Jan 262013
 

Od dawna można było podejrzewać, że mglisty termin Okręt Obrony Wybrzeża jest zręcznym wybiegiem pozwalającym na kompromis przy konstruowaniu planu modernizacji marynarki wojennej. Ostatnio Maksymilian Dura w artykule o Radzie Budowy Okrętów ze styczniowego numeru NTW podzielił się z czytelnikami informacją, że autorem nazwy jest Admirał Waldemar Głuszko, z-ca Szefa Sztabu Generalnego. Panu Admirałowi należy się uznanie za dyplomatyczne rozwiązanie problemu, co pozwoliło prawdopodobnie na osiągnięcie celu zasadniczego jakim było zatwierdzenie planów modernizacyjnych. Talent dyplomatyczny Pana Admirała będzie jednak chyba wkrótce znów potrzebny, gdy dojdzie do konkretnych ustaleń, czym Okręt Obrony Wybrzeża ma być. Wspomniana w artykule awersja polityków do słowa korweta jest zrozumiała. Nikt nie chce firmować porażki. Interesujące jest również jak szybko argument o ogromnych kosztach rozpłynął się jak mgła o poranku. Te same mniej więcej 1.400 mln PLN, które były kwotą nieakceptowalną dla korwety, zostały zaakceptowane dla okrętów podwodnych. Dlaczego tak jest, warto studiować, bo poza emocjonalną awersją decydentów do słowa korweta istnieją merytoryczne powody, dla których eskalacja wymagań taktyczno-technicznych i kosztów może doprowadzić do powtórzenia sytuacji. Za sygnał ostrzegawczy może służyć prezentacja TKMS Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol z konferencji OPV w Hamburgu w 2011, w której Adm. Jonathan Kamerman nawołuje do tworzenia specyfikacji okrętu “wystarczająco dobrego” i wymienia kilka czynników wiodących do tak zwanego mission overkill a w rezultacie zagrożenia dla projektu:

  • nacisk na standardy wojenno-morskie w budowie
  • zbyt duża prędkość i złożoność systemów napędowych
  • obniżenie sygnatur
  • złożoność systemów walki
  • wielkość załogi

Dotyczy to praktycznie każdej klasy okrętów, ale poniższy przykład pokazuje, że przestrzeń pomiędzy okrętem patrolowym a fregatą, w której znajduje się korweta jest szczególnie podatny na przerost formy nad treścią. Poniższy dłuższy fragment barwnie opisujący problem pochodzi z książki D.K. Brown & George Moore, Rebuilding the Royal Navy:

hms-leeds-castle-p258-1982-patrol-boat

W trakcie prac nad projektem Castle OPV, wykonaliśmy model okrętu na RN Equipment Exhibition pokazujący potencjalnie możliwe, silnie uzbrojone wersje projektowanego okrętu. Nie mieliśmy żadnych obliczeń potwierdzających te pomysły, ale były one prawdopodobnie realne. Jednakże z braku klientów prace zamarły. W miarę zbliżania się Bożego Narodzenia mieliśmy trochę wolnego czasu i przez dwa tygodnie autor zaangażował sekcje projektową do opracowania okrętu dla sonaru holowanego bazującego na projekcie Castle. Było to bardzo interesujące ćwiczenie z pewnymi fundamentalnymi implikacjami. Okręt musiał być cichy co oznaczało, że większość wyposażenia musiała być zgodna ze standardami wojenno-morskimi a zródło energii elektrycznej stałe w napięciu i częstotliwości. Wszystko to oznaczało budowę w stoczni “wojennej” z wysokimi kosztami stałymi, co prowadziło do szacowanych kosztów 25 mln funtów bez uzbrojenia, zamiast 6 mln dla typowego OPV. Okręt w pełni wyposażony kosztowałby około 35 mln. To było maksimum możliwe do akceptacji jako “okręt na straty” (expendable). Dodając rozsądne możliwości samoobrony koszt zbliżyłby się do fregat Type 23, sporo ponad 100 mln funtów.

Tak więc przed Panem Admirałem być może jest jeszcze wiele przeszkód do pokonania.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)