Jan 022015
 

Wraz z Nowym Rokiem nasze spojrzenia powinny się kierować ku przyszłości, bez większego oglądania się za siebie. I rzeczywiście, poprzedni rok nie przyniósł marynarce wojennej żadnego rozstrzygnięcia za wyjątkiem rzutem na taśmę podpisanej umowy na drugi Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy. Nie jest to wyraz pesymizmu lub próba umniejszenia wagi tytanicznej, jak przypuszczam, pracy urzędników MON-u przygotowujących negocjacje na nowe okręty. To proste stwierdzenia faktu, że trzyletni okres podejmowania decyzji jest zbyt długi i porównywalny z cyklem życia lub dojrzewania wielu nowoczesnych technologii. Wojna na Ukrainie z udziałem i wsparciem Rosji, naszego wielkiego sąsiada, pokazuje również jak szybko potrafi się zmienić środowisko bezpieczeństwa kraju, podczas gdy zachowujemy się jakbyśmy mieli 10-20 lat czasu na realizacje naszych planów. Nader skromnych porównując ze skalą wydatków zbrojeniowych Rosji, co ponownie skłania do postawienia pytania o wartość naszych planów odstraszania konwencjonalnego z użyciem okrętów podwodnych.

Czego więc powinniśmy się spodziewać we właśnie rozpoczętym 2015 roku? Kontynuując wątek z poprzedniego wpisu o problemach doktrynalnych Marynarki Wojennej, można zaryzykować stwierdzenie, że to nieprawda, że nie mamy doktryny – wręcz przeciwnie, mamy dwie. Jedną, rozwijaną przez BBN i zorientowaną na konflikty hybrydowe oraz strategię odmowy dostępu. Drugą, poniekąd praktykowaną przez Marynarkę Wojenną i będącą zlepkiem teorii morskich czołowych potęg NATO. Mają się do siebie jak pięść do nosa, bo NATO, będąc najsilniejszym sojuszem wojskowym na świecie, nie ma w swojej doktrynie ani odmowy dostępu ani tego nie ćwiczy. Bawiąc się w grę słów zapytajmy, czy mamy rozwijać doktrynę wojny hybrydowej, czy też być może hybrydową doktrynę wojny?

Aby lepiej wyjaśnić, co przez to rozumiem, odwołuję się do tekstu częstego „gościa” na łamach tego blogu, profesora Jamesa Holmes’a. Artykuł Taiwan’s New Stealth Corvettes: Just What the Doctor Ordered? jest komentarzem do najnowszego nabytku marynarki wojennej Tajwanu – 500 tonowych okrętów rakietowych Tuo Jiang. Autor czyni uwagę, która nie jest czymś odkrywczym, ale przypomnieniem starych prawd, które lubimy zapominać:

Zmiana kultury organizacyjnej, to coś więcej niż wprowadzenie do użytku nowych gadżetów, nie ważne jak imponujących. Sposób, w jaki marynarka używa swoich okrętów jest co najmniej tak samo ważny jak techniczne możliwości w nich zawarte.

Coś bardziej zgodnego z doktryną BBN, ale poza praktyką NATO. Źródło - www.asian-defense-news.blogspot.com

Coś bardziej zgodnego z doktryną BBN, ale poza praktyką NATO. Źródło – www.asian-defense-news.blogspot.com

Powyższe zdanie stanowi pretekst do znacznie szerszego spojrzenia na problemy doktrynalne marynarki Tajwanu. W jaki sposób korpus oficerski przyzwyczajony do problemów panowania na morzu ma zamiar wdrożyć w życie „morską partyzantkę”? Czy zamiast podejmowania prób scalenia obu światów działań na morzu, może pójść dokładnie w przeciwnym kierunku i zaakceptować dwoistość koniecznych operacji morskich i stworzyć hybrydową, dwuczłonową doktrynę morską? Obarczyć rolą obrony i odmowy dostępu siły operujące z lądu a okręty nawodne przeznaczyć do realizacji celów polityki zagranicznej państwa?

