Mar 132014
 

Ten rok jest szczególny w historii Polski – 25 lat od odzyskania niezależności, 15 lat od wstąpienia do NATO i 10 lat od przystąpienia do Unii Europejskiej. Pytanie o los Krymu i być może całej Ukrainy nie mogło zostać postawione w lepszym momencie dla pobudzenia refleksji nad bezpieczeństwem Polski. Wzmianka Premiera w Sejmie o możliwym przyśpieszeniu prac nad modernizacją sił zbrojnych nie dziwi w takiej sytuacji. Co to jednak znaczy dla marynarki wojennej? Czy Marynarka Wojenna RP będzie również uwzględniona?

Warto zacząć od szerszego kontekstu. Kryzys na Krymie potwierdza oba założenia będące podstawą strategii bezpieczeństwa kraju. Z jednej strony należy wzmocnić zdolności obronne kraju ale jednocześnie oczywistym się staje, że samodzielnie możemy się przeciwstawić wyłącznie zagrożeniom w ograniczonym zakresie. Istnienie państw małych lub słabszych sąsiadujących z wielkimi potęgami zależy od wspólnoty międzynarodowej. Tak więc w interesie tych państw leży wspieranie wysiłków na rzecz utrzymywania prawnego porządku międzynarodowego. Marynarka wojenna w naszym położeniu jest szczególnie przydatna do działania na rzecz budowy bezpieczeństwa międzynarodowego oraz do wyrażania politycznej woli rządu. Podobnie jak przylot do Polski eskadry F-16 USAF która nie stanowi istotnej siły militarnej ale sygnalizuje wsparcie Stanów Zjednoczonych, tak uczestnictwo okrętów pod polską banderą w operacjach międzynarodowych demonstruje nasz wkład w zbiorowe bezpieczeństwo.

Bardziej sygnał polityczny niż siła militarna. Foto F-16.net

Bardziej sygnał polityczny niż siła militarna. Foto F-16.net

Po tym przydługim wstępie możemy sobie zadać pytanie co jest możliwe do zmiany w planie modernizacji marynarki wojennej? Nie ma chyba odpowiedzi jednoznacznej, ale jest możliwe stworzenie czegoś na kształt drzewa decyzyjnego. Pierwsze rozstrzygnięcie to jakie projekty mają realne szanse na przyśpieszenie. Za tym powinien nastąpić wybór wariantu, który skraca realizację planu przy zachowaniu elastyczności w nakładach finansowych. Ta elastyczność pozwoli na minimalizację ryzyka wynikającego z prawdopodobnych przesunięć środków budżetowych na rzecz najważniejszych priorytetów sił zbrojnych. Jak wiemy są to obrona przeciwlotnicza i mobilność wojsk, czyli program śmigłowcowy. Oba są bardzo kosztowne i ich przyśpieszenie spowoduje kumulacje wydatków wcześniej niż planowano. Nie są jednak dla floty obojętne, gdyż oznaczają potencjalnie wcześniejsze wprowadzenie do służby śmigłowców SAR, ASW oraz dwóch baterii przeciwlotniczych do osłony baz morskich. To zaś może być argumentem używanym w dyskusjach budżetowych, gdyż oznacza wzmocnienie potencjału floty.

Poniżej będę się posługiwał raczej dokumentem Modernizacja techniczna SZ RP dostępnym (i w miarę aktualizowanym) na stronie MON, a nie prezentacją z marca 2012 roku. To są bowiem „realne” projekty będące przedmiotem planowania MON-u. Lista szybko obnaża wąskie pole manewru. Przyśpieszenie budowy Kormorana II, remontu OHP i dokończenia Ślązaka wydaje się być mało prawdopodobne. Zakup okrętów podwodnych oznacza zablokowanie olbrzymich kwot i znacząco ogranicza elastyczność finansowania innych pozycji zawartych w planie. Gdyby maksymalizacja możliwości bojowych była głównym kryterium decyzyjnym to warto być może podjąć takie ryzyko. Tylko jakie możliwości rzeczywiście kupujemy? Odpowiedź bardzo zależy od koncepcji użycia okrętów podwodnych. Ciekawy artykuł na ten temat ukazał się w marcowym numerze USNI Proceedings (dla subskrybentów). Dotyczy wspólnych amerykańsko – niemieckich ćwiczeń, w których ważny transport bez eskorty miał przejść przez wąski pas wody. Przeciwnikiem był okręt podwodny SSN, a wsparciem własny klasyczny okręt klasy U-212 wspierany przez samoloty patrolowe, śmigłowce ASW z lotniskowca i ciekawostka… okręt badawczy Planet wyposażony w holowany sonar aktywno-pasywny. Poniżej niektóre wnioski z ćwiczeń:

