Dec 112013
 

Uważny czytelnik podrzucił mi link do raportu Strategia obronna Polski. Wyzwania w kontekście Morza Bałtyckiego, opublikowanego przez NCSS. Samo opublikowanie raportu wskazuje na to, że nigdy za wiele rozmów na temat raison d’etre Marynarki Wojennej. Niemniej wobec słabości samej dyskusji w mediach, tekst uważam za szkodliwy bo brakuje naturalnych mechanizmów obronnych przed nieracjonalnym myśleniem. Dlatego zabieram głos w tej sprawie.

W kraju o położeniu kontynentalnym, jak Polska, marynarka wojenna najczęściej będzie stała wobec niebezpieczeństwa marginalizacji i w konsekwencji niedofinansowania. Jeśli więc powstał plan modernizacji, który zapewne jest trudnym kompromisem spierających się opcji i koncepcji, poglądów Sztabu, kadry dowódczej, różnych ministerstw czy ośrodka prezydenckiego, to po prostu go szanujmy. Dyskusja jest więc potrzebna ale dyskusja racjonalna i merytoryczna. Maksymilian Dura w swoim komentarzu na Defence24 bardzo słusznie zauważa brak komentarzy na temat Białej Księgi, która moim zdaniem a wbrew opinii komentatora, jest kopalnią wiedzy na temat możliwej struktury floty, chociaż nie wskazuje jej bezpośrednio.

Raport jest napisany pod silnym wpływem szkoły polityki realistycznej i ma bezpośrednie odniesienia do prac prof. Mearsheimera jak The Tragedy of Great Power Politics. Łatwo zrozumieć popularność w kraju zawartych w książce teorii, chociaż warto zwrócić uwagę, że trudno tam znaleźć rozwiązanie geostrategicznego dylematu Polski. Całkowite skupienie się na otwartym konflikcie zbrojnym z Rosją uniemożliwia autorom podjęcie dyskusji na temat największych zalet floty jak mobilność, samowystarczalność czy odstraszanie i jej roli w czasie pokoju. Cały dokument sprawia wrażenie promowania okrętów podwodnych jako jedynego i najlepszego środka walki dla marynarki wojennej. Czy kiedykolwiek w historii świata istniała rzeczywiście jakaś wunderwaffe? Poniżej zamieszczam kilka wybranych stwierdzeń autorów, z którymi polemizuję. Jest to tylko próbka ale moim zdaniem wystarczająca do wyrobienia sobie poglądu. Jeśli ktoś odczuwa potrzebę dalszego zgłębiania tematu, niech przeczyta oryginał.

Floty państw regionu przede wszystkim kładą nacisk na wojnę podwodną w oparciu o okręty podwodne z napędem klasycznym, okręty do wojny minowej oraz mniejsze jednostki rakietowe.

Czy rzeczywiście? Niemcy skupiają się coraz bardziej na flocie oceanicznej i ekspedycyjnej. Najnowsze okręty to są duże jednostki klasy fregata. Flota podwodna jest dalej kultywowana choć ograniczona do 6 jednostek planowanych (aktualnie 4). Kutry rakietowe zostały wycofane ze służby jako nieperspektywiczne. Siły przeciwminowe są utrzymywane w stanie status quo. Dania zrezygnowała z lekkich sił nawodnych prawie całkowicie, utrzymując tylko niewielkie siły przeciwminowe. Okręty podwodne zostały wycofane ze służby całkowicie. Szwecja pasuje do obrazu, ale następne okręty nawodne mają być wzorowane na Visby lecz co najmniej dwukrotnie większe. Doraźnie dla celów współpracy międzynarodowej zmodernizowano i zaadaptowano okręt Karlskrona. Trochę podobnie jak my Czernickiego. Finowie mają flotę obrony wybrzeża, nie posiadają jednak okrętów podwodnych. Najnowsze nabytki to sporej wielkości okręty OPV. Republiki bałtyckie budują marynarki wojenne na miarę swoich możliwości i potrzeb. Są to głównie okręty przeciwminowe z drugiej ręki i okręty patrolowe. Na koniec Flota Bałtycka Federacji Rosyjskiej, która w swojej strukturze zawiera wszystkie wymienione przez autorów raportu klasy okrętów, ale także niszczyciele. Jest to raczej wspomnienie dawnego blasku w warunkach malejącego znaczenia strategicznego Bałtyku dla Rosji. W którym kierunku pójdzie marynarka rosyjska na Bałtyku powiedzą nam nowe okręty wprowadzane do służby. Musimy trochę poczekać. Wspólnym mianownikiem są tylko okręty przeciwminowe, utrzymywane na stabilnym i dobrym jakościowo poziomie.

