May 192014
 

Portal Defence24 w ramach codziennego przeglądu prasy, zamieścił niedawno fragment artykułu Cezarego Pytlosa z Dziennika Gazety Prawnej pod znamiennym tytułem Bronić wodę czy ziemię. Interesujący nas cytat wskazuje bezpośrednio na siły nawodne jaką potencjalne źródło rezerw finansowych, które należałoby wykorzystać dla realizacji innych programów:

Nasi rozmówcy związani z przemysłem obronnym nie mają też wątpliwości, że zmian wymagają programowe plany dotyczące marynarki wojennej. To jednak bardzo drażliwa kwestia, dlatego żaden z nich nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. Przeważa opinia, że wydawanie pieniędzy z budżetu na okręty nie ma sensu, bo w razie konfliktu przy braku obrony przeciwlotniczej szybko zostaną zatopione.

Nie komentując tej wypowiedzi, wystarczy tylko stwierdzić, że program modernizacji marynarki wojennej jest drugim, co do wartości po obronie przeciwlotniczej i z pewnością będzie podlegał olbrzymim naciskom politycznym. Słowo polityka jest kluczem. Rozmówcy autora tekstu nie dążą do maksymalizacji oszczędności finansowych, wówczas zaatakowaliby projekt okrętów podwodnych będący największą pozycją w budżecie modernizacji MW. Te jednak wpisują się w łatwy do zrozumienia koncept sea denial, czyli odmowy dostępu do spornego obszaru morza i mogą liczyć na wsparcie polityków lub nawet generałów. Celem ataku i źródłem potencjalnych cięć stają się więc siły nawodne. Warto więc podjąć dyskusję zarówno na temat zarówno roli i znaczenia sił nawodnych jak i technicznego argumentu zdolności okrętów do działania w warunkach zagrożenia atakiem z powietrza.

Ian Speller we wstępie do swojej książki pod znamiennym tytułem Understanding Naval Warfare, cytuje słowa Grega Kennedy’ego:

Aby zrozumieć koncept wojny morskiej niezbędne są dwie rzeczy: być zdolnym do zdefiniowania co marynarka wojenna daje państwu oraz jej użyteczność w działaniach podczas wojny totalnej, ograniczonej oraz w czasie pokoju.

W dyskusjach o marynarce wojennej dominuje temat wojny totalnej z Rosją, niewymienioną nigdy z nazwy, kosztem roli floty w budowaniu sojuszy lub prewencji i zapobieganiu wojnie. Zanim rzucimy na szalę wszystkie zasoby naszego państwa w wojnie totalnej, warto się pochylić nad problemem demonstrowania determinacji i woli rządu wobec potencjalnego przeciwnika. W tej roli marynarka wojenna a zwłaszcza jej siły nawodne są bardzo użyteczne i kosztowo efektywne. Jeżeli już jednak mówimy o otwartych działaniach zbrojnych, to obronę znaczenia floty wspomniana książka powierza nie admirałowi, lecz generałowi :

Jak Charles Callwell zauważył ponad sto lat temu, trudno jest armii czuć się bezpiecznie na lądzie, jeśli jest oskrzydlona morzem kontrolowanym przez wrogą flotę.

Dzięki szczegółowej analizie wielu działań połączonych z XIX wieku, Callwell pokazał nieproporcjonalnie duże znaczenie strategiczne, jakie przewaga na morzu może mieć dla działań na lądzie poprzez kontrolę morskich szlaków komunikacyjnych, wpływ dywersyjnych działań desantowych lub zdolności do obrony wyeksponowanej flanki. Podobnie jak Corbett, Callwell dostrzegł, że taki wpływ miał często charakter pośredni i zwykle istotny na poziomie strategicznym, lecz to nie czyni go w jakikolwiek sposób mniej ważnym.

