Mar 092013
 

Na stronie internetowej Ministerstwa Obrony Narodowej ukazała się krótka notka ze spotkania ambasadora Japonii z ministrem Siemoniakiem. Pewnie bym ją ominął gdyby nie drobny szczegół. Otóż po ogólnym stwierdzeniu, że “Polska widzi w Japonii strategicznego partnera w tej części świata”, znajdujemy tekst (podkreślenie moje):

Rozważano również możliwe obszary kooperacji w ramach rodzajów wojsk, jak np. Marynarki Wojennej, czy Sił Powietrznych.

Myśl o współpracy flot Polski i Japonii zmusza do sporej gimnastyki umysłowej i nie pomaga w tym wymienienie potencjalnych obszarów geograficznych jak Bliski Wschód i Afryka ani to, że Pan Matoko Yamanaka “wyraził aprobatę dla działań polskiego ministra obrony w ramach Grupy Wyszehradzkiej i Trójkąta Weimarskiego”. Sprawę można odłożyć ad acta, jeśli zakwalifikujemy ją jako zwykłą kurtuazję dyplomatyczną. Jeśli jednak zastanowić się głębiej być może jesteśmy świadkami zjawiska mogącego mięć istotny wpływ na przyszły kształt i rolę Marynarki Wojennej. Byłby to bowiem sygnał rosnącej roli dyplomatycznej floty w odróżnieniu od jej funkcji czysto militarnej i obronnej, o której wspominałem na tym blogu, czyniąc uwagę na temat strategii Bałtyk Plus, że “być może jest to zgodne z naszym stanem ducha, ale czy zgodne z naszymi interesami i potrzebami?”

Do refleksji na temat wzrostu znaczenia dyplomatycznego marynarki wojennej skłaniają mnie refleksje prof. Roberta Farleya na temat fiaska współpracy międzynarodowej w bitwie na Morzu Jawajskim. Wspomina on współczesną szkołę realizmu politycznego i jej koncepcję “offshore balancing” zakładającą, że równowagę w regionie mogą utrzymać naturalnie tworzone sojusze państw sprzeciwiających się próbie osiągnięcia lokalnej hegemonii przez jedno z nich. Tyle, że w odnośniku do komentarza Is Asia’s Balance of Power Self-Enforcing?, prof. James Holmes stawia pytanie na ile jest to proces naturalny, a na ile musi być podtrzymywany przez siłę z zewnątrz. Wracając do spotkania w MON-ie warto sobie postawić pytanie na ile Polska znajduje się w orbicie zainteresowań potęg tego świata przy realizacji polityki budowania regionalnych sojuszy. Uwaga jest skierowana na Azję i region Pacyfiku i Japonia znajduje się, chcąc nie chcąc w centrum wydarzeń. Z Japonią łączy nas wspólny sojusznik jakim są Stany Zjednoczone i potężny sąsiad – Rosja, która jest również państwem azjatyckim i rejonu Pacyfiku.

 

Koreańska korweta w eskorcie lotniskowca

Koreańska korweta w eskorcie lotniskowca

Po tych dyplomatycznych dywagacjach wróćmy do planu modernizacji floty. W poprzednim wpisie dość nieudolnie próbowałem pokazać, że strategia obronna Bałtyk Plus i chęć współpracy w ramach sojuszniczych grup zadaniowych, a więc funkcja dyplomatyczna, prowadzą do rozbieżnych specyfikacji okrętu niełatwych do pogodzenia. Funkcja militarna zagnieżdżona w obronnej strategii Bałyk Plus preferowałaby, zgodnie z pracami prowadzonymi pod kierownictwem Capt. Wayne Hughesa, okręty w granicach 600-1.000 ton, których egzemplifikacją była koncepcja dwukadłubowego Sea Lance. Dla przypomnienia, wynika to z analizy tak zwanego Równania Salwy, która mówi, że w starciu dobrze uzbrojonej korwety z trzema Orkanami o wyniku przesądzi raczej rozpoznanie aniżeli indywidualne wyposażenie okrętów. Nawet umiarkowane doposażenie Orkanów w RAM pozwoli zmienić diametralnie sytuacje, w której korweta znajduje się w znacznie gorszej sytuacji. Zwykła arytmetyka wskazuje na istotną rolę przewagi liczebnej w otwartym konflikcie zbrojnym dwóch stron na morzu. Wzrost roli dyplomatycznej przy zachowaniu strategii Bałtyk Plus, oznacza, że potrzebujemy okrętów jeśli nie zdolnych do operacji pełnomorskich to przynajmniej zdolnych do przejścia na inne obszary działania z dala od Bałtyku. To oznacza okręty raczej w zakresie co najmniej 2.000 ton. Biorąc pod uwagę ograniczenia budżetowe i potrzebę rozproszenia siły ofensywnej na możliwie maksymalną ilość jednostek przy realizacji funkcji obronnej, wracamy do początku, czyli idei połączenia w jedną, dwóch klas okrętów nawodnych z trzech wymienionych w programie modernizacji (Miecznik, Kormoran, Czapla). W wachlarzu możliwości od Visby po LCS z poprzedniego wpisu przesuwamy się w kierunku tego drugiego.

