Feb 242016
 

Barier dla rozwoju marynarki wojennej w Polsce jest wiele. Niemniej jednak im bardziej drąży się temat, tym bardziej jest widoczne, że źródło leży w mentalności i postawach ludzi. Zarówno rządzących i tych, w których rękach leżą kluczowe decyzje. Mamy problemy technologiczne i przemysłowe? Zwróćmy się o asystę do partnerów zagranicznych. Nie mamy koncepcji? To ją opracujmy. Brak nam pieniędzy? Zbudujmy mniej lub podzielmy projekt na etapy. Zamiast tego próbujemy rozwiązać zadanie kwadratury koła.

Pierwszym naszym problemem jest skupienie uwagi na wojnie obronnej z Rosją. Nasz wielki sąsiad coraz bardziej jest postrzegany w kategoriach zagrożenia dla naszej suwerenności, tylko nie wiadomo dlaczego mamy ją utracić wyłącznie poprzez działania militarne a nie inne. Masowa emigracja młodych ludzi czy izolowanie się od Europy są równie niebezpieczne i o wiele bardziej realne. Pamiętajmy również o klasykach teorii wojny. Carl von Clausewitz nie mówił, że przeciwnika trzeba zniszczyć czy okupować jego terytorium, tylko przekonać do poddania się naszej woli. Jeżeli jednak już rozważamy problem militarny, to należałoby sobie postawić cele możliwe do osiągnięcia. Tak mówi każdy podręcznik zarządzania o sztuce stawiania celów. Świetnym komentarzem do takiej dyskusji jest artykuł The Dangers of Drawing Strategic Inference from Tactical Analogy na stronie The Bridge. Autor analizuje wynik wojny zimowej pomiędzy Finlandią a ZSRR na przełomie 1939 i 1940 roku. Przypadek powinien być nam bliski ze względu na oczywiste analogie. Krytyka planu obrony Finów zawiera się w dwóch zdaniach:

Finowie mieli ograniczone wsparcie artylerii, brak czołgów i braki w amunicji – nie było żadnej możliwości zorganizowanie skutecznej konwencjonalnej obrony przed radzieckim olbrzymem. Finowie nie wykorzystali również potencjału marynarki, który mógł się okazać decydujący w przesmyku Karelskim co było wynikiem braku połączonego planowania sił zbrojnych i skoncentrowania uwagi na obronie przed siłą Rosjan.

Być może Finowie zachowali niepodległość dzięki ograniczonemu celowi Rosjan w Wojnie Zimowej

Być może Finowie zachowali niepodległość dzięki ograniczonemu celowi Rosjan w Wojnie Zimowej. Foto wikimedia.org

Popatrzmy na naszą historię bardzo szeroko i ogólnie. W ciągu ostatnich 250 lat uzyskaliśmy niepodległość dwukrotnie. Ponadto mamy przypadek Księstwa Warszawskiego, zbudowanego przez Napoleona na ziemiach pruskiego zaboru. Dwa przypadki 1918 i 1989 roku zaistniały w chwilach poważnego osłabienia czy wręcz kryzysu w Rosji a nie dzięki naszej sile militarnej. To nie znaczy wcale, że nie mamy mieć siły militarnej tylko że powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie do czego ta siła będzie zdolna a do czego nie. W tym świetle koncepcja poprzedniej ekipy stawiająca na zwalczanie zagrożeń asymetrycznych czy trudnych do akceptacji dla sojuszników ma o wiele więcej sensu niż obrona terytorialna. Można co prawda argumentować, że w Wojnie Zimowej obie strony wygrały na poziomie strategicznym, bo Związek Radziecki uzyskał głębokość obrony Leningradu a Finlandia utrzymała niezależność kosztem znacznej części terytorium. To jest jednak tyko część prawdy bo Rosjanie mieli ograniczony cel, który został osiągnięty.