Dzisiaj będzie sporo cytatów, bo w książce admirała J.C. Wylie Military Strategy: A General Theory of Power Control znalazłem takie oto zdanie, nie tylko potwierdzające powyższą tezę, ale bezpośrednio odnoszące się do Polski, wymieniając ją z nazwy:

Pod koniec lat 40-tych kilka krajów Europy Środkowej próbowało pozostać poza lub wyłamać się z orbity wpływów Rosji. Polska, Czechosłowacja, Rumunia, Węgry i Bułgaria uległy. Tylko Jugosławia zdołała wyrwać się poza żelazną kurtynę. Spośród wszystkich tych krajów, tylko Jugosławia miała dostęp do morza kontrolowanego przez Zachód. Myślę, że ten fakt ma znaczenie. Myślę również, że gdybyśmy mieli kontrolę na Bałtyku, nie utracilibyśmy Polski.

Uzyskanie wspomnianego efektu strategicznego nie wymaga zawsze i wszędzie pełnej kontroli morza, która dla małej czy drugorzędnej floty jest po prostu najczęściej nieosiągalna. Wystarczy jednak kontrola chwilowa na ściśle określonym obszarze, aby zapewnić „prawo przejścia morzem”, używając słów Sir Juliana Corbetta. Do uzyskania tego celu flota nawodna jest niezbędna. Dopóki chcemy aby statki z towarami, zapasami czy wojskiem płynęły morzem, dopóty okręty nawodne pozostaną niezbędnym składnikiem marynarki wojennej. Doktryna odmowy dostępu jest bowiem „zasadniczo partyzantką na morzu”, jak mawiał admirał Stansfield Turner. Pozwala na szachowanie przeciwnika, ale nie daje szans na osiągnięcie strategicznie istotnych celów pozytywnych.

Jeśli już zgodzimy się co do konieczności budowy okrętów nawodnych, to należałoby uczciwie zmierzyć się z tematem ich przeżywalności na zamkniętym akwenie wodnym jak Bałtyk. Pomocne będą wydarzenia w rejonie Pacyfiku i wzrost potęgi Chin w połączeniu z cięciami budżetowymi Pentagonu. Amerykanie bowiem znaleźli się w sytuacji dawno już zapomnianej. Na morzach pojawia się przeciwnik słabszy, ale mogący rzucić wyzwanie US Navy a ograniczenia finansowe nie pozwalają w nieskończoność duplikować niszczycieli Aegis. Powstał więc problem ekonomicznej efektywności obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Odkryto, że obrona przed salwą rakiet odpaloną przez baterię nadbrzeżną jak nasz NDR za 700 mln PLN, wymaga okrętu z systemem wartym co najmniej $1.5 mld. Na dłuższą metę, jest to ekonomicznie nie do utrzymania, nawet dla Stanów Zjednoczonych. Co gorsza jest to wyraźny trend. Środki ataku nie tylko mają przewagę nad obroną ale o wiele łatwiej i taniej jest zwiększyć zasięg broni ofensywnej niż defensywnej. Przykładem niech będzie Small Diameter Bomb II, której zasięg wzrośnie do 45 nm. Ile systemów przeciwlotniczych na świecie jest w stanie wykryć i zestrzelić samolot na tym dystansie, zanim zrzuci ładunek kilku bomb jednocześnie? Ile taki system kosztuje i jaką liczbę okrętów tak wyposażonych marynarka może zakupić? Innym problemem, choć powiązanym jest pojemność magazynów amunicji. Radar Herakles jest podobno w stanie naprowadzać jednocześnie 16 rakiet. To prawdopodobnie pozwoli na obronę przed salwą, dajmy 12 rakiet, ale okręt zużyje znaczną część zapasu rakiet plot przy braku możliwości przeładowania na morzu. Bateria brzegowa ma przewagę.