Wariant uwypuklający rolę dyplomatyczną to połączenie Miecznika z Czaplą i oznacza budowę serii 6-ciu okrętów opartych o te samą platformę ze zróżnicowanym zestawem uzbrojenia i sensorów, ale posiadającą w obu przypadkach hangar. Jest to rozwiązanie całkiem prawdopodobne biorąc pod uwagę chyba zamkniętą już specyfikacje na Kormorana. Konieczne jest zachowanie możliwości dozbrojenia okrętów patrolowych do wyższego standardu na wypadek konfliktu zbrojnego, a więc pewna forma modułowości. Poważnym minusem jest konieczność ograniczenia kosztów jednostkowych aby zmieścić się w budżecie, co oznacza ścisłą dyscyplinę w tworzeniu specyfikacji i wykonaniu. Jest to możliwe przy pełnej współpracy z przemysłem, ale krajowe stocznie nie posiadają takiego doświadczenia, co oznacza istotny wzrost ryzyka. Zakładając łączny budżet (własne szacunki) na poziomie 4.5 – 5.0 mld PLN na obie klasy okrętów łącznie, koszt średni wyniósłby około 800 mln PLN. Różnicując wyposażenie możemy mieć dwie serie po 600 i 1.000 mln PLN każda. Jeśli planujemy dokonanie skoku generacyjnego ale w oparciu o rozwiązania sprawdzone, to w grę wchodzą MEKO A-100 lub seria SIGMA. Nie można całkowicie wykluczyć niespodzianki, jak Navantia, DCNS a nawet Luerssen czy Fassmer.

Projekt skalowalny i w miarę  sprawdzony

SIGMA – Projekt skalowalny i w miarę sprawdzony

Na wariant podkreślający rolę obronną czas już chyba minął, bo zakładałby połączenie Kormorana z Miecznikiem, czyli realizacje wariantu szwedzkiego który polega na połączeniu w jednym kadłubie możliwości FAC i niszczycieli min. Przy naleganiu Marynarki Wojennej na kadłub amagnetyczny tylko jeden okręt istniejący spełnia wymogi i jest nim Visby. Ciekawe na ile jest możliwe zrobienie wersji ze stali amagnetycznej kosztem prędkości? Zaletami wówczas są zwiększona jednocześnie liczba jednostek przeciwminowych i liczba wyrzutni rakietowych na okrętach. Niszczyciele min posiadałyby zdolność do samoobrony a zwalczanie okrętów podwodnych wymagałoby współpracy ze śmigłowcami bazującymi na lądzie. Dla tych ostatnich zniknęłoby ograniczenie wagi, czyli w grę wchodziłby Eurocopter EC725, co w innym przypadku może być trudno osiągalne na małych jednostkach. Rola dyplomatyczna przypada w tym wariancie Czapli, która może być albo kontynuacją Ślązaka oferując większą odporność na ciosy, bądź specjalizowaną jednostką patrolową zoptymalizowaną pod kątem ekonomiczności i autonomiczności. Paradoksalnie z punktu widzenia budżetu wygląda to lepiej, gdyż przy tych samych kosztach Okrętu Obrony Wybrzeża mamy większy budżet na niszczyciele min niż na patrolowce o jakieś 0.5 mld PLN, czyli 5.0 – 5.5 mld PLN w sumie. Średni koszt jednostkowy skacze o prawie 100 mln PLN w górę do 850 – 900 mln PLN. Przy czym, podobnie jak w poprzednim przykładzie, modułowość Visby pozwala na wymianę wyposażenia przeciwminowego na rakiety przeciw-okrętowe. Minusem jest mniejsza ilość okrętów zdolnych do misji poza Bałtykiem. Zaangażowanie polskiego przemysłu ma zalety i wady. Z jednej strony, ze względu na materiał kadłuba stocznie polskie najprawdopodobniej nie brałyby udziału w budowie, z drugiej zaś moduł przeciwminowy byłby dłuższą serią, co daje większe i stabilniejsze zamówienia w dłuższym czasie.

Tak, czy inaczej zaangażowanie Marynarki Wojennej w działania pokojowe, dyplomatyczne czy stabilizacyjne daje jej mocniejsze podstawy bytu na co dzień niż tylko obrona kraju. Nie od dzisiaj wiadomo, że im dłuższy okres pokoju tym bardziej budżet obronny jest przedmiotem i ofiarą gry politycznej.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)