Dec 142014
 

Takie pytanie stawia Defence24 omawiając Gdyńskie Forum Bezpieczeństwa. Z paru stwierdzeń w tekście jedno zasługuje na szczególną uwagę, gdyż sięga do źródeł problemów marynarki Wojennej RP, a mianowicie braku powszechnie akceptowanej doktryny. Portal przywołuje słowa kmdr rez. Andrzeja Makowskiego, wydawałoby się zrozumiałe i oczywiste:

Zwrócił on uwagę, że postrzeganie polskich sił morskich tylko w perspektywie działań wojennych jest ewenementem w NATO i wymaga rewizji. Zadaniem Marynarki Wojennej nie powinna być bowiem tylko obrona państwa ale również jego interesów. Konieczne jest wiec przygotowanie się do zapobieganiu konfliktom, do ochrony porządku prawnego i bezpieczeństwa na morzu, do promowania partnerstwa i współpracy, do zapewniania pomocy humanitarnej oraz ochrony i obrony interesów gospodarczych.

Skoro jest to tak oczywiste, to co powoduje problemy w sformułowaniu doktryny znajdującej powszechne poparcie? Próbuję znaleźć odpowiedź w wątkach i przemyśleniach przewijających się przez ten blog w ciągu ostatnich trzech lat. Na zadane pytanie można spojrzeć z wielu różnych stron. Jeśli odpowiedzi na te różnorakie pytania będą prowadzić w tym samym lub podobnym kierunku, jest szansa na stworzenie przynajmniej logicznego uzasadnienia przyszłej doktryny. Poniżej kilka wybranych aspektów.

Klasyfikacja flot

Eric Grove w książce Strategy and Policy for Small Navies in War and Peace opisuje „typologię flot”, która w zasadzie koncentruje się wokół zdolności flot ale niekoniecznie ich misji widzianej oczyma polityków. Skala ma dziewięć stopni, w której kluczową rolę odgrywają pojęcia projekcji siły i zasięgu.

  • Global Force Projection Navies, czyli floty zdolne do globalnej projekcji siły, które autor dzieli na Major, Partial i Medium.
  • Medium Regional Force Projection Navies zdolne do „projekcji siły na wody sąsiednich mórz i oceanów”.
  • Adjacent Force Projection Navies posiadające „pewne zdolności do projekcji siły z dala od wybrzeży”.
  • Offshore Territorial Defense Navies zdolne do „operowania w odległości około 200 nm od brzegu”.
  • Inshore Territorial Defence Navies zorientowane na „walkę na wodach przybrzeżnych w dodatku do funkcji policyjnych”.
  • Constabulary Navies – głównie straż przybrzeżna z pewnymi elementami zdolności militarnych.
  • Token Navies, czyli Tak Zwane Floty. Są siły morskie ograniczone do istnienia formalnej struktury z nielicznymi przybrzeżnymi jednostkami pływającymi.

Polską marynarkę wojenną intuicyjnie można nazwać małą, ale jeśli użyjemy definicji Geoffrey’a Till, że jest to flota z „ograniczonymi środkami i aspiracjami” to możemy natknąć się na rafę. Spoglądając bowiem na powyższą klasyfikację i próbując przypisać naszej marynarce odpowiednią rangę, można pokusić się o nieco prowokacyjne stwierdzenie:

Marynarka Wojenna RP posiada aspiracje do bycia Adjacent Force Projection Navy, posiada zdolności Offshore Territorial Defense Navy, ale doktryna BBN wzywa w zasadzie do Inshore Territorial Defense. Każdy rozdźwięk pomiędzy doktryną polityczną a aspiracjami marynarzy będzie prowadził do niestabilnego programu budowy floty, gdzie którym głównym argumentem w dyskusji będą finanse ale prawdziwe powody pozostaną ukryte.

Czego naprawdę chcemy? Czy nasze aspiracje są spójne ze strategią bezpieczeństwa państwa BBN-u?

Czego naprawdę chcemy? Czy nasze aspiracje są spójne ze strategią bezpieczeństwa państwa BBN-u?

Kierunek zagrożenia i pojęcie kraju kontynentalnego.

