Jan 192015
 

Zmiana klasyfikacji Littoral Combat Ship na fregatę (FF) zbiega się w czasie wraz z istotną zmianą sposobu myślenia US Navy o siłach nawodnych i ma konsekwencje znacznie większe niż tylko gra słów. Powinna być także pożywką intelektualną dla naszego projektu Okrętu Obrony Wybrzeża, który ma się zmaterializować w najbliższym czasie. Jest to świetna okazja do wyjścia w dyskusji o Mieczniku poza schemat ćwiczenia maksymalnego upakowania zdolności bojowych w kadłubie 2.000 tonowego okrętu i za jaką cenę.

Nowa nazwa to nie tylko wyjście naprzeciw krytykom LCS, ale w pewnym sensie zamknięcie na nieokreślony czas dyskusji o potrzebie działań marynarki wojennej na wodach przybrzeżnych. Fregata ma dość dobrze zdefiniowaną funkcję czy rolę i stanowi powszechnie akceptowaną klasę okrętów, ale ma mało wspólnego z walką na wodach przybrzeżnych. Czym jednak ma być Miecznik dla Marynarki Wojennej RP? Na fregatę jest za mały, chociaż ambicje idą być może w tym kierunku. Na przybrzeżnego wojownika broniącego przeciwnikowi dostępu do określonego akwenu jest za duży i za drogi. Chyba jesteśmy zakleszczeni pomiędzy tymi dwoma wizjami, z których jedna to okręt osłaniający własne linie żeglugowe a druga to ofensywna broń zdolna do zadania istotnych strat przeciwnikowi zarówno na lądzie jak i na wodzie. Zupełnie z boku jest trzecia wizja, obrony powietrznej zespołów okrętów czy konwojów a nawet obrony powietrznej kraju.

Korweta wydaje się być odpowiednim słowem dla jednostki 2.000 tonowej, chociaż w tradycji Royal Navy jest to raczej zdefiniowana rola przybrzeżnego okrętu ASW i być może jest to właściwe dla nas podejście. W styczniowym numerze USNI Proceedings, Adm. Holland w artykule Designing the Future Warships oferuje swoją wizję, jak do zadania definiowania okrętu podejść, unikając pułapek LCS:

Odpowiedzią nie jest próba szczegółowego opisania zadań jakie okręt będzie wykonywał, lecz sformułowanie w ogólnych kategoriach wymogów jakie okręt ma spełniać. Tak więc w pierwszym rzędzie trzeba przewidzieć okręt, który może spełniać zwyczajowe zadania zachowując jednocześnie elastyczność i podatność na modyfikacje, gdy pojawią się nowe zadania, sytuacje i systemy uzbrojenia. Aby wykonać tego typu zadanie, analitycy i komputery są mniej ważni od marynarzy, konstruktorów okrętów i poczucia morskiej oraz organizacyjnej historii.

Inną, cenną uwagą admirała jest stwierdzenie konieczności znalezienia odpowiedniego promotora czy mecenasa projektu. Osoby, która jest w stanie sterować złożoną interakcją pomiędzy doświadczeniem operacyjnym, technologią, bazą przemysłową, tradycją czy oczekiwaniami zarówno polityków jak i marynarzy. Zadanie niełatwe, ale mam wrażenie, że projekty jak F-16, Rosomak czy Spike miały tego typu instytucjonalne wsparcie. Nic mi niestety nie wiadomo na temat takiego wsparcia dla morskich przedsięwzięć MON-u.

Wyciskając Miecznika jak cytrynę, musimy więc skupić się jak najlepiej potrafimy na ogólnej definicji możliwości okrętu, tak aby dała wskazówki co do konkretnych rozwiązań technicznych. Przede wszystkim okręt wielkości korwety czy nawet fregaty jest jednozadaniowy, to znaczy może posiadać zdolności na wysokim poziomie w jednej dziedzinie (np. ASW) redukując zdolności w pozostałych do pewnego minimum. Jeżeli nasz wybór podążając śladem Royal Navy to ASW, wówczas obrona przeciwlotnicza zostanie sprowadzona do samoobrony a zdolności ofensywne powinny pozwolić na zwalczanie podobnej klasy okrętu na zasadzie symetrii. Taki model jest spójny z rolą floty polegającej na ochronie żeglugi, ale wymaga posiadania panowania na morzu, co w sytuacji pełnego konfliktu mogą zapewnić tylko sojusznicy. Jest on również niesprzeczny z doktryną BBN-u określającą poziom zagrożenia najbardziej prawdopodobnego jako „działań podprogowych”.

