Mar 282014
 

Słowa Prezydenta zawarte w tytule zbiegają się w czasie z drugą rocznicą opublikowania planu modernizacji Marynarki Wojennej RP, która to prezentacja miała miejsce w marcu 2012 roku. Jest więc okazja do porównania aktualnego stanu zaawansowania projektu z początkową wizją co byłoby swego rodzaju pomiarem wiarygodności. Po drodze miała miejsce również prezentacja planu technicznej modernizacji Sił Zbrojnych z grudnia 2012. Wspomniane trzy dokumenty, a raczej wyciąg z nich są zestawione na poniższym rysunku.

Porównanie PlanówJPG

Analizując tabelę poszukuję odpowiedzi na pytanie, czy mamy powód do optymizmu, czy raczej pesymizmu? Czy jesteśmy po prostu niedoinformowani, czy też jak zwykle, pesymiści okazują się być dobrze poinformowanymi optymistami? Coś jest na rzeczy, bo Prezydent w swoim przemówieniu podczas odprawy kadry MON-u i Sił Zbrojnych wypowiada takie zdanie:

Oczekuję widocznego przełomu w modernizacji technicznej Marynarki Wojennej, głównie przez odważne otwarcie się na morskie systemy nowej generacji, w tym zwłaszcza bezzałogowce.

Z lektury nie wynika obraz jednoznacznie pozytywny czy negatywny, można się w nim jednak dopatrzyć pewnych charakterystycznych rysów. Praktycznie wszystkie kontrakty dotyczą oferty oferowanej przez polski przemysł. A raczej oferty, którą rodzimy przemysł wierzy, że jest w stanie zaoferować. Mamy do czynienia z projektami kontynuowanymi od lat. Teraz, przy istnieniu pewnej woli politycznej, te projekty usiłuje się dokończyć. Wszystko to, co wykracza poza powyższą formułę jest jak specjalne danie zamówione w restauracji na życzenie. Kelner powie ależ oczywiście i każe czekać w nieskończoność. W zasadzie okręty nawodne w pierwotnej wersji planu były i tak przewidziane dopiero po 2019-tym czyli 4 lata po wyborach a być może i jeszcze kolejnych wyborach. Jeśli cokolwiek ma zostać zbudowane realnie, kontrakt powinien zostać podpisany jeszcze w tym roku. W przyszłym, wszyscy będą zajęci wyborami. Największe szanse teoretycznie mają okręty podwodne, o ile przełamią barierę „róbmy u siebie” i państwo zdecyduje się na ten wydatek. Będzie to prawdziwy test intencji i wiarygodności.

Za miarę wiarygodności przyjmuję podpisanie kontraktu lub ogłoszenie przetargu. Wygląda na to, że flota nawodna zostanie ze Ślązakiem, Kormoranami i jedną fregatą OHP. Jeśli tak, to Ślązak pozostanie jedyną szansą obok Kormoranów na kontynuację odbudowy floty jako „produkt krajowy”. I z tego punktu widzenia, być może warto zacząć mówić o nim pozytywnie i tworzyć wokół niego sprzyjającą atmosferę. Jest wiele warunków koniecznych do spełnienia aby tak się stało, jak zdolność SMW do prowadzenia złożonych projektów w sposób efektywny. Być może konsorcjum stworzone do budowy Kormorana okaże się właściwą drogą do budowy bliźniaka dla Ślązaka.

Jedno jest pewne. Wielu sympatyków marynarki wojennej może na bardziej lub mniej amatorskim poziomie dyskutować podstawy teoretyczne czy koncepcje struktury i użycia floty. Nie jest jednak w stanie pomóc w realizacji wybranych projektów i pokonywaniu biurokratycznych czy politycznych barier. Zwłaszcza, że to grono sympatyków żywi się raczej strzępami informacji niż jej bogactwem. Szkoda by było marnować kapitał wsparcia i entuzjazmu tkwiących w społeczeństwie, a wielu już raczej zwątpiło. I nie jest miło w internetowych dyskusjach widzieć argumenty o obronie Europy „do ostatniego amerykańskiego żołnierza”. Oficjalne oświadczenia o tym, że nasze rozwiązania prawno-budżetowe i ogłoszone projekty modernizacyjne mogą być przykładem dla innych krajów nie zastąpią w dyskusjach na międzynarodowych forach twardych faktów – jest kontrakt, czy nie? Tak więc Czytelnik przeglądający załączone zestawienie będzie sam musiał określić czy jest bardziej optymistą czy raczej pesymistą.

