Aug 022013
 

Stabilność wizji floty zorientowanej na obronę granic Państwa i wspólne wsparcie Marynarki Wojennej oraz Sztabu Generalnego dla niej zdeterminuje jak będą ostatecznie wyglądały przyszłe okręty, a nawet to, które z nich powstaną. Mamy plan modernizacji w zarysie ale brakuje w nim ustalonych priorytetów. To może zaowocować rozpadem wizji przy zmianach planów bądź debatach budżetowych i w końcowym rezultacie odłożeniem ponownie kluczowych projektów na półkę. Czy wizja jest więc mówiąc językiem inżynierskim – stabilna? Stabilność układu młodym adeptom inżynierii opisuje się obrazowo poprzez kulkę, która umieszczona w dołku lub na szczycie pagórka. W pierwszym przypadku wszelkie odchylenie jej na bok powoduje, że wraca ona samodzielnie do dna dołka. Układ jest więc stabilny i odporny na zakłócenia. Przeciwieństwem jest kulka na szczycie pagórka. Najmniejsze odchylenie od pozycji równowagi powoduje, że kulka stacza się w dół. Układ jest więc niestabilny i najczęściej musi być utrzymywany w równowadze sztucznie poprzez siły zewnętrzne.

Ten przydługi wstęp jest spowodowany “drugim czytaniem” wymogów na okręty patrolowe i obrony wybrzeża w połączeniu z krótką informacją o spotkaniu Rady Budowy Okrętów w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Pod poniższym cytatem podpisze się prawdopodobnie wielu zwolenników marynarki wojennej (z autorem włącznie):

Podczas dyskusji omawiano także temat szeroko rozumianych zadań morskich sił, które wychodzą poza obowiązek obrony polskiego wybrzeża. Podkreślono konieczność wykorzystania marynarki wojennej do ochrony i reprezentowania interesów państwa. Za ważną uznano również zdolność floty do wypełniania zobowiązań sojuszniczych wynikających z członkostwa Polski w NATO.

Spoglądając na cytowane słowa w świetle obowiązującej doktryny Bałtyk Plus można je skomentować w nieco satyryczny sposób, że w sformułowaniu Coastal Navy balastem dla marynarki wojennej jest słowo Coastal a dla Sztabu Generalnego słowo Navy, co sprowadza flotę do swego rodzaju pływających baterii artyleryjsko-rakietowych.

Sytuacji nie poprawia fakt, że w 2015 roku mamy wybory zarówno parlamentarne jak i prezydenckie i nie wiadomo czy ze sformułowania Bałtyk Plus zostanie Bałtyk, Plus, czy jeszcze coś innego. Zjawisko współpracy MON-u i BBN-u, które obserwujemy dzisiaj, jest raczej wyjątkowe i nie mamy pewności czy przetrwa zmianę warty. Pozostały czas z punktu widzenia budowy okrętów wojennych jest raczej mgnieniem oka, co oznacza że jeśli nie stworzymy faktów dokonanych w ciągu tego czasu, modyfikacje założeń do projektów nie powinny być niespodzianką. Szybka adaptacja do zmian wymaga zaś jasno sprecyzowanych priorytetów, którymi będzie można żonglować aby specyfikacje okrętów i strukturę floty dopasować do zmieniających się oczekiwań cywilnego zarządu armii. Przykład Wielkiej Brytanii jest pouczający. Duma Anglii i potęga na morzach – Royal Navy wycofuje się dzisiaj z uczestnictwa aktywnego w NATO i wysyła na Pacyfik pojedynczy niszczyciel nawet bez zbiornikowca.

Konflikt wewnątrz wizji marynarki wojennej może również się zarysować w wyniku reformy systemu dowodzenia. O ile dowódca operacyjny powinien brać pod uwagę realne działania i wykorzystanie floty takie jakie są o tyle Sztab Generalny jako organ planistyczny może snuć wizje zupełnie odmienne. W jaki sposób będzie się układała współpraca jest rzeczą przyszłości. Jednak ze względu na fakt nacisku w nowym systemie na operacje połączone, marynarka wojenna chyba nie ucieknie od tematu obrony wybrzeża.

