Dec 052013
 

Kiedy w mediach jest mowa o zakupach sprzętu wojskowego najczęściej przychodzi nam do głowy ustawa o zamówieniach publicznych wraz z magicznym słowem przetarg, budzącym wręcz grozę. Tymczasem tryb przetargu nie jest ani jedynym, ani najlepszym sposobem zakupu skomplikowanej technologii dla celów obrony narodowej. Jest istotna różnica pomiędzy zakupem produktu masowego i dość łatwego do sparametryzowania, np. papieru do drukarek, a dajmy na to okrętami podwodnymi. W pierwszym wypadku cena może być kluczowym wyróżnikiem, bo reszta parametrów jest jeśli nie taka sama, to bardzo zbliżona. W drugim przypadku mamy do czynienia z bardzo wąską ofertą produktów posiadających mocno zróżnicowane cechy, których zakup powoduje bardzo różne skutki czy konsekwencje. To zaś wymaga wyjścia poza standardową procedurę „złóż ofertę i czekaj na werdykt” oraz prowadzenie długich rozmów na temat wad i zalet każdego rozwiązania. Dodatkową trudnością jest pytanie jak oszacować pewne korzyści czy ryzyka związane z ofertą. Zejdźmy na ziemię i weźmy przykład. Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa MEADS. Jak wycenić szansę polskiego przemysłu na pełnoprawne uczestnictwo w rozwoju wiodących na świecie technologii? Jak to zbilansować z ryzykiem „niewypalenia” projektu? I czy takie rzeczy da się zapisać w wymaganiach przetargowych? Jak ocenić okręt podwodny S80, który został wadliwie zaprojektowany lub A26, który jest tylko na deskach kreślarskich? Ile jest dla MW warta możliwość korzystania z infrastruktury szkoleniowej niemieckiej marynarki wojennej w przypadku zakupu U212? Jaka jest wartość polityczna „Smart Defence” i Pooling&Sharing”? Co jest ważniejsze na Bałtyku – kadłub amagnetyczny czy możliwość odpalania SubHarpoon? Pytania tego typu można mnożyć w nieskończoność, ale odpowiedź na nie można znaleźć tylko w klarownej koncepcji czego się chce i dialogu z oferentami. Przetarg pozwala na dialog ale PRZED jego ogłoszeniem. Potem mamy już tylko oskarżenia o stronniczość. Tak więc tryb przetargu nie jest najlepszym rozwiązaniem dla złożonych systemów militarnych.

Jak wspomniałem, nie jest także jedynym. Poniżej wybrane paragrafy dotyczące wyłączeń ze stosowania ustawy:

Ustawy nie stosuje się do zamówień,

  • udzielanych na podstawie umowy międzynarodowej, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, zawartej z jednym lub wieloma państwami niebędącymi członkami Unii Europejskiej, lub porozumienia zawieranego na szczeblu ministerialnym,
  • udzielanych w ramach programu współpracy opartego na badaniach i rozwoju, prowadzonych wspólnie przez Rzecz- pospolitą Polską i co najmniej jedno państwo członkowskie Unii Europejskiej nad opracowaniem nowego produktu oraz, tam gdzie ma to zastosowanie, do późniejszych etapów całości lub części cyklu życia tego produktu;
  • udzielanych przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej rządowi innego państwa związanych z dostawami sprzętu wojskowego lub newralgicznego sprzętu,
  • udzielanych do celów działalności wywiadowczej;

Oczywiście prawo posiada wbudowane zabezpieczenia zapobiegające instrumentalnemu używaniu wykluczeń. Między innymi, istnieje osobne rozporządzenie określające co to znaczy sprzęt newralgiczny dla bezpieczeństwa Państwa. Tym niemniej lista daje spore możliwości, które mają realny wpływ na to co MON kupi. Przykładowo Leopardy zostały kupione, jak rozumiem na podstawie umowy międzyrządowej. To samo może mieć zastosowanie do okrętów. Jeśli dobrze pamiętam, Marmik na Forum Okrętów Wojennych stwierdził, że „może po prostu stosować zakup jednostek używanych jako rozwiązanie docelowe, a nie tymczasowe”. Byle by był to sprzęt wartościowy i w dobrym stanie. Ta opcja ma sens szczególnie w odniesieniu do okrętów podwodnych, które najprawdopodobniej nie są w stanie wnieść wiele do polskiego przemysłu obronnego.