  15 Responses to ““Modernizacja armii kwestią wiarygodności””

  1. Witam Panie Przemku
    Troszkę powiało nadzieją : http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/12098?t=Poslowie-o-przyszlosci-polskiej-floty.
    Wydaje mi się, że kluczowa jest tu kwestia pieniędzy. Często w różnych komentarzach podkreślano, że wymieniana kwota 13,5 mld zł, nie wystarczy na wszelkie planowane zakupy. Teraz okazuje się, że ma ona wynieść 15,2 mld do 2022, czyli na przewidywany czas pozyskania 2/3 – 3/4 zaplanowanych jednostek pływających.
    Byłbym ostrożny w traktowaniu faktu zawarcia kontraktu jako ostatecznego dowodu, że jakiś element planu będzie realizowany – przykład “Gawrona” daje dużo do myślenia.
    Pomimo to pozostaję optymistą, bo nie wyobrażam sobie, że którakolwiek z głównych sił politycznych w Polsce odejdzie w najbliższej dekadzie od planów remilitaryzacji Polski. Bardziej martwi mnie to, że widać w planach brak doktryny strategicznej. Pozornie wszystko jest ok – ilość okrętów bojowych w stosunku do planów z 2012 się nie zmieniła. Ale sam fakt, że początkowo “Mieczniki” miały mieć wyporność ok. 1000 ton, a obecnie zakłada się jednostki 2000 ton lub większe świadczy, że chyba do troszkę innych zadań je planowano. A to może oznaczać, że równie dobrze jakiś nowy wizjoner mający wpływ na kształt SZ w przyszłości, postanowi okroić budżet MW i przenieść zaplanowane środki np. na nowe czołgi. Brak w Polsce tradycji wykorzystania MW w czasie pokoju dla realizacji polityki zagranicznej (choćby podwalin pod nowe sojusze) i budowania bezpieczeństwa (choćby energetycznego). Ale jak już ktoś napisał: oficerów MW uczy się podstaw dyplomacji, natomiast dyplomaci w Polsce najczęściej mają co najwyżej mgliste pojęcie o tym jak MW wykorzystać.
    Co do ewentualnego bliźniaka “Ślązaka” jestem mocno sceptyczny. Proszę zauważyć, że nie tylko “Gawron” miał mieć wygórowaną cenę. Podobnie stało się z innymi okrętami projektu MEKO 100, zarówno niemieckimi, jak i indonezyjskimi. W swojej klasie okazały się bardzo drogie, pomimo że budowano je w seriach i w doświadczonych stoczniach. Trudno powiedzieć z czego to wynika. Jeśli dołożyć do tego fakt droższej siłowni i rozbudowanego wyposażenia “Gawrona” w porównaniu z “kuzynami”, można było spodziewać się, że będzie kosztował prawie tyle co spora fregata. Wszak sam kadłub to jedynie 20-25% kosztów okrętu.
    Pozdrawiam
    Robert