Pierwszą rafą, którą musi pokonać plan modernizacji marynarki wojennej jest korekta budżetu. Przy zmniejszonym budżecie MON-u o około 3 mld złotych, ustalonym priorytecie dla reformy dowodzenia oraz zagwarantowanych środkach na obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową na poziomie 20% wydatków majątkowych, realne jest zagrożenie dla największych pozycji w planie modernizacji. Postawieni wobec pytania co wybieramy lub odraczamy na nieznane “potem”, co odpowiemy? Jeżeli prawdą są niepotwierdzone doniesienia o rozmowach na temat leasingu U212 od niemieckiej marynarki wojennej, oznacza to dwie rzeczy. Wspomniane pytanie jest już zadane, tyle że nie publicznie a także, że MON zachowuje się racjonalnie. Okręty podwodne są najdroższą pozycją w planie modernizacji, ale jeśli nie zastąpimy starych jednostek nowymi czy nowszymi, to zdolność operowania siłami podwodnymi może zostać utracona. A to jest już decyzja strategiczna i powinna być podjęta świadomie na podstawie priorytetowych kierunków polityki państwa. Leasing jest w tym wypadku próbą odsunięcia problemu w przyszłość bez utraty ważnych zdolności bojowych marynarki. Co jednak jeśli cięcia będą głębsze lub przedłużające się latami?

Leasing byłby racjonalną alternatywą w sytuacji cięć finansowych

Leasing byłby racjonalną alternatywą w sytuacji cięć finansowych

Podobne dylematy czekają nas na poziomie specyfikacji okrętów. Weźmy dla przykładu Czaplę. Wydaje się być ciekawym okrętem, daleko odbiegającym od typowego OPV i bardziej dopasowanym do naszego położenia geostrategicznego i aktualnej strategii. Ma przenosić moduł walki minowej, posiadać podsystem broni podwodnej i obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu wraz z radarem 3D. Powinien posiadać ograniczone pola fizyczne i wyśrubowane parametry jak zasięg (10.000nm), autonomiczność (45 dni) oraz relatywnie wysoką jak na OPV prędkość (do 26 węzłów). Każda z tych cech będzie kosztować i stoi zwykle w sprzeczności z innymi oczekiwaniami. Parę przykładów:

  • Przy stałym ładunku użytecznym (pomiędzy 400-500 ton) zwiększenia zasięgu oznacza przede wszystkim większy zapas paliwa. Kosztem czego? Oczekiwane 10.000nm jest wysoką wartością, którą spełniają kutry USCG, ale biorąc pod uwagę oficjalne broszury – żaden z oferentów. To samo dotyczy autonomiczności.
  • Wzrost prędkości z 20 do 25 węzłów przy niezmienionych innych parametrach OPV powoduje według STX wzrost kosztu o 30%.
  • Okręt powinien być zdolny do wykonywania zadań przy stanie morza 4. Jeżeli “zaokrętowanie z rufy” w odniesieniu do 11m łodzi oznacza rampę to stoimy przed dylematem podsumowanym w artykule poświęconym specjalnie temu zagadnieniu:

Zastosowanie rampy rufowej ma swoje zalety w sensie szybkości spuszczania łodzi na wodę i jej podnoszenia ale ostatecznie rampa traci swoje zdolności operacyjne przy wyższych stanach morza, przy których żurawie okrętowe wciąż mogą działać.

Okręt operujący przy wyższych stanach morza z włączeniem działań przeciwminowych i rozpoznania hydrograficznego może preferować układ z żurawikami, akceptując konieczność zwiększonej złożoności ich obsługi ale zyskując szerszy zakres warunków hydrometeorologicznych. Elastyczny i wielofunkcyjny okręt będzie więc dążył naturalnie w kierunku żurawi okrętowych z powodu ich większego zakresu stanów morza, przy których może pracować.

  • Zastosowanie rampy rufowej może również spowodować konflikt z wykorzystaniem powierzchni użytkowej pokładu, biorąc pod uwagę spodziewane użycie kontenerów z modułami misji.

Ciekawostką jest to, że opisane wymagania najbliżej spełnia projekt OPV 2020 firmy Fassmer, która w przetargu nie startuje (jak na razie).

Fassmer OPV2020. Trochę większy niż 1.600 ton, ale spełnia wymagania.

Fassmer OPV2020. Trochę większy niż 1.600 ton, ale spełnia wymagania.

