Aug 122014
 

W realizacji programu modernizacji Marynarki Wojennej mamy dość interesującą sytuację. MON bowiem zaprasza firmy do dialogów technicznych i zapytuje o informacje potencjalnych dostawców, brak jest jednak decyzji o realizacji poszczególnych projektów. Na stronie ministerstwa pojawia się przy najważniejszych programach zdanie „SW i WZTT w trakcie uzgodnień wewnątrz MON”. Być może jest to kwestia złożoności problemów i skomplikowanej procedury, a być może po prostu inercja. W międzyczasie na stronach Inspektoratu Uzbrojenia pojawiły się ogłoszenia o „zamiarze przeprowadzenia dialogu technicznego” na okręty zaopatrzeniowe dla floty jak i o „rozpoczęciu realizacji fazy analityczno-koncepcyjnej dotyczącej zdolności do kompleksowego rozpoznania z powietrza oraz zwalczania okrętów podwodnych”.

Wkrada się nutka niepokoju. Jeśli procedury są tak skomplikowane, to dlaczego skąpe zasoby specjalistów rzuca się na nowe tematy zamiast dopiąć już rozpoznane i kluczowe projekty? Być może odpowiedź jest inna – MON zbiera informacje o wszelkich opcjach trzymając je do końca otwarte. Niewątpliwie są to tylko spekulacje autora, ale wobec braku nowych informacji z Ministerstwa, dają jakieś wytłumaczenie. Jednak jeśli tak jest to konsekwencje nie są wesołe, bowiem urzędnicy państwowi stoją prawdopodobnie przed trudnymi decyzjami. Podobnie jak autor na tym blogu tak i Defence24 podnosił już dawno kwestię potencjalnej kumulacji wydatków modernizacyjnych poza granicę realności.

W takiej sytuacji mamy kilka możliwych strategii postępowania. Jedna to trwać przy pierwotnych założeniach wierząc, że środki jednak się znajdą. To może być trudne, bo poza planem pojawiają się nowe propozycje. Druga możliwość polega drastycznej decyzji sprowadzającej się do alternatywy albo okręty podwodne albo okręty nawodne. Wynika to z sum jakie trzeba przeznaczyć na te dwie największe pozycje budżetowe. Jest też trzecia droga, która sprowadza się do przesuwania w czasie kluczowych decyzji a w międzyczasie realizacja przedsięwzięć na mniejszą skalę, dających jednak efekt synergii z wyposażeniem i uzbrojeniem już w trakcie realizacji. Przykładowo pomysł na Maritime Patrol Aircraft (MPA), a tak chyba należy odczytywać ostatnie ogłoszenie Inspektoratu Uzbrojenia byłby idealnym uzupełnieniem śmigłowców ZOP. Głównym sensorem tych ostatnich będzie sonar zanurzany, ale wobec ograniczonego czasu przebywania w powietrzu helikopter powinien mieć już wcześniej informację o potencjalnym obszarze przebywania okrętu podwodnego. Najnowsze boje Multistatic Active Coherent (MAC) jak SSQ-125 dają na to szansę, ale wymagają wyższego pułapu w celu monitorowania większego obszaru, na którym pole sonoboi się znajduje. To implikuje samolot raczej, nie helikopter.

Ten sam samolot MPA może być cennym źródłem danych dla NDR-u. Przy relatywnie niewielkim koszcie uzyskujemy efekt znacznie większy niż by to wynikało z zainwestowanych sum.

Ciekawe będzie porównanie pierwotnego, powyższego rysunku z ostatecznym rezultatem.

Ciekawe będzie porównanie pierwotnego, powyższego rysunku z ostatecznym rezultatem.

