Aug 152012
 

Najlepiej uczyć się błędach, a najtaniej na cudzych. Nic więc dziwnego, że moją uwagę przykuł artykuł o planowanych następcach dla korwet Saar 5 marynarki wojennej Izraela. Kłopoty ze znalezieniem właściwego projektu są pouczające, bo mglista definicja Okrętu Obrony Wybrzeża będąca być może wyrazem niedoskonałego kompromisu pomiędzy Dowództwem Marynarki Wojennej a Sztabem Generalnym również nam pewnie sprawi wiele kłopotu. Podsumowaniem 6-cio letnich poszukiwań właściwego okrętu dla Izraela jest poniższe zdanie:

Podstawowym problemem Izraela jest to, że bogato wyposażona fregata z “górnej półki” będzie musiała kosztować ponad $600 mln. Izrael chce fregaty, ale nie ma pieniędzy na nie. W odpowiedzi, mogą więc oni albo ograniczyć oczekiwania albo znaleźć sposób na zawarcie transakcji.

Droga, którą przeszła marynarka Izraela w swoich poszukiwaniach jest interesująca i zaznaczona znanymi nazwami okrętów. Zaczęło się od próby zaadaptowania LCS do lokalnych wymagań i rodzimej technologii. Wynik był nieosiągalny finansowo. Potem była próba ulepszenia istniejącego typu Saar 5 do wersji 5.5. Gdy i to zawiodło zwrócono się w kierunku Niemiec i projektu MEKO. Niemcy odmówili jednak finansowania 1/3 projektu. Co ciekawe, uczynili to w przypadku okrętów podwodnych Dolphin. Ostatnim pomysłem jest współpraca z Koreą. Próby zbijania ceny wyglądają jak poniżej:

LCS-I – $700 mln
Saar 5.5 – $450 mln
MEKO wyceniany w 2009 na $300 mln
FFX – $238 mln skorygowane ostatnio na $300

Poniżej zamieszczam zdjęcie korwety koreańskiej FFX, chyba jeszcze w Polsce szerzej nie opisanej. Ciekawostką jest armata 5″, czyli mamy realizację Kanonierki Gawron!

Interesującym kontrastem dla podejścia marynarki izraelskiej są wyniki badania opinii oficerów US Navy odnośnie pożądanej charakterystyki LCS, przeprowadzonego w 2002 roku przez Naval War Collegena który zwrócił ostatnio uwagę CDR Salamander na USNIBlog. Nawiasem mówiąc, końcowe ostrzeżenie z cytowanego wpisu warto zapamiętać.

W trakcie warsztatów uczestnicy zidentyfikowali cztery podstawowe zadania dla LCS:

  • zwalczanie rojów małych łodzi
  • walka przeciwminowa
  • zwalczanie okrętów podwodnych na wodach przybrzeżnych
  • rozpoznanie

To, z użyciem jakich technologii i koncepcji działania mają powyższe zadania być realizowane, było przedmiotem dużych rozbieżności i zaowocowało zdefiniowaniem trzech kategorii LCS. Pierwsza to nosiciel bezzałogowców, jakiego przykładem może być JHSV. Druga to mały okręt z potencjałem ofensywnym, bez helikoptera jak Visby czy Skjold. Trzecia kategoria to wariant usiłujący pogodzić jak najwięcej ze wszystkich dyskutowanych opcji i zakładający, że US Navy zaakceptuje tylko jeden typ okrętu. Poniższy rysunek zaczerpnięty z wspomnianego raportu pokazuje jakie cechy okrętu uważano za niezbędne (kolor czerwony), pożądane (szary) i możliwe ale niekonieczne (biały).

Ciekawe, jak różne podejście do siły uzbrojenia mamy w obu przypadkach. Być może dzieje się tak, gdyż LCS-y są w Stanach Zjednoczonych tylko uzupełnieniem “battleforce” a w przypadku Izraela nowe korwety czy fregaty jej substytutem?