Drugie zdanie powyższego cytatu wiedzie nas bezpośrednio do pytania o sens istnienia marynarki wojennej. Jest oczywiste, że w sytuacji otwartego konfliktu zbrojnego z sąsiadem mającym z nami granice lądową, marynarka wojenna będzie ogrywała rolę pomocniczą. Z drugiej strony bije w oczy brak koncepcji użycia tego narzędzia dla osiągnięcia korzyści w kampanii na lądzie. Wygląda to na typową chorobę potęg kontynentalnych, tylko my nie jesteśmy potęgą i nie stać nas na „chorowanie”. Mówimy więc o potrzebie istnienia floty nawet jeśli zignorujemy jej użyteczność w czasie pokoju czy kryzysu.

Jako drugą postawę mającą negatywny wpływ na przyszłość marynarki wojennej należałoby wymienić defensywne nastawienie. Przejawia się w wieloraki sposób. Poprzez zaniżanie własnych zdolności przy jednoczesnym zawyżaniu możliwości przeciwnika lub przekonaniu o niezdolności przetrwania okrętów nawodnych na zamkniętych obszarach wodnych Bałtyku. Pomijając współczesną terminologię czy raczej retorykę mówimy o starym stwierdzeniu Horatio Nelsona – A ship’s a fool to fight a fort. Okręt na morzu jest celem punktowym i w czasach Nelsona był w zasięgu wzroku, więc lądowy cel powierzchniowy w postaci ukrytej baterii fortecznej był trudniejszy do zniszczenia niż okręt. O ile zatopienie okrętu eliminowało wszystkie jego armaty o tyle na lądzie wymagało to eliminacji kolejno wszystkich dział. Dzisiaj prowadzi się walkę poza horyzontem i kluczem jest rozpoznanie. NDR jest w obecnych czasach tak samo wrażliwy jak okręt bo też jest celem punktowym. Zniszczenie wozu łączności eliminuje NDR z walki. Wyobraźmy sobie walkę w warunkach „ciszy” elektromagnetycznej, wybranej świadomie lub wymuszonej przez taktykę lub ataki cybernetyczne. Skąd wiemy, że tam na morzu jest okręt? W Polsce mamy trzy bazy lotnictwa myśliwskiego o stałej pozycji. Nie trzeba ich szukać jak okrętów na morzu. Na dokładkę bez skutecznej obrony przeciwlotniczej. Nikt jednak nie postuluje pozbycia się lotnictwa ze względu na wrażliwość jego baz na atak, jak to próbuje się robić z okrętami nawodnymi. Podobnie jak okręty na Bałtyku Południowym znajdują się w zasięgu środków ataku z powietrza, tak samo lotnictwo będzie musiało działać w strefie obrony przeciwlotniczej z Obwodu Kaliningradzkiego. Podobno 1/3 terytorium Polski jest w zasięgu rakiet przeciwlotniczym tam stacjonujących.

Czy jest jakaś rada na taki stan rzeczy? Dla US Navy odpowiedzią jest ogłoszony w 2015 roku koncept „Distributed lethality”, co można by niezgrabnie przetłumaczyć jako rozproszoną siłę ognia. Na blogu CIMSEC trwa właśnie tydzień poświęcony tej tematyce i poniższe cytaty pochodzą z artykułów z ostatnich dni. Zacznijmy od swego rodzaju motto. Matthew Hipple pisze w ten sposób o defensywnym nastawieniu umysłu:

Najlepszą obroną jest nie mieć obsesji na punkcie obrony.

Idea polega na stworzeniu grup okrętowych (SAG – Surface Action Groups) działających w rozproszeniu na obszarze będącym w zasięgu systemów odmowy dostępu przeciwnika. Poprzez sam fakt istnienia kilku takich grup manewrujących na danym akwenie komplikuje się przeciwnikowi problem rozpoznania, identyfikacji i namierzania wywierając jednocześnie silną presją czasową, gdyż w wymianie rakietowej wciąż dominuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Pojawia się problem alokacji zasobów, czyli głównie rozpoznania i środków ogniowych. Jeśli mamy przed sobą jeden cel rozpoznany jako korweta, to salwa dajmy 4-6 rakiet wystarczy. Jeśli mamy dwa zespoły korwet, to potrzeba więcej środków rozpoznania i dwa razy więcej rakiet. Powstaje również pytanie co do kolejności atakowania. Dobrą ilustracją do pobudzenia wyobraźni jest Bitwa o Midway, gdyż początki lotnictwa okrętowego miały podobne cechy jak walka na rakiety:

  • kluczowe znaczenie rozpoznania, czyli gdzie wysłać samoloty
  • Pulsacyjny charakter ataku – samoloty atakują w falach i następny atak jest możliwy po powrocie na pokład i uzupełnieniu paliwa oraz amunicji
  • przewaga ataku nad obroną, czyli łatwość nasycenia obrony
W jednym ataku Amerykanie zniwelowali przewagę Japończyków. Foto www.worldwar2collections.com

W jednym ataku Amerykanie zniwelowali przewagę Japończyków. Foto www.worldwar2collections.com

Podstawy taktyczne doktryny w telegraficznym i chwytliwym skrócie przedstawia inny autor – Jeffrey E. Kline, CAPT, USN:

Out think the enemy
Out scout the enemy
Out shoot the enemy

Czyli przechytrz przeciwnika, odnajdź go pierwszy i pierwszy zaatakuj z jak największej odległości. Tu następuje zderzenie defensywnej postawy w powyższymi postulatami. Zakładamy bowiem z góry przewagę Rosjan, ale czy naprawdę a priori jesteśmy głupsi? I czy naprawdę nie możemy mieć porównywalnego rozpoznania? I czy przewaga w sile ognia nie jest niwelowana przez fakt, kto pierwszy atakuje. Powróćmy do Midway. Japończycy mieli przewagę ale później wykryli przeciwnika i mieli problem co atakować – Midway czy lotniskowce podzielone na dwie grupy. Tak więc koncept nie jest bynajmniej nowy i daje szanse słabszej stronie. Czy nie pozostaje więc na koniec kwestia zwykłej woli? Tkwimy w chocholim tańcu plastycznie opisanym przez Wyspiańskiego – „panowie duża by juz mogli mieć ino oni nie chcą chcieć”.

  11 Responses to “Kwadratura koła”

  1. Witam Panie Przemku,

    Nie mogę zgodzić się z cytowanym przez Pana Gilchristem z zasadniczego powodu. Flota fińska niczego nie mogła wskórać w okolicy Przesmyku Karelskiego, przede wszystkim z uwagi na porażająca przewagę rosyjską w lotnictwie, które do tego miało idealne warunki do działania wobec bliskości baz. W takiej sytuacji nie pozostało jej nic innego jak zabezpieczenie transportu morskiego ze Szwecji na Zatoce Botnickiej. Finowie budowali swą marynarkę głównie pod kątem zablokowania rosyjskiej w Zatoce Fińskiej, przy współdziałaniu z krajami bałtyckimi, co okazało się niewykonalne wobec wprowadzenia rosyjskich garnizonów na jej południowy brzeg.
    Nie przekonuje mnie też przeciwstawianie sobie dwóch koncepcji: obrony przeciwzaskoczeniowej i terytorialnej. Uważam, że nie tylko mogą, ale i powinny się uzupełniać. Tym bardziej, że koncepcja obrony terytorialnej “powiatowej”, w odróżnieniu od “pancernej”, wymaga na swoją realizację milionów a nie miliardów.