Bardzo interesującą opcją są wspólne programy badawcze. Marynarka Wojenna jest w tym nieszczęśliwym położeniu, że wszelkie zakupy i zamówienia mają charakter jednostkowy. Wspieranie bazy produkcyjnej będzie miało tylko marginalny efekt. Zostawmy tę opcję dla czołgów, transporterów opancerzonych, ciężarówek czy broni strzeleckiej. O wiele bardziej interesujące jest wspieranie kluczowych technologii. Tutaj współczesne okręty wojenne mogą wnieść sporo. W interesie marynarki leży więc wspieranie uczestnictwa w projektach EDA jak MARSUR, zwalczanie min, bezzałogowce czy techniki związane z wykorzystaniem satelitów. Zakup rodzimego pakietu zwalczania min staje się rzeczywistym wsparciem lokalnych ośrodków badawczych i pozostaje poza głównym nurtem kontrowersji politycznych. Kwestią otwartą pozostaje jak traktować platformę przenoszącą moduł. Czy jest to część integralna projektu badawczego, czy nie. Nawet jeśli jednak werdykt byłby negatywny, to budowa takiej platformy jest z zasięgu naszych stoczni i mogą one konkurować z propozycjami europejskimi. Takie podejście pozwala również na rozbicie planowanego przetargu na drony na kilka mniejszych kontraktów. Dla Marynarki Wojennej to ważna rzecz, bo o ile systemy MALE będą i tak wspólne z innymi rodzajami sił zbrojnych i wybierane wspólnie to wiropłaty będą pewnie istotne tylko dla floty. MALE to nawiasem mówiąc następny przykład współpracy europejskiej w ramach EDA.

Demonstracja MARSUR. Foto - EDA

Demonstracja MARSUR. Foto – EDA

Ostatni punkt jest najbardziej nieokreślony ale i dający szansę na realizację największych projektów. Decyzja 112 MON-u definiuje tryb decydowania o szczególnej wadze danego systemu oraz określa co ma być brane pod uwagę w trakcie podejmowania decyzji:

Dokonując selektywnego podziału zadań Zespół bierze pod uwagę w szczególności:

  • uwarunkowania geopolityczne i operacyjne, w tym operacyjne wykorzystanie sprzętu wojskowego; 
  • bezpieczeństwo informacji związane z przedmiotem zamówienia;
  • cenę bezpieczeństwa dostaw sprzętu wojskowego, w tym zakres i konieczność uniezależnienia się od zagranicznego dostawcy;
  • potrzebę i zakres ustanowienia lub utrzymania krajowego potencjału przemysłowego w kontekście znaczenia pozyskiwanego sprzętu wojskowego lub usługi;
  • strategiczne znaczenie sprzętu, w tym kryptograficznego, chemicznego, biologicznego, radiologicznego i jądrowego;
  • konieczność i sposób uniezależnienia się od zagranicznego wykonawcy w zakresie serwisu i konserwacji w sytuacji kryzysowej;
  • zasadę proporcjonalności podejmowanych środków, w tym zakres i czas trwania zamówień.

Nie zdziwiłbym się, gdyby w tym trybie dokonywano zakupu systemu antyrakietowego, ale przy odrobinie dobrej woli Miecznik też mógłby być zakwalifikowany. Co ciekawe, abstrahując od sensowności potrzeby posiadania podwodnej części “Polskich Kłów”, ten projekt z pewnością nadaje się do realizacji w tym trybie. Czy okręt podwodny BEZ rakiet również, to kwestia niejednoznaczna. Stąd pytanie, czy rakiety aby nie są rzeczywistym uzasadnieniem wysokich kosztów projektu. Jeśli tak, to czeka nas Gawron bis. To z kolei zachęca do skupienia się na nawodnej i bardziej realistycznej części planu modernizacji floty.

Powyższy tekst nie ma stanowić menu trików do omijania przetargów tylko być wsparciem dla wysiłków w podejmowaniu racjonalnych decyzji przez MON. Rezygnacja wiceministra odpowiedzialnego za modernizację armii jest sygnałem ostrzegawczym, że racjonalność decyzji może się stać ofiarą presji politycznej. Nie odnoszę się w ten sposób do konkretnej osoby, lecz do funkcji. Ten fakt ma znaczenie chyba większe niż myślimy. Postawmy się w sytuacji Ministra Obrony Narodowej. Mamy podejmować kluczowe decyzje na temat olbrzymich inwestycji. Jesteśmy pod presją polityczną, interesów przemysłowych i grup nacisków, strategią rządu wspierania gospodarki i poglądami kadry dowódczej. Minister ma pełne prawo nie być ekspertem we wszystkich dziedzinach obronności Państwa i potrzebuje w miarę obiektywnej oceny podejmowanych projektów i konsekwencji ich realizacji. Dla międzywojennej US Navy taką rolę ogrywał General Board. Polecam książkę na ten temat – Agents of Innovation. The General Board and the Design of the Fleet That Defeated the Japanese Navy. Współcześnie amerykańscy kongresmani mogą liczyć na takie publikacje jak Ronalda O’Rourke z Congressional Research Service. Jak widać z linku, mają swoją wagę.

Pytanie brzmi jaka osoba lub instytucja ma służyć ministrowi w podejmowaniu trudnych decyzji. Biorąc pod uwagę siłę presji politycznej, być może powinna to być właśnie instytucja a nie osoba, na co poniekąd wskazują oba przykłady. Jest to bowiem kluczowe ogniwo w procesie podejmowania racjonalnych (to słowo chcę podkreślić) decyzji w MON-ie.

 

  One Response to “Przetarg dobry na wszystko?”

  1. Coś dla ciebie Przemek, jeszcze gorące – http://ncss.org.pl/aktualnosci/konferencja-ncss-strategia-obronna-polski-wyzwania-w-kontekscie-morza-baltyckiego.62/, na samym dole link do raportu (pdf).

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)