Nov 112014
 

Jak wyglądałby możliwie najmniejszy, najtańszy i wciąż użyteczny okręt załogowy do zwalczania okrętów podwodnych? Zanim spróbujemy odpowiedzieć sobie na to pytanie, należałoby określić sens takiego ćwiczenia. Jest kilka powodów, dla których warto się zastanowić nad takim projektem.

Marynarka Wojenna RP jest flotą małą i taką pewnie pozostanie. To powoduje problem ciągłości utrzymania zdolności bojowych i trudności w zachowaniu wysokiego poziomu profesjonalnego marynarzy. Zgodnie z zasadą trening czyni mistrza, marynarze muszą mieć możliwość ciągłego utrzymywania i odświeżania swoich umiejętności. Nigdzie nie jest to tak widoczne jak w przypadku ASW. Każdy praktyk wypowiadający się w ogólnie dostępnych źródłach podkreśla, że proces poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych jest żmudny, długotrwały i angażujący dużo środków. Marynarka Wojenna w ramach swoich ćwiczeń, doskonali typowe elementy działań na morzu, jak ochrona żeglugi przed atakami z powietrza i spod wody, niezależnie od obowiązującej doktryny redukującej flotę do obrony wybrzeża. Ma to swoje uzasadnienie w teorii wojny morskiej, chociaż pomija problem panowania na morzu. To jednak mogą zapewnić siły sojusznicze. Jeśli natomiast rozpatrujemy doktrynę BBN-u skupiającą się na działaniach „podprogowych”, wówczas prowokacyjne operacje pod powierzchnią wody są całkiem prawdopodobne. Najlepszą ilustracją są ostatnie wydarzenia u wybrzeży Szwecji.

Pytanie zadane na wstępie można zadać inaczej – jak osiągnąć pewną masę krytyczną w ramach istniejącego budżetu, pozwalającą na zwiększenie liczby okrętów? W konsekwencji na szerszy dostęp do możliwości szkolenia, dowodzenia a w czasie kryzysu i wojny na szerzej zakrojone operacje.

Gdy w 1930 Royal Navy dokonała przeglądu swoich zdolności ASW, końcową rekomendacją było zwiększenie liczby przybrzeżnych eskortowców. Do tego celu przystosowano projekt okrętu wielorybniczego Southern Pride i tak narodziła się legenda uwieczniona w prozie Nicholasa Montserrata – korweta Flower.

D.K. Brown w książce Nelson to Vanguard opisuje logikę Admiralicji w ten sposób:

Celem nadrzędnym dla Aliantów w Bitwie o Atlantyk było bezpieczne przybycie ładunku; zatopienie U-bootów było tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. Trzymanie U-bootów w szachu dopóki konwój nie przeszedł bezpiecznie było skuteczną taktyką i to, wraz z krótkim zasięgiem pierwszych sonarów prowadziło do nacisku na większą liczbę okrętów. Jedynym projektem dostępnym, możliwym do budowy seryjnej był Flower (…)

Niewiele się od tego czasu zmieniło. Bałtyk jest trudnym akwenem do prowadzenia działań przeciw okrętom podwodnym i zasięg współczesnych sonarów jest skutecznie redukowany w tych warunkach. Pozostałe argumenty pozostają w mocy. Spróbujmy więc zobaczyć, co może uczynić nowoczesna technologia ożeniona ze starym konceptem.

Jeśli okręt ma być produkowany w większej liczbie lokalnie, musi być przede wszystkim relatywnie niedrogi. Przyjmijmy kwotę 120-150 mln PLN za uzbrojoną jednostkę. Ponieważ większą część kosztów stanowią uzbrojenie, sensory i C3, zależy nam na minimalizacji kosztów platformy. Co oznacza jednostkę raczej małą. Niewielki kadłub pomoże nam również w ograniczeniu kosztów uzbrojenia, bo automatycznie ogranicza liczbę i wielkość zainstalowanych systemów. Trzeba przyjąć za swoje powiedzenie małe jest piękne. Koncepcyjnie, nasze drobnoustroje służyłyby do bezpośredniej osłony ważnych transportów, co wymaga działania pod osłoną większych i silniejszych jednostek operujących w pewnym oddaleniu. Taką osłonę mógłby docelowo zapewnić Miecznik wraz z NDR-em. Pod warunkiem wprowadzenia ograniczonej zdolności do rekonfiguracji, nasze maluchy mogłyby alternatywnie przenosić elementy modułu przeciwminowego, projektowanego dla Czapli.