    Pozdrawiam,
    Robert

    • Panie Robercie,

      Przewaga lotnictwa jest silnym argumentem, ale nie wystarczającym. Na tej podstawie nie byłoby ewakuacji Dunkierki czy przybrzeżnej żeglugi na kanale La Manche. Nie działałaby w ogóle marynarka Radziecka w późniejszym okresie wojny. Nie byłoby Tokio Express itd, itd. Fińska marynarka była typową flotą obrony wybrzeża i parę okrętów, które posiadała nie byłyby w stanie zablokować Floty Bałtyckiej. Zwłaszcza, że floty krajów bałtyckich były raczej symboliczne. Jako przeszkodę działania okrętów wymienia się gruby lód, ale to nie przeszkodziło okrętom radzieckim na ostrzeliwanie brzegu i blokadę. Pancerniki obrony wybrzeża nie nadawały się do walki z flotą ale do wsparcia artyleryjskiego to już raczej tak, zwłaszcza że Finowie mieli braki w artylerii polowej. Okręty podwodne okazały się nieskuteczne, podobnie jak nasze:). Czy to nie interesujący przyczynek do dyskusji o współczesnych planach zakupu okrętów podwodnych? Pytanie jest zasadnicze, dlaczego nie były skuteczne?
      Co do obrony terytorialnej to nie ukrywam, że jestem jej przeciwnikiem w ogóle i z zasady. Mamy wystarczająco dużo przykładów walki partyzanckiej z własnej historii by wiedzieć jaka jest cena i to ponoszona bez żadnego strategicznego pozytywnego rezultatu. Natomiast skutki wykrwawienia społeczeństwa ponosimy do dzisiaj. Teoria “zielonych ludzików” oznacza w naszym przypadku, że są to Polacy (nie mamy mniejszości rosyjskiej), a więc mówimy o wojnie domowej. Jeśli natomiast obrona terytorialna będąca de facto pospolitym ruszeniem z dawnych wieków ma stanąć na przeciw wyszkolonym jednostkom pierwszoliniowym to wysyłamy tych ludzi na rzeź. Obrona terytorialna “pancerna” stawia pytanie czym się różni ona od regularnych jednostek pancernych? Sprzętem? Wyszkoleniem? Wszystko gorsze i mniej? To z kim mają te jednostki walczyć? Z dywersantami? To po co czołgi? Najwyraźniej szukamy “taniej” i masowej armii, tylko że to jest mit. Oczywiście możemy każdemu dać karabin, parę granatów i sobie zafundować w Polsce drugą Syrię.
      Natomiast trzeba się zastanowić jak zbudować realne siły rezerwy i jestem za uzupełnieniem etatów w istniejących jednostkach. To tylko już wyczerpie nasz budżet do zera.

      Pozdrawiam,

      Przemek

    • Panie Przemku,

      nie zgodzę się.

      1. Rosjanie na niewielkim akwenie przylegającym do Przesmyku Karelskiego, mogli skoncentrować zdecydowanie większe siły lotnicze, niż Niemcy pod Dunkierką. Przy tym działalność ich lotnictwa skoncentrowana była na dwóch OOW, a nie dziesiątkach alianckich okrętów i setkach transportowców jak pod Dunkierką.
      2. O wspólnych planach morskich Finlandii i Estonii, piszą m.in. Bartelski i Morozow “Okręty podwodne Estonii” w MSiO 3-4/2014. W mojej opinii były one jak najbardziej realne, w sytuacji utrzymania poza władzą sowiecką południowego wybrzeża Zatoki Fińskiej. Niestety – podczas Wojny Fińskiej, był tam już sowiecki protektorat.Z tych samych pomysłów skorzystali Niemcy po zajęciu republik bałtyckich, dzięki czemu minimalnymi siłami, wyłączyli flotę sowiecką na przeszło trzy lata. Flota rosyjska wyrwała się z matni dopiero po zdobyciu szerszego dostępu do Bałtyku. Nie wyobrażam sobie by Finowie wysyłali swoje okręty pod sowieckie bazy przy dysproporcji sił, przy której Dawida z Goliatem można uznać za równych sobie. Natomiast im dalej od brzegów kontrolowanych przez Rosjan, tym dla Finów wygodniej i skuteczniej, acz też nie mogli dokonać tego samodzielnie, bez pomocy estońskich okrętów i instalacji brzegowych. Proszę zwrócić uwagę na sprzeczność: z jednej strony Finowie z sojusznikami mieliby nie być zdolni do zatrzymania eskadry rosyjskiej u wylotu ZF, poza zasięgiem rosyjskiego lotnictwa, z wykorzystaniem pól minowych, ciężkiej artylerii, OP i OOW; a w zamian za to mogliby swobodnie działać obok rosyjskich portów i lotnisk? (!)
      3. Fińskie OP nie tyle okazały się nieskuteczne, co brakło dla nich celów, gdyż Rosjanie zahibernowali swoją flotę w Kronsztadzie. Naszym zaś zabrakło pomysłu na wykorzystanie. Przykład z 1939 jest nie tyle nauką dla stosowania OP w ogóle, co kiepskiego moim zdaniem pomysłu użycia ich w obronie wybrzeża. I tu rzeczywiście jest nad czym pomyśleć.
      4. Obrona terytorialna, to nie pomysł na “zielone ludziki”, tylko na odebranie wrażym siłom specjalnym, dywersantom czy lokalnym desantom spadochroniarzy, swobody działania na zapleczu wojsk operacyjnych. Nie wyobrażam sobie bowiem sytuacji, gdy pododdziały WO muszą odrywać się od przeciwnika celem likwidacji zagrożeń na zapleczu, które mogą zagrozić np. logistyce, przemysłowi, czy po prostu terroryzować ludność cywilną. I tu chory – moim zdaniem – pomysł “pancernej” OT, może pogrzebać szanse realizacji całego przedsięwzięcia. Natomiast OT zbudowana z rezerw doszkalanych w czasie pokoju, a mobilizowanych lokalnie, lekkozbrojnych, ma jak najbardziej szanse powodzenia. Choćby dlatego, że jest “niskobudżetowy”.