Alternatywnym kierunkiem może być inwestowanie w zdolności ofensywne. To podejście jest spójne z doktryną odmowy dostępu BBN, ale wówczas trudno uniknąć dyskusji na temat skutków wymiany salw rakietowych pomiędzy przeciwnikami. Taki scenariusz promuje jednostki o zdecydowanej przewadze możliwości ataku nad obroną, co stwarza sytuację groźną i niestabilną, kto pierwszy, ten lepszy. Ukrytym założeniem jest spora liczebność okrętów działających w rozproszeniu. Trzy korwety to z pewnością za mało. Swego rodzaju Mercedesem w tej klasie jest Visby. Ten kierunek nie wydaje się mieć większych szans z dwóch powodów:

  • Zainwestowano w zdolności obrony wybrzeża i odmowy dostępu w postaci Morskiej Jednostki Rakietowej i program modernizacji nie widzi w przyszłości roli dla jednostek klasy Orkan.
  • Marynarka bierze aktywny udział w ćwiczeniach międzynarodowych, sojuszniczych a przede wszystkim NATO, gdzie podstawową rolę odgrywają scenariusze z typowymi elementami walki na morzu, wynikającymi z doświadczeń flot sojuszników.
Niewykorzystany potencjał przybrzeżnego wojownika. Foto www.austal.com

Niewykorzystany potencjał przybrzeżnego wojownika. Foto www.austal.com

Nawet, jeśli priorytet przypiszemy zwalczaniu zagrożeń spod wody, to określenie tego, co należałoby uznać za minimum samoobrony przeciwlotniczej i zwalczania symetrycznych zagrożeń nawodnych zabierze sporo z ograniczonych limitów wagi, przestrzeni czy mocy dostępnej na korwecie. Proste symulacje scenariuszy z użyciem równania salwy pokazują, że zapas amunicji zabieranej przez okręt będzie krytyczny. System klasy RAM jest teoretycznie w stanie obronić okręt przed salwą 2-3 rakiet. Korweta uzbrojona w dwa takie systemy (jak K-130) teoretycznie może się bronić przed 4-6 pociskami nadlatującymi jednocześnie. Dla pewności unieszkodliwienia korwety należałoby w konsekwencji odpalić salwę 8 rakiet, biorąc pod uwagę brak 100% gwarancji właściwego działania sprzętu, wykrycia, identyfikacji celu i naprowadzania i konieczność trafienia co najmniej jedną rakietą. To oznacza, że postulat zdolności zwalczania innej korwety na zasadzie symetrii wymaga przenoszenia minimum 8 rakiet. Posługując się tą samą zasadą symetrii, korweta powinna mieć zdolność do obrony przed taką salwą, co być może jest realne przy zastosowaniu również środków maskowania czy zakłócania. Tylko w tym przypadku obrona przed jedną salwą nie wystarczy, dwie, trzy salwy wydają się być niezbędnym minimum, co automatycznie definiuje zapas rakiet obrony przeciwlotniczej, przenoszony przez okręt. Dodajmy tak samo niepełne prawdopodobieństwo zestrzelenia czy awarii jak w przypadku rakiet przeciw-okrętowych i liczba amunicji rośnie do ponad 24. Problemem może się stać bardziej dostępna przestrzeń niż waga tych rakiet, zgodnie z tezą głoszoną przez Normana Friedmana, że we współczesnych okrętach parametrem krytycznym w projektowaniu jest objętość a nie ciężar.

W przypadku Polski, istotnym wyborem będzie posiadanie hangaru lub nie i co w tym hangarze ewentualnie ma być. Marynarka Wojenna prawdopodobnie będzie optowała za śmigłowcem pokładowym, a więc z hangarem i pełną obsługą wiropłata. To stoi w pewnej sprzeczności z dotychczasową praktyką śmigłowców operujących z lądu i wymogami przetargowymi na wspólną platformę dla wojsk lądowych i marynarki, bo preferencje 25 brygady kawalerii powietrznej leżą raczej po stronie cięższych maszyn. Powierzchnia hangaru będzie równie cennym zasobem jak pojemność magazynów amunicji. Ciężka maszyna w środku zabierze miejsce dla bezzałogowców potrzebnych do rozpoznania czy nawet zwalczania mniejszych, choć liczniejszych zagrożeń. Brak takiej maszyny obniży potencjał zwalczania okrętów podwodnych. Kompromisem może być lądowisko dla śmigłowca z możliwością uzupełniania paliwa i uzbrojenia a niewielki hangar dla bezzałogowców. Ogólnie, to co wybierze dla siebie armia, będzie miało wpływ na konfigurację okrętów. Tak samo jak w przypadku helikopterów, podobne konflikty wymagań taktyczno technicznych mogą zaistnieć dla dronów czy rakiet przeciwlotniczych.

Innym wymogiem, również dyskutowanym na tym blogu jest pytanie o stopień modułowości wbudowany w okręt. LCS jest być może realizacją wizji idącą zbyt daleko na obecną gotowość do asymilacji nowinek. We wspomnianym uprzednio numerze Proceeding, Gregory V. Cox w artykule Lessons Learned from the LCS, pomaga nam usystematyzować wiedzę na temat typów i celów modułowych konstrukcji, grupując je następująco:

  • Shipyard – Podatność na modernizacje. To jest typ bardzo interesujący dla niewielkiej floty zmuszonej do maksymalnego wykorzystania skromnych zasobów. MEKO czy StanFlex są dobrymi przykładami, jak można łatwo okręt modernizować.
  • Operational – definiowaną jako zdolność do zmiany konfiguracji okrętu we własnej bazie, pomiędzy kolejnymi przydzielonymi zadaniami. Pewien poziom takiej wymienności modułów jest wskazany, głównie poprzez użycie systemów skonteneryzowanych i pojazdów bezzałogowych. Możliwe jest wówczas wykonywanie zadań spoza standardowego menu okrętu jak rozpoznania radioelektronicznego czy przeciwminowego. Do tego potrzeba przestrzeni dla modułów.
  • Maintenance – utrzymanie kosztownej maszynerii i elektroniki w ruchu i pełnej sprawności. Dla jednostek działających w pobliżu własnych baz nie jest to parametr krytyczny, choć zawsze mile widziany. Przejawem takiego podejścia jest wymóg standardowej siłowni dla Czapli i Miecznika.
  • Tactical – możliwość rekonfiguracji okrętu będącego na misji. To nas interesuje mniej, przyjmując strategię Bałtyk Plus. Niemniej, uniwersalne wyrzutnie pionowego startu, jak Mk41 dają pewne szanse na elastyczność z pogranicza Tactical i Operational. Tyle, że aby zastosowanie wyrzutni pionowych miało sens, musielibyśmy zacząć od około 16-24 wyrzutni, co może napotkać na bariery zarówno techniczne jak i finansowe.

Nazwa Okręt Obrony Wybrzeża ma tę zaletę, że określa rolę okrętu, tak jak niegdyś torpedowiec, niszczyciel czy lotniskowiec. I byłoby wszystko dobrze gdybyśmy budowali Visby lub coś podobnego (niech będzie ze stali amagnetycznej), tyle że nie budujemy nic podobnego. Ale nazwa niesie ze sobą wiele konotacji co do sposobu użycia, czy przeznaczenia. Korweta nie jest wyjątkiem, a nazwa i tradycja stojąca za tą nazwą niech będzie jakąś wskazówką w decyzjach co do tego, w co zainwestujemy.

  13 Responses to “Miecznik, czyli wyciskanie cytryny”

  1. Witam
    Mam kilka pytań odnośnie naszej Marynarki Wojennej i Pańskich artykułów :

    Pyt. 1
    Czy Pańskim zdaniem Polska powinna posiadać okręty desantowe ( i jeśli tak to w jakim zakresie mogłyby zostać użyte )

    Pyt. 2
    Czy nie uważa Pan ,iż projekt “Czapla” powinien zostać nieco zmodyfikowany ,by zakresem zadań mógł obejmować zadania stricte pod korwetę ?

    Pyt. 3
    Czy w obecnej doktrynie morskiej i planów modernizacyjnych Polska Flota może posiadać jakieś możliwość kontrofensywne ?

    Bardzo interesujące są Pańskie wypowiedzi na temat obcych flot i możliwych “korekt” w “PMT 2012-2022” . Jestem sceptyczny jeśli chodzi o przyszłość MW ,ponieważ nie sądzę ,aby ostatnie przedłużenia terminów i brak nowych ( mam na myśli Okręty Podwodne,Okręt OOW i Czaple) zostały wykonane zgodnie z terminem .
    Pozdrawiam

    • Witam serdecznie,

      Postaram się odpowiedzieć zwięźle:
      1. Nie, moje wyjaśnienie na tym samym blogu http://www.viribus-unitis.com.pl/2011/10/jhsv-dla-panstw-baltyckich-ec-w-ramach-pooling-and-sharing/ Myślę, że nie ma sensu inwestować w coś co nazywamy opposed landing, ale jest sens inwestować w mobilność sił zbrojnych, tzn. transportowiec oparty o konstrukcję promu.
      2. Raczej nie, Czapla to OPV lub patrolowiec bardzo różny od korwety, czyli okrętu bojowego. Inne parametry przyświecają projektowaniu ich konstrukcji. Niemniej jednak, jest możliwość przejęcia przez Czaplę od korwety pewnych zadań wykonywanych przy mniejszym poziomie zagrożenia – Maritime Security i monitorowanie lub zwalczanie zagrożeń asymetrycznych pod wodą. Eskorta statków w tych samych warunkach jest również możliwa. To, co Czapli brakuje to coś jak SeaRAM. Opcjonalnie możliwość instalacji skonteneryzowanego systemu sonaru VDS.
      3. De facto już ma. Doktryna BBN A2/AD jest mutacją Jeune Ecole i opiera się na kontrataku na wodach przybrzeżnych. Przede wszystkim jest to jednak bardziej stan umysłu niż kwestia sprzętu posiadanego. Kontrofensywa to ofensywne nastawienie kogoś, kto chwilowo jest w defensywie. I można do tego wykorzystać wszystko lub cokolwiek.