W numerze majowym USNI Proceedings, admirał Walter E. Carter, US Navy dzieli się swoimi przemyśleniami na powyższe tematy w artykule Sea Power in the Precision – Missile Age. Tym ciekawsze, że autor pełni funkcję Prezydenta Naval War College. Poglądy wyrażone w artykule mają więc szansę na bycie podstawą teoretyczną przyszłych kierunków rozwoju US Navy. Poniższy cytat stanowi esencję artykułu:

Zdolność tych systemów to stworzenia zagrożenia dla celów mobilnych na dużych dystansach zależy w dużej mierze od zdolności do identyfikacji celów z użyciem ich emisji w spektrum elektromagnetycznym. Efektywna obrona platform musi więc przenieść nacisk z aktywnej obrony na aktywne zakłócanie oraz środki pasywne, takie jak uniemożliwianie namierzania dzięki neutralizacji sensorów, redukcję sygnatur, przemieszczanie się i rozproszenie. Zintegrowana obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa nie wystarcza już samodzielnie do obrony pojedynczych okrętów, ich zespołów lub stałych instalacji w sytuacji rozprzestrzeniania się coraz skuteczniejszych rakiet balistycznych i manewrujących.

Nie daj się wykryć, to też metoda. Foto www.nrl.navy.mil

Nie daj się wykryć, to też metoda. Foto www.nrl.navy.mil

W dalszej części artykułu następuje rozwinięcie tezy z wyszczególnieniem konkretnych punktów jakie siły mają przyszłość i na zasadzie negacji, jakie nie są perspektywiczne. Postaram się je opatrzyć komentarzem i zwrócić uwagę na obiegowy charakter niektórych opinii publikowanych w naszych mediach.

Przyszłe siły morskie powinny opierać się o:

  • “Platformy wyposażone w broń stand-off pozwalające na penetracje systemów obronnych „z górnej półki””. Jest to scenariusz oparty o realia Pacyfiku. Na morzu zamkniętym jak Bałtyk, nie bardzo jest możliwość działania spoza zasięgu oddziaływania przeciwnika. Zasięg będzie istotny, ale zapas amunicji jeszcze bardziej. Konieczność wyważenia tych dwóch sprzecznych wymagań powinna prowadzić do rozwiązań specjalizowanych dla obszarów przybrzeżnych.
  • “Platformy z naciskiem na zdolności ofensywne potrzebne dla uzyskania przewagi na morzu”. Jeśli nie można „uciec” poza zasięg ognia nieprzyjaciela, pozostaje być szybszym w ataku. Jako minimum, każdy okręt powinien być na zasadzie symetrii zdolny do zniszczenia okrętu podobnej sobie klasy. Ze względu na bliskość lądu, większe jednostki powinny posiadać broń uniwersalną, zdolną do rażenia celów lądowych. Takie wymaganie znalazło się w wymaganiach Miecznika, pozostaje jednak problem ilości zabieranej amunicji. Korweta jest w sumie niewielkim okrętem z ograniczoną liczbą rakiet manewrujących, które muszą służyć do zwalczania zarówno okrętów przeciwnika jak i celów na lądzie. Konflikt priorytetów będzie nieunikniony. Artyleria może być pomocna.
  • “Platformy mobilne z obniżonym poziomem sygnatur, rozproszone, o silnej obronie lub ukryte pośród pułapek, szumu tła i aktywnego zakłócania”. Postulat silnej obrony pozostaje, ale poszukuje się innych rozwiązań, bardziej realistycznych w naszych warunkach. Wymienione alternatywy są o wiele bardziej przydatne dla korwet niż silna obrona. Szwedzi konstruując Visby byli świadomi tego problemu definiując go słowami Invincible or Invisible (niezwyciężony czy niewidzialny). Praktyka pokazuje również, że liczba rakiet przeciw-okrętowych zniszczona środkami aktywnymi była niewielka w porównaniu z rakietami, które ominęły cel dzięki zakłóceniu ich systemów naprowadzania.
  • “Siły polegające w minimalnym stopniu na sieciach radiowych, używające bezpiecznej łączności sporadycznie w sposób wcześniej zaplanowany”. Tak sformułowana definicja promuje dwie kategorie platform. Okręty z własnym systemem C2 i sensorami, czyli jednostki o pewnej wielkości mogące pomieścić sprzęt i sztab. Idąc w drugą stronę, systemy bezzałogowe i autonomiczne działające według ustalonego programu i obarczone jedną, konkretną misją.
Pułapki były skuteczniejsze od rakiet. Foto www.rheinmetall-defence.com

