Apr 152014
 

Kto zbuduje okręty podwodne dla Polski zależy nie tylko i wyłącznie od nas czy też wymagań lub ceny. Podczas, gdy skupiamy się na wewnętrznych dyskusjach i grze politycznej, świat wokół nas nie czeka tylko zajmuje się swoimi sprawami. Kilka doniesień prasowych tworzy obraz dość złożony i utrudnia proces podejmowania decyzji. Od pewnego czasu media donoszą o napięciach na linii TKMS wciąż będącym właścicielem dawnego Kockums, a de facto rządem Szwecji. Jak gorąca jest sytuacja niech świadczy poniższy cytat zaczerpnięty z Defense News:

Napięcie osiągnęło szczyt 8-go kwietnia, gdy konwój FMV w towarzystwie eskorty wojskowej dokonał rajdu na kwatery TKMS w Malmö w celu zabezpieczenia technologii związanych z A26, rozwijanych w ramach rządowego programu za $100 mln prowadzonego przez TKMS, lecz który został zarzucony po odwołaniu przez Ministerstwo Obrony kontraktu z ThyssenKrupp w lutym.

Jakby tego było mało, artykuł wspomina, że Saab, który ma przejąć z powrotem Kockums podpisał z rządem kontrakt w celu dokonania samooceny możliwości zarówno budowy A26 jak i modernizacji jednostek będących już w służbie. Wynik tej analizy ma być opublikowany w czerwcu tego roku. I być może to jest powód opóźnień w dialogu technicznym i ogłoszeniu przetargu. Niestety to nie koniec tej skomplikowanej sprawy. W Australii, również zainteresowanej zakupem następców okrętów podwodnych klasy Collins (ze szwedzkim rodowodem), odbyła się niedawno konferencja na temat okrętów podwodnych. Doszło na niej do wymiany zdań pomiędzy przedstawicielem TKMS a emerytowanym admirałem szwedzkiej marynarki wojennej. Adm. Göran Larsbrink powiedział w trakcie sesji pytań i odpowiedzi:

Program A26 jest przerwany, ale zamiast niego projekt NGS – New Generation Submarine powstanie jak Feniks z popiołów.

Poetyckie porównania wypowiadane ustami admirała zaintrygowały mnie i zmusiły do zerknięcia, kto zacz. Ze znalezionej notki nie wygląda na to, aby Göran Larsbrink nie wiedział co mówi. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie nie do końca wiadomo kto i co zaoferuje w rzeczywistości. Z drugiej strony sytuacja polityczna w regionie zmienia się dynamicznie i wybór opcji szwedzkiej może mieć swoje zalety na zasadzie gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Czy Czytelnicy pamiętają przetarg na KTO pomiędzy LAV i Pandurem, który wygrał AMV? Trzeba również przyznać, że technicznie i koncepcyjnie A26 to bardzo interesujący okręt. Być może to jest jeden z powodów, dla których dialog się przedłuża a ogłoszenie przetargu opóźnia. Saab sam musi się określić na co go stać.

Czarny koń zawodów? Interesująca koncepcja okrętu i szansa na regionalną współpracę. Foto www.ssbn.pl

Czarny koń zawodów? Interesująca koncepcja okrętu i szansa na regionalną współpracę. Foto www.ssbn.pl

Cóż, można by powiedzieć, że to problem szwedów, w końcu podstawowe oferty to TKMS i DCNS. Jednakże ten sam portal Defense News wspomina w tle konfliktu, że TKMS ma portfel zamówień do 2020 roku. A nam się śpieszy. Ciekawe, czy w takiej stoczni można sobie zrobić rezerwację na miejscówkę? O DCNS żadnych wiadomości nie znalazłem i z tego punktu widzenia wydaje się to być dobry oferent. Z jednym jednakże zastrzeżeniem, może się bowiem okazać, że współdzielimy częściowo technologie systemów C2 z Rosjanami. Mistral to nie Scorpene, jednak Ukraina wywraca wszystko do góry nogami.

Tak więc Inspektorat Uzbrojenia ale i cały MON ma do podjęcia niełatwą decyzję. Czekanie na ofertę szwedzką jest uzasadnione, ale zbyt długie zwlekanie grozi zamknięciem czegoś, co z angielska  nazywa się window od opportunity. Okazje trzeba wykorzystywać, w przeciwnym przypadku można być zmuszonym do oczekiwania na następną. Tyle, że my czasu nie mamy. Kalkulacja ryzyka wybiega daleko poza parametry techniczne i wymaga raczej jasnej wizji i gotowości politycznej na podjęcie trudnych decyzji.

