Apr 122015
 

Krótki tekst pod tytułem Conventional Deterrence by Denial and the Baltics, którego autorem jest Jon Solomon powinien zwrócić uwagę choćby z powodu naszego sąsiedztwa z republikami bałtyckimi i wspólnego członkostwa w NATO. Co jeszcze ciekawsze, artykuł odnosi się do scenariuszy strategicznych, w których marynarka wojenna mogłaby odegrać ważną rolę. Jest więc okazja do sprawdzenia na ile własne koncepcje (i mam tu na myśli nie tylko moje, lecz każdego z nas) sprawdziłyby się w opisywanych wariantach rozwoju wypadków. Autor zamieszcza dość obszerny fragment innego tekstu Stop Putin’s Next Invasion Before It Starts, który można krótko streścić w następujący sposób:

Rosja ma militarną siłę zdolną do pokonania obrony Litwy, Łotwy i Estonii wspomaganych przez lekkie siły NATO w czasie nawet dwóch dni. Gdyby do takiej sytuacji doszło, Stany Zjednoczone i NATO stoją przed ponurą alternatywą – poddać Pribałtykę z wszelkimi konsekwencjami dla sojuszu lub odbić ją od Rosjan, co wymagałoby potężnej operacji desantowej. Lepiej więc i taniej zapobiec temu rozmieszczając odpowiednie siły na terytorium tych krajów.

W zasadzie pokrywa się to z intencjami Polski i wysiłkami naszego rządu aby wzmocnić wschodnią flankę sojuszu i powrócić do pierwotnej funkcji obronnej sojuszu. Nieodmiennie wraca pytanie o rolę marynarki wojennej w obu przypadkach. Niewątpliwie scenariusz potężnego desantu z morza z obwodem Kalliningradzkim za plecami byłby poważnym argumentem za rozbudową sił morskich, ale na ile taki obrót sprawy jest prawdopodobny? Pomocnym w dalszym „rozgryzieniu” tematu jest raport organizacji RAND zatytułowany NATO Needs a Comprehensive Strategy for Russia. Na wstępie padają cztery kluczowe dla polityki pytania:

  • Jakie jest podstawowe zagrożenie dla członków NATO, któremu chcą zapobiec: tradycyjna agresja wojskowa, czy też niekonwencjonalne wymuszanie wojskowe i polityczne?
  • Jakie powinno być podejście do odstraszania Rosji przed podjęciem agresywnych kroków: podnoszenie kosztów takich akcji czy zaprzeczanie możliwościom osiągnięcia celów?
  • Jaki powinien być charakter relacji pomiędzy NATO a Rosją: zaangażowanie, czy odcinanie się?
  • Jaki stopień wpływów Rosji w krajach nie będących członkiem NATO, sojusz powinien zaakceptować oraz jaki rodzaj obietnic i wsparcia NATO powinno zaoferować tym krajom?

Jest to punkt widzenia amerykański i być może ogólniej, zachodni, ale dla nas krytyczny, bo jak teksty w odnośnikach zauważają, lokalne siły sąsiadów Rosji, do jej powstrzymania w żaden sposób nie wystarczą. Powyższe pytania stanowią swego rodzaju punkty decyzyjne i prowadzą autorów raportu do dwóch alternatywnych strategii postępowania wobec Rosji. Poniżej seria cytatów dająca krótki ich opis wraz z zaznaczeniem potencjalnych negatywów.

Punishment and disengagement (kara i odcięcie się)

Ta strategia szuka wpierw i przede wszystkim w jaki sposób zapobiec dalszej agresji poprzez wzmocnienie bezpośredniej obrony i zdolności do odwetu, rozwijając zdolności wojskowe NATO.

Wzywa również członków NATO i EU do zerwania współpracy z Rosją w szerokim zakresie obszarów, oferując dodatkową formę nacisku jak również dlatego, że dotychczasowe wysiłki współpracy okazały się bezowocne.

Chociaż NATO ogólnie dysponuje większymi siłami, to dla Rosji jest łatwiej skoncentrować wojska na swojej granicy i zagrozić sąsiadowi niż dla NATO skoncentrować swoje siły w odpowiedzi.

W ostatecznym rozrachunku istnieje ryzyko, że strategia punishment and disengagement wcześniej, czy później wywoła reakcję.

Resilience and engagement (odporność i otwarcie)

U podstaw tej strategi leży przekonanie, że przynajmniej aktualnie, Rosja wierzy w skuteczność paragrafu piątego sojuszu. Rosja postrzega potencjał NATO jako wystarczający do spowodowania, że użycie siły wojskowej spełznie na niczym. Pewne aspekty bieżącej polityki Rosji mogą mieć na celu osłabienie spójności sojuszu, a więc i jego wiarygodności dla uzyskania efektu zmiany równowagi sił.

W języku doktryny odstraszania jest to strategia zanegowania Rosji możliwości osiągnięcia celów, a nie obietnicy odwetu po ich osiągnięciu.

Scenariusze niekonwencjonalne i bez użycia siły militarnej, takie jak naciski ekonomiczne, polityczne, cybernetyczne lub tajne akcje są o wiele bardziej prawdopodobne niż zagrożenie otwartą wojną. W tym wypadku NATO powinno zmienić swoje priorytety na usuwanie potencjalnych słabości samej instytucji państwa. Rosja może widzieć takie kroki NATO jako niekonsekwentne, zwłaszcza początkowo, dające wolną rękę w krajach na peryferiach Rosji. Innymi słowy, Rosja może nie poczuć się zniechęcona do swoich działań destabilizujących NATO i jego partnerów i może wręcz poczuć się pewniej w zamysłach użycia swoich konwencjonalnych sił zbrojnych, nawet przeciwko członkom NATO.

Trzecią alternatywną strategią, odrzuconą w raporcie jest sfera wpływów, czyli koncesje dla Rosji na swobodę działania w krajach uważanych przez Rosję za swoją strefę wpływów.

Końcowe rekomendacje raportu faworyzują strategię drugą – budowania odporności i stopniowanej otwartości na Rosję. Istnieje również w tle silny argument finansowy – roczne koszty strategii odwetu to suma w granicach 1.0-1.5 miliarda dolarów na dość skromne siły, między innymi dwóch brygad pancernych, jednej eskadry F-16 i 90 dni w roku obecności lotniskowca na wodach przyległych. Alternatywa jest znacznie tańsza, w granicach nie przekraczających 0.8-1.0 miliarda i w zasadzie opierająca się na rotacyjnej obecności wybranych jednostek, wzmożonych ćwiczeniach i rozbudowie infrastruktury. A więc coś, co już znamy i obserwujemy w rzeczywistości.

Jaki wpływ ma na rolę i strukturę Marynarki Wojennej RP prezentowany punkt widzenia? Wersja pesymistyczna otwartej inwazji na republiki bałtyckie jest przez raport uznawana za mniej prawdopodobną ale przede wszystkim za, powiedzmy otwarcie, beznadzieją. Stąd skupienie się na zapobieżeniu takiej sytuacji. Czy jednak wspomniane dość skromne siły są w stanie zniechęcić zdeterminowaną Rosję do podjęcia działań? Wszyscy wolelibyśmy uniknąć sprawdzenia, czy tak jest. W każdym przypadku Obwód Kalliningradzki odgrywa kluczową rolę. Być może więc umiejętność zademonstrowania możliwości neutralizacji sił bazujących na tym kawałku Rosji byłaby wystarczającym motywem do ponownych kalkulacji szans na sukces? Dylemat, przed którym stoi nasza Marynarka Wojenna to oddzielenie tego, co może wykonać samodzielnie od tego, co może wnieść do wysiłku i strategii sojuszników. Sztuką będzie zbudowanie floty równie użytecznej w obu przypadkach. W kontekście raportu RAND, doktryna BBN-u skupia się na samodzielnych działaniach w sytuacji ograniczonego zagrożenia, zwanego „podprogowym”. Nie wnikając, a wręcz unikając rozważań o konkretnych planach operacyjnych, odwołuję się jeszcze raz do tego, co Jon Salomon pisze na końcu:

Role flot i obrony wybrzeża muszą zostać nakreślone. Potencjalne role marynarek wojennych państw członkowskich NATO leżących nad Bałtykiem byłyby całkiem różne od tych, które leżą nad Atlantykiem.

Problem roli Marynarki Wojennej RP jest więc wciąż tematem do dyskusji.

  31 Responses to “W obronie Republik Bałtyckich”

  1. I tu wlasnie pojawia sie podstawowe pytanie: czy jesli jedno lub wiecej panstw baltyckich padnie to czy istnieje mozliwosc aby Polska MW nawiazala rownorzedna walke z Rosyjska flota na baltyku wspomagana silami powietrznymi z OK, nowo zajetego terytorium oraz wlasciwego terytorium Rosji?
    Odpowiedz jest jasna, prosta i oczywista:
    NIE
    Sily morskie niezbedne do przeprowadzenia akcji desantowej wymagalyby wlasnie jak to zostalo wspomniane przynajmniej jednej CAB lub rownowaznika zakladajac wsparcie z baz w zachodniej Polsce, wschodnich Niemczech, Danii oraz idealnie Finlandii i Szwecji.Podkreslam termin “przynajmniej”.
    Zatem nalezy do znudzenia powtarzac najbardziej oczywisty wniosek z takiej analizy – panstwa Baltyckie sa nie do odbicia w wypadku fizycznego ich zajecia bez udzialu US Navy lub polaczonych sil RN, Francuskiej Marynarki i panstw zlokalizowanych wokol Baltyku.
    Tak dlugo jak panstwa Baltyckie nie traca kontroli nad terytorium droga morska staje sie problematyczna i ryzykowna z uwagi na obecnosc OK i duzo bezpieczniej jest umocnic korytarz Polska-Litwa silami ladowymi i tamtedy przeprowadzac akcje posilkowe. Zajecie strategicznie waznych wysp Estonskich jest z kolei duzo bardziej naturalne dla organizujacego sie – w koncu! – sojuszu panstw skandynawskich. Finowie i Szwedzi beda w stanie zrobic to duzo lepiej i sugerowanie ze Polska mialaby tam aktywnie dzialac to jak proponowanie Finom zabezpieczanie Bornholmu.
    Co zatem zostaje ze strategicznego punktu widzenia Polsce? Pomijam chwilowo pelnoskalowy konflikt konwencjonalny z Rosja bo to jest osobny temat. Zalozmy ze najbardziej praktyczny scenariusz czyli destabilizacja Lotwy i Estonii ma miejsce i Rosja przychodzi z “bratnia pomoca” ucisnionej mniejszosci w tych krajach – ktora w przeciwienstwie do Litewskich Rosjan nie ma obywatelstwa UE ktore spowoduje ze sie zastanowia nad korzysciami. Litwa jest zagrozona tylko w wypadku otwartego konfliktu w tradycyjnym sensie i w tym przypadku dzialania morskie nie maja szczegolnego strategicznego znaczenia. Wojna z Litwa to wojna ladowo-powietrzna. Wojna z Lotwa i Estonia to juz wojna z bardzo znacznym wymiarem morskim. Zatem ponownie – co musi zrobic Polska czego nie moze zrobic zaden inny kraj?
    1) Blokowanie OK w wypadku otwartego konfliktu i maksymalne utrudnienie zeglugi do i z OK w wypadku pojawienia sie “zielonych ludzikow”.
    2) Zapewnienie baz sojuszniczym silom morskim i powietrznym po naszej stronie Baltyku.
    3) Zabezpieczenie wod terytorialnych – 12 mil morskich wystarczy zeby bezpiecznie przetransportowac sily morskie w okolice zatoki Gdanskiej skad najlatwiej zniwelowac OK.
    W wypadku otwartego konfliktu niezbedne bedzie otwarte, formalne zaangazowanie sie pozostalych krajow sojuszu oraz neutralnych Finlandii i Szwecji (inaczej trzeba siedziec cicho i myslec o wlasnej obronie) i wowczas absurdem jest aby zglaszac sie na ochotnika do wykonywania zadan ktore inne kraje moga robic lepiej bo maja czym i skad. Stad punkty 1-3 sa nie tylko podstawowym ale wylacznym zakresem w jakim Polska MW moze sie w takim konflikcie zajac.
    I w tym momencie trzeba sobie zadac nastepne pytanie – w jaki sposob najlepiej te zadania zrealizowac? Najlepiej znaczy tu przede wszystkim najefektywniej i najekonomiczniej.
    1) W wypadku otwartego konfliktu zablokowanie minami OK nie ma sensu bez uniemozliwienia opanowania przestrzeni powietrznej przez wroga w innym wypadku bedzie to marnowanie min. Nie zrobimy tego lotnictwem – potrzebne do tego jest duzo, bardzo duzo rakiet i artylerii plot oraz srodkow walki elektronicznej. Mozemy ten cel osiagnac bez jednego samolotu choc kilka by sie zdalo dla zabezpieczenia martwych punktow. W takim wypadku do stawiania min u swoich wybrzezy wystarcza minowce – na wodach OK okrety podwodne, a najlepiej juz bezzalogowce lub mini-okrety bo wysylanie w ten rejon okretu wiekszego niz kanapa z salonu to ryzyko.
    Scenariusz ataku zielonych ludzikow zaklada brak otwartych dzialan militarnych miedzy Polska a Rosja wiec nie powinno to byc problemem.
    2) Zapewnienie baz sojuszniczym silom morskim nie wymaga okretow innych niz te potrzebne do zabezpieczenia minowego.
    3) Zabezpieczenie wod terytorialnych lepiej wykonywac z brzegu i powietrza.
    Czyli wychodzi ze rola MW bedzie paradoksalnie wieksza w trakcie pokoju – gdzie dochodza funkcje patrolowe na obszarze WEE oraz ratownicze (choc te mozna przeniesc do gestii SG) niz w trakcie dzialan wojennych. Te akurat lepiej spelni maly, dedykowany okret patrolowy ASW wielkosci korwety Visby – z ladowiskiem dla helikoptera wielkosci W3 ale bez marnowania pieniedzy na niewidzialnosc i zdolnosci przeciwokretowe. Ostrzelac ostrzegawczo mozna z dziala 57 czy 76mm a gdy przyjdzie do czego to smiglowiec, samoloty lub nabrzezna wyrzutnia powinny caly czas wspierac taki okret.
    Moja opinie na temat uzywania MW do “budowania sojuszy” poprzez wyrzucanie pieniedzy w bloto – czy raczej w morze – oraz w kieszenie kolegow wyrazilem juz zbyt wiele razy i nie sposob odniesc sie do niej bez agresywnej krytyki a ta jest meczaca i nieprzystajaca do powaznych rozmow. Kiedy juz zostaniemy mocarstwem eksportowym i gospodarka z pierwszej dziesiatki to mozemy myslec o zabezpieczaniu strategicznych interesow – jesli takie beda bo jak do tej pory ponad 80% eksportu i importu rownie dobrze moze isc droga ladowa.
    Reasumujac… Polska w obecnym ksztalcie to wyjatkowo podly kraj do debat o marynarce wojennej rozumianej jako flotylle okretow innych niz patrolowce czy minowce bo kazda taka racjonalna debata musi – podkresle ponownie MUSI – skonczyc sie stwierdzeniem “jasne ale dopiero kiedy wszystko inne bedzie dzialac jak trzeba”. Z kolei te funkcje ktore jej pozostaja sklaniaja do skupienia sie nie na okretach ale na bezzalogowcach, statycznych systemach ochrony na morzu i na ladzie oraz formy jaka mialyby przyjac sily “powietrzne” i “ladowe” dzialajace w srodowisku morskim. Czy np jest sens wydzielac do MW dedykowane sily powietrzne wykraczajace poza te podstawowe funkcje? Jaki jest sens wydzielac oddzialy strzelcow jak dawny PSM? Moze jest, moze nie.. wiecej tu paradoksalnie bedzie gmerania w biurokarcji i zarzadzaniu niz typowej marynistyki. Kiedys lotnictwo bylo ramieniem powietrznym armii lub marynarki w krajach wyspiarskich.Byc moze faktycznie MW ma sens istnienia jako formacja zarzadzajaca “mokrym” sprzetem.
    A byc moze warto by rozwazyc rzecz nieslychana i podporzadkowac sily morskie silom przekwalifikowanym na “obrone terytorium kraju”? Skoro lotnictwo to tak naprawde takze radarowcy i rakietowcy to czemu nie rakietowcy nabrzezni, sonarowcy etc?
    Historia sil powietrznych Japonii pokazuje ze mozna. Moze to zly pomysl ale zawsze jednej komplikujacej zycie biurokracji mniej.
    No ale to przeciez postulowanie “likwidacji Marynarki Wojennej RP” a tego nie mozemy przeciez zakladac w zadnym wypadku. Dla zasady naturalnie.