      Historia przetargu na okręty podwodne nie powinna dziwić pod warunkiem bardziej racjonalnego spojrzenia na sprawę. Koszt jest zaporowy a dodawanie rakiet manewrujących jako broni odstraszania z definicji musi wszystko wydłużyć znacząco. Po pierwsze taki okręt tak uzbrojony nie istnieje nigdzie na świecie a po drugie wymaga to zabiegów dyplomatycznych. Dodatkowo ktoś musi zapłacić za integrację i stworzenie takiego unikatowego rozwiązania i tym pierwszym klientem jesteśmy my. W sumie mało rozsądne, ale strach i ambicja mogą nas popchnąć do różnych decyzji. Mamy do wyboru okręt nie używany przez żadne państwo europejskie ale z zezwoleniem na integracje z rakietami, okręt zaprojektowany specjalnie na Bałtyk ale bez rakiet i okręt zaprojektowany na Bałtyk i do operacji specjalnych ale bez rakiet i jeszcze nie zbudowany. Skomplikowaliśmy projekt poza nasze zdolności zarządzania nim.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  2. Rozpatrując zagadnienie idąc za myślą rozwijaną w Pańskim tekście nasuwają mi się następujące refleksje:
    1) potrzeby MW spełni raczej tylko wprowadzenie dwóch podstawowych klas nawodnych okrętów
    tzn. korwety i fregaty:
    – fregata byłaby zdolna do stałego bazowania helikoptera, ale wydaje się, że
    powinien to być okręt o 2 osobnych specjalizacjach – zwalczania okrętów podwodnych i
    przeciwlotniczej zdolnej osłaniać całe zgrupowanie okrętów pociskami klasy Aster 15 lub Aster 30 ;
    Powyższe oznacza, że musielibyśmy posiadać przynajmniej po 2 fregaty do każdego z w/w zadań

    – korweta, jako okręt do zwalczania innych jednostek i atakowania celów na lądzie, z racji jego
    rozmiarów bazowanie helikopterów, poza bsl tj. Firescout jest raczej niemożliwe bez uszczuplenia
    miejsca na inne, istotniejsze środki walki lub wyposażenia (kiedy patrzę na zdjęcia kadłuba
    “Gawrona” / “Ślązaka” właśnie rozmiary lądowiska wydają mi się wobec rozmiaru okrętu koronnym
    argumentem przeciw nie tylko bazowaniu, ale nawet posiadania na wszelki wypadek możliwości
    przyjmowania helikoptera.
    Sądzę, że powinniśmy mieć przynajmniej 6 takich okrętów.

    – okręt podwodny: nie wdając się w rozważania myślę, że nie 3, a 6 sztuk, jeśliby miały odpowiednie
    rozmiary i autonomiczność, stanowiłyby poważny argument wychodząc na pełne morze, ukryte
    w głębinach np. bliżej granic Rosji (dyskusje o 3 okrętach z 18 pociskami manewrującymi wydają
    mi się burzą w szklance wody, jeśli brak odpowiedniej łączności dowództwo-okręt w głębinie,
    doboru i odnajdywania celów, zapewnienia logistyki na pełnym morzu skrycie)

    Jeśliby z jakichkolwiek przyczyn nie można zrealizować podobnej wizji, to chyba właśnie okręty typu “Orkan” były dobrym rozwiązaniem dla MW. Pociski RBS 15 Mk. 3 dają mu dużą, w porównaniu do rozmiarów siłę ognia, wysoka prędkość, znaczna ilość odpowiednio rozśrodkowanych jednostek pozwoliłyby skutecznie rozbić flotę inwazyjną. Zapewne do realizacji zadań na pełnym morzu taka flota
    nie nadawałaby się, ale chyba lepsza taka niż żadna, jak nie przymierzając, obecnie. Liczba jednostek
    to przynajmniej kilkanaście np. 5-6 eskadr pod 3 okręty. Tylko czy linia brzegowa daje im odpowiednie maskowanie ? Raczej nie, Polska to nie Szwecja czy Norwegia.

    Na marginesie warto też wskazać konieczność zespolenia działań MW i SP: np. eskadra w Malborku
    (albo lepiej dywizjon złożony z 2 eskadr) powinien zapewnić odpowiednie wsparcie okrętom na morzu.
    Gdyby nasze SP oprzeć o odpowiednio liczną flotę samolotów wielozadaniowych to ta akurat jednostka mogłaby otrzymać ich wersję morską (nie ukrywam, że moim typem jest z pewnym względów Rafale – to jednak inny temat).

    • Panie Marcinie,

      Możliwości techniczne są bardzo szerokie. Pierwotnym pytaniem, od którego powinniśmy zacząć jest jaką rolę ogrywa MW w ogólnej strategii Państwa i ile jesteśmy na tę funkcję przeznaczyć środków finansowych. Obrona wybrzeża? To po co fregaty? Obrona szlaków komunikacyjnych? Ale na jakim odcinku i dla ilu statków? Dzisiaj chyba żadne państwo na świecie nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa żeglugi samodzielnie. Flota spełniająca minimalne wymogi danej funkcji, czy roli musi mieścić się w kwocie, którą politycy są na to gotowi przeznaczyć. Zwłaszcza, że są projekty konkurencyjne. Na pewno marynarka musi współpracować ściśłe zwłaszcza z lotnictwem, gdyż nie będzie nawet z fregatami w stanie zapewnić własnej obrony przeciwlotniczej.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku,
        Pozwoliłem sobie na taką “małą” dywagację, jakby ćwiczenie umysłu. Wiadomo przecież, że takiej floty Polska w przewidywalnej przyszłości nie utworzy, choć i tak wymieniony komponent nawodny na wypadek wojny powinien zostać pomnożony przez dwa (oczywiście okrętów nie buduje się z dnia na dzień, więc to i tak abstrakcja.

