Jul 142014
 

Ogłoszenie przez Inspektorat Uzbrojenia zamiaru przeprowadzenia dialogu technicznego na zbiornikowiec floty oraz okręt wsparcia logistycznego mogłoby przejść bez echa wobec powszechnego skupienia uwagi na sile i zdolności rażenia naszych przyszłych okrętów. Jest jednak parę szczegółów, które nawet takiego laika w zakresie morskiej logistyki jak autor tego blogu, zastanawia i prowokuje do paru pytań. Techniczne niuanse zostawiam fachowcom i odsyłam do dobrego przykładu jakim są wiadomości na Defence24.

Pierwsza rzecz, która uderza to przyśpieszenie terminów w porównaniu do pierwotnej prezentacji programu modernizacji. Może to mieć źródło w chęci zaoferowania przemysłowi interesującego kontraktu. Ale może być również znakiem dość poważnego podejścia do planów rozwoju floty. Z dwóch względów – sięgamy oto po fragment mało interesujący polityków, ale bez którego samodzielne działania sił nawodnych poza Bałtykiem nie mają szans na powodzenie. Po drugie, jest to znak, że flota nawodna jednak przeżyje. Ten niepokój o okręty nawodne rodzi się obserwując jak forsowany jest program okrętów podwodnych, stanowiących największą pozycje w budżecie modernizacyjnym marynarki wojennej.

Innym szczegółem wzbudzającym zainteresowanie są niektóre parametry wspomniane w bardzo ogólnej specyfikacji:

  • zaopatrywanie w paliwo – 3000/6000 ton
  • zaopatrywanie w wodę 500/100 ton
  • Parametry okrętu – około 10.000 ton wyporności oraz prędkość maksymalna nie mniejsza niż 25 węzłów.
Etna - coś dla nas i na dokładkę zupełnie nieźle uzbrojona. Foto - www.marina.difesa.it

Etna – coś dla nas i na dokładkę zupełnie nieźle uzbrojona. Foto – www.marina.difesa.it

Wygląda na to, że najbliższa temu opisowi jest Etna włoskiej Marina Militare. Z jednym wyjątkiem – prędkości maksymalnej. Powyżej 25 węzłów mają tylko okręty Fast Combat Support Ships amerykańskiej Military Sealift Command. To ma sens jeśli zakłada się, iż okręty logistyczne towarzyszą okrętom wojennym, a nie spotykają się w wyznaczonych rejonach o wyznaczonym czasie. Właściwie w żadnej flocie europejskiej nie znalazłem okrętów wsparcia logistycznego (w tym AOR, bo o takim okręcie mówimy) o prędkości maksymalnej większej od 22 węzłów. Typowym przykładem niech będzie Royal Auxiliary Fleet. Jako laik, mogę sobie trochę spekulować, że US Navy potrzebuje takich okrętów wobec olbrzymich przestrzeni Pacyfiku przy braku odpowiednio gęstej sieci baz. No właśnie, o jakich przestrzeniach mówimy w naszym przypadku? Jedyne uzasadnienie koncepcyjne przychodzące na myśl to eskorta gazowców z Kataru. Tylko, czy się nie porywamy z motyką na słońce? Korwety nie służą do takich celów, a w chwili gdy nasz logistyk się zmaterializuje, ostatnia fregata już zostanie wycofana ze służby. Byłoby to także wyraźny sygnał braku zaufania do NATO. Mówimy w ten sposób, że jesteśmy skazani na siebie i nasze decyzje są tego wynikiem.

Jest też inne uzasadnienie, całkiem logiczne i zgodne z teoriami użycia sił morskich. Flota służy do realizacji funkcji dyplomatycznej i zapobieganiu wojnom a nie ich prowadzeniu na Bałtyku. Wówczas oczywistym stają się tereny operacji morskich poza Bałtykiem. Jeżeli polskie firmy inwestują w podmorskie złoża gazu i ropy na Morzu Północnym, to taka inwestycja staje się nie tylko sensowna ale niezbędna. Mamy tylko jeden zgrzyt – w żaden sposób nie przystaje to do Doktryny Komorowskiego i koncentracji uwagi na obronie wybrzeża. Na dobrą sprawę, można by te dwie koncepcje pożenić organizując w ramach Marynarki Wojennej siły Obrony Wybrzeża obok Flotylli Okrętów. W miniaturze Corbettowski podział na flotyllę i battleforce.

W sumie należy spojrzeć na projekt pozytywnie. Marynarka Wojenna chce najwyraźniej służyć szerszym interesom morskim Państwa a nie tylko skupiać się na niewątpliwie ważnej, ale pobocznej dla obrony narodowej obronie wybrzeża. I tego kursu bym się trzymał.