Na pytanie czy musimy być krajem kontynentalnym należy odpowiedzieć pozytywnie, tak musimy nim być, bo z kontynentu i sąsiedniego kraju pochodzi główne zagrożenie dla Polski. To nie oznacza automatycznie brak potrzeby posiadania floty, wręcz przeciwnie, oznacza to konieczność zwiększonego wysiłku intelektualnego dla bardziej precyzyjnego określenia priorytetów i roli floty w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Państwa. Jeśli główne zagrożenie przyjdzie z lądu, to naturalnie funkcja militarna rośnie na znaczeniu a priorytety będą przyznane armii i lotnictwu. Ponieważ każdy okręt spełniający wymogi okrętu wojennego zdolnego do operowania w warunkach otwartej wojny będzie bardzo drogi, to z punktu widzenia państwa stosunek nakładu do korzyści będzie niekorzystny. Jeśli naprawdę wierzymy w niezdolność okrętów nawodnych do przetrwania ataków lotnictwa, to zainwestujmy w eskadrę samolotów szturmowych a nie korwety. Dlatego budowa okrętów wojennych będzie podlegała cięciom budżetowym jako pierwsza, pomimo iż pieniądze nie będą rzeczywistym powodem takich decyzji.

Continental Navy - samo w sobie nic złego. Tak zaczynała największa potęga morska świata. Foto - www.history.navy.mil

Continental Navy – samo w sobie nic złego. Tak zaczynała największa potęga morska świata. Foto – www.history.navy.mil

Niestabilne projekty według D.K. Brown.

Ten brytyjski konstruktor okrętów, znany z popularnych książek o historii i genezie okrętów Royal Navy, w książce Future British Surface Fleet podaje nam prawdziwą perłę mądrości, zwykle ignorowaną. Historia dotyczy fregat Type 23:

Wszystkie projekty mają tendencję do wzrostu rozmiarów z powodu presji wywieranej na wprowadzenie do projektu nowych systemów uzbrojenia jako przeciwwagę dla coraz większych zagrożeń; tylko znacznie słabsze siły działają w przeciwnym kierunku, tak aby zredukować koszt jednostkowy w nadziei na zwiększenie liczby jednostek. Istnieje pewien przedział wielkości i kosztów, w którym jedna z sił, zwykle wzrost jest nieomalże nie do odparcia.
Pierwotny koncept dla fregat Duke (Type 23) to była mała jednostka do holowania sonaru, oferująca lądowisko dla helikoptera ale bez hangaru i nieomalże bez uzbrojenia, kosztująca jakieś 65 mln funtów. Tak pomyślany okręt był zbyt drogi, by móc być „spisanym na straty”, a wciąż niezdolny do samoobrony. Cały pomysł był więc filozoficznie „niestabilny” i musiał się albo zmniejszyć do rozmiarów akceptowalnej kosztowo straty, albo wzrosnąć kosztowo do ponad 100 mln funtów, tak by możliwe zastosowanie jakiś systemów obronnych.

Zaczęło się niewinnie. "Mała i tania platforma dla sonaru holowanego". Foto - www.naval-technology.com

Zaczęło się niewinnie. “Mała i tania platforma dla sonaru holowanego”. Foto – www.naval-technology.com

Czy korweta jest projektem niestabilnym?

W świetle powyższych rozważań doświadczonego konstruktora okrętów na temat filozofii swojej profesji, usprawiedliwione wydaje się być pytanie o koncepcyjną niestabilność korwety. Oczekiwania co do obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu przy pozostawieniu zdolności do ASW i ASuW idą w kierunku destabilizacji projektu, dokładnie zgodnie z opisanym powyżej scenariuszem. W rzeczy samej, ten sam autor stwierdza:

Tania korweta, a nawet tani lotniskowiec dla helikopterów są możliwe, lecz bardzo rygorystyczna kontrola na samym szczycie jest niezbędna dla zapewnienia, że wymagania nie będą napędzały kosztów do poziomu nieosiągalności.

Jest to bardzo widoczne w popularnych dyskusjach na forach, gdzie wymagania błyskawicznie przeistaczają planowaną korwetę we fregatę. Pójście zaś w drugim kierunki oznacza ograniczenia w systemach uzbrojenia a więc pewną minimalizację funkcji militarnej, co tworzy konflikt, bo w naszej flocie korweta nie będzie tanim okrętem pomocniczym, elementem czegoś co Julian Corbett nazywał „flotilla”, tylko będzie to „capital ship”, najsilniejszy posiadany okręt, następca fregat OHP.