W tekście mamy do czynienia często z twierdzeniami znacznie przesadzonymi jak to , że AIP daje „ogromną przewagę operacyjną nad Bałtyku względem wszystkich rodzajów okrętów nawodnych”. Bez wsparcia własnych sił nawodnych czy lotnictwa blokującego działania ASW przeciwnika pojedynek będzie bardziej wyrównany, niż starają się to przedstawić autorzy. Czasem mamy do czynienia z pewną dozą refleksji. Z jednej strony podkreśla się trudność wykrycia okrętów podwodnych w skomplikowanych warunkach propagacji fal akustycznych w Bałtyku, ale dalej pada zdanie „z drugiej strony te same trudne warunki dotyczą działań dla okrętów podwodnych”. Pomija się inne metody jak detektor anomalii magnetycznych, który na płytkich wodach może zyskiwać na znaczeniu. Następne stwierdzenie po prostu wprowadza w zdumienie:

Miny zatopiły w czasie II wojny światowej więcej okrętów i statków niż łącznie inne środki bojowe

Być może chodzi o sam Bałtyk? Dalej raport stwierdza, że najprawdopodobniej cieśniny duńskie będą zablokowane przez nieznanego przeciwnika. Jednocześnie pada rekomendacja, aby strategiczne siły odstraszania w postaci okrętów podwodnych uzbrojonych w rakiety bazować w oddaleniu od Rosji. Rozumiem, że w Świnoujściu. Tylko to oznacza, że blisko nieznanych sił, które opanowały Kattegat i Sund? Czy mówimy o Danii, Szwecji i Niemczech? Czy też te kraje zostały opanowane przez Rosję lub są nam nagle wrogie? Jak to pogodzić z dalszymi tezami o współpracy ze Szwecją i Finlandią w celu blokowania floty Bałtyckiej w zatoce Fińskiej?

Geografia powoduje, że siły morskie zgromadzone na Bałtyku pozostaną najprawdopodobniej na nim podczas trwania kryzysu.

Ponawiam pytanie, czy rzeczywiście? Konfliktu kogo z kim? Kolejne zdanie jest równie pasjonujące:

Na Bałtyku geografia powoduje, że Rosja jest w trudnym położeniu strategicznym i operacyjnym, bowiem stosunkowo łatwo można zablokować jej flotę w portach: Kronsztad, Petersburg, Bałtijsk i Kaliningrad.

Jeżeli mamy do czynienia z wojną USA z Rosją, to zgoda co do możliwości zamknięcia wyjścia Floty Bałtyckiej na otwarty ocean. Tylko po co Rosja by to miała robić. Od tego jest Flota Północna. Jeśli autorzy mają na myśli zbrojny konflikt Polski z Rosją, to zwracam uwagę, że Niemcy w czasie II wojny światowej osiągnęli ten efekt przez opanowanie wszystkich baz od strony lądu a oblężenie i ostrzał Leningradu spowodował, że baza straciła swoje zdolności do realnego wspierania floty. Kontrola nad całością wybrzeża Zatoki Fińskiej pozwoliło na dość skuteczne zakorkowanie Floty Bałtyckiej, chociaż okręty podwodne pomimo strat kontynuowały swoje działania. Poleciłbym również lekturę Corbetta i tego co ma do powiedzenia na temat blokady. Jest to forma działań mająca na celu zdobycie przewagi na morzu. Corbett rozróżnia blokadę bliską, która staje się coraz trudniejsza wobec możliwości rażenia celów z lądu od blokady dalekiej (distant), która wymaga dużych nakładów sił i środków. Mówienie o skutecznej blokadzie za pomocą 1-2 okrętów podwodnych jest po prostu nieporozumieniem. Być może dlatego autorzy kontynuują wątek sojuszu ze Szwecją, Finlandią i republikami bałtyckimi aby móc wspólnie zablokować Zatokę Fińską. No cóż, biorąc pod uwagę realny konflikt zbrojny z Federacją Rosyjską, to pomijając brak ochotników, warto zanotować, że Bałtowie są ulokowani na wąskim pasku wybrzeża i mają militarnie problem większy od naszego. Rosjanie nie potrzebują floty do odblokowania Zatoki. Odwracając sytuację, śledząc logikę raportu, musielibyśmy pokonać Rosję na lądzie aby móc pozwolić 1-2 okrętom podwodnym na blokadę baz morskich w Zatoce Fińskiej. Pozostawiam bez komentarza. Chociaż ten brak realizmu czuć dalej:

Pożądana jest zdolność lotnictwa wielozadaniowego do prowadzenia działań morskich. To łączyć się winno z adekwatnym szkoleniem i posiadaniem platform o optymalnym promieniu działania około 1.000 km, a zatem większym niż aktualnie używane przez Siły Powietrzne F16C/D, przystosowanych do prowadzenia wojny morskiej oraz, dodatkowo, posiadających zdolności do wykonywania uderzeń za pomocą trudno wykrywalnych pocisków samosterujących dalekiego zasięgu.

Czy my mamy cele do ataku nad Morzem Białym lub w Moskwie? Czy autorzy mają na myśli propagandowy efekt podobny do rajdu na Tokio w 1942? Na koniec rodzynek, mrożący trochę krew w żyłach:

Teoretycznie siły sojusznicze, w tym polskie, zyskują lepsze pozycje do rażenia przeciwnika wystrzeliwanymi z okrętów podwodnych i samolotów wielozadaniowych precyzyjnymi pociskami dalekiego zasięgu. Tego typu środki mogę nie być w stanie przechylić szali. Mogą jednak stanowić element eskalacyjnej strategii odstraszania, na wypadek użycia przez przeciwnika taktycznej broni jądrowej.

Jeżeli czegoś nie przeoczyłem, to Rosja ma się przestraszyć eksplozji kilku bomb 500kg w momencie gdy sama używa broni nuklearnej? Raport jest jak patchwork, zlepkiem stwierdzeń znanych lecz nie pasujących do siebie i wyrwanych z oryginalnego kontekstu. Prawie każde zdanie może wzbudzić silne kontrowersje nie za sprawą dobrej lub złej koncepcji ale podważania zasady racjonalności. Za radą ministra Siemoniaka polecam lekturę Newsweeka, o wiele bardziej sensowną i realną.

 

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)