        W pełni się zgadzam i do tego zawsze dążę we wszelkich swoich komentarzach nt. obronne: najpierw koncepcja do czego służą siły zbrojne, na co nas stać (klasyczna kalkulacja koszt-efekt).
        Naturalnie to wszystko musi poprzedzić zdefiniowanie interesu narodowego, ponad podziałami ideowymi (tj. dzieje się to w USA) – wyznaczenie celów polityki, zwłaszcza tych dalekosiężnych (to co znamy z dyplomacji brytyjskiej: korona ma interesy, a nie przyjaciół).
        Obawiam się, że w “szaleństwie” zakupów MON mimo wątpliwości jest jednak pewna metoda: minimum tego co musimy mieć. Zamiast poważnej rozbudowy MW kupimy NDR. zamiast poważnej obrony plot. kilka zestawów średniego zasięgu (już nie baterii czy dywizjonów) ustawionych zapewne pomiędzy Warszawą, a Obwodem Kaliningradzkim, plus pewien potencjał uderzeniowy w SP i WL (AGM-158A i przyszłe “Homary”).
        Nawiasem mówiąc obrona oczywiście jest zawsze droższa, zaś zdolności uderzeniowe związane z tzw. równowagą strachu (tj. w wypadku broni nuklearnej) czy tzw. nieakceptowalne straty – to są też niegłupie pomysły … ale nie w wypadku wojny z Rosją.
        Odstraszanie konwencjonalne i to w warunkach tak rażącej dysproporcji nie zadziała – Rosja to nie cywilizowana Dania czy Belgia, u nich pojęcie nieakceptowalnych strat istnieje na wyższym poziomie zagrożeń 🙂

        Przepraszam za te przydługie wtręty, w każdym razie poziom MW do jakie dążą gremia kierownicze jest daleko niezadowalający. Skoro już mamy projekt MEKO to należy wrócić do planów budowy 6-12 takich jednostek przy założeniu modułowości ich konstrukcji w zależności od stawianych zadań. Uważam, że to interesujące podejście i możliwe przy obecnych technologiach. Inaczej trzeba zbudować przynajmniej drugą eskadrę 3 jednostek tj. Orkan, żeby przynajmniej wesprzeć obronę wybrzeża (z dostępnych źródeł widać, że Rosja przygotowuje się na scenariusz desantu morskiego).
        Lotnictwo i NDR (samodzielne, rozproszone, ukompoletowane w radary i łączność, z zapasem na 3 pełne salwy każdy) nie mogą w rozsądnym planie konkurować – przecież one się uzupełniają.

        Pozdrawiam !

        • Panie Marcinie,

          Myślę, że problem tkwi w różnicy postrzegania MW przez Sztab Generalny i MON z jednej strony, a samą marynarkę z drugiej. Pierwsi mają pewien kłopot w jaki sposób MW może się przysłużyć bezpieczeństwu Państwa w ramach całych Sił Zbrojnych. MW widzi siebie w pewnym wyizolowaniu od reszty Sił Zbrojnych i jest zajęta sprawami czysto wojennomorskimi. To powoduje, że ochrona żeglugi może wygenerować minimalne zapotrzebowanie na dajmy 3 fregaty, w sumie jakieś 6 mld PLN. I to jest minimum, tylko że dla MON-u te pieniądze to dwie eskadry F-16, które są postrzegane jako potrzebne o wiele bardziej niż osłona jednego gazowca, gdzieś na morzu. Miałem kiedyś szefa, który oszczędzał na wszystkim i liczył każdy etat w firmie. Ale mawiał, że jak trzeba pieniędzy na coś, co uważał za istotne lub potrzebne, nie było problemu. Co politycy uważają za niezbędne lub warte takich pieniędzy?
          Kontynuacja MEKO ma swoje zalety i jestem za, jeśli konsorcjum wywiąże się dobrze z powierzonego zadania budowy Ślązaka. Orkany mają małe szanse wobec istnienia NDR i ogromu potrzeb we wszystkich dziedzinach. Prawdopodobnie mają szansę jakieś bezzałogowce, ale znów potrzeba wizji do czego.Najważniejsze, żeby zrobić cokolwiek z założonego planu!

          Pozdrawiam,

          Przemek

  3. Postrzeganie przez MW siebie w oderwaniu od innych rodzajów wojsk, jeśli rzeczywiście takowe jest, to kompletny anachronizm. Czy jednak na wizji polskiej MW nie ciąży Wojna Obronna września 1939r. ?
    Nie posiadam gruntownej wiedzy nt. marynarki wojennej, ale pamiętam, że zakup niszczycieli za które można było wystawić kilka dodatkowych dywizji, a które ostatecznie odpłynęły do Anglii (zdaje się w ramach akcji / polanu “Worek” – nie ma źródła pod ręką) budził kontrowersje.
    Czy i obecnie zwłaszcza w dobie rozwoju systemów rozpoznania i dowodzenia, a przede wszystkim środków napadu powietrznego i rakietowego rozbudowywanie floty, szczególnie kiedy środki są skromne nie może budzić obaw ?
    Zwłaszcza, jeśli przy tym nie udaje się wypracować skoordynowanych wzorców współdziałania: przecież po PRL pozostała cała sieć lotnisk usytuowanych jeżeli nie nad samym morzem (Bagicz, Słupsk), to blisko wybrzeża (Siemirowice, Świdwin). Sądzę, ze powinny zostać o ile nie zagospodarowane dla eskadr wspierających MW, to przynajmniej jako lotniska zapasowe dla SP.