Idąc dalej tym tropem można dojść do wniosku, że skoro godzimy się na operowanie bezbronnego MPA w przestrzeni nad Zatoką Gdańską, to unikając sprzeczności logicznej, powinniśmy „dać szansę” na przeżycie okrętom nawodnym. Innymi słowy jeżeli zdecydujemy się na ograniczony poziom zagrożenia, to opcja budowy okrętów nawodnych staje się atrakcyjniejsza. Istnieje po temu kilka powodów. Wszyscy bacznie obserwujemy rozwój konfliktu na Ukrainie. Jak na razie raczej potwierdza on tezy gen. Koziej o działaniach „podprogowych” i potrzebie zdolności „anty zaskoczeniowych”. W rzeczy samej marynarka w konflikcie Krymskim nie odegrała żadnej innej roli poza „Fleet-in-being”. Budowa okrętów nawodnych jest równiej łatwiejsza do kontrolowania wydatków i bardziej realna dla krajowego przemysłu stoczniowego. Modułowość, jak MEKO na Ślązaku, stanowi wciąż niewykorzystany potencjał do podzielenia projektu na bardziej strawne dla budżetu kawałki bez utraty możliwości modernizacyjnych. Z drugiej strony dla polityków bardziej atrakcyjna wydaje się być opcja okrętów podwodnych. To rozwiązanie, zwłaszcza w połączeniu z tak zwaną opcją odstraszania, byłoby dla programu modernizacji marynarki wojennej destabilizujące. Nie tylko dlatego, że może podnieść koszt samego okrętu podwodnego, który już jest niebotyczny, to jeszcze de facto wymagać będzie całego zaplecza rozpoznania strategicznego z satelitami i łącznością, co opróżni kasę do dna. W konsekwencji siły nawodne pozostaną na długo z jedną fregatą OHP, OPV Ślązak, trzema Kormoranami i trójką Orkanów.

Tak więc niewykluczone, że cisza medialna wynika nie tyle z mrówczej pracy urzędników, co niełatwych do podjęcia decyzji i trzymaniu do końca otwartych opcji. Osobiście nie miał bym nic przeciwko metodzie małych kroków budujących synergię, byle by były widoczne zarówno dla nas jak i dla rywali. To też jest odstraszanie.