Trójkąt misji – funkcje militarna, dyplomatyczna, policyjna

Wszystko, co powyżej powiedziano prowadzi do pewnego paradoksu, niewątpliwie boleśnie odczuwanego przez marynarzy i wszystkich sympatyków marynarki wojennej. Im większy kładziemy nacisk na militarną funkcję floty, tym bardziej ma ona szansę na marginalizację. Ale czyż obecnie realizowany program modernizacji nie jest zaprzeczeniem tej tezy? Być może, bo ostatnie doniesienia Dziennika Zbrojnego mówią o prawie 1.4 mld inwestycji w 2015 roku. Można się domyślać, że chodzi o okręty podwodne i Mieczniki, być może drugi NDR. Niemniej rząd musi się śpieszyć z podpisaniem umów przed wyborami, bo po nich wszystko nie będzie takie pewne.

Wracamy więc do tradycyjnego trójkąta misji i przypatrzmy się pozostałym dwóm. Funkcja policyjna ma sens głównie w ramach współpracy międzynarodowej na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi. To z naszego punktu widzenia jest elementem dyplomacji i realizacji celów polityki zagranicznej. Jest również w naszym własnym szeroko pojętym interesie gospodarczym, ze względu na rosnące znaczenie transportu morskiego w gospodarce. Politycy powinni sobie również zadać pytanie ile są gotowi zainwestować w pewne korzyści polityczne, np. ile jest warte wsparcie Włochów w ich zmaganiach z uszczelnieniem południowych granic UE? Do tego celu Czapla z pewnością będzie wystarczająca. Natomiast bardzo niebezpieczne jest szafowanie argumentem konieczności współpracy z NATO. Bo gdyby NATO nie było, to czy zniknąłby powód do istnienia marynarki wojennej? Aby marynarka wojenna miała trwałe podstawy bytu i zagwarantowane wsparcie finansowe, w ramach otwartej dyskusji muszą zostać sformułowane powody istnienia floty, użyteczne dla polskiej racji stanu i to niezależnie od sojuszniczych zobowiązań.

Odstraszanie dodatkową funkcją poza trójkątem misji?

Temat jest wywołany planami zakupu okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi. Na razie dyskutuje się możliwości, jakie oferuje technologia. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jaka jest rola odstraszania konwencjonalnego wobec największej potęgi nuklearnej świata? Odczuwalny jest brak jest niedostatek krajowych opracowań na temat odstraszania konwencjonalnego i warunków jakie muszą zaistnieć, aby wielokrotnie silniejszy przeciwnik rzeczywiście był skłonny zmienić swe decyzje pod wpływem faktu posiadania przez Polskę pewnych zdolności bojowych. I to w sytuacji, kiedy jeśli wierzyć doniesieniom prasowym, potencjalny przeciwnik prowadzi ćwiczenia ataku jądrowego na Warszawę.

Co to jest battleforce? I co ma zwalczać?

Profesor James Holmes w The National Interest zadaje interesujące pytania na temat, co dzisiaj stanowi trzon bojowy floty (battleforce) i co ten trzon ma zwalczać. Pytania są zadane w kontekście rywalizacji amerykańsko – chińskiej na Pacyfiku, ale ich wagi nie umniejsza zmiana kontekstu na nasz lokalny. Warto przeczytać artykuł wraz z odnośnikami i linkami do poprzednich tekstów profesora. Otóż wyłania się bardzo dla nas atrakcyjna koncepcja funkcji militarnej wypełnianej przez instalacje i systemy uzbrojenia działające z lądu. Inny bloger, Niel Kaneshiro na CIMSEC nazywa to wprost Sea Control from Ashore.

Atrakcyjność takiej opcji polega na możliwości wykorzystania sił nawodnych do realizacji polityki zagranicznej państwa, a więc spełniania funkcji dyplomatycznej, pozostawiając funkcję militarną (głównie obronę wybrzeża) instalacjom na lądzie. Nie są już konieczne bardzo drogie okręty o wyrafinowanych możliwościach obrony i dużej sile ognia, pod warunkiem założenia, że politycy nie będą wysyłali okręty na misje typowo bojowe. To wymaga również przyjęcia ryzyka eskalacji konfliktu poza planowany poziom zagrożeń. Pomimo wewnętrznych zastrzeżeń, takie podejście jest praktykowane nawet na wojnie, gdzie zasoby dostępne nie zawsze są w zgodzie z przewidywanym niebezpieczeństwem.