Pułapki były skuteczniejsze od rakiet. Foto www.rheinmetall-defence.com

To, czego należy w przyszłych siłach morskich unikać, to oprócz przeciwieństw do powyższych punktów są dwa ciekawe rodzaje platform:

  • “Polegające na stałych bazach”. I o tym się zapomina pisząc o wrażliwości okrętów nawodnych na atak z powietrza i pomijając fakt, że okręty podwodne podlegają temu samemu prawu. Gorzej, okręty podwodne w bazie są zdane tylko i wyłącznie na obronę umieszczoną na lądzie, podczas gdy okręty nawodne w ostateczności mają własne systemy pokładowe obrony przeciwlotniczej, zarówno aktywne jak i pasywne. Głównym problemem w zwalczaniu okrętów podwodnych jest ich wykrycie. Jednak w przypadku mórz zamkniętych, baza morska jest stałym punktem znanym przeciwnikowi, gdzie jest wiadome, że okręty się pojawią. Poza atakiem na bazę pozostaje blokada, również z wykorzystaniem okrętów podwodnych. Zwalczanie takiej blokady podwodnej będzie znów wymagało współpracy lotnictwa i okrętów nawodnych.
  • “Platformy opierające swoją zdolność do przetrwania głównie o aktywną obronę, czyli zestrzelenie rakiet rakietami”. Jeżeli ograniczone środki finansowe prowadzą najpotężniejszą flotę świata do takich wniosków, to co ma powiedzieć mała flota o ambicjach obrony wybrzeża? Czy prowadzi to amerykanów do rezygnacji z niszczycieli i krążowników? Nic na to nie wskazuje. Przykład FFG, czyli popularnych fregat OHP pokazuje drogę do naśladowania. Zamiast skupiać się na wyrafinowanych systemach aktywnej obrony przeciwlotniczej, lepiej określić sensowny pułap kosztów budowy okrętów nawodnych, akceptowalny politycznie i skupić się na tym, w jaki sposób liczebność serii, rozproszenie oraz taktyka połączona ze środkami pasywnymi i zakłóceniami pozwolą na egzekwowanie na przeciwniku prawa do przejścia morzem.

Pozostaje drobny problem „Planu B”. Co, jeśli naciski polityczne i działalność lobbystyczna jednak weźmie górę? DefenseNews zamieszcza wywiad z Arati Prabhakar, szefową DARPA. Portal cytuje słowa zdziwienia pani Prabhakar, która obserwuje znacznie większe zainteresowanie ofertą DARPA aniżeli pójście drogą stopniowej modernizacji czy rozbudowy istniejących i sprawdzonych systemów. Anglosasi mają powiedzenie, że lepsze jest wrogiem wystarczająco dobrego. Dlatego zwrócę jeszcze raz uwagę na niewykorzystany potencjał MEKO A-100, czyli Ślązaka. Pod warunkiem, że Stocznia Marynarki Wojennej zda egzamin maturalny (było nie było mamy maj i czas matur).

  24 Responses to “Korwety na Bałtyku – test koncepcji”

  1. Analiza kosztów rakietowych systemów OPL przypomina mi ciekawy artykuł na temat renesansu artylerii okrętowej.

    http://ukarmedforcescommentary.blogspot.com/2013/07/a-new-golden-era-for-naval-guns.html

    Jedyną ekonomiczną opcją obrony okrętu przed rojem relatywnie tanich bomb szybujących wydają się być systemy artyleryjskie. Współczesna technologia pozwala na wykrycie i zwalczanie celów o gabartyach granatu moździeżowego. Potencjalnym ograniczeniem jest tylko ilość zagrożeń, na które jednocześnie moze zareagować system artyleryjski. Być może na akwenie takim jak bałtyk, celowe byłoby zwiększenie ilości systemów artyleryjskich. Z pewnością nie zwiększyłoby to znacząco kosztu okrętu.