  9 Responses to “Trudne decyzje MON-u?”

  1. I. Myślę, że o ile należy się martwić o terminowość rozstrzygnięcia postępowań na pozyskanie wszystkich zaplanowanych kategorii okrętów i wyposażenia – bo niechęć do podejmowania jakichkolwiek decyzji, stała się cecha charakterystyczną polskiej kasty urzędniczej, to paradoksalnie dużo mniejszym problemem wydają się pieniądze. Dlaczego? W artykułach prasowych wielokrotnie wymienia się różne kwoty jakie zgodnie z planami przewidziane są na modernizację, najczęściej wspominając o 90 mld zł. W ten sposób zaokrągla się kwotę niemal 100 mld przewidzianą na 14 programów modernizacyjnych. Zapomina się przy tym o kilku okolicznościach:
    – łączna suma przewidziana na wydatki (14 programów+reszta) to około 139 mld zł, co ważne dla dalszych rozważań: obie kwoty dotyczą okresu do 2022,
    – plany zatwierdzane były w grudniu 2012 roku, kiedy niechętne wydatkom wojskowym partie rzadzące, a przynajmniej szeregowi ich członkowie, żyli jeszcze w błogim przekonaniu, że obowiązuje “koniec historii” a armia służyć będzie głównie budowaniu prestiżu państwa.
    Obecnie zmieniły się uwarunkowania i nikt nie pozwoli sobie na jakiekolwiek cięcia w budżecie wojskowym, bo byłoby to polityczne samobójstwo. Zatem, niezależnie od tego kto będzie w kolejnych latach rządził naszym krajem, należy spodziewać się prędzej zwiększenia, niż zmniejszenia nakładów na obronność.
    Warto zwrócić uwagę, że ostatni, trzeci okręt podwodny ma zostać odebrany planowo dopiero w 2025 roku. Tak więc jego budowa finansowana będzie ze środków przeznaczonych na modernizację SZ po 2022. Myślę, że budowa ON nie jest zagrożona, bardziej spodziewałbym się rezolucji w zakresie budowy OP (patrz IV).
    II. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie samoloty MPA latające w warunkach otwartego konfliktu nad Zatoką Gdańską i zapewne nie takie jest ich przeznaczenie. Bardziej ich zadań upatrywałbym w patrolowaniu wód Bałtyku zachodniego, gdzie będą relatywnie bezpieczne.
    III. Nie wdając się w szczegóły techniczne: czy zauważył Pan, że wszelkie dotychczas zbudowane MEKO -100 (niemieckie i malezyjskie), mimo stosunkowo skromnego zestawu uzbrojenia, wyszły bardzo drogo w porównaniu z konkurencją? Oraz, że Niemcy zrezygnowali z budowy kolejnych 10, a Malezyjczycy zdecydowali o budowaniu kolejnych okrętów w oparciu o projekt francuski? Może tu należy szukać przyczyn poszukiwania alternatywnego projektu dla Polski.
    IV. Mimo, iż jestem zwolennikiem posiadania OP z pociskami manewrującymi, zdaję sobie sprawę z niecelowości utrzymywania takich jednostek na Bałtyku. Samo realtywnie płytkie morze sprzyja raczej użyciu niewielkich OP, które mają większą możliwość zbliżenia się do nieprzyjacielskich portów. Na obszarze Bałtyku, jedynie odpalenie pocisków z Zatoki Fińskiej, w sposób znaczący zwiększa możliwość oddziaływania na terytorium rosyjskie w porównaniu z pociskami wystrzeliwanymi z lądu lub przenoszonymi przez samoloty (wydłużenie zasięgu, ominięcie terytorium “neutralnej” Białorusi itp). Tu pojawiają się jednak problemy, bo po pierwsze Z. Fińska jest bardzo płytka, co bardzo utrudnia operowanie dużych OP. Po drugie, gdyby Rosja zajęła Estonię, to odpalenie pocisku błyskawicznie demaskuje położenie OP i niemal skazuje go na zagładę. A gdyby Rosja jednak nie zajęła terytorium Estonii, to można z niego odpalać pociski bazowania lądowego, co będzie znacznie tańsze niż budowa podwodnego nosiciela. Zatem pełne możliwości oddziaływania pociskami manewrującymi miałyby jedynie okręty bazujące poza Bałtykiem, a to oznacza, że w żaden sposób nie przyczyniłyby się do zwalczania żeglugi na trasie Zatoka Fińska – Kaliningrad, czyli że cały efekt synergii ON-OP trafiłby szlag :(. Jeżeli nie stać nas na budowę jednocześnie bałtyckich i oceanicznych (czyt. z rakietami) OP, to budujmy wyłącznie te pierwsze – wyjdzie taniej.

  2. Kumulacja wydatków kumulacją wydatków, a ja jestem bardzo zainteresowany jaki samolot zostanie wybrany jako maszyna patrolowa MW i dlaczego będzie to C-295M. Ja nie przeczę, że C-295M to dobry samolot ale czy my przypadkiem nie przesadzamy z tymi maszynami? Już jesteśmy największym użytkownikiem tych samolotów, a wcześniejsze doniesienia w prasie branżowej sugerują, że to nie koniec zakupów.
    C-295M prawdopodbnie jest świetną platformą dla morskiego patrolowca, ale ja mam duże wątpliwości co do celowości takiego zakupu i boję się, że samo wykreowanie takiej potrzeby to efekt bardzo skutecznego lobbingu EADS Airbus

    • Po zakończeniu misj w Afganistanie zapotrzebowanie na transport powietrzny jakby mniejsze, więc sensowniej byłoby przebudować 3 posiadane samoloty na wersję patrolową, niż kupować 3 inne..