      Pozdrawiam,
      Robert

      • Panie Robercie,

        Jeśli mówi Pan o liczbie samolotów na km linii frontu to tak, o ile ma to jakiekolwiek znaczenie przy ograniczonym obszarze. Rosja użyła około 2500 samolotów, głównie bombowców ale nie nurkujących. Dla okrętów relatywnie niegroźnych. Straty Finów w wyniku bombardowań odnosiły się głównie do ludności cywilnej. Niemcy w kampanii francuskiej użyli 5300 samolotów. Tyle wyczytałem z Wiki.

        Bardzo możliwe, że Bałtowie z Finami mieli jakieś wspólne plany, chyba nie zdążyli ich zrealizować. Wojna Zimowa toczyła się od grudnia 1939 roku do marca 1940. Bałtowie zostali anektowani w czerwcu 1940, więc teoretycznie mogli jeszcze współpracować. Zadaniem Finów nie było wysyłanie okrętów pod bazy rosyjskie tylko wspieranie działań na lądzie i zapobieganie takim działaniom w wykonaniu Rosjan. Nie mówimy w ogóle o blokadzie i walce o panowanie na morzu.

        Rosjanie bombardowali wybrzeże z użyciem dwóch pancerników i niszczycieli oraz krążownika Kirow. Można było próbować przeszkodzić. Blokadę prowadziły okręty podwodne Floty Bałtyckiej ale chyba nieskutecznie. Wiki mówi o stracie 5 statków handlowych. Ale to oznacza, że dla fińskich okrętów podwodnych cele były.

        Miałem kiedyś klienta – służył w Specnazie i nawet gdyby mi dano karabin, to bym się mocno zastanowił, czy z nim walczyć:) Specnaz, spadochroniarze to elitarne oddziały z którymi mogą sobie nie poradzić nawet formacje pierwszoliniowe. Koziej po to chciał kupować śmigłowce by móc reagować szybko na rozległym terytorium wiedząc, że własne siły nie są w stanie go pokryć. Mówimy po prostu o wojnie manewrowej. Nie wiem jak Pan ocenia żołnierza “doszkalanego” po pracy ( w weekendy?). Niskobudżetowy? To znaczy ile będziemy płacili za ten weekend od głowy? AK są a mundury rozumiem że z PRL-u? Jeśli to miałoby być zrobione z głową, to zacznie szybko się zacierać różnica pomiędzy OT a wojskiem regularnym. A jeśli nie to stworzymy takie współczesne ZOMO jakkolwiek z tym samym wyposażeniem :). Ale rozumiem, że ma Pan odmienne zdanie i je szanuję.