Tradycyjna mądrość mówi, że konwencjonalne okręty podwodne są zbyt wolne aby mogły służyć jako osłona ASW, zwłaszcza że wzajemne zasięgi wykrycia okrętów podwodnych rzadko przekraczają kilka tysięcy jardów. Nawet na ograniczonych akwenach wodnych, problem dobrego zarządzania obszarem wodnym i organizacja łączności tworzą sytuację, która wydaje się trochę niewarta posiadania dodatkowych zasobów, których zasięg wykrywania celów przypomina boję akustyczną.

Jednak TACDEVEX zademonstrował, że nowoczesny, klasyczny okręt podwodny, wolny czy też nie, może wnieść znaczący wkład w operacje jeśli będzie połączony z aktywnymi sensorami dalekiego zasięgu. U-32 może zostać wezwany do wynurzenia i odebrać dane odnośnie celu i w ten sposób być aktywnym członkiem operacji ASW bez ograniczania swobody taktycznej innych sił własnych…

Co więcej, taktyczne użycie detekcji bistatycznej dla celów analizy ruchu USS Norfolk (SSN) przeszło najśmielsze oczekiwania. U-32, który nigdy nie był wyposażony we własny sonar aktywny, nagle zyskał możliwość korzystania z większego zasięgu wykrywania sonaru holowanego przez Planet, wciąż pozostając w trybie pasywnym.

Innowacyjne użycie okrętu badawczego daje nowe szanse dla U-32

Innowacyjne użycie okrętu badawczego daje nowe szanse dla U-32

Dwie rzeczy zwracają uwagę. Małe zasięgi wykrywania celu za pomocą własnego sonaru, co na Bałtyku powinno być jeszcze bardziej widoczne niż na Atlantyku. Aby okręt podwodny był efektywny potrzebuje współpracy z zewnętrznymi sensorami lub posiadać z zewnątrz informacje, gdzie szukać celu. Po drugie, innowacyjne zastosowanie było nie było, okrętu badawczego. Co oznacza, że sam zakup klasycznego okrętu podwodnego to dopiero początek drogi do pełnego wykorzystania jego możliwości bojowych, które jak na razie pozostają potencjalnymi. Gdyby jednak istniała możliwość przejęcia czy leasingu okrętów nowo zbudowanych czy też będących w końcowej fazie budowy (choćby jednego), to zysk na czasie przeważałby wszelkie obiekcje. Tylko, czy są takie szanse? Wolę głośno nie myśleć.

Przyśpieszenie projektów Miecznika i Czapli jest mało prawdopodobne. Remontowa ma pełen portfel zamówień do 2015 roku a SMW będzie się zmagać ze Ślązakiem do 2016-go. Nie ma co więc nawet przyśpieszać procedur biurokratycznych. Istnieje co prawda możliwość zamówienia okrętów w stoczniach zagranicznych pod warunkiem, że budowa okrętów podwodnych nie zablokuje środków finansowych i rząd zrezygnuje z planów wspierania krajowego przemysłu. No cóż, coś za coś. Chyba, że da się pierwszeństwo okrętom nawodnym, wówczas jak najszybciej trzeba by przejść do etapu przetargu.