Czy te kilka powyższych komentarzy prowadzi nas w jakimś kierunku? Chyba tak, chociaż to być może efekt tego samego autora błądzącego utartymi ścieżkami. Z przemyśleń wyłania się obraz marynarki złożonej z kilku podstawowych elementów lub „klocków” spełniających dwie podstawowe funkcje – militarną obrony wybrzeża opartą o systemy głównie nadbrzeżne oraz dyplomatyczną promującą i chroniącą interesy Polski zarówno na jak i poza Bałtykiem. „Klocki” można układać w różne konfiguracje dla uzyskania najlepszego, pożądanego efektu a są nimi z pewnymi modyfikacjami, jak wspomniano już na tym blogu:

  • Zespół Mobilności Morskiej Sił Zbrojnych
    Prom Ro-Ro (z pokładu mogą operować śmigłowce szturmowe lub ZOP)
    Okręty eskorty (możemy się dziś pokusić o dokładniejszą definicję – dwa Ślązaki lub Naval OPV z Zespołu Patrolowo-Rozpoznawczego). Zespół służy w czasie wojny do przerzutu wojsk (ale nie desantu). W czasie pokoju do operacji humanitarnych i ekspedycyjnych. Okręty mogą być wydzielone do działania w ramach operacji sojuszniczych.
  • Zespół Wojny Minowej
    Niszczyciele min plus moduły na okrętach Zespołu Patrolowo-Rozpoznawczego
    Wojna minowa jest skuteczną formą walki ofensywnej i defensywnej na Bałtyku. Okręty mogą być wydzielone do NATO Response Force.
  • Zespół Patrolowo-Rozpoznawczy
    Okręty patrolowe (z alternatywnym modułem walki minowej lub rozpoznania radioelektronicznego i wzmocnionym uzbrojeniem w granicach stosowalności).
    Samoloty patrolowe
    Pojazdy bezzałogowe
    Środki rozpoznania radioelektronicznego na platformach Zespołu
    Pozwala na wykorzystanie pełnego zasięgu Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Możliwe uczestnictwo w operacjach NATO, EU czy ONZ wspierających porządek prawny na morzu.
  • Zespół Obrony Wybrzeża i Portów
    Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe
    Małe Okręty Rakietowe
    Śmigłowce szturmowe
    Eskadra śmigłowców ZOP
    Sieć radarów nadbrzeżnych
    Obrona przeciwlotnicza, przeciw-podwodna portów
Koncept prezentowany na tym blogu. Nieco egzotyczny, ale uniwersalny. Foto - Fassmer

Koncept prezentowany na tym blogu. Nieco egzotyczny, ale uniwersalny. Foto – Fassmer

Patrząc w ten sposób, optymalną platformą jest OPV zbudowany według norm cywilnych z zastosowaniem selektywnym standardów wojenno-morskich. Uzbrojenie powinno być wzbogacone o systemy samoobrony w granicach rozsądku i stosowalności na platformie klasy OPV, a więc umożliwiające obronę przed prowokacją lub atakiem terrorystycznym z użyciem nowoczesnych środków napadu, lecz poniżej progu otwartej wojny i nieograniczonego ataku. Kłopot może sprawić eskorta okrętu transportowego/wsparcia wojsk w trakcie operacji poza zasięgiem wsparcia z lądu. Stąd pomysł bliźniaka dla Ślązaka i zbudowania pary lekko uzbrojonych korwet, co jest alternatywą dla OPV. Nazwy Miecznik unikam ze względu na niebezpieczeństwo eskalacji wymagań. Do dyskusji jest to, czy korwety powinny mieć uzbrojenie przeciw celom nawodnym, czy też raczej ASW. Być może pewna forma modułowości jest drogą właściwą? Wielkim nieobecnym w tej propozycji są okręty podwodne, ale mam wrażenie, że z punktu widzenia polityków tak zwane odstraszanie jest głównym uzasadnieniem wydatków tej skali.