        Pozdrawiam,

        Przemek

        • Panie Przemku,

          Pytanie ile ze swoich samolotów, Niemcy mogli przeznaczyć do zwalczania transportów z Dunkierki, a proszę pamiętać że był to jeszcze ten etap kampanii, gdy Francuzi dysponowali silnym lotnictwem myśliwskim.
          Na mocy układu “układu o przyjaźni i pomocy” z dnia 28.09.1939 Estonia została praktycznie pozbawiona suwerenności a na jej terytorium wkroczył 25-tysięczny kontyngent sowiecki. Łotwę to samo spotkało 5 października. Z tego powodu na pewno nie mogły wziąć udziału w działaniach przeciw ZSRR.
          Dla okrętów w rodzaju fińskich OOW – dużych i powolnych – śmiertelnym zagrożeniem były nie tylko klasyczne rosyjskie bombowce, ale również ścigacze. Ich użycie miało sens, tam gdzie to zagrożenie było mniejsze. Warto zwrócić uwagę na to, gdzie zatonął Ilmarinen w 1941.
          Wspieranie ogniem oddziałów lądowych wiązałoby się automatycznie z wysyłaniem okrętów pod rosyjskie bazy. Od obecnej, czyli po rosyjskich zdobyczach terytorialnych, granicy z Finlandią jest niespełna 100 km do Petersburga. Pozycje frontowe linii Mannerheima były znacznie bliżej ówczesnego Leningradu. Rosyjskim okrętom znacznie łatwiej było prowadzić ostrzał pod parasolem własnego lotnictwa, Finowie tego komfortu byli pozbawieni. Nie dysponuję materiałami dot. działania fińskich OP, spotkałem się tylko ze stwierdzeniem, że rosyjski ruch kabotażowy zamarł w obawie przed ich działaniem. Myślę że dla Finów ważniejsze od zniszczenia okrętów rosyjskich było niedopuszczenie ich na własne szlaki, którymi docierały materiały wojenne.

          W przypadku armii wysoce zmechanizowanej, a taką mimo niedostatków jest WP, nigdy nie da się postawić znaku równości pomiędzy żołnierzem zawodowym, a ochotnikiem. Bo też nie ma to sensu z racji odmiennych zadań. Sensownie prowadzone szkolenie weekendowe, szczególnie w odniesieniu do osób, które miały już styczność z wojskiem, przyniesie więcej pożytku niż służba zasadnicza trwająca 9 miesięcy, a podczas której (aż trudno mi było uwierzyć) odbyło się jedno (!) czy nawet kilka strzelań. Mam kontakt z członkami organizacji proobronnych, którzy co dwa tygodnie na własny koszt opróżniają na strzelnicy magazynek AK, a taktykę trenują raz w tygodniu przez 8 godzin pod okiem żołnierzy zawodowych, zamiast jechać na ryby. I nie potrzebują mundurów, ani wyposażenia z PRL, bo mają własne :).Dla porównania w pierwszym okresie wojny na Ukrainie ciężar walk spadł na ochotników, którzy trafiali na front po tygodniowym (!) szkoleniu. Myślę, że OT jest lepszym rozwiązaniem niż użycie do walki “świeżaków”.