    Co się tyczy F-16, to jeżeli nie rozbudujemy sieci radarowej i baterii rakiet plot. to mając choćby i 200 maszyn(a sądzę, że tyle przynajmniej powinniśmy mieć) nic nam nie przyjdzie z tego.

    Odsunięcie od morza, tego okna na świat zawsze uważano na przestrzeni dziejów Polski za zgubne.
    Transport przecież to głównie żegluga i kolej, lotnictwo nie zastąpi ich raczej nigdy. Nie sądzę, żeby Polski nie było stać na wprowadzenie do służby i użytkowanie przynajmniej 6 korwet i 3 okrętów podwodnych, które dawałyby minimum siły ofensywnej na morzu, plus pewną ilość małych patrolowców , oraz dodatkowo odpowiedników kutrów “Tarantula” lub “Orkanów”. Ciekawy jest temat bezzałogowców: jakkolwiek odrzutowe maszyny bojowe to wciąż obszar testów (np. X-47) to jednak uzupełnienie helikopterów zwalczania okrętów podwodnych bazowania lądowego maszynami np. klasy Firescout bazującyh na okrętach może być interesujące (choć nie byłyby zdolne holować sonar, to już detektor anomalii magnetycznych tj. na Kamanach chyba dałyby radę).

    Pozdrawiam
    Marcin

  4. Bardzo cenię Pański blog . Sposób kompleksowego podejścia i ocena tego co i w jakim zakresie można osiągnąć przy znajomości polskich realiów jest bardzo profesjonalny. Pozwoliłem sobie na tę małą ocenę i w związku z tym mam kilka uwag i pytań
    1. MON w okresie od 2008 roku nie zrealizował budżetu na kwotę około 10 mld PLN. Czy w związku z tym problemem są ograniczone środki , raczej nie ( Kwota 10 mld pozwoliła by kupić dwie fregaty i cztery korwety ).
    2. Sądzę ze polska MW powinna posiadać dwie fregaty wielozadaniowe z systemem AEGIS przynajmniej klasy takiej jak norweskie .
    3. Wydatki takie jak
    (Liczone w Euro bo to można zbudować w europejskich, a niektóre w polskich stoczniach z wyposażeniem najwyższej klasy kupionym w Europie )

    4 x Miecznik 1,2 mld Euro
    4 x Czapla 0,6 mld Euro
    4 x OP Orka 2,0 mld Euro
    2 x fregata 1,2 mld Euro
    6 x Kormoran II 0,7 mld Euro
    4 x SAR 0,5 mld Euro

    Razem 6,2 mld Euro (1 Euro= 4,2 PLN to 26,04 mld PLN) plus minus 2,17 mld PLN rocznie przez 12 lat do 2026 roku

    pozwoliły by na wyposażenie dwóch symetrycznych flotylli w Gdyni i Świnoujściu sformowanych w

    – dywizjon okrętów bojowych 1 x Fregata, 2 x Miecznik, 2 x Orka
    – dywizjon walki minowej 3 x Kormoran II , XCZ lub Ślązak
    – dywizjon rozpoznania i wsparcia 2 x Czapla, 2 x SAR ( możliwy jeszcze OWL lub OWO )
    – dywizjon zabezpieczenia hydrograficznego lub w drugiej flotylli Nadbrzeżna Jednostka Rakietowa
    – dywizjon przeciwlotniczy
    – dywizjon logistyczny
    – batalion saperów flotylli

    Dwie prawie symetryczne flotylle, każda wyposażona w 5 silnie uzbrojonych okrętów tworzących kompletny system bojowy, gdzie okręt flagowy fregata daje parasol przeciwlotniczy dla całego zespołu okrętów, zapewnia dowodzenie i maksymalną siłę ognia, dwie korwety uzupełniające potencjał bojowy oraz dwa OP pozwalają skutecznie wypełniać zadania zarówno w obronie jak i ataku.
    Poziom wyposażenia okrętów w systemy uzbrojenia przewyższający lub podobny technologicznie do potencjalnego wroga wymaga lepszego wyszkolenia i dowodzenia walką morską. Przedstawiona powyżej struktura floty z podziałem na dwie flotylle pozwala zabezpieczyć granicę morska bez względu na kierunek zagrożenia , w każdym przypadku jedna jest narzędziem pierwszego ataku a druga odwodem . Całość dopełnia użycie lądowych środków klasy NSM co tworzy bufor anty okrętowy do 200 km od brzegu. Taki potencjał powinien zniechęcić potencjalnego agresora i zapobiec ewentualnym przyszłym konfliktom.
    4. Czy wydatki na poziomie 0,9 mld PLN są wstanie zrealizować plan modernizacji MW oficjalnie ogłoszony przez MON , moim zdaniem nie starczy środków nawet na te i tak skromne plany MW.

    Te kilka przemyśleń pozwoliłem sobie napisać w nadziei że nie napisałem kompletnych bzdur.
    Mam nieodparte wrażenie że Polskę stać na odpowiednie siły morskie bez specjalnego trudu czy wyrzeczeń finansowych , a konieczne jest określenie wieloletnich planów zakupów i determinacja dla ich realizacji.

    Pozdrawiam Jacek

    • Panie Jacku,
      Dzięki za miłe słowa pod adresem blogu! Parę moich komentarzy. To dobrze, że mamy różne pomysły na flotę. Pewnie niektóre z naszych pomysłów są fantazyjne, ale w dyskusji można coś usprawnić. Tak proszę potraktować kilka moich komentarzy. 10 mld PLN nie wydanych dotyczy całego MON-u, a “działka” MW to jakieś 10%, czyli w ciągu 7 lat trochę ponad 100 mln PLN extra. To sporo, ale nie na duże okręty. MW posługuje się dość prostym schematem trzech okrętów – jeden na misji, drugi po misji, trzeci w remoncie, szkoleniu załogi itd. To znaczy, że na trzy okręty jeden jest “operacyjny”. Aby mieć dwie flotylle trzeba by zbudować 2×3 okręty z każdej klasy. Symetryczny rozkład sił na dwie bazy byłby pewnie kwestionowany, no bo nikt nie zrobi z Niemców wroga (dzisiaj). Jak Pan słusznie zauważył, to nie pieniądze są największą bolączką MW, ale sens jej istnienia, a raczej brak wystarczająco nośnej definicji takowego. Stąd każdy projekt dla MW konkuruje z “ważniejszymi” priorytetami MON-u. Jest też problem czasu. Jeśli ci sami ludzie obsługują w MON-ie wszystkie przetargi, to okręty muszą czekać w kolejce na załatwienie sprawy śmigłowców, obrony przeciwlotniczej a może i dronów. Potrzeba nam “ścieżki onkologicznej” bez kolejki dla floty:)

      Pozdrawiam,

      Przemek

  5. Panie Przemku bardzo dziękuję za recenzję moich pomysłów na naszą MW. Oczywiście moje przemyślenia są na pograniczu fantazji i zgadzam się z Panem w ocenie problemów decyzyjnych w MON.
    Przywołana przez Pana “ścieżka onkologiczna” doskonale oddaje polskie realia. MZ też nie potrafi zdecydować za jakie świadczenia powinno płacić i udaje że płaci prawie za wszystkie , a pacjenci tkwią w coraz dłuższych kolejkach. Nie mam tu specjalnych preferencji politycznych na myśli a jedynie swoje oceny, bez względu na opcję która sprawuje lub sprawowała władzę.
    Moje propozycje są jedynie wkładem do dyskusji o kształcie MW, którą uważam za równoważny komponent naszych sił zbrojnych i nie można udawać że taki jak jest, a nawet taki jak jest planowany jest OK.
    Plan dla MW to trzy korwety i trzy okręty podwodne dla jednostek bojowych. Pytanie czy “Polskie kły” w takim zakresie dla MW to sposób na odstraszanie , czy tylko byle coś było ?
    Porównanie naszej MW do państw o o wiele mniejszym lub porównywalnym potencjale gospodarczym jak Portugalia,Dania,Belgia, Grecja, Norwegia, Holandia czy Szwecja jest dla Polski miażdżące.
    Zgadzam się z Panem że problem zdefiniowania koniecznych sił dla polskiej MW jest kluczowy, jednak zarówno Pan jak i ja widzimy że takiej definicji nie ma, a plany są efektem raczej jej braku a nie koniecznych potrzeb. Ewidentnie pokazała to niedawna decyzja dla zakupu drugiego NDR, choć w planach takiej nie było.
    Oczywiście powinniśmy wiedzieć jakich i ile okrętów potrzebujemy oraz kiedy i za co je pozyskamy.W takim sensie nie ma szczególnie znaczenia czy będą to dwie flotylle czy jedna , ale znaczenie ma konsekwencja w realizacji takiego planu.
    Czytam często że taki czy inny rodzaj okrętu na Bałtyk się nie nadaje, że tylko małe jednostki, lub tylko OP, że relacja koszt efekt np. dla fregaty na nasze morze to nieopłacalny wydatek bo łatwo taki okręt stracić. Samolot za 100 mln $ też łatwo stracić jak każdy inny rodzaj oręża w konflikcie zbrojnym. Nie oznacza to jednak że można zaniechać budowania potencjału obronnego.
    Moje przemyślenia dotyczą raczej sposobu finansowania sił zbrojnych. Procedura zakupów oparta o kilka szczebli od dialogu technicznego przez określenie warunków taktyczno technicznych do określenia warunków przetargu trwa latami i wydaje się dobrym pomysłem na odraczanie zakupów w ogóle. Określamy poziom wydatków dla MW na 0,9 mld PLN rocznie a planujemy zakupy je przewyższające lub ni z tego czy owego zmieniamy plany pod pojawiające się doraźnie potrzeby.
    Elastyczność jest oczywiście wskazana , ale nie powinna być decydującym pomysłem na budowanie sił zbrojnych. MW jest chyba największą ofiarą takiego sposobu myślenia o armii.