Pierwszą, pewnie trudną decyzją jest sama forma kadłuba. Trudno sobie wyobrazić 25-30m okręcik, dotrzymujący kroku wielkim kontenerowcom czy gazowcom. Mniejszą dzielność morską, wynikającą z niewielkich rozmiarów, kompensować możemy jedynie egzotyczną formą kadłuba. Najlepszy rezultat uzyskujemy pod tym względem stosując SWATH, który wymaga jednak dużej mocy do utrzymywania prędkości przy spokojnym morzu. BMT Nigel Gee oferuje projekty małych statków do obsługi farm wiatrowych w oparciu o hybrydę katamaranu i SWATH zwaną Extreme Semi-SWATH, w skrócie XSS.

Dość dobrze widać na czym polega hybryda katamaranu z SWATH.

Dość dobrze widać na czym polega hybryda katamaranu z SWATH.

Materiały reklamowe firmy BMT Nigel Gee zawierają ciekawe porównanie dzielności morskiej i niezbędnej mocy dla różnych form katamaranu. W innej broszurze mamy też porównanie kilku kluczowych parametrów również z kadłubem klasycznym.

Egzotyczne formy kadłuba są używane, gdy nie ma alternatywnego rozwiązania. Tu chodzi o dzielność.morską. Źródło - broszura BMT Nigel Gee Project L3 case study.

Egzotyczne formy kadłuba są używane, gdy nie ma alternatywnego rozwiązania. Tu chodzi o dzielność.morską. Źródło – broszura BMT Nigel Gee Project L3 case study.

Jednostka ma prędkość 28 węzłów, co jest na potrzeby ASW zbyt dużo, z drugiej strony zapotrzebowanie na moc dla urządzeń elektrycznych i elektronicznych będzie znacznie większa, niż przewiduje standardowy projekt. Ładunek użyteczny wynosi 7.5 tony i to jest nasze wyzwanie. Wybór systemów musi być więc przemyślany. Tylko to, co niezbędne dla wypełnienia misji i przetrwania. Najtrudniejszy i kontrowersyjny jest wybór sonaru. W tym przypadku decyzja naprawdę należy do fachowców. Mój wybór padł na sonar podkadłubowy ze względu na wagę i maksymalną prędkość przy której można go używać i fakt bezpośredniej osłony transportu. VDS jest możliwy również (np. w formie skonteneryzowanej jak na poniższym rysunku), choć wymagać będzie jeszcze większej dyscypliny w zachowaniu wagi i poboru mocy.

Sonar VDS dla niewielkich jednostek. Z prezentacji Kongsberg -Total Subsea.

Sonar VDS dla niewielkich jednostek. Z prezentacji Kongsberg -Total Subsea.

Poniższa lista jest tylko propozycją i może teoretycznie ulegać polonizacji, z tym, że polski przemysł musiałby być zdolny do zaoferowania poniższych urządzeń w tej samej kategorii wagowej w sensie dosłownym:

  • Sonar podkadłubowy Kongsberg SS2030.
  • Opcjonalnie sonar VDS ST2400 tej samej firmy.
  • 2 pojedyncze wyrzutnie lekkich torped plus torpedy MU90.
  • Radar 2D Variant firmy Thales.
  • Głowica EO (IRST) SAGEM EOMS NG.
  • Pułapki SKWS Terma.
  • VSHORAD MBDA Simbad -RC.
  • OTO Melara 30mm Marlin.
  • Wolno stojąca konsola Link11/16 z wyświetlaczem.

Brak jest systemu C2, chociaż tworzy się pole do popisu dla uproszczonej wersji rodzimego produktu SKOT. To pozwoliłoby rozwinąć skrzydła CTM. Wybór samego sonaru podkadłubowego zmuszałoby pewnie „drobnoustroje” do ścisłej współpracy ze śmigłowcami ASW bazującymi na lądzie i używającymi sonarów zanurzeniowych. Sam jednak fakt istnienia takiego zespołu, niezależnie od skuteczności, być może jest w stanie osiągnąć podstawowy efekt odstraszania okrętów podwodnych.

Sporym wyzwaniem byłoby pomieszczenie załogi. Projekt naszego maleństwa przewiduje transfer 12 dodatkowych techników, co pozwala na aranżację wnętrza aby pomieścić wszystkie konsole wraz z operatorami. Inna sprawa, to pobyt 15-18 ludzi przez kilka dni na tak małej jednostce. Integracja i automatyzacja zwiększa koszty a zwiększenie załogi napotyka na ograniczenia w przestrzeni. Na koniec krótkie podsumowanie korwet klasy Flower z tej samej książki Nelson to Vanguard:

Korwety Flower były przeznaczone do działań przybrzeżnych i miały wiele wad w walce na otwartym oceanie.
(…)
Istnieją jasne wskazówki, że większe i szybsze korwety River były bardziej efektywne w zatapianiu U-bootów niż okręty klasy Flower, ale były dwa razy droższe (…) i nie wydaje się aby były dwa razy bardziej skuteczne.
(…)
Jest prawdopodobne, że liczniejsze okręty Flower byłe lepsze niż River w trzymaniu U-bootów na dystans.