    • Łukasz,

      Czy to z dalekiej zagranicy piszesz? C-295 wydaje się być najbardziej racjonalnym wyborem z dwóch powodów. Po pierwsze jest to chyba najmniejszy, sensowny MPA. Posejdona nie kupimy, przecież. Po drugie ścieżka jest przetarta. Natomiast celowość takiego zakupu zależy od wizji do czego ma MW służyć i w jakich warunkach zagrożenia operować. Lobbying z pewnością jest silny, ale w tym wypadku łatwo by było go skontrować. W końcu takiej pozycji w planie modernizacji po prostu nie ma!Po co więc MON mnoży zapytania?

      Przemek

      • Przemku,

        Pewnie w przyszłym tygodniu Cię odwiedzę, w okolicy czwartku/piątku, może jeszcze przyjdzie nam podyskutować o zagadnieniach MW i strategii w realu 🙂

        Panie Marcinie,

        Zgadzam się, że przebudowa 2-3 już posiadanych C-295 byłaby niezłym pomysłem, nie neguję też (co miałem nadzieję wyrazić jasno w poprzedniej wypowiedzi) samych walorów tej maszyny.
        Ja po prostu obawiam się, że może nie chodzić o modernizację posiadanych egzemplarzy, a raczej do zakupu kolejnych maszyn (takie “wrzutki” można znaleźć zarówno w Nowej Technice Wojskowej jak i w Raporcie WTO, które uważam za rzetelne pisma branżowe). Uważam bowiem, że przy naszych obecnych wydatkach takie rozwiązanie jest albo marnotrawstwem nader lichych środków, albo myśleniem życzeniowym z którego nic nie wyjdzie z powodu zbyt wybujałych pomysłów.
        Może jestem pesymistą, ale obawiam się, że albo wydamy na samoloty patrolowe zdecydowanie za dużo, topiąc środki i zaprzepaszczając inne projekty, albo nie będziemy mieć ich wcale…

  3. “Idąc dalej tym tropem można dojść do wniosku, że skoro godzimy się na operowanie bezbronnego MPA w przestrzeni nad Zatoką Gdańską, to unikając sprzeczności logicznej, powinniśmy „dać szansę” na przeżycie okrętom nawodnym.”

    Tak nie można usprawiedliwiać istnienie w MW bojowych okrętów nawodnych. Samoloty znacznie mniej kosztują i przez to strata będzie mniej odczuwalna. Poza tym “godzimy się” wcale nie oznacza, że musi tak być – nie ma dron, to są załogowce.

    • Zgadzam się, chociaż moją intencją nie jest negowanie posiadania okrętów bojowych. Raczej protestuję przeciwko stwierdzeniom, że okręty nawodne w ogóle nie mają szans przeżycia i nic poniżej fregaty z Asterami nie ma sensu. Pomijając brak społecznej akceptacji na straty ludzkie, strata MPA byłaby bardzo odczuwalna, bo przy 3 samolotach oznacza to praktycznie całkowitą utratę pewnych zdolności bojowych. Natomiast przy założeniu większego zagrożenia w naszym przypadku drony rzeczywiście mają więcej sensu. Tylko to wymaga śmiałych decyzji i sporego zaplecza badawczego oraz przemysłowego. Wszystkiego, czego nam wciąż brak. Godzenie się w tym przypadku nie oznacza rezygnacji tylko w zasadzie wolny wybór MON-u czy MW. Nikt im nie każe z niczego rezygnować. To są niewymuszone decyzje poza planem modernizacji. Jest to więc pytanie do MW jak widzi swoją rolę i w jakim środowisku?

      Przemek

      • Przy braku panowania w powietrzu, co jako najgorszą sytuację należy uwzględnić i tak MPA nie będą latać. Czyli będzie tak samo, jak gdyby zostały zniszczone.
        Mniejsze okręty nawodne mają rację bytu, ale tam gdzie przeciwnikiem nie jest jedno z najpotężniejszych militarnie państw na świecie, czyli tam gdzie nie są mocno zagrożone. To wynika z logiki – nie pchamy się tam, gdzie jest bardzo źle.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)