Aug 282013
 

Przeciętny miłośnik marynarki wojennej wygląda z niecierpliwością nowych okrętów i rzadko komentuje dokumenty o charakterze strategicznym. Sprawiają one wrażenie zbyt ogólnikowych i nie dających odpowiedzi na pytanie jakie okręty będą “najlepsze”. Opublikowany plan modernizacji wydawał się być w pewnej próżni strategicznej. Jednak szereg ostatnich, publicznych wypowiedzi ministra obrony i premiera objaśniają treść Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego i rzucają więcej światła na rozpatrywane opcje. Obserwujemy rzadki w przeszłości przypadek współpracy BBN-u i ministerstw i próbę przybliżenia strategii Państwa przysłowiowemu Kowalskiemu. Do popularyzacji tematu jeszcze daleko a do publicznej dyskusji na temat strategii jeszcze dalej, ale powiedzmy sobie szczerze, nie jest to wina wyłącznie sfer rządowych. To zdumiewające, że w kraju tak doświadczonym i o takiej historii, problemy bezpieczeństwa granic są (lub były dotychczas) prawie nieobecne. Co więc mówi Biała Księga (podkreślenie moje):

Wciąż istotne pozostają też zagrożenia militarne. Mogą one zwłaszcza mieć charakter kryzysów polityczno-militarnych, prowokowanych dla wywierania presji strategicznej w ramach bieżącej polityki, bez przekraczania progu wojny. Działania takie mogą przejawiać się w formie skokowej rozbudowy potencjału militarnego w pobliżu polskich granic, praktycznej demonstracji siły, czy szantażu militarnego. Nie można jednak wykluczyć także bezpośrednich zagrożeń zbrojnych. Wśród nich należy wyróżnić dwa rodzaje: po pierwsze – zagrożenia, które najogólniej można określić aterytorialnymi (w których przeciwnik nie ma zamiaru opanować atakowanego terytorium), czyli uderzenia punktowe, selektywne, o świadomie ograniczonej skali i zasięgu (często skryte, z tylko „domyślnym autorstwem”), obliczone na szantażowanie państwa bądź też zmuszenie do odpowiedniego kroku politycznego w warunkach izolacji od szerszego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego (np. bez uruchamiania NATO, w wyniku tworzenia tzw. sytuacji trudno konsensusowych, w których trudno byłoby o uzyskanie zgody wśród sojuszników co do sposobu i zakresu reakcji);

Oznacza to, że działania strategiczne na rzecz bezpieczeństwa powinny koncentrować się wokół trzech głównych priorytetów:
• utrzymania własnej determinacji i gotowości do działania (…)
• umacniania międzynarodowej wspolnoty bezpieczeństwa (…)
• wspierania i selektywnego udziału w międzynarodowej aktywności (…) na podstawie wyraźnego mandatu międzynarodowego.

Powyższy cytat zawiera de facto szereg scenariuszy zagrożeń, do których minister Tomasz Siemoniak w wywiadzie dla Gazety Wyborczej dodaje “cyberatak na nasze systemy komputerowe”. Takie menu stanowi punkt wyjścia dla sformułowania strategii na bardzo ogólnym poziomie. Dla tego celu generał Koziej stworzył eleganckie sformułowanie “kraju granicznego Unii”, co biorąc pod uwagę geografię pozwala pokonać naturalną trudność sformułowania strategii bez określonego potencjalnego oponenta. Uzasadnieniem koncepcji zawartych w Księdze jest wypowiedź prof. Jakuba Grygiela na blogu Atlantic Council pod znamiennym tytułem Europe: Strategic Drifter:

Jeśli większość Europy nie ma woli wydawania pieniędzy na obronę własną i uważa, że może zyskać dzięki uzbrajaniu Rosji, wówczas kraje graniczne nie mają innego wyboru jak tylko się zbroić. Takie decyzje są wsparte przemyśleniami na temat różnych, możliwych scenariuszy i najlepszych sposobów odparcia konwencjonalnego ataku Rosjan. W rzeczy samej, dyskusja na temat odstraszania konwencjonalnego, który europejczycy uważają za staromodny, jest żywy w Europie Centralnej. Założeniem jest, że klasyczna wojna na dużą skalę jest mało prawdopodobna, ale prawdopodobieństwo ataku na małą skalę i z ogranicznym celem z pewnością nie jest zerowe. Pytanie się rodzi jak się obronić przed takim atakiem. Odpowiedź brzmi: zyskać na czasie poprzez zwiększenie kosztów dla atakującej armii i zanegowanie jej korzyści wynikających z taktyki faktów dokonanych. Jedyną drogą do uzyskania takiego efektu jest nabycie odpowiednich zdolności obronnych (jak rakiety przeciwokrętowe lub obrona przeciwrakietowa), które zmuszą Rosjan po poniesienia nieakceptowalnych kosztów ofensywy i dadzą NATO wystarczająco dużo czasu na uruchomienie mechanizmów konsultacyjnych i planów obronnych.