Jednak największym kompromisem, przed którym może stanąć Czapla jest pytanie czym ma być. Jeśli chcemy taniego okrętu patrolowego, to należałoby ze specyfikacji usunąć wszystko to co zbędne – obronę plot, radar 3D, ograniczenie pól fizycznych a prędkość ograniczyć do 21-22 węzłów. Moduły misji pozostaną zwiększając elastyczność okrętu. Jeśli jednak z jakichkolwiek przyczyn projekt korwet (chyba powoli będziemy mogli wrócić do tej nazwy) zostanie zagrożony lub odłożony istotnie w czasie, to Czaple staną się namiastką trzonu floty. Wówczas wspomniane cechy warto zachować. Lepszy rydz niż nic, mówi porzekadło i dlatego Czapla wydaje się być bardziej interesująca niż Miecznik.

Ten ostatni sprawia wrażenie ostatniej próby zachowania możliwości OHP w kadłubie prawie dwukrotnie mniejszym, dzięki postępowi technologicznemu ostatnich 40 lat. Jednak korweta to okręt jednozadaniowy z natury rzeczy. OHP praktycznie też takim był. W tradycji Royal Navy korweta to okręt eskortowy do zwalczania okrętów podwodnych. Na tak niewielkim okręcie można się pokusić o realizacje jednej funkcji priorytetowo przy potraktowaniu pozostałych w sposób drugorzędny. Ze względu na ograniczenia przestrzeni, wagi, kosztów i mocy, zastosowanie radaru w pełni wykorzystującego możliwości pocisków przeciwlotniczych średniego zasięgu wydaje się mało realne (czarnym koniem może się okazać Barak-8). Dlatego w opinii autora wybór powinien być raczej pomiędzy ASW a zwalczaniem celów nawodnych i/lub lądowych. W tym miejscu pojawia się znowu pułapka stabilności wizji. Jeśli pod zwalczaniem celów lądowych rozumiemy pociski przeciwokrętowe z możliwością atakowania celów lądowych, to wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak oczekiwania idą dalej, to zapas pocisków jest po prostu niewystarczający. Armata 76mm w pierwszym przypadku daje sporą uniwersalność zwłaszcza w defensywie, w drugim zaś wypadku ma znaczenie marginalne i symboliczne. Polecam lekturę o renesansie artylerii okrętowej na UK Armed Forces Commentary, z którego wybrałem poniższe cytaty ilustrujące powyższą tezę:

Najbardziej imponującą cechą (armaty OTO Melara 76mm – przyp.) jest możliwość użycia zarówno STRALES jak i VOLCANO w tej samej wieży artyleryjskiej, co daje działu 76/62 olbrzymią elastyczność zastosowania. OTO Melara pracuje obecnie nad systemem ładowania dla Super Rapido pozwalającym na zastosowanie ogromnej różnorodności pocisków. To mechaniczne usprawnienie jest znane jako Multi Feeding Ammo Selection Kit i bazuje na aktualnym automacie ładowania.

Francja używa aktualnie do celów wsparcia artyleryjskiego z morza, malejącą liczbę antycznych armat 100mm podczas gdy nowe fregaty FREMM są uzbrojone w OTO Melara 76/62. Doświadczenia z Libii były sygnałem pobudzającym zainteresowanie morskimi armatami o większych możliwościach i DGA zwróciło uwagę na 127/64, jednak problemy budżetowe zapobiegły zainicjowaniu jakiegokolwiek programu zakupów przynajmniej na tę chwilę.

Być może taka armata jest po prostu zbyt duża dla korwety, ale to jest tylko argument za ostrożnym używaniem sformułowań o zwalczaniu celów lądowych. Priorytety są również potrzebne, bo w dążeniu do “bezpiecznego” rozwiązania jakim wydaje się być okręt uniwersalny lub wielozadaniowy powstaje zamiast realnej specyfikacji lista życzeń z czasem coraz bardziej odbiegająca od rzeczywistości. Nie zapominajmy, że oczekiwania rządu związane z wydatkami MON-u są związane z nadzieją pobudzenia polskiej gospodarki. Dlatego napięcie spowodowane różnicą pomiędzy potrzebami a możliwościami rodzimego przemysłu trzeba rozładowywać ostrożnie nie zwiększając go poprzez zbyt szybkie lub nadmierne oczekiwania. Określenie priorytetów dla zdolności bojowych, czy struktury floty pozwoliłoby być może nawigować bezpieczniej wśród pojawiających się co rusz raf permanentnych zmian.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)