  8 Responses to ““Czy Polska musi być krajem kontynentalnym?””

  1. Witam Panie Przemku!
    1. Czy my w ogóle musimy sobie stawiać pytanie, czy chcemy być krajem morskim czy kontynentalnym? Myślę, że dopóki nie nastąpi jakąś zasadnicza zmiana w przebiegu granic pomiędzy państwami, czy organizacjami w Europie, pytanie jest nieaktualne – chyba, że rozważamy dołączenie do grona krajów o takim współczynniku wpływu na środowisko geostrategiczne jak Słowacja, Austria i Węgry, lub o tak szerokim wachlarzu możliwych do wyboru opcji jak Białoruś?
    Dlatego podejście prezentowane przez BBN: granica morska jako okoliczność negatywna utrudniająca obronę terytorium RP – uważam za z gruntu szkodliwe, wyrosłe jeszcze z czasów PRL, gdy bezpieczeństwo fizyczne i namiastkę bezpieczeństwa ekonomicznego, miała nam zapewniać bliskość potężnego Związku Sowieckiego.
    2. W jednym BBN, ale również teoretycy A2 (bo już nie AD), czy ideolodzy uproszczonej, źle rozumianej i sprowadzonej jedynie do funkcji obronnej “Jeune Ecole”, mają (mieli rację) – wybrzeża da się bronić z brzegu nie posiadając floty. Dlatego obrona wybrzeża; czy w wydaniu BBN: słonej wody w pasie o szerokości 12 Mm od plaż; nie stanowi raison d’etre PMW.
    3. Moim zdaniem PMW powinna być budowniczym i strażnikiem: systemu sojuszy w obrębie Bałtyku; bezpieczeństwa ekonomicznego RP (wolności handlu i dywersyfikacji dostaw); międzynarodowego szlaku transportowego, który wychodząc z morza na ląd w polskich portach, może stać się alternatywą dla dominacji rosyjskiej w handlu surowcami a zachodnioeuropejskiej w pośrednictwie w handlu z Azją.
    4. Do realizacji tych podstawowych zadań PMW nie potrzebuje, ani uniwersalnych niszczycieli, ani oceanicznych OP ale też nie potrzebuje uzbrojonych w rakiety ścigaczy, czy dronów. Potrzebne są jej za to okręty, które wpłyną do sojuszniczego portu wzmacniając pozytywne relacje; wezmą udział w operacji humanitarnej czy antypirackiej; przydadzą się w zespole interwencyjnym NATO czy UE ale też z równą swobodą będą szukać wrogich OP czy min na Bałtyku zachodnim. Będą umiały obronić siebie lub eskortowaną jednostkę przed pojedynczą rakietą wystrzeloną z brzegu, OP czy z doraźnie uzbrojonego frachtowca, ale też współpracować z NDR lub brzegowym systemem OPL, w zwalczaniu wypadu wrogich korwet czy samolotów.
    Takie jednostki powinny zostać uzupełnione 1-2 okrętami transportu strategicznego i zabezpieczenia logistycznego stanowiącymi jednocześnie bazę dla śmigłowców – dla projekcji interesów państwa poza Bałtykiem oraz niewielkimi OP, których zadaniem byłoby – wespół z mobilnym NDR – zabranie przeciwnikowi swobody poruszania się po Bałtyku. Flota opisanego wzoru byłaby mniej liczna i tańsza niż obecna, wymagająca kilkakrotnie mniej etatów, a przy tym bez porównania bardziej sprawna jako narzędzie wsparcia interesów państwa w czasie pokoju, a wsparcia logistycznego zasadniczej części Sił Zbrojnych w przypadku wojny.
    Pozdrawiam,
    Robert

    • Panie Robercie,

      Myślę, że BBN nie widzi morza jako przeszkody w obronie terytorium. Po prostu rzecz jest w zorientowaniu na priorytetowe zagrożenia przychodzące z lądu. Co do reszty, to zgadzam się w ogólnym zarysie.