  7 Responses to “Pierwszy AOR Marynarki Wojennej”

  1. Ciekawy to dopiero będzie projekt okrętu wsparcia działań połączonych Merlin, i to jakie IU przedstawi wymagania.

  2. Witam Panie Przemku
    Myślę, że nie warto się sugerować zapisami w dokumentach w stylu: Biała Księga, czy opracowania BBN dot. tzw. “doktryny Komorowskiego”, bo wielu miejscach są to pracowania niespójne i robiące wrażenie pisanych “na kolanie”. Choćby słynne stwierdzenie o “obronie wód terytorialnych” (To my teraz słonej wody mamy bronić…?) co wynika zapewne z faktu, że dokumenty te pisane były przez przedstawicieli lobby pancernego w armii, nie zadających sobie trudu zapoznania z jakąkolwiek koncepcją działań morskich. Choćby fakt, że planiści spodziewają się zdecydowanego uderzenia z morza na ląd, ze strony państwa z którym posiadamy granicę lądową, a jednocześnie sytuują klasyczne zagrożenia militarne na samym końcu listy możliwych. Już samo to zakrawa na kuriozum …
    Pytanie, czy korwety są zbyt małe, by wypływać poza Bałtyk? Wydaje mi się, że nie. Wszak według wstępnych wymagań i Czaple i Mieczniki, mają mieć wyporność odpowiadającą przedwojennym niszczycielom. Ciekawe może być tu porównanie z innymi flotami – francuski stały zespół morski na Oceanie Indyjskim, mający w zakresie zadań, patrolowanie akwenów od wschodniego wybrzeża Afryki, do zachodniego wybrzeża Wietnamu, składa się z dwóch jednostek klasy Floreal – niewiele większych (lub równych, bo przecież górnej granicy wyporności w RFI nie określono) od Czapli, oraz zaopatrzeniowca właśnie.
    Czy mamy kryzys zaufania do NATO i UE? Z pewnością, co zresztą można było przewidzieć już kilka lat temu. Pytanie czy trzy (cztery licząc ze Ślązakiem), okręty patrolowe będą w stanie zabezpieczyć podróż gazowców z Kataru (czy też innego kierunku, bo przecież kontrakt katarski zabezpiecza tylko 1/5 maksymalnej przepustowości gazoportu)? Raczej nie, ale mogą stanowić duży wkład we wspólne operacje tego typu i zgodnie z tym co ostatnio pisał prof. Mickiewicz, wymóc na sojusznikach ochronę naszych transportów na zasadach wzajemności. Przy tym w końcu powinniśmy zyskać możliwość zastąpienia w operacjach międzynarodowych kontyngentu lądowego, kontyngentem morskim lub mieszanym morsko-lądowo-powietrznym, ustanowiony w oparciu o pokłady okrętów. A to daje nieocenioną swobodę polityczną, a w działaniach kryzysowych – operacyjną.

    • Panie Robercie,

      Co do działań korwet poza Bałtykiem miałem na myśli raczej zasięg i autonomiczność niż dzielność morską. Z Kataru do Polski to długi rejs. Absolutnie się zgadzam z Panem, że operowanie siłami nawodnymi poza Bałtykiem powinny być elementem współpracy międzynarodowej.Tak samo co do problematyczności ataku ze strony morza w trakcie rzeczywistej wojny.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  3. Moim zdaniem taka jednostka to niekoniecznie musi być oznaką kryzysu zaufania do NATO/UE, wręcz przeciwnie, może być naszym środkiem wypełniania sojuszniczych zobowiązań. Nie zawsze przecież musimy wysyłać GROM/JWK/6 BDSZ możemy brać udział w misjach NATO lub ad hoc powoływanych “koalicji dobrej woli” zapewniając wsparcie logistycznie.
    Dokładnie tak (za pomocą C-130) wspieramy obecnie operacje Francji w Afryce.
    Czy to najbardziej obecnie potrzebny okręt? Pewnie nie. Czy można by lepiej przemyśleć wymagane parametry techniczne? Być może. Najważniejsze, aby nasze władze (cywilne i wojskowe) umiały z głową wykorzystać ten nowy potencjał.

    • Łukasz,

      Brak zaufania nie jest sprzeczny z wypełnianiem zobowiązań sojuszniczych. Twoje podsumowanie to kwintesencja całej dyskusji. Masz absolutnie rację.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  4. Robi wrażenie 🙂 a do tego jak widać wzbudza emocje.

    • Panie Robercie,

      Zgadzam się, że pieniądze mogą stanowić mniejszą przeszkodę. Martwię się o priorytety. Jeśli uważamy za oponenta Rosję to potencjalnej liście zakupów nie ma końca. Ktoś będzie musiał na tej liście narysować czerwoną krechę. Co do MPA i otwartego konfliktu, to ogólnie MW i MON żyją w pewnym rozdwojeniu. Jakie szanse na przeżycie na Zatoce Gdańskiej będą miały Kormorany? Helikoptery ZOP, SAR? Co do MEKO to nie wychodzą drogo, patrz historia Izraelskich następców Saar. To kwestia z czym porównujemy. MEKO A-100 to uproszczona i zmniejszona wersja fregat A-200, a więc okrętów wojennych. Muszą cenowo przegrać z OPV. Chociaż – Ślązak będzie kosztował 600-650 mln PLN bez uzbrojenia i elektroniki. Nowe OPV dla Royal Navy w/g Defence24 ok 110 mln funtów , czyli 550-600 mln. Biorąc pod uwagę , jak budowano naszą korwetę, różnica jest akceptowalna. Alternatywa wynika z bankructwa SMW i niewiary, że to są w stanie zrobić. Chodzi o zarządzanie sporym projektem i płynność finansową. Pana argumenty co do OP z rakietami są interesujące i pokazują, że opcje wyboru sięgają poza morze.

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)