Przypatrując się bliżej wymienionym w tekście okrętom, można dojść do wniosku, że każda z konstrukcji jest wynikiem dostosowanie się do lokalnych warunków i wymagań danej marynarki, a nie realizacją ogólnej idei “przybrzeżnego wojownika”. Dla Korei wzmocnienie zdolności zwalczania okrętów podwodnych jest istotne po incydencie z korwetą Cheonan. W US Navy, Littoral Combat Ship w pewnym sensie ma pełnić rolę niszczycieli floty z okresu międzywojennego – osłaniać “battleforce”, uzupełniać jej luki w obronie i “czyścić przedpole” na wodach przybrzeżnych. Wymagania lub też oczekiwania marynarki Izraela, jak sugeruje Defense Industry Daily w cytowanym artykule, skupiają się natomiast wokół obrony przeciwlotniczej a nawet przeciwrakietowej. Można by w tym miejscu przypomnieć, że Visby z kolei powstał z pomysłu połączenia możliwości typów Gothenburg i Landsort. Nas bardziej jednak interesuje, to co łączy powyższe okręty aniżeli różnice wymagań pomiędzy flotami. Nasuwa się kilka spostrzeżeń:

  • jeśli ma być to okręt “bojowy”, dolną granicą kosztów dzisiaj wydaje się być $300 mln, czyli około 1.0 mld PLN.
  • najłatwiej na okręcie wielkości korwety zainstalować możliwości zwalczania celów nawodnych
  • najpowszechniejsze są zdolności wykrywania i zwalczania min oraz okrętów podwodnych
  • obrona przeciwlotnicza ogranicza się do samoobrony z ewentualnym małym krokiem w stronę obrony lokalnej. Próba zainstalowania czegoś większego skutkuje eskalacją rozmiaru i kosztów okrętu do klasy fregaty (i to raczej z “górnej półki”)
  • lądowisko jest nieodzownym i chyba niewystarczającym minimum. Warto wziąć pod uwagę, że US Navy ustala pewne trendy i zapotrzebowanie na zaokrętowane pojazdy bezzałogowe będzie rosło. Tak więc nie tylko klasyczny hangar dla śmigłowca, ale uniwersalna przestrzeń ładunkowa dla całej gamy pojazdów autonomicznych będzie w cenie.

Czy płynie z tego jakaś nauka dla nas? Plan modernizacji Marynarki Wojennej RP opiera się na założeniu poziomu finansowania znacznie większego od obecnego. Jeśli dla marynarki będzie priorytetem jak najszybsze pozyskanie jak najbardziej bojowych i najdroższych okrętów, to powstaje ryzyko pozostania z pustymi rękoma w przypadku obniżenia założonego poziomu dostępnych środków w trakcie realizacji programu. Czy takie ryzyko istnieje? Wystarczy przeczytać wypowiedź  prof. Kozieja na temat obrony przeciwrakietowej:

Koncepcja prezydenta B. Komorowskiego, którą przedstawił szef BBN, zakłada ustanowienie mechanizmu, zgodnie z którym na obronę przeciwrakietową będą przeznaczane środki, stanowiące nadwyżkę nad obecnym budżetem MON (w 2012 r. wynosi on 29,2 mld zł).

To oznacza, że wzrost finansowania programu modernizacji może pochodzić tylko z usprawnienia obecnej struktury wydatków. Tylko co zagwarantuje przekazanie tych oszczędności marynarce a nie obronie przeciwrakietowej? Stąd wymienioną kwotę 1.0 mld PLN należałoby traktować nie tylko jako minimalną ale i maksymalną. Aby uniknąć sytuacji, gdy obcięcie kosztów skutkuje rezygnacją z najdroższych pozycji w budżecie, potencjalnie warto się zastanowić nad planem alternatywnym, polegających na połączeniu dwóch klas okrętów w jedną. Wówczas cięcia będą dotyczyły liczby budowanych jednostek, ale nie rezygnacji z całej klasy okrętów. Teoretycznie można sobie wyobrazić połączenie okrętów obrony wybrzeża z patrolowcami w oparciu typoszereg Gowind czy Sigma, opisany ostatnio przez Maksymiliana Durę w Nowej Technice Wojskowej. Okręty w ramach tej samej klasy mogą mieć zróżnicowany poziom wyposażenia i uzbrojenia. Co prawda ten sam autor słusznie argumentuje, że użycie “bojowych okrętów” do roli patrolowca jest po prostu nieekonomiczne, z drugiej strony powyższy wybieg budżetowy ogranicza ryzyko pozostania z niczym lub z niestety, niedocenianymi okrętami patrolowymi.

Innym wariantem jest pójście drogą szwedzką i połączenie okrętów obrony wybrzeża z niszczycielami min, czyli zakup zmodyfikowanych Visby. W tym wypadku nie interesuje nas ograniczenie echa radarowego tylko amagnetyczność kadłuba.

Fakt, że kwota 1.0 mld PLN może się okazać zarówno minimalną możliwą jak i maksymalną akceptowalną stawia przed marynarką nie lada wyzwanie w dyscyplinie tworzenia specyfikacji i kontroli kosztów projektu, bo margines jest żaden.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)