Nov 072013
 

Odbywane właśnie ćwiczenia NATO „SteadfastJazz 2013” ze względu na swoją wagę zarówno polityczną jak i militarną, mają duże szanse na kształtowanie kształtu naszej floty i charakterystyk poszczególnych okrętów. Czy możemy więc analizując ćwiczenia określić trochę precyzyjniej minimalne wymagania dla Mieczników czy Czapli?

To, że doświadczenia operacyjne są i powinny być ważnym czynnikiem w definiowaniu charakterystyk okrętów nie jest niczym nowym. Nie należy co prawda zapominać, że podobnie jak w przypadku marksistowskiej tezy o bycie kształtującym świadomość i posiadającej równie prawdziwą antytezę o świadomości kształtującej byt, tak charakterystyki okrętów wpływają na taktykę i sposób ich użycia.

Obszarem, który w przypadku korwety jest chyba najbardziej dyskusyjnym, wydaje się być obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Problem bierze się z samej definicji korwety czyli okrętu „mniejszego niż fregata”, która to definicja dotrwała do dzisiaj. Z jednej strony grozi nam niebezpieczeństwo zbudowania okrętu zbyt drogiego, aby był bezbronny. Z drugiej zaś każda próba dozbrojenia takiego okrętu może zaowocować istotnym wzrostem wielkości i kosztu i tym samym zmiany kategorii na fregatę. Pisał o tym D.K.Brown w swojej książce The Future British Surface Fleet pojawiającej się nie po raz pierwszy na tym blogu. Z tym samym problemem borykają się Amerykanie w przypadku LCS-ów, o czym wspomina autor artykułu w USNI Proceedings, Capt. Robert Carney Powers (aby przeczytać całość wymaga prenumeraty):

Kluczowym mankamentem LCS wymienionym w raporcie OPNAV, jak twierdzi żródło, jest niezdolność do efektywnej obrony przed pociskami przeciw-okrętowymi (ASCM), bronią przenoszoną przez setki małych i szybkich jednostek będących w posiadaniu praktycznie każdej potencjalnie wrogiej floty.

Rozważa się więc „dozbrojenie” okrętów, co jak się przewiduje, może doprowadzić do wzrostu wyporności o 500 do 1.000 ton przy próbie utrzymania dotychczas planowanego kosztu na poziomie $600-700 mln. Pomijając wątpliwą realność przeprowadzenie takiej modernizacji „bezkosztowo” (skąd my to znamy?), to mówimy o okręcie wielkości i koszcie OHP. Jak więc uniknąć wspomnianej pułapki? Kluczem wydaje się być znalezienie właściwego kompromisu pomiędzy siłą ognia, zasięgiem i liczbą zabieranych pocisków przeciwlotniczych i przeciwrakietowych oraz określenia co korweta może zrobić samodzielnie a co nie. To zaś zależy w pewnym stopniu od scenariusza. W przypadku Steadfast Jazz 2013, najkrótszy opis znajduję na stronie Polski Zbrojnej:

Główny scenariusz zaplanowanych na 2-9 listopada manewrów jest następujący: na Estonię napadają wojska nieistniejącego państwa Czerwonych.

Tu dygresja. Trudno się nie uśmiechnąć czytając powyższe zdanie. Powracając do tematu, prezentacja Szefa Sztabu pokazuje, że wybrano wariant ograniczonego konfliktu, ale warto zwrócić uwagę na mapę konfliktu regionalnego, stawiającego naszej korwecie wyższe wymagania. Geografia ma znaczenie. Ewentualny konwój z posiłkami dla Estonii płynie cały czas wzdłuż wybrzeża przeciwnika i być może zostawiając za plecami główne bazy przeciwnika. Typowym zagrożeniem będą więc kutry rakietowe, baterie nadbrzeżne, lotnictwo czy podobna do naszej, korweta przeciwnika.

SteadfastJazz2013-1.001

Powracam więc do równania salwy Capt. Wayne’a Hughesa, które w skrócie mówi, że po wymianie salwy rakietowej, siły każdego z oponentów zmniejszą się o poniższą wartość:

Straty = (liczba atakujących rakiet – liczba rakiet unieszkodliwionych przez obronę)/odporność bierną okrętu na trafienie rakietą.