    Pozdrawiam Jacek

    • Panie Jacku,

      Bardzo dobrze, że Pan ma swój pogląd i chce coś wnieść do dyskusji. Tak jak każdy z nas. Odstraszanie w postaci rakiet na OP budzi moje największe wątpliwości (zakładając, że nie mówimy o broni nuklearnej). To raczej kwestia politycznych kalkulacji, a nie rzeczywistej siły odstraszania. Jest to również sposób na uzasadnienie takiego wydatku. Porównanie z innymi krajami może być mylące. Proszę zauważyć, że wymienione kraje nie inwestują istotnie w siły lądowe, mają więc pieniądze na MW. Na Bałtyku może pływać wiele klas okrętów, patrząc choćby na uczestników Baltops. Chodzi raczej o ryzyko – ile jajek wrzucamy do jednego koszyka i czy jest to nasz jedyny koszyk? Procedura oparta o dialog techniczny potem przetarg ma sens, bo MON nie ma wewnątrz specjalistów od zarządzania takimi projektami, musi więc sięgnąć po wiedzę na zewnątrz. Problemem jest oczywiście biurokracja, która proces wydłuża. Do kwoty 0,9 mld PLN bym się nie przywiązywał. To z angielska jest raczej guideline a nie rule. Kierunek wytyczono, ale decyzje po drodze są podejmowane dynamicznie w zależności od możliwości finansowych, technicznych, politycznych i zewnętrznych okoliczności. Stąd NDR 2.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  6. Panie Przemku
    Jak zwykle kilka Pańskich rzeczowych uwag wiele wyjaśnia, za co bardzo dziękuję .Pozwalam sobie na jeszcze jeden komentarz gdyż nie często mam okazję na wymianę poglądów w tej materii .
    W moim rozumieniu kwestii odstraszania nie zakładam użycia przez polskie siły zbrojne broni jądrowej. Choć trzeba przyznać że jak dotąd nikt nie zaatakował państwa posiadacza takiej broni (może poza Izraelem, ale on oficjalnie takiej broni nie posiada). Odstraszanie w naszym wykonaniu wg mnie powinno wyglądać w ten sposób że posiadamy wojska wyposażone w nowoczesną broń, o wysokim poziomie gotowości bojowej i o odpowiedniej liczebności. Oczywiście nie przesądzam czy posiadanie zaproponowanej struktury symetrycznych flotylli jest optymalne , ale sądzę że ilość i jakość okrętów ma ogromne znaczenie dla zniechęcenia potencjalnego agresora. Wg mnie jeżeli decydujemy się na posiadanie MW to musimy mieć pewność że jej potencjał jest wystarczający do zadań dla niej przewidzianych. Wspomniane przez Pana OP z pociskami manewrującymi wg mnie są OK, ale uważam że okręty klasy fregata również wyposażone w taką broń też powinniśmy posiadać. Jeżeli przyjąć za dogmat trójkowy system, to przynajmniej trzy fregaty, trzy korwety i trzy OP. Inna kwestia to czy baza w Gdyni jest odpowiednia ze względu na bliskość Królewca.
    Jestem zwolennikiem takich sił zbrojnych ,których wartość dla każdego, nawet dla FR jest na tyle poważna że ewentualny atak przyniesie na tyle dużo szkód że jest nieopłacalny.
    Jeżeli mamy mieć trzy dywizje w WL , w SP dwa skrzydła taktyczne, w MW dwie flotylle to powinniśmy każdy z rodzajów sił zbrojnych uzbroić w nowoczesną broń , w pełni obsadzić etatami .
    Uważam że liczba żołnierzy powinna wynikać z koniecznych związków taktycznych a nie deklaracji politycznych. Jeśli nie stać nas na trzy nowoczesne dywizje to sformujmy dwie, jeśli mamy dwie flotylle to je odpowiednio uzbroimy lub zróbmy jedną ale “prawdziwą”. Ze względy na szczególny charakter SP sadzę że dwa skrzydła taktyczne to absolutne minimum i tu nie można oszczędzać.
    W konflikcie ukraińskim flota Ukrainy nawet nie próbowała sił z flotą czarnomorską FR, czy polska MW w obecnej , a nawet planowanej sile jest wstanie stawić skuteczny opór flocie bałtyckiej FR, czy zgodnie z doktryną BBN odmawiać dostępu ?.
    Mając jednak kilka nowoczesnych okrętów więcej na pewno takie zadanie jest do wykonania.
    Trochę się rozpisałem , a sprawa miała dotyczyć Miecznika, ale chyba te dodatkowe problemy do rozwiązania mają jednak wpływ na zadania dla tego okrętu.

    Pozdrawiam Jacek

    • Pana uwagi są jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza o odstraszaniu. jedyny dodatkowy komentarz, to zwrócenie uwagi na zagrożenie floty od strony lądu. Możemy mieć potężną teoretycznie flotę, która w kilka dni straci oparcie swoich baz. Tak więc przeciwnikiem MW jest nie tylko flota przeciwnika, ale i dywizje na lądzie. Obsadzenie etatów do pełnych stanów ma również wielki sens w obecnej sytuacji i przynajmniej w tym względzie Rząd chyba podejmuje działania, zwłaszcza na wschodzie. Co do Ukrainy, to jest ona przykładem na zagrożenie z lądu dla zespołów okrętów. Na pewno liczba posiadanych okrętów oraz ich jakość mają duże znaczenie, chociaż największe ma wyszkolenie marynarzy.

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)