          Pozdrawiam,
          Robert

          • Panie Robercie,

            Ma Pan rację co do Bałtów, że mieli marne szanse być niezależni na tym etapie rozwoju sytuacji. Co do unikania “bliskości” baz przeciwnika, to uważam, że po prostu należy się z tym pogodzić i zaadaptować. Nie da się uzyskać komfortowej sytuacji bezpiecznej bazy na takim teatrze wojennym. I dotyczy to tak samo sił powietrznych i lądowych. Pomysł użycia pancerników obrony wybrzeża jako baterii przeciwlotniczych był chyba jeszcze gorszy niż próba użycia ich do ostrzału pozycji przeciwnika. Co ciekawe, nieruchome okręty w porcie mimo ataków nie zostały zatopione. Wspomniany Ilmarinen zatonął na minach.
            Myślę, że dopóki to jest hobby, pasja czy realizowanie swoich zainteresowań, to w porządku. Odbyłem służbę zasadniczą i ma Pan rację, że była mało wartościowa. Ale już jej nie ma i wraz z nią zniknęli ludzie mający styczność z wojskiem. Ma Pan również rację, że tacy ludzie przeżyją na wojnie kilka dni dłużej niż “świeżacy”. Na Ukrainie ochotnicy walczyli na początku przeciwko ochotnikom. Wynik jest widoczny – Ukraina nie jest w stanie rozstrzygnąć konfliktu i się wykrwawia, co jest celem Rosji.

            Pozdrawiam i gratuluje otwarcia własnej strony internetowej?

            Przemek

          • Panie Przemku,

            Jeśli dobrze kojarzę o którą stronę Panu chodziło, to nie 🙂 To mała chałtura na prośbę koleżanki 🙂
            Wracając do Ilmarinena, to bardziej chodziło mi o to, gdzie zatonął i jakie zadanie miał wykonać. A rozwijając myśl; zauważył Pan, że w naszej mentalności – charakterystycznej chyba dla wszystkich państw koncentrujących się na obronie lądowej – istnieje obraz MW jako formacji, która walczy wyłącznie na akwenach bezpośrednio przylegających do obszaru operacji lądowych. Obrazuje to przykład fińskich OOW. Pierwsza myśl jaka przychodzi nam do głowy jest taka, że powinny one operować właśnie obok Przesmyku Karelskiego, co wydaje się nie do końca trafionym pomysłem.
            Jeśli chodzi o OT, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek nawet rozważał zastąpienie nią armii zawodowej. Ale w warunkach, w których ciągle mamy powszechny obowiązek obrony, młodzi ludzie dostają kategorie wojskowe, a nie funkcjonuje ZSW, taki – rozpisany na trzy lata – system szkolenia obejmujący ochotników, jest lepszy niż żaden.

            Pozdrawiam,
            Robert

          • Panie Robercie,

            Co do strony OK, dzięki za informację:). Zgadzam się, że trzeba walczyć z mentalnością “przyspawania” MW do brzegu. W tym konkretnym przypadku Ilmarinen mamy do czynienia z wojną kontynuacyjną we współpracy z Niemcami. Warunki były już inne, bo układ sił się zmienił. Przed chwilą ukazało się na Defence24 sprawozdanie z debaty SKON, gdzie padają słowa o możliwym wyeliminowaniu MW jako beneficjenta programu modernizacji sił zbrojnych. W takiej atmosferze poszukiwanie wartości floty dla armii jest próbą znalezienia kompromisu. Jeśli się nie uda, to promowanie fregat niezależnie od ważkości argumentów stojących za koncepcją jest zaostrzaniem kursu co może się skończyć konfrontacją “albo-albo”. Albo będziemy mieli fregaty albo nie będzie MW w ogóle (będzie istniała nominalnie lub w formie tzw. Ttken navy).

            Co do OT – być może w przyszłym konflikcie uzupełnienia stanów osobowych nie będą dotyczyły strzelców. Być może kluczową formacją “pospolitego ruszenia” będą hakerzy 🙂

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku,

            W tej dyskusji na pewno nie będę stronnikiem NCSSowskiego: “okręty podwodne są dobre na wszystko”, tym bardziej, że mam inną wizję roli MW 🙂
            Hakerzy? Zgadzam się. Tym bardziej, że parę lat temu opublikowano raport National Intelligence Council, w którym mowa o tym, że w wojnach najbliższych dekad, po równo wykorzystywać się będzie: broń precyzyjną, technologie informatyczne … i niedoszkolonego piechura z Kałachem. Obraz konfliktów które toczą się obecnie, zdaