i politycznej niezawisłości kraju może dać bodziec dla wyasygnowania większych kwot na militarny aspekt bezpieczeństwa państwa. Wówczas jednak, im silniejsza będzie percepcja zagrożenia, tym silniejszy będzie priorytet obrony powietrznej kraju oraz siły i mobilności wojsk lądowych. W interesie Marynarki Wojennej nie leży uwypuklanie siły zagrożenia lecz podkreślenie szerokiej użyteczności floty zarówno w aspekcie militarnym jak i dyplomatycznym strategii bezpieczeństwa państwa.

Dobrze aby dyskusja toczyła się dalej, bo Okręt Obrony Wybrzeża jest na razie koncepcją niestabilną i nie powinien być określony przez technologiczne możliwości ile systemów uzbrojenia się w nim zmieści. To, jak politycy postrzegają wartość użyteczną okrętu jest ważne i poniekąd wyjaśnia niechęć do inwestowania we fregaty. Fakt, że w planie znajdują się okręty podwodne za podobne kwoty może świadczyć o postrzeganiu ich wartości w obronie terytorialnej kraju, ale stanowi wysokie ryzyko w sytuacji konfrontacji priorytetów na poziomie Sztabu Generalnego.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)