    • To ma sens, tym bardziej, że pojedynczy pocisk dla zestawu RAM ma kosztować niemal tyle ile deklarowana przez Włochów (1 mln$) cena modernizacji starszej armaty OTO 76/62 do wariantu “Strales”. http://www.defence24.pl/news_rusza-produkcja-nowej-wersji-systemu-rakietowego-ram
      W wymaganiach dla “Miecznika” i “Czapli” zawarto wymóg wyposażenia w artylerię w układzie 1 armata średniego kalibru i 1-2 mniejszego. Biorąc pod uwagę prace nad polską morską 35-tką, jej montaż na nowych okrętach jest więcej niż prawdopodobny.

      • Wyposażenie Miecznika w 1 armatę średniego kalibru i 1-2 mniejsze, to niestety kolejny przykład skostnienia decydentów naszej marynarki. To jest klasyczny zestaw, który montuje się na okrętach tej wielkości od 40 lat i tak naprawdę dopuszcza zastosowanie armaty 57 mm.
        Tak projektowało się okręty w czasach zimnej wojny, kiedy walka miał polegać na wymianie salw pokpr i nikt nie liczył się z kosztami. Dziś cały świat wraca do artylerii lufowej.
        2 x 155 mm na Zumwaltach, 127mm lub 2 x 76mm na FREMM’ach, 127 na GCS.
        57mm armata na LCS jest powszechnie uważana za niewystarczającą i raczej zostanie zmieniona na 76mm.

        Rozumiem, że Miecznik może być za mały na 127mm (choć 70 lat temu okręty tej wielkości standardowo były uzbrajane w zestaw 6 x 120mm), ale 76mm powinno być miniumum.
        Ponadto, 1-2 działka mniejszego kalibru to w praktyce 1 na hangarze/nadbudówce lub 2 na burtach. Moim skromnym zdaniem, powinno być 2 na hangarze /nadbudówce lub 1 na nadbudówce plus 2 na burtach. Tak, aby każdej burty mogły bronić 2 działka (plus armata).

        Mam też nadzieję, że ta nasza nowa morska 35-tka będzie mogła wykorzystywać nowoczesną amunicję (technologia Ahead).

        • Wydaje mi się, że sam wymóg ostrzeliwania celów lądowych eliminuje Boforsa 57 mm. Wszelkie wizualizacje, choćby najnowsze “Ślązaka” pokazują okręt z armatą OTO. Czy 127 mm to zbyt duży kaliber dla korwet …? Finowie do niedawna mieli jednostki o wyporności ok. 700 ton z Boforsem 120mm na dziobie. Rosyjskie “Bujany” mają na dziobie armatę 100 mm, podobnie starsze francuskie awiza “A69”. A przecież nasze jednostki mają być od nich wszystkich 1,5 – 3 razy większe. Pytanie, czy armata o większym kalibrze będzie równie dobrze spisywać się w zadaniach obrony bezpośredniej jak 76 mm? Tu mam trochę wątpliwości. Teoretycznie istnieje możliwość ustawienia nawet pojedynczej armaty mniejszego kalibru (np. na rufie), tak że pozostaje bardzo niewielkie martwe pole, a przy sensownym ustawieniu dwóch (dziobowe w superpozycji), przeszło dwie trzecie sfery wokół jednostki może być pokryte ogniem obu jednocześnie. To jeszcze jeden argument za tym, by planując “Czaple” i “Mieczniki” zrezygnować z wymogu długości “do 100 metrów”, bo “upchanie” uzbrojenia i elektroniki na małym kadłubie, powoduje konieczność kompromisów choćby w kątach ostrzału armat.

          • Mam wrażenie, że wymóg długości ma coś wspólnego z wielkością dostępnych nabrzeży. Z technicznego punktu widzenia oczywiście bez sensu..

