Jun 032012
 

Tytuł prowokujący, ale dobrze by się stało, gdyby Gawron został ukończony, nawet w bardzo okrojonej postaci. W tym roku mija 30 lat od konfliktu o Falklandy i w USNI Proceedings Naval Review 2012 ukazał się interesujący artykuł Still Relevant After All These YearsJedną z lekcji z konfliktu wspomnianą przez autora jest przypomnienie, że wojna może przyjść bez strategicznego ostrzeżenia. Wówczas walczy się tym, co jest dostępne, choć niedoskonałe a nie potężnym orężem, które mamy w planach. Tak więc patrolowiec Gawron w roku np. 2014 jest lepszy niż Okręt Obrony Wybrzeża w roku 2022. O konieczności zachowania równowagi w rozwoju sił zbrojnych tak pisze we wspomnianym artykule Commander Jim Griffin:

Skuteczne siły zbrojne równoważą w sobie wyszkolenie, technologię i liczebność. Argentyńskie lotnictwo było bobrze wyszkolone i wyposażone w skuteczną broń, jednakże niedostatek kluczowych systemów (Exocet, tankowanie w powietrzu) miał krytyczne znaczenia dla zdolności wykonania zadania. Armia argentyńska była dobrze wyposażona i równorzędna w liczebności do przeciwnika, ale źle wyszkolona i dowodzona.

Okręt potrzebny jest więc jak najszybciej i patrząc na scenariusz Baltops 2012, byłby całkiem użyteczny nawet w formie patrolowej. Aby program dobiegł do szczęśliwego końca, myślę, że powinno zostać spełnionych kilka warunków:

  • trzeba znaleźć koncepcje za rozsądne pieniądze,
  • zbudować dla niej poparcie w Marynarce Wojennej,
  • znaleźć wykonawce gwarantującego dokończenia projektu bez istotnego ryzyka

Pomysł dokończenia korwety za 100 mln PLN wydaje się być mało realny. Popadamy z jednej skrajności w drugą. Pierwszym krokiem w kierunku zmniejszenia kosztów i ryzyka jest rezygnacja z okrętu wielozadaniowego i zwrócenie się w kierunku specjalizacji. Taka jest zresztą geneza korwety. Wybór ogranicza się do wyspecjalizowanej jednostki ASW lub wspomnianego okrętu patrolowego. Wyspecjalizowana jednostka ASW może się nie zmieścić w wizji zaprezentowanej w marcu. Z kolei okręt patrolowy, ze względu na brak tradycji ochrony interesów w przeciwieństwie do ochrony bezpieczeństwa Państwa, może mieć trudność w uzyskaniu aprobaty zarówno marynarzy jak i Sztabu Generalnego.

Chyba, że sięgniemy w przeszłość i spojrzymy na ewolucję drobnoustrojów, które pełniły funkcje patrolowe. Znajdziemy tam tytułowe kanonierki, sloopy czy francuskie awiza. Pełniły służbę kolonialną i czasami przeciwminową. Wraz z nadejściem wojny zostały wyparte przez palącą potrzebę ochrony żeglugi przed zagrożeniem okrętów podwodnych i lotnictwa. Historia zatacza chyba jednak koło, bo wraz z pojawieniem się zagrożeń pochodzących od organizacji pozapaństwowych, we współczesnym języku służbę kolonialną możemy zamienić na Maritime Security Operations a walka minowa wręcz się rozwija. W przeciwieństwie do współczesnych Offshore Patrol Vessels, wspomniane kanonierki czy awiza były budowane jako okręty wojenne. Tak jak Gawron, który nie ma zasięgu, autonomiczności i ekonomiczności OPV, ale ma większą odporność na ciosy i ograniczone pola fizyczne. W przypadku kanonierki czy awiza, również brak hangaru dla śmigłowca jest mniejszą wadą, gdyż skonteneryzowany Camcopter operujący z lądowiska może się okazać wystarczający do rozpoznania i kierowania ogniem artylerii czy rakiet. Rozszerza to wachlarz operacji, w których okręt może uczestniczyć. Potencjalnie w grę wchodzi już nie tylko Somali, ale Libia czy Irak.

Wzorem do naśladowania mogłaby być koncepcja awiza Commandant Blaison,biorącego właśnie udział w tegorocznym Baltops.

