May 012015
 

Dwie informacje prasowe przykuły moją uwagę i skłoniły do sięgnięcia „za pióro”. Pierwsza i nowsza jest pewnie mniej dostrzeżona – otóż Litwa wspierana przez Szwecję protestuje w próbie przeszkodzenia przez Flotę Bałtycką położenia energetycznego kabla podmorskiego NordBalt łączącego Litwę ze Skandynawią.

Wygląda na to, że w strefie EEZ Litwy, ćwiczące okręty rosyjskie zmusiły do zmiany pozycji statki realizujące projekt położenia kabla na dnie morza. Na dokładkę nie był to incydent odosobniony, lecz powtarzający się przez kilka dni. Mamy tym sposobem ilustrację tez BBN-u odnośnie działań podprogowych i hybrydowych. Nikt w takiej sytuacji nie uruchomi procedur NATO ani nie odpali rakiet z baterii nadbrzeżnych. Na miejscu powinien po prostu pojawić się okręt wojenny zainteresowanego państwa. Pod warunkiem posiadania takowego. Ten drobny incydent pokazuje użyteczność sił nawodnych oraz fakt, że złe intencje mogą spowodować napięcia i kryzys nawet w tak spokojnym zakątku świata jak Bałtyk. Noty dyplomatyczne mogą być później wymieniane pomiędzy rządami a prawnicy dyskutować na temat organizowania ćwiczeń w strefie wyłączności ekonomicznej innego państwa i co z tego wynika, ale w tym wypadku najwyraźniej mamy do czynienia z próbą ograniczania praw państwa nadbrzeżnego do eksploatacji swojej własnej strefy EEZ.

W czasie Wojen Dorszowych okręty patrolowe Islandii trzymały w szachu potężną Royal Navy. Do przemyślenia.

W czasie Wojen Dorszowych okręty patrolowe Islandii trzymały w szachu potężną Royal Navy. Do przemyślenia.

Opisany powyżej incydent prowadzi nas do drugiej, szeroko komentowanej wiadomości o wyborze śmigłowca Caracal i pytania jaki okręt byłby właściwy do egzekwowania własnych praw w opisanej sytuacji. Spośród trzech kandydatów, produkt Eurocoptera jest najbliższy eksploatowanym w polskim wojsku Mi-8/17 i najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z przystosowaniem zmarynizowanej wersji śmigłowca do wykonywania zadań ASW z lądu. Dokładnie jak w przypadku Mi-17. W konsekwencji helikoptery będą mogły lądować na pokładach okrętów i być może z nich działać, ale nie bazować na nich. To nie oznacza jednak, że należy rezygnować z hangarów na okrętach, ale raczej zaprasza do pytania, co w tych hangarach w takiej sytuacji ma być?

Na pewno nie inne śmigłowce, bo te zostały już wybrane i są zbyt drogie, aby kupować je „na boku” lub organizować inny przetarg. Pozostaje cała gama bezzałogowców, ograniczona mocno przez oczekiwanie, że 70% uzbrojenia ma pochodzić z rodzimego przemysłu. No i podstawowym pytaniem jest, co te bezzałogowce mają wnosić do zdolności okrętów jako całego systemu. Delikatną kwestią pozostaje pytanie, jak MON zamierza rozwiązać problem bezzałogowców dla Marynarki Wojennej, biorąc pod uwagę specyficzne wymagania odnośnie startu i lądowania? Oficjalnie na stronie internetowej MON jest mowa w przetargu o aparatach latających dla Wojsk Lądowych. Czy przetarg nie obejmuje Marynarki Wojennej, czy też podejmie się próbę implementacji systemów lądowych do eksploatacji na okręcie?

Jeżeli nie chcemy wchodzić w dość złożone systemy odzyskiwania aparatów latających wystrzeliwanych z katapulty, to pozostają typowe dla okrętów pionowzloty. Z tych, rodzimy przemysł oferuje, lub wkrótce zaoferuje chyba tylko trzy:

  • SW-4 RUAS w klasie lekkiego śmigłowca. Możliwość wyboru lotu załogowego lub nie jest atrakcyjna, ale może się okazać za droga i zbyt zbliżona do wyboru klasycznego śmigłowca, co może wywołać sprzeciw.
  • ILX-27 http://ilot.edu.pl/wp-content/uploads/2014/09/polski_smiglowiec_ilx-27.pdf w klasie 1 tony jest prawie dwukrotnie lżejszy, ale wciąż oferuje interesujący udźwig/zasięg. Ciekawe pytanie jak producent wyceni swój produkt. Zaprezentowano wersję z magnetometrem i wyrzutnikiem boi hydroakustycznych, ale na razie to raczej marketing niż potrzeba użytkownika.
  • Manta, nieco tajemniczy produkt WB Electronics, nieobecny na stronie internetowej firmy. Udźwig niezbyt atrakcyjny, ale być może kandydat do tworzenia autonomicznych rojów?

flytronic-manta-uav

W jaki sposób wykorzystać je jak najefektywniej, jest kluczowym pytaniem, które zdecyduje o poparciu lub odrzuceniu jakiejkolwiek propozycji dronów dla okrętów. Rozpoznanie czy wskazywanie celów wydają się być naturalną odpowiedzią i pewnie mało kontrowersyjną, ale czy wystarczająco atrakcyjną by przebić się w górę na długiej liście priorytetów wspartej problematycznym planem finansowania? Wspomniana wersja morska z magnetometrem jest w takim układzie konkurencyjna do śmigłowców ASW, które właśnie wybrane, dla planistów budżetu skutecznie „odhaczają” na liście zakupów kwestię poszukiwania okrętów podwodnych. Sama marynarka wojenna postawiona wobec możliwości wyboru postawi prawdopodobnie na samoloty patrolowe MPA, a nie drony o mocno ograniczonych możliwościach. Czy jednak drony mogą w jakikolwiek sposób wzmocnić siłę ofensywną okrętu, biorąc pod uwagę swój mały udźwig? Na pozór propozycja całkiem nieatrakcyjna, ale jeśli wziąć pod uwagę ograniczoną liczbę rakiet przeciw-okrętowych przenoszonych przez korwety i ich całkowity brak na okrętach patrolowych, to co zrobić z flotyllą FAC przeciwnika? WB Electronic proponuje z myślą o zupełnie innym zastosowaniu kombinację swojej Manty z innym produktem zwanym Warmate. Tylko jak takie ponad kilogramowe maleństwo ma zaszkodzić okrętowi? I dlaczego nie jakakolwiek inna klasyczna amunicja możliwa do przenoszenia przez drony, niech będzie laserowo kierowana rakieta 70mm? Według informacji z netu wersja Warmate do jednorazowego użytku ma mieć 700g materiału wybuchowego. To, przypuszczam jest odpowiednik amunicji 40-57mm. Okrętu klasy FAC nie zatopi, ale przy odrobinie szczęścia kilka takich mikro-kamikadze może uszkodzić ważne dla okrętu systemy i uniemożliwić wykonie misji. Dla okrętu patrolowego mającego do czynienia z niskim poziomem zagrożenia może to być właściwe narzędzie do zwalczania łodzi motorowych i innych zagrożeń bardziej rodem „z cywila” niż arsenału militarnej potęgi. Warmate może unosić się w powietrzu około 40 minut i odpalone z Manty czy ILS-27 ma szanse na atak spoza zasięgu obrony bezpośredniej typowego dla małego okrętu rakietowego. I to jest argument za takim dość nietypowym rozwiązaniem. Dodatkowym argumentem jest działanie psychologiczne, gdyż mamy do czynienia z dosłownie wiszącym nad głową toporem w postaci maleńkiego pocisku, który szuka celu i czeka na okazję.

Na ile rój takich maleństw może wpłynąć na przebieg incydentu takiego jak w przypadku NordBalt?

Na ile rój takich maleństw może wpłynąć na przebieg incydentu takiego jak w przypadku NordBalt?

Puszczając wodzy wyobraźni, jak takie cudeńko mogłoby być pomocne we wspomnianym na wstępie incydencie litwesko-rosyjskim? Warmate krążąc wokół okrętu i w końcu eksplodując gdzieś w wodzie w jego okolicy, może zadziałać podobnie do strzału ostrzegawczego z armaty. Tyle, że również poza jej zasięgiem, sugerując możliwość salwy z NDR-u spoza horyzontu. Czyli może dokonać czegoś, czego NDR nie jest w stanie zrobić – dać wyraźny sygnał intencji i woli.

  7 Responses to “Kilka luźnych myśli po przeczytaniu prasy”

  1. Na marginesie narzuca mi się taka refleksja:
    Na tle zdecydowanej reakcji litewskiej jakże kompromitująco wypada postępowanie władz Polski ws. Gazociągu Północnego. Niektórzy komentatorzy wskazują, że istniała możliwość zablokowania jego budowy przy użyciu instrumentów prawa niemieckiego, przy powołaniu się na fakt, że ułożenie owej “rury” na dnie morskim uniemożliwi wchodzenie do portu w Świnoujściu statków o zanurzeniu powyżej 12 m.
    Nie mówiąc o tym, że gdyby kiedykolwiek chcieć stworzyć rurociąg dostarczający np. gaz z Norwegii, to będzie to niemożliwe, gdyż zgodnie z międzynarodowymi uregulowaniami rurociągi takie nie mogą się krzyżować.
    Reasumując, mniejsi i słabsi potrafią mocniej zabiegać o swoje interesy w konflikcie regionalnym mocarstwem, niż my 🙂

    • Nie podważając ogólnej wymowy stwierdzenia, mieliśmy jednak trochę większy orzech do zgryzienia z powodu Niemiec. Poniższy cytat z 2012 pochodzi z Żeglugi Śródlądowej:
      “Bo konsorcjum Gazpromu postanowiło ułożyć rury w poprzek torów podejściowych do Świnoujścia, bezpośrednio na dnie morza. A to oznaczało blokadę rozwoju portu, bo nad rurą nie przepłyną większe statki. Nie byłoby sprawy, gdyby rurę zakopano. Ale nie mogliśmy tego żądać od Nord Streamu, bo sporne odcinki gazociągu leżały na wodach, które podlegały jurysdykcji Niemiec. I dopiero pod koniec 2009 r. szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle obiecał, że polskie zastrzeżenia zostaną uwzględnione.”
      Reakcja Litwy jest zdecydowana, ale powstaje pytanie o jej skuteczność, jeśli nie będzie poparta pewną minimalną demonstracją siły i zdolności do kontrolowania wód pod swoją administracją. Niemniej zgadzam się, że w zasadzie decyzje podejmowane przez nasz rząd powinny być bardziej klarowne, spójne i przejrzyste.

      Pozdrawiam,

      Przemek


  2. Litwa POSIADA okręty zdolne zwalczać przeciwnika:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Lithuanian_Naval_Force#Fleet
    I tu pojawia się fakt, który bezlitośnie podważa całą argumentację za siłami nawodnymi jako elementu koniecznego w tym przypadku. Co by zrobiła MW Litwy gdyby Rosjanie nie ustąpili pomimo obecności sił nawodnych podpartego groźnym przepływaniem tam i tu, pobłyskiwaniem reflektorami i pochrząkiwaniem syreną alarmową? Zaczeli by przepychać okręt Rosyjski kadłub w kadłub w kierunku ichniejszej EEZ? Czy zaczęli strzelać?
    I co w takiej sytuacji może zrobić okręt nawodny czego nie może zrobić śmigłowiec z pociskiem rakietowym czy nawet wyrzutnia rakiet nabrzeżna strzelająca “ćwiczebnie”. Lub właśnie dron….
    Natomiast UAV to doskonały pomysł i tu popieram w całej rozciągłości aczkolwiek nie widze powodu dla którego nie można mieć i śmigłowca który jest dużo bardziej elastyczny i UAV do ZOP. UAV charakteryzuje się tym że jest ekonomiczniejszy w eksploatacji ale pilotowanego pojazdu póki co nic nie zastąpi. A to że nie stać nas na i jedno i drugie? Cóż…. jakbyśmy wywalili niepotrzebne graty w eksploatacji obecnie i nie płacili kroci np za okręty obrony wybrzeża to byłoby nas stać i w rezultacie mielibyśmy skuteczniejsze siły morskie. W takim racjonalniejszym ekonomicznie podejściu nastawionym na przyszłościowy rozwój i efektywność a nie stołki i popisy można by mieć zarówno duże UAVy (w klasie śmigłowca) po to żeby na rutynowe prowokacje Rosyjskie np ludzi nie narażać jak i mniejsze do dużego nasycenia patroli.
    Te małe drony – nawet te kilogramowe – mogą bardzo zaszkodzić wrogim okrętom. Jak? Ano np spełniając rolę oczu dla NDR który ma zasięg rakiet 150+km ale radar o zasięgu maksymalnym 50km. Co więcej dronów można wysłać dużo i dane przekazywane z drona nie ujawniają pozycji pojazdów NDR tak jak aktywna stacja radarowa.Kolejna rzecz to kilogramowe maleństwo rozpędzające się do 100km/h jest w stanie dość skutecznie przywalić w antentę radaru lub ogłupić CAWS.
    A atak na dron to atak – kropka, można odpowiedzieć czynnie. Tylko że znów tu chodzi raczej o to że Litwa się boi bo sama może mało, wsparcie od Bałtów żadne a Polska – pomijając fakt że z jakiegoś powodu durni Litwini się na Polskę obrażają demonstracyjnie – co najwyżej notę protestacyjną wyśle bo zajęta jest kupowaniem superdrogich zabawek na pokaz a nie przygotowywaniem się do rozwiązywania konfliktów w rejonie.

    Hangar na okręcie podraża konstrukcję i zajmuje bardzo dużo miejsca, w dodatku ma znikomy sens dla działań na Bałtyku. Może na okręcie wsparcia ale nie na każdej jednostce. Priorytetem powinno być zbudowanie jednostek które mogą przyjąć taki helikopter na lądowisko, uzupełnić paliwo, uzbrojenie etc na potrzeby misji – potem taki śmigłowiec może spokojnie wrócić na ląd. Logika “mamy hangar coś trzeba tam wsadzić” to nie jest żadna logika.
    Uwaga p.Marcina o poddawaniu sie bez walki bardzo słuszna. No ale takich właśnie mamy rządzących – w tym także w opozycji bo przecież prawo UE pozwala na pozew organizacjom społecznym… widać czego w TV nie można pokazać to się nie liczy.

    • Witam,

      Krótka lektura wydarzeń związanych z Wojnami Dorszowymi pokazuje, że nawet OPV może zdziałać wiele. Różnica w tym wypadku polega na poziomie brania pod uwagę konsekwencji międzynarodowych i politycznych przez UK i Rosję. Tak, okręty mogą oddać strzały ostrzegawcze i obrać kurs kolizyjny. Rosjanie to również praktykowali wobec okrętów amerykańskich. To zmusiłoby Rosję do otwartego ataku, ze wszelkimi konsekwencjami. Śmigłowiec polata nad celem godzinę lub dwie i musi wrócić do bazy. Rakieta odpalana ćwiczebnie nie jest ostrzeżeniem, tylko otwartym atakiem, bo przeciwnik nie wie, że leci rakieta ćwiczebna. Hangar ma sens, bo sens mają powietrzne środki rozpoznania, czy ataku. Organiczne, czyli bazujące na okręcie są konieczne dla uzyskania koniecznego zasięgu. Systemy brzegowe mogą stracić zbyt wiele czasu lub paliwa, by dotrzeć na miejsce i PRZEBYWAĆ w nim przez dłuższy okres czasu.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • W czym konkretnie pomoże strzał ostrzegawczy ? I od kiedy kurs kolizyjny obrany celowo nie jest aktem agresji? I jeżeli kurs kolizyjny nie jest aktem agresji to czy aktem agresji będzie też np nieuzbrojona torpeda? W końcu jaką pewność mamy że ktoś kto chce nas jawnie staranować tak naprawde nie chce?

        I co jeżeli taka jest intencja – żeby sprowokować?

        Istnienie jednostek nawodnych miało sens w wojnach dorszowych bo to były działania długotrwałe skoncentrowane na przepychaniu własnie okrętów w strefach które były prawnie nieokreślone i polegało to na tym że okręty pływały, czekały i robiły co trzeba – przeszkadzały, cieły sieci. To był faktyczny konflikt na otwartym morzu i w podobnych przypadkach dochodziło do “game of chicken” miedzy Flotą Sowiecką a USN. Tu – jeżeli prawo międzynarodowe pozwala Litwinom na coś takiego (pytanie czy pozwala) w ich własnej usankcjonowanej EEZ to jest to agresja i trzeba albo liczyć sie z tym że strzelamy albo nie. Mie ma różnicy czym pogonimy agresora – byle skutecznie.
        Problem nie leży w tym co może zrobić okręt czego nie może zrobić inny pojazd tylko gdzie – a więc w oparciu o jakie prawa – dochodzi do konfliktu i kto jest na prawie oraz jest stroną poszkodowaną.Tam gdzie prawa nie są czytelne – czyli na “niczyim” morzu – okręty sa przydatne to prawda – tylko że pytanie na ile tego typu zachowanie jest potrzebne w polityce obronnej. Po co pchać się gdzieś gdzie nie mamy kwalifikacji. Z kolei jeżeli to jest “nasze” morze – w sensie jesteśmy uprawnieni do robienia z dnem co chcemy a ktoś nam to utrudnia to sie daje ostrzeżenie a potem wali jak w tarcze.