    • Panie Robercie,

      To prawda, że tekst z Polski Zbrojnej ukazała się na czasie. Coś się musi zdarzyć w najbliższej przyszłości, jeśli mamy pozostać optymistami. Kontrakt nie jest gwarancją, ale mamy złe proporcje pomiędzy faktami a politycznymi deklaracjami. O marynarzach nie wspomnę, nie uwierzą, dopóki nie zobaczą okrętów w służbie i im się nie dziwię. Co do jedności politycznej odnośnie planów obronnych to mam już wątpliwości. Dzisiaj w Salonie Politycznym trójki, Pan Poseł PiS był zajęty tylko i wyłącznie wskazywaniem, że Premier Tusk jest winien. Nie jest moją intencją zajmować stanowisko polityczne, ale to jest nie na miejscu taka dyskusja wobec wydarzeń wkoło. Kłóćmy się o służbę zdrowia lub autostrady a nie o obronę narodową.
      Myślę, że problem pieniędzy jest mniejszy w porównaniu z brakiem zrozumienia dla celów i możliwości Marynarki Wojennej i wobec politycznych waśni, które nie raz Polskę zaprowadziły na krawędź.
      Ślązak będzie kosztował około 1mld PLN, czyli jakieś $330mln. OPV podobnych rozmiarów kosztują przypuszczam, około 200-250mln PLN. MEKO jest jednak okrętem wojennym i zwłaszcza robocizna jest droższa. Myślę, że jest “przepłacony jakieś 10-20%. Biorąc jednak pod uwagę jego historię, nie jestem zdziwiony. Porównując cene z ceną fregaty, to FREMM to jakieś 550$mln, LCS i nowe kutry USCG po 500 mln. Amerykanie szacują, że OHP zbudowany dzisiaj, to jakieś $600-700mln. Problem jest inny, okręty nawodne są zagrożone z kilku powodów:
      – pieniądze i to duże pójdą na okręty podwodne,
      – stocznie są obłożone zamównieniami i terminy są nierealne,
      – procedury przetargowe są w stanie zabić każdy projekt, który nie jest kontynuacją czegoś już istniejącego

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Pytanie, ile by kosztował “Gawron” doprowadzony do pierwotnie planowanego standartu. Obawiam się, że cena, nawet w serii 2-3 zbliżyłaby się do ceny FREMMa. To już wolę SIGMĘ, albo “Khareefa” za 250-350 mln $, albo … FREMMa :). Dobrze, że nie skasowano “Ślązaka”, bo zawsze można go dozbroić i stworzyć czwartego “Miecznika” (z przecieków wynika przecież, że jego elektronika będzie zbliżona do standartu dla rasowych korwet.
        Co do szkodliwości kłótni w temacie obronności, oczywiście podzielam Pańskie zdanie, choć widzę tu winę po obu (a w zasadzie wszystkich pięciu) stronach.
        Co do pieniędzy, które pójdą na OP … Cały program OP wg różnych wyliczeń kosztował będzie 7-8 mld PLN. Czyli około połowę tego co dostanie do wykorzystania MW do roku 2022. Trzeba pamiętać, że w tym czasie w najlepszym wypadku będziemy mieć 2 OP, a trzeciego prawdopodobnie jeszcze nie będzie na pochylni. Tak więc sfinansowany zostanie dopiero w kolejnych latach. Z tego prostego wyliczenia wynika, że cały, najkosztowniejszy ze wszystkich, program OP pochłonie do 2022, ok. 30-40 % pieniędzy przeznaczonych na modernizację MW. Ponieważ należę do tych, którzy pesymistycznie patrzą na perspektywy rozwoju sytuacji międzynarodowej, jestem optymistą co do programu zbrojeń. Obawiam sie tylko, że z racji lądowego zorientowania naszych elit, może nastapić zmiana w priorytetach i niewłaściwa alokacja środków. Od dłuższego czasu zastanawiam się, w jaki sposób unaocznić decydentom oczywiste korzyści, a wręcz konieczność posiadania MW, nie tylko w postaci OP i niszczycieli min.

        • Ile by kosztował Gawron w pierwotnej postaci, mniej więcej wiadomo – około 1.4mld PLN, czyli około 350mln EUR. Do FREMMa jeszcze brakuje. SIGMA I Khareef to hybrydy OPV i korwety. Myślę, że MEKO ma nad nimi przewagę przeżywalności i niższych sygnatur. Fregaty to jednak inna klasa, również finansowa. Pana obawy co do priorytetów jak najbardziej podzielam.

          Co do zmarnowanego czasu to nie jest to problem aktualnego, czy poprzedniego rządu. To czas największego kryzysu i zapaści gospodarczej. Budżet MON-u był finansową rezerwą dla ratowania emerytur, służby zdrowia itd. Rosja też miała za Jelcyna dobry okres próby integracji z Zachodem i wewnętrznej demokratyzacji. Putin to zmienił i odwrócił kurs. Nikt jednak się nie spodziewał, że będzie działał w sposób tak otwarty.

