Jul 042013
 

Kontrowersyjny program budowy ponad 50 jednostek klasy LCS dla US Navy jest zwykle wdzięcznym tematem dla mediów. Kształtuje się w nich obraz dość negatywny i nie sposób sobie zadać pytania dlaczego ten projekt jeszcze nie został wstrzymany? Próba zrozumienia pozytywnej argumentacji na rzecz LCS powinna być u nas śledzona ze szczególną uwagą biorąc pod uwagę własny program budowy Okrętów Obrony Wybrzeża. Równie ciekawy jest aspekt propagandowy – jak to robi czołowa flota świata. Pomimo nieznanego nam jeszcze werdyktu co do przyszłości tych okrętów, LCS już kształtuje pewne trendy i doświadczenia tego eksperymentu nie są obojętne dla ostatecznego kształtu Okrętów Obrony Wybrzeża. Co wiec pozytywnego ostatnio napisano o LCS? Garść przykładów poniżej. Zacznijmy od rzeczy nam jak najbardziej bliskiej – zdalne zwalczanie min. Moduł MCM opierał się o RMMV, półzanurzalny pojazd oraz helikopter MH-60S. Niestety, pojazd nie zdawał egzaminu niezawodności i nie mógł być przedmiotem zaawansowanych dalszych testów. To się zmieniło i jak pisze NAVSEA Program Manager, Steve Lose:

Wstępna analiza danych pokazuje, ze osiągnęliśmy lub przekroczyliśmy cele programu poprawienia niezawodności systemu i jesteśmy gotowi do przejścia do fazy testów rozwojowych, przewidzianych na 4 kwartał 2013 roku.

Oznacza to w praktyce, że w porównaniu ze średnim czasem pomiędzy awariami wynoszącym 7,9h w 2008 roku przekroczono zadany próg 75h. Jest to punkt krytyczny dla całego programu po decyzji, ze MH-60S nie jest w stanie holować sonaru AQS-20A. RMMV będzie jedynym nosicielem tego sensora.

 

RMMV z sonarem AQS-20A. Zdjęcie za janes.com

RMMV z sonarem AQS-20A. Zdjęcie za janes.com

Sukces nastąpił w bardzo dobrym momencie, gdyż USS Independence osiągnął status gotowości do prób morskich i przeprowadza testy modułu MCM. Równolegle USS Forth Worth będzie platformą rozwojową i testową dla modułu walki nawodnej, zanim okręt wypłynie w swój dziewiczy rejs. Urok modułowości polega na tym, że możliwości okrętu można kształtować jak plastelinę. Już myśli się o nowym sposobie operacyjnego wykorzystania okrętu i co ciekawe, nie wiąże się to z potężnym uzbrojeniem. US Navy zauważyła, ze Amphibious Ready Group bardzo często wydzielają małe pododdziały do wykonywania zleconych zadań. W czerwcowym numerze USNI Proceedings Adm. Greenert, CNO pisze:

Będziemy eksperymentowali z wydzielonymi odzialami Marines nie tylko na okrętach desantowych ale takich jak AFSB, niszczycielach, LCS, MLP oraz JHSV.

Nietrudno zauważyć, ze kombinacja LCS i JHSV jest dobrą platformą dla działania sił specjalnych czy też rajdów na małą skalę. To z kolei powinno być dla nas bardzo interesujące, gdyż taka forma działań jest typowa dla flot kontestujących przewagę na morzu posiadaną przez stronę silniejszą. Powyższe argumenty maja dać poczucie, że program wszedł na właściwe tory a koncept jest nośny i rozwijany. US Navy nie stroni również od argumentów emocjonalnych, odwołujących się do symbolicznych artefaktów związanych z początkami historii amerykańskiej marynarki wojennej. Kontradmirał John F. Kirby opisuje, jak negatywnie przyjęto projekt pierwszych fregat amerykańskich zamówionych w 1794. Do dzisiaj jedna z nich jest wciąż na wodzie i całkiem niedawno można było zobaczyć jak USS Constitution oddaje salwę honorową. Z perspektywy czasu te okręty są chwalone za solidność konstrukcji, szybkość i siłę ognia. Jednak najciekawszym przykładem i jak sam autor pisze – instruktażowym dla dyskusji o LCS był USS Monitor:

Prawie wszystko co z nim związane było nowe i niewypróbowane. Jego charakterystyka była powalająca: długi, niski i słabo zaznaczony profil czyniący okręt trudny do zlokalizowania; małe zanurzenie i dobra manewrowość czyniąca go idealnym narzędziem do działań na wodach przybrzeżnych i radykalny system uzbrojenia, który mógł chełpić się najpotężniejszą armatą w służbie marynarki stworzoną przez Johna Dahlgrena.

