Feb 102015
 

Otoczenie strategiczne Polski i związany z tym poziom zagrożenia zmieniły się znacząco w ciągu ostatniego roku. Polityki Rosji nie można już nazwać tylko asertywną. Zachód nie jest gotowy na konfrontację, a Rosja nie widzi powodów do negocjacji. Postępuje więc erozja poczucia bezpieczeństwa w regionie i nie tylko. To poczucie niepewności i zagrożenia maleje wraz z oddalaniem się od granic Rosji. Cała sytuacja jest tylko potwierdzeniem nieliniowości historii, innymi słowy jeśli w przeszłości było spokojnie to wcale nie znaczy, że w przyszłości będzie tak samo. Najbardziej niepokojąca jest jednak szybkość zmian w poziomie zagrożenia i w pewnym sensie niestabilność polityki rosyjskiej w połączeniu z urażoną dumą narodową. Reakcja rządu polskiego jest w zasadzie prawidłowa, czyli w miarę konsekwentna realizacja planów wzmocnienia potencjału militarnego i obronnego Polski, tylko czy to wystarczy? Minister Mroczek w trakcie konferencji prasowej 29-go stycznia powiedział:

W ciągu kilku, kilkunastu dni ogłosimy postępowanie dotyczące budowy sześciu okrętów nawodnych…

To wyczekiwany i dobry znak, tylko czy nie powinno się przedsięwziąć dodatkowych kroków, poza programem modernizacji, tak aby wzmocnić nasz potencjał w najbliższym czasie? Nie chodzi o wielkie programy, ale raczej coś, co uzupełni lub wzmocni zasoby już posiadane lub te, które pojawią się w przewidywalnej przyszłości.

Patrząc realistycznie na sytuację w jakiej znajduję się marynarka wojenna, to program Orka „odszedł na drugi krąg” i przyszłość dopiero pokaże, czy opłaciła się gorąca dyskusja na temat rakiet manewrujących. Nawet jeśli przetarg na okręty nawodne zostanie rzeczywiście ogłoszony na dniach i rozstrzygnięty w kilka miesięcy, to pierwszy Miecznik wejdzie do służby nie wcześniej jak w 2018-19 roku. Widząc, ile się zmieniło w ciągu jednego, ostatniego roku, te daty przywodzą na myśl raczej wyścig z czasem. Najszybciej, bo w 2016 roku pojawią się tylko Ślązak, OHP po remoncie i jeden Kormoran. Ponadto, być może, drugi NDR. I na tych zasobach należałoby skupić naszą uwagę, bo mogą się okazać jedynymi do dyspozycji w krytycznym momencie.

Swego czasu na tym blogu, próbując odpowiedzieć na pytanie o sens istnienia marynarki wojennej w państwie raczej kontynentalnym, położonym nad morzem zamkniętym, padło takie sformułowanie:

Tak więc Marynarka Wojenna powinna być użytecznym narzędziem Państwa i jego polityki zagranicznej w czasie pokoju lub kryzysu (czy też wojen ograniczonych) oraz udostępniać dodatkowe pole manewru dla Sił Zbrojnych w czasie wojny nieograniczonej.

Czy zmiana poziomu zagrożenia powinna wpłynąć na zmianę powyższej formuły? Ogólnie, raczej nie, chociaż zmieniają się akcenty. Rola dyplomatyczna i policyjna nabiera charakteru bardziej prewencji i ograniczania eskalacji. W przypadku wojny hybrydowej, poziom zagrożenia dość dobrze oddaje definicja, którą podał admirał Richard Hill, RN, mówiąc o Low Intensity i Higher Level Operations. Są to operacje o ograniczonych celach, różniących się charakterem. W pierwszym wypadku mówimy o osiąganiu celów politycznych, w drugim – militarnych. W konsekwencji dopuszcza się użycia nowoczesnej broni, chociaż prawdopodobnie w ograniczonym zakresie. W pełni uzasadnione jest prawo do samoobrony, jakkolwiek zasada proporcjonalności w reakcji może zostać zaburzona, stąd zagrożenie eskalacji. Tak, czy inaczej warto zwrócić uwagę na inwestycje, może nie zupełnie małe, ale warte przeanalizowania w nowych warunkach. Parę propozycji poniżej:

  • Systemy samoobrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej dla Ślązaka i OHP, a w późniejszym terminie dla Czapli. Fasta, Grom i tym podobne systemy są tylko półśrodkami w sytuacji zagrożenia nowoczesnymi środkami napadu. Biorąc pod uwagę, że wypowiedź ministra Mroczka wskazuje na gotowość dokumentów i wymagań taktyczno – technicznych, MON powinien mieć już zdanie co do preferowanego systemu dla Mieczników. CAMM staje się coraz bardziej atrakcyjny kosztem VL MICA, ale jest to system obrony lokalnej raczej niźli samoobrony. Zbyt rozbudowany i być może zbyt drogi dla okrętów patrolowych czy starej fregaty. Idąc w drugą stronę mamy RAM, a raczej SeaRAM nadający się do naszych celów doskonale. Nie obroni okrętu patrolowego przed pełną salwą, ale przed „przypadkowym” atakiem „nieznanego” sprawcy jak najbardziej. W przypadku OHP wzmocni istotnie obronę przeciwrakietową i możliwe są dwa warianty. Upgrade, czyli modernizacja systemu Phalanx do wersji SeaRAM, lub też zakup nowego systemu, a użycie Phalanxa np. na Czernickim.
  • Jeżeli RBS Mk2 pozostałe po programie Żeglarek, wraz z systemem planowania misji są naszą własnością, to jest to być może właściwy czas do zintegrowania ich z systemem Thalesa dla Ślązaka. Lepszy rydz, niż nic, jak mawia przysłowie.
  • Pewna cisza zapadła w odniesieniu do modułu przeciwminowego dla Czapli. Jest on jednak chyba pochodną systemu walki minowej dla Kormorana, więc powinny być wkrótce gotowe jego podstawowe elementy. Jeśli tak, to warto przyśpieszyć prace nad modułową wersją tego systemu do przetestowania technicznego i operacyjnego na Ślązaku, czy Czernickim.
Jak się nie ma co się lub, to się lubi co się ma. Bryza bis. Foto www.hej.mielec.pl

Jak się nie ma co się lub, to się lubi co się ma. Bryza bis. Foto www.hej.mielec.pl

  • NDR wygląda imponująco, chociaż trudno oprzeć się wrażeniu, że jest nie tyle ślepy, co ślepawy. Mamy potencjalnie kilka źródeł informacji o celach dla dywizjonu – systemy brzegowe jak europejski projekt MARSUR, okręty patrolowe oraz Bryzy. Te ostatnie mają radar, ale zdaje się nie mają systemów elektrooptycznych z jednym wyjątkiem wersji Bis. Flir, czy IRST byłyby dobrym uzupełnieniem ich możliwości rozpoznawczych. Ponieważ zasięg Bryz jest ograniczony, poziom inwestycji powinien być także rozsądny, ale nie pomijałbym tej możliwości w sytuacji „podbramkowej”. Na razie nic nie było o dronach, które są przedmiotem osobnego i całkiem skomplikowanego przetargu. Aktualnie, Inspektorat Uzbrojenia poszukuje dostawców systemów krótkiego zasięgu, nie wystarczającego dla wykorzystania maksymalnego zasięgu rakiet NSM. Jest jednak pewna luka w przetargu, który nic nie mówi na temat pionowzlotów zdolnych do startowania z pokładów okrętów. Jeśli rzeczywiście chcemy inwestować w polski przemysł, dajmy szansę ILX-27 lub Solo na zasadzie programu eksperymentalnego dla marynarki wojennej, poza głównym przetargiem na bezzałogowce. Oba mogą również operować z OHP w składzie mieszanym ze śmigłowcem ZOP, podobnie jak amerykanie proponują dla LCS.
  • Poprzedni punkt kieruje nas w stronę wciąż słabo zdefiniowanej roli USV i ich niewykorzystanego potencjału. Nieliczne doniesienia prasowe wskazują na trzy zastosowania:
    • monitorowanie sytuacji pod powierzchnią wody
    • rozpoznanie przeciwminowe
    • ochrona portów

Pierwsze dwa łączą się w pewien sposób z modułem przeciwminowym Czapli, więc jest to układanie tych samych klocków Lego, tylko inaczej. Ochrona portów może się potencjalnie rozwinąć w program badań nad ofensywnym użyciem roju bezzałogowców. Ale to już pieśń przyszłości, chociaż amerykanie już coś są w stanie zademonstrować w tym temacie.

W sumie tych kilka propozycji amatora reprezentuje spory koszt, chociaż żadna z propozycji nie wygląda na wydatek 9-cio cyfrowy. Nawet, jeśli pomysły są nieprofesjonalne czy po prosu nierealne, to zasadniczy pytanie o potrzebę szybkiego uzupełnienia systemów uzbrojenia pozostaje sensowne. Wykorzystajmy czas i róbmy coś, co będzie widoczne dla nas i naszych oponentów.

  24 Responses to “Gdy wydarzenia nabierają tempa”

  1. Z pewnością postawienie starszej wersji RBS-15 na “Ślązaku” jest możliwe, skoro niedawno rozpatrywano taką możliwość w odniesieniu do “Kaszuba”. Byłoby to zagranie podobne do postawienia stareńkich “Exocetów” MM38 na fregatach patrolowych “Floreal”. Na możliwość takiego niskobudżetowego wyposażenia ex-Gawrona, zwracałem uwagę trzy lata temu w dyskusji “Kurs na Przyszłość”, kiedy jeszcze MON planował skasowanie całego programu i sprzedaż kadłuba.

    • To nie jest nowy pomysł, jak Pan słusznie zauważa. Myślę, że MON miał w głowie taką opcję mówiąc o możliwości ewentualnego doposażenia Ślązaka w nieokreślonej przyszłości. Moją intencją jest podkreślenie, że ten “nieokreślony” czas to właśnie jest teraz.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Oj, czas rzeczywiście najwyższy. Spodziewam się podobnych działań za lat kilka, gdy nadejdzie kres użytkowania “Orkanów”. Wszak ich główne uzbrojenie jest o przeszło dwie dekady nowsze niż same kadłuby. Warto były już dziś wziąć to pod uwagę projektując “Czaplę”, by w przyszłości nie mnożyć kosztów modernizacji.
        Pozdrawiam.

        • To już raczej dla Mieczników, bo cały program jest już na granicy opóźnień. Zakładamy, że korwetę będziemy budować 3 lata, na zakładkę to da nam jakieś 5-6 lat zaczynając od 2016-2017. Czyli 2022-2023, dla Orkanów może już nadchodzić powoli ich czas.

