Sep 032012
 

Zgodnie z obietnicą ministra Siemoniaka, czas decyzji powoli mija i wszyscy sympatycy Marynarki Wojennej mają nadzieję, że nadszedł czas realizacji. Tu napotykamy barierę, jaką stanowi czas realizacji projektu tak złożonego artefaktu jakim jest okręt wojenny. Czy jednak tempo zmian w otoczeniu, w którym działa marynarka wojenna nie podważa tradycyjnych zasad projektowania, zakupu i budowy okrętów? Na CIMSEC kilka interesujących wątków tworzących wyzwanie dla tradycyjnego sposobu myślenia o czasie budowy okrętów. Poniższe przykłady są dość futurystyczne, ale mają wystarczająco możnych mecenasów by mieć przynajmniej szansę na realizacje. Na nasze nieszczęście o tym, czy technologia lub wydarzenie ma charakter przełomowy, zwykle dowiadujemy się, gdy jest już za późno na reakcję.

Najpierw coś z dziedziny technologii. LT Scott Cheney-Peters pisze o projekcie DARPA o nazwie Anti-Submarine Warfare Continuous Trail Unmanned Vessel (ACTUV). Jest to mówiąc obrazowo – rzep. Do raz wykrytego okrętu podwodnego przyczepia się i płynie za nim. Autor rozważa potencjalne korzyści z punktu widzenia wielkiej floty, która posiadając serię „rzepów” może zwolnić swoje okręty do wykonywania innych zadań. Zwraca jednak uwagę na trendy jakim podlegają pojazdy bezzałogowe. Podaje przykład Predatora, który pomyślany jako platforma ISR szybko przekształcił się w nosiciela uzbrojenia i stwierdza, że ACTUV może podążać tą samą drogą ewolucji. O wiele dosadniej cel projektu przedstawia jego Program Manager z DARPA:

„Naszym celem jest przekazanie Marynarce pojazdu zmieniającego reguły gry w działaniach na morzu,” powiedział Littlefield. „To powinno stworzyć asymetrię na naszą korzyść, negującą wyzwanie stawiane przez okręty podwodne za jedną dziesiątą ich kosztów budowy”

Najnowszy projekt przewiduje trimaran szacowany na $20 mln zdolny operować na morzu przez 80 dni. Prototyp jest przewidywany na 2015 rok, a więc mniej więcej wtedy, gdy nasz pierwszy okręt podwodny być może ma szanse się pojawić. Jaki efekt może mieć, powiedzmy 5 takich „rzepów” dla znajomości położenia małej floty podwodnej złożonej z trzech okrętów, z których jeden zapewne przebywa w porcie i jego pozycja jest znana? Co prawda mały pojazd nawodny ma ograniczoną dzielność morską, ale istnieje równolegle rozwijana technologia wave glider, która może być wykorzystana w podobnym celu:

Dodatkowo do zbierania danych oceanograficznych, tego typu USV mogą pewnego dnia posłużyć jako osiągalne finansowo platformy ISR. Technologie niezbędne do długotrwałego działania na morzu, ładowania baterii słonecznych, zbierania danych oceanograficznych i ich transmisji na odległość tysięcy mil ma bezpośrednie zastosowanie w zadaniach ISR.

Wydarzeniem zupełnie z innej dziedziny jest projekt Sea-based Nations, któremu CIMSEC poświęcił cały ostatni tydzień na dyskusje. Idea polega na stworzeniu wielkich miast-państw na morzu poza jurysdykcją istniejących państw. W celu przekucia tej idei w rzeczywistość powołano Seasteading Institute. Dyskusja ma pewien koloryt lokalny nas interesujący, gdyż w poszukiwaniu obszarów wystarczająco atrakcyjnych, bezpiecznych i przyjaznych dla miast na morzu, wymienia się również Bałtyk. Wyobraźmy sobie takie „coś” na obszarze naszej strefy EEZ.

Kilka poniższych zdań LT Kurta Albaugh’a jest wskazówką bądź ostrzeżeniem, że wyruszamy w nieznane:

Istnienie wielu SBN, które do pewnego stopnia są mobilne zarówno w sensie fizycznego położenia jak i politycznych aliansów, jak i wrażliwe na działania nawet drugo- czy trzecio-rzędnej floty, może podważyć tą część światowej równowagi, która ma swe źródło w olbrzymich przestrzeniach oceanów.

Niezależnie od powyższego, SBN niosą obietnice drastycznej zmiany sposobu, w jaki myślimy o relacjach międzynarodowych.

 Jaka struktura marynarki wojennej jest najbardziej przystosowana do operowania w środowisku określonym przez opisane koncepcje? I jak szybko jesteśmy w stanie reagować na takie zmiany, jeśli będziemy postępować zgodnie z tradycyjną mądrością i doświadczeniem, które każe nam budować okręty przez 5-8 lat od pomysłu do wdrożenia? Problem jest znany projektantom okrętów od dawna i DK Brown twierdził, że dobrze zaprojektowany okręt jest wszechstronny w momencie zbudowania i adaptowalny w ciągu dalszej służby. Takie podejście preferuje okręty duże z zapasem przestrzeni i wyporności na przyszłe zmiany. Mamy więc do czynienia z sytuacją jak w teorii Johna Boyda OODA Loop, gdy przeciwnik (w tym wypadku samo życie) działa wewnątrz naszego cyklu decyzyjnego. Wydaje się, że jedynym lekarstwem jest uelastycznienie całego procesu od koncepcji, poprzez procedury przetargowe a skończywszy na budowie okrętów. Jest to jednak możliwe tylko w środowisku otwartym, w którym istnieje szybka wymiana idei i informacji. Z tego punktu widzenia brakuje trochę dalszego ciągu prezentacji z marca. Przykładem do naśladowania może być branża informatyczna. Firma wprowadzająca zintegrowany system zarządzania, kupuje zwykle system „z półki” o w miarę dużych możliwościach adaptacji do lokalnych wymagań. Każdy kierownik działu jest w stanie w ciągu kilkunastu dni sformułować wymagania „twarde” w odróżnieniu od „miękkich”. Jeśli oferta rynkowa jest w stanie zaspokoić, powiedzmy 70% wymagań w tym większość „twardych”, zakup jest możliwy. Do niektórych cech systemu, niestety firma musi się dostosować i jest to akceptowane. W języku militarnym oznaczałoby to dopasowanie taktyki do posiadanego sprzętu.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)