W planie modernizacji Marynarki Wojennej nie ma miejsca na taki projekt i nie ma dla niego budżetu. Z tego punktu widzenia nie ma zbyt wielkiego sensu. Pod warunkiem pełnej realizacji planu. Obserwując w jakich bólach ten program jest realizowany trudno jednak pominąć okazję do szukania rozwiązań prostszych, mających szansę na poparcie lokalnego przemysłu i dających marynarzom więcej szans na wyjście w morze. W końcu nie potrzebujemy budować od razu całej serii jak trałowców 207. Wystarczą dwie, trzy jednostki do zebrania doświadczeń i potwierdzenia założeń koncepcyjnych.

  13 Responses to ““Flower” mini”

  1. Koncepcja zastosowania takiego okrętu wydaje się bardzo sensowna, w czasie pokoju mógłby służyć jako mały okręt patrolowy a w razie konfliktu eskortowy. Nie wydaje mi się jednak, aby zminejszanie gabarytów było tu celowe. Kadłub nie jest drogi. Znacznie optymalniej byłoby zastosować nieco większy kadłub, który pozwoliłby na bazowanie drona albo lepiej 2 dronów. ILX 27, ma mieć udźwig 300 kg, a więc będzie w stanie przenosić sonar lub lekką torpedę.
    Lekki okręt ZOP plus 2 sonary BSL aktywujące się w losowych punktach wokół ochranianego konwoju powinny mieć znacznie większą siłę odstraszania niż 1 okręt, za niewiele większa cenę.
    Drony mogą też eskortować pojedyńcze, rozproszone cele. W przypadku wykrycia OP przez nieuzbrojonego drona, można w dany obszar w miarę szybko przemieścić środki rażenia (okręt/helikopter/dron z torpedą/C295MPA)

    Ponadto, 2 drony i szybka łudź inspekcyjna to w zasadzie całe wyposażenie potrzebne, by okręt w czasie pokoju był wydajnym patrolowcem.

    • Panie Marcinie,

      W zasadzie ma Pan rację, ale jest po drodze parę pułapek. Kadlub mimo wszystko kosztuje – naszego malucha mozna zbudować za ok. 50 mln PLN. Hirta z Remontowej to juz jakieś 100 mln. Po drugie, w procesie tworzenia specyfikacji okrętu bierze udział wiele osób. Jeśli każda coś doda to stworzymy prawdopodobnie Czaplę. Cokolwiek większego będzie w sposób naturalny konkurowało z Czplą. Maluchy mogą z kolei być potraktowane jako “ekwiwalent” trałowców 207. To może pozyskać dla idei wsparcie samych marynarzy.

  2. Lepsze jest wrogiem dobrego. Niemniej, trzeba się zastanowić, czy “dobre” jest faktycznie wystarczająco dobre. Pytanie, czy okręt z podkadłubowym sonarem jest w stanie wystarczająco wcześnie wykryć wrogi OP? Konwój czy nawet pojedyńczy statek handlowy będzie dla OP raczej łatwym do wykrycia celem, ciężkie torpedy mają zaś dość duży zasięg. Zastanawiałbym się, czy taki “maluch” byłby w stanie realizować swoje zadania. Ponadto, czy spełniałby te zadania lepiej, niż startujący z lądu śmigłowiec?
    I bynajmniej nie proponuję tu konkurencji dla Czapli, ale coś zdecydowanie mniejszego jak Ocean Eagle (http://cmn-group.com/wp-content/uploads/2014/10/Ocean-Eagle-43.pdf)

    • Pytanie, czy to jest wystarczająco dobre jest jak najbardziej uzasadnione. Niestety, obawiam się, że nie możemy go zadać marynarzom, bo odpowiedzią będzie Arleigh Burke. Na pewno komplet sonarów jest lepszy. Kierowałem się prędkością, przy której można jeszcze używać sonaru, godząc się na gorsze wyniki. Sonar podkadłubowy można stosować bodajże do 20w, a holowany parę węzłów mniej. Czyli jako bezpośrednia eskorta, raczej podkadłubowy lub taktyka nasłuchu i sprintu. Dlatego mówiłem o współpracy ze śmigłowcem jako substytutu sonaru VDS. W porównaniu ze śmigłowcem “maluch” ma przewagę czasu “on station”. śmigłowiec ma ograniczony czas patrolowania i musi wrócić do bazy, czyli aby zapewnić ciągłość mnożymy liczbę śmigłowców niezbędnych do 24 godzinnego pokrycia czasowego, nie mówiąc o przestrzennym.
      Dzięki za linka – bardzo fajna zabawka. Myślę, że jest to jakiś kierunek, chociaż przewiduję opór wobec kompozytów (patrz Kormoran).