  2. Panie Przemku pozwolę sobie na mały komentarz do Pańskich przemyśleń. Otóż mam nieodparte wrażenie że proponowane przez Pana doposażenie Ślązaka i OHP dla naszej MW przybrałoby charakter trwały i w przypadku deeskalacji konfliktu na Ukrainie ograniczyłoby i tak małe inwestycje w planowane okręty. Prowizorki mają u nas często bardzo trwały charakter.
    Może alternatywną propozycją pod presją czasu było by wypożyczenia dwóch fregat od któregoś sojusznika i szybkie wzmocnienie MW do czasu pozyskania planowanych okrętów. Takie rozwiązanie nawet gdyby przybrało charakter trwałej prowizorki pozwalałoby znacznie i szybko podnieś potencjał naszych sił morskich. Nie wiem ile czasu potrzeba dla wyszkolenia załóg takich jednostek i czy ktoś przystałoby na taki pomysł , ale sądzę że jest wart rozwagi.

    Pozdrawiam Jacek

    • Trwały jak najbardziej, ale to i tak będziemy musieli zrobić w przypadku jeszcze większego wzrostu zagrożenia. Natomiast wypożyczenie fregat ma swoje wady natury technicznej. Po pierwsze chyba trudno by było zrobić to szybko. Nawet transfer ze Stanów OHP zajmuje sporo czasu na biurokracje. Po drugie kto ma jeszcze fregaty na zbyciu. Po trzecie, to już nie są działania “poniżej radaru”. To już może być znaczącą zmianą planów modernizacji, a przeciwników sprzętu używanego jest cała rzesza.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  3. To mój pierwszy komentarz na tym blogu i bardzo dziękuje jednemu z kolegów za podesłanie mi linka do niego. Bardzo podobają mi się publikowane analizy oraz poziom dyskusji w komentarzach. To coś na co nie szczególnie liczyłem patrząc na fora i portal defence24.pl. Odniesienia do Corbetta (głównego krytyka adm Jelicoe) i Mahana – naprawdę fajnie, że ktoś o nich jednak w Polsce przeczytał…

    Co do samego artykułu… W mojej ocenie sytuacja jest na tyle poważna i czasu jest na tyle mało, że można pokusić się o rozwiązania “outside the box” albo spoza “comfort zone”. Mam tutaj na myśli wzmocnienie potencjału posiadanych jednostek (np obydwu fregat OHP) oraz ewentualne nabycie okrętów bojowych z drugiej ręki – zarówno nawodnych jak i podwodnych. Konieczność operacyjna powinna pozwolić uzasadnić takie kroki przed społeczeństwem. Rok 2017-2018 jako czas wprowadzenia pierwszego “miecznika” jest zupełnie nierealistyczny.

    Co do możliwości Bryz jako podsystemu wskazywania celów dla NDR to dodanie kilku systemów obserwacji niewiele zmienia. Brakuje przede wszystkim zautomatyzowanych systemów TDL (Link11, 16, 22) w które wyposażone jest ledwie kilka okrętów (2xOHP, 3×660 i 1x 620) i NDR. Na system Łeba spuśćmy zasłonę milczenia. Ręcznie prowadzona sytuacja nawodna może mieć jakiś sens na szczeblu operacyjno-strategicznym ale na pewno nie na taktycznym.

    Zgadzam się, że plan rozwoju MW pisany był na kolanie pod bieżącą potrzebę polityczną. Kryzys związany z potencjalną likwidacją rodzaju sił już minął i udało się go zażegnać programem Power-Point. To co dzieje sie od jego ogłoszenia to wypadkowa 3 czynników:

    – zachowanie potencjału wyszkolonych załóg poprzez przedłużanie resursów tego co się da;
    – redukowanie kosztów społecznych poprzez relatywnie tanie programy Kormoran i Ślązak;
    – odkładania znaczących kosztów związanych z programami wieloletnimi na bliżej nieokreśloną przyszłość – łatwiej jest kupić NDR w grudniu na koniec roku budżetowego niż podpisać kilkuletnie umowy z podwykonawcami zagranicznymi, które w razie “biedy i cięć” trudno będzie renegocjować lub zawiesić…

    • Witam serdecznie na blogu i przepraszam za długie milczenie. Testowałem nowe narty w Dolomitach:) W zasadzie ma Pan rację i moje uwagi mogą dotyczyć tylko szczegółów. Nie mogę się wypowiadać na temat ŁEBY, bo informacje są dla mnie niedostępne, chociaż spotkałem się na forach z krytycznymi uwagami. Nie wiem natomiast na ile polepsza sytuację fakt, że system ma zdaję się gate do Link/11/16. Kupno NDR na koniec roku budżetowego ma moim zdaniem więcej do czynienia z posiadaniem “gotowego i krajowego” produktu niż z cyklem budżetowym. Stąd, szczerze mówiąc, moje gdybania na temat kontynuacji Ślązaka – wkrótce będzie “gotowym i krajowym” produktem a budowa bliźniaka tańsza niż trzy Mieczniki:)

      Pozdrawiam,

      Przemek

  4. Ja również piszę swój pierwszy komentarz ale w nieco bardziej krytycznym tonie – aczkolwiek nie w stosunku do autora.

    Trzeba pamiętać że pod każdą decyzją podjętą na szczeblu strategicznym kryją się polityczne interesy. Tu chodzi o wydanie pieniędzy tak żeby zrobić dobrze kolegom albo żeby zaspokoić ego jakiegoś polityka lub wojskowego. To samo działo się w 1939 kiedy budowaliśmy okręty kosztem czołgów i samolotów o efektywnej strukturze wojsk lądowych nie wspominając.Tymczasem prawda jest brutalna:

    Polska nie potrzebuje marynarki wojennej w formule takiej jaką politycy, wojskowi oraz masa entuzjastów militariów i marynistyki to sobie wyobraża. Od 1991 roku MW RP była jednym wielkim nieporozumieniem którego istnieniem próbowano łatać rozwarte paszcze upadających zakładów stoczniowych – z wiadomym skutkiem. Stocznie których sens istnienia miał oparcie w planach strategicznych Układu Warszawskiego oraz “ekonomicznych” realiach socjalizmu nie miały racji bytu w racjonalnej strategii obronnej RP – w tym także w jej ekonomicznym wymiarze.

    Musimy pamiętać że Polska ma wybrzeże o długości mniejszej niż Łotwa czy Estonia i w przeciwieństwie do krajów Bałtyckich ma spore terytorium. Strefa ekonomiczna jest w całości możliwa do pokrycia lotnictwem. Cała linia brzegowa może być doskonale chroniona z lądu. Tymczasem:

    Nie wiem jak wyglądały alternatywy ale kto przy zdrowych zmysłach przyjmuje przestarzałe i kosztowne niszczyciele (Warszawa) i okręty podwodne (Wilk i Dzik) w pokrycie rozliczeń długu.
    Dlaczego utrzymywaliśmy flotylle 7 rozsypujących się, bezużytecznych kutrów typ 205? Po jaka cholerę braliśmy w utrzymanie starzejące się oceaniczne okręty klasy OHP? Po co nam bezużyteczny Kaszub? Wreszcie po jaką cholerę wywalono MILIARD złotych na produkcję kadłuba nowej korwety (tu oczywiście wytłumaczenie jest w pełni polityczne – bo tak, bo koledzy chcieli)

    Miliard złotych to jest między 300 a 250mln dolarów – za kadłub. Ile to baterii nabrzeżnych rakiet manewrujących czy porządnych zestawów AA można kupić? Na pewno kilka. Jeśli pamięć mnie nie myli to 48 NSM kosztowało w okolicy 450mln. Na pewno zamiast tego kadłuba moglibysmy mieć bardziej użyteczne 3-4 F16 z uzbrojeniem.Lub z 10 nowczesnych smigłowców. Ale nie, koledzy musza zarobić więc Polska będzie miała flote.

    Bo przecież Polska jest wyspą i wszystkie zagrożenia idą z morza.

    I takim myśleniem właśnie drodzy państwo przegrywa się kraj – w 1775, w 1939 … i oby nie wkrótce w przyszłości.

    • Podnosi Pan kwestię fundamentalną – po co państwu o orientacji kontynentalnej, marynarka wojenna? Zanim spróbuję odpowiedzieć, kilka komentarzy na tematy przewijające się w Pana tekście.
      Marynarka nie istnieje dla ratowania stoczni, chociaż próbuje się ratować SMW zamówieniami MON-u. Z tego punktu widzenia sytuacja z armią wygląda znacznie gorzej. Próbujemy budować Borsuka, ale nie umiemy zrobić podwozia do Kraba. Uparliśmy się budować własne samoloty, czołgi nie mając żadnego zaplecza badawczego i technologicznego o finansach nie wspominając. Tak więc Marynarka jest pozostawiona sama sobie.
      Co do tego jakie okręty flota powinna mieć, właśnie na tym blogu toczy się dyskusja. Czy mają to być niszczyciel lub fregaty? To zależy od odpowiedzi na pytanie zadane przez Pana – po co nam Marynarka Wojenna w ogóle. Z tego punktu widzenia nie jest istotne, czy był ro niszczyciel, czy okręt podwodny. Dla marynarzy niszczyciel jest po prosu najmniejszym okrętem wielozadaniowym.
      Kutry rakietowe były swego czasu hitem i odpowiednikiem dzisiejszego NDR-u. Do dzisiaj cieszą się powodzeniem w roli obrońców wybrzeża. Czemu tak długo pozostawały w służbie? Bo nie było następców a wyszkolenie marynarza kosztuje nieprawdopodobnie dużo czasu i pieniędzy.
      Kaszub był nieudaną próbą budowy okrętów w kraju, co miało uzasadnienie w obliczu ograniczeń stawianych nam przez Rosjan co do rodzajów okrętów jakie mogliśmy posiadać. Była klapa i do dzisiaj Kaszub służy jako platforma szkoleniowa i okręt testowy.
      Miliard złotych (a właściwie chyba bliżej 800 mln) jest na kompletny okręt a nie kadłub. Jest to trochę drogo, ale porównując z innymi okrętami przepłacamy jakieś 150-200 mln PLN z czego 60 mln to licencja. Tyle kosztuje rozciąganie budowy w nieskończoność i uczenie się na własnych błędach. Za tę kwotę można kupić jeden NDR (700 mln PLN).
      Na koniec pytanie zasadnicze – po co nam flota? A po co nam armia? Do obrony granic? W ciągu ostatnich 20 lat armia bojowo została użyta w Iraku i Afganistanie a nie do obrony granic. Flota, tak jak i reszta sił zbrojnych służy nie tylko do obrony granic ale przede wszystkim do realizacji polityki zagranicznej i ochrony interesów państwa. Flota jest również efektywnym środkiem zapobiegania wojnom, bo wszelkie konflikty, w jakie jest zaangażowana odbywają się najczęściej poza terytorium stron zwaśnionych, co pozwala na uniknięcie eskalacji. Przykłady:
      Co zrobimy, gry rosyjskie okręty będą aresztowały statki z towarami dla nas poza wodami terytorialnymi? Zatopimy rakietami? To jest działanie nieproporcjonalne do przyczyny.
      Co zrobimy z aktywnością miniaturowych okrętów podwodnych penetrujących nasze bazy? Lub z płetwonurkami-dywersantami?
      W jaki sposób wypełnimi zobowiązania art. % wobec Pribałtyki? Przejedziemy przez Kaliningrad pociągiem?