 

W skład współczesnej wersji wyposażenia, może wchodzić uproszczony system C2, radar 2D dozoru powietrznego, ESM i systemy obrony pasywnej. Ze względu na operowanie na wodach przybrzeżnych, zagrożonych minami, sonar podkadłubowy do wykrywania i unikania min plus rozpoznawcze UUV byłyby wskazanym uzupełnieniem. Najwyraźniej mamy ambicje stworzenia własnego systemu kierowania walką minową, więc byłaby możliwość testowania własnych rozwiązań i wypracowywania taktyki dla patrolowca z modułem przeciwminowym. W skład uzbrojenia może wejść armata średniego kalibru oraz opcjonalnie RBS Mk2 z Orkanów. Z czasem, chociaż nie od razu można zainstalować RAM lub SeaRAM. W przeciwieństwie do OPV, dzięki ograniczeniu pól fizycznych jest również możliwe doraźne zainstalowanie sonaru VDS.

Kwestia artylerii jest warta ponownego przemyślenia. Jakkolwiek OTO Melara 76mm stała się de facto standardem, warto rozważyć do czego ma służyć. Jeśli mówimy o dominacji zagrożenia z powietrza oraz zagrożeniach asymetrycznych to 57mm Bofors ma więcej sensu. Wobec celów nawodnych jest mniej skuteczna, ale obezwładnienie przeciwnika (mission-kill) jest często wystarczające. Jeśli natomiast zwrócić się w kierunku lądu, to OTO Melara 127mm z amunicją Volcano o zasięgu 120km ma niewątpliwy powab dla Sztabu Generalnego i ma sens w działaniach połączonych sił zbrojnych na wodach przybrzeżnych. Ponieważ Volcano może być użyta przeciw ruchomym celom morskim, stanowi alternatywę lub uzupełnienie dla rakiet przeciwokrętowych. Deficyt wsparcia ogniowego dobrze ilustruje dość egzotyczna i naprędce wymyślona konstrukcja USS Carronade.


Nie jest jasne, czy kadłub ma wystarczającą wytrzymałość na naprężenia, ale najmniejszy okręt jaki znalazłem z armatą Boforsa 120mm to fińska kanonierka Turunmaa z lat 60-tych.


Czy taki okręt jest użyteczny? Na pewno. Czy jest potrzebny? B.H. Liddell Hart odróżnia strategię państw “roszczeniowych” od państw “konserwatywnych”. jego zdaniem celem strategii nie jest pokonanie sił przeciwnika ale jego woli. Nie bez racji pisał, że wyczerpanie wojenne zabiło więcej państw niż jakikolwiek obcy najeźdźca. W przypadku starcia z przeważającym i “roszczeniowym” przeciwnikiem:

Nie jest łatwo osiągnąć prawdziwy pokój z zaborczym przeciwnikiem, ale łatwiej jest skłonić go do zaakceptowania stanu zawieszenia broni – i jest to znacznie mniej wyczerpujące niż próba zdruzgotania go…

To oznacza wzrost liczby konfliktów ograniczonych, a potwierdzenie znajduję w artykule Podsekretarza Marynarki Roberta Work’a The Coming Naval Century. Posłużył się on podziałem historii US Navy zaczerpniętym z Samuela Huntingtona, rozwinął go i policzył stosunek liczby lat wojennych do pokojowych w tych epokach. Oto rezultat:

  • Continental Phase (1776 – 1890) – 1: 6.59
  • Oceanic Phase (1890 – 1947) – 1: 5.24
  • Transoceanic Era (1947 – 1989) – 1: 2.67
  • Global Era (1989 – koniec 2011) – 1: 1.08.

Przy założeniu wycofania się z Afganistanu do końca 2014, stosunek będzie wynosił 1: 0.85. Nic więc dziwnego, że fregaty OHP są wciąż prawdziwymi końmi roboczymi w US Navy, choć dawno już działania ASW czy AAW przestały być ich główną rolą, a LCS za paręnaście lat będą dominującą liczebnie klasą okrętów US Navy.

Pozostaje trudny i delikatny problem, kto może skończyć Gawrona bez istotnego ryzyka. W moim odczuciu, być może całkowicie błędnym, bo nie znam faktów, najlepszym rozwiązaniem byłoby powierzenia tego zadania licencjonodawcy, czyli TKMS z opcją polskiej stoczni jako podwykonawcy. Alternatywą jest DCNS ale tu możemy się nadziać na prawny problem licencji. Będzie to kosztować więcej, ale i wartość okrętu może być większa, a kompromis jest wskazany bo Gawron wciąż potrzebuje wsparcia, by nie pozostać niewykorzystaną szansą.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)