W przypadku małych okrętów jak korweta, odporność przyjmujemy dla uproszczenia jako jeden, chociaż istnieją analizy danych rzeczywistych z dotychczasowych konfliktów wskazujące na liczbę 1.2 (An analysis of the historical effectiveness of anti-ship cruise missiles in littoral warfare). Poniżej wyniki zabawy z arkuszem kalkulacyjnym w wybranymi wariantami.

Korwety muszą działać w "stadzie"

Korwety muszą działać w “stadzie”

Symulacje polegające na zmianie założeń jak siła defensywna czy ilość jednostek prowadzą do kilku spostrzeżeń:

  • w przypadku pojedynku korweta vs. korweta mamy do czynienie z remisem w dwóch wariantach. Jeśli obrona przeciwlotnicza okrętu posiada zdolność do zwalczenia typowej salwy przeciwnika, wówczas żadna ze stron nie jest w stanie wygrać ani zaszkodzić drugiej. Inne czynniki muszą rozstrzygnąć o wyniku. Jeśli obrona jest słabsza od ataku, co jest typową sytuacją, to mamy do czynienia z pewną wygraną strony atakującej jako pierwsza. Żadna strona nie jest w stanie obronić się przed przeciwnikiem.
  • w pojedynku z bateriami nadbrzeżnymi lub kutrami rakietowymi, korwety powinny działać w zespołach po 2-3 jednostki aby mieć szansę na skuteczną obronę. Natomiast siła ofensywna takiego zespołu nie zostawia przeciwnikowi szans. Układ premiuje tego, kto odda salwę jako pierwszy. Rozpoznanie odgrywa istotną rolę.
  • ilość zabieranej amunicji przez okręty wystarcza raptem na 2 – 4 salwy, co nie stanowi dużo w przypadku walki na wodach przybrzeżnych. Wydaje się, że artyleria może i powinna być uzupełnieniem i „drugą linią” obrony. Eksperymenty OTO Melary z amunicją kierowaną stają się coraz bardziej atrakcyjne w scenariuszu Steadfast Jazz 2013.
  • środki zakłócające są niezwykle skuteczną obrony. Wartości efektywności przeciwdziałania używane w symulacji mieszczą się w zakresie do 30-40%. Czy to jest realne? Wspomniana wyżej analiza stwierdza, że na 3 rakiety z 4 wystrzelonych udało się zmylić, przy czym po roku 1982 wskaźnik spadł do 55%.
  • Lotnictwo nie było symulowane i wymaga osobnego komentarza. Użycie samolotów ma charakter silnie destabilizujący używany model. Jest to spowodowane przede wszystkim zdolnością do działania w trybie „stand-off”, czyli spoza zasięgu obrony, oraz możliwością wygenerowania dużej ilości ataków w jednostce czasu dzięki szybkości i możliwości uzupełniania amunicji. Co gorsza dla okrętów, naturalna dążność do zwiększania zasięgu obrony przeciwlotniczej jest relatywnie łatwa do skontrowania, gdyż zasięg bomb kierowanych (patrz przykład GBU-53 SDB) rośnie szybciej niż obrony i są one tańsze w rozwoju niż systemy okrętowe. Pozostaje określenie minimalnego zasięgu dla obrony przed najprostszą amunicją jak rakiety i bomby niekierowane i pozostawienie obrony przeciwlotniczej własnemu lotnictwu.

Czy jawi się więc jakieś rozwiązanie konkretne? Jeśli poświęcić wymóg średniego zasięgu na rzecz siły ognia to mamy co najmniej dwie alternatywy. Jedną jest system samoobrony ale zdublowany, np. RAM lub też coś, co być może powstanie na bazie rakiety Błyskawica i radaru RSKu-253. dodatkową zaletą jest potencjalnie większy zasób amunicji. Rozwiązaniem alternatywnym i pośrednim jest VL MICA wspierany przez amunicję kierowaną do armaty OTO Melara. W przypadku VL MICA możliwe, że zdublowanie jednostki kierowania ogniem (sequencer) da pożądany efekt. W materiałach reklamowych pokazuje się możliwość zwalczania 4 celów w 6 sekund. Dwa zestawy wyrzutni po 12 rakiet daje już przyzwoity zapas amunicji pod warunkiem posiadania przez korwetę odpowiedniego zapasu miejsca i wagi. CAMM jest na razie trochę znakiem zapytania, ale reprezentuje duże możliwości. Pozostaje pytanie o standaryzację pomiędzy Czaplą i Miecznikiem. Czy Marynarka Wojenna chce jednego czy dwa systemy. Wspomniane alternatywy pozwalają na standaryzację a siłę ognia można zwiększać poprzez multiplikacje systemów, bądź ich elementów. Jak na razie w specyfikacji mamy dwa różne systemy.