  16 Responses to “Kto zbuduje okręty podwodne dla Polski?”

  1. Jeśli dobrze rozumiem:
    1. projekt NGS (A26 od Saab’a) raczej rozjedzie się datami z programem Orka (jeśli daty te będą respektowane),
    2. DCNS ma obecnie na głowie budowę serii 6 SSN t. Barracuda, chyba trochę prac do kontraktu brazylijskiego na Scorpene i dokończenie modernizacji SSBN t. Le Terrible. Nie przeszkadza to Francuzom startować w przetargach na OOP z budową w kraju dostawcy (ostatnio Singapur, mówi się coś o jednym z dużych krajów na Bliskim Wschodzie, …), mają więc raczej miejsce w stoczni na jeszcze jedno zamówienie.
    3. Co do dzielenia się technologią OSW (w tym przypadku Subtics) z Rosją, nie ma raczej takiej opcji (ani Rosjanie nie pytają, ani Francuzi nie sprzedadzą). To jednak trochę coś innego niż Senit, eksportowany choćby do Norwegii (na Sklojdach), a i do Rosjan puszczony raczej w wersji okrojonej. Swoją drogą rzucone mimochodem stwierdzenie można traktować jako “cheap shot” pod adresem DCNS.

    • Projekt A26 nie musi się rozjechać w czasie, bo przetarg ma się odbyć w 2-giej połowie roku, czyli po decyzji Saaba, czy jest w stanie okręty wybudować. Natomiast Saab może nie zdążyć z bazą produkcyjną, czyli kto będzie miał Kockums i kiedy? Co do “cheap shot” to zgoda, nie powinienem rzucać stwierdzeń bez sprawdzenia. Mam jednak na myśli dwie rzeczy. Senit i Subtics to dwa różne systemy, ale czy są opracowywane przez te same zespoły programistów? I z wykorzystaniem gotowych fragmentów kodów? Jeśli tak, to istnieje możliwość współdzielenia istotnych części programu, co można wykorzystać. Druga sprawa, to problem dotykający wszystkich, czyli chęć sprzedaży produktów, która dominuje kwestie polityczne, czy bezpieczeństwa. Nie jest to przypadłość tylko Francuzów, ale trafił im się przypadek spektakularny.

      Dzięki za uzupełnienie informacji na temat możliwości realizacji zamówień przez DCNS. Potwierdza się przypuszczenie, że mogą mieć tutaj przewagę.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Decyzja Szwedów wydaje się przesądzona. Są dość zdeterminowani. Pytanie kiedy będą w stanie odtworzyć zdolności produkcyjne. Czy SAAB przejmie Kockums, czy tylko przejmie ludzi i będzie budował infrastukturę u siebie..
        Plus A26 mógł być gotowy albo prawie, ale trudno powiedzieć, czy NGS będzie kopią, czy nowym projektem z innymi wymaganiami bazującym technologicznie na A26..

        • Szwedzi wydają się być rzeczywiście zdeterminowani. Problem z okrętami podwodnymi jest taki, że jest to suma ogromna i proporcjonalnie do budżetu inwestycyjnego większa niż amerykańskie lotniskowce. Projekt będzie więc i już jest przedmiotem sporów politycznych, dyskusji zwolenników i przeciwników okrętów podwodnych oraz wszystkich specjalistów od szybkiego i łatwego oszczędzania kwot budżetowych. Na to wszystko nakłada się zwrot w sytuacji politycznej. Francuzi mają zgryz z Mistralami, Niemcy wysyłają do republik Bałtyckich NIEUZBROJONE Eurofightery (chyba dobrze przeczytałem w newsach?) i powstaje pytanie o to, jakich chcemy mieć politycznych partnerów w programach zbrojeniowych. I nie ma to nic wspólnego z wartością techniczną czy ceną okrętów. Wyraźnie widać zwrot w kierunku USA i sytuacja przypomina trochę przetarg na samoloty myśliwskie. Za Gripenem przemawiały względy ekonomiczne i więzi z Europą. Wygrał F-16. Co się stanie z okrętami podwodnymi? Nic, tylko obserwować, ale względy polityczne chyba będą odgrywały coraz większą rolę.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Mimo wszystko, Szwecja, w przeciwieństwie do nas może obawiać się desantu potencjalnego wroga, a więc w obliczu przewagi ilościowej, OP są dla nich bardzo optymalnym środkiem zaradczym. Nie sądzę, żeby z nich zrezygnowali.
            Z naszego punktu widzenia, względy polityczne promują chyba Szwedów. Ich percepcja zagrożenia jest podobna jak nasza.
            Co do Niemców, jesteśmy z nimi związani ekonomicznie, ale stopień ich zależności od Rosji jest znaczący. Niemcy niezmiennie od czasów Gruzji uważają, że Putin nie pójdzie dalej. I żaden kolejny krok wyżej wymienionego nie zmienia ich percepcji. Moim skromnym zdaniem sa mało wiarygodnym partnerem dla kontraktów obronnych..