Ma to swoje konsekwencje w wyborach priorytetów dotyczących kontraktów na budowę okrętów wojennych. Zacznijmy od tego, że tak naprawdę czasu jest mniej niż cały 2015 rok, ze względu na wybory. Liczą się więc tylko kontrakty podpisane w pierwszej połowie roku. Poza tym terminem, pozostaje wielki znak zapytania. Scenariusz, w którym podpisuje się umowę zarówno na Orkę, Miecznika i Czaplę w ciągu kilku miesięcy przyjmuję z dużą dozą sceptycyzmu. Jeśli tak się stanie, brawo dla Ministra Siemoniaka. Bardziej prawdopodobny rozwój wydarzeń, to jednak podpisanie umowy na okręty podwodne, bo ten program wydaje się być jedynym posiadającym poparcie zarówno polityków jak i marynarzy. Ponadto wpisuje się dobrze w retorykę „Polskich Kłów”. Co jednak stanie się z okrętami nawodnymi? Czy rząd zdecyduje się podjąć zobowiązanie równoległego prowadzenia dwóch najdroższych programów – Orki i Miecznika? Czapla wydaje się mieć najmniejsze szanse, bo brak mi wiary w to, że ktoś podejmie decyzję o budowie w pierwszej kolejności okrętów drugorzędnych z punktu widzenia marynarki. Jak bumerang powraca Plan B, czyli kontynuacja projektu Ślązak – patrolowca, który łatwo może z Czapli przeistoczyć się w Miecznika. Tylko to wymagałoby publicznego wycofania się z oficjalnie obowiązującego planu. Mało prawdopodobne, lecz możliwe pod warunkiem „sprzedania” opinii publicznej pomysłu pod hasłem „przyśpieszenia” wprowadzania w życie nowych zdolności bojowych przy zachowaniu znacznej swobody wyboru ostatecznej konfiguracji. Plus dla modułowej konstrukcji okrętu! Dość ponurą alternatywą jest przeczekanie, czyli pozostawienie decyzji odnośnie sił nawodnych na okres po wyborach. To może oznaczać nigdy. Kontynuując ton czarnego humoru, nie sądzę aby Federacja Rosyjska zechciała dopasować swoje plany do naszego harmonogramu wyborczego czy modernizacji technicznej preferującej lokalny przemysł.

Skoro nauczyliśmy się budować taki okręt, to czemu tego nie wykorzystać? Foto www.tvn24.pl

Skoro nauczyliśmy się budować taki okręt, to czemu tego nie wykorzystać? Foto www.tvn24.pl

Na koniec jeszcze jeden cytat z tego samego źródła na temat znanych prawd wynikających z bolesnych doświadczeń:

Według wszelkiego prawdopodobieństwa, straty będą osłabiać marynarkę wojenną Tajwanu. Flota praktykująca odmowę dostępu musi mieć na stanie mnogość sprzętu aby sprostać wymogom tego pola walki, które jest znacznie mniejsze niż Zachodni Pacyfik, ale równie nieprzyjazne.

Autor powątpiewa, czy tuzin korwet jest liczbą wystarczającą naprzeciw marynarce chińskiej. Jak więc mamy traktować próbę promowania idei trzech Mieczników w roli Okrętu Obrony Wybrzeża, zwłaszcza że z założenia tylko jeden będzie w danej chwili w morzu wykonując wyznaczone zadania. Chyba jednak trzeba trzymać kciuki za konsorcjum SMW I Remontowej, bo być może niezależnie od naszych preferencji będzie to najrozsądniejsza opcja. I takie rozwiązanie wcale nie byłoby złe.