Jest jeszcze jedna kontrowersyjna możliwość, o której na tym blogu wspominałem parokrotnie. Jest nią kontynuacja programu MEKO A-100, czyli budowa bliźniaka dla Ślązaka według specyfikacji możliwie maksymalnie zbliżonej do Czapli. Ma to parę zalet, przy jednoczesnym podjęciu pewnego ryzyka. Czas budowy można skrócić poprzez tak zwane advanced procurement, czyli zamówienie potrzebnych materiałów czy elementów wyposażenia nie czekając na zakończenie budowy Ślązaka. Jest to możliwe, bo plany okrętu jak i łańcuch dostaw już jest. Ryzyko polega na tym, że SMW „nie zdała” jeszcze swojego egzaminu. Ale jak nie zda, to cały plan modernizacji a raczej jego harmonogram przy nacisku na wspieranie własnych stoczni legnie w gruzach. Integrację systemu C2 można również przyśpieszyć, gdyż byłaby to tylko mutacja systemu już zamówionego. W przypadku konieczności rozłożenia finansowania w czasie, technologia MEKO pozwala na relatywnie łatwe późniejsze modernizacje okrętu/okrętów.

Anglosasi powiadają, że lepsze jest wrogiem dobrego. Spróbujmy nie komplikować spraw za bardzo. Z powyższego tekstu wyłania się obraz ograniczonych opcji, które jednak warto przeanalizować w świetle wielu straconych lat. Sytuacja jest poważna i liczy się moim zdaniem czas. Lepszy Ślązak w służbie niż Miecznik w planach.

  8 Responses to “Czy kryzys na Ukrainie przyśpieszy modernizację MW?”

  1. Witam Panie Przemku!
    Ciężko przewidzieć kierunek zmian. Skoro jeszcze miesiąc temu autorytety, moim zdaniem wbrew zdrowemu rozsądkowi, powtarzały dogmat o całkowitym braku konwencjonalnych zagrożeń, to trudno być pewnym, iż te same autorytety – które za sprawą działań Putina dostąpiły iluminacji – podejmą racjonalne decyzje. Kilka przesłanek moim zdaniem przemawia za podjęciem decyzji o budowie okrętów, szczególnie nawodnych. Po pierwsze, uzmysłowienie sobie potrzeby zmiany kierunku dostaw surowców energetycznych. Z wypowiedzi medialnych wynika, to co od zawsze wydawało się logiczne, że kapitalne znaczenie będą tu miały gazoport i naftoport – pierwszy może zabezpieczyć maksymalnie do 50 % zapotrzebowania narodowego, a drugi podobno całość (!). Tak duża skala importu strategicznego surowca po prostu wymusza posiadanie floty – uruchamia się tu cały mechanizm, oczywiście w mniejszej skali (choć nie do końca mniejszej, bo w 1890 ludność USA wynosiła ok. 63 mln – więc ile mogli importować i eksportować? 🙂 ), opisany już przez Mahana: w ślad za zwiększeniem obrotu towarowego drogą morską, wzrasta potrzeba posiadania MW. Jednocześnie należy pamiętać, że nasz potencjalny adwersarz już obecnie realizuje 34 % swojego obrotu międzynarodowego przez Bałtyk. A “ichnie” nafto- i gazoporty bałtyckie mające służyć eksportowi, są dopiero w budowie. Biorąc pod uwagę zmianę sytuacji w najbliższym sąsiedztwie Rosji, można zaryzykować twierdzenie, że i dla nich znaczenie tego sposobu transportu surowców wzrośnie, bo transport rurociągami w kierunku zachodnim nie będzie już tak pewny i bezwarunkowy. A to daje krajom UE leżącym przy szlakach bałtyckich całkiem spore możliwości nacisku, pod warunkiem, że będą dysponować odpowiednimi narzędziami. Inna rzecz, że im więcej surowców będzie płynąć do nas, tym mocniejsze będą argumenty sojuszników domagających się od nas udziału w ochronie żeglugi międzynarodowej na głównych szlakach np. Morzu Śródziemnym. Skupione od wieków na lądzie, nasze elity często tego nie dostrzegają.