    • Nie tylko dla zasady. Marynarka Wojenna jak każdy inny rodzaj sił zbrojnych to proces ciągły. Nie można jej rozformować a za 10 lat sformować. Proces formowania potrwałby kolejne 15 lat.
      Nie możemy zamykać funkcji sił zbrojnych wyłącznie na obronie przed wielkim bratem ze wschodu. Oczywiście, tam leży największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, ale na pewno nie jedyne.
      Oczekujemy od sojuszników solidarności na kierunku wschodnim, musimy też okazywać solidarnośc na kierunku południowym. Oraz każdym innym, który pojawi się za 5 lat. Sytuacja polityczna zmienia się dynamicznie. 5 lat temu Rosyjska agresja na Ukrainę to było totalne Political Fiction. Dziś mamy stan dokonany. Za 3 lata możemy komentować otwarty konflit Chińsko – Japoński, kolejne ognisko w Afryce lub na Bliskim Wschodzie lub cokolwiek innego. W przypadku jakichkolwiek operacji sojuszniczych poza Europą, marynarka wojenna to podstawa.
      Kilka tygodni temu polscy obywatele ewakuowali się z Jemenu dzięki uprzejmości bodaj Chińskich okrętów. To miło, że Chińczycy byli uprzejmi i mieli miejsce. Szkoda, że my nie mamy okrętów, które mogłyby przeprowadzić taką operację. Do ewakuacji garstki cywili nie trzeba lotniskowca. Ale właśnie Marynarki Wojennej.
      Kwestia przynalezności poszczególnych komponentów sił zbrojnych, można dyskutować. Być może NDR powinien podlegać pod WL a nie MW.

      W temacie wielkiego brata ze wschodu, uważam że powinno się położyć większy nacisk na obronę i odstraszanie, niz na myśl o odbijaniu.
      Odbijanie w każdym wariancie wiąże się z bardzo intensywnym konfliktem, bardzo prawdopodobnym użyciem broni jądrowej w okolicach lub na terytorium Polski. Niezależnie od wyniku tego konfliktu, my na pewno przegramy.
      Minowanie Kaliningradu wydaje się tu niecelowe Port w Kaliningradzie jest w zasięgu artylerii. Jeśli będziemy chcieli wyłączyć go z użytkowania, wyłączymy go taniej, niż poprzez dedykowane rozwiązania morskie. Chyba, że znajdziemy też inne zastosowanie dla “autonomicznego transportu podwodnego”. Jeśli “bratnie” czołgi odepchną natomiast naszą altylerię od Kaliningradu, nie ma co liczyć na porty w zatoce Gdańskiej. One również zostaną zniszczone.
      Zasadniczo, rozbudowa portu wojennego gdzieś w zachodniej części Polski powinna być moim zdaniem jednym z pierwszych priorytetów w planach obrony na kierunku wschodnim. Gdańsk/Gdynia w przypadku konfliktu będą raczej nie do obrony.
      To, o co moglibyśmy zadbać, to system rozpoznania (być może mozna pomyśleć o dennych stacjach sonarowych, przynajmniej w naszej strefie ekonomicznej) oraz miniaturowe OP, które mogą przetrwać konflikt przed nadejściem pomocy, samą obecnością paraliżować komunikację, zadać straty, kłaść miny, transportować oddziały specjalne itp. Tych zadań nie spełnią duże OP, które jako siły odstraszania muszą trzymać się bezpiecznych wód. Które są raczej niepotrzebnym marnowaniem środków, ale ta dyskusja już była. Szybkie okręty rakietowe, które mogą dostarczyć pociski manewrujące (NSM lub RBS’y) w pobliże obszaru konfliktu. Tąkie rozwiązanie przyjmuje np. Tajwan, który podobnie jak my musi się liczyć z przewagą wroga na morzu i w powietrzu. Oczywiście w ich przypadku rozwiązanie to stosowane jest na większą skalę, ponieważ ich przeciwnik potrzebuje floty inwazyjnej. Nasz raczej nie. Musimy jedynie delikatnie zniechęcić go do pomysłów stosowania tej taktyki. Budowa następców Orkanów lub ambitniejszego projektu pokroju Skjolda leży w naszych możliwościach. A takie okręty są w stanie z okolic Helu atakować rozpoznane pozycje Iskanderów czy S300/500
      Korwety/Fregaty są na Bałtyku równie efektywne co na atlantyku. Bez rozpoznania z powietrza, zasięg wykrycia tzw. środków napadu powietrznego będzie podobny. Zdolnosc zwalczania tych środków na pewno większa niż w przypadku mniejszych okrętów. Kilku (3?) okrętów tej klasy (korwety/fregaty) moim zdaniem potrzebujemy, obok kilku OPV. Przede wszystkim, aby zapewnić bezpieczeństwo żeglugi w warunkach konfliktu niepełnoskalowego oraz w pewnym stopniu w warunkach wojny. Ponadto, aby aby uczestniczyć w działaniach sojuszniczych oraz mieć minimalne zdolności ekspedycyjne (ewakuacja obywateli lub transport oddziałów specjalnych i ewakuacja ww.). Z tego samego powodu SP utrzymuje samoloty transportowe. Moze nie mamy w planach działalności ekspedycyjnej, ale trzeba być na to przygotowanym. Nie wspominając o tym, że możemy wydelegować herculesa do transportu zaopatrzenia dla Francuzów w Mali i bez przesadnych problemów ani kosztów “być w koalicji”.

      • Mamy więc w pewnym sensie potwierdzenia aktualnych planów z istotnymi i ważnymi wyjątkami. Pierwszy to okręty podwodne i jak Pan zauważył, ta dyskusja się już odbyła. Drugi wątek to następcy Orkanów i tutaj jest pole do popisu. Myślę, że ten wątek powinien być kontynuowany pomimo istnienia NDR-u.

        Przemek

      • Zdecydowanie. NDR nie może być postrzegany jako następca Orkanów. NDR stanowi nową jakość i bardzo dobrze, że istnieje. Orkany potrzebują jednak następców w formie okrętów. Okrętów, które:
        – Nie są przesadnie kosztowne, a więc można zaryzykować ich utratę w agresywnym rajdzie w rejonie zagrożonym przeciwdziałaniem.
        – Będą stanowiły swoiste “Home Fleet”, kiedy 1 miecznik będzie w remoncie a drugi akurat na Morzu Śródziemnym.
        Szczególnie, jeśli nasze stocznie nabiorą doświadczenia i technologi przy budowie Mieczników (i Kormoranów), budowa 50 metrowego FAC własnymi siłami nie powinna stanowić problemu.

        • W tym miejscu pozwolę sobie na prywatne dywagacje na temat “dream fleet”. Wracam do Sea Fighter. Około 1.000 ton ze zredukowaną prędkością maksymalną do 35 węzłów, z pewnym zakresem modułowości i sporym wewnętrznym hangarem. Do skrytych rajdów i wypadów, ataku a nawet patrolowania, co wydaje się być dziwne dla semi-SWATH o takiej prędkości. Jednak w Stanach uzyskał pozytywne opinie dzięki możliwości operowania 2 śmigłowców na raz.

          • Idąc tropem “dream fleet” jaki skład polskiej floty wojennej byłby wg. Pan optymalny ?
            PS. Artykuł w “Przeglądzie Sił Zbrojnych” znakomity, warto przeczytać)

          • Artykuł dotyczący sonarów? Na pewno warto poczytać. Problem polega na tym jak dany sonar sprawuje się w warunkach Bałtyku południowego. Maksymalizacja parametrów może w pewnym momencie okazać się nieefektywna czy nieopłacalna. Co do “dream fleet” – parę linków z poprzednich wpisów na tym blogu:
            http://www.viribus-unitis.com.pl/2011/11/marketing-czy-clausewitz/
            http://www.viribus-unitis.com.pl/2011/10/jhsv-dla-panstw-baltyckich-ec-w-ramach-pooling-and-sharing/
            OHP w wersji minimum mogą zastąpić dwa Ślązaki dozbrojone o systemy plot samoobrony. Czy rakiety NSM/RBS lub sonar to kwestia dyskusji jak mamy zamiar prowadzić osłonę JHSV biorąc pod uwagę prędkość marszową powyżej 30 węzłów. JHSV nie musi mieć takiej prędkości, wystarczy szybki prom o prędkości podobnej do Ślązaków. Orkany mogą w przyszłości ewoluować w kierunku SeaFightera używanego jako platforma dla modułów i dronów. Na pewno warto zainwestować w bezzałogowce operujące z lądu, ale to wymaga wciąż niewykonanej lub ukrytej przed nami pracy koncepcyjnej.
            Charakterystyczny jest brak okrętów podwodnych. Jeśliby MW przebiła się i znalazła uznanie to wówczas można się zastanawiać w co inwestować – OP czy nawodne ASW? Ale to pieśń przyszłości. Dla mnie priorytetem w sytuacji jak dzisiaj byłby bliźniak dla Ślązaka i Czaple z czymś jak SeaRAM.

            Pozdrawiam

          • Sądzę, że w arsenale MW RP powinno być stałe miejsce dla OP. Sprawą dyskusyjną jest, czy rzeczywiście priorytetem powinno być uzbrajanie ich w pociski manewrujące:
            – jeśli tak to czy jak środek odstraszania – powiedzmy szczerze słaby i nieadekwatny – czy też w roli skutecznego środka powstrzymywania poważnych morskich operacji uderzeniowych z macierzystego terytorium macierzystego Rosji w Zatoce Fińskiej – czy jako element skutecznego dezorganizowania systemu dowodzenia i zintegrowanego systemu obrony plot. FR,
            – jeśli nie to czy nie jest skuteczniejszym zaangażowanie OP do klasycznych dla nich działań rozpoznawczych, przerywania szlaków żeglugowych (artykuł z PSZ 4/2014 przystępnie i przejrzyście opisuje takie możliwości.
            Skuteczność działań opisanych w ppkt. 2 wynika z działań zimnowojennych UK i USA, a zarazem bliższa jest naszym realiom i możliwościom.
            O ile przypominam sobie założenia planów obronnych Polski z II RP, to do zasadniczych zadań dla OP (nota bene już wtedy zakładano, a w pewnym okresie posiadano podobne ilości OP co obecnie) zaliczano:
            – na wypadek wojny z ZSRR operowanie w płytkich wodach Zatoki Fińskiej celem powstrzymania ich floty na dalekim podejściu
            – w w ramach ew. wojny z Niemcami osłona Cieśnin Duńskich celem ubezpieczenia wejścia na Bałtyk okrętów nawodnych francuskich.

            Okręty nawodne warto byłoby przydzielić po równo do flotylli zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie wybrzeża, zwłaszcza, że rejon Zatoki Gdańskiej jest w zasięgu sił morskich, lotniczych i rakietowych FR. Wg. mojej opinii zasadniczy trzon obu flotylli (3 i 8) powinny stanowić przynajmniej po 3 korwety “Gawron” uzbrojone w rakiety RBS15/NSM.
            Gdyby były na to środki uzupełniać je powinny po 2 eskadry małych jednostek rakietowych i po 1-2 fregatach ze śmigłowcami i rakietami plot. średniego zasięgu. Naturalnie koszty takiego uzbrojenia czynią to tylko marzeniami.

          • Witam po tygodniowym urlopie:)
            Okręty podwodne są potężną bronią odmowy dostępu. Aby były skuteczne muszą mieć wsparcie rozpoznania, czy też blokowania sił ASW przeciwnika. Uzbrojenie ich w broń odstraszania, odwodzi je od tej misji. Poza tym warto przedyskutować na ile A2/AD jest właściwą strategią, przy założeniu, że przeciwnik ma z nami granicę lądową. Na to nakładają się koszty. To wszystko powoduje moje wahania, jest to pożądany acz dyskusyjny środek walki. Jeżeli jednak budżet na to pozwala, to jestem za okrętami podwodnymi, ale bez rakiet dalekiego zasięgu. Jeśli budżet jest ograniczony, zrezygnowałbym z AIP, co ogranicza zdolności operacyjne, ale nie zmniejsza problemów decyzyjnych przeciwnika.

            Pozdrawiam,

            Przemek

    • O funkcji Polski w NATO:
      ….
      NATO to sojusz ktorego oryginalnym zalozeniem bylo zagwarantowanie stabilnej sytuacji strategicznej w Europie poprzez zbilansowanie zbrojnego potencjalu ZSRR a ktorego zaangazowanie w misje na calym swiecie pojawily sie DOPIERO PO UPADKU Zwiazku Sowieckiego w formie “reinventing NATO” (czyli zasadniczo szukania wymowki dla utrzymania darmowego i hojnego koryta jakim bylo dla wielu militarne zaangazowanie USA) po fiasku na Balkanach. NATO gwarantowalo obrone Europie Zachodniej od 1949 do 1989, nastepnie przez 10 lat istnialo w prozni na granicy rozwiazania lub solidnej reformy i dopiero od 2001 roku ma fomule ktora sluzy do neokolonialnych zachowan na calym swiecie i to w BARDZO ograniczonej formule bo otwarte militarne zaangazowanie w misje w “wojnie z terroryzmem” jest znikome a glownie jest wypelniane zapewnieniem logistyki, koordynacji etc etc.
      Stad od czasu wojny na Ukrainie oczywistym wydaje mi sie ze NATO wrocic powinno do oryginalnego zalozenia czyli kolektywnego zapewnienia bezpieczenstwa w Europie a nie w koloniach (przede wszystkim Amerykanskich ale i Brytyjskich i innych) firm wydobywczych na bliskim wschodzie. W tej perspektywie – ktora jest strategicznie poprawna, w przeciwienstwie do politycznego belkotu o “rozwiazywaniu problemow na poludniu” – Polska spelnia wazna role w NATO gwarantujac jednoczesnie swoje wlasne bezpieczenstwo jako bufor sojuszu oraz jako pierwszy kraj zdolny do pomocy krajom NATO w rejonie. Niech sie Wlosi i Francuzi specjalizuja w zabezpieczaniu flanki poludniowej i wtedy wszyscy beda szczesliwi. Ale to wymaga oczywiscie myslenia konstruktywnego, popartego doswiadczeniem w efektywnym zarzadzaniu duzymi organizacjami a nie na ich rozkradaniu.
      Przypomne strategom-hobbystom tu ze NATO to sojusz okreslony sztywnymi ramami. Wojna na dalekim wschodzie nie jest w spektrum zainteresowan sojuszu. Rownie niedorzeczne bylo oczywiscie angazowanie sie w Afganistan ale jak sie ma politykow i przywodcow myslacych jak tanie prostytutki to nic dziwnego ze lecielismy do Afganistanu na ochotnika zeby sie dobrze zaprezentowac Amerykanom (lacznie z kandydujacymi do sojuszu Baltami – stad ich zaangazowanie w polityczna prostytucje). Osoba ktora stawia Polske na miejscu w ktorym mamy okazywac “solidarnosc” na “kazdym innym” kierunku poprzez wydawanie kolosalnych sum na specjalistyczny sprzet nieprzystajacy do naszych potrzeb jednoczesnie zaniedbujac potrzeby fundamentalne w swietle duzej umownosci art. 5 (czy ktos tu jeszcze nie czytal jak bardzo na wyrost jest to zapis?) to… coz… szkoda komentarza.
      Jezeli ktos chce budowac marynarke wojenna tylko po to zeby ewakuowac cywili z Jemenu to kogos tu poj….. Do takich operacji potrzebny jest sprawny wywiad, logistyka i w razie czego specjalisi i wystarcza wtedy statki cywilne.