          • A ja mam wrażenie, że wymóg długości jest czysto polityczny – skoro po “Gawronie” słowo “korweta” stało się zakazane, to co wyborcy powiedzieliby na “fregatę”? 🙂 Długość nabrzeża rzeczywiście jest ważna w porcie kołobrzeskim, który nie może przyjąć jednostek o długości większej niż 85 metrów

        • Obydwaj w swoim nadmiernym zachwycie artylerią pokładową zapominacie o tym jak wielkie posiada ona ograniczenia. Po pierwsze i najważniejsze jest ona, w przeciwieństwie do wyrzutni rakiet, jednokanałowa, czyli może atakować tylko jeden cel jednocześnie. Ponieważ nie są super celne wysoce wskazane jest, by przynajmniej 2 działa strzelały do jednego celu (skupienie siły rażenia i zwiększenie szans powodzenia). To jeszcze bardziej ogranicza ilość celów, jakie ten środek obronny może zwalczać jednocześnie. Po drugie i wcale nie mniej ważne charakteryzuje się ona mniejszym zasięgiem. Z tego powodu można ją zaliczyć do zestawów obronnych ostatniej szansy. Jak nie zestrzelą zagrożenia pierwszymi pociskami to na poprawkę nie będzie czasu. To wszystko razem powoduje, że za jej pomocą nie da się ochronić okrętu przed zmasowanym atakiem. Część zagrożeń zbliżających się w małych odstępach czasu pomiędzy sobą po prostu nie zostanie zestrzelona z braku czasu na otwarcie ognia do nich.

          • Nikt nie twierdzi, żeby rakiety artylerią zastąpić, tylko uzupełnić. Na lądzie też nikt z lufowej artylerii PLOT nie rezygnuje, choć tam ma zdecydowanie gorsze warunki użycia niż na morzu.

          • Działko Oerlikona 35mm ma szybkostrzelność 1000 sprzałów na minutę, czyli jakieś 16 na sekundę. 16 pocisków razy 150 podpocisków daje 2400 wolframowych kulek lecących na spotkanie celu. To znacznie więcej, niz eksplozja głowicy zbliżeniowej pocisku sterowanego. Te pociski bedą lecieć do celu (2km) ponad 2 sekundy, więc nie widzę powodu, żeby w tym czasie armata nie zaatakowała 1-2 innych celów, a po 2,5 sekundach “sprawdziła”, czy pierwotny cel jest zniszczony, czy potrzebuje drugiej salwy. Po 2,5 sekundach nawet pocisk lecący z prędkością bliską prędkości dźwięku zbliży się o niecały kilometr, a więc jest jeszcze czas na poprawkę. Bomby szybujące lecą wolniej.

            Nie piszę nawet o armacie 76 mm, bo te pociski są kierowane (większa szansa na trafienie) i maja znacznie większy zasięg (więcej czasu na reakcję).

  2. Definiowanie zagroźeń, gdzie potencjalnym przeciwnikiem byla Rosja było Ćwiczone w dwudziestoleciu mièdzywojennym. Następstwem tych koncepcji były OP typu Orzeł. Celem byla blolkada Zatoki Fińskiej.
    Czy w innych okolicznsciach ta koncepcja sie sprawdziaLa?

    • Różnica dzisiaj pewnie taka, że Zatokę Fińską zastępuje Bałtijsk. Ale po części chęć posiadania OP jest skutkiem niewiary w zdolność do przeżycia okrętów nawodnych na zamkniętym akwenie i w konsekwencji brak koncepcji ich użycia.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  3. “Odkryto, że obrona przed salwą rakiet odpaloną przez baterię nadbrzeżną jak nasz NDR za 700 mln PLN, wymaga okrętu z systemem wartym co najmniej $1.5 mld.”

    To zacytowane zdanie rozstrzyga kwestię nawodnych okrętów bojowych dla naszej MW. Na tak drogie (~4,5 mld zł) jednostki nas nie stać (jednej takej nie ma sensu kupować), a tańsze się nie obronią i pieniądze na nie zostaną zmarnowane. Ja to wiedziałem wcześniej.