      Przykłady można mnożyć i jak widać większość z nich jest poniżej progu wojny, co jest zgodne z doktryną BBN-u.

      Pozdrawiam i zapraszam do dalszej dyskusji,

      Przemek

      • Jaka jest reguła odnośnie na które posty można a na które nie można odpowiedzieć? Czy ma to związek z czasem wprowadzenia lub moderacją? Na ten moge odpowiedzieć ale na następny wpis już nie.

        Strasznie działa mi też skrypt do uzupełniania wpisów. Piszę w edytorze i wklejam bo inaczej się nie da.

        W odpowiedzi:

        Nie chcę się wypowiadać na temat faktów, które nie są mi znane i które mogą przeczyć temu co powiedziałem. To była troche gorzka spekulacja na temat zdolności oraz “ambicji” Polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jedyne co mogę stwierdzić to że nacisk ze strony stoczniowców i ich lobby był mocny. Może dobrze że jedyne co zostało zrealizowane do dość pożyteczne okręty – Czerniecki czy Sassnitze. Gorzej że męczono tego nieszczęsnego Gawrona co do którego akurat nie mam wątpliwości że była to inwestycja w pełni polityczna bo Polskie stocznie nie mają potencjału żeby to porządnie zrobić – co jest dobitnym argumentem przeciwk.o podtrzymywaniu ich istnienia przez państwo Polskie (niezależnie od polityczno-ekonomicznej linii rządu) Inna sprawa że politycy w Polsce mają ambicje marynistyczne od lat – co widać przecież nie od dziś.
        To o czym pisałem tak naprawdę jednak nie dotyczyło tej kwestii fundamentalnej ale ujęcia bardziej praktycznego: czy stać nas na rozwijanie marynarki przed zapewnieniem właściwego poziomu operacyjnego innych gałęzi sił zbrojnych. Przykład: odniosę się tu dyskusji jakie rozgorzały przy programie Orka. Zakup pocisków manerwujących oraz okrętów podwodnych to dobry pomysł – pod warunkiem że kraj jest w stanie obronić się przed scenariuszem Wschodnioukraińskim. Gdyby taka opcja nam groziła (szczęśliwie nie grozi, choć jej “negatyw” czyli użycie Polskich mniejszości na Litwie i Białorusi jako pretekstu – już tak) to co dałoby posiadanie “kłów”? Co dałoby Ukrainie posiadanie pocisków manewrujących w takiej sytuacji? Postraszą nimi Rosję? Rosja będzie się upierać że nic nie robi i postraszy Ukrainę pięciokrotnie większą ilością pocisków manewrujących. Także mnie chodzi przede wszystkim o praktyczne myślenie. Na wszystko jest czas i miejsce ale ważniejsze kwestie nie mogą przegrywać z mniej ważnymi. Bez okrętów podwodnych damy rade, bez sprawnej armii lub lotnictwa – już nie.
        To że w armii sytuacja jest równie zła a nawet gorsza – w pełni się z tym zgadzam. W armii – która jest teoretycznie najtańszym w przeliczeniu na sztukę rodzajem sił zbrojnych – panuje kompletna zapaść i katastrofa mimo iż sprawność bojową armii w stopniu wystarczającym żeby zniechęcić wiadomy kraj do zaczepek nie byłoby trudno osiągnąć (co nie znaczy że nie wymagałoby to długich i mozolnych przygotowań). Brakuje porządnych systemów komunikacji, brakuje porządnej logistyki, brakuje porządnej amunicji i środków bojowych, brakuje porządnych kadr i porządnego przygotowania do konfliktu zbrojnego. Mógłbym długo… ale to blog o marynarce więc wróćmy do właściwego tematu.
        Polsce flota potrzebna jest do realizacji zadań obronnych przede wszystkim. Udzielanie się za granicami ma sens tylko i wyłącznie w takim zakresie w jakim się do tego przykłada. Budowanie niszczyciela czy użytkowanie wielkich fregat na Bałtyku mija się z celem ponieważ stosunek zysków do nakładów będzie znikomy. To miałoby oczywiście sens gdyby Polska była krajem bogatym i dobrze zorganizowanym. Ale tak nie jest. Polska to kraj biedny i opanowany przez permanentny burdel. Z tej perspektywy dużo lepiej wysłać żołnierzy do jednego dupastanu czy drugiego i tak zaliczać punkty, doświadczenie i obycie w kapitalistycznym imperializmie. Wytrenowanie marynarzy ma oczywiście swoje wymogi i jest bardzo trudne i kosztowne ale jeśli zadamy sobie pytanie – po co nam flota – i odpowiemy na nie właściwie – jak wyżej – to będzie to decyzja którą podejmie się z ciężkim sercem, ale jednak się podejmie. Dać marynarzom wysłużonych Oksywiów i Kołobrzegów medale, poklepać po plecach… i niestety powiedzieć do widzenia. Dlaczego? Odpowiedź znów jest w pragmatyzmie.Gdybyśmy byli w stanie wyprodukować sobie Skjolda (a i to jest kwestia sporna bo tego typu okręty są fantastyczne u pogmatwanych wybrzeży Norwegii, Szwecji czy Finlandii a nie u prostych jak drut wybrzeży Pomorza) to może bym się zastanawiał. Ale uczciwie mówiąc jaki potencjał ofensywny daje nam posiadanie kutrów rakietowych w sytuacji kiedy flota nawodna nieprzyjaciela nie jest głównym zagrożeniem? Ponownie trzeba wrócić do idei – pytania – na które odpowiedzią był kuter torpedowy i rakietowy. Ideą tą było zwalczanie dużych okrętów w sposób ekonomiczny. Czy na Bałtyku grozi nam Kirow? Wyrzutnie nabrzeżne są zwyczajnie praktyczniejsze z obecnego punktu widzenia ponieważ są – ponownie – tańsze w stosunku do oferowanych możliwości i nie ciągną za sobą ryzyka utraty drogiego nośnika – jak w przypadku samolotów których zestrzelenie to strata dziesiątek milionów dolarów. To że coś jest “modne” nie znaczy że ma sens. Zamiast kutrów rakietowych wymagających solidnego nakładu na porządny system zwalczania celów nawodnych lepiej wydać te pieniądze na kuter lub małą korwetę ZOP. Z kolei jeśli mamy zwalczać okręty podwodne to ponownie trzeba się zastanowić czy nie lepiej te cele realizować będą samoloty, śmigłowce oraz własne okręty podwodne.
        Tu dygresja – jeśli chodzi o samego Kaszuba to nie chodziło o wymogi ile o próby zapchania stoczni własnie. Sowieci w latach 80tych byli bardzo nieufni wobec Polski i przełożyło się to na problemy z dostawą systemów uzbrojenia dla korwety. Jednocześnie proszę zobaczyć że gdy przyszło do wspierania sojuszniczych DeDeeRów to Flota Bałtycka nagle zapotrzebówała NRD-owskich Parchimów mimo iż Sowiecka Grisza była równie dobra jak nie lepsza. Kaszub był odpowiedzią na ambicje Polskich przywódców skonfrontowaną z niechęcią Kremla. Polska nie miała poza tym zapewniać zdolności ZOP ale desant. Własnie dlatego mieliśmy 30 okrętów desantowych w 1990. Rolą Volksmarine z kolei było blokowanie dostępu na bałtyk flotom zachodnim – stąd rój małych kutrów rakietowych, torpedowych i minowców.
        Miliard złotych (zdecydowanie bliżej miliarda niż 800mln – na razie! – tyle kosztuje produkcja kadłuba a to faktycznie najmniej skomplikowana kwestia; integracja uzbrojenia i systemów może się tak samo przeciągnąć bez względu na wykonawce jeśli specyfikacja jest wadliwa lub problematyczna) kosztuje okręt ale po co nam jeden okręt? Jeden dobrze ulokowany pocisk i po miliardzie złotych. Dywizjon rakietowy z kolei to 6 wyrzutni które jeśli są dobrze zintegrowane mogą zostać rozstawione od Gdańska po Kołobrzeg i dalej ze sobą razem współdziałać jak jeden okręt. Ponownie – jest to zwyczajnie praktyczniejsze pod względem kosztów, utrzymania, efektywności no i potencjału ofensywnego – jak się ma te kilka RBSów na Gawronie do 24 NSM?
        I na koniec odpowiedzi na “what if’s”.
        Co zrobimy jeśli Rosjanie będą aresztowali statki z towarami dla nas? Odpowiedź “praktyczna”: Wynajmiemy statki należące do firm z państw sojuszniczych i doprowadzimy towary do portów w krajach NATO skąd ściągniemy je drogą kolejową w ramach EEA. Odpowiedź “podręcznikow” : Jeśli Rosja zaaresztuje statek płynący pod obcą banderą to jest to akt piractwa albo wojny i co nam w takiej sytuacji pomoże pięć gawronów? Równie dobrze odpowiedzią możę być blokada Kaliningradu.
        Art 5 jest trudny do zrealizowania ponieważ Polska nie powinna realizować go bez porozumienia z przynajmniej jednym dużym krajem sojuszniczym a po drugie proponuje spojrzeć na mapę: kraje Bałtyckie są połączone z Polską granicą lądową która stanie się bezwzględnym punktem strategicznym w wypadku konfliktu w którymkolwiek z tych państw. Czym będziemy bronić tych 100 kilometrów z Litwą pomiędzy OK a Łukaszenkastanem? Flotą? Może wpuścimy Orła na jezioro Wigry?
        Co zrobimy z płetwonurkami i dywersantami? Te będziemy zwalczać siłami lądowymi, specjalnymi, powietrznymi i małymi okrętami patrolowymi. To że jestem przeciwny budowaniu dużej floty nie znaczy że nie mamy mieć wogóle okrętów – wręcz przeciwnie – ale niech to będą okręty których NAPRAWDĘ potrzebujemy. To zasadniczo jest przyczyną dla której zgrzytam niechętnie zębami w komentarzu. Fajnie byłoby porozmawiać o świetnych innowacyjnych wydajnych lub zwyczajnie praktycznych projektach okrętów i rozwiązań dla marynarki ale pod warunkiem że głowa nam nie lata w chmurach jak panom i paniom z BBN i okolic. Polska Marynarka w pierwszej kolejności potrzebuje dobrych okrętow patrolowych i dobrego potencjału ZOP a w drugiej kolejności – przynajmniej takie jest moje zdanie – przemyślanej strategii podwodnej która pozwoli albo zablokować albo zaangażować flotę Rosyjską w obu portach w krótkim terminie ( i tu szkoda że nie ma nowoczesnego odpowiednika 206A bo 2012 jest i za duży i za drogi). Polska ma się bronić lub wspomagać broniących się w powietrzu i na lądzie. Jeśli to się powiedzie to wtedy w ramach NATO wspomogą nas silne, rozwinięte i dobrze wyszkolone -tradycyjnie – marynarki państw sojuszniczych. Nabrzeża mogą bronić NDR a do dywersantów niech strzela BOW.