Mamy więc odniesienie do teorii Carla von Clausewitza o obronie jako silniejszej formie walki. Jeżeli przeciwnika nie uda się odstraszyć, bo odstraszanie jest grą psychologiczną, należy go wciągnąć wgłąb swojej obrony na tyle, aby go znacząco osłabić, co da podstawy do własnej ofensywy. Do tego potrzeba uzbrojenia, które może pełnić funkcję odstraszającą a jeśli ono zawiedzie, również i ofensywną. Stąd “Polskie Kły”. Nazwa chwytliwa i trochę na wyrost, ale aby zadziałała a nie była źródłem dowcipów, potrzeba Kowalskiemu objaśnić jej znaczenie i umieścić w kontekście strategicznym. We wspomnianym wywiadzie dla Gazety Wyborczej, Pan minister Tomasz Siemoniak próbuje to wyjaśnić, mówiąc:

(…) polska armia powinna dysponować potencjałem odstraszania, który atak na nas uczyni nieopłacalnym, ponieważ odwet będzie dotkliwy. Taką funkcję będą pełnić np. supernowoczesne pociski manewrujące JSSM do naszych F-16, o zasięgu 370 km. Kolejny element to Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy, docelowo uniemożliwiający atak na nas od strony morza. Premier dołożył jeszcze do “Polskich kłów” wojska specjalne i bezzałogowce bojowe. Są wątpliwości prawne i moralne co do tej broni, ale to prawdopodobnie przyszłość sił zbrojnych(…)

NDR

NDR dobrze się wpisuje w strategię Białej Księgi, choć wszyscy czekają na okręty

Praktyczny problem, przed którym stoi rząd to jak sfinansować całe przedsięwzięcie. Wysłanie raptem 2-3 tysięcy żołnierzy ze sprzętem do Iraku i Afganistanu stanowiło wydatek, który spowalnia znacząco program modernizacji armii. Stoimy więc przed dylematem, co wybrać – wsparcie operacji międzynarodowej i wynikające z tego polityczne korzyści czy inwestycję w niedoposażone Siły Zbrojne. Ostatnio w blogosferze ukazało się interesujące studium przypadku jakim jest Royal Canadian Navy. Diagnoza stanu faktycznego RCN jak żywo przypomina naszą własną sytuację. Autor twierdzi, że wysoki poziom kosztów nowego i nowoczesnego uzbrojenia postawi większość flot świata wobec podwójnej alternatywy:

  • budować w kraju i wspierać krajową gospodarkę czy kupować za granicą
  • nabywać niewielką liczbę okrętów o dużych możliwościach i zdolnych do współpracy z sojusznikami, czy też skupić się na większej i szerszej gamie uzbrojenia prostszego, dostosowanego do obrony kraju.

Przykład Kanady pokazuje zależność pomiędzy tymi dwoma wyborami. Utrzymywanie czy odtworzenie bazy przemysłowej dla budowy kilku wyrafinowanych okrętów nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Minister Tomasz Siemoniak zdaje sobie z tego doskonale sprawę mówiąc Gazecie Wyborczej “okrętów podwodnych u nas nie zbudujemy. Rzecz w tym, by ich producent zamówił w polskim przemyśle stoczniowym coś, co my potrafimy dobrze zrobić”. Wygląda na to, że praktyczny podział, który się zarysowywuje to Kormoran II będzie poligonem dla polskiego przemysłu, Miecznik i okręty podwodne zostaną zbudowane przez stocznie europejskie a Czapla jest gdzieś pomiędzy. Gdzie zostanie zbudowana zależy od tego, na ile stocznie krajowe zechcą walczyć w przetargu bez preferencji o kontrakt. Problemem pozostaje, czy MON posiada wewnątrz wystarczające kompetencje zarządzania dużymi projektami aby “projekt badawczy” Kormoran nie zamienił się w drogę donikąd.

Strategia Bałtyk Plus jest konkretnym wyborem i powiedzmy sobie szczerze, realnym a więc chyba korzystnym dla Marynarki Wojennej. Uczestnictwo w operacjach międzynarodowych określa słówko “selektywne”, co oznacza pewne ograniczenia i będzie wymagało wysiłku w konstruowaniu uzasadnienia w każdym przypadku. Zaletą jest przymus klarownej argumentacji i koncepcji uczestnictwa w misji. Pan Prezydent Komorowski podsumowuje to w sposób dyplomatyczny i zwięzły, gdzie każde słowo ma swoją wagę:

Głównym celem NATO jest obrona własnego terytorium. (…) Zdecydowanie więc odchodzimy od nadgorliwie, nieopatrznie ogłoszonej w 2007 roku polityki ekspedycyjnej. Koniec łatwej polityki, łatwego wysyłania żołnierzy polskich na antypody świata. Dzisiaj – nadal dbając o wiarygodność i solidarność sojuszniczą, być może także poprzez nasz udział w misjach – ale w misjach na miarę naszych potrzeb i możliwości.

Kilka powyższych cytatów zebranych w jednym miejscu tworzy wystarczający materiał do przemyśleń na temat struktury floty i odpowiedzi na pytanie jaka ona powinna być. Plan zaprezentowany w marcu mieści się zupełnie nieźle w nakreślonych ramach a przeciętny Kowalski powinien zyskać wiele zastanawiając się nad ograniczeniami i ich współzależnościami. Odrobina strategicznego myślenia powinna zaowocować wyższym poziomem dyskusji i być może częstszą obecnością tematu w mediach. Do tego potrzeba więcej wypowiedzi dostojników państwowych, takich z jakimi zetknęliśmy się ostatnio. Początek jednak został zrobiony.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)