    • Racja. Ale jedynie pod warunkiem, że dowodzący w samobójczym szale wysyła pojedynczy okręt w pobliże wrogiego wybrzeża. W polskich realiach byłaby to salwa rakiet z trzech rosyjskich fregat/korwet, odpalona z okolic Bornholmu w kierunku okrętu eskortującego konwój do Świnoujścia. Tylko … Jaki sens ma skupianie się na okrętach eskorty, skoro celem ataku powinny być transportowce? Jak wrócić przez cały Bałtyk do własnego portu, maszerując 400-500 kilometrów wzdłuż wrogiego wybrzeża, będąc pozbawionym uzbrojenia ofensywnego? Celem wojny morskiej nie jest wszak topienie okrętów wroga, lecz zabezpieczenie prawa przejścia morzem lub przerwanie szlaków komunikacyjnych wroga. Jakoś się u nas dziwnie utarło, że starcia na morzu odbyłyby się między Gdynią a Kaliningradem, a to chyba jednak nie tak.

      • Nic dziwnie się nie utarło. Walka będzie się toczyć tam – my będziemy się starali zablokować cieśninę Pilawską, żeby pozostałe rosyjskie okręty nie mogły opuścić Bałtyjska oraz na północ od Królewca – uniemożliwienie dotarcia do polskiego wybrzeża rosyjskim siłom nawodnym (głównie desantowcom) z Kronsztadu. W obu przypadkach okręty nawodne byłyby w zasięgu rakiet przeciwokrętowych z OK.
        – – – – – –
        Ty przeliczasz RAM-y na artylerię pokładową szukając tańszego środka do obrony.
        Na lądzie rezygnuje się z zestawów takich jak Loara, właśnie dlatego, że rakiety są lepsze. Lufowe pozostają tylko nie mogące, przez to, że nie mobilne, zestawy C-RAM, chociaż takie rakiety też się planuje.

        • Właśnie po to, by ON nie trzeba było wysyłać w zasięg rakiet z OK wymyślono NDR i wykorzystanie OP w działaniach blokadowych. Jeśli ON miałyby zostać użyte na wschód od Gdyni, to w oparciu o bazy w Krajach Bałtyckich. A tam dalej pozostają względnie bezpieczne od przeciwdziałania z lądu i zaskakujących ataków lotnictwa. Cała rzecz opiera się na tym, że to Rosjanie musieliby się nagimnastykować, żeby przerwać naszą komunikację. My się im specjalnie pod wyrzutnie pchać nie musimy.
          Ps. Co do artylerii PLOT uważam, że o ile rakiety rzeczywiście są skuteczniejsze od artylerii lufowej, to zagęszczenie ognia w przypadku ważnych obiektów punktowych wymaga ich uzupełnienia artylerią lufową. Obiektem punktowym na lądzie jest np. lotnisko. I proszę zauważyć, że do ich obrony MON zamawia lufowe zestawy “Pilica”. A ma to być obrona stacjonarna więc brak mobilności nie byłby przeszkodą.

          • MON zamawia Pilicę, Amerykanie mają C-RAM, Niemcy SkyShield. Systemy lufowe są bardzo precyzyjne, skoro mogą zwalczać pociski artyleryjskie. Tym łatwiej poradzą sobie z bombą szybującą.
            Pociski rakietowe mają przewagę zasięgu. Nie ma opcji, żeby systemy lufowe broniły celu powierzchniowego jak miasto, tutaj pociski rakietowe są niezastapione. W przypadku celów punktowych jest znacznie łatwiej, bo cel MUSI wejść w zasię działka. RAM oczywiście jest bardziej uniwersalny od systemu lufowego, ale nie każdy może sobie pozwolic na zwalczanie bomb wartych 30.000 pociskiem za 600.000.
            Pomijając kalkulacje ekonomiczną, korweta może mieć gotowe do odpalenia może 12 pocisków rakietowych. Warto je zachować dla poważnych celów typu pokpr czy samoloty, a łatwiejsze cele (bomby) zwalczać artylerią.
            Przyszłościowo, zapewne najlepszym rozwiązaniem byłby laser, ale do tego jeszcze daleka droga.