      • Naturalnie, AB byłby najoptymalniejszy ;).
        Niemniej, w tym przypadku, niewielka modyfikacja/powiększenie projektu, związana z wygospodarowaniem miejsca na lądowisko dla bezzałogowca, drastycznie zwiększa mozliwości wykrywania celów, a więc i funkcjonalność okrętu. Minimalnie większy kadłub ułatwi też uzyskanie kilkudniowej autonomiczności..
        Okręt tej wielkości zdecydowanie jest w zsięgu możliwości krajowych stoczni (Nauta?)
        I stanowiłby tanie uzupełnienie Czapli w czasie pokoju i Mieczników w razie wojny.

        Apropos Mieczników i stoczni CMN, ich koncepcja wygląda bardzo ciekawie i niemal idealnie spasowana jest do wymagań MON: http://cmn-group.com/products-and-services/military-vessels/corvette/c-sword-90/.

        • Rzeczywiście, w ostatnim czasie CMN się bardzo zaktywizowało i ma ofertę bardziej przystającą do obowiązującej doktryny. Na minus można zapisać chyba trochę za dużo marketingu. To może być pochwała dla marketingowców, ale odbiorcy i decydenci to raczej dość konserwatywna publiczność.

  3. Witam
    Wydaje mi się, że ograniczanie uzbrojenia, stałej załogi i rozsądne podejście do prędkości takich jednostek są wysoce uzasadnione. Nie jestem jednak przekonany, co do ich miniaturyzacji. Dlatego, że wyklucza ona, a przynajmniej utrudnia, wprowadzenie przyszłych modyfikacji (lądowisko dla bsl ZOP, systemy skonteneryzowane, łódź inspekcyjna, etc) oraz wykorzystanie jednostki również w innych celach, choćby jako okrętu przeciwminowego (kontenery), przeciwdywersyjnego, czy sensownego patrolowca. A przecież na świecie jest wiele tanich jednostek, które można przystosować do takich ról. Nic też nie stoi na przeszkodzie by były budowane w Polsce (np. Damen ma u nas swoje filie, a dysponuje sensownymi, tanimi patrolowcami ze zwiększającym dzielność morską dziobem sea axe, np. Stan Patrol 6011).

    • Moją intencją nie jest miniaturyzacja dla samej siebie, tylko stworzenie produktu, który by:
      1. Mógł być produkowany masowo
      2. Był na tyle niedrogi, aby nie wzbudzał kontrowersji budżetowych
      3. Mógł pokonać bariery biurokracji, a raczej “prześliznąć się” pod nimi.
      Damen proponuje bardzo fajne patrolowce, ale nawet z Axe-bow okręt prawdopodobnie będzie miał problem z dzielnością morską, stąd wskazanie na semi-SWATH. 6011 to już całkiem spory okręt, ale interesujący.

  4. Znalazłoby się miejsce na granatniki Saab’a? Taki ASW-601 na przykład.

    • Tak, ale nie wiem ,czy są jeszcze oferowane.

      • Może metodą byłoby powstanie szybkiego patrolowca dalekomorskiego na bazie Stan Patroli (5009 np?) lub Armidale Austala, wyposażonego w moździerz ASW i torpedy (zamiast łodzi inspekcyjnych RHIB). Taka jednostka wyposażona dodatkowo na dziobie w zmodernizowanego wróbla 3 (wiem, że to mało, ale przynajmniej od razu działko + dwie wyrzutnie rakiet grom) mógłby eskortować statki cywilne. Opcjonalnie, jeśli wyrzutnie dałoby się łatwo demontować, to na ich miejsce mogłyby wracać łodzie inspekcyjne. Taki okręcik mógłby “przeskakiwać” z misji na misję z roli patrolowca do roli “ścigacza ZOP”. Może nawet udałoby się przygotować dwie podwójne wyrzutnie NSM i zrobić taki uboższy FAC? No dobra. Zagalopowałem się.

        • NSM się pewnie by nie zmieściło wagowo, ale Damen jako platforma, dlaczego nie? Najważniejsze jest to, czy sama koncepcja Mini Flower by w ogóle miała szansę.

          • Po odpowiednich modyfikacjach, NSM by się zmiescił zapewne. Orkany są chyba mniejsze od Stan Patrol 5009, a na pokładzie mają RBS mk3, a te szwedy są kolosami w porównaniu do norwegów.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)