        Inna kwestia o której nikt nie mówi to rzecz kluczowa: Ka1liningrad jest za miedzą. Dopłynąć tam można prawie wpław… a pamiętamy przecież co zrobiono z postrachem Morza Norweskiego pancernikiem “Tirpitz”.

        Uff długo ale warto. Pozdrawiam.

        • Przepraszam za fatalną formę wypowiedzi ale jeszcze nie ogarnałem formatowania na stronie…. Wypisałem sobie ładnie a po wklejeniu zrobił się bałagan.

        • Witam,

          Postaram się pokazać jak założenia przyjęte wpływają na wynik. Dla przejrzystości zrobię to w punktach.

          1. Tak, stać nas na budowę marynarki wojennej zanim zostaną zaspokojone inne potrzeby. Zgodnie z doktryną BBN-u orientujemy się w pierwszym rzędzie na działania podprogowe przeciwnika, a nie wojnę totalną. Działania podprogowe mogą wystąpić z równym prawdopodobieństwem na lądzie, morzu, powietrzu czy tak ostatnio modnej – cyberprzestrzeni.
          2. Nie uważam, aby podstawowym zadaniem marynarki wojennej była obrona kraju. W przypadku wojny MW będzie pełnił…a funkcje pomocnicze i dawała siłom zbrojnym dodatkowe pole manewru. Zadaniem MW jest budowa sojuszy i zapobieganie eskalacji działań podprogowych poza próg wojny.
          3. Porównanie ekonomicznej efektywności Gawrona z NDR-em jest trudne. Siła ognia może być większa dla NDR-u, ale Gawron ma zaletę mobilności i sensorów ulokowanych tam gdzie potrzebujemy. Zdolność NDR-u do wykrywania celów na morzu i w powietrzu poza zasięgiem horyzontalnym z wybrzeża jest zerowa. Gawron może ponadto mieć zdolność do eskortowania żeglugi czy ASW. Może zapewniać porządek na morzu i umacniać sojusze. Ile to jest warte? Dla polityka powinno być sporo, dla generała zorientowanego na obronę granic – nic.
          4. Są nowoczesne odpowiedniki typu 206, mniejsze od 212/214 i jeśli wierzyć marketingowi koncernów – o połowę tańsze. Są to 210 mod i koncepcyjna Andrasta.
          5. Co do Tirpitza to jest to dobry przykład koncepcji “fleet-in-being”. Nie ruszając się z fiordu, stanowił tak wielkie zagrożenie dla konwojów arktycznych, że zmuszał aliantów do angażowania nieproporcjonalnie wielkich sił. Tak, skończył marnie w listopadzie 1944, gdy dni Rzeszy były policzone. Efekt resultat do poniesionych nakładów przez wszystkie te lata byłby interesującym przypadkiem do policzenia.
          6. Właściwie, to Pan zdefiniował marynarkę wojenną w ostatnim akapicie – okręty patrolowe, siły ZOP i niewielkie okręty podwodne. Plus NDR, oczywiście. Jestem za. Dodałbym transportowiec dla wojska. Jeśli przeglądał Pan wątek o sonarach, to zorientuje się Pan, że korweta jest najmniejszym sensownym nabytkiem ZOP plus śmigłowce działające z lądu. Różnica pomiędzy Pana definicją a oficjalnym programem modernizacji dotyczy typu okrętów podwodnych i związanego z tym kosztu oraz definicji, co ma sobą reprezentować korweta.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • W punktach:

            Ad. 1) Owszem. Stać nas na przykład na marynarkę wojenną składającą się z czterech kutrów patrolowych i żaglowca szkolnego. Ba! Stać nas nawet na sześć kutrów patrolowych i dwa żaglowce szkolne.

