Nov 242013
 

Dzięki coraz większej otwartości Ministerstwa Obrony Narodowej mamy możliwość wysnuć parę hipotez na temat przyszłych dronów dla marynarki wojennej. Najbardziej interesujące są te, które mogą startować z pokładów okrętów a więc pojazdy bezzałogowe krótkiego zasięgu na bazie wiropłatów. Spośród 14 firm, z którymi MON prowadzi dialog tylko kilka dysponuje taką ofertą. Analiza szerszej oferty wspomnianych firm prowadzi do daleko bardziej sięgających spekulacji, ale może warto?

Poniżej tabelka skrótowo przedstawiająca porównanie propozycji kandydatów do przyszłego przetargu. Mamy do czynienia z czterema firmami – SAAB, Cassidian, IAI oraz rodzimym ITWL.

Kandydaci na drony dla MW?

Kandydaci na drony dla MW?

De facto są to dwie grupy dronów w różnych kategoriach wagowych. Z jednej strony Skeldar i Tanan 300 z ładunkiem użytecznym 30-50kg a z drugiej ILX-27 wraz z NRUAV w klasie 200-300kg. Można założyć, że kluczowym parametrem poza cechami łatwości użytkowania czy posiadaniem certyfikatów będą długotrwałość lotu oraz wspomniany ładunek użyteczny. Rozrzut parametrów stawia nie lada wyzwanie dla układających warunki przetargu. Dyskusja na temat okrętów podwodnych może się okazać łagodną wymianą poglądów w porównaniu z tym co przetarg na drony nam zafunduje. Czy wyjściem byłby zapis o dodatkowych punktach za przenoszenie uzbrojenia?

Niewątpliwie bardzo atrakcyjnym z naszego punktu widzenia jest ILX-27 opisany niedawno w październikowym numerze NTW. Trudno jest jednak zapisać w wymogach przetargowych wspieranie polskiej bazy naukowo-badawczej. Innym problemem wyłaniającym się jest bardzo różny status opisywanych dronów. Chyba najbardziej zaawansowanym w rozwoju jest Skeldar testowany właśnie przez marynarkę hiszpańską. ILX-27 jest na razie tylko demonstratorem wymagającym według NTW 2-3 lat pracy. Za dużo, jeśli przetarg miałby się odbyć nie później niż w przyszłym roku. Produkt IAI to z kolei pakiet pozwalający zamienić lekki śmigłowiec w bezzałogowy dron. To raczej konkurent dla bezzałogowego Puszczyka niż dla Skeldara. Tak więc organizatorzy przetargu będą mieli nie lada orzech do zgryzienia. Czasu za dużo nie ma bo pierwszy w kolejce czeka teoretycznie Ślązak już w 2016. Nie bez znaczenia jest fakt, że Marynarka Wojenna nie ma doświadczenia ani doktryny użycia takich pojazdów. Trzeba więc będzie sporo popracować, zanim się dowiemy, czy kupiliśmy właściwy produkt. Przykładowo dwie „kategorie wagowe” oznaczają możliwość lub nie zainstalowania jakiegoś uzbrojenia. Czy ma to więc być tylko dron czysto rozpoznawczy czy też ma być również „efektorem”?

Zupełnie futurystyczną propozycją są uzbrojone drony dla MW. Jakkolwiek uwaga fachowców skupia się na dronach uderzeniowych, mnie zainteresowała możliwość użycia ich do celów osłony powietrznej floty. Jakikolwiek system obrony przeciwlotniczej będą posiadały przyszłe korwety Czapla, to potrzebują one wsparcia z powietrza. Naturalnym dążeniem Marynarki Wojennej jest posiadanie systemów okrętowych, gdyż współpraca z lotnictwem, jakkolwiek wskazana, nie jest pewna. Samoloty myśliwskie mogą mieć ważniejsze zadania lub priorytety a współdziałanie różnych rodzajów sił zbrojnych nie zawsze jest doskonałe. Nawet jeśli jest to naszym celem i reformujemy struktury dowodzenia. Nie mając szans na własne lotnictwo, czy marynarka ma szansę na zaawansowane drony? Patrząc na sprawę z technicznego punktu widzenia, zadaję sobie pytanie o możliwość dronów zdolnych do walki na średnich odległościach z użyciem rakiet AMRAAM. Kandydata znalazłem wśród produktów Alenia Aeromacchi.