          • Pilica to wielka improwizacja powstała tylko dlatego, żeby coś było i ukryta dotacja dla przemysłu obronnego. Nadaje się ona do krajów Trzeciego Świata, a nie do nowoczesnego.

    • Tak źle nie jest. Dalszy tekst wskazuje drogę. Zwalczanie rakiet środkami aktywnymi ma ograniczenia, ale to nie znaczy że nie może istnieć okręt nawodny mniejszy czy słabszy of DDG-51.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Jeżeli chce się mieć pełne korzyści ze stealth to okręt powinien być mu podporządkowany trochę jak wspomniany Visby, tylko całkowicie jak Skjold, Sea Shadow i Zumwalt. Wykrycie z połowę mniejszej odległości wiele nie daje. Z dużo większej już tak – naprowadzane radarowo rakiety przeciwokrętowe będą musiały się wtedy bardzo zbliżyć, żeby wykryć cel, co stwarza realną możliwość wyjścia okrętu z obszaru na który zostanie skierowana ta rakieta (wkazane osiąganie większej prędkości przy okręt). Taki okręt będzie dużo kosztowniejszy niż zwykły – dużo pochłonie jego zaprojektowanie, materiały, powłoki.
        Poza tym okret nie ważne jak bardzo stealth nie może używać radaru, ponieważ jego emisja elektromagnetyczna zdradzi jego obecność i kierunek, w którym należy go szukać. Czym więc taki okręt ma wykrywać zagrożenia?

  4. @Marcin
    Rzeczywistość wyglada inaczej niż twoje wyobrażenie o niej:
    1. CIWS będzie ostrzeliwał 1 cel aż do momentu potwierdzenia jego zestrzelenia, a nie do momentu wystrzelenia iluśtam pocisków. Nikt nie podejmie się tak ryzykownego działania. To z reguły uniemożliwia zestrzelenie drugiego celu. Artyleria kalibru 76 mm (Strales) ma trochę większe szanse tego. Dopiero na odległości 2 km ma 90% prawdopodobieństwo zniszczenia celu serią 5 pocisków. Zasięgu zwalczania amunicji precyzyjnej nie ma więc dużo większego niż CIWS.
    2. Nikt nie będzie takim “oszczędzaniem rakiet” jakie napisałeś ryzykował utraty okrętu. Było by bardzo głupio stracić go przez to, że wymyślono sobie, że artyleria da sobie z z “łatwiejszym” zagrożeniem. Oj, okręt bojowy pod twoim dowództwem długo by nie przetrwał podczas wojny.

    • 1. Naturalnie, strzelanie do 1 zagrożenia i ignorowanie 2 kolejnych nie jest działaniem ryzykownym. Jest stuprocentowym samobójstwem..
      2. Oj, dziwne masz wyobrażenie o dowodzeniu czymkolwiek. Kiedy środki w Twojej dyspozycji są ograniczone, sztuka polega na wykorzystaniu środków adekwatnych do zagrożenia. Wystrzelanie całej amunicji do pierwszego, małego zagrożenia powoduje, że jesteś bezbronny wobec kolejnego.

      • Ty po prostu nie masz pojęcia o czym piszesz. Nawet nie wiesz jak się okręt broni. Dobrze, że nie dowodzisz żadnym okrętem, bo z twoimi pomysłami to by nie przetrwał pierwszego ataku rakietowego. Jeden cel byś troszkę ostrzelał, żeby zdążyć ostrzelać inne, a on by sobie przeleciał i trafił. Rakiety byś sobie zostawił na później i poszły by razem z okrętem na dno, bo “łatwiejsze” cele by go zatopiły. Ale tak to jest, jak ludzie się biorą za coś, czego nie rozumieją.

        • Eshelon,

          Temperatura za wysoka! Atakujemy argumenty, a nie osoby.

          • Eshelon nie widzi argumentów, tylko osoby, które mają inne zdanie niż on.. Sam nie wiem czemu jeszcze czasem próbuję rozmawiać..

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)