          Myślę, że problem Gawrona to nie był problem pieniędzy tylko koncepcji i strategii. I wybujałych ambicji polskiego przemysłu, co zresztą przewija się do dzisiaj. Wystarczy popatrzeć co się dzieje z okrętami podwodnymi z powodu rakiet manewrujących. Nieuzasadnione poczucie potęgi powoduje, że politycy nie pozwalają fachowcom na spokojne i racjonalne decyzje. A tych fachowców jest też wielu i każdy ma swój pomysł.

          Przemek

          • Pytanie, czy taka hybryda OPV i korwety nie byłaby korzystniejsza, gdyby brać pod uwagę relację koszt-efekt w całym spektrum działania ON, a nie jedynie w zakresie odporności na trafienie PK. Bo takie trafienie z pewnością co najmniej wyłączy z działania ON, niezależnie od tego, czy będzie on zbudowany na kadłubie “rasowego” wojownika, czy hybrydy. Dosyć podobna intencja przyświecała adm. Zumwaltowi, gdy obmyślał koncepcję, której zwieńczeniem były OHP. Budowa większej ilości, średnio skomplikowanych jednostek na relatywnie przestronnym, ale prostym kadłubie z tanim napędem, byłaby moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem. Zresztą pamiętam, że czas jakiś temu, Pan również pisał o takim wariancie. Po lekturze zeszłorocznych specyfikacji (RFI) wydaje się, że w tym kierunku poszły zamysły MONu, planującego łącznie sześć semi-bliźniaków w dwóch trójkach ( Czapla – Miecznik) opartych na kadłubach jednego typoszeregu. O niewygórowanej prędkości; nieco okrojonej elektronice i uzbrojeniu, niejako rozdzielonym na dwie klasy okrętów; nielicznej stałej załodze, uzupełnianej komponentem lotniczym i komandosami, w miarę potrzeb. A pokłosiem “wojny na górze” jest niestety ograniczenie ich wielkości “do 100 metrów”, którego pierwotnej przyczyny upatruję właśnie we wcześniejszym rzucaniu błotem w “Gawrona”. Bo gdyby ktoś dopatrzył się, że okręt na dłuższym kadłubie powinien być klasyfikowany jako fregata, to PR-owo byłoby to trudne do przepchnięcia. Szczególnie kiedy mniejszą korwetę kreowano na “zabawkę dla admirałów”.
            Robert

          • Nie mam nic przeciwko takim hybrydom. Byłoby to całkiem sensowne rozwiązanie dla naszej marynarki. problemem jest to, że jeśli nie zostanie ogłoszony przetarg i podpisany kontrakt, decyzje podejmie już nowy rząd. Ponieważ nie będzie miał żadnych zobowiązań, przyszłość tych okrętów jest pod znakiem zapytania. JEDYNYM okrętem nawodnym w fazie realizacji jest – Ślązak. Plan jest dobry, ja się tylko obawiam, że zostanie on planem.

      • Ps. Nie chcę brać udziału w “wojnie na prawicy”, ale w jednym z panami z PiS muszę się zgodzić – totalnie zmarnowano czas pomiędzy 2008 (kiedy dla wszystkich już powinno być jasne, że FR stała się asertywna i po kowbojsku wróciłą do gry), a 2013 kiedy ostrze swojej asertywności skierowała przeciwko “UE”. Cudzysłów jest tu celowy, bo tak naprawdę Rosjanom z pewnością zależy na odzyskaniu wpływów wśród dawnych wasali, oraz państw neutralnych basenu bałtyckiego, bez zbytniego zadzierania z resztą Unii. Muszą tylko wymyślić, jak postępować by nie wymusić włączenia się w rozgrywkę NATO.
        Inną szkodliwym, moim zdaniem, posunięciem było wmawianie społeczeństwu, że samo członkowstwo w NATO i UE jest wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa. Tak samo, jak stworzenie wrażenia, że MW jest niepotrzebnym obciążeniem dla budżetu (casus “Gawrona”). Rozumiem konieczność oszczędności w dobie kryzysu, ale można było je poczynić z większą finezją. A nie tak, jak to uczyniono, inspirować nagonkę medialną na MW, po to tylko, by móc ze społecznym przyzwoleniem kasować program “Gawron”. Minęło kilka lat i błędy się mszczą. Mam tylko nadzieję, że obecne otrzeźwienie nie jest spóźnione.