Pytanie pod adresem Marynarki Wojennej pozostaje otwarte, na ile ceni sobie zasięg w porównaniu do siły ognia i zapasu amunicji, paradując wzdłuż wybrzeża wroga tam i z powrotem, zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń.

 

  2 Responses to “Korweta na Steadfast Jazz”

  1. Witam Pana,

    Od dłuższego czasu z przyjemnością śledzę Pańskiego bloga.

    Mam pytanie: czemu wśród wymienianych przez Pana pociskach przeciwrakietowych nie wymienił Pan ESSM? W końcu ten system również opiera się na maksymalizacji liczby efektorów przy minimalizacji przestrzeni i tonażu zajmowanych przez wyrzutnię.

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Bardzo dziękuję za zainteresowanie i przepraszam za zwłokę. ESSM jest pierwszym pociskiem, który zwykle przychodzi do głowy. Marynarze z natury dążą do uzyskania maksymalnych zdolności bojowych i ESSM takie wydaje się oferować dla niedużego okrętu. Moja wstrzemięźliwość wobec tego pocisku bierze się z obawy o koszt i możliwości obrony przeciwrakietowej na krótkim dystansie w przypadku korwety. Ale po kolei.

      Aby zainstalować większą ilość ESSM, trzeba VLS takiego jak Mk41. To dodatkowy koszt, którego można uniknąć w przypadku VL Mica, bądź RAM blk2 odpalanych z kontenerów startowych, które według broszur można po prostu przymocować do grodzi. Zastosowanie VLS miałoby sens, gdyby służyło również do czegoś innego – np. VL ASROC.

      Trudniejszy orzech do zgryzienia to fakt, że jest to pocisk większego zasięgu i aby to wykorzystać potrzebuje korekty w czasie lotu. Podstawowe tryby korekty lotu są wymienione na stronie konsorcjum NATO SeaSparrow http://www.seasparrow.org/essm.aspx Jeśli zastosujemy tryb Home-All-The-Way tracimy gęstość ognia. Następny cel może być zwalczany po zniszczeniu poprzedniego. Pozostałe tryby są powiązane z radarami pracującymi w paśmie S (SPY-1) lub X (APAR), które używają swoich wiązek do wysyłania komend dla rakiety. Ale to są drogie systemy używane na fregatach. Oprócz kosztu najprawdopodobniej ich waga, zapotrzebowanie na moc czy chłodzenie przekracza możliwości zwykłej korwety. Pozostaje rozwiązanie oświetlania kilku celów jednocześnie przez radar śledzący i kierowania ogniem. To pozwoliłoby na zwalczanie ataku w jednym sektorze, stąd pewnie trzeba by zastosować dwa takie radary. Znów dodatkowy koszt, przy jednoczesnej utracie zalety zasięgu, bo rakiety przeciwokrętowe wykrywa się i tak blisko zasięgu horyzontu.

      ESSM nie daje daje więc przewagi w zwalczaniu rakiet ale oferuje w zamian zwalczanie samolotów na większym zasięgu i średnich wysokościach, tak aby nie mogły atakować bombami kierowanymi. Jak starałem się pokazać, zasięg skuteczny ESSM to jakieś 40km a kierowanej bomby już osiąga 40 ale mil morskich. Stąd zasadnicze pytanie, czy dla takiej korzyści warto płacić więcej i to przypuszczam znacznie więcej? W przykładzie, który pokazywałem w tabelce w poprzednim wpisie, przed atakiem dwóch kutrów rakietowych i baterii nadbrzeżnej obronią się dopiero dwa niszczyciele Arleigh Burke. Do jakiego punktu ma sens inwestowanie w obronę przeciwlotniczą korwety? Myślę, że lotnictwo powinno się zająć lotnictwem przeciwnika a korweta powinna się móc obronić przed umiarkowanym atakiem rakietowym. Przede wszystkim jest to scenariusz, w którym liczy się równowaga pomiędzy ilością i jakością.

      Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić moje stanowisko.Serdecznie pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)