Okręt miał załogę mniejszą niż jedna trzecia marynarzy niezbędnych do obsługi klasycznego okrętu. I był wielozadaniowy w swych możliwościach, zdolny do działań na wodach przybrzeżnych czy wsparcia działań na lądzie. Nawet materiał użyty do budowy jego kadłuba – żelazo – był rewolucyjny ale wzmacniał siłę defensywną. Ericcson nazywał go swoją “samobieżną baterią na morzu”

Krytycy nazwali okręt pomyłką. Za mały, zbyt wolny i zbyt słabo uzbrojony nie mógł według nich, byś równorzędnym przeciwnikiem dla większych i najeżonych działami slupów Konfederacji. Nawet marynarze Unii nazywali go “cheesebox on a raft”

 

Monitor

Wszystkie powyżej przytoczone argumenty nie tłumaczą jednak tak silnego wsparcia dla programu ze strony CNO i innych admirałów. Można to przypisać politycznej obronie wcześniej przyjętych pozycji, jednak po zmianie na stanowisku Sekretarza Obrony, administracja ma teoretycznie wolną rękę w decyzji. Na poparcie dla projektu składa się wiele przyczyn i jest ono wynikiem pewnych procesów historycznych, jak choćby wewnętrznej debaty na temat roli niedużych okrętów w US Navy, sięgającej wstecz do Streetfightera czy Sea Lance. Jednak kluczowym powodem wydaje się być malejąca od lat liczba okrętów floty. Nie da się utrzymać liczbowego stanu posiadania przy wciąż rosnących kosztach budowy okrętów, tym bardziej jeśli preferowanym okrętem jest potężnie uzbrojona jednostka za $1.5 mld. Kontradmirał Rowden podsumowuje sprawę prosto i obrazowo:

To jest okręt o wyporności 3000 ton z załogą poniżej 100 marynarzy i reprezentujący 1/3 kosztu niszczyciela, 1/4 szturmowego okrętu podwodnego, 1/30 kosztu lotniskowca, ale wciąż niosący tę samą amerykańską banderę na maszcie podobnie jak inne okręty o wiele bardziej kosztowne w budowie, eksploatacji czy posiadaniu. … W ramach kosztu zakupu i eksploatacji pojedynczego niszczyciela obsługiwanego przez 300 naszych najlepszych marynarzy i wykonującego pokojowe zadania monitorowania aktywności okrętów podwodnych, będziemy w stanie wysłać cztery okręty LCS wyposażone w moduł walki z okrętami podwodnymi i uzyskać czterokrotnie większy obszar pod kontrolą, czterokrotnie większe możliwości zwalczania okrętów podwodnych i czterokrotnie zwielokrotnione możliwości współpracy z sojusznikami, zaprzyjaźnionymi flotami i partnerami. I możemy to robić bez końca, miesiącami a może w końcu latami rotując załogi i okręty. Musimy ten samotny niszczyciel sprowadzić z powrotem do bazy aby załoga mogła wypocząć i nabrać nowych sił ale nie musimy tego robić z LCS – niewiarygodne możliwości za tę samą lub niższą cenę.

W ten sposób dotykamy jednego z kluczowych słów dla działania marynarki wojennej – presence czyli bycie obecnym. Jak cię nie ma to nie masz prawa głosu. Z tego powodu nie ma wielkiej różnicy pomiędzy Arleigh Burke i Freedom, mimo że są to tak rożne okręty. Mamy tendencje do porównywania okrętów z perspektywy ich zdolności bojowych ale zapominamy, że każda klasa okrętów ma swoją funkcję lub rolę do odegrania i jest niezbędnym elementem większej całości. Być może w ogóle część problemu leży w używanym języku. Zacieramy różnice w takich pojęciach jak zadanie, zdolności bojowe i funkcja okrętu. Do tego stopnia, że w literaturze angielskiej używa się słów mission oraz capability, ale słowo function występuje, co znamienne, tylko u jedynego teoretyka wojny morskiej będącego cywilem – Sir Juliana Corbetta. Jednak różnice istnieją. Zarówno Freedom jak i Arleigh Burke posiadają czy mają posiadać zdolność do zwalczania okrętów podwodnych. Jednocześnie ich role są różne – Arleigh Burke jest przede wszystkim nosicielem Aegis i zapewnia strefową obronę przeciwlotniczą dla zespołów floty a Freedom tropicielem okrętów podwodnych na wodach przybrzeżnych.

Na koniec pytanie czy można w ogóle porównywać LCS i Okręt Obrony Wybrzeża? Do pewnego stopnia tak, biorąc pod uwagę podobne środowisko, w jakim mają działać. Jednak zasadnicza różnica w strategii powoduje, że porównanie staje się opisem dwóch stron tego samego medalu. LCS posiada kilka charakterystycznych cech, które można skomentować z punktu widzenia strategii Bałtyk Plus:

  • Zdolność do szybkiego przerzutu na inny teatr działań, stąd wielkość i szybkość.