        Pozdrawiam

        Robert

        • Częściowo pocieszający jest fakt, że otrzeźwienie przychodzi do nas szybciej, niż do wielu innych krajów europejskich.

          350 mln Euro to bardzo blisko szacowanego kosztu GCS, ale każdy ambitniejszy program jest blokowany przez przeznaczenie połowy budżetu na OP.
          A te z kolei wynikają chyba z dużego konserwatyzmu i braku wyobraźni naszej admiralicji. Nie koncentrują się na zadaniach, które mogą ich czekać, oraz które mogą wykonać.
          Zasada “jeśli mieliśmy OP, to znaczy, że musimy mieć OP” niekoniecznie ma tutaj rację bytu. Niemcy efektywnie wykorzystali OP do dławienia gospodarki przeciwnika, ale mieli do dyspozycji setki okrętów. Chińczycy mogą myślec o wojnie podwodnej z Japonią, ale oni mają dziesiątki okrętów.
          3 OP jakiś to żart.
          Pomijam już fakt, że OP można wykorzystać wyłącznie w ramach pełnoskalowego konfliktu, bo ich możliwości identyfikacji celów na pełnym neutralnych statków Bałtyku są raczej kiepskie.
          Wciąż nie potrafię zrozumieć, dlaczego nikt zaangażowany w proces modernizacji Marynarki nie podnosi tak modnego tematu jak bezpieczeństwo energetyczne i związane z nim bezpieczeństwo dostaw do gazoportu.
          Kilka “wrzutek” w publicznych mediach błyskawicznie zmieniłoby okręty nawodne z “zabawek admirałów” w “wyższą strategiczną konieczność”..
          Niestety, jest to kolejny argument potwierdzający tezę, że osobom zaangażowanym w ten proces brak wyobraźni.

          • Trochę światła na sprawy marynarki rzuca artykuł Maxa Dury w Defense24 na temat prezentacji z Rady Budowy Okrętów. Chęć wymiany jednostek 1 do 1 jest zakodowana wręcz genetycznie w marynarzach (i nie tylko). W tym wypadku mam wrażenie, że chodzi o zdolności, które marynarka powinna posiadać wymienione w prezentacji z 2012 – zdolność do dowodzenia, rozpoznania, rażenia, przetrwania, przerzuty i wsparcia. Zaczynając od zera wszyscy skupiają się na zdolności do rażenia. Ponieważ mamy już NDR, mnożenie rakiet na pokładach okrętów nawodnych wydaje się być mniej istotne niż zdolność OP do “zwalczania desantu” czy “blokady Kalliningradu”. Osłona kluczowych transportów jest po prostu mało realna. Gazowce płynące z Kataru, czy nawet USA mogą liczyć na szczątkową eskortę tylko w granicach Bałtyku. Poza nim możemy tylko dokładać swoje możliwości do międzynarodowych wysiłków na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa na morzu, ale nie bezpośredniego eskortowania statków. Na to nie stać nawet amerykanów, stąd pomysły floty 1.000 okrętów z sojuszniczych państw. Według mnie okręty nawodne są istotne w czasie pokoju lub niepokoju jako siła zapobiegająca eskalacji. W czasie wojny są potrzebne do eskorty transportu wojsk. Problem oczywiście polega na tym, że fundusze na OP i obronę powietrzną zaczną się kumulować po 2017. Czyli okręty nawodne będą musiały czekać na swoją kolej. Ponownie więc z uporem maniaka wracam do rozwiązania pośredniego i kompromisowego, czyli bliźniak dla ŚLĄZAKA.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Obszar bałtyku jest kluczowy z punktu widzenia bezpieczeństwa żeglugi.
            Statki na zatłoczonym morzu północnym są trudne do przechwycenia bez kontrolowania wszystkiego co pływa. W tej perspektywie nie rozumiem dlaczego OP do “zwalczania desantu” dublujące zadania NDR są dla decydentów ważniejsze niż zapewnienie choć szczątkowej OPL dla okrętów i statków w strefie przybrzeżnej. Nawet jeśli dysponowalibyśmy na brzegu pociskami średniego zasięgu, to ich zdolność obrony jednostek pływających 30-50 km od brzegu jest iluzoryczna i droga.
            W sktrócie: do zwalczania desantu (Inwazja Szwedów?) mamy NDR i Trantule (szybkie okręty z dobrymi POKPR) – dorzućmy jeszcze OP za grube miliardy
            Cele powietrzne czy pociski manewrujące możemy zwalczać pociskami Grom z Trantuli… – to powinno wystarczyć.