Sky X

Jest to demonstrator technologii w klasie 1 tony z napędem odrzutowym, który jak producent sam stwierdza „posiada cechy podobne do myśliwca”. Takie cudo nie powstrzyma zdeterminowanego ataku, ale może wyeliminuje przeciwnikowi możliwość „łatwych strzałów”. Jeśli za parę lat stanie się to rzeczywistością to skomplikuje się pytanie w co inwestować – okrętową obronę przeciwlotniczą czy drony do osłony z powietrza. Odpowiedź zdaje się być oczywista – w obydwie technologie ale w jakiej proporcji?

  4 Responses to “Przyszłe drony dla Marynarki Wojennej”

  1. Wybór zależy od tego, jakie zadania miałby wykonywać taki bezzałogowiec. Jeżeli tylko miałby prowadzić rozpoznanie/dozór to wystarczy mniejszy, jak Tanan. Jednak jeżeli miałby być także platformą transportową (broń i wyposażenie ASW/broń ASuW/zaopatrzenie) to trzeba wybrać coś z dużych. Z nich najkorzystniejszym finansowo byłby SW-4 Solo, a to dlatego, że SW-4 Puszczyk, którego jest bezzałogową wersją, w przeciwieństwie do Alouette III, który byłby kolejnym typem śmigłowca, jest produkowany w Polsce i wykorzystywany w naszym wojsku. Unifikacja przyniosłaby spore oszczędności np: szkolenie mechaników mniej by kosztowało, ponieważ ci z wojska mogliby ich przeszkolić i odbywałoby się to na miejscu. Tak właśnie postąpili Amerykanie z MQ-8C, który pochodzi z cywilnego śmigłowca Bell 407.
    Chociaż duże posiadają taką wadę, że zajmując sporo miejsca weźmie się ich mniej niż mniejszych, to nie warto się bawić w “średniaki” takie jak MQ-8B, których można zabrać więcej. Zabierane przez nie trochę uzbrojenia czyni je przydatnymi do zwalczania szybkich uzbrojonych łodzi. Amerykanom one zagrażają w Zat. Perskiej, ale na Bałtyku takiego zagrożenia nie ma.
    Co do bezzałogowców bojowych pokroju Sky-X, to możliwości zwalczania powietrznych innych niż morskie samoloty patrolowe i śmigłowce przez powietrzne bezzałogowce MW pozostaną w sferze marzeń przez dublowanie możliwości i zadań Sił Powietrznych.

  2. Bezzałogowce pokroju Sky-X, jesli już, powinny raczej pozostać w gestii sił powietrznych.
    Są jednak tańsze i być może praktyczniejsze rozwiązania. ILX27 może operować z okrętu, długo utrzymywać się w powietrzu i przez cały czas stanowić zagrożenie. Udźwig pozwala mu przenosić na przykład 1-2 pociski MICA z dowolnym systemem naprowadzania. Mica ma możliwość prowadzenia obserwacji i transferowania danych do nosiciela, nie trzeba więc dodatkowo obciążać nosiciela systemami wykrywania. Oczywiście zasięg detekcji dłowicy rakiety nie będzie rewelacyjna, ale dron może też odpalić pocisk do celu wykrytego przez inny system rozpoznania lub radar okrętu.
    Nie jestem szczególnie przekonany do efektywności dronów w starciu z przeciwnikiem dysponującym lotnictwem, ale ILX27 jest uniwersalny i może służyć różnym celom, między innymi projekcji pocisków przeciwlotniczych z miejsc w których okręt nie byłbby bezpieczny.
    W najgorszym razie stanowiłby zagrożenie dla dronów/samolotów patrolowych operujących poza zasięgiem pocisków okrętowych.

  3. Nie wiem czy nie powinni iść w kierunku bezzałogowych samolotów, mają większy zasięg i czas lotu, jest więcej trudności w lądowaniu ale jest kilka rozwiązań by złapać takiego bezzałogowaca na statku bez lądowiska.

    • Bezzałogowce to kierunek jak najbardziej perspektywiczny, ale dron przenoszący sensowny użyteczny ładunek (czyli coś więcej niż EO) będzie spory – amerykańskie są wielkości Horneta.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)