To jest przyczyną niezwykłej i kontrowersyjnej prędkości LCS. W przypadku OOW nie jest ona niezbędna choć zawsze może być użyteczna. Zdolność do przerzutu jest zamieniona na zdolność do współdziałania z sojusznikami poza Bałtykiem, ale strategia przesuwa ja na drugi plan co wyraża się w Plusie po Bałtyku. Okręt może być nieco mniejszy i posiadać prędkość bardziej ekonomiczną.

  • Modułowość

W LCS koncepcja modułowości posuwa się do granic znanych nam możliwości albo i poza nie. W naszym przypadku umiarkowana modułowość jest jak najbardziej wskazana, co wynika z niewielkiej liczby okrętów i oczekiwań co do uniwersalności zastosowania. Przykładowo, pożądana może być zdolność do wzmacniania zdolności bojowych w zakresie zwalczania okrętów podwodnych zamiennie ze zdolnością do zwalczania celów nawodnych lub lądowych. Bliskość baz ułatwia wymianę modułów co dla LCS stanowi poważny problem logistyczny.

  • Śmigłowce i pojazdy bezzałogowe stanowią istotną część każdego modułu

To wymaganie zdecydowało o minimalnej wielkości LCS. Pokład lotniczy USS Freedom jest blisko 50% większy niż na niszczycielach. Hangar mieści helikopter i 2-3 drony FireScout. Ponownie jak poprzednio, bliskość lądu i skromna liczba dostępnych wiropłatów powoduje, że hangar staje się cechą pożądaną ale nie konieczną. Być może rozwiązaniem jest pokład dla śmigłowca 10 tonowego a hangar dla 5-tonowego lub dla dronów.

  • Okręt ma w zamiarze operować pod osłoną floty

W tym przypadku Okręt Obrony Wybrzeża może działać pod osłoną “lądowej fortecy”. Tak patrząc na sprawę, NDR ma sens. Jeżeli by dodać możliwość osłony powietrznej w postaci klucza myśliwców, OOW mają szansę wykonywać skutecznie swoje zadania w ramach Bałtyku. Poza nim pozostaje polegać na osłonie sił sojuszniczych.

Jak jednak się stanie, dopiero przyszłość pokaże a w międzyczasie wszyscy pilnie obserwują pierwsze reakcje i rezultaty uczestnictwa USS Freedom w ćwiczeniach CARAT 2013.

CARAT2013

CARAT2013

 

 

 

  One Response to “US Navy wspiera LCS”

  1. Witam Serdecznie.
    Pozwolę sobie znowu wtrącić swoje 3 grosze w obronie LCS. Żadko zdaża mi się bronić sprzętu rodem ze stanów ;), ale:

    Szybkość.
    Okręt rozwijający 50w. w porównaniu do bardziej klasycznego rozwiajjącego 26-28w. może:
    – 2 razy szybciej dotrzeć do zagrożonego odcinka wybrzeża
    – 2 razy krócej przebywać na niebezpiecznych wodach w czasie ataku typu “hit&run”
    Nie wydaje mi się, żeby nasze OOW były przeznaczone do długich patroli oceanicznych, więc ekonomiczna prędkość jest dla nich raczej drugorzędna..
    Ponadto, 50w. Freedom odcina go wyraźnie na tle innych korwet tej wielkości, co daje mu niespotykane “mission capability”

    Śmigłowce i pojazdy bezzałogowe
    To prawda, że nasz aktualny stan posiadania w tym zakresie jest raczej skromny, ale trwa przetarg na 70 śmigłowców a chyba 3 programy zakupu dronów są w fazie zapytań ofertowych, więc sytuacja rozwija się dynamicznie. Ponadto, znacznie łatwiej dokupić drony niż modyfikować okręt po fakcie

    Lądowa forteca
    Mam tu mieszane odczucia. Lądowa forteca jest co prawda niezatapialna, ale nie tak trudno jest ją wyłączyć z walki. NDR ma wszakże całe 2 radary i 6 wyrzutni. Podatne na atak dywersantów, atak powietrzny (znacznie trudniej wykryć i zestrzelić pocisk manewrujący czy samolot/śmigłowiec nad lądem.
    Rozumiem, że jednym z zadań NDR jest zabezpieczenie ruchów własnej floty, ale nie można uzależniać własnej floty od osłony NDR. Zadania w obszarze ochrony NDR mogą był łatwiej, bezpieczniej i taniej wykonywane przez małe okręty rakietowe/prrzeciwminowe/ śmigłowce ZOP. Jedyny sens budowy relatywnie drogich OOW to umożliwienie im wykonywania szerszego zakresu misji.

    Pozdrawiam.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)