          • Panie Marcinie,

            To się bierze z Corbetta. Aby móc zwalczać desant, trzeba mieć przewagę na morzu. Metody zdobycia przewagi są dwie – decydująca bitwa lub blokada. I to drugie rozwiązanie można osiągnąć za pomocą kombinacji NDR-u i OP, neutralizując w dużej mierze efekt lotnictwa przeciwnika. Jest jeszcze aspekt techniczny – rakietami można przeciwnika obezwładnić, ale rzadko – zatopić. To jest zadanie dla torpedy. Proszę sobie wyobrazić duży transportowiec wyładowany wojskiem. To trzeba posłać na dno a nie po prostu obezwładnić, czy zatrzymać. Niedawno amerykanie próbowali zatopić artylerią pływający wrak kutra rybackiego. Nie byli w stanie tego zrobić artylerią 127mm. Tanker War w zatoce perskiej wykazała olbrzymią odporność zbiornikowców na uderzenia rakiet Exocet. Tak na to patrząc, OP mają sens. Pytanie czy za takie pieniądze i czy nie warto zastanowić się nad U210Mod czy Andrastą. Mniejszy zasięg wykrywania przez uboższe sensory ale i tak w końcu mówimy o dość jasno określonych lokalizacjach i czyhaniu w zasadzce.

          • Andrasta z pewnością byłaby lepsza niż duży OP bez pocisków manewrujących. Niestety, jest tylko projektem koncepcyjnym.
            Z drugiej strony, gdyby nie był traktowany priorytetowo, prawdopodobnie dużączęść produkcji małego okrętu możnaby przenieść do nas.

            Powiązać z zakupem Gowindów i DCNS zrobiłoby wszystko dla tego kontraktu..

          • To się nazywa wykorzystanie dźwigni politycznej. Z przenoszeniem produkcji okrętów podwodnych do Polski byłbym ostrożny. To byłaby sprawa jednorazowa, więc nieperspektywiczna. Po drugie, Remontowa ma kontrakty do 2015 a potem będą Kormorany a SMW ma Ślązaka do 2016. Potem może przyjąć nowe zamówienia, ale więcej sensu byłoby, gdyby się skupiła na okrętach nawodnych.

  2. Najsmutniejsze jest to, że najbardziej zaawansowanym projektem wydają się być okręty podwodne, które w świetle wydarzeń na Krymie, tracą mom zdaniem sens i rację bytu. Idea wykorzystania OP jako sił odstraszania zakłada, że potencjalny przeciwnik będzie kalkulował potencjalne straty i w związku z tym nie zaryzykuje ataku. 6-12 pocisków manewrujących może spowodować wyraźne straty ekonomiczne, uszkodzić rurociągi, elektrownie atomowe itp.
    Niemniej, jak widzimy na przestrzeni ostatnich tygodni i miesięcy, FR dla osiągnięcia celów politycznych jest w stanie zaakceptować poważne straty ekonomiczne. A więc OP jako broń odstraszania raczej się nie sprawdzą.
    Dla obrony wybrzeża wydają się za drogie w stosunku do posiadanych możliwości.
    Konwoju nie obronią.
    Bardziej ucieszyłbym się z informacji na temat Miecznika…

    • Panie Marcinie,

      Niestety, zgadzam się całkowicie, chociaż informacje z Defence24 mówią, że decyzja o rakietach jeszcze nie zapadła. Co do Miecznika, to mam obawy. Ten sam artykuł na defence24 przebąkuje o pomysłach modernizacji OHP “forever”. To ja wolę Ślązaka i dlatego o tym piszę.

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)