      • Nie zgodzę się Panie Przemku co do BBN. Gdy nie widziało ono zagrożenia z lądu a przypomnę, że zaczęło je postrzegać (z wielkim oporem) dopiero późną jesienią 2012; i gdy priorytetem były zagrożenia asymetryczne, również pisano tam jedynie o “obronie wód terytorialnych” i nikt się tam nawet nie zająknął o zastąpieniu okrętami “lądowych” form aktywności militarnej u boku sojuszników. W mojej opinii, to środowisko przyczyniło się w ogromnym stopniu do stworzenia fałszywego obrazu PMW w mediach i społeczeństwie. Żeby daleko nie szukać: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/koziej-to-nie-jest-smierc-polskiej-marynarki-wojennej-to-koniec-pewnych-marzen/8f0fb. Przypomnę, tenże sam pan Koziej, próbował na przełomie wieków wymusić rezygnację z zakupu myśliwców na korzyść … No właśnie, czego? Skoro po 15 latach nadal nikt w świecie nie buduje operacyjnych bezzałogowców, które choć w części mogłyby zastąpić klasyczne samoloty myśliwskie …
        Dlatego: Uchowaj Boże przed refleksem BBN-u!

      • BBN przede wszystkim widzi zagrożenia. A morze jest dla nas średnim zagrożeniem, więc jest przez BBN lekceważone. Brakuje w tym wszystkim świadomości, że marynarka wojenna moze spełniać nie tylko funkcje obronne, ale również polityczne i gospodarcze.
        A to już nie koniecznie działka BBN’u..

  2. W nawiązaniu do niestabilności projektu ON dla polskiej floty – nawet najbogatsi mają problem: http://news.usni.org/2014/12/15/navy-fleet-put-lcs-follow-focus-surface-sub-threats-not-air

  3. Może by tak połączyć Czaplę z Miecznikiem i lekkim transportowcem? Chodzi mi o projekt Austala MRV 80. Ostatnio pokazano jego wersję uzbrojoną AShM, ASW, AAW. W tej wersji, w porównaniu do patrolowej proponowanej dla RAN, zwiększono załogę do 45 osób z 35 + do 80ciu pasażerów. Nie wiem ilu pasażerów przyjmuje “wersja korwety”, ale pokład zadaniowy dalej istnieje (chociaż na nowym modelu brakowało rampy wyładunkowej; może jest schowana?). Dwa takie mogłyby przerzucić kompanię piechoty ze sprzętem (z projekty OPV wychodzi, że 6-8 rosomaków na każdy by upchnięto), bez żadnej dodatkowej obstawy. Mogłyby przyjąć dużą łódź inspekcyjną (11metrowy RHIB Damena na pokładzie np.) lub kontenery zadaniowe. Taki Jack-of-all-trades. Sześć takich zamiast Mieczników i Czapli. Jedynym problemem jest sama konstrukcja katamaranu i materiał poszycia (chyba aluminium).

    • To był pomysł Austala na uniwersalny okręt dla marynarki australijskiej. Program chyba jeszcze nie umarł. U nas musiałby nie tylko pokonać niechęć do egzotycznych rozwiązań i technologii, ale przede wszystkim mieć za sobą jakiś koncept doktrynalny. I tu zaczynają się schody.

      • No własnie to byłby dobry okręt na nasz koncept doktrynalny. Zazwyczaj nam doktryny brak, a jeśli już jakaś jest, to zazwyczaj nie może przetrwać dłużej jak kilka lat. Taka platforma dawałaby nam pewną elastyczność. Można by ją łatwo przystosować do panującej akurat doktryny. MRV 80 był proponowany jako następca armidali, okrętów przeciwminowych i hydrograficznych we flocie RAN. Austal proponował też te okręty filipińczykom w wersji z rakietami i torpedami. Okręcik ma spory potencjał, jeśli chodzi o przestrzeń, którą można wypełnić sprzętem, modułami lub wojskiem. Ma wreszcie możliwość przyjęcia sporej wielkości śmigłowca. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaję, że tędy droga.

        Zgadzam się co do oporów jakie marynarka z opinią publiczną miałyby przeciw tej klasie. Już widzę te dramatyczne newsy: “Trimaran to niesprawdzona i niebezpieczna koncepcja!” lub “marynarka będzie pływać w aluminiowych puszkach!” tudzież “LCS to porażka, a Polska chce mieć jej mniejszą wersję! Komu posmarowali amerykanie!”. Wiem, że trochę koloryzuję, ale jak przypominam sobie ile media poświeciły na udowadnianie tezy, że ręcznie rozstawiany falochron w KTO to zagrożenie dla życia żołnierzy, lub że F16 są za stare i amerykanie przekupili władzę, bo Gripen bije go na głowę, to wiem że tak samo skończyłoby się to i tym razem.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)