          • I dlatego właśnie się zastanawiam, czy te opóźnienia w przetargu nie są efektem negocjacji ze Szwedami i czy nie jest to przypadkiem “czarny koń” zawodów. Osobiście nie mam nic przeciwko.

  2. co do OSW Senit/Subtics (i innych podobnych).

    Zdaje się że wymienione 2 systemy tworzone są przez różne ekipy specjalistów, ale w tym samym ośrodku w Tulonie. Co do niezamierzonego rozpowrzechniania kodu, z doświadczenia wiem, że zachodnie firmy z branży obronności (a w szczególności w zakresie wrażliwych i niszowych produktów jak okręty podwodne) mają psychozę na temat możliwości udostępniania danych, nawet (szczególnie) swoim klientom. Nie wynika to z jakiejś manii szpiegowskiej, ale przede wszystkim z niebezpieczeństwa wychodowania sobie konkurentów (tak jak to zrobił DCNS w Hiszpanii, a TKMS/HDW w Korei Płd.).

    • W takim razie mój zarzut jest bezpodstawny. Nawiasem mówiąc, wspomniana przez Pana psychoza stwarza pytanie na jaki transfer technologii Polska liczy przy zakupie okrętów podwodnych? Nie chodzi tylko o systemy C2 ale ogólnie co może zostać przekazane Polsce i być korzystne ekonomicznie dla nas?

      • Wiadomo już, że OP nie będą budowane u nas, więc szansa na korzyści jest tu raczej marginalna. Jedyna opcja to offset, a tutaj armia nie wydaje się nim szczególnie zainteresowana.
        Najkorzystniejszą opcją byłoby połączenie zakupu okrętów podwodnych i nawodnych, co pozwoliłoby negocjować mniej polonizacji dla OP a więcej dla korwet i OPV.
        Nie wspominając o generalnie niższej cenie.
        Tutaj idealnym kandydatem wydaje się DCNS (Scorpene i Gowind). Obserwując ich podejście np do kontraktu z Malezją, mozna liczyć na solidne korzyści dla naszego przemysłu.
        Szwedzi są tu nieco z tyłu, bo ich nowa (Szwedzko/Fińska?) korweta jest dopiero w planach.
        Niemcy.. nieuchronne skojarzenia Meko A100 z Gawronem są tu chyba zbyt niebezpieczne propagandowo..

        • Taką kombinację okrętów nawodnych i podwodnych oferują zarówno Francuzi jak i Niemcy. Są jednak drobiazgi o sporych konsekwencjach. Otóż bodajże na posiedzeniu komisji sejmowej podano informację, że Czapla i Miecznik mają bazować na tym samym kadłubie i zestawie napędowym. Dąży się więc do jak największej standaryzacji i wymienności. Jednak Gowind to rodzina różnych jednostek, podobnie jak MEKO, które ma w ofercie korwety A100 i OPV. Najbliżej tego “ideału” jest Damen. W przypadku zarówno DCNS jak i TKMS możemy więc mieć do czynienia z kadłubem korwety w dwóch wersjach wyposażenia. To się kłóci trochę z wymogiem zasięgu i posiadania slipu dla Czapli. Tak więc wciąż nie wiemy, w którym miejscu nastąpi kompromis pomiędzy różnymi wymaganiami i oczekiwaniami. Zupełnie na boku, nie wiemy jaki jest status okrętów nawodnych. Niewiele się o nich wspomina, w przeciwieństwie do okrętów podwodnych. Ten projekt wydaje się być mocno zaawansowany i mający spore poparcie polityczne. Przynajmniej do wyborów.

  3. Witam
    Kilka lat temu DCNS proponował budowę okrętów Gowind w czterech różnych standardach. “L’Adroit” reprezentuje najbardziej “pokojowy”. Choć pomysł nie był ostatnio promowany, jestem przekonany, że dla klienta na 6 jednostek, koncern jest w stanie powrócić do idei wykorzystania jednego kadłuba. Tak, że DCNS jest jak najbardziej w stanie włączyć się do rywalizacji o budowę ON W sieci jest sporo informacji na ten temat. Tu tylko przykładowa: http://www.naval-technology.com/projects/gowind_corvettes/gowind_corvettes4.html
    Miłej majówki,
    Robert

