Nov 142015
 

Karty zostały rozdane i skład nowego rządu zaproponowany. Retoryka polityków nowego obozu rządzącego jest na tyle odmienna od poprzedników, że uzasadnia pytanie o los planów modernizacyjnych marynarki wojennej. Podkreślanie zagrożenia ze strony Rosji, potrzeby obrony terytorialnej i oparcie się o własny przemysł zbrojeniowy nie wygląda korzystnie dla floty, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Istotną zmianą jest również stosunek do NATO, które z filaru koncepcji obronnych zamienia się w pożyteczne, ale niepewne wsparcie własnego potencjału obronnego. Szuka się alternatywy w „koalicji chętnych w oparciu lub bez oparcia NATO”, czyli państw skandynawskich i republik bałtyckich. W tym zamieszaniu źródłem kompromisu mogą stać się poglądy Romualda Szeremietewa, który podkreśla wagę Bałtyku dla rozwoju rosyjskich ambicji w kierunku zachodnim. Rzeczywiście, lektura nowej doktryny morskiej Federacji Rosyjskiej, wymienia Bałtyk z nazwy i podaje cele strategiczne dla tego regionu:

  • ochrona żeglugi i handlu w relacji portów około Sankt Petersburga i Cieśnin Duńskich. Obok dużego obrotu ładunków kontenerowych jest to również alternatywny do krajów tranzytowych, kanał eksportu ropy,
  • ochrona żeglugi promowej i zaopatrzenia dla Kalliningradu,
  • ochrona infrastruktury przesyłowej gazu a w szczególności gazociągu Nord Stream,
  • zapewnienie bezpieczeństwa całego obwodu kalliningradzkiego.
Bałtyk zawsze był ważny dla Rosji. Foto www.weaponsandwarfare.com

Bałtyk zawsze był ważny dla Rosji. Foto www.weaponsandwarfare.com

Z tych celów nie wynika jednak dla nas szczególne zagrożenie militarne za wyjątkiem celu nadrzędnego jakim jest osłabienie lub całkowita neutralizacja wpływów NATO w krajach graniczących z terytorium Federacji Rosyjskiej. Tak się składa, że główny rywal polityczny i militarny za jakiego Rosja uznaje NATO, pokrywa się w dużej mierze z głównym klientem i partnerem gospodarczym, czyli EU. Otwarty atak na sąsiednie państwa należące do sojuszu grozi aktywowaniem paragrafu 5-go i zamknięciem zarówno przejścia przez Cieśniny Duńskie jak i gazociągu Nord Stream, co stanowiłoby całkowitą negację celów gospodarczych wspomnianych w doktrynie. Jest to więc pole do rywalizacji polityczno-dyplomatycznej czy informacyjnej bardziej niż militarnej, natomiast dla osłabienia wpływów NATO na swoich obrzeżach, Rosja dopuszcza najprawdopodobniej działania militarne, ale nie wyzwalające automatyzmu paragrafu 5-go. Zarysowany szkic interesów i potencjalnej strategii Rosji jest więc potwierdzeniem większości przyjętych założeń w Białej Księdze poprzedniej ekipy. Używając słownika gen. Kozieja, mówimy o sytuacjach „podprogowych” i „trudno konsensusowych”.

Dla pełni obrazu powinniśmy spojrzeć na własne interesy w regionie Bałtyku. Podobnie jak w przypadku Rosji jesteśmy zainteresowani ochroną żeglugi do naszych głównych zespołów portowych Szczecin/Świnoujście oraz Gdańsk/Gdynia. Bezpieczeństwo energetyczne wymaga ochrony gazoportu w Świnoujściu i bałtyckich podejść do niego. Ważna jest żegluga promowa w poprzek Bałtyku, łącząca Polskę ze Skandynawią. Nadrzędnym interesem politycznym Polski wydaje się być utrzymanie Morza Bałtyckiego jako „wewnętrznego jeziora EU”, używając języka kolokwialnego.

Na tak zdefiniowanej scenie wydarzeń, działania militarne i otwarty konflikt na lądzie z użyciem regularnych oddziałów jest możliwy, ale ryzykowny. Co innego działania na morzu lub z kierunku morza nie wymagające naruszenia integralności terytorialnej państwa. Możemy mówić o dalekiej blokadzie lub przerwaniu morskich linii komunikacyjnych lub rajdach na infrastrukturę na morzu lub jego dnie. W grę mogą wchodzić „przypadkowe” ataki rakietowe lub rajdy i małe desanty. Takie działania stawiają nas w trudnej sytuacji, gdyż o ile zadawanie ciosów i strat agresorowi na własnym terytorium będzie akceptowane i pewnie popierane przez społeczność międzynarodową i sojuszników, to zatopienie okrętu innego państwa na otwartych wodach pozostawi nas całkowicie osamotnionych. W pewnym sensie zmusza to nas do przyjęcia postawy defensywnej, ograniczonej geograficznie do południowego Bałtyku.

Ćwiczą z przyzwyczajenia, czy po coś? Foto www.news.usni.org

Ćwiczą z przyzwyczajenia, czy po coś? Foto www.news.usni.org

Z takiego scenariusza można już próbować wysnuć wnioski co do potrzebnych sił morskich dla obrony przed opisanymi zagrożeniami. Pozostaje dylemat czy budować siły zbrojne zaprojektowane dla najbardziej prawdopodobnego scenariusza, czy też najgorszego. Wobec silnych ograniczeń finansowych i olbrzymiej dysproporcji sił, lepszą wydaje się orientacja na wariant prawdopodobny z zastrzeżeniem, że siły tak zaprojektowane mogą odegrać rolę w wariancie najgorszym, jakim jest samotna wojna na lądzie.

W powyższym scenariuszu liczy się demonstrowanie widocznej groźby użycia siły w celu zniszczenia woli przeciwnika lub też jej faktyczne użycie dla podkreślenia realności groźby. W szczególnych przypadkach zagrabienia mienia lub terytorium możliwe jest stosowanie polityki faktów dokonanych. Na demonstrację siły odpowiedzią może być demonstracja woli i możliwości oporu a nie natychmiastowy atak. Atak jest dopuszczalny w celu odzyskania zagrabionego mienia lub terytorium. Szczególnym przypadkiem mogą być akty piractwa lub terroru nie posiadające znamion zaangażowania państwa. W tym przypadku najbardziej sprzyjającym środowiskiem są głębiny wodne a seria incydentów na wodach Szwecji jest dobrym tego przykładem. Te definicje są potrzebne do określenia jakie zdolności i platformy są nam potrzebne. Dla przykładu, Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy wskazuje przeciwnikowi na nasze MOŻLIWOŚCI oporu, ale nie WOLĘ. Taką wolę może demonstrować obecność okrętu wojennego reprezentującego sobą realną siłę bojową. Zakładając imperatyw widoczności groźby ze strony państwa ościennego i pirackich działań podwodnych maskujących obecność państwa, głównie na obszarze Bałtyku południowego, potrzebujemy dwóch rodzajów kombinacji platform i zdolności:

  • okrętów nawodnych o odpowiedniej dzielności morskiej i autonomiczności ze zdolnościami zwalczania celów nawodnych i lokalną obroną przeciwlotniczą/przeciwrakietową. Praktycznie mówimy o korwetach lub fregatach.
  • platformy nawodne lub podwodne ze zdolnością do zwalczania zagrożeń podwodnych jak autonomiczne pojazdy podwodne, miniaturowe okręty podwodne, miny czy płetwonurkowie
Z jakiegoś powodu Rosja utrzymuje na Bałtyku duże okręty nawodne. Foto www.russia-insider.com

Z jakiegoś powodu Rosja utrzymuje na Bałtyku duże okręty nawodne. Foto www.russia-insider.com

Takie konkluzje są w całkowitej opozycji do wniosków ze wspomnianego raportu NCSS, Geografia wojskowa Bałtyku, gdzie zdecydowanie preferuje się okręty podwodne kosztem okrętów nawodnych za wyjątkiem okrętów walki minowej. Raport nie wyjaśnia w pełni po co nam okręty podwodne, wspomina tylko o przyjęciu „dla sił morskich priorytetu związanego z obroną wybrzeża i przerwaniem szlaków morskich” oraz „zdolności do zwalczania okrętów nawodnych i podwodnych przeciwnika za pomocą torped i rakiet, stawiania pól minowych, współpracy z dronami, robotami podwodnymi i nawodnymi”. To podejście ma kilka mankamentów i rodzi pytania. Dopóki nie zadziała paragraf 5-ty, trudno sobie wyobrazić, że nasze okręty podwodne będą zwalczać żeglugę do St. Petersburga, czyli topić statki armatorów jak Maersk czy MSC. Jeśli natomiast paragraf 5-ty zadziała, wówczas Cieśniny Duńskie będą zamknięte automatycznie i zwalczanie żeglugi traci sens. Wyjątkiem są transporty wojska i zaopatrzenia wewnątrz Bałtyku. W sytuacji otwartej wojny, okręty podwodne mogą zwalczać flotę przeciwną, tylko gdzie? Operowanie okrętów podwodnych w ramach obrony wybrzeża będzie trudne zważywszy na głębokość Bałtyku południowego za wyjątkiem Zatoki Gdańskiej. Poza tym strategia A2/AD ma sens dla krajów nie graniczących na lądzie z potencjalnym przeciwnikiem i tam, gdzie obszary morskie dominują w konflikcie, czemu raport NCSS zaprzecza. Natomiast wprowadzenie „zasady trwałych patroli bojowych w okolicach wejścia do Zatoki Fiñskiej oraz w Zatoce Ryskiej” bez wsparcia innych elementów floty i bez posiadania panowania na morzu w tym rejonie jest tylko i wyłącznie oczekiwaniem na wykrycie i zatopienie okrętu podwodnego. To może trwać, ale pojedynek będzie nierówny. Na koniec jeszcze słowo o odstraszającej sile rakiet manewrujących odpalanych z okrętu podwodnego. Według wikipedii S-400 jest w stanie zwalczać jednocześnie 6 celów, czyli mniej więcej całą potencjalną salwę okrętu podwodnego. Za cenę 2.5 mld PLN kupujemy sobie znikomą szansę przedarcia się przez obronę przeciwnika, albo szukamy celu ważnego, ale nie bronionego?

Czy jednak zaproponowana struktura floty będzie w stanie bronić naszych interesów w wypadku samotnej walki na lądzie w obronie terytorium kraju? Być może kluczem do znalezienia odpowiedzi na takie pytanie jest pozytywistyczna praca u podstaw z kolegami z wojsk lądowych, aby dostrzegli korzyści z posiadania dodatkowego pola manewru, jakim jest morze. Milan Vego w książce Naval Strategy and Operations in Narrow Seas oferuje kilka spostrzeżeń godnych uwagi w naszej aktualnej sytuacji polityczno-doktrynalnej:

Zadanie wsparcia flanki armii było wykonywane od czasów starożytnych przez prawie wszystkie floty działające wewnątrz mórz zamkniętych, półzamkniętych lub na wielkich jeziorach czy w ujściach rzek. Gdy tylko współpraca była dobrze zaplanowana i realizowana, wyniki tej współpracy były bardzo korzystne dla całego przebiegu wojny.

Jako jeden z wielu przykładów autor podaje wojnę rosyjsko-turecką w latach 1876-1877. Rosjanie nie posiadali panowania na Morzu Czarnym, co znacznie wydłużyło ich linie zaopatrzeniowe i zaowocowało krwawą bitwą pod Plewną w ich marszu na Konstantynopol. Podobny brak docenienia morskiej drogi zaopatrzenia wzdłuż wybrzeża Bałtyku przez dowództwo niemieckiej armii w czasie II wojny światowej zmusiło Wehrmacht do zaopatrywania wojska z wykorzystaniem słabo rozwiniętej infrastruktury drogowo-kolejowej. Bardziej znanym w kraju przypadkiem jest zaopatrywanie i ewakuacja niemieckich oddziałów z Kurlandii w czasie ostatniej wojny światowej. Zachęcam w tym miejscu do zainteresowania się infrastrukturą logistyczną w naszym kraju a zwłaszcza jej północno-wschodniej części. Mapa kolejowa czy drogowa pokaże jak niedorozwinięta jest nasza infrastruktura w tych rejonach w porównaniu z częścią południowo-zachodnią. Kierunek północ-południe ma się o wiele lepiej niż wschód- zachód. Wracając do Milana Vego, podaje nam menu działań floty we wspieraniu obronnych działań armii w pasie przybrzeżnym:

  • Obrona przed desantem
  • Przeprowadzanie rajdów na tyły przeciwnika
  • Ewakuacja własnych wojsk i cywilów
  • Wsparcie dla obrony baz morskich

Jeśliby dodać do naszej zdefiniowanej floty nawodnej posiadane aktualnie okręty desantowe typu Lublin, to jesteśmy w stanie realizować punkty drugi i trzeci z powyższej listy. Co więcej ich realizacje jest niemożliwa bez okrętów nawodnych. Należałoby ponadto przekonać kolegów z armii do przekształcenia przynajmniej jednego batalionu 7-mej brygady obrony wybrzeża w jednostkę piechoty morskiej, wciąż podległej wojskom lądowym. Taki przypadek występuje np. w armii włoskiej – regimento lagunari „Serenissima”. Rozwinięcia tematu wymaga obrona przed desantem i tu polecam lekturę książki At the Water’s Edge: Defending Against the Modern Amphibious Assault. Podobnie jak obrona przeciwlotnicza, tak i obrona przed desantem może mieć swoją głębokość. Zaczynamy od blokady sił przeciwnika w jego porcie, później atakujemy w trakcie przejścia morzem, bronimy się przed lądowaniem oddziałów na brzegu i w końcu zwalczamy desant wewnątrz naszego terytorium stosując wojnę manewrową. Idąc od końca, marynarka wojenna odgrywa rolę dopiero w obronie na brzegu, kiedy przeciwnik jest szczególnie wrażliwy w fazie transportu oddziałów z okrętów na brzeg. Wojna minowa jest jak najbardziej na miejscu, ale też potrzebujemy platform i środków do zwalczania autonomicznych pojazdów podwodnych przeciwnika, które będą wykorzystywane w neutralizacji naszych zapór minowych. W trakcie przejścia morzem Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy będzie współdziałał z okrętami nawodnymi, natomiast blokada przeciwnika w jego porcie może okazać się zbyt trudna i zależy mocno od losów działań na lądzie. Jeśli front odsunie NDR od baz przeciwnika poza zasięg jego rakiet, pozostaje posiadać przewagę na morzu, co pozostaje wątpliwe w samotnej walce lub wysłać pod bazy przeciwnika okręty podwodne bez osłony ze wspomnianymi wcześniej konsekwencjami.
Obecny plan modernizacji może zostać znacznie zmieniony, co nie jest chyba dobrą drogą na przyszłość. Nie dlatego, że ma tak wielkie zalety, ale dlatego, że jest prawdopodobnie ciężko wypracowanym kompromisem pomiędzy wizją Rzeczpospolitej Morskiej a opcją obrony terytorialnej. Wypracowanie nowego kompromisu będzie niezwykle trudne czasochłonne i chyba nieuchronnie doprowadzi nas do konfrontacji fregaty czy okręty podwodne. Tak więc należy przygotować odpowiedź na pytanie, co możemy zrobić dla marynarki wojennej w ciągu najbliższych czterech lat, zakładając tak zwaną „posuchę”. De facto, w pierwszym roku tego okresu Marynarka Wojenna już została odstawiona na półkę z planowanym budżetem około 250 mln PLN, co najwyraźniej związane jest z płatnościami za rozpoczęte projekty. Krokiem neutralnym, spójnym zarówno z istniejącym planem modernizacji jak i powyższą propozycją wynikającą z zaproponowanego scenariusza jest budowa bliźniaka dla Ślązaka i dozbrojenie obu okrętów w rakiety przeciwokrętowe i przeciwrakietowej samoobrony jako minimum oraz skupienie się na platformach bezzałogowych do zwalczania autonomicznych pojazdów przeciwnika. Jeśli z kolejki po środki finansowe na szybko zmieniające się priorytety bezpieczeństwa Państwa, Marynarka Wojenna nie wypadnie, być może będzie okazja do racjonalnej dyskusji w co warto inwestować, gdyż będzie to silnie zależało od wciąż nieuzgodnionych poglądów na rolę i zadania sił zbrojnych zarówno w obronie granic jak i interesów Państwa.

  5 Responses to “Bałtyk Plus po wyborach”

  1. Kilka uwag.

    – Poglądy Romualda Szeremietiewa nie wykraczają z reguły poza utarte, mocno ideologiczne i “oszołomskie” ramy a większość jego autorskich propozycji wykazuje znaczne oderwanie od praktycznej postawy co najlepiej uwidocznia jego propozycja OT. Nie można tej osoby uznawać za źródło dobrze ugruntowanej i obiektywnej prognozy strategicznej co do planów FR.

    – NCSS to grupa lobbystyczna określająca się mianem “think-thanku”, mocno związana personalnie i i ideologicznie z PiS i jak pokazują ostatnie wydarzenia mocno zaangażowana w promocją interesów podmiotów zagranicznych (ostatnie raporty o śmigłowcach) stąd oczywistym ich promocja okrętów podwodnych co do których Polska ma bardzo ograniczony potencjał własnej produkcji praktycznie wykluczający realizację ich w kraju. Należałoby z tego powodu podkreślić konieczność bardzo sceptycznego traktowania wszystkich propozycji wychodzących z tej organizacji a wręcz całkowitego ich ignorowania. Poziom ich opracowań pozostawia merytorycznie bardzo wiele do życzenia – jak łatwo autor zauważył w kontekście cytowanego dokumentu.

    – Słuszna jest uwaga o konieczności posiadania przeszkolonej jednostki manewrowej (lekkiej) do wykonywania rajdów na zaplecze przeciwnika od strony morza – tu problemem chwilowo jest nadmiar jednostek lekkich w WP bez takiej specjalizacji – aczkolwiek nie zgodzę się że okręty typu Lublin są idealną jednostką. Nawet Rosjanie w ramach Floty Bałtyckiej promują małe i szybkie jednostki desantowe Diugon (300t) i Serna (100t) podczas gdy Lubliny są duże (1700t), relatywnie powolne i wrażliwe podczas przewożenia desantu. Należałoby zdecydowanie skupić się na mniejszych jednostka z uwzględnieniem małych łodzi desantowych/wielozadaniowych jak szwedzki CB90 (lub rosyjska kopia Raptor)

    – Rzeczpospolita Morska jest ideą tak oderwaną od rzeczywistości, faktycznych potrzeb i możliwości Polski że pożegnanie się z nią jest bezdyskusyjną korzyścią dla kraju – w znacznej mierze podobnie jak promowane koncepcje OT (zwłaszcza w wykonaniu Romualda Szeremietiewa lub gen. Packa). Stoi dodatkowo niejako w sprzeczności z założeniami doktryny Bałtyk Plus. Należałoby się skupić na identyfikacji potrzeb strategicznych i możliwości odpowiedzi na nie – co niniejszy artykuł czyni dużo lepiej (brawo) jednocześnie odpowiadając na pytania wprost zamiast szukając politycznego kompromisu między dwoma oderwanymi od rzeczywistości pomysłami będącymi w istocie koncepcjami ideologicznymi.

    – Plan modernizacji MW coraz bardziej prezentuje się jako zakamuflowany program dotacji dla Stoczni Marynarki Wojennej i stąd obawy o jego przyszłość są zasadne zwłaszcza w kontekście ciągłego braku spójnej koncepcji dla nowych jednostek.

    – Ostatni artykuł w MSiO skutecznie wskazuje brak faktycznych podstaw dla istnienia polskiej floty podwodnej, stąd w połączeniu z bezzasadnością używania pocisków manewrujących jako “odstraszania” należałoby podkreślić że nie wolno dopuścić do tego żeby z uwagi na (promowane przez lobbystów?) realizację programu Orka dalece bardziej potrzebna flota nawodna uległa ograniczeniu lub opóźnieniu. Być może jednak wymagane będzie przesunięcie o kilka lat wyjścia ze służby obecnych jednostek.

    • Witam Pana w nowej rzeczywistości. Możemy nie zgadzać się z poglądami Pana Szeremietewa, kolegi partyjnego Pana Gowina, którego poglądy były najwyraźniej zbyt umiarkowane i ministrem został Pan Macierewicz. Szef NCSS jest aktualnie doradcą prezydenta Dudy i wysokim urzędnikiem MON-u. Tak więc albo spisujemy Marynarkę Wojenną na straty na cztery lata, albo znajdziemy kompromisowe rozwiązanie w nowej rzeczywistości. Rzeczpospolita Morska nie jest oderwana od rzeczywistości. W rzeczy samej jest osadzona w niej mocno, tyle że jest to rzeczywistość praktyki floty a nie doktryny. W tekście mówię o korwetach lub fregatach, tych samych które promuje Rzeczpospolita Morska. Różnica polega na uzasadnieniu ich istnienia w MW RP. Do tej pory było to uczestnictwo w zespołach NATO i oparcie się na NATO jako filarze bezpieczeństwa Polski. Teraz politycy związani z nowym rządem promują wizję “międzymorza”, które może działać i bronić się nawet bez NATO. Fregaty jako narzędzie współpracy z NATO tracą więc na wartości. Mój tekst może być innym uzasadnieniem ich zakupu, chociaż nie musi. Różnica w pojmowaniu rzeczywistości pomiędzy starą a nową ekipą jest tak duża na poziomie ideologiczny, że Bałtyk Plus może być istotną wartością w próbach znalezienia kompromisu pomiędzy stronami.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • W obecnej sytuacji wpływ na decyzje MON nie mamy tak czy inaczej żadnego więc cała dyskusja jest z tego punktu widzenia bezcelowa. Wyjdzie to co ma wyjść w wyniku wewnętrznych przetasowań politycznych. MW na straty spisana raczej nie będzie bo zakładam że zostaną zmodernizowane siły przeciwminowe oraz potencjalnie realizacja okrętów w stoczniach pod PGZ – to w pełni wpisuje się w promowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego o którym mówił Antoni Macierewicz i inni wysoko postawieni politycy PiS.

        Ja miałem na mysli że w rozważaniach czysto teoretyczne o mniej lub bardziej poprawnych rozwiązaniach dla funkcji MW zarówno Romualda Szeremietiewa jak i NCSS można zwyczajnie pominąc jako osoby nie mające kompetencji i traktować ich wypowiedzi wyłącznie jako uzasadnienie lub wymówkę dla z góry przyjętych rozwiązań. Nie ma tam mowy o analizie faktologicznej i próbie zrozumienia problemu.

        Natomiast wracając do kompromisu – Rzeczpospolita Morska była także tworem sztucznym, produktem lobbystów którzy popierali rozwój i wzrost znaczenia MW w oderwaniu od realiów wyolbrzymiając potrzebę i korzyści z uczestnictwa PMW w aktywności NATO. Polska została przyjęta do NATO jako kraj o konkretnej pozycji geopolitycznej i w tym kontekście niezbędna była wyłącznie pewna podstawowa rola na akwenie Bałtyku. Poza Bałtykiem obecność Polski nie jest istotna, nie jest potrzebna i nie byłaby postrzegana jako wartościowy wkład – ponieważ wbrew propagandzie “RM” nie tak się to kształtuje na arenie międzynarodowej. Stąd paradoksalnie “Międzymorze” które też przypomnę będzie budowane w oparciu o NATO i sojusze “Bałtyckie” które będą budowane w oparciu o wspólne interesy na akwenie Morza Bałtyckiego oraz częściowo struktury NATO bliższe są racjonalnej polityce niż niedorzeczne wyssane z palca mrzonki twórców idei Rz-plitej Morskiej. Tym samym twierdzę że z czysto doktrynalnego punktu widzenia szukanie kompromisu między Rzeczpospolitą Morską a obecnymi koncepcjami to szukanie kompromisu między polityką błędną opartą o błędne rozumienie realiów a polityką względnie praktyczną i racjonalną (mówię to o ogólnych zarysach – nie o szczegółach).

        Osobiście bardzo bym sobie życzył żeby idea “Rzeczpospolitej Morskiej” umarła wielce zasłużoną śmiercią naturalną. Niestety w rezultacie możemy doświadczyć odwrócenia się ról i popadnięcia w druga skrajonść – w tym właśnie zmyślone realia konfliktu na Bałtyku – która spowoduje rozpoczęcie planów budowy okrętów podwodnych (np z pociskami manewrującymi) i innych jednostek wojenno-ofensywnych w sytuacji kiedy Bałtyk zdecydowanie i bezwzględnie wymagać będzie przede wszystkim zdolności do działań policyjno-podprogowych i asymetrycznych w ramach konfliktu.

        Jak wyjdzie zobaczymy, niestety podobnie jak poprzednio determinować te rzeczy będzie nie doktryna i wizja oparta o rzeczową analize ale ekonomiczne interesy i polityczne fantazje rządzących.

  2. Panie Przemku
    Odnośnie nowej rzeczywistości powyborczej sądzę że “Do tanga trzeba dwojga”ta dygresja odnosi się do pomysłu dla polityki tzw międzymorza. Nikt z potencjalnych jej uczestników nie pali się do jej realizacji a wręcz coraz mocniej rysują się inne wizje każdego państwa na ;pomysł własnej polityki szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Moim zdaniem to ślepa uliczka i z czasem trzeba będzie zweryfikować te plany. PIS ustami Pana Macierewicza deklaruje maksymalizację udziału polskiego przemysłu obronnego w planie MT , dodatkowo zwiększenie wydatków na ON i wzrost liczebności armii ( bardzo optymistyczne !). Zaprezentowana analiza realizacji PMT za 2014 rok w Dzienniku Zbrojnym pokazuje że wszystkie autorskie programy modernizacyjne w polskim przemyśle obronnym mają kilkuletnie opóźnienia, to pewnie następna ślepa uliczka.
    Wzrost wydatków na ON wydaje się że przegra z programami socjalnymi i choć wcześniej twierdziłem że Polskę stać na finansowanie MW w dużo większym zakresie, to dziś myślę że te plany należy odłożyć w bliżej nieokreśloną przyszłość ( socjal lepiej odbiera elektorat )
    Sądzę że wzorem poprzedników zaczną się już zapowiadane audyty , powstaną nowe plany i jak zwykle odroczymy realne wydatki bo poprzednicy wszystko robili źle.
    Oby nie zdało się tak jak zwykle czyli “Polak mądry po szkodzie”.
    Pozdrawiam Jacek

    • Panie Jacku,

      Ma Pan całkowitą rację. Czekamy wszyscy na zderzenie się haseł wyborczych i wierzeń z ponurą rzeczywistością. Parę słów dodam od siebie do Pana komentarza. Po pierwsze co to jest polski przemysł i polski produkt? Jeżeli na pierwsze pytanie odpowiemy, że jest to podmiot produkujący w Polsce, to inwestycja Airbusa będzie tak samo “polska” jak AW. Jeśli na pytanie o polski produkt odpowiemy, że jest to może to być produkt importowany, ale obróbka lub przetwórstwo w Polsce zwiększa jego wartość o 50%, tak jak jest to definiowane przy świadectwie pochodzenia produktu, to tu może wywiązać się dyskusja. Pozostaje odpowiedzieć na pytanie czy dla brakujących 10% rezygnujemy z lepszych parametrów? Albo dla 20% różnicy w cenie? Co do zwiększenia liczebności wojska to musimy poczekać na wyjaśnienia czego to dotyczy. Jeśli uzupełnienia stanu etatowego jednostek, to zgoda. Jeśli mamy tworzyć z tych ekstra 30 tys. ludzi nowe związki taktyczne to mówimy o zdublowaniu liczby dywizji pancernych i zmechanizowanych w Polsce w sytuacji, gdy nie mamy uzbrojenia dla istniejących. Nasze aktualne braki to jakieś 200 czołgów (zakłądam pozostawienie Twardych) i 600? transporterów. Dublując związki taktyczne potrzebujemy dodatkowo 600 czołgów i 1000? transporterów. Tak rozumując rzeczywiście PGZ może się stać światowym potentatem:)

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)