            Czy stać nas na marynarkę wojenną można ocenić tylko na podstawie porządnej analizy strategicznej uwzględniającej krótko i długoterminową wydolność ekonomiczną – nie na podstawie wypocin politruków z BBN. Odpowiednik BBN twierdził że Polska obroni się w 1939 – wbrew wszystkim racjonalnym przesłankom. Wiemy jak to się skończyło. Wiemy też jak spisała się MW w kampanii wrześniowej.
            Działania podprogowe są zagrożeniami które w przypadku Polski na morzu czy w powietrzu przejawią się w ostatniej kolejności bo zwyczajnie nie mają sensu.Największe prawdopodobieństwo to atak na infrastrukturę techniczną, informacyjną czy ekonomiczną – a tu leżymy i kwiczymy gorzej niż podczas otwartej agresji (ale ponownie to nie jest blog o cyberbezpieczeństwie lub infrastrukturze). Kolejne to operacje leżace w gestii sił bezpieczeństwa publicznego oraz następnie sił lądowych. Co więcej dość otwarcie można stwierdzić że sytuacja taka jak w Ukrainie Polsce nie grozi. Grozi za to na Łotwie i Estonii oraz w odwrotnym scenariuszu – na Białorusi oraz Litwie – gdzie prowokacja będzie w stanie zaprezentować mniejszość Polską jako zagrożenie dla mniejszości Rosyjskiej. Biorąc pod uwage stosunki Moskwy z Mińskiem oraz tradycyjną głupotę Litewskich nacjonalistów jest to przypuszczalnie bardziej problematyczne niż konflikt wywołany przez zielonych ludzików na Łotwie czy Estonii. Polska to nie Wielka Brytania więc rajdy “misiów” czy pojawiające się u naszych brzegów Rosyjskie okręty mogą co najwyżej wzbudzić zainteresowanie gawiedzi. Żeby stać się problemem musiałyby naruszyć przestrzeń powietrzną co równa się casus belli a nie działanie podprogowe (kto wymyślił ten termin?) Poza tym napiszę ponownie – angażowanie się Polski w jakiekolwiek strategiczne działania militarne w tych krajach bez udziału większych sojuszników to samobójstwo. W sytuacji kiedy się oni zaangażują z kolei udział Polskiej floty byłby nieistotny ponieważ wszystkie kraje dysponują lepiej przystosowanymi siłami do dyżych operacji i najlepszym wkładem byłoby tu użyczenie baz ew tych naszych nieszczęsnych pięciu Lublinów do wykonania lądowań.
            Naprawdę mam wrażenie że tłumacze podstawy – a nie powinienem w takim miejscu. Entuzjazm do gałęzi sił zbrojnych nie może przysłaniać zdrowego rozsądku. Co innego jest spekulowanie jak fajnie by było gdyby Polska miała taką a nie inną flotę i jak się zabrać za jej konstruktywny rozwój a co innego bajdurzenie o zakupach na które nie stac nas bez zastawiania samochodu, domu i żony z dziećmi.
            Ad.2 Proszę mi wytłumaczyc w takim razie w jaki sposób możemy zawrzeć sojusz wysyłając Kaszuba do Chin. Albo jak nasza marynarka będzie umożliwiała (czym?) działanie zespołowi czterech dużych fregat Bundesmarine. Ponownie – rozróżniajmy praktyczne możliwości od propagandowego bełkotu politruków.
            Ad.3 i Ad.5 (razem) Nie zgodzę się ale przyczyne niezgody musiałbym zidentyfikować że Pan w dalszym ciągu odrzuca racjonalny argument tworzenia sił zbrojnych przekrojowo oraz od podstaw w ich miejsce rzucając się na technologiczne błyskotki które magicznym sposobem zapobiegną wojnie. Przypominam że Wunderwaffen wojny nie wygrały a były dużo bardziej rewolucyjne niż cała flotylla Gawronów. Alternatywnym wytłumaczeniem może być luźniejszy nieco tok rozmyślań z Pańskiej strony ale w tym wypadku ja zdecydowanie wychodzę od bezwzględnej racjonalności ekonomicznej i będę się jej trzymał ponieważ popuszczanie wodzom fantazji to zwyczajna szkodliwa strata czasu. Preferowałbym aby w miejsce NSMów rakiety przenosiły samoloty – gdybyśmy dysponowali odpowiednimi siłami ale w sytuacji kiedy nasze siły powietrzne to 48 F16 i garstka kruszejących MiGów jest to ryzyko. Z wielozadaniowymi śmigłowcami też u nas krucho. W związku z tym fakt że można strzelać pociskiem z nabrzeża poczym ukryć się w lesie jest bardzo atrakcyjny. Jeżeli z kolei Gawron ma być odpowiednikiem systemu wykrywania to nie sposób się nie roześmiać. Okręt może zostać unieszkodliwiony jednym pechowym trafieniem i cały system wykrywania szlag trafi. Z drugiej strony dużo lepiej role te wypełnią samoloty, śmigłowce czy drony ponieważ są dużo bardziej wszechstronne i tańsze w utrzymaniu.
            Jeśli chodzi o Tirpitza to widzę że kompletnie nie rozumie Pan scenariusza w którym był on zagrożeniem. Tirpitz był tylko uzupełnieniem podstawowego tandemu – sił lotnicznych z Norwegii i okrętów podwodnych – i tylko w takim zakresie że stanowił ryzyko dla wysyłania lekkiej eskorty a jednocześnie wysłanie cięzkich okrętów narażało je na atak podwodny i powietrzny. Przyrównywanie tej sytuacji do sytuacji Polski jest niedorzeczne z powodów czysto geograficzych.Rosyjskie konwoje nie będą przepływać w pobliżu Polskiego wybrzeża. Rosyjska Flota Bałtycka istnieje tylko jako pozostałość po zimnej wojnie oraz jako mniej lub bardziej symboliczna odpowiedź na groźbę blokowania Kaliningradu lub St.Petersburga. Nie jest flotą ofensywną co potwierdza rzut okiem na stan okrętów.
            Ad.4 210 jest dwa razy większy niż 206. Andrasta jest faktycznie koncepcyjna (i tez prawie dwa razy większa) więc ciężko biednemu krajowi się pakować w testowanie rozwiązań za grube kwoty. Szkoda że nie można zrobić mądrego upgrade dla modelu 206 czyli nowego okrętu o tonażu 400-500t wykonanego we współczesnej technologii z załogą poniżej 20 ludzi i autonomią 30+ dni. Do szachowania Kaliningradu i okolic wystarczy (ale do tego też można użyć 5-10 nowych myśliwców w miejsce okrętu). Wszędzie dalej to zwyczajne samobójstwo. Gdybyśmy mieli stocznie z prawdziwego zdarzenia… Ale nie mamy i chyba nigdy nie mieliśmy. Tylko że to jest gdybanie. Powtórze jeszcze raz Rosja nie będzie bawić się w gierki morskie w celu innym niż odwracanie uwagi i angażowanie sił. Tak samo oni jak i my nie jesteśmy w stanie blokować obwodu bez otwartego łamania prawa a jeśli przyjdzie co do czego tylko idiota pchałby się tam drogą morską w sytuacji kiedy 100km rajd przez Litwę załatwia sprawę.
            Ad.6 Tak tylko to co ja opisałem nijak ma się do tego co się snuje w planach a najlepiej to widać w sposobie w jakim zostało to przez Pana odczytane. Pan wychodzi z “klasycznego” myślenia o MW podczas gdy ja opisywałem to z perspektywy małych kroczków. Po pierwsze ja nie dodaje NDR (lub ekwiwalentu w powietrzu) na końcu ale zaczynam od niego bo zaczepienie rakiety pod samolotem patrolowym lub wielozadaniowym to punkt wyjściowy. Fakt że mamy naziemny NDR to raczej konsekwencja słabego lotnictwa i obrony powietrznej – co jest dużo większym probleme w wypadku Polski niż słaba lub nieistniejąca flota.
            Następnie – okręty patrolowe to nie naszpikowane drogą elektroniką Gawrony ale proste tanie okręty patrolowe – jednostki które tylko tym się różnią od śmigłowców czy samolotów że mają autonomiczność operacyjną liczoną w dniach a nie godzinach.Jeżeli taki okręt miałby czymś się charakteryzować to lądowiskiem dla np W3 który miałby latać z pociskiem przeciwokrętowym lub torpedą i jedną armatą na wszelki wypadek. Czemu nie lata… a kto to wie? Okrętów takich Polska potrzebuje wyjściowo.. dwa (dla rotacji). Resztę załatwi mały kuter patrolowy do 100t. Siły zop – tu trochę zaspekuluje, tak więc mogę się mylić – mam zapóźnienia dotyczące kwestii hydrolokacji sięgające solidnie ponad dekadę ale to nie moja działka akurat – tak naprawdę też powinny zacząć się od powietrza jeśli jest to technicznie możliwe. Jeśli coś musi być ciągnięte przez okręt niech będzie – być może przez ten sam patrolowiec – ale tylko jeśli musi. Można to załatwić na okręcie o tonażu 500t za ćwiartkę kosztów jak nie mniej. Okręt podwodny który strzela w strone lądu lub innego okrętu (tylko po co skoro ich brak) to jest martwy okręt. Okręt który czai się przy brzegu niech się czai – torpedami nam plażowiczów nie będzie straszył. Siły sojusznicze jeśli będą przybywać przybędą z potencjałem ZOP dalece przekraczającym to co nasza marynarka ma do zaoferowania na okrętach i naszym celem byłoby wspomożenie ich siłami powietrznymi i rozpoznaniem morskim.
            Okręty podwodne są tak naprawdę jedynym kluczowym elementem sił morskich których nie da się tak naprawde zastąpić – i jeśli mielibyśmy mieć ofensywną marynarkę od nich trzeba by zacząć je budowanie bo zapewniają najlepszą proporcję “bang for buck” – ale też nie są nam bezwzględnie potrzebne. Szkoda wykwalifikowanych załóg ale ostateczny rozrachunek musi byc ekonomiczny. Polska nie potrzebuje zdolności do blokowania Kaliningradu bo to z Rosją tylko może przyczynić się do pogorszenia sytuacji. Tak więc mimo iż mam ogromny sentyment do przemyślnych rozwiązań konstrukcyjnych i małych okrętów podwodnych bez wahania skreśliłbym je z listy jeśli w zamian Polska miałaby nabyć dobry system SAM lub kompleksowy system wczesnego ostrzegania lub kilka więcej samolotów. Całe tłumaczenie że nie tylko ich potrzebujemy ale muszą przenosić pociski manewrujące to jakaś straszna ściema. Gdzie będą te pociski manewrujące lecieć? Na Kaliningrad? Wrzucić na ciężarówkę. Na Petersburg? To samo…niech lecą nad państwami sojuszniczymi to Rosjanie będą mieli zagwozdkę skąd takie cudo wyleci. Nowoczesny pocisk cruise da sie zaprogramować żeby przed wlotem w kierunku Moskwy wykonał fikołka nad Wilnem z pozdrowieniami dla lokalnej Polonii. Nie potrzebny nam jest drogi okręt podwodny dla wystrzelenia pocisku który de facto jest systemem autonomicznym. Chcemy mieć “kły” to kupmy pociski. Tylko co nam po pociskach jak konflikt będzie … “podprogowy” i jeszcze nie na naszym terytorium? Wypowiemy wojnę Rosji?
            Jest to nic innego jak wydawanie cudzych pieniędzy żeby zrobić dobrze kolegom i politycznemu układowi który zarabia na takich zabawkach.
            Okręt do transportu żołnierzy… te mamy – aż 5 – i są całkiem przyzwoite za wyjątkiem słabego wyposażenia plot bo wróblom nie dowierzam a strzały to pomyłka. To samo może załatwić marynarz z manpadem.
            To czego nam naprawde brakuje to serii małych okrętów desantowych takich jak Fińskie Jurmo czy szwedzkie Stridbat90 oraz malutkie Gruppbat którymi można by było wykonać przerzut sił przygotowawczych przez Zalew Wiślany w okolice Bałtyjska lub Kaliningradu. Ale to akurat wiąże się znów z Polską poronioną koncepcją sił zbrojnych bo do tego potrzebna byłaby sprawna ekipa desantowa zdolna do desantu morskiego oraz powietrznego równocześnie. My tymczasem mamy brygadę obrony wybrzeża, brygadę kawalerii powietrznej oraz brygade powietrzno-desantową i strach mnie ogarnia co by było gdyby przyszło co do czego i wyszło że któraś jednostka miałaby robić nie w swojej specjalności. Ale może czarnowidzę tutaj już. Powinniśmy mieć takie łódki na stanie, może – może – kilka w stylu starej klasy 716 do podrzucenia lekkiego pojazdu – oraz jednostkę desantową która umiałaby desant wykonać zarówno z samolotu, śmigłowca jak i okrętu oraz miała atak na Obwód Kaliningradzki wyuczony na pamięć.
            I tyle jest nam POTRZEBNE. Reszta to luksusy polityków, generałów i admirałów którzy lubia przechwalać się rozmiarem okrętów bo przyrodzenia małe. Możemy je mieć jak wszystko inne będzie w porządku i będzie nas stać.
            I w sumie to tyle w zakresie samej dyskusji o generalnej strategii. Nie ma tu specjalnie czego ciągnąć – albo się wychodzi od metodologii kosmicznej (tylko co potrzebne, co działa i mało waży) która jest niemal zawsze słuszna albo się fantazjuje. Ja nie przepadam za fantazjowaniem, może dlatego że robie to na codzień i nauczyłem się patrzeć na tyle wprzód że widzę smutny rezultat gdy inni ludzie widzą blaski początkowej chwały. Natomiast chętnie podejmę rozważania na temat słuszności samych rozwiązań technicznych odnośnie floty -np propozycji patrolowców, okrętów podwodnych (jeśli już je “musimy” mieć) czy floty desantowej. To akurat jest całkiem konstruktywne.
            To czego nie poruszyliśmy to kwestie użycia min ale tu chyba nietrudno się zgodzić ze ten rodzaj broni to na Bałtyku konieczność.

          • Witam,

            Udział wydatków Marynarki Wojennej w budżecie MON-u to tradycyjnie około 8%. W kraju o orientacji lądowej uznałbym to za zrównoważony budżet. Myślę również, że likwidacja MW (bo sprowadza ją Pan do Straży Granicznej) i wydatkowanie tych pieniędzy na inne cele nie zmieni naszej pozycji strategicznej ani na jotę. Co do rajdów, to naruszenie wód terytorialnych nie powoduje reakcji sojuszu. To jest właśnie działanie podprogowe.Można się z gen. Koziejem nie zgadzać, ale nie nazwałbym tego bredniami.
            Sojusze buduje się wymieniając pewne korzyści. Na przykład Włosi są zainteresowani ochroną południowych granic, w czym mogłyby pomóc nasze patrolowce. My oczekujemy wsparcia polityki wschodniej. Niemcy i Duńczycy zbudowali flotę do celów ekspedycyjnych a nie obrony granic, ale w sytuacji wzrostu napięcia z Rosją, chętnie by widzieli zabezpieczenie “tyłów”, czyli Bałtyku. Udział Czernickiego w Iraku miał dyplomatycznie i propagandowo taką samą wartość jak wysłanie 1.000 żołnierzy na misję nie-bojową. Bez strat w ludziach. I tak dalej.
            W moim odczuciu myślenie przekrojowo o siłach zbrojnych, jak Pan to nazwał stoi w sprzeczności z de facto likwidacją MW, którą Pan postuluje.
            Jeśli uważa Pan, że 5-10 myśliwców w przypadku Kalliningradu załatwi sprawę, to gratuluję optymizmu. Rajd 100km przez Litwę (za ich zgodą, mam nadzieję) na silniejszego przeciwnika jest konceptem dość ryzykownym militarnie.
            Miny są bronią popularną historycznie na Bałtyku, ale pozostawione bez osłony będą po prostu unieszkodliwione. Tak więc same niszczyciele min i stawiacze min nie załatwią sprawy.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Z pierwszego źródła pod ręką: budżet MON na 2013 rok
            http://bip.mon.gov.pl/u/pliki/rozne/2014/07/2013.pdf
            skupmy się na proporcjach bo one tu lepiej obrazują to co chciałem przekazać.
            Mamy 31.5mld zł (co przekłada się na ok 10 mld $ po ówczesnym kursie) z czego na stronie 9 mamy następujące proporcje: 9.3% budżetu MON na wojska lądowe, 4.9% na siły powietrzne i 2.2% na marynarkę wojenną. Na stronie 14 mamy stan liczebnościowy bilans – wojska lądowe na poziomie 46.2 tysięcy, siły powietrzne na poziomie 16.6tys i marynarkę na poziomie 8 tys.
            Na stronie 7 z kolei mamy prosty diagram z którego wynika że wydatki personalne i emerytury wojskowe pochłaniają blisko połowę budżetu MON (46%) zatem nie ma mowy żeby wielkości przytoczone na stronie 9 odnosiły się do wynagrodzeń żołnierzy bo zwyczajnie matematycznie się to nie zgadza – 16.4% z 72.7% nie może być równe 25% ze 100%. Zatem jest tu mowa o kosztach pozapłacowych.
            Wynika z tego że MW Polski pochłania 24% budżetu materialnego sił lądowych i 44% budżetu sił powietrznych. W dodatku dzieje się to mniejszym nakładem personalnym – co wynika z wymogów szkoleniowych jak zakładam – bo liczebnościowo MW stanowi podobny procent sił powietrznych ale już tylko 17% sił lądowych.
            Zatem MW nie stanowi 8% budżetu MON ale 24% budżetu materialnego i na pewno więcej niż 17% budżetu personalnego – tylko w ramach kosztów bieżących.
            W szczególności zwracam uwagę na proporcję wydatków na MW do wydatków na lotnictwo wojskowe – gałęzie wojska o zdecydowanie skrajnej roli strategicznej dla Polski. W naszej sytuacji wydawanie na lotnictwo 200% budżetu MW to powód do histerycznego śmiechu. I nie wiadomo tylko czy lotnictwo otrzymuje tak mało czy marynarka tak “dużo”.
            Argument że rekomenduję likwidację marynarki jest niedorzeczny. Równie dobrze moglibyśmy upierać się że każdy program który nie przewiduje budowy atomowego okrętu podwodnego jest likwidacją Polskiej marynarki bo tyle krajów na świecie je ma. Może zaczniemy budowac lotniskowce – ostatnio jest na nie istny szał. Co to za szanująca się marynarka bez lotniskowców?
            Obecny model MW jest dla Polski nie do utrzymania finansowo i całkowicie zbędny i bierze się z kompletnie nieracjonalnego podejścia polityków i sztabu do zagadnień obronności kraju – które Polski rząd będzie realizował kosztym obywateli choćby z Rumunii czy Londynu – w czym ma już duże doświadczenie.
            Myślenie przekrojowe o siłach zbrojnych nie polega na traktowaniu wszystkich rodzajów sił zbrojnych po równo ale na traktowaniu ich jako jednego organizmu i myśleniu o strategii obronnej kraju w sposób kompleksowy. Takim myśleniem kompleksowym właśnie jest podjęcie decyzji o ograniczenie marynarki do minimum do momentu kiedy będzie możliwe wygospodarowanie środków na jej rozwój PO osiągnięciu właściwej zdolności bojowej przez ze strategicznego punktu widzenia ważniejsze rodzaje sił zbrojnych. Dam tylko taką sugestię – ile budżetu potrzebnego na kompleksowy system obrony powietrznej kraju pokryłaby połowa z budżetu MW na przestrzeni 10 lat? Radarów i rakiet które są w stanie ochronić kraj w każdym miejscu – a nie tylko od strony morza. Będziemy ze Standardów do Iskanderów strzelać? Jak?
            Pozostałe argumenty o wartości MW w wymiarze politycznym są nie mniej absurdalne. Nie chcę się nawet wypowiadać o wartości rozważań prowadzących do “powinniśmy mieć marynarkę bo Włosi mogą chcieć patrolować swoje granice” bo brzmi to prawie jak zły żart.
            A co do min – miny są bronią przewidzianą własnie do tego żeby je pozostawiać bez ochrony – mają tak naprawdę angażować siły nieprzyjaciela i utrudniać działanie dużym oddziałom floty i dużym okrętom a jak przy okazji coś utonie to tym lepiej. Minu przy naszym brzegu ochroni lotnictwo i NDR a miny przy brzegu nieprzyjaciela i tak trzeba stawiać z okrętów podwodnych.
            Reszte komentarzy zostawie bez uwag bo sugerują niedbałość w lekturze tego co pisałem a nie poważną dyskusję.

          • 31 mld PLN jest podzielone na 72.7% dla obrony narodowej, 21.5% na emerytury i kilka procent na drobiazgi. Marynarka Wojenna w ramach tych 72.7% dostaje 2.2% czyli około 700 mln PLN. Kwota nie zawiera wydatków majątkowych, które mieszczą się w pozycji Centralne Wsparcie w wysokości 47,2% dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Wiadomo, że wydatki majątkowe na MW w 2014 osiągnęły poziom około 900 mln PLN. W sumie na MW wydaje się około 1.6 mld PLN jeśli dobrze idzie zgodnie z planem. To stanowi około 5% budżetu. Do tego trzeba by dodać udział MW w emeryturach, proporcjonalnie do stanu osobowego, czyli około 500mln PLN. W sumie 2.1 mld PLN, czyli 6.7% budżetu obrony narodowej. Pewnie można dodać jakieś niewielki kwoty w ramach prac badawczych finansowanych przez MON. I to wszystko.
            Wspomniane przeze mnie 8% jest wynikiem analizy budżetów MON-u sprzed centralizacją zakupów w ramach Centralnego Wsparcia. Rozumiem, że Pana nie przekonam, ale staram się trzymać trzeźwej analizy faktów.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku tu nie chodzi o przekonywanie bo ja sie nie sprzeczam dla zasady. Ja tylko konsekwentnie staram sie przedstawic pozycje advocatus diaboli na blogu marynistycznym. Rozmija sie Pan caly czas z podstawowym argumentem ktory tu wystawiam – a ktory badz co badz w mniej radykalnej formie sam Pan prezentowal w artykule o kontynentalnosci Polski z grudnia. Chodzi o to ze nie mozna traktowac MW jako celu samego w sobie ale wylacznie jako jeden z wielu galezi sil zbrojnych – bynajmniej nie ograniczajac sie do klasycznych trzech bo przeciez sily specjalne, sprawny wywiad, cyberprzestrzen sa rownie istotne – gdzie wszystkie sluza jednemu wspolnemu celowi. Celem tym jest zapewnienie bezpieczenstwa krajowi i od tej funkcji nalezy zawsze wychodzic. Moja pozycja jest taka ze jezeli te same funkcje ktore wykonuje marynarka lub jej czesc moze wykonac inny rodzaj sil zbrojnych lub ich czesc – a oszczedza to pieniadze – to TRZEBA TAK ZROBIC z powodow czysto praktycznych i finansowych.
            Nie bede sie sprzeczal co do wielkosci bo jak pisalem link byl pierwszy z brzegu. Moge sie mylic. Dlatego chcialem sie tez skupic na proporcjach bo tak naprawde budzet MON ma wieksze problemy niz MW – obciazenia emerytalne, zbedne kadry, przerost sztabow o kosalnym marnotrawstwie w zarzadzaniu majatkiem nie wspomne – bo one pokazuja wydatki na MW w proporcji do porownywalnych wydatkow na pozostale sily zbrojne. To o czym Pan pisze dotyczy MW w takim samym stopniu jak lotnictwa czy sil ladowych. Jesli calosc wydatkow na MW faktycznie sprowadza sie nie do 17% czy 24% czy 8% ale 6.7% to odpowiednio mniejsze sa wydatki rowniez na pozostale galezie wojska. Tu nie ma magicznej rozdzki ktora powoduje ze marynarka jest w magiczny sposob niedoinwestowana podczas gdy pozostale galezie dostaja wiecej niz wychodzi ze statystyk.
            Mnie chodzilo raczej o to ze w samym ujeciu koncepcyjnym sil zbrojnych Polski MW otrzymuje proporcjonalnie za duzo – lub tez pozostale sily otrzymuja za malo. Gdyby udalo sie “magicznie” zreformowac podstawowe problemy w finansowaniu obronnosci (w tym takze za zalegle 20 lat) byc moze – podkreslam byc moze – utrzymanie obecnego poziomu wydatkow nie byloby az takim problemem. Na obecna chwile jednak – koncepcyjnie – jest.
            Stad moje argumenty raczej skupiaja sie na tym ze MW to nie sa okrety i panowie w ladnych mundurach ale raczej obszar operacji, ich specyfika i narzedzia ktorymi sie je wykonuje. Jesli wykonanie zadan ZOP smiglowcem lub samolotem pozwala zaoszczedzic (zalozmy!) 50% w stosunku do wykonania ich dedykowanym okretem ZOP to jest to zwyczajne marnotrawstwo aby ten okret kupowac.
            To ze wladze Polskie maja predyspozycje do marnotrawstwa nie trzeba chyba tlumaczyc. Nawet nie wychodzac poza MW mamy przeciez absurdalne przyklady nabycia plywajacych zlomow typu Kashin czy Foxtrot w 92r w ramach uregulowania dlugow. Nie wiem jakie byly szczegoly tych ustalen ale czy nie lepiej bylo oddac z usmiechem i sprobowac wynegocjowac licencje na krajowa, ograniczona do Polski produkcje Mi-8? Dzis z tego tytulu mielibysmy lokalnie produkowany wiekszy i tanszy smiglowiec zamiast 48 UH60 (jak przypuszczam) za pieniadze z ksiezyca. To sa tylko abstrakcje podawane jako przyklady ale wskazuja jak mozna ukierunkowac perspektywicznosc myslenia – lepiej albo gorzej. Albo np nieszczesne Sassnitze – skadinad calkiem przyzwoite jako okret – za jakie kwoty je nabywano? Czy naprawde byl sens kupowac trzy scigacze ktore musialy 10 lat czekac na przyzwoita rakiete przeciwokretowa? Nie pamietam teraz czym strzelaly wczesniej ale jesli tak jak nasze robotnicze korwety Termitami to przeciez to jest zalosc i smiech w jednym bo przeciez Termita mozna ustrzelic z wiatrowki. Czy nie lepiej bylo za te pieniadze wyposazyc istniejacych juz korwet (no chyba ze byly tak tragicznej konstrukcji i jakosci – nie pamietam teraz – ze nie dalo sie ich zmodernizowac). Konstrukcyjnie Molnia jest w tej samej generacji okretow co Sassnitz i rozni sie tylko podzespolami. Jesli mozna bylo Sassnitza wyposazyc w nowy radar, system elektroniczny i obsadzic boforsami czemu nie Sassnitza? Ponownie spekuluje ale czy aby nie zawazyla tu dziura w zleceniach stoczni?
            Czemu przejelismy dziadowskie, sypiące się fregaty OHP ktore byly projektowane do wspoldzialania w ramach grup bojowych z innymi okretami ( w tym lotniskowcami i okretami AEGIS) a nie przejelismy dwoch czy trzech ledwo drasnietych Ospreyow (10 lat sluzby zanim “wydajnosc” Pentagonu wyslala je na zlom) ktore moglyby zastapic wysluzone tralowce typu 206
            Czemu utrzymywalismy wielkiego Orla i dwie plywajace trumny w sytuacji kiedy Bundesmarine skreslala dziesiec 206-tek juz na poczatku lat 90tych? Jezeli tak nam zalezy na kadrach to bylby to najlepszy ruch jaki mozna bylo wykonac bo kadry nawodne mozna w znacznej mierze szkolic tez na statkach pomocniczych i szczatkowej marynarce bojowej ale podwodne wymagaja praktyki w srodowisku.
            Tego typu decyzje i tok myslenia powodowal ze przez 25 lat nasza armia i lotnictwo zostaly zapuszczone do poziomu istnie dziadowskiego a marynarka jest dalej kompletnie bezuzyteczna mimo iz konsumuje 7% budzetu sil zbrojnych.
            To jest 175% budzetu sil zbrojnych przez 25 lat. Czy warto dla orkiestry detej i okazji do rozbijania butelek o burte dla pan poslanek?
            Nie bede sie sprzeczal co do nominalnych wielkosci. Proporcje sa dosc czytelne bez wzgledu ile tych milionow przepada. Co do roli marynarki nie sposob sie z kolei zgodzic. Jest podejscie praktyczne i jest podejscie fantasty. Jestem tylko zaskoczony ze tak ostro reaguje Pan na moje uwagi bo przeciez sam Pan pisal o nim w szerszych rozwazaniach. Nie oznacza to ze sie musi Pan z nimi zgadzac ale wystarczy ze uznaje Pan ze jest to argument ktory warto podniesc i rozwazyc. Ja jako osoba nie bedaca zainteresowana marynistyka konkretnie ale wojskowoscia ogolnie nie mam takich sentymentow. Ani do okretow, ani do czolgow ani nawet do samolotow. Patrze sie na zadania i cyferki w kolumnie obok. Jak cyferki sie nie zgrywaja… wtedy trzeba cos uciac zeby calosc nie pierdyknela. I tylko tyle.
            Pozdrawiam.

          • Całkowicie się z Panem zgadzam, że MW nie może być celem dla samej siebie i być traktowana w oderwaniu od reszty sił zbrojnych i kontekstu politycznego. Pytanie, co może robić MW, a nie mogą inne rodzaje sił zbrojnych jest trudne do odpowiedzi bez konkretnego scenariusza. Jest to także pytanie przewrotne – co może zrobić armia, czego nie może zrobić flota? Ma to swoje uzasadnienie w koncepcji projekcji siły na ląd, chociaż jest to pytanie prowokacyjne. Starając się odpowiedzieć pozytywnie, MW ma pewne atrybuty albo ich kombinację:
            – mobilność
            – zasięg
            – samowystarczalność albo autonomiczność
            – obecność (presence)
            Klucz leży w tym w jaki sposób i do czego politycy lub wojskowi wykorzystają te atuty, albo ich kombinację. Lotnictwo jest mobilne ale nie jest w stanie przerzucić masy lub pozostawać w rejonie dłużej. Armia może być obecna długo, ale nie jest autonomiczna ani aż tak mobilna. Można atrybuty mieszać, np. wojsko przerzucać samolotami itd.
            Dla państwa o orientacji kontynentalnej najlepiej taką kombinację atrybutów wykorzystywać do celów dyplomatycznych i prewencji wojny. W czasie konfliktu do mobilności operacyjnej wojska. Zadaniem “czysto” morskim jest zapewnienie prawa przejścia morzem – czy dla armii, czy dla handlu. Na zasadzie negacji – odmowa tego samego przeciwnikowi. W normalnych warunkach można handel przekierować do portów ARA, co po prostu zwiększy koszty logistyki. W pewnych sytuacjach może to być utrudnione pod presją polityczną przeciwnika. Np. jeśli armator przestraszy się gróźb lub stawki ubezpieczeniowe wzrosną niebotycznie. Transporty militarne mogą prawdopodobnie polegać głównie na naszej MW lub NATO, pod warunkiem zadziałania paragrafu 5.
            Tak więc istnieje rola dla MW a stąd wynika pytanie ile jesteśmy gotowi wydać na ten cel. To w czym się nie zgadzam z Panem, to zaspokojenie najpierw potrzeb armii i lotnictwa a dopiero potem MW. To jest według mnie nierealne. US Navy uważa, że jest stanowczo zbyt mała i potrzebuje znacznie więcej pieniędzy. Kiedy nasza armia i lotnictwo powiedzą – OK mam już dość, te pieniądze możecie wydać na MW? Nigdy. Trzeba więc “dzielić biedę” według jakiś obranych proporcji. Uważam, że te 8-10% jest właściwą proporcją, chociaż serce by chciało 15%.
            Natomiast zgadzam się z Panem co do kosztów niepodejmowania decyzji na czas, czy po prostu marnotrawstwa. To jest nasze nieszczęście i przypadłość każdej biurokracji.
            To, co kłuje w oczy to fakt, że MW jest rodzajem sił zbrojnych wysoko nasyconym techniką a okręty są jednymi z najdroższych jednostkowo systemów uzbrojenia. Okręty są po prostu drogie. Należałoby je porównywać nie z pojedynczym samolotem, ale z eskadrą, np. eskadra F-16 to jakieś 800-1000 mln PLN. Tyle co jeden okręt. Lub NDR. Tak jak jedna eskadra nie wystarcza nawet do jednej pary dyżurnej utrzymywanej w powietrzu 24/7, tak jeden okręt nie wystarcza do posiadania jednej jednostki w morzu 24/7. Na pytanie, czy warto posiadać MW w postaci kilku okrętów, odpowiadają politycy. I czy lepiej kupić eskadrę F-16 czy korwetę. Bo to oni decydują o budżecie i pieniądzach. Konflikty tego typu zawsze były i będą, a zadaniem polityków jest decydować o wyważeniu racji na podstawie opinii wojskowych i cywilnych doradców.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku, ja mam wrazenie ze my rozmawiamy o dwoch roznych rzeczywistosciach. To o czym Pan pisze ma pelen sens – ale nie przystaje do geopolitycznych oraz strategicznych realiow w jakich Polska znajduje sie obecnie oraz bedzie znajdowac przez najblizsze 10-15, moze 20 lat. Moje pozornie radykalne propozycje biora sie nie z odmiennego wyobrazenia o roli Polskiej marynarki wojennej ale z warunkow w jakich kraj nasz sie obecnie znajduje. Mam wrazenie ze Pan zbyt doslownie traktuje opinie Polskich politykow o potencjale obronnym kraju – co bardzo zlowrogo przypomina atmosfere z lat 30tych poprzedniego wieku.
            Najlatwiej kontrast ten uwidocznic seria prostych pytan.
            1 – Czy uwaza Pan ze Rosja potrzebuje dostepu na Baltyk w celu realizacji militarnej lub para-militarnej agresji na Polske lub kraje sojusznicze?
            2 – Czy uwaza Pan ze mozna w warunkach pokojowych uniemozliwic dostep Rosji do obwodu Kaliningradzkiego droga morska bez popelniania czynow powszechnie uznawanych za akt wojny w swietle prawa miedzynarodowego?
            3 – Czy uwaza Pan ze Polska posiada chociazby elementarne mozliwosci obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej?
            4 – Czy uwaza Pan ze Polska bedzie w stanie posiadac zdolnosci “odstraszania” ktore pozwola przeblefowac ROSJE?
            5 – Czy uwaza Pan ze te same srodki odstraszania moga byc tylko i wylacznie przenoszone droga morska lub ze jest to najefektywniejszy srodek ich przenoszenia i zastosowania?

          • Witam,

            Poniżej odpowiedzi:
            1. Nie, chociaż dostęp może się okazać bardzo pożyteczny. Graniczymy bowiem z enklawą a nie Rosją bezpośrednio i zakładamy z góry, że Białoruś jest jak Rosja. Z drugiej strony pozostawienie odkrytej flanki będzie wykorzystane.
            2. Nie, ale dlaczego mamy to robić. I czy inne rodzaje sił zbrojnych mogą tego dokonać?
            3. Nie, ale jest przetarg i to się zmieni.
            4. To zależy. Możemy podnieść koszt rosyjskiej akcji na tyle, że część działań z repertuaru odpadnie. Natomiast nie jesteśmy w stanie zbudować potencjału odstraszania w skali wojny otwartej. To może zrobić tylko NATO. Elementem odstraszania na pewnym poziomie zagrożenia może być obrona plot, batalion pancerny lub korweta.
            5. Jeśli mówimy o rakietach manewrujących, to rzeczywiście okręt podwodny jest być może najskuteczniejszym środkiem przenoszenia. Natomiast osobiście kwestionuje założenie, że parę rakiet jest elementem odstraszającym. Jestem więc przeciwnikiem OP z rakietami manewrującymi.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Jezeli zatem scenariusz morski w wypadku dzialan zbrojnych w naszym rejonie jest dla Rosji drugorzedny (ja twierdze ze wrecz trzeciorzedny z uwagi na jego ryzyko w tym wypadku) co zlego jest w stwierdzeniu ze MW Polski z perspektywy zdolnosci obronnych jest rowniez drugorzedna? Niekonsekwencja w podejsciu czy moze czegos tu nie rozumiem?
            Najbardziej oczywistym miejscem konfliktu na chwile obecna sa kraje Baltyckie. Kontrola ich terytorium rozwiaze problem izolacji ladowej Kaliningradu co w zasadzie wykluczy koniecznosc dalszych dzialan ofensywnych Floty Baltyckiej ktorej rola sprowadzi sie do funkcji czysto defensywnej i to Rosjanie w takim scenariuszu beda probowali blokowac morze dla NATO. To z kolei sprowadzi role Polski w pierwszej kolejnosci do zapewnienia infrastruktury dla floty oraz dzialan ZOP i przeciwminowych – bo tak Rosjanie beda probowali zablokowac dostep silom NATO do okupowanego terytorium. Praktycznie w kazdym scenariuszu uwzgledniajacym kraje NATO Pribaltika jest oczywistym, naturalnym celem ataku ktorego zaistnienie jest rownie niezbedne jak rozwiazanie kwestii drugiego frontu dla Hitlera. Pakowanie sie w srodek Polski bez zajecia tego terytorium to ze strategicznego punktu widzenia czyste szalenstwo bo jedyny scenariusz w ktorym to mogloby sie powiesc to blyskawiczny udany atak na Polskie pomorze zakonczony kontrola tego terytorium oraz przestrzeni powietrznej ( w celu odciecia krajow Baltyckich od wsparcia) co wcale nie jest takie proste jak sie wydaje. Nie wspominajac ze Polska MW gralaby w tym scenariuszu role wyrzutu sumienia ( a moglismy miec dodatkowa brygade… ). W wypadku duzego konfliktu rola Polski bedzie przede wszystkim rola trudnego do pokonania bufora terytorialnego. W przypadku dzialan na i obok morza glowny punkt ciezkosci bedzie lezal na utrzymaniu kontroli pomorza – ladu a nie wody – w celu uniemozliwienia Rosjanom zepchniecia NATO do “starego” obszaru dzialania. Gdzie tu rola polskiej marynarki? Co moga okrety – zwlaszcza korwety i okrety podwodne – zrobic w starciu z nacierajacymi Rosyjskimi brygadami pancernymi i zmechanizowanymi? Jaka bylaby przezywalnosc najbardziej nowoczesnej korwety w sytuacji zmasowanego ataku powietrznego (i na- oraz pod-wodnego). Niech nawet beda to cztery korwety… Jaka bedzie ich wartosc bojowa w porownaniu z wspomniana brygada piechoty ktora moze sie okopac i spowolnic natarcie o kilka dni, tydzien, dwa tygodnie?
            W punkcie trzecim zasugerowalem nie tyle trendy w przyszlosci ile to co dzialo sie w przeszlosci. Fakt ze zbieramy sie za cos tak fundamentalnego jak budowa systemu obrony przeciwlotniczej w roku 2015 w sytuacji kiedy formalnie brak bylo takiego systemu juz w roku 1990 to sytuacja gorzej niz tragiczna. Te wojska tez wymagaja przeciez organizacji, cwiczen, przygotowan, zaplecza nie mniej niz marynarka. Zamiast tego Polska nabywala fregaty, Gawrony i inne Kasziny a obecnie bedzie nabywac 3 okrety podwodne po $400m kazdy. Mysle ze razem zlozyloby sie to do tej pory razem na 2-3 baterie Aster nie mowiac juz o tym ze posiadanie chociazby jednej baterii w chwili obecnej pozwolioby automatycznie przeszkolic obluge oraz lotnictwo tak aby nowo wdrazane baterie osiagaly gotowosc operacyjna niemal z marszu a jednostki powietrzne byly przygotowane do wspoldzialania w ramach systemu co jest rownie wazne jak samo posiadanie rakiet.
            Chodzilo mi o to ze MON kombinowal jak tu zapewnic okrety zeby Polska mogla sie pokazac u boku sojusznikow na Atlantyku i dalej a zupelnie nie przejmowal sie tym co jest absolutnie, bezwzglednie konieczne. No chyba ze tak jak juz wspominalem obie fregaty OHP pelnily role tarczy przeciwrakietowej bo pociski SM-2 to byly jedyne rakiety plot warte funta klakow jakie posiadala Polska.
            W punkcie czwartym moje pytanie sprowadzalo sie do prostej analizy. Czy jestesmy w stanie zapewnic taka ilosc “klow” – w rozumieniu: drogiego skomplikowanego sprzetu bojowego – ktory bedzie w stanie przeciwdzialac agresji rownie skutecznie jak bron atomowa? Pociski JASM ktore nabylismy za ciezkie pieniadze to zasadniczo kiepski zart poniewaz potrzebuja platformy lotniczej ktora latwo unieszkodliwic napadem z powietrza (vide brak tarczy plot). To dobre narzedzie do przeprowadzenia uderzenia odwetowego ale sa bezuzyteczne jesli to uderzenie okaze sie niewykonalne z uwagi na ograniczona ilosc samolotow i brak panowania w powietrzu.
            To na razie jedyne kly jakie posiadamy bo program Homar (czy jak sie Polski MLRS ma nazywac) tez jest dopiero w planach.
            Punkt piaty to kwestia calkowicie osobna. Okret podwodny tylko pozornie jest takim srodkiem z uwagi na skuteczna funkcje odstraszania jako SSBN. W sytuacji gdy mowimy o okrecie podwodnym na Baltyku i w miejsce rakiety z glowica jadrowa wstawiamy pocisk manewrujacy z glowica konwencjonalna calosc ponownie urasta do rangi zenujacego dowcipu. Po pierwsze pocisk manewrujacy w porywach przeniesie poltonowa glowice. To spowoduje ze pojedynczy okret przeniesie maksymalnie 2-4 t ladunkow wybuchowych. To jest zdecydowanie z malo zeby kogokolwiek skutecznie odstraszyc. Wykonac precyzyjne uderzenie na strategiczny cel – owszem – ale nie taki cel ma ten zamysl.
            Kolejnym problemem jest geografia. Okret podwodny jest uzyteczny na duzych otwartych akwenach wodnych gdzie podejscie pod port w Archangielsku pozostawia pole manweru. Na Baltyku (bo chyba nie bedziemy wysylali “klow” za ciezkie pieniadze poza Baltyk gdzie nasze zalogi i okrety wagi lekkopolsredniej w najlepszym wypadku znajda sie w kategorii wagi ciezkiej) Polski okret podwodny ma dwa cele ktore moze razic z morza bezposrednio: Kaliningrad oraz Petersburg i wszystko co jest za nim. Uzycie pociskow manewrujacych na Kaliningrad to wyrzucanie pieniedzy w bloto. Uzycie ich na Petersburg i reszte Rosji… tak samo. Zeby strzelac w kierunku Petersburga okret musi poslac rakiete nad morzem gdzie staje sie ona widoczna dla radarow plot oraz radarow okretu ktory zostanie wystawiony na szpicy. Majac taki waski korytarz na uzycie rakiet praktycznie wystawiamy je na strate a okret – zdemaskowany odpaleniem pociskow – na zlom. A jesli dla poprawienia szans bedziemy strzelac przez terytorium krajow sojuszniczych w Pribaltice to dlaczego ponownie nie skorzystac z nosnika powietrznego lub wyrzutni ladowej ktora nie kosztuje 400m dolarow?
            Jeden Tomahawk to 2mln dolarow. Za trzy okrety bedziemy mieli co najmniej 500 Tomahawkow. To brzmi juz bardziej jak “kly”…ale niestety wymaga zeby znow z premedytacja skreslic kolejna galaz MW.

            Zatem jakby na to nie patrzec argument z MW w Polsce nie bedaca programem minimum to argument za marnotrawieniem cennych srodkow i dawaniem wymowki lobbystom ktorzy chca marnotrawic jeszcze wiecej cennych srodkow na jeszcze wiecej bezuzytecznych i drogich zabawek.
            Dyskusje o marynarce sa celowe ale w perspektywie roku 2025 i tylko pod warunkiem ze nadchodzace programy na dozbrojenie wojska Polskiego nie okaza sie spektakularna klapa jak wiele do tej pory.

          • Zgodziliśmy się co do tego, że rola MW w konflikcie z Rosją jest drugorzędna. To nie znaczy, że nie ma miejsca dla marynarki wojennej i że konflikt z Rosją to jedyny scenariusz dla sił zbrojnych.
            Jeśli zastosować logikę, że szkoda środków finansowych na drugorzędne tematy, proponuję Panu zmierzyć się z następującym problemem:

            wielu Polaków uważa, że w sytuacji słabo rozwiniętej sieci dróg, długich kolejek do lekarza i niedoinwestowanej nauki, wydawanie pieniędzy na armię i obronę przeciwrakietową, to po prostu głupota. Jeśli Rosjanie zdecydują się nas zaatakować to i tak się nie obronimy.

            Pozdrawiam

          • Oczywiscie ze konflikt z Rosja nie jest jedynym scenariuszem – ale jest scenariuszem podstawowym w zakresie fundamentalnej doktryny obronnej panstwa. Zatem jezeli przyjmujemy zalozenia operacyjne i strategiczne ktore lekcewaza ten fundamentalny problem to sa one z gruntu zle. Mozna rozwijac pozycje Polski w ramach NATO i UE bez budowania popisowki jaka jest MW a w sposob ktory przyczynia sie do zwiekszenia zdolnosci defensywnych kraju – pytanie czy oplaca sie to roznym Niesiolowkskim, Siemioniakom i ich odpowiednikom z innych partii. Bo o to tu tylko chodzi – jak bezmyslne matoly odpowiedzialne za obrone kraju beda dalej marnowac srodki publiczne.
            Jesli chodzi o bezsens obrony kraju w odniesieniu zapoznien inwestycyjnych w czynniki determinujace standard zyciowy obywateli to mozna to potraktowac praktycznie lub zasadniczo. Zasadniczo to nie poziom nauki lub opieki zdrowotnej determinuje wlasciwy poziom obronnosci ale pewien obiektywny poziom zdolnosci obronnych determinuje zdolnosc kraju do samostanowienia. Zarowno opieka zdrowotna realizowana przez organy publiczne jak i edukacja sa wtorne wobec pierwotnego i podstawowego wymiaru dzialalnosci panstwa jakim jest obronnosc. Jakkolwiek bysmy nie definiowali tworu jakim jest panstwo zdolnosc obronna (rozumiana tez jako zdolnosc do utrzymania terytorialnego monopolu na przemoc) jest fundamentalna dla wszystkich innych sfer panstwa.
            Z praktycznego punktu widzenia natomiast sa to kwestie powiazane poniewaz zarowno obronnosc jak i opieka zdrowotna, edukacja, system sprawiedliwosci etc etc cierpia na ten sam problem Nie jest nim niedofinansowanie – bo ekonomia dobrze pokazuje ze bezwzgledne wielkosci sa zawsze problemem wtornym od produktywnosci nakladow – ale sposob w jaki sa naklady wykorzystywane.
            Jakosc edukacji czy kolejki do lekarza sa takim samym problemem jak niewydolnosc polskiej armii. To czy kupujemy 20 interaktywnych tablic do wyswietlania konretnych podrecznikow elektronicznych za ciezkie pieniadze czy 1100 celownikow za 90 milionow nie ma znaczenia. To czy zarzadzaja nami idioci czy ludzie kompetentni – to juz inna sprawa.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)