    • Panie Robercie,

      Teoretycznie decyzje podjęto. Budujemy port dla gazowców i odbudowujemy flotę. Tylko z realizacją jak zwykle jest ciężko. Wojna ekonomiczna na morzu w naszych warunkach jest możliwa, ale byłaby długotrwała. Co do soft power, to na razie Rosja ma większy wpływ na Europę aniżeli odwrotnie. Mówiąc krótko i z bólem – Europa jest dekadencka. I zostajemy sami z naszym problemem. Byłbym szczęśliwy, widząc plan modernizacji stający się ciałem. Nawet taka mała flota byłaby widocznym znakiem i bazą, na której można by coś budować. Byłaby środkiem prewencji i dyplomacji. Mam nadzieję, że wydarzenia na Ukrainie coś przyśpieszą.

      Przemek

      • Panie Przemku
        Bardziej chodzi mi o możliwe dalsze modyfikacje istniejących planów. W stosunku do wersji z marca 2012, w ciągu roku: skrócono terminy wcielenia większości jednostek, dołożono “Gawrona” i remont jednej OHP; “Miecznik” i “Czapla” urosły z ok. 1 tysiąca ton do ok. 2 tysięcy; zwiększono ilość zaplanowanych śmigłowców ZOP itp. Zmiany w planach dla innych rodzajów SZ okazały się jeszcze głębsze. Te zmiany planów w kierunku zwiększenia potencjału SZ, były odbiciem zmian w wymowie expose MSZ z wiosny 2012 i wiosny 2013 – od wizji bezpiecznej świetlanej przyszłości, do ostrzeżenia o możliwych zagrożeniach. Za kilka dni czeka nas kolejne expose, którego motywów przewodnich możemy się domyślać. Stąd pierwsze zdanie w moim pierwszym komentarzu. Bo już wiadomo, że przynajmniej w warstwie deklaracji, przewidziano wzmocnienie potencjału SZ, poza przyjęte wcześniej plany. Pytanie: czy PMW stanie się beneficjentem tego wzrostu, czy stanie się jego ofiarą? Bo jeśli zwycięży, na przykład, bardzo modna w naszym kraju, wręcz populistyczna opcja pancerna, to gdzieś muszą znaleźć się pieniądze na jej finansowanie. Oby PMW nie stała się wtedy ofiarą cięć.
        Pozdrawiam, Robert

        • Ewidentnie MW brakuje medialno-politycznego poparcia. Jakiegoś zadeklarowanego powiernika, który zagrałby silną aktualnie kartą bezpieczeństwa energetycznego i w tym świetle bezpieczeństwa gazoportu i dostaw do gazoportu.

          Opcja pancerna ma silny lobbing ze strony stosunkowo silnych przedsiębiorstw jak HSW, Siemianowic czy byłego Bumaru. Nasze stocznie nie mają tego przebicia a i stopień polonizacji okrętów będzie zdecydowanie mniejszy niż lekkich czołgów.

          • Miałem na myśli oczywiście orędownika 😉

          • Mam bardzo podobne zdanie. Do tego jeszcze przy sprawie “Gawrona”, zrobiono PMW tak czarny PR, że teraz ciężko to będzie w mediach odkręcić. A trzeba pamiętać, że mamy dwa lata wyborcze i wiele decyzji może być podejmowanych pod publikę. Niestety, przeciętnemu mieszkańcowi nizin, bardziej się z wojskiem kojarzy czołg, niż okręt …

          • Zgadam się z Panów opinią. Jeśli jednak SMW nie da sobie rady ze Ślązakiem, to pozostanie Remontowa z jeszcze mniejszym doświadczeniem, chociaż lepszym managementem. To postawi pod znakiem zapytania całą koncepcję stawiania na przemysł krajowy, a co za tym idzie zniknie możliwość jakiegokolwiek orędownika :). Z drugiej strony sukces Ślązaka nie tylko da szanse polskiemu przemysłowi, czy konsorcjom, ale może wpłynąć pozytywnie na wizerunek okrętu.

            Przemek

        • Pana końcowe pytanie jest niestety kluczowe i z gatunku “to be or not to be”. Trudno jest walić głową w mur bez końca.

          Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)