        Ja po prostu nie jestem pewien co do faktycznego umocowania Litwinów w prawie – co jeżeli faktycznie był konflikt Litewskiej Rury z Ruską rurą i oni po prostu robili jak to Ruscy – przepychanki w miejsce pozwów.

        I ponownie – Litwini MAJĄ okręty.. więc czemu ich nie użyli? ( użyli?) Poza tym do taranowania okręt może być jakikolwiek, choćby kuter rybacki.

        Ja mam wrażenie że tu problematyka jest raczej natury prawnej niż ‘co w takiej sytuacji jest najlepsza platforma do projekcji sily”

        • Istnieje skala agresywności różnych akcji wynikająca chyba z możliwości jej “odwrócenia”. Kurs kolizyjny jest niebezpieczny i zagraża wszystkim, ale inny wydźwięk ma oświetlenie radarem kierowania ogniem. Zaciera się wówczas intencja. Tak było z Tomahawkami z głowicami nuklearnymi. Leci i nie wiadomo jaką głowicę ma. Strzał ostrzegawczy znaczy tylko tyle – jest ostrzeżeniem. Rzeczywiście jest w tym wypadku pewien potencjalny spór prawny dwóch racji. Nie znam prawa morza więc próbowałem coś przeczytać. To bardzo pobieżna lektura, ale mówi sporo o prawach do eksploatacji EEZ, ale niewiele o prawie do organizowania ćwiczeń morskich w strefie EEZ. Jeśli takie prawo inne państwa posiadają i mają prawo a wręcz obowiązek ogłosić pewną strefę ćwiczeń za zamkniętą, to jest konflikt interesów i praw. Ale tu musiałby się wypowiedzieć ktoś z większą wiedzą niż pobieżna lektura. Czemu Litwa nie użyła swoich okrętów? Dobre pytanie – jedną z odpowiedzi może być obawa, że za tymi kilkoma słabo uzbrojonymi okrętami nie stoi już nic, a przeciwnik może być zdeterminowany. Royal Navy w Wojnach Dorszowych brała pod uwagę konsekwencje polityczne i opinię publiczną. Rosjan może to nie dotyczyć. Niemniej, moim zdaniem okręt patrolowy powinien tam się znajdować. Nie chodzi o przeciwstawianie probletyce prawnej projekci siły, ale o wsparcie swojego stanowiska demonstracją woli, jeśli tej siły nie mamy. O projekcji siły w ogóle nie ma mowy.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Według mnie to właśnie kwestia prawna jest tu problemem bo strona będąca na prawie może sobie pozwolić na bardzo wiele z uwagi na to że jest ogromna ilość innych podmiotów którym zależy na utrzymaniu konwencji na morzu. Jeżeli takiego umocowania w prawie nie ma to okręt czy nie okręt niewiele by się dało zdziałać bo tu wygrałby silniejszy. Nie sądzę że metoda uzyta wiele by pomogła o ile nie istniały jakieś wybitnie szczególne uwarunkowania. Wydaje mi się że gGdyby Litwa miała fregatę w pogotowiu to by Rosja niszczyciel wysłała i używała konwencji o pierwszeństwie na morzu np.

            Przypuszczam że całej historii zwyczajnie nie znamy i mozliwe że nie poznamy bo to często wybitnie polityczne tematy gdzie obie strony się pchają a Rosja po prostu była pierwsza z rurą więc teraz sobie pogrywa bo ma na co sie powołać w razie potrzeby.

            Ja bym próbował – choć prawa w tej kwestii też nie znam – spróbować przekopać się pod dnem morskim bo EEZ gwarantuje – jeżeli dobrze pamiętam pełne prawo do korzystania z dna a limituje jedynie wodę jako akwen otwarty do żeglugi i ograniczony innymi obostrzeniami. Tyle że to podraża inwestycję, ale albo tak albo nic.

            Mam wrażenie że NordStream był pomyślany jako zdecydowanie więcej niż tylko tranzyt do Europy Zachodniej.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)