  5 Responses to “Doktryna wojny hybrydowej, czy hybrydowa doktryna?”

  1. Witam
    Myślę, że skoro rozpatrujemy przypadek Tajwanu, nie należy zapominać o zależności tego wyspiarskiego państwa od transportu morskiego. Stąd podział floty na siły “dyplomatyczne” i “obronne” w ich przypadku byłby mało adekwatny do sytuacji tworu nieuznawanego przez zdecydowaną większość aktorów sceny międzynarodowej. Bardziej sensowny w tym przypadku wydaje się podział na flotę “przybrzeżną” i “oceaniczną”. Zadaniem pierwszej byłaby bezpośrednia obrona wybrzeża i ewentualna dezorganizacja ruchu w Cieśninie Tajwańskiej, mającą w założeniu wymusić umiędzynarodowienie ewentualnego konfliktu z PRC. Paradoksalnie, w związku z tym, to na tej części floty spoczywałby ciężar zadań “dyplomatycznych”. Zadaniem floty oceanicznej byłoby eskortowanie własnych konwojów z zaopatrzeniem oraz ewentualnie prowadzenie wojny krążowniczej w oddaleniu od wybrzeży PRC (poza zasięgiem jej lotnictwa i broni rakietowej), zmuszającej tą ostatnią do kosztownego angażowania nieproporcjonalnie dużych sił w celu ochrony własnego eksportu i dezorganizującej handel zagraniczny.
    Taka strategia hybrydowa nie byłaby niczym nowym, bo przecież już w latach 80. XIX wieku taką właśnie proponował adm. Aube dla Francji: obronę wybrzeża lekkimi siłami morskimi i mobilnymi, z jednej strony; a querre de course na brytyjskich liniach zaopatrzeniowych z drugiej. Żeby było jeszcze śmieszniej, to na wypadek wojny z Włochami, czy Niemcami Francja posiadała osobną strategię – klasycznej potęgi morskiej niszczącej flotę przeciwnika i blokującej jego porty. Taką właśnie dwoistą, “hybrydową” strategię prof. Holmes, proponował w paru felietonach mniejszym państwom azjatyckim.
    Pozdrawiam,
    Robert

    • Panie Robercie,
      W przypadku Francji i Jeune Ecole, miała ona przewagę technologiczną krążowników nowej klasy, a nawodne rajdery były rzeczywistym zagrożeniem wobec słabości rozpoznania. W przypadku Tajwanu sprawa się trochę zmienia – linie żeglugowe przebiegają wzdłuż tych samych tras co dla Chin i mogą one być pod kontrolą marynarki chińskiej. Słabość floty Tajwanu tylko podkreśla wątpliwość sukcesu takiej strategii. Na plus, tak jak w naszym przypadku, flota nawodna może spełniać rolę prewencyjną i dyplomatyczną.

  2. To jest temat na dyskusję, bo część linii tajwańskich przechodzi poza “pierwszym łańcuchem wysp”, gdzie jeszcze marynarka chińska za wiele nie ma do powiedzenia.
    W przypadku wojny przeciwko żegludze, o ile prowadzące ją jednostki nie napotykają na okręty przeciwnika, sama ich jakość i stopień nowoczesności mają niespecjalne znaczenie. Przykładem może być konkurencyjna dla “agresywnej” ASB koncepcja wojny z Chinami autorstwa Thomasa X. Hammesa, która zakłada (bardzo) daleką blokadę chińskiego transportu z wykorzystaniem m.in. pełnomorskich jednostek Coastal Guard i wyczarterowanych statków. Oczywiście inna byłaby skala działań amerykańskich, a inna tajwańskich, ale i celem tego ostatniego kraju nie byłoby rzucenie przeciwnika na kolana, a raczej umiędzynarodowienie konfliktu. Na rozważanie przez Tajwan koncepcji utrudniania PRC transportu morskiego wskazują też opublikowane ostatnio plany budowy pełnomorskich OP.

  3. Witam,

    Artykuł jest niezwykle interesujący. Szukam technicznych szczegółów nt. polskich okrętów jakie będą budowe w najbliższych latach w naszych stoczniach. Przeszukuję koncern zbrojeniowy PGZsa, ale nawet nie mogę znaleźć tam firm jakie są zrzeszone w konsorcjum (a wydaje mi się że kiedyś było to wypisane). Proszę o odpowiedź i pozdrawiam.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)