    • Myślę, że jak najbardziej DCNS może zbudować serię 6 jednostek na jednym kadłubie. Problem leży raczej po naszej stronie. Okręt patrolowy lub OPV ma inną konstrukcję niż okręt bojowy jak korweta. To nie są te same kadłuby. Inne parametry są optymalizowane w tych dwóch przypadkach. Mamy więc wybór Miecznika jako mocno uzbrojonego patrolowca lub Czapli jako zubożonej korwety (patrz Ślązak). Damen oferuje coś pośredniego czyli “Navalized” OPV. Z tych opcji preferuję Naval OPV a jeśli są środki to wariant Czapli jako zubożonej korwety. To mnie nieodmiennie prowadzi do kontynuacji Gawrona, ale bez ekstrawagancji typu mikro-Aegis. Natomiast francuska oferta może mieć pozytywne aspekty polityczne, pomijając fakt, że jest to prawdopodobnie oferta całkiem atrakcyjna technicznie.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Przypuszczam, że występujący u nas podział OOW-patrolowce, miał podłoże czysto PR-owskie. Tak naprawdę nie dysponujemy terytoriami zamorskimi w relatywnie spokojnych rejonach, które uzasadniałyby zakup patrolowców. Nie byłoby to zresztą zagranie nowe, gdyż przecież często w świecie, w celach politycznych, patrolowcami nazywa się nawet spore “rasowe” fregaty (np. “Ivery” w Danii zatwierdzano jako patrolowce). Plan budowy obu typów na jednym kadłubie, którą to koncepcję popierałem w dyskusjach, począwszy od pamiętnego 29.03.2012, jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym, że de facto mamy kupić dwie odmiany korwety, wzajemnie się uzupełniające – być może właśnie po to, by nie tworzyć mini-AEGIS na niewielkim kadłubie. Lektura RFI dla “Czapli” i “Miecznika” też zdaje się to potwierdzać (w tym przypadku aż w oczy bije, że tworząc je opierano się konstrukcji SIGMY: 9113 dla “Czapli” i 9813 dla “Miecznika” – począwszy od wyporności i uzbrojenia dotychczas zbudowanych jednostek obu odmian -z tym, że ze zmianą rufowych modułów, tak by zmieścić tam system wodowania dla łodzi/ bezzałogowców). Proszę też zauważyć, że w nowobudowanych okrętach często zaciera się różnica pomiędzy patrolowcami i korwetami: te pierwsze otrzymują coraz bardziej skomplikowane systemy elektroniczne i uzbrojenie, a korwety coraz częściej budowane są na takich samych kadłubach ( “Khareef” na kadłubie zbliżonym do t. “River”, emiracka “Abu Dhabi” na kadłubie włoskich patrolowców, okręty wenezuelskie na zbliżonym do hiszpańskich BAM).
        Robert

        • Zbieżność tych dwu klas okrętów wynika pewnie z dążenia do ograniczenia kosztów. Co prawda nie posiadamy zamorskich terytoriów, ale zasięg 10.000nm dla Czapli wskazuje na przeznaczenie dwojakie – wypełnianie funkcji dyplomatycznej i wspieranie sił przeciwminowych. Jeżeli promujemy kanałami dyplomatycznymi ideę solidarności i wspólnego bezpieczeństwa Europy to oznacza to także granice południowe, jak Morze Śródziemne. Tam Czapla się sprawdzi bardzo dobrze. Na Bałtyku może służyć nie tylko do wspierania MCM ale także do zadań policyjnych poza wodami terytorialnymi.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Zgadzam się. Charakterystyki Czapli wskazują, że przeznaczona jest ona głównie do służby poza Bałtykiem, w zespołach międzynarodowych. Stąd dziwi mnie nieco, że założono iż może być ona o sekcję krótsza od OOW, zamiast dłuższa. Chyba, że od początku założono, że będzie pływać wraz z planowanym przyszłym okrętem wsparcia operacyjnego, co eliminuje bezwzględną konieczność posiadania hangaru, czy szpitala okrętowego. Cóż, pożyjemy – zobaczymy. Jeśli chodzi o służbę bałtycką, to okręt taki, po wyposażeniu w sonar holowany (co na modułowej jednostce nie powinno być problemem), mógłby służyć jako jednostka ZOP. Szczególnie na akwenach mniej narażonych na działania lotnictwa, czy NSU n-pla.
            Pozdrawiam,
            Robert

          • No właśnie, Czapla może się okazać koniem roboczym MW i okrętem bardzo wszechstronnym. Co do wielkości, jedna sprawa to “zagospodarowanie” długości okrętu a inna jego wyporność. Gdyby czapla była większa od Miecznika, to miałoby to sens z punktu widzenia dzielności morskiej i autonomiczności, ale natychmiast odezwałyby się głosy o niedozbrojeniu i ogólnie, że to “motorówka”.

            Pozdrawiam,

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)