Jun 092015
 

Mamy jeszcze czas na spekulacje, jaki kurs obierze Prezydent Elekt w zakresie bezpieczeństwa państwa, jednak już pojawiają się z jego strony sygnały o możliwej rewizji podejścia do tematu. Jak wskazują na to tytułowe słowa zaczerpnięte z piosenki Grzegorza Turnaua, otwarta staje się droga do ponownego rozważenia doktryny Bałtyk Plus i planu modernizacji Marynarki Wojennej. Niewykluczona jest dalsza polaryzacja stanowisk wokół dwóch podstawowych wizji – Bałtyk Plus i Rzeczpospolitej Morskiej. Ta pierwsza może zostać wręcz wzmocniona, a ta druga uzyskać pełniejszą materialną realizację w postaci fregat. Gdy się powiedziało A, czas na następną literę w alfabecie. Dzisiaj o tym jak mogłaby wyglądać w miarę spójna wersja Bałtyk Plus skłaniająca się jeszcze bardziej w kierunku obrony terytorialnej. Odnosząc się do do poprzedniego wpisu o „Corbett Cube”, mówimy o sytuacji dużego zagrożenia ze strony silniejszego przeciwnika i poczucia osamotnienia. W następnym wpisie lustrzana wizja Rzeczypospolitej Morskiej.

Nie spodziewajmy się, że politycy będą po nocach studiować wielkich teoretyków wojny morskiej, ale można od nich oczekiwać przeczytania przynajmniej ściągi z internetu. Taką ściągą jest Green Pamphlet przygotowany w formie wykładu z historii wojen na morzu. Corbett wymienia w nim trzy podstawowe funkcje floty:

  • tworzenie lub zapobieganie tworzeniu sojuszy
  • ochrona lub zwalczanie handlu morskiego
  • wspieranie lub utrudnianie operacji na lądzie

Aby móc wypełniać powyższe funkcje, za główny cel floty Corbett uważa posiadanie „prawa do przejścia morzem”, które nie musi być absolutne czy trwałe, lecz czasowe i ograniczone w przestrzeni. Po prostu tu i teraz. Jeżeli flota przeciwnika zagraża temu prawu, należy ją zneutralizować. W tym punkcie rozbiegają się nasze możliwości, jakie posiadamy w w zależności od sytuacji opisanej przez „Corbett Cube” z poprzedniego wpisu.

Jeśli w naszym mniemaniu jesteśmy w sytuacji wysokiego zagrożenia ze strony silniejszego przeciwnika a nasza wiara w sojusze jest zachwiana, wówczas sens ma przyjęcie strategii defensywnej. Oznacza ona, że naszym celem jest zaprzeczenie przeciwnikowi możliwości osiągnięcia jego celów. Dobrą radą oferowaną przez Juliana Corbetta w tym przypadku jest przyjęcie polityki szeregu akcji ofensywnych w ramach ogólnej obrony, przybierających formę kontrataków lub dywersji. Różnica pomiędzy nimi polega na obszarze działania – kontratak jest przeprowadzany na teatrze działań ofensywnych przeciwnika w miejscu, gdzie obnaża swoje słabe punkty, natomiast dywersja jest działaniem poza teatrem działań ofensywnych wroga i ma na celu wprowadzenie zamieszania, odwrócenia uwagi lub zmiany planów co do głównej linii ataku. Naszym celem dla floty staje się kwestionowanie przewagi przeciwnika na morzu, gdyż w tym stanie według Corbetta obowiązują dwie reguły:

  • tak długo, jak stan kontestacji zmusza stronę silniejszą do koncentracji, działanie poprzez unik jest możliwe dla strony słabszej
  • jakkolwiek w stanie kontestacji strona słabsza może nie być zdolna do zablokowania morskich linii komunikacji strony silniejszej, to może być zdolna do obrony swoich własnych.

Jakie klasy okrętów i siły powinny być materialnym wyrazem powyższej strategii floty? Może zacznijmy od tego, że nasza strategia jest defensywna, czyli ma uniemożliwić lub utrudnić przeciwnikowi wykorzystania jego przewagi na morzu dla:

  • ochrony żeglugi czy transportów wojskowych
  • blokady naszych portów
  • desantu na nasze wybrzeże

Celem będą więc głównie jednostki nawodne, zarówno handlowe jak i wojennomorskie. Dopiero w sytuacji spornej przewagi na morzu, w grę wchodzi obrona własnych transportów przed atakami spod wody. Niezależnie od sytuacji, dobre rozpoznanie jest w cenie. Jeśliby pożenić sprawdzone historycznie koncepcje z nowoczesną technologią, to może ograniczymy fantazjowanie do akceptowalnego poziomu.

W przypadku obrony przed desantem, niewiele zdziałamy, pomijając kwestie na ile jest to dla nas realne zagrożenie w naszym położeniu geostrategicznym. Istnieje uzasadnione pytanie, czy obrona przed desantem powinna się zacząć już na morzu, czy na brzegu lub wręcz w głębi lądu, chociaż Corbett uważa posiadanie przewagi na morzu za warunek konieczny skutecznej obrony przed desantem. Można dyskutować przypadek Gallipoli, gdzie rozstrzygnięcie nastąpiło już na lądzie lub też Midway, kiedy inwazję odwołano, ale wpierw nastąpiło rozstrzygnięcie panowania na morzu. Z kolei inwazja aliantów w Normandii pokazuje, jak bezsilne w sumie okazały się niemieckie U-booty i Schnellbooty. Z punktu widzenia Marynarki Wojennej sens ma ulokowanie ograniczonych środków w wojnę minową i baterie nadbrzeżne. Tu uwaga na marginesie – skoro jest już NDR to dobrze, ale czy była to „ograniczona” inwestycja? Może droga Finów i Hellfire jest lepsza?

W przeciwdziałaniu blokadzie skuteczne okazały się w przeszłości zarówno miny, torpedowce i okręty podwodne a raczej obawa przed nimi, co pokazuje wagę czynnika psychologicznego. Ta obawa spowodowała zwiększenie dystansu i zamianę blokady bliskiej na odległą. Dygresja – wracamy do pojęcia odstraszania i co ono naprawdę oznacza. Nie uciekniemy ponownie od naszego kontekstu geostrategii i pytania ile warto przeznaczyć środków na przeciwdziałanie blokadzie w porównaniu ze środkami na obronę przed atakiem z lądu? Czyli patrząc z punktu widzenia przeciwnika, blokada portów ma sens tylko wtedy gdy nie ma możliwości po prostu zająć ich w operacji lądowej. Do studiowania mamy drugą wojnę światową na Bałtyku i Morzu Czarnym jak i sięgając wstecz wojnę rosyjsko-japońską i historię Port Artur. Lub ciekawy przypadek Singapuru i jego upadku w czasie ostatniej wojny światowej. W planach inwestycyjnych floty ponownie pojawią się miny wraz z ich nosicielami i niszczycielami. Współczesnym odpowiednikiem torpedowców są kutry rakietowe a ich futurystyczną wersją mogą się stać bezzałogowe odpowiedniki Schnellbootów.

Stary koncept w nowej szacie. Kompromis pomiędzy ryzykiem i możliwościami rozważany na nowo. Foto www.s-boot.net

Stary koncept w nowej szacie. Kompromis pomiędzy ryzykiem i możliwościami rozważany na nowo. Foto www.s-boot.net

Około 100 ton, z możliwością stawiania kilku min lub przenoszenia pojazdów rozpoznawczych do wykrywania min. Głównym uzbrojeniem byłyby dwie rakiety lub … torpedy. Dopóki mówimy o obezwładnieniu okrętów, rakiety będą stosowną bronią, jednak gdy chodzi o transportowiec wojska lub zaopatrzenia jesteśmy zainteresowani zatopieniem statku a nie jego obezwładnieniem. Działając w roju postawią przeciwnikowi wysoko poprzeczkę i mimo iż w czasie drugiej wojny światowej alianci dość skutecznie bronili się przed nimi, to zaangażowanie sił było znaczące. Współcześnie taką taktykę obiera Iran i reakcja Amerykanów na nią potwierdza tezę, że obrona przed takim zagrożeniem kosztuje o wiele więcej niż inwestycja w jego stworzenie. Menu arsenału marynarki wojennej uzupełniają okręty podwodne z zastrzeżeniem podobnym do NDR-u. Mówimy więc o jednostkach bez rakiet manewrujących i z napędem AIP lub nie w zależności od budżetu. Ponownie odwołuję się do efektu psychologicznego obecności okrętu podwodnego nawet tak ograniczonego w swoich możliwościach jak U210mod, czy jego francuski odpowiednik.

W zwalczaniu żeglugi prym wiodły okręty podwodne, lotnictwo a za nimi miny i różnej maści ścigacze. W przypadku okrętów zmienia się trochę kolejność i na czele staje lotnictwo, pojawiają się również okręty nawodne. Pod warunkiem skutecznego podważania panowania na morzu przez przeciwnika, po raz pierwszy pojawia się symetryczność działań pomiędzy dwoma oponentami. Słabsza strona może zarówno próbować przerywać linie komunikacyjne przeciwnika lub używając porównania – prowadzić sabotaż na morzu, jak i chronić własną żeglugę a raczej kluczowe transporty. Środki do prowadzenia działań ofensywnych są te same, co już wymienione – okręty podwodne, miny i przyszłościowe Schnellbooty. Brakuje nam natomiast okrętów do obrony własnych linii komunikacyjnych. Koncepcyjnie do tego celu służy korweta w rozumieniu Royal Navy z okresu międzywojennego i później wojny. Ślązak jest dobrym prototypem dla takiej klasy okrętów. Wystarczy doposażyć go w średniej klasy sonar holowany aktywno-pasywny i system samoobrony przeciwrakietowej. W miarę możliwości system lokalnej obrony powietrznej, jeśli budżet na to pozwoli. Cztery korwety plus tuzin Schellbootów lub pięć korwet zamiast Mieczników i Czapli. Oczywiście platformą nie musi być MEKO, chociaż niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest to, że jeden okręt jest prawie gotowy.

CAPTAS-1 dostępny dla jednostek już od 300 ton. Captas - 4 od 1.500 ton. Foto www.thalesgroup.com

CAPTAS-1 dostępny dla jednostek już od 300 ton. Captas – 4 od 1.500 ton. Foto www.thalesgroup.com

Istnieje i w tym wypadku wariant futurystyczny w postaci już proponowanej na tym blogu korwety mini-Flower. Aby nie poruszać się po wartościach skrajnych, dajmy na to 800 tonowy SWATH byłby prawdopodobnie dobrą platformą dla sonaru holowanego i operacji lotniczych oferując być może akceptowalną dzielność morską przy wystarczającym ładunku użytecznym. Trochę na wzór T-AGOS czy niemieckiego okrętu badawczego Planet.

Tematem mało zajmującym publicystów jest rozpoznanie. Mamy chlubny wyjątek w postaci Maksymiliana Dury piszącego na łamach Defence24 o niedostatkach NDR-u w tym zakresie. Wyjaśnienia MON-u są mało przekonywujące, bo oferują zbyt mało informacji. Dlaczego Marynarka Wojenna ma czekać na wynik przetargu na drony dla całych Sił Zbrojnych, jeśli w tym przetargu wspomina się tylko o dronach dla wojsk lądowych?

Komentując aktualny plan modernizacji w świetle powyższego tekstu, nasuwa się kilka uwag:

  • program budowy okrętów nawodnych warto rozważyć ponownie i dokonać w nim modyfikacji, pod kątem ujednolicenia serii w jedną klasę korwet.
  • budowane niszczyciele min powinny posiadać minimum obrony przeciwrakietowej. Rozwiązanie nietypowe i nieekonomiczne ale w sytuacji normalnej, a nie rozważanego osamotnienia wobec przeciwnika o dużej przewadze i wysokiego zagrożenia otwartym konfliktem.
  • podobnie w przypadku samolotów MPA – powinny oddać pola dronom. Mniej efektywnym o mniejszych możliwościach, ale łatwiej zastępowalnych w przypadku straty.
  • rozpoznanie powinno uzyskać znacznie większy priorytet lub alternatywnie Marynarka mogłaby posiadać większą autonomię w zakupach sprzętu dla rozpoznania.
  • ponownie należałoby rozważyć rolę małych jednostek rakietowych. Opisane skrótowo Schnellbooty są pewnym rozwiązaniem dylematu kosztów (materialnych i ludzkich) versus ryzyko utraty jednostki. Innymi słowy, co dla nas jest „na straty”.

Plusem takiej koncepcji jest spójność roli marynarki wojennej z postrzeganym środowiskiem bezpieczeństwa państwa. Pytanie, na ile rzeczywistym. Całość za wyjątkiem być może sonarów holowanych jest prawdopodobnie w zasięgu polskiego przemysłu. Projekty są również na tyle małe i innowacyjne, że mogą stanowić bodziec dla rozwoju bardziej zaawansowanej myśli technicznej, ale z nadzieją na realną implementację. Minusem jest niewykorzystanie potencjału narzędzia jakim jest marynarka wojenna i rozdźwięk pomiędzy tą koncepcją a poglądami korpusu oficerskiego jak i aktualną praktyką operacji morskich. O tym więcej następnym razem.

  4 Responses to ““Dwa są życia modele…” – model pierwszy”

  1. 1) Problem z rojami malych Schnellbotow rozwiazuja proste pociski kierowane w cenie okolo 300-400 tys zlotych. Ich nosicelami smiglowce (u Rosjan Mi-8, 24, 28 czy Ka-52 z ATAKA u Amerykanow SH-60 z Hellfirem => JAGM) czy WSB (tu paleta srodkow jest/bedzie znacznie wieksza).

    2) Zapewnienie ochrony jednego konwoju przez 4 proponowane korwety z CAPTASem 1 bedzie trudne ze wzgledu na ograniczenie sie tylko do pracy aktywnej i stosunkowo niewielki zasieg tego sonaru w stosunku do zasiegu torped i mozliwosci wykrycia “handlusow” i aktywnej pracy sonaru przez OP oraz niewielkie predkosci takiej korwety i samych transportowcow => realny brak mozliwosci ucieczki przed torpeda.

    3) Ze wzgledu na ograniczona ilosc WSB w SP, dzialanie w zasiegu zestawow S-300/400 w Obwodzie kaliningradzkim, bedzie musiala zapewnic sobie samej obrone przeciwlotnicza i przeciwrakietowa do dzialania.

    4) Pamietajmy, ze do 2022 MW ma dostac ponad 14 mld zl namodernizacje techniczna + 8 smiglowcow ZOP ze srodkow na program smiglowcowy. To srodki pozwalajace na zbudowanie znacznie silniejszej i o szerszym spektrum mozliwosci MW od proponowanej przez Ciebie.

    • Witam i dziękuję za komentarze. Schnellbooty nie są lekarstwem na wszystko i każda broń wcześniej czy później znajduje swoją przeciwwagę. Śmigłowcom szturmowym można życie utrudnić. Jeśli mamy proste systemy plot dla okrętów podwodnych (właśnie przeciwko śmigłowcom), to można w 100 tonowym kadłubie coś takiego zainstalować. Ponadto, śmigłowce są wystawione na atak myśliwców, co z kolei spowoduje konieczność eskorty z drugiej strony. I tak w kółko.
      Moja wiedza ne temat sonarów jest bardzo ograniczona, ale CAPTAS dlatego, że jest “modułowy” w przeciwieństwie do sonaru podkadłubowego. Pytanie, czy powinien to być sonar podkadłubowy czy holowany w warunkach Bałtyku, to inna historia. Co do zasięgu, to pewnie powinniśmy porównywać efektywny zasięg sonaru z typowym dystansem odpalenia torpedy a nie maksymalnym. Różnica powinna zmaleć. Przypuszczam również, że korweta będzie współpracowała s helikopterami ASW a na trasie konwoju postawi się bariery z boi. Pojawiają się także anty-torpedy jako ostatnia szansa. A propos – 4 korwety ASW to więcej niż 3 Mieczniki.
      Z 14 mld planuje się wydać 7-9mld na okręty podwodne a Mieczniki z Czaplami szacuję na 5-6 mld. Za te 6 mld proponuje 4-5 korwety po 1-1.2 mld za sztukę i tuzin Schnellbootów za 100mln sztuka. Smigłowce finansowane z innej szuflady, więc cokolwiek więcej dla MW będzie kosztem okrętów podwodnych. Praktycznie poruszamy się finansowo w ramach aktualnego planu modernizacji.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  2. Czy możemy już skończyć z bełkotem o “Rzeczpospolitej Morskiej” i innymi mrzonkami zdemenciałych admirałów? Niedawno szukałem czegoś w Przeglądzie Morskim i ponownie natknąłem się na idiotyczne stwierdzenie adm. Mathei jakoby Polska “oczywiście” była krajem morskim. Nie jest, nie była i nie będzie. Skupmy się na Bałtyku Plus i rozwiążmy go poprawnie bo nawet z tym jest problem a miłośnikom marynistycznej potęgi Rzplitej zafundujmy wycieczkę po morskich krajach Pacyfiku. Wyjdzie taniej niż rojenia ludzi którym na codzień myli się w jakim kraju żyją.
    ——————————————————-
    Odpowiedzi – najpierw Oskarm:
    NDR jest dla Polski właściwszy ponieważ ukształtowanie geograficzne wybrzeża nie pozwala dobrze wykorzystać atutów małych jednostek pływających. Finowie poszli w małe łodzie z małymi rakietami bo jest to logiczna odpowiedź na zagrożenia – wystarczy popatrzeć jak wyglądałaby inwazja Rosyjska na Finlandię. Uderzenie od lądu przez trudne tereny Karelii oraz desant powietrzny i morski na wybrzeże poprzez Zatokę Fińską przy przewadze przeciwnika w powietrzu i na morzu. W związku z tym Finowie opierają obronę wybrzeża o zapory minowe i małe jednostki które będą mogły manewrować swobodnie na zaminowanych terenach jednocześnie nękając “z lasu” morskie linie zaopatrzeniowe Rosjan jednocześnie same w sobie stanowiąc mało atrakcyjny cel w porównaniu do dużej jednostki. Należy też pamiętać że Rosja ma wobec Finlandii możliwość bezpośredniego uderzenia “z zaskoczenia”.
    Polska ma proste wybrzeże i dużo bardziej odizolowanego przeciwnika który dysponuje jednym małym okręgiem wojskowym którego główną siłą są rakiety o bardzo niekorzystnym dla Polski zasięgu. Rosja nie dysponuje możliwością ataku na Polskę (pomijając oczywiście sens takiego ataku ) w takim samym stopniu jak na Finlandię bo jest odgrodzona Białorusią oraz Państwami Bałtyckimi. Obrona polskiego wybrzeża nie odbywałaby się zatem “z partyzanta” w obliczu przeważąjącej przewagi przeciwnika ale byłaby już fragmentem większej operacji obronnej lub interwencji NATO. Dużo większą rolę pełni zatem nie tyle obrona samego wybrzeża i zwalczanie desantu i zaopatrzenia ile kontrolowanie akwenu w Gdańsko-Kaliningradzkiej “strefie śmierci” tak żeby blokować Flotę Bałtycką . Tu kluczem okręty podwodne oraz rakiety. Wyrzutnia na lądzie jest trudniejsza do wykrycia i łatwiej jest zorganizować obronę przeciwlotniczą takich instalacji. Do obrony akwenu i wybrzeża 150-200km NSM wystarczy – choć oczywiście więcej jak planowany nowy RBS byłoby lepsze – jednak konieczne jest właściwe rozpoznanie i integracja z jednostkami pływającymi tak żeby w razie potrzeby bateria NSM wspierała takiego Kormorana II na morzu.
    Poza tym NDR ma tę zaletę że używa pocisków okrętowych a więc takich które po odpowiedniej modyfikacji można wspóldzielić z okrętem. Nikt okrętów w Hellfire nie będzie uzbrajał a w RBSy, NSMy czy innej ustrojstwa większego kalibru – tak. Zważywszy jak rzadko są takie pociski używane dobrze jest móc zabrać takowy na misję na wszelki wypadek.
    Co do zwalczania roju łódek z małymi rakietami przez Rosyjskie śmigłowce lub samoloty – zapominamy że łódki takie działają przy wybrzeżu a więc w ramach parasolu obrony plot. Strącenie śmigłowca za zatopioną łódkę to dobry rachunek bo co najmniej 1-1 a może nawet korzystniejszy.
    Założenia o potrzebie konwojowania czegokolwiek przez MW są równie poronione i niedorobione jak dyskusje o “budowaniu sojuszy” przez MW. Jedyne sojusze jakie MW może budować to te już zbudowane na wyższym szczeblu politycznym a jedyne działania konwojowe to te w którym płyną inne floty NATO. W obecnym świecie dla krajów takich jak Polska priorytetem jest dyplomacja i umiejętnośc dywersyfikacji opcji ekonomicznych a nie pchanie się w floty konwojowe bo ani to pożyteczne ani prawdopodobne. Z reguły do wniosków takich dochodzą ludzie którzy nie potrafią przygotować porządnej analizy strategicznej zapewnienia stabilności gospodarczej państwa w okresie kryzysu. To są ludzie którzy postawieni przed realiami “wojny hybrydowej” byliby całkowicie bezradni. Człowiek taki to bardzo kiepski doradzca i strateg.
    Obrona plot w Obwodzie Kaliningradzkim jest w otwartym konflikcie wrażliwa na infiltrację przez siły specjalne oraz lądową artylerię rakietową (którą Polska powinna nabyć jako jeden z priorytetów i podstawowy “kieł” w miejsce JASSM i pocisków manewrujących na okrętach podwodnych). Dodatkowo systemy te są mało praktyczne podczas zwalczania nisko lecących samolotów i ich podstawowym zadaniem plot jest stanowienie czynnika utrudniającego zwalczanie samolotów AWACS nad Polską .
    ——————————————————
    Odpowiedzi i komentarze – autor bloga:
    Skupianie się na “Leichte Raketenschnellboot-ach” w warunkach Polskich to pomyłka ponieważ samo istnienie NDR ograniczny mocno ambicje do aktywności morskiej Floty Bałtyckiej a okrety tej floty mają znikome możliwości ataku nabrzeża. Iran swoje łodzie rakietowe buduje w kontekście walki z lotniskowcami. Flota Bałtycka posiada niszczyciele Sowriemennyj jako największe jednostki – co taki okręt może zrobić w kontekście ataku na wybrzeże? Flota Bałtycka może być zagrożeniem dla żeglugi ale Polska posiada wybrzeże o długości ponad czterechset kilometrów i duży port na jego końcu. Zablokowanie tamtego portu narazi Flotę Bałtycką na wejście w korytarz pomiędzy wybrzeżem Polskim a Szwecją i Bornholmem skąd mogą być dużo efektywniej rażeni rakietami z lądu a nawet lotnictwem. Rozwiązanie Irańskie jest może dobre do patrolowania w warunkach pokoju ale kompletnie nie przystaje do realiów działań wojennych na Bałtyku. Natomiast ciekawym do rozważenia byłoby wyposażenie okrętów wielozadaniowych (pod warunkiem że takie by MW otrzymała w miejsce korwet) w taki dron podobnie jak nowoczesne fregaty lub LCS wyposaża się w łodzie sztywne. Byłby przydatny np do akcji przeciwpirackich oraz prowadzenia rozpoznania na terenach zaminowanych.
    Niszczyciele min powinny zdecydowanie posiadać obronę przeciwrakietową ale wyłącznie w zakresie samoobrony – a więc przede wszystkim żadnych wróbli – co jednak nie rozstrzyga czy miałyby to być CIWS artyleryjskie czy zestawy rakietowe typu np RAM lub Umkhonto.
    Całkowicie patrolowanie morza nie może zostać powierzone dronom bo człowiek jest wciąż potrzebny jednak na codzień i w sytuacjach krytycznych zdecydowanie więcej sensu ma używanie odpowiednich UAVów niż marnowanie paliwa i czasu pilotów na przede wszystkim rutynowy nadzór. W wypadku konfliktu straty będą w obu wypadkach co sugeruje że należałoby iśc jak najbardziej w kierunku rozwiązań rojowych z opcją na większe drony jeżeli będą ekonomiczniejsze w trakcie pokoju.
    Rozpoznanie i integracja systemów rozpoznania to absolutny priorytet który tradycyjnie został w Polsce zaniedbany przez głupotę i krótkowzroczność dowództwa i polityków oraz przez lobby cięzkiego przemysłu który spowodował tryumf miejsc pracy nad rozwojem bazy technologicznej. Nie wiem jednak czy dawanie MW wolnej ręki w zakupie cokolwiek zmieni ponieważ MW jest równie bezmyślną i nieudolną gałęzią SZ jak pozostałe. Nic nie wskazuje że dowództwo MW które nie potrafi przygotować samodzielnie nie mówię już że sensownej ale szczegółowej i dopracowanej wizji potrzeb i rozwoju będzie w stanie wybrać lepszy radar dla znienawidzonego NDRu. Dużo się wini MON za zaniedbania i słaboć planu modernizacji MW ale przecież MON nie otrzymał od MW dokumentu o którym można by powiedzieć “Ministrze Siemioniak co pan robi przecież admiralicja panu program na biurku położyła!”. Marynarka Wojenna chyba jeszcze mniej jest zainteresowana czymkolwiek poza stołkami niż MON. W MONie przynajmniej o zaspokajaniu kontrahentów pamiętają….
    Dodatkowo twierdzę żę w Polskim wypadku ze względów geopolitycznych powinno dokonać się takiej samej reformy integrującej siły morskie z pozostałami rodzajami SZ jak w Kanadzie i Belgii. Polska nie ma absolutnie potrzeby dysponowania niezależną marynarką wojenną istniejącą jako osobna struktura a wszystkie nowoczesne rozwiązania technologiczne w zakresie obrony wybrzeża działałyby lepiej jako element systemu kompleksowego – czy to obrony plot, czy to rozpoznania, czy to artylerii rakietowej.
    Program budowy korwet jest programem dawania pracy stoczniowcom. Na to się powoli kroi ponieważ dochodza z MON słuchy że będą próby obejścia procesu zamówień publicznych w UE. Zamiast 6+1 korwet powinno się zbudować 3+1 małe fregaty albo 3 większe fregaty które będą miały większą wartość jako elementy zgrupowań sojuszniczych oraz zapewniać wiekszą elastycznośc MW. Budowanie korwet to są obciążenia mentalnościowe – podobne jak utrzymywanie kawalerii w 1939 – a nie kwestia praktyczna. Do działań wojennych na Bałtyku nie nadają się żadne okręty nie będące częścią dużej i silnej floty – mówimy tu o odpowiedniku amerykańskiej grupy lotniskowcowej (tyle ze bez lotniskowca ale z równoważnikiem we wsparciu lotniczym) – na co w obecnej chwili Polski nie stać. Zatem jedyna flota o jakiem MW może racjonalnie myśleć to flota do działań pokojowych, misyjnych oraz do współdziałania w ramach NATO. Do działań pokojowych lub misyjnych nie są potrzebne wogóle Mieczniki ale troche większe Czaple rozbudowane o funkcję ZOP. Do działań w ramach NATO lepiej albo mieć sensowny okręt (niekoniecznie ofensywny – równie dobrze może być to dobry okręt wsparcia) albo wogóle darować sobie flotę nawodną i kupić np eskadrę F35.
    Jeżeli chodzi o działania ofensywne na Bałtyku to tu najlepiej – poza lotnictwem i rakietami – prezentują się okręty podwodne i interesującą kwestią jest możliwość rozwinięcia bardziej ekonomicznych jednostek tego typu wyłącznie do operacji na Bałtyku i w niewielkiej odległości od rodzimego wybrzeża. Drony są mało praktyczne z uwagi na komunikację ale być może jednostki miniaturowe lub hybrydowej pojazdy nawodne z możliwością tymczasowego zanurzenia się na niewielką głębokość.
    No ale to jest technologicznie pieśń przyszłości.

    • To dość znajomy (z innego forum) ton wypowiedzi.. może to przypadek ale kolejny raz pojawiają się “stołki”, “niekompetentni admirałowie”, ale jest też mój ulubiony “sensowny okręt” 🙂 Tym razem już dobrze wiedzieć, że “sensowny okręt” jest “niekoniecznie ofensywny” i jak rozumiem Czapla to przykład tego co odpowiada tym wymaganiom. Niestety w kwestii wymagań jakie muszą spełniać jednostki np. do działań w ramach stałych zespołów NATO (raczej nie chodzi o wykonywanie misji w ramach MCM ?) – okręt typu Czapla będzie miał problemy, kolega xxx miał prawo tego nie wiedzieć, ale odważnie stwierdza swój pogląd jako fakt. Więc też chętnie poznam źródło, które potwierdza tą wypowiedź – ale raczej się takie nie pojawi 🙂

      “Do obrony akwenu i wybrzeża 150-200km NSM wystarczy – choć oczywiście więcej jak planowany nowy RBS byłoby lepsze – jednak konieczne jest właściwe rozpoznanie i integracja z jednostkami pływającymi tak żeby w razie potrzeby bateria NSM wspierała takiego Kormorana II na morzu.”
      -tu jest jeszcze bliżej podobieństwom do pewnych wypowiedzi z innych forów… autor tego tekstu nie ma pojęcia o czym pisze, ale napewno ma wiele czasu. Pojawia się jednak nowa, interesująca teoria – generalnie, gdyby ktoś chciał udowodnić że się na czymś nie zna to ta droga jest dobra.

      “Niszczyciele min powinny zdecydowanie posiadać obronę przeciwrakietową ale wyłącznie w
      zakresie samoobrony”
      -posiadają, ale w bardzo ograniczonym zakresie, ponieważ te jednostki działają pod przykryciem innych sił, które prowadzą tą obronę zarówno w zakresie WE jak i OPL.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)