      O wyzszosci odbijania nad odstraszaniem oraz zachowaniu sie wobec OK.

      Planowanie “odstraszania” wobec Rosji to kolejny przejaw amatorszczyzny strategicznej jaka kwitnie na blogach militarnych. Nie mozna odstraszyc kraju ktory ma duzo wiekszy potecjal odstraszajacy. Czym mozemy przestraszyc Rosjan ktorych NIE BEDZIE na objetej konfliktem Lotwie czy Estonii? 20 pociskami cruise z glowicami manewrujacymi? Zeby potraktowali to jako pretekst to wystrzelenie 200? Polska ma unikalne uwarunkowanie ktore powoduje ze nie potrzebujemy odstraszac droga bronia. Nasze odstraszanie to “zrownamy Kaliningrad z ziemia a ziemie zasypiemy sola a jak sprobujecie nas najechac odwetowo konwencjonalnie to utoniecie we wlasnej krwi”. Jest ono tansze i lepsze w przeliczeniu na zdolnosc do reakcji na konflikty asymetryczne i nieregularne ktore sa glownym zagrozeniem w naszym rejonie oraz na wojny masowe i dlugotrwale. Jest tylko jeden rodzaj ludzi ktorzy nie sa idiotami a ktorzy twierdza ze trzy okrety podwodne z rakietami, jasmy i homary to dobre “kly” – skorumpowani politycy i lobbysci myslacy o lapowkach za kontrakty. Polska nie jest w stanie i nie bedzie w stanie odstraszyc Rosji.
      Minowanie Kaliningradu jest lepsze niz artyleria poniewaz w przeciwienstwie do aktywnego ognia z terytorium RP miny takie moga byc anonimowym, “przypadkowym” narzedziem do zdlawienia ruchu morskiego do OK.Bo ani USV ani okrety podwodne nie plywaja z transparentami “my z Polszy” w przeciwienstwie do intensywnego ostrzalu artyleryjskiego (a dokladniej – rakietowego bo armaty nie siegna). Jezeli Rosja zaangazuje sie w konflikty anonimowy z Estonia czy Lotwa to kto powiedzial ze musi to byc Polska podrzucajaca miny. Moga byc ochotnicy z Tallina lub Litwini a nawet Czesi czy Szwajcarzy.Minowanie – czy nawet grozba uzycia min – powoduje ze Rosja musi nagle sie zaangazowac intensywnie flota bo ktos te miny musi czyscic przeciez a to komplikuje sytuacje i wystawia flote pod ostrzal. Powtorze jeszcze raz – Kaliningrad nie jest teatrem morskim w trakcie wojny pelnowymiarowej a jedynie podczas “nie-wojen”. Stad pchanie sie w pelnoskalowe rozwiazania to strata czasu dla kraju biednego i zacofanego (w tym takze militarnie!). Gdybysmy mieli rozwnieta armie i sily powietrzne wtedy jak najbardziej, kupmy sobie lotniskowiec. PRIORYTETY!
      Zdecydowanie budowa systemow wczesnego ostrzegania jest dobrym pomyslem podobnie jak zadbanie o port w Szczecinie lub Kolobrzegu. Zdecydowanie infrastruktura dla floty sojuszniczej zdala od bezposredniego ognia z OK to lepsza inwestycja niz rozbudowywanie MW ponad to co niezbedne. Miniaturowe OP (o gabarytach podobnych i nieco wiekszych od Jugoslawianskiej “Uny”) sa tez dobrym pomyslem. Na pewno zakup okretow podwodnych o wypornosci 1000t (lub 1500 jak 212) to marnowanie srodkow. Typ 206 byl projektowany pod dzialanie w wodach przybrzeznych i na Baltyku a ma 500t. My natomiast potrzebujemy czegos co bedzie kontrolowac OK wiec moze miec nawet i 50 czy 200t byle bylo tego wiecej niz 3 bo zamiast jednego okretu 1000t mamy 5 okretow 200t (bardzo “na oko” szacunki oczywiscie) lub 4 okrety 200t i 4 okrety 50t… i Kaliningrad jest zablokowany na amen.
      Okrety rakietowe w naszym wypadku to nieporozumienie. Mamy 400km prostego jak drut wybrzeza z ktorego mozna razic nieprzyjaciela. Okrety rakietowe to dobry pomysl dla Szwedow czy Norwegow bo oni maja dluga i skomplikowana linie brzegowa. My powinnismy miec albo lotnictwo (ale nie mamy i nie bedziemy miec) albo siecio-centryczne NDRy bo tym sie latwiej ukryc. Co wiecej – wystarczy nam jeden taki NDR na wschodnie wybrzeze plus zdolnosc do przenoszenia rakiet przez samoloty do ochrony zachodniej czesci wybrzeza (gdzie SAMy z OK nie siegna) – reszte srodkow powinnismy zainwestowac w miniflote podwodna ktora ma taka sama przezywalnosc jak dobrze przemyslany NDR a wiaza flote nieprzyjaciela zdecydowanie lepiej i przede wszystkim moga operowac za “linia frontu” w przeciwienstwie do NDR ktore wymagaja naprowadzania radarowego co bedzie trudne w wypadku ladowania na wybrzezu. Budowa Polskich Skjoldow to marnotrawstwo srodkow bo to dedykowane okrety typu “shoot and scoot” projektowane z mysla o wykorzystaniu fiordow i wysepek.
      Atakowanie z morza Iskanderow czy SAM to juz wyjatkowa glupota. Do tego beda potrzebne dedykowane oddzialy specjalne dzialajace w tandemie z artyleria rakietowa (ktora jest bezpieczeniejsza na ladzie) i SEAD z powietrza. Kazda rakieta pakowana na okret rakietowy to rakieta ktorej nie uzyjemy na granicy z Bialorusia np. Marnotrawstwo pieniedzy.
      Bezpieczenstwo zeglugi poza Baltykiem w trakcie konfliktu jest zagrozone tylko w wypadku konfliktu pelnoskalowego kiedy w pelni NATO moze sie wykazac i gdzie wykosztowywania sie na fregate zeby ja przesuwac z jednego miejsca na globie na drugie… glupota. Rownie dobrze w teorii mozemy nawiazac porozumienie z Niemcami – wy chronicie nasza zegluge w tym przy pomocy fregaty obsadzonej polska ekipa (bo tych im wiecznie brak) a my bronimy wam tylka i honoru na ladzie (wiec dajcie dodatkowe 100 leopardow). Tudziez Dunczykami, Holendrami, Belgami etc.
      Na Baltyku wystarcza male okrety patrolowe spelniajace role dlugoterminowo (bo samolot ma 7-8h w powietrzu maks a rakiete trzeba wystrzelic).Ale nie musza to byc korwety o gabarytach Kaszuba ale np taki PS-500.
      Stad oczywistym jest ze obecne plany NIE PRZYSTAJA WOGOLE do realnych potrzeb MW w Polsce. Planowany zakup okretow to klasyczna “kasa do kieszeni” popierana przez niekompetentnych (i zapewne przekupnych) specjalistow od obronnosci pokroju Niesiolowskiego. Trzy okrety Scorpene z pociskami manewrujacymi (a co dopiero trzy 212 bez rakiet) to majaki chorych umyslow a nie odpowiedz na realne zapotrzebowanie Polski. Podobnie plany floty nawodnej maja sie nijak do potrzeb.Komentarzy o “Mieczniku” na morzu Srodziemnym nie warto nawet komentowac bo to bredzenie ludzi ktorzy nie rozumieja priorytetow strategicznych ani sensu istnienia 1500t okretu w najplytszym rejonie Blatyku.
      Ale nie ma sprawy… zbudujmy sobie MW wg tych samych regul co wszystkie inne galezie SZ. Wojska Ladowe z Rosomakami na Afganistan zamiast sil obrony kraju i regionu oraz LW z Jaszczebiami pozbawionymi tarczy rakietowej. Bedzie kasa dla kolegow a jak przyjdzie co do czego to tradycyjnie Polsza bedzie robila pod siebie w oczekiwaniu na sojusznikow. Niewatpliwie wspierana aktywnie przez lobbying Polskiego rzadu…. z emigracji w Brukseli.

  2. Rosja dziedziczy wiele po ZSRR.
    Przede wszystkim tak wówczas, jak i obecnie gra ona na osłabienie pozycji USA i szerzej na rozerwanie sojuszu państw Zachodu Europy z USA. W konsekwencji Rosja zdominuje kontynent europejski, gdyż żadne z tutejszych państw nie mogłoby obronić się przed jej inwazją, a nawet i wspólnie miałyby z tym kłopoty. Także możliwe użycie broni nuklearnej niczego tu nie zmieni, gdyż jej zasoby we Francji i UK są nikłe wobec potencjału Rosji. W razie zniszczenia więzi transatlantyckich Rosja prawdopodobnie nawet nie musiałaby atakować, żeby zdominować Europę – Niemcy chętnie podjęliby współpracę gospodarczo polityczną im NATO nie jest aż tak bardzo potrzebne.
    Kolejna kwestia to fakt, że Rosja szanuje tylko siłę, a więc tylko zdeterminowany przeciwnik potrafi ostudzić jej zapędy imperialne – jednak nie upozowany na takiego, pamiętajmy, jak sprawny potrafił w przeszłości być szeroko pojmowany wywiad sowiecki.
    Z ostatnim elementem ściśle wiąże się problem leżący po stronie NATO: czy wszystkie należące do niego kraje są zdeterminowane, żeby bronic wartości, na których oparta jest zachodnia cywilizacja, czy są wobec tego gotowe zaryzykować i ponieść straty w ich obronie ? Uważam, ze odpowiedź na takie pytanie niej jest łatwa, ale raczej wątpię, aby społeczeństwa zachodnie były gotowe mentalnie na taką decyzję. Tymczasem w Rosji znajdą się rzesze ludzi chętnych do udziału w wojnie i jedno co może ten kraj powstrzymać to trudności ekonomiczne i technologiczne w rozwijaniu i utrzymaniu machiny wojennej.
    Państwa Europy Zachodniej niestety traktują swoje armie, jako zło konieczne łożąc na nie minimum (tj. Niemcy) lub maksymalnie redukując (tj. UK). Przynależność do NATO powinna obligować do utrzymywania rozsądnego, minimalnego poziomu gotowości do obrony terytorium i przerzucania silnego komponentu wojsk na peryferie sojuszu, ale nie tylko do operacji stabilizacyjnych czy walk w krajach Trzeciego Świata, lecz na wypadek konfliktu pełnoskalowego. Sądzę, ze nie jest przesadą stwierdzenie, ze dziś NATO = USA (chociażby działania Francji i UK w Libii pokazały słabość ich potencjału – niewielkie zapasy bojowych środków lotniczych). Same Państwa Bałtyckie powinny zostać zobligowane do posiadania odpowiednich sił do walki – tutaj warto także rozważyć użytkowanie rpzez nie wspólnie eskadry samolotów wielozadaniowych.
    Polska paradoksalnie bardziej może liczyć na kraje skandynawskie, gdyż mimo wielu swoich “udziwnień” (np. kulturowych związanych z “postępowymi” projektami społecznymi) mają one pełną świadomość zagrożenia,jakie płynie z Rosji i są zdeterminowani się mu przeciwstawić (Szwecja gwarantowała niedawno niepodległość Estonii). Także Finlandia i Norwegia mogą być wartościowymi i silnymi partnerami dla Polski, choć oczywiście musimy dysponować wsparciem politycznym i militarnym USA.
    Pamiętajmy: Polska w 1939r. zawarła sojusze wydające się w zaistniałej sytuacji rozsądnymi politycznie i militarnie. Kiedy jednak pękła solidarność sojusznicza żadne z tych państw w perspektywie nie oparło się Niemcom (poza UK, którą uratował m.in. Kanał La Manche i życzliwa neutralność USA, a także inwazja III Rzeszy na ZSRR). Słabi powinni trzymać się razem i działać zdecydowanie.

    • W zasadzie należałoby przyklasnąć. Problemem jest tradycyjna skłonność Skandynawów do neutralności i trzymania się litery prawa. Na korzyść współpracy działa rosnące zagrożenie i przede wszystkim jego świadomość. Popełniłem kiedyś tekst na ten temat http://cimsec.org/nordic-nato-nominees/11192

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Niestety kto trzyma się litery prawa zawsze jest na straconej pozycji, kiedy walczy z bezwzględnym przeciwnikiem (szwedzki dyplomata i bankier Dag Hammarskjöld sekretarz generalny ONZ też był uczciwy, bardziej niż pilot który go zestrzelił …). Moje uwagi są naturalnie bardzo ogólnikowe idą nieco na skróty, lecz także w dyskusji o strategii działań morskich, o których wiem o wiele za mało, żeby wygłaszać kategoryczne sądy trzeba przypominać szerszy kontekst. Żeby lepiej zrozumieć Rosję warto sięgnąć po twórczość m.in. takich naukowców, jak prof. Jurij Afanasjew i prof. Andrzej Nowak – to bezcenne źródła wiedzy o naturze tamtejszych relacji państwo-obywatel, które determinują działania każdej władzy w tamtym rejonie świata.
        Pozdrawiam i Dziękuję za zwrócenie uwagi na mój wpis !
        Marcin

        • Bardzo słuszne uwagi. Obawiam się tylko, że głębsze zrozumienie Rosji potwierdzi tylko nasze obawy co do jej nieprzewidywalności. W konsekwencji opracowywanie strategii mocno się komplikuje.

          Pozdrawiam,

          Przemek

    • Utrzymywanie przez panstwa Baltyckie lotnictwa to pomylka – za maly kraj zeby skutecznie bronic przestrzeni powietrznej lotnictwem. Zamiast tego powinni zainwestowac w dobra obrone plot naziemna – systemy wykrywania, rakiety i artylerie – zwlaszcza taka zdolna do przechwytywania nisko lecacych celow – helikopterow, dronow, nisko lecacych samolotow bombowych. Moga teoretycznie zainwestowac – po zbudowaniu systemu OPL – w lotnictwo wsparcia sil ladowych na malych samolotach bojowych dla rozwiazywania konfliktow nieregularnych (jakis ALCA np) ale tak naprawde kazdy samolot tego typu ($12m) dwa albo trzy nowoczesne zestawy artyleryjskie typu PzH2000 ktore sa duzo ekonomiczniejsze – o ich tanszych zamiennikach (jak ta nowa wersja platofrmy Pzh na podwoziu MLRS lub cos jeszcze tanszego) nie wspominajac. Kraje Baltyckie powinny przede wszystkim zainwestowac w sily ladowe i OPL oraz ochrone wybrzeza (miny etc) jako zaplecze logistyczne dla sojusznikow.
      Jezeli chodzi o sojusze z WW2 to problem lezal nie w checi do ich realizacji tylko z wyobrazen jak bedzie to wygladac. Plan przewidywal zdolnosc Polski do obrony przez min 6 miesiecy i wojne tylko z Niemcami. Okazalo sie ze wojna nastapila z dwoch kierunkow a skonczyla sie zanim drugi agresor wkroczyl do Polski bo 14 wrzesnia nie bylo z Polski juz czego zbierac. Przecietny Francuski rekrut nie zdazyl otworzyc listu mobilizacyjnego. Tak wiec zanim zaczniemy wieszac psy na sojusznikach pamietajmy ze najpierw zawiedlismy my, potem znowu my, potem jeszcze raz my… a dopiero potem cala reszta.
      BTW Szwedzkie projekty “postepowe” sa nie mniej dziwne dla normalnego czlowieka niz pomysly konserwatywnych stronnictw w Polsce, ktore sa bardzo aktywne na stronach militarnych…przynajmniej tak dlugo jak trzeba tylko sie puszyc i prezyc kurze klaty i ptasie mozdzki.Przypominam tez ze w kompromitujacym stylu kraj przegraly w 1939 r wlasnie tradycyjne i zamordystyczno-patriotyczne srodowiska a ich dzialalnosc po 1989 jest zenujaca. Kazdy kraj ma swoich swirow i akurat nijak oni nie determinuja zdolnosci do obrony. Szwecja jest tylko odrobine bardziej wygadana w kwestiach postepowych niz np taka Finlandia a przeciez tego kraju o pacyfizm i spolegliwosc podejrzewac trudno. 5 milionow i armia wieksza i sprawniejsza od naszej….

      • Niewykluczone, że dla Państw Bałtyckich lotnictwo miałoby mniejsze znaczenie, a z całą pewnością byłoby droższe. Jednak skuteczne odparcie ataku koniec końców musi oznaczać przejście do kontrataku – wojen nie wygrywa się przecież wyłącznie obroną. Cenną zdolnością byłoby szczególnie skuteczne atakowanie elementów obrony plot. I dowodzenia wojsk FR – co zresztą powinno być także naszym celem, wartym nakładów finansowych bardziej, niż iluzoryczne odstraszanie kilkunastoma pociskami manewrującymi. Im szybciej zneutralizujemy lub realistycznie rzecz ujmując osłabimy środki wykrywania i naprowadzania wroga tym mniej kosztownych rakiet plot. Będziemy musieli zużyć. Uwaga o lotnictwie ma też charakter głębszy, rzecz w tym, żeby państwa te mocniej rozwinęły swoje cięższe siły, a mniej polegały na sojuszniczych.
        Jeśli chodzi o sojusze z II w.ś. to polecam uważną lekturę znanych już kulis działań dyplomatycznych pomiędzy ówczesnymi uczestnikami gry politycznej, zwłaszcza takie fakty, jak udzielenie Polsce gwarancji przez Chamberlaina bez uzgodnień z rządem, co skierowało na nasz kraj agresję III Rzeszy, nieujawnienie Polsce znanych UK dzięki ambasadzie USA w Moskwie rewelacji Hansa von Herwardta nt. paktu Ribbentrop-Mołotow, sprawy doradcy min. Becka, Kobylańskiego, oraz tego dlaczego Beck mówił o honorze w sejmie i co miało to wspólnego z propozycjami III Rzeszy ws. wspólnych działań przeciw ZSRR.
        Polska we wrześniu mogła jeszcze walczyć , a fakt że nie zmobilizowano wszystkich rezerw ludzkich miał związek z presją aliantów zachodnich. Niemcy ponieśli w Polsce poważne straty, szczególnie materiałowe, a klęska miała wiele wspólnego z kondycją ekonomiczną kraju i innymi czynnikami, jak konieczność przygotowań przeciwko dwóm potencjalnych agresorom w warunkach gdy wschód i zachód Polski to były niemalże dwa światy (na wchodzie nie tak łatwo byłoby użycie wojska zmechanizowane, nawet gdyby było kraj na nie stać, a i lotnisk nie było tak znowu wiele). Niemcy rozważali nawet pokój z Polską i stworzenie marionetkowego państwa tj. Vichy później, lecz zdecydował opór Stalina – zresztą są też archiwalia, świadczące, iż w razie braku konsensusu pomiędzy III Rzeszą, a ZSRR Hitler odłożyłby wojnę do roku 1940. Atak ze strony dwóch tak potężnych wrogów jednocześnie był nie do odparcia dla jakiegokolwiek kraju, a silniejsi od nas bronili się praktycznie tak długo jak my, mając dostęp do naszych doświadczeń w odpieraniu Blitzkriegu …. Kampania wrześniowa to głęboki i interesujący temat, wciąż zresztą badany, a pamiętajmy, ze mnóstwo dokumentów rządu polskiego ciągle znajduje się w Moskwie, co utrudnia ostateczną diagnozę.
        Co się tyczy kwestii ideowych, to każdemu przyznaję suwerenne prawo do własnych ocen, choć ja sympatyzuję owszem z poglądami prawicowo-konserwatywnymi, w Polsce akurat często mylnie utożsamianymi z partiami, które tylko są w opozycji do rządu i środowisk liberalnych, mimo iż same są socjalistyczne w swych programach. Natomiast w Pańskich komentarzach kolejny już raz dostrzegam wiele agresji i zniecierpliwienia, co chyba nie przystoi wykształconemu wojskowemu … Widząc pewność z jaką się pan wypowiada o strategii, geopolityce i kierunkach zbrojeń zakładam, że nim Pan jest.
        Poziomu rozwoju armii z całą pewnością możemy pozazdrościć Finlandii i Szwecji, choć funkcjonują one w realiach w wielu elementach innych niż nasze (zwłaszcza ogromne przestrzenie tych krajów i ostry klimat, a w wypadku Szwecji odległość od Rosji grają tu rolę). Niemniej w przypadku wojny z tak poważnym przeciwnikiem, jak Rosja dysponującym szeroką paletą narzędzi wojskowo-politycznych, szczególnie z dziedziny prowokacji, dezinformacji, nacisku gospodarczego (np. wg. doktryny Kwicińskiego-Falina), politycznego itp. zwartość społeczeństwa wokół idei i patriotycznych, niezawisłości ma istotne znaczenie. Dlatego odrobina konserwatyzmu, ideowości w dawnym znaczeniu nie zaszkodzi – jak inaczej zachęcić społeczeństwa nawykłe do wygody i względnego bezpieczeństwa do ponoszenia wyrzeczeń związanych z potencjalnym konfliktem ? Przecież niekoniecznie musi on oznaczać otwartą wojnę, ograniczenie dostaw surowców energetycznych w krytycznym momencie (np. zimie) także zaognia stosunki wewnątrz państwa (tj. zakaz importu jabłek, które wg. wartości eksportu z Polski do Rosji wynoszą zarówno 1,5% tej wymiany wobec ok. 60% przypadających na sprzęt AGD i elektroniki– przecież producenci AGD nie zastawią traktorami dróg czy dojazdu do Sejmu).
        Z Wyrazami szacunku:
        Amator z dość solidną klatą i uzbrojony  … do niedawna
        PS. Pozdrawiam p. Przemka, dzięki uprzejmości którego mogę głosić swoje poglądy

        • Dla panstw Baltyckich lotnictwo ma ogromne znaczenie. Problemem jest zasieg baz lotniczych od terytorium przeciwnika – co niejako jest tez problemem Polski.
          Z tego wlasnie powodu uwzgledniajac koszmarne koszty jakie generuje w tej chwili przemysl lotniczy zakup samolotow jest zwyczajnie wyrzuceniem pieniedzy w bloto poniewaz zostana one zniszczone lub zneutralizowane na ziemi a na pewno zostana zestrzelone w sytuacji gdy wzbija sie w powietrze. 60-100 mln dolarow (plus utrzymanie) na nowoczesny samolot zdolny przeciwstawic sie przewadze przeciwnia w powietrzu to jest wydatek zbyt duzy do spisania na straty. Z tego powodu strategicznym interesem panstw Baltyckich powinno byc skonstruowanie – wzorem Rosji ktora zawsze musiala liczyc sie z przewaga przeciwnika w powietrzu – przekrojowego systemu plot – najlepiej oczywiscie spojnego (logistycznie i informacyjnie) z systemem sasiadow z NATO a idealnie (choc to na razie tylko kwestia marzen) z systemami Finlandii i Szwecji. Nieliczne konflikty pokazaly ze lotnictwo bez wsparcia obrony plot to tylko duzo celow w powietrzu. Samo lotnictwo nie bedzie mialo wiekszego znaczenia w pierwszej fazie wojny stad nalezy je pominac i zamiast tego skupic sie na utrzymaniu, przygotowaniu i obronie baz lotniczych dla potencjalnego kontrataku. Czyli de facto panstwa Baltyckie powinny przyjac poniekad taka sama filozofie co do utrzymania sil powietrznych co Polska – marynarki wojennej.
          Jezeli chodzi o atakowanie systemow plot FR to mozna to przeciez robic z ziemi. Najlepszym rozwiazaniem sa oczywiscie sily specjalne ale pociski rakietowe odpalane z ziemi moga te same funkcje spelniac tak samo. To ze ARM jest domena sil powietrznych wynika z filozofii USDoD/USAF i struktury sil wojskowych. To dzialanie powinno zreszta stac sie domena Polski. Mamy dobrze rozwiniete sily specjalne (choc mozna by jeszcze cos dodac – co jest w planach), dostep do najbardziej problematycznego centrum OPL Rosji pol na pol z Litwa. Eliminacja potencjalu OPL przeciwnika w OK powinno stac sie takim samym raison d’etre Polskich SZ w NATO jak niegdys inwazja na Danie – z ta roznica ze do tego celu jestesmy akurat idealnie predysponowani. Eliminacja OK z aktywnego zaburzania obrony powietrznej NATO pozostawia tylko rubieze zachodnie Bialorusi (ktore tez mozemy infiltrowac najlepiej silami specjalnymi). W takiej sytuacji zostaje Petersburg ale to juz nie to samo co aktywnie dzialajace OPL w OK i na Bialorysi.
          Jezeli chodzi o samowystarczalnosc militarna to jestem jej bezwzglednym i zdecydowanym zwolennikiem ale faktyczna zdolnosc bojowa kraju nie sprowadza sie do zakupienia duzej ilosci drogich celow dla przeciwnika. Gdyby lotnictwo funkcjonowalo na warunkach z wczesnego okresu zimnej wojny to wowczas mialoby to moze jakis sens (tu jakkolwiek pamietajmy walki Luftwaffe nad Holandia – o takim scenariuszu tu mowimy) ale nie w sytuacji kiedy produkcja samolotow w NATO zostala zmonopolizowana co prowadzi do horrendalnych, nieracjonalnych kosztow. Sily lotnicze w NATO to w tej chwili de facto bardziej “jobs programs” (F35!) albo zwyczajne nabijanie kiebzy LM, Boeingowi czy EADS.
          Jezeli chodzi o sojusze i IIWW to nie popadajmy w mitomanie poparta Rusofobia. Rozni ludzie rozne rzeczy pisza – z reguly sa to “he said she said” nie poparte porzadna analiza faktow i geopolityki. Hitler NIGDY nie byl zainteresowany sojuszem z Polska tak samo jak sojuszem z ZSRR. Bez wzgledu po ktorej stronie bysmy nie staneli bylismy skazani na rzez predzej czy pozniej. To wynikalo z gleboko i fundamentalnie anty-polskiego sentymentu w NSDAP ktory zostal odziedziczony po partiach z wschodnich Prus (ale takze Sudetow) o charakterze okreslanym w historiografii jako “volkisch” – czytaj: chamy, rasisci i sk***. Dla nich Polska to wrzod ktory zabral im “rdzennie Niemieckie” ziemie ( w tym takze czesto liczono tereny dawnej CK monarchii) stad Polska bylaby tylko kadlubkiem na wschodzie ktory by zdeptano z czasem. Bez wzgledu na to jak bardzo nieokrzesana byla polityka Chamberlaina (co mialo tez korzenie w konfliktach wewnetrznych w UK w tamtym okresie) nie bierzmy kilku faktow za dowod ze glupie teorie sa madre.
          Polska we wrzesniu mogla walczyc bardzo dlugo a brak przygotowania – w tym skutecznej mobilizacji – wynikal nie tyle z presji aliantow zachodnich ile z glupoty, niekompetencji i braku wyobrazni ekipy rzadzacej – czyli de facto post-pilsudczykowskich pulkownikow o mentalnosci “oficerka”.Sam Pilsudski ze swoja toporna, kompletnie nieelastyczna i przereklamowana wizja obronnosci sie do tego przylozyl. Sama mobilizacja byla oczywiscie kompletnie nieudolnie poprowadzona poniewaz zakladala warunki wojny jak na froncie zachodnim w WW1 i lekcewazyla wszystkie elementy ktore byly promowane w mysli militarnej zarowno Niemiec jak i ZSRR w tamtym czasie. To ze w latach 30tych zaczeto budowac czolgi i pojazdy na potege wzielo sie z doktryn z przelomu lat 20/30. A co na to Polska? Nic! A wystarczylo uzyc mozgu, wziac mape, linijke i chwile pomierzyc. Nasi wlasni generalowie i pulkownicy (bo oni sterowali polityka obronna po 1926) a nie sojusznicy z zachodu przegrali nam kraj i to nie ulega watpliwosci. Co wiecej jezeli juz lecimy teoriami kontrowersyjnymi to wezmy sie za plany agresji ZSRR. Polska byla w 100% w stanie oprzec sie Niemcom jezeli uwzglednimy potencjal a gdyby wygladalo na to ze beda w stanie to ZSRR by w nieskonczonosc odwlekal “operacje ochrony ludnosci” bo zwyczajnie by sie to im nie oplacalo. Teoria lodolamacza bez wzgledu na to czy naciagana czy nie ma sens w ramach sowieckiej doktryny. Powod dla ktorego Hitler zabiegal o wkroczenie ZSRR w sytuacji kiedy juz 5 wrzesnia wiadomo bylo ze Polska padla wynikal nie tyle z potrzeby strategiczej do pokonania RP ale z faktu ze potrzebne bylo polityczne uwiklanie ZSRR oraz obecnosc “sojuszniczych” wojsk na podbitym terytorium na wypadek otwarcia sie drugiego frontu na zachodzie. Niemcy zwalniali tereny Sowietom na ktore sie “zapedzili” do 14 wrzesnia.
          Polecilbym zapoznanie sie z informacjami zawartymi w monografii armii niemieckiej (Das Heer 1933-45,ksiazka nielatwa do zdobycia) – pokazuja one interesujacy bo logistyczny wymiar kampanii wrzesniowej. Otoz po zakonczeniu dzialan wojennych Niemcy wyczerpali niemal do zera zapasy amunicji i paliwa za wyjatkiem ciezkiej artylerii – ktora z uwagi na szybkosc dzialan nigdy nie zostala uzyta w znacznej ilosci. Stad sam fakt zdolnosci Polski do prowadzenia dzialan obronnych (i w jakims zakresie zaczepnych) spowodowalby ze nagle impet musialby ustac z uwagi ze nie byloby czym strzelac i niemiecki “Shock and awe” by sie skonczyl (notabene USA mialo podobny problem w Iraku w 2003)
          Brak dokumentow do analizy przeszkadza historykom w ustaleniu faktow i motywacji ludzi ktorzy robili co robili. Analiza samej kampanii ze strategicznego punktu widzenia jest w 100% mozliwa i zostala przez wielu wykonana. Werdykt jest taki jak wspomnialem wyzej.
          Moje zniecierpiliwienie i agresja biora sie z tego ze w Polsce brak kompetentnej dyskusji na temat obronnosci rozumianej strategicznie – podkresle tu OBRONNOSCI. Sa dyskusje na tematy zwiazane z militariami (uzbrojenie, historia etc) i cala masa chaotycznego jazgotu w temacie strategii ktora wyglada mniej wiecej tak samo jak dyskusje o polityce gospodarczej – czyli nijak. Niestety wlasnie ta sfera – ekonomiczna i strategiczna – determinuje czy militaria zostaja wykorzystane skutecznie. Jej brak przeklada sie na polityke w ktorej dominuja poronione koncepcje i ich bezposrednim efektem sa np plany “klow” ktore nie tylko nie polepszaja ale pogarszaja zdolnosci obronne kraju. O poziomie dyskusji mozna wiele powiedziec biorac chociazby potencjal politykow – w raporcie Macierewicza wiele bylo powiedziane o nieprawidlowosciach przy Rosomaku ale sam fakt ze ktos zezwolil na zakup 700 (!!)niepotrzebnych pojazdow – bo przeznaczonych chyba na pokazowki, “misje” i parady… no i do plywania w morzu oczywiscie – juz jest w porzadku. Tymczasem “nieprawidlowosci” przy programach tej skali da sie wyprostowac natomiast bledne zalozenia taktyczne czy strategiczne juz nie. Z tego powodu Niemcy swoimi puszkami na gasienicach pokonali Francje.
          Pisze Pan z uznaniem o panstwach Skandynawskich ale nalezy pamietac tu ze w tych krajach mamy do czynienia z podkopywaniem, oslabianiem i zaniedbywaniem koncepcji obrony totalnej na ktorej byly oparte ich strategie. Mimo to jestem przekonany ze kraje te poradzilyby sobie duzo lepiej niz Polska z klami – co pokazuje ze odpowiednio dobrana strategia pozwala zachowac jakies szczatkowe zdolnosci obronne nawet jezeli sie rozlozy calosc na lopatki. W Polsce w obecnej chwili mozemy co najwyzej lezec i kwiczec.
          Nie zgodze sie co do – jak mniemam, ale zastrzegam ze moglem zle zrozumiec – Panskiej interpretacji “slusznych” postaw i patriotyzmu. Obronnosc kraju nie moze sie skupiac wokol idei “patriotycznych” rozumianych w sposob “konserwatywno-prawicowy” bo te sa szkodliwe z gruntu w wiekszosci z ich odmian, oparte o konflikt spoleczny i wpisuja sie w istniejacy podzial spoleczno-polityczny w kraju. Obronnosci musi sie skupiac wokol ideii patriotycznych rozumianych jak wspoldzialanie wokol wspolnoty a nie religii, kosciola, jezyka, historii etc – poniewaz inaczej (po)tworki typu “Armii Ochotniczej” wykluczaja calkiem spory procent spoleczenstwa ktore byloby sklonne do podjecia czynnosci obronnych. Ja osobiscie mialbym watpliwosci do kogo strzelac w takiej sytuacji – wroga zewnetrznego czy wroga wewnetrznego? Niezawislosc oczywicie – ale nie rozumiana na sposob Pisowski czy (nie daj boze) Korwinowski – bo to jest polityczne ujadanie a nie spojne, inteligentne budowanie spojnej tkanki spolecznej
          Obronnosc nie sprowadza sie tylko do chloptasiow z wygolonymi palami biegajacymi po lasach z bronia. Obronnosc to takze zaplecze logistyczne, zorganizowana obrona cywilna i opieka medyczna, drobna przedsiebiorczosc ktora bedzie w stanie lepiej zapewnic w rozproszeniu podstawowe funkcje spoleczne. Obrona totalna to paradoksalnie tylko w drobnej czesci dzialania zbrojne. Kraj ktory zamiera w trakcie wojny to kraj o ktory ludzie przestaja walczyc bardzo szybko.
          Uwaga o embargo – sluszna z punktu widzenia przekrojowego traktowania tematu ale w kwestiach fundamentalnych juz nie do konca tak sluszna. Embargo bylo bezmyslna pokazowka bo tak naprawde najwazniejsze rzeczy – transfer technologii militarnej -w tym te nieszczesne termowizory do modernizacji Ruskiego rupiecia jakos tam dalej kuleja. Z kolei to co najbardziej dobilo Rosje to dzialanie OPEC – co oczywiscie jest zasluga USA ktore mialy na Ukrainie swoje interesy i w obronie ktorych dusza Moskwe. Na ukrainie trwa formalnie wojna domowa gdzie dwa stronnictwa polityczne i bandy oligarchow rozkradaja kraj. Chwilowo prozachodni sa na gorze.. zobaczymy jak bedzie dalej. Donieck i Lugansk mogly sie spokojnie nie wydarzyc gdyby ekipa rzadzaca w Kijowie nie byla zbieranina pazernych glupcow.
          Powiem cos co moze wydac sie przykre (a dla wszelkiej masci rusofobow niestrawne) ale zarowno nasze zaangazowanie w Gruzji jak i akcje wobec Ukrainy to wieksza i mniejsza pomylka. W Gruzji stanelismy po stronie de facto agresora (w konflikcie Gruzinsko-Abchaskim/Oseckim – wojna z Rosja to tylko rezultat) a w Ukrainie wspieramy ludzi ktorzy problem jatrza bardziej niz rozwiazuja. Ukraina to chory i sztuczny twor ktory przypomina 2 RP czy Czechoslowacje bardziej niz wspolczesne kraje Europy Srodkowej. Nalezy dazyc do przeciagniecia ich na swoja strone ale nie za wszelka cene w takiej postaci jak dzis. Ukraina to kraj bardziej skorumpowany od Rosji i Bialorusi razem wzietych. Ciesze sie ze awantura tam trwajaca spowoduje (oby) koniecznosc przeformulowania polityki bezpieczenstwa w NATO i EU. Troche juz mniej mnie cieszy ze w Polsce bedzie to wymowka do wyrzucenia pieniedzy ktorych nie mamy w bloto i nakrecania bezmyslnej rusofobii ktora i tak juz szkodzi krajowi.
          Niemcy w XIX wieku wygrywali z Rosja poprzez realpolitik – uwarunkowania sa inne dla nas dzis ale zasada odrzucenia glupoty i emocji na rzeczy kalkulacji i rozsadku nie.

          • Amerykański wyższy oficer ogłosił przecież, że ok. 1/3 terytorium Polski znajduje się w zasięgu obrony plot. FR – jak się wydaje także zestawów ziemia-ziemia „Iskander” (ich nowsze wersje mogą mieć zasięg nawet dwukrotnie większy). Kto wie czy decyzje o umieszczeniu F-16 w Łasku i Krzesinach nie były podyktowane również świadomością takich zagrożeń.
            Oczywistym jest, że wszystkie państwa NATO powinny dysponować spójnym (przynajmniej informacyjnie) systemem plot., który z całą pewnością jest kluczowym środkiem obrony w początkowym etapie tj. kamizelka balistyczna jest koniecznym elementem ochrony biernej dla nawet najlepszego strzelca – nie przypadkiem mówi się, że plot. to wojska „pierwszych 5 minut”.
            Atakowanie systemów plot. itp. jest możliwe z ziemi, wymaga jednak tj. w każdym innym przypadku doskonałego rozpoznania – Polska przystąpiła ponownie do programu AGS, mamy również dzięki umowie z Włochami korzystać z rozpoznania satelitarnego. Z pewnością warto też uzupełnić nasz system obrony plot. o samoloty AEW / AWACS (np. drogą przebudowy części C295).
            Polskie siły specjalne są rzeczywiście poważnie rozwinięte w stosunku do tego, czym były jeszcze u progu dekady lat 2000. Istnieją zespoły JTAC, rozwija się zespół ZWI w JW „Nil”, choć być może dobrym posunięciem byłoby uzupełnienie DWS o wyspecjalizowaną, dużą jednostkę rozpoznawczą np. drogą wchłonięcia 2 Pułku z Hrubieszowa. Dysponując kompletnym aparatem rozpoznania moglibyśmy skutecznie używać artylerii lądowej wobec wojsk FR – moglibyśmy zaczerpnąć z rozwiązań rosyjskich: ich mobilne wyrzutnie pocisków np. strategicznych „Topol M” ukryte w terenie są trudne do zlokalizowania, a Polskę powinny alarmować podejmowane od paru lat ćwiczenia z przerzutem i błyskawicznym otwieraniem ognia baterii rakiet „Iskander” (jednocześnie pociskiem balistycznym i manewrującym co dla plot. musi stanowić poważne wyzwanie). Sily specjalne, którymi interesuję się od z górą 20 lat będą naszym wielkim atutem w razie konfliktu podobnego do Krymu czy ukraińskiego, jednak jeżeli mówimy o samowystarczalności to muszą być też gotowe na działanie pod okupacją, gdyż samowystarczalność oznacza niestety przegraną wojnę konwencjonalną.
            Musimy mieć wariant (i dopiero wojna w Gruzji dała asumpt jego tworzenia NATO) działań sojuszniczych i samodzielnych, tutaj nawiąże do KTO: owszem dziwi mnie zakup tej platformy, lecz skoro jest wykorzystajmy jej atuty.
            Czy złym pomysłem jest dywizja/korpus złożony z : 3 brygad – pancernej, zmechanizowanej i „zmotoryzowanej” na KTO wspartych przez pułki artylerii, plot. rozpoznawczy i eskadrę / dywizjon helikopterów szturmowych, gdzie brygada KTO wykorzysta atut większej prędkości poruszania i pływalności KTO do opóżniania wrogich wojsk zanim rozwiną się własne i ujawnią główne kierunki uderzeń ?
            Polskie pułki artylerii składające się z dywizjonów rakietowych „Homar’, armato haubic „Kryl”, zestawów wieloprowadnicowych „Langusta” to wg. mnie jednostki w które warto zainwestować bardziej niż w okręty z pociskami MdCN. Wprzęgnięte w sieciocentryczny system dowodzenia umożliwiający reakcję w czasie rzeczywistym stanowiłyby faktyczne kły, choć na skalę mniejsza niż wyobrażają sobie to politycy.

            Projekty lotnicze w USA i EU faktycznie zakrawają na kpinę: czas ich trwania, koszty są niebotyczne. Porównanie możliwości i ceny np. C17 Globemaster i A400M Atlas jest tu wymowne (co dla Polski chyba oznacza, ze w razie potrzeby nabycie samolotu transportowego o większej niż C295 ładowności lepiej nabyć najnowsze wersje C130 z nowymi silnikami i śmigłami). Lawinowy wzrost kosztów F35 ma chyba więcej wspólnego z chęcią uzyskania zbyt wielu możliwości w jednej maszynie przez odbiorców, niż z machinacjami producenta, choć perypetie z ceną F-22 (opisywane systematycznie w Raport WTO) były chyba bardziej winą właśnie producenta.

            Jeśli chodzi o WWII to nie popadajmy w mitologię – zgoda, ale też nie wygłaszajmy ex catedra poglądów dezawuujących tezy interlokutora  bez powoływania się na konkretne fakty.
            Nie jestem zwolennikiem tezy iż sojusz z Hitlerem byłby lepszym rozwiązaniem (co jest modne na prawicy), również nie mam złudzeń co do efektów takich rozwiązań. Co do sojuszu z ZSRR to był mu on niezbędny, był warunkiem sin qua non rozpoczęcia agresji, obojętnie w jakim kierunku, z powodów militarnych (zabezpieczenie tyłów podczas agresji, unikanie jednoczesnej wojny na dwa fronty) i gospodarczych (realne zagrożenie blokadą morską i uzyskiwanie surowców z głębi lądu tj. z ZSRR). Przyznał Pan, ze rezerwy materiałowe III Rzeszy wyczerpały się, co wg. mnie również wspiera tezę, iż kampania obronna trwająca do zimy dałaby nam czas musiałaby też wywołać reakcję aliantów (nota bene byli zobowiązani podjąć czynne działania 14 dni po wypowiedzeniu wojny który to termin upływał … 17 września, zaś o ile sobie przypominam jeszcze 4 września UK potwierdziły swoje zobowiązania wobec Polski, zaś już 12 września miało miejsce spotkanie w Abbeville). Wybuch wojny w 1940r. byłby dla Polski korzystniejszy, chociażby dlatego, że mielibyśmy więcej bombowców (rodzimych P.37B i brytyjskich Fareybattle), kilkaset myśliwskich dolnopłatów (MS.406 – 160szt. Zamówionych i w wysyłce do Polski, Hurricane, Spitfire – kilkanaście również w trakcie wysyłki) i gotową 2 jednostkę pancerno-motorową. I warto wiedzieć nie tylko jak było (analiza strategiczna podjętych decyzji), ale dlaczego był (niemądry wg.wielu sposób urzutowania WP wzdłuż granic – wynikający, jak się zdaje z politycznych uwarunkowań, chęci i potrzeby politycznej manifestacji obrony niepodzielności kraju i wypełnienia warunku pomocy alianckiej czyli podjęcia od razu aktywnej obrony terytorium).
            Wspominanie o możliwym odłożeniu wojny do 1940r. czy propozycji pokoju z Polską nie jest argumentem z poziomu „someone said” – o tym pierwszy mówił historyk Bogdan Musiał, to drugie znalazło się w pamiętnikach jednego z dowódców niemieckich, bodajże Haldera (mogę się mylic, pisze na gorąco z pamięci). Co wreszcie jest teża „kontrowersyjną” (ulubiony potworek słowny mediów „liberalnych”): że alianci nas wystawili ? Wolne żarty ! czy popełniliśmy błędy ? Owszem,, ale to należy starannie przeanalizować. Czy obecnie mamy generalicję znacząco lepszą ? Warto to ocenić widząc stan sił zbrojnych i cudaczną reformę dowodzenia z 2 ośrodkami włądzy nad wojskiem i SG WP jako organem doradczym MON (przy 100 tyś żołnierzy i nieco ponad 40 tyś. w WL). PiS powiedzmy sprawiedliwie rządził zaledwie 2 lata (oczywiście kiedyś też AWS, ale to Ina sprawa), zaś wpływ prawicy na wojsko nie był znowu tak duży – chyba, że mówimy o pozycji ordynariatu polowego WP, jak w każdym razie mam gorsze wspomniania ze współpracy z byłymi żołnierzami NJW MSW (którzy kiedyś opanowali BOR) i MO (którzy zaszkodzili policji). Prawda o historii Polski jest złożona, aktywnie zakłamywana przez główny nurt mediów i próby jej odkłamania to nie jest „pisowska wersja historii”. Poświęcam sporo czasu jej poznawaniu i to paradoksalnie ta pasja przywiodła mnie bliżej takich poglądów, a nie na odwrót.
            W kwestiach ideowych widzę pewną gołosłowność Pańskich tez, proszę zważyć, ze w konflikcie społecznym jak dotąd zginęło dwóch sympatyków PiS (dziennikarz Zalewski i poseł PiS w Łodzi), zaś nawet p. Kaczyńskiemu daleko do kreowania takich podziałów, jakie od lat tworzy współczesny „Maurycy Mochnacki” z GW 
            Abyśmy wiedzieli o czym rozmawiamy powiem tak: bliskie mi są takie wartości, jak odpowiedzialność za własny los, praca nad sobą, pracowitość, sumienność, praworządność (choć to niełatwe w tak nieuczciwie urządzonym państwie) dlatego też blisko mi do prawicy. Warto popierać takie instytucje, jak rodzina, niekoniecznie to chodząca do kościoła (ja sam trzymam się z daleka od niego) więc popieram je, gdyż wolę usystematyzowanie i przywrócenie sensu takim pojęciom, jak tolerancja vs. akceptacja, zamiast postmodernistycznej maniery relatywizowania.
            Codo Rusofobii … Proszę pan, historia relacji wzajemnych od początku XVIII w. dostarcza nam argumentów nt. Rosji, zaś rusofile nawet tak zawzięci, jak p. Komorowski musieli ostatnio zmienić kurs i przyjąć retorykę Jrosława Kaczyńskiego w obliczu niezmiennej linii FR wobec Polski. Przyjazne gesty p. Tuska nie przeszkodziły p. Putinowi jeszcze w tym samym tygodniu gdy rozmawiali na molo w Sopocie zrealizowac manewrów z symulowanym atakiem jądrowym na Warszawę. Rosjanie stawiają nas przed faktami dokonanymi czy się nam to podoba czy nie, a ich stosunek do nielubianych narodów jest prosty: jesteś albo znienawidzonym wrogiem, albo pogardzanym pachołkiem, rząd PO próbował się dogadywac i nic nie uzyskał, gdyż nie był dostatecznie uległy (w mniemaniu Rosjan).
            Nieżyjący prezydent Kaczyński próbował prowadzic niezależną politykę, lecz tej bez wewnętrznej spoistości wokół interesu narodowego i dalekosiężnych celów, określonych i wspieranych przez główne siły poltyczne nie uda się osiągnąć. Realpolitik w takim sensie jest mi bliska, ale brak nam elit, a polityka naszego państwa jest chyba na razie wypadkową wydarzeń międzynarodowych, interesów silniejszych i naszej bezradności.
            Do konfliktu ukraińskiego nie nawiązuję, niezbyt pilnie śledziłem te sprawy. Wywiad polityczny powinien mieć precyzyjne info dla władz państwa, a wojskowy pilnie śledzić i analizowac metody walki Rosjan, co mam nadzieję czynią.
            Z Poważaniem: Marcin
            PS> Odeszlismy od wątku tak dalece, że chyba nadużywamy cierpliwości p. Przemka 🙂

          • Natomiast odnoszac sie do mysli przewodniej artykulu. Jest to typowe myslenie “Jankeskie” wygodne i fajne i proste z perspektywy dalekiego kraju za oceanem. Wstawienie Amerykanow do Pribaltyki to recepta na dalsze zaognianie sytuacji przez Rosje. Za bezpieczenstwo Panstw Baltyckich powinny byc odpowiedzialne one same w pierwszej kolejnosci, potem panstwa rejonu Morza Baltyckiego ( w tym czlonkowie nie NATO!), potem NATO europejskie, potem Amerykanie. Gdyby potraktowac kraje Baltyckie analogicznie do poprawnej strategii obrony przed Rosja to powinno wygladac to tak:
            1) Wszystkie trzy kraje Baltyckie koordynuja kwestie obronnosci, szkolenia i finansowania razem. Tak ze nie ma sytuacji kiedy Estonia wydaje 2% PKB, Litwa 1% a Lotwa dwa i pol ziemniaka. Wszystkie kraje powinny wydawac 2% a jeszcze lepiej 2.5% (tak jak szczerze mowiac Polska – do momentu osiagniecia pozadanego poziomu gotowosci kiedy mozna to obnizyc do 2%)
            2) Wszystkie kraje przyjmuja strategie total defense oraz model mobilizacji z marszu – najlepiej zimnowojenny model Szwajcarski oparty o obrone terytorialna mobilizujaca sie w OT i sily zbrojne oddolnie i organicznie. Mobilizacja w wypadku konfliktu jest calkowita. Tak wiec kazdy kraj powinien dazyc do posiadania duzych zapasow broni palnej i amunicji.Zadnego postepowo-Europejskiego rozbrajania.
            3) Wszystkie kraje powinny miec sily zbrojne aktywne (gotowe do akcji w tym dedykowany oddzial SSR na poziomie batalionu) na poziomie 1 brygada/populacje Estonii czyli de facto 2 brygady dla Lotwy i 3 brygady dla Litwy. Sily powinny byc zorganizowane wokol samodzielnych batalionow/pulkow a jeszcze lepiej kompanii.
            4) Powinni porozumiec sie (Litwini- przeprosic sie) z Polska i wziac troche nie-NATOwskiego ale dostepnego za free sprzetu typu stare armaty , mozdzierze, nawet czolgi (nawet tylko po to zeby staly !) T55 i zgrac to taktycznie z wysoce mobilnymi lekkimi oddzialami piechoty na IMV raczej niz APC (jak Litwa) a w miedzyczasie po prostu uzywac tego smiecia do cwiczen. Polska powinna to umozliwic w ramach wlasnego systemu madrej strategii obrony narodowej.
            5) Powinny istniec Litewsko-Lotewskie, Lotewsko-Estonskie i Polsko-Litewskie a takze w ramach traktowania Rosjan po Rosyjsku Estonsko-Finskie jednostki wojskowe w celach szkoleniowych… i nie tylko. Jak Ruskie moga miec swoje zielone ludzki to czemu nie my. Beda liczyc czy sie Polacy na Litwie zgadzaja lub rozrozniac Finski od Estonskiego? W tym celu powinnismy wymieniac doswiadczenia z Finami w modernizacji Sowieckiego smiecia oraz w maksymalnej wymienialnosci uzbrojenia tak zeby bylo ciezko poznac kto jest kto po typie broni. Dodatkowo Baltycki NORAD bylby fajny – ale to droga zabawa.
            6) Sily zbrojne krajow Baltyckich powinny pamietac ze w wypadku konfliktu konwencjonalnego wybuchajacego niespodziewanie ich rola nie bedzie odparcie Rosjan ale maksymalne spowolnienie i utrudnienie kontroli terytorium. Wietnam, Afganistan… to sa dobre przyklady. Stad wszystko od obrony plot, piechoty po artylerie ktora jezdzi po lasach i neka wroga – wszystko powinno byc nastwione na odstraszanie praktyczne a nie na pokaz (jak kly czy iskandery).
            A tak to NATO wysle symboliczne sily zbrojne a Amerykanie jak zwykle spraw potraktuja instrmentalnie i tylko sie problemy znow narobia….

  3. Wszystkie kraje NATO powinny zadać sobie pytanie w jakim celu są w Sojuszu, co mogą dzięki niemu uzyskać, jakie zaś wiążą się z uczestnictwem zagrożenia. Na dłuższą metę Sojusz obronny wszystkich tych państw (oraz Szwecji rozważającej przyłączenie się) pozwala uzyskać duży potencjał polegający nie tylko na sumie sił jego członków, ale właśnie na wymianie informacji, koordynacji i standaryzacji wyszkolenia i uzbrojenia. Z jednej strony stworzenie kompletnej obrony terytorialnej, która stawia agresora przed koniecznością trudnego i kosztownego przełamania oporu, z drugiej stworzenie w ramach wszystkich sił zbrojnych członków komponentu operacyjnego zdolnego do przerzutu na zagrożone odcinki przede wszystkim tych środków, które są kosztowne i nie każdy państwo-strona Sojuszu posiada go wystarczające, nowoczesne ilości tj.: czołgi, samoloty, śmigłowce, oraz okręty wojenne. Dodatkowo każdy członek Sojusz powinien jednak rozwijać zdolności do operowania przede wszystkim w swoim środowisku (nota bene to nie Polska posiadała kolonie i czerpała z nich korzyści i nie Polska rozbrajała Ukrainę z broni nuklearnej, gwarantując jej w zamian suwerenność – zatem nie na Polskę powinny w pierwszym rzędzie spadać związane z w/w konsekwencje).

    Sojusz wielu “słabych” pod egidą USA powinien narzucać określone, minimalne nakłady na obronę i egzekwować ich wykonywanie: 2% zaś w wypadku uzasadnionej konieczności nawet i 4% to w kraju kapitalistycznym nie powinny być sumy rozbijające budżet: wg. oficjalnych danych USA w okresie Zimnej Wojny wydawały nieco ponad 6% (stąd np. masowa rezygnacja z czołgów w Holandii powinna być niedopuszczalna – jeżeli taki kraj zamierza później oczekiwać wsparcia).
    Kwestią palącą wydaje się uzyskanie wysokiego stopnia gotowości wojsk, co kosztuje i wymaga z całą pewnością mnóstwa uciążliwych zmian organizacyjnych, ale już od czasów prac analitycznych marsz. Ogarkowa wydaje się narzuconą krajom NATO koniecznością (ślamazarne, niemrawe reagowanie będzie wprost zabójcze, kwestia dostępu do broni palnej, choć jestem zwolennikiem wymaga rozsądnego uregulowania i wbudowania niezbędnych ograniczeń, co mówię jako praktyk, posługujący się bronią zarówno zawodowo, jak i hobbystycznie przez wiele lat – to temat na osobną dyskusję).

    USA powinny gwarantować parasol atomowy, którego Europa samodzielnie nie posiada: w czasie Kryzysu Sueskiego ZSRR nie wahał się grozić UK, wiedząc że USA za nim nie staną – francuskie pociski ASMP, i kilka okrętów brytyjskich z pociskami Trident II D-5 nigdy nie zrównoważą potencjału Rosji.
    Oczywiście odstraszanie kompleksowym, przemyślanym systemem obrony na miarę możliwości państw Sojuszu, zamiast nic nie znaczących demonstracji (tj. “Kły”) łatwych do rozszyfrowania dla przecież potężnego i niezwykle doświadczonego wywiadu przeciwnika, to lepsze rozwiązanie, tym bardziej, że Rosjanie historycznie rzecz biorąc niechętnie atakowali silnego i zdecydowanego przeciwnika. Co się zaś tyczy Szwajcarii: pomyśleć, że w okresie Powstania Styczniowego to oni analizowali i później wdrażali polskie pomysły ….

    • Moj poprzedni wpis jest moderowany – mam nadzieje ze nie jest to podyktowane checia cenzurowania niewygodnej tresci – mimo to odpisze.

      Panie Marcinie. Klania sie tu naiwne traktowanie historii. NATO nie bylo, nie jest i nie bedzie prezentem Amerykanow dla Europy. NATO jest formula ktora pozwala utrzymac kontrole nad powojennym ladem i Amerykanskimi interesami w Europie. Amerykanie to bardziej przyjazny niz Sowieci ale w dalszym ciagu – hegemon. To uklad oparty o argument sily – zawsze tak bylo, zawsze tak bedzie.
      NATO to de facto wymowka na sily okupacyjne w Europie pod przykrywka wspolpracy miedzynarodowej zeby Kongres i publika sie nie burzyla bo wypracowanie mentalnosci imperialnej w USA pozwalajacej przejac intratne interesy po potegach kolnialnych Europy trwalo dobre 20 lat po 2WS i zimna wojna byla ku temu swietna wymowka. Poza tym nauczeni doswiadczeniami z poprzedniej wojny Amerykanie postanowili dojrzec swojej ‘inwestycji’. Ktos musi przeciez te kredyty ktore finansowaly wojne splacic. Ktos musi przeciez utrzymac prymat petrodolara, Bretton Woods i innych rozwiazan powojennych.Ktos musial tez przeciez postawic sie w obronie tzw “Ladu Atlantyckiego” pod ktorym to terminem kryje sie os interesow Londyn-Nowy Jork/Waszyngton w sytuacji kiedy Imperium Brytyjskie sie zaczelo sypac jak domek z kart.Pozornie “pozytywna” rola NATO wynikala glownie z kontekstu – z natury panstwa ktore narzucilo Uklad Warszawski (dla nas) i z natury panstwa na ruinach ktorego zbudowano obydwa pakty (Niemcy). Gdyby nie to to NATO byloby zwyczajnym imperializmem Anglosaskim – i przeciez wlasnie tak traktowali je wielcy “przegrani” WW2 czyli Francuzi. Prosze sobie przypomniec malo zana dzis historie wystapienia Francji z NATO w latach 60-tych. Wzielo sie to z tego ze w przeciwienstwie do relatywnie “zintegrowanych” kulturowo i politycznie Brytyjczykow Francuzi zle sie czuli jako gospodarcza i polityczna kolonia Amerykanow. Poszlo prawie na noze (ekonomiczne) i skonczylo sie na niezaleznym (w przeciwienstwie do Brytyjczykow) straszaku atomowym Francuzow. Stad tez gadka szmatka o tym co “Amerykanie powinni” jest wlasnie gadka szmatka. Amerykanie – jak i zaden inny kraj – nie robil nic za darmo a w szczegolnosci w sytuacji kiedy dzielila dwa osrodki polityczne taka przepasc w mozliwosciach i potencjale.
      Dominacja Ameryki w NATO to problem a nie korzysc w sytuacji kiedy nie ma faktycznego zagrozenia (ktore w czasach zimnej wojny bylo tak naprawde bardzo dyskusyjne bo – i to jest teza w Polsce obecnie kontrowersyjna mimo iz poprawna – przyczynialy sie do tego ZSRR i USA w rownym stopniu). Hegemonia nigdy nikomu nie wyszla na zdrowie – w tym hegemonowi.
      NATO tak naprawde daje dobra wymowke do nawiazania miedzynarodowej wspolpracy, jest to pewna tradycja (w tej chwili inna niz kiedys) i sa to pewne wypracowane struktury ktore lepiej lub gorzej dzialaja. Stad ze wszech miar jestem za jej kontynuacja – ale NATO w obecnym ksztalcie to twor sztuczny i dla Europy szkodliwy i trzeba go reformowac – najlepiej tylnimi drzwiami poprzez wieksza integracje militarna Europy. Co nie bedzie latwe bo wbrew oficjalnemu stanowisku silna Europa dla Ameryki nie jest do konca wygodnym partnerem. USA wola siec sprzeczajacych sie panstw klienckich niz jednolity blok o podobnym potencjale gospodarczym.
      Wydatki na zbrojenia nie musza byc wieksze niz 2%. 2% to bardzo duzo pieniedzy na obronnosc dla kraju ktory systematycznie utrzymuje sprawnosc bojowa i posiada odpowiednie zaplecze technologiczne. USA wydaja 4% bo USA to militarystyczne imperium ktore zwyczajnie ma organizm pasozytniczy w postaci tzw “military industrial complex” ktory ma strukture ekonomiczna . Pozostale kraje ktore wydaja tak duze kwoty to kraje ktore na biezaco przechodza procesy intensywnego do- lub przezbrajania albo kraje na wskros militarystyczne jak Izrael. W Europie 2% utrzymane przez kazdy kraj i wydawane racjonalnie – najlepiej jako jak najwiekszy blok logistyczny – to bardzo, bardzo duzo pieniedzy.
      Jesli Europa zrezygnowalaby w koncu z bezsensownego imperializmu i zajela sie faktyczna obronnoscia to az za duzo. Nie ma w tej chwili kraju w Europie ktory faktycznie potrzebuje zwiekszyc ten poziom a juz definitywnie ponad 2.5%. 6% to poziom jaki osiagamy szykujac sie do wojny w ktorej chcemy ZAATAKOWAC przeciwnika co oczywiscie odradzam, jestem przeciw i wogole.
      Rezygnacja Holandii z czolgow to byl paradoksalnie wcale nie szalony pomysl. Czolgi Holendrom sa jak piesc do oka potrzebne a wiekszosc odkupila Finlandia- czyli kraj ktory ich bardziej potrzebuje i lepiej uzyje. Wolalbym zeby Holendrzy mieli wlasnie gotowa do akcji jednostke aeromobilna niz dywizje pancerna ktora bedzie przerzucal miesiacami. Powiem wiecej – to my powinnismy wlasnie rzucic sie na rezerwy odchudzajacych sie krajow NATO takich jak Niemcy i Holandia i nabyc troche bardzo dobrego sprzetu zebysmy – wlasnie jako kraj liniowy – mieli gotowe do akcji jednostki ciezkie.Wielokrotnie podnoszone byly argumenty o specjalizacji w ramach Europejskich sil zbrojnych i ja twierdze ze to doskonaly argument. Niech Holendrzy kupuja okrety i samolotu i jednostki lekkie a sily zbrojne ciezkie zostawia krajom frontowym. Specjalizacja ma duzo wiecej sensu niz urawnilowka a juz niepomiernie wiecej sensu niz kazdy kraj wypelniajacy kompleksowe zadania samodzielnie. Ekonomia skali obowiazuje wszedzie.
      Europa powinna miec wlasny parasol atomowy – najlepiej oparty o Francuskie (bo autonomiczne i nie uzaleznione od Jankesow) rozwiazania. I nieprawda jest ze kilka rakiet nie zrownowazy Rosji. Mowimy o nowoczesnej broni nuklearnej – jeden sprawny pocisk to wystarczajace odstraszanie. Ludzie z reguly nie rozumieja konsekwencji bo sa oderwani od rzeczywistosci. Tysiace glowic to dziedzictwo lat 60tych (i czesciowo 70tych) gdzie wiekszosc byla przenoszona bombowcami i rakietami krotkiego zasiegu z jedna glowica. Od lat 80tych kilkaset glowic wystarczy zeby zapewnic bezpieczenstwo i efektywna nadprodukcja to nic innego jak “jobs program”… napychanie kiebzy kolegom. Chcialbym przypomniec ze wobec Rosji potrzebujemy tak naprawde DWIE celne rakiety jako skuteczny straszak. Jedna na Moskwe druga na Petersburg. Na Europe i USA juz trzeba wiecej zeby osiagnac ten sam efekt.
      Szwajcaria wspolczesnie nie ma nic wspolnego ze Szwajcaria w 1850 r kiedy pisano wspolczesna konstytutcje zwiazkowa. Co wiecej – opierano sie o lekcje “gorzkie” ktore czesto przekazywali emigranci w ten rejon Europy. Podaje Szwajcarie jako przyklad wspolczesny bo obawiam sie ze powolanie sie na historie wlasnego kraju to jak rzucanie grochem o sciane…. ech.

    • “military industrial complex ktory ma strukture ekonomiczna” – mialem na mysli “ktory ma strukture ekonomiczna uksztaltowana w wyniku WW2 i epoki lat 50tych i 60tych (oraz kontynuacji do upadku ZSRR) a wiec chodzi o to ze wspolczesna (powojenna) Ameryka to kraj w ktorym sektor zbrojeniowy byl ogromny i zapewnial przychody,miejsca pracy etc etc – wiec jego wplyw na polityke gospodarcza jest taki sam ( i tak samo destruktywny) jak zwiazki zawodowe w Polsce czy za granica albo duze i silne grupy interesu jak rolnicy w Polsce i Francji, sektor publiczny i przemyslu ciezkiego, ostatnio wydawcy i ksiegarze…

  4. Panie xxx. hegemonistyczna polityka USA jest oczywista i nie sądzę, aby ktokolwiek ten fakt kwestionował. Niemniej to oświecone mocarstwa europejskie są w znacznej mierze jej winne i kilkakrotnie były przez tego hegemona ratowane lub wyręczane (I w.ś, II w.ś., zimna wojna i rywalizacja z ZSRR, rozpad Jugosławii i krwawe konflikty w jego trakcie i później). Pomoc udzielona aliantom podczas I w.ś. wielkich korzyści dla USA nie oznaczała, zaś m.in. dzięki Wodroow Wilsonowi mogła odrodzić się Polska (knowania brytyjskie podczas Konferencji Wersalskiej były jednoznacznie antypolskie). Brytania ma olbrzymie długi za pomoc USA w II w.ś. których nigdy nie spłaci, a za które będzie musiała wspierać USA jeszcze długo (a mogła wspólnie z Polską i Francją znacznie wcześniej i taniej zneutralizować zagrożenie hitlerowskie).

    Układ wielobiegunowy w polityce międzynarodowej oznacza dla Polski zagrożenie bytu, rezygnacja USA z udziału w polityce europejskiej oznacza bowiem kolejny kongres wiedeński – nieprzypadkiem ZSRR zawsze grały na zerwanie więzi atlantyckich, a podczas II Wojny w Zatoce powstała nagle koalicja Rosji, Niemiec i Francji – każde z tych państw ma interes w osłabieniu pozycji USA.
    Odejście Francji z NATO (w kontekście polityki de Gaulle’a, przegranej II w.ś.) to odrębny temat i dopatrywałbym się tam również innych przyczyn tj. urażona duma papierowego mocarstwa.
    Co do arsenałów nuklearnych to wolałbym nie przekonać się, jak zaproponowana przez Pan strategia odstraszania nuklearnego miałaby wyglądać w praktyce: jaką bowiem moc rażenia mają posiadane przez Francję głowice w odniesieniu do powierzchni podanych jako przykłady miast, oraz do ilości celów na terytorium FR. 1-2 okręty podwodne klasy “Tajfun” (klasyfikacja NATO) mogą zmieść z powierzchni ziemi środki obrony i infrastrukturę państwa średniej wielkości, a na zniszczenie ośrodków decyzyjnych w Rosji nie mamy co liczyć. Żeby osiągnąć odwrotny efekt w Europie wystarczy zniszczyć parę dużych miast, aby narody tych państw podniosły ręce – tylko kraje Europy Środkowej które doświadczyly dobrodziejstw kultury wschodnich Słowian mogą właściwie ocenić tenże kraj i jego politykę. Nawiasem mówiąc kiedy czytam Pańskie wpisy, mam wrażenie, jakbym zapoznawał się z poglądami dyplomaty brytyjskiego czy francuskiego czy nam się podoba czy nie poparcie USA będzie nam potrzebne. Ile będzie kosztować, to zależy dużo bardziej od nas samych – na ile nasze elity potrafią prowadzić niezależną, a w każdym razie korzystną dla Polski politykę. Dziś możemy prowadzić powiedzmy politykę “piastowską”, bo jesteśmy słabi, lecz Polska nowoczesna, o rozwiniętej i silnej gospodarce, ze sprecyzowanym poglądem elit na rolę i cele kraju w polityce zagranicznej mogłaby wciągać w nasz krąg kulturowy kolejne kraje, tworząc mocne sojusze i przy okazji odgradzając się kordonem innych państw od Rosji. … a i tworząc przeciwwagę dla interesów Zachodu. ach to “międzymorze” ograniczonego Piłsudskiego i polityka jagiellońska 🙂
    Powoływanie się na przykłady wląsne to nie groch o ścianę, to inne spojrzenie na te same sprawy, a wiedzę o Powstaniu Styczniowym przekazywali nie tyle emigranci co korespondent szwajcarski przebywający w Polsce płk. Franz von Erlach.

  5. Panie xxx. hegemonistyczna polityka USA jest oczywista i nie sądzę, aby ktokolwiek ten fakt kwestionował. Niemniej to oświecone mocarstwa europejskie są w znacznej mierze jej winne i kilkakrotnie były przez tego hegemona ratowane lub wyręczane (I w.ś, II w.ś., zimna wojna i rywalizacja z ZSRR, rozpad Jugosławii i krwawe konflikty w jego trakcie i później). Pomoc udzielona aliantom podczas I w.ś. wielkich korzyści dla USA nie oznaczała, zaś m.in. dzięki Wodroow Wilsonowi mogła odrodzić się Polska (knowania brytyjskie podczas Konferencji Wersalskiej były jednoznacznie antypolskie). Brytania ma olbrzymie długi za pomoc USA w II w.ś. których nigdy nie spłaci, a za które będzie musiała wspierać USA jeszcze długo (a mogła wspólnie z Polską i Francją znacznie wcześniej i taniej zneutralizować zagrożenie hitlerowskie).
    Panie Marcinie.
    Odpowiem tylko na te punkty gdzie wymagana jest pewna korekta myslenia.
    WW1 byla niesamowicie korzystna dla USA z gospodarczego punktu widzenia – ale trzeba sie zainteresowac historia gospodarcza i strategia rozumiana nie tylko przes militaria i powiazana geopolityke ale przede wszystkim ekonomicznie. WW2 byla jeszcze bardziej korzystna bo umozliwila umocowanie Imperium Americanum w miejsce kolonialnych imperiow Brytyjskich i Francuskich.
    Wlk Brytania miala antypolska postawe podczas konferencji glownie z uwagi na odwieczna chec bycia jezyczkiem u wagi na kontynencie zgodnie z regulami rownowagi sil i splendid isolation. Wlk Brytania zaangazowala sie w wojne zeby zapobiec zdominowaniu Europy przez Niemcy (co zachwialoby ta rownowaga i uczynilo Brytanie wrazliwa na wplywy z kontynentu) a po wojnie starala sie oslabic pozycje Francji – ktora z kolei w Polsce upatrywala sojusznika przeciwko Niemcom z braku Rosji. Brytyjczycy liczyli ze Amerykanie beda latwi do zmanipulowania i zaangazowanie Wlk Brytanii w role USA po wojnie wynikalo z podobnego przekonania.
    Z tego powodu tez Francja wyszla z NATO. Chodzilo nie tyle o samo narzucanie sie USA gospodarczo, politycznie i militarne w Europie (bo kiedy USA pomagaly im w Indochinach to nikt w Paryzu nie protestowal) ale takze o to ze Wlk Brytania starala sie plynac na blizszym stosunku z USA zachowac pozycje dominacji nad Francja w Europie i na swiecie. Poza tym nie oszukujmy sie – podwojne standardy to zadne standardy. Jesli Francja jest be za niechec wobec podporzadkowania sie silniejszemu to jak mozemy krytykowac ZSRR za zdominowanie Polski? Sprowadzimy dyskusje do poziomu rynsztoka wskazujac mordy i przesladowania? Bo to by oznaczalo ze terror jest ok pod warunkiem ze jest podany w rekawiczkach i w warunkach salonowych a z tym nie sposob sie zgodzic.
    Proponuje poczytac troche odmiennych perspektyw na historie – w tym takze (zachowujac zdrowy rozsadek oczywiscie) zrodla otwarcie anty-Amerykanskie i Sowieckie. Nie wszystko co Amerykanskie bylo super. Wrecz przeciwnie. I fakt ze krytyka ZSRR wystarczy do zapisania dziesiatek tomow nie zmieni faktu ze co najmniej kilka mozna napisac o skandalicznym zachowaniu “sojusznika” zza oceanu.
    Uklad wielobiegunowy nie oznacza dla Polski zagrozenia bytu. Tak mysla tylko jednostki Ruso/Germanofobiczne, jednostki slabe oraz pozbawione elementarnej wiedzy o stosunkach miedzynarodowych. Traktowanie wszystkiego w prymitywny, jednowymiarowy sposob (jaki zostal narzucony w trakcie zimnej wojny przez Amerykanow wlasnie) to blad i zle myslenie do uksztaltowania sobie o czymkolwiek pogladow. Polska jest zagrozona przez nieudolnych przywodcow oraz aroganckie, klotliwe, leniwe i warcholskie spoleczenstwo a nie wiele biegunow polityki zagranicznej.
    Podczas drugiej wojny w iraku koalicja Niemiec, Francji i Rosji powstala jako odpowiedz na juz sformowana koalicje USA i Wlk Brytanii. To nie Niemcy i Francja (a nawet Rosja – chociaz ten kraj gral wtedy na dwa fronty nie zapominajmy o tym!) ale USA i Wlk Brytania byly w tym konflikcie po zlej stronie reprezentujac agresywna glupote ktorej skutki zbieramy do dzis w postaci rozszerzajacego sie chaosu na bliskim wschodzie. To nie Niemcy i Francja ale USA ( i Wlk Brytania) doprowadzily do tej sytuacji wywracajac polityke tego regionu do gory nogami w celu realizacji swoich imperialnych ambicji i kontroli nad zlozami ropy – to sie tyczy tez pierwszej wojny w Iraku za ktorej wywolanie jak i niezakonecznie i tragiczne limbo trwajace od 1991 do 2003 znaczna odpowiedzialnosc ponosza Stany Zjednoczone. Nie zapominajmy ze Bush Jr to tak naprawde krotkotrwaly ( z uwagi na realia Amerykanskiej polityki) Putin na sterydach a jego ojciec byl przykladem dla Putina (aczkolwiek Czernienko czy Andropow sa tu faktycznym wzorcem) jako “demokratyczy” prezydent wywodzacy sie ze sluzb specjalnych.
    Reasumujac nic nie stoi na przeszkodzie zeby korzystac z obecnosci USA w Europie dbajac jednoczesnie o wlasny interes wspomagany zdroworozsadkowym mysleniem a nie bezkrytycznym, sluzalczym wchodzeniu w tylek silniejszemu – jak niegdys Moskwie tak teraz Waszyngtonowi.
    Co do odstraszania atomowego to mysle ze nie zdaje sobie Pan sprawy z mocy tych urzadzen. Myslenie w stylu Curtissa LeMaya to stan zdrowia psychicznego ktory zasluguje na leczenie intensywne z zakladzie zamknietym (a byl to czlowiek ktory uparcie dazyl do wywolania WW3 tlumaczac wlasnie za i przeciw tabelka zniszczonych miast po obu stronach).
    http://nuclearsecrecy.com/nukemap/

    Prosze sobie wpisac Moskwe i wybrac glowice 100. Francuski komponent strategiczny na okretach SSBN z rakietami M51 dysponuje miedzy 6 a 10 glowicami o takiej mocy wlasnie. Mapa pokaze jedna glowice ale latwo sobie wyobrazic kilka. Do faktycznego odstraszania proponuje dodatkowo aby przynajmniej polowa dokonywala detonacji przy powierzchni ziemi z uwagi na tworzony opad radioaktywny. Le Triomphant przenosi 16 rakiet M45 o zasiegu 6tys km (dwa razy tyle co z Paryza do Moskwy) a rakiety M51 maja zasieg 10 tys km (czyli trzy razy tyle). Jedna mala Francja ma cztery takie okrety wiec skoro sobie juz gdybamy to gdybajmy skutecznie. Nasza czesc EU to druga taka Francja wiec mysle ze na dodatkowy okret by nas bylo stac a samo tylko utrzymanie mogloby pozwolic na dwa. Zatem czy wiele trzeba jeszcze zeby Rosja sie zastanowila przed nuklearnym szantazem? Tak wiec tu chodzi bardziej o wole i organizacje polityczna niz o mozliwosci. Te Amerykanskie do samoobrony w Europie nie sa potrzebne. One byly potrzebne ale pod warunkiem ze Europa stawala sie przedmurzem do konfliktu USA-ZSRR a NIE Europa-ZSRR. Strategia Jankesow opierala sie o potezny zasob terytorialny w USA nijak nie przystawajacy do zaludnienia w Europie. Bede powtarzal do skutku ale mysle ze trzeba bo ludzie lubia zapominac ze wygrywanie wojen i strategia to kalkulacje, kalkulacje i jeszcze raz kalkulacje poparte ZROZUMIENIEM REALIOW. A nie fajne frazesy i zdjecia czolgow i samolotow.
    Nie bede komentowal “wystarczy zniszczyc pare miast” bo to jest ponownie gra strategiczna na mapie kontynentu w podziemnym bunkrze a nie faktyczna ocena stanu tego co sie wydarzyloby w takim momencie. Mam propozycje – prosze udac sie na jakikolwiek front gdzie konflikt toczy sie na wlasnej ziemi (a wiec nie w jakims tam “dziurastanie” jako tymczasowy zolnierz misyjny) i pobyc troche i porozmawiac z ludzmi – jezeli nie ma Pan perspektywy przekazanej przez dziadkow. Wlasnie ta perspektywa determinuje postrzeganie wojny na wschodzie i zachodzie Europy w przeciwienstwie do Ameryki ktora ostatni krwawy epizod zakonczyla w 1865.
    Polityka Jagiellonska – nie skomentuje. Mitologizacja realiow sprzed pol tysiaclecia w oderwaniu od kontekstu. Jak to co sie dzialo wtedy ma sie do tego co ma sie teraz? Rownie dobrze powolujmy sie na Polske Piastow bo ta byla bardziej na zachod.
    Miedzymorze? Proba reaktywacji “panskiej Polski” w umysle mocno przereklamowanego polityka ktorego najlepiej okreslic jako awanturniczego “szlachetke” a nie prawdziwego wizjonera razno podchwytywana przez internetowych mocarzy populujacych rozne “patriotyczne” srodowiska i serwisy. No ale coz… jaki kraj – taki Napoleon i jego gwardia (nie zebym byl fanem Bonapartego).Miedzymorze moglo sie udac ale tylko w innej formie, w warunkach utworzonych po WW1 i takze z uwzglednieniem ze bezpieczenstwo Polski dlugoterminowe musialo wymagac kompromisu krotkoterminowego. Tymczasem wszystkie negocjacje Pilsudski chcial prowadzic z pozycji sily i dominacji Polski kulturowej w sytuacji kiedy kraj ten istnial od paru miesiecy po ponad wieku rozbiorow. I ludzie dziwia sie ze bylismy postrzegani jako zarozumiali aroganci. Caly “socjalizm” Pilsudskiego skonczyl sie wraz z 1918- wylazla w tedy z niego prawdziwie chamska dusza. I nie ma co tu ukrywac. Pilsudski to owczesny Walesa (w pelnym tego slowa wymiarze jesli pamietamy poczatki) a nie zbawca narodu. Nawet w 1920 tylek ratowali mu doradcy bo jak poszedl na Ukraine to sie prawie potknal o wlasne buty (de facto to nawet nie “prawie”).
    Co do wytworzenia spojnego frontu w ramach oporu Rosji i rownowazenia “sceptycyzmu” zachodnioeuropejskiego – jak najbardziej. Podpisuje sie pod tym obiema rekami . Ale ponownie taka postawa musi byc cynicznie praktyczna – do bolu. Ugnij sie zeby zwyciezyc…tymczasem w Polsce pokutuje wciaz duch “szlachecki” czego najlepszym przykladem jest przywiazanie i mitologizacja kresow – czyli terenow gdzie Polacy byli regularnie w mniejszosci i stanowili poza miastami uciskajaca warstwe ziemian. Zadni wiec z nas dobrodzieje i jak sie slucha gluptakow ktorzy rozpisuja sie o pieknie 2 RP ktora byla panstwem faszystowsko-kolesiowsko-nieudolnym to rece idzie tylko zalamac. Gdzie ta pragmatyka ktora ma na celu dobro spoleczenstwa ktore tu mieszka i chce zyc w poczuciu bezpieczenstwa? Z kim chcemy tworzyc te unie na ktorej przeciez my mamy do wygrania najwiecej – z Litwa, Czechami, Slowacja? Z Ukraina? W jaki sposob… jezeli nie mozemy zapomniec o bledach epoki 1918-1939….
    Ech. Niedojrzale spoleczenstwa produkuja niedojrzalych przywodcow i koncza tam gdzie ich miejsce – na smietniku histori. Szkoda bo mam wciaz sentyment do starego kraju.

    • Witam,

      Mam kilka uwag do Pan xxx. Jest to blog prywatny i nie uznałem za stosowne tworzyć specjalnego regulaminu, wierząc, że kilka prostych zasad jak walka na argumenty i szacunek dla oponenta są uniwersalne. Są trzy rodzaje argumentacji – z greki patos, logos i etos. Odwołują się do emocji, logiki i wartości. O ile logika rządzi się dość ścisłymi regułami, to odwoływanie się do wartości i emocji wymaga sporego wyczulenia na możliwość przekroczenia linii ataku na osobę a nie jej argumenty. Ostrzeżenie już Pan dostał.

  6. “Polska jest zagrożona przez nieudolnych przywodców oraz aroganckie, klotliwe, leniwe i warcholskie spoleczenstwo” – przyjmuję ten argument, który jest zgodny z moimi odczuciami. W jednym z poprzednich wpisów pisał Pan o wrogach wewnętrznych i swoich dylematach “do kogo strzelać” – ja takich wątpliwości nigdy nie miałem nosząc broń kilkanaście lat, a wrogiem jest warstwa rządząca, na którą składają się politycy, urzędnicy (choć sam też pracuję obecnie w administracji), sprzedajni dziennikarze. Niemniej wpływów zewnętrznych tak przeszłość Polski, jak i na jej teraźniejszość nie wolno przemilczeć i zrównoważony bilans tworzyć w oparciu o wszystkie czynniki – tutaj też pełna zgoda, choć nie należy rezygnować z pamięci o godnej postawie kraju, narodu w wielu momentach historycznych, co powinno wzmacniać esprit de corps polskich sił zbrojnych..

    Dużo krytykuje Pan Piłsudskiego i II RP, choć raczej gołosłownie w większości przypadków – czemu oszczędza Pan PRL i przemilcza, że na kształt obecnego kraju przemożny, wręcz decydujący wpływ mieli i ciągle mają postkomuniści, oraz ta część opozycji demokratycznej, która była blisko związana z PZPR.
    Myślę, że mimo ułomności tamtej II RP miała ona o niebo więcej osiągnięć niż obecna w porównywalnej perspektywie czasowej i w zupełnie nieporównywalnych realiach geopolitycznych
    (nawet taki drobiazg, jak skala terroryzmu w tamtych latach – dziś mamy tyle rozmaitych służb i formacji specjalnych, które prężą muskuły, a legną w konfrontacji ze zwykłymi bandytami, a wtedy … )

    Niewątpliwie nie brak Panu wiedzy na podstawie jakiej ma Pan usystematyzowane poglądy i to dość przekrojowo na przestrzeni dziejów, jednak maniera wyższości z jaką Pan dyskutuje, oraz agresja z jaką formułuje Pan opinie zarzucając dyskutantowi w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób niedojrzałość czy ułomność intelektualną (na co zwracałem uwagę na początku naszej polemiki) są na dłuższą metę nie do przyjęcia. Dlatego dziękuję za rozmowę, nie odpowiadają mi tacy rozmówcy, a Pan Przemek będzie mógł skasować nasze zbędne na jego morskim blogu wpisy, a każdy z nas zostanie przy swoim (tak zresztą dzieje się zawsze, gdy dyskutują osoby o zdeklarowanych poglądach, a walorem takiej dyskusji jest przede wszystkim to, że jej obserwatorzy mogą sobie wyrobić pogląd).
    Można przerzucać się argumentami, ale to mnie już znużyło, bo płaszczyzna porozumienia jest niewielka (niewykluczone, ze znacznie łatwiej byłoby wypracować ją w dyskusji twarzą w twarz, bo net jednak ma ograniczenia).

    Dziękuję: Marcin

    • Panie Marcinie – docieramy do sedna problemu. Pan w dyskusji opiera sie oraz promuje rozumienie mocno ugruntowane politycznie. Ja promuje rozumienie ugruntowane praktycznie i apolitycznie. Panu to nie odpowiada i oskarza mnie Pan o braki wiedzy historycznej – co jest oczywiscie naciagane poniewaz zareczam ze nie byloby problematyczne (aczkolwiek jeszcze bardziej rozwlekle niz nasze dywagacje) wykazac teze przeciwna. Problem rozbil by sie jednak o to ze jest Pan zamkniety w dualizmie myslowym ktory ujawnia sie w bardzo prostym refleksie w czysto Pawlowianskim stylu. Cytuje:
      “Dużo krytykuje Pan Piłsudskiego i II RP, choć raczej gołosłownie w większości przypadków – czemu oszczędza Pan PRL i przemilcza, że na kształt obecnego kraju przemożny, wręcz decydujący wpływ mieli i ciągle mają postkomuniści, oraz ta część opozycji demokratycznej, która była blisko związana z PZPR.”
      Dlatego ze nie ma to znaczenia w naszej dyskusji. Omawiamy motywacje do takiej a nie innej polityki zagranicznej i polityki bezpieczenstwa ktore wywodza sie z tradycji IIRP a nie PRL. To co Pan tu sugeruje to Sowiecki “whatabautism” czyli blad logiczny a nie poprawny argument. W dodatku implikuje mi tu Pan ze w jakis zaowaloway sposob odpowiada mi to co wydarzylo sie w PRL. Uwazam tego typu – nawet nieumyslne – insynuacje za skandaliczne i oburzajace .Sugeruje mi to raczej ze zwyczajnie skonczyly sie Panu argumenty i postanowil Pan sobie pokrytykowac przed wycofaniem sie z dyskusji. To norma w internetowych dyskusjach zapelnianych w ogromnym stopniu przez ideologicznie zmotywowanych amatorow.
      Jest to o tyle przykre ze moja krytyka Pilsudskiego ani IIRP nie jest w najmniejszym stopniu goloslowna – po prostu obszernosc niezbednej argumenacji nie zasluguje na potraktowanie w komentarzu na blogu a Panskie zarzuty ze “brakuje mi wiedzy historycznej” sa przezabawne. Nie bede ich odkrecal jakkolwiek. Niech kazdy ma to na co zasluguje. Co wiecej moze Pan sobie nie zdawac sprawy ze sam personalnie bylem zwiazany w Polsce ze srodowiskami “prawicowymi” ktore jednak zwyczajnie przejadly mi sie wlasnie przez taka postawe – ignorancka, zacietrzewiona i skupiona na wytykaniu palcami i obwinianiu wszystkich tylko nie siebie. Bez wzgledu na to jak bardzo wydawalbym sie pozytywnie nastawiony do “realiow PRL” jest to wylacznie bledne wyobrazenie osoby o umysle zamknietym na inne niz prymitywne, dwutorowe rozumienie swiata. Nie moglbym byc nastawiony pozytywnie poniewaz lista krzywd w mojej rodzinie wyrzadzonych przez rezim jest dluga – od mordowanych przez NKWD i UB dziadkow po rodzicow wiezionych w stanie wojennym. Tym bardziej tego typu pomowienia przyjmuje z rozczarowaniem i oburzeniem. Nie ma nic gorszego niz patriotyczna mitomania polaczona z robieniem ze mnie kryptokomunisty.
      Na koniec komentarz – kiedy pisalem o tym “do kogo strzelac” mialem na mysli rowniez ludzi ktorzy nagle w warunkach konfliktu nabiora checi wziecia sprawiedliwosci w swoje rece. Nie wiem czy mial Pan okazje kiedykolwiek brac “udzial” w politycznej rewolucji zachowujac zdrowy rozsadek i opanowanie. Mam wrazenie ze ciezko by to Panu przyszlo zwazywszy na latwosc z jaka popada Pan w subiektywne osady i utarte szlaki myslenia. Niemniej jednak w sytuacji gdyby tak sie stalo a Pan mial (jak wnioskuje z komentarza) dostep do broni to prosze uzmyslowic sobie ze taki “patriota” jest potencjalnym problemem w takim samym stopniu jak szabrujacy dezerterzy, kolaboranci z najezdzca czy uciekajacy (do Londynu, Rumunii czy Brukseli) nieudolny i skorumpowany rzad.
      Widac to doskonale bylo w zeszlym roku na Ukrainie aczkolwiek watpie zeby byl w stanie Pan to zaakceptowac z powodow czysto emocjonalnych. I z tej samej przyczyny nasza dyskusja jest faktycznie bezcelowa. Ja dyskutuje w mocno swobodny, egzaltowany i emocjonalny -moze nawet mocno przerysowany – sposob o kwestiach czysto racjonalnych, praktycznym podejsciu do rozumienia polityki bezpieczenstwa. Pan dyskutuje w sposob wywazony o kwestiach czysto emocjonalnych ktore sie do praktycznych rozwiazan maja i miec moga tylko nijak.
      Faktycznie – strata czasu. Dziekuje za dyskusje choc mimo wszystko wolalbym zeby osoba ktora mnie nie zna i dodatkowo wykazuje duze problemy ze zrozumieniem tego co pisze nie przyprawiala mi czerwonej geby. Nawet nieumyslnie.

      Pozdrawiam.

      • “Niewątpliwie nie brak Panu wiedzy” – czy takim sformułowaniem zarzuciłem Pan brak wiedzy ? Przeciwnie podkreśliłem, że tej wiedzy Panu nie brak, jak sądzę.

  7. Poniewaz goraca dyskusja ma sie juz ko koncowi, to jeszcze tylko zapytam Pana xxx o objasnienie co rozumie pod pojeciem “wspolnoty a nie religii, kosciola, jezyka, historii etc”. Kilka przykladow ilustrujacych to nowe rozumienie wsplonoty zdecydowanie by mi wystarczylo do wyrobienia sobie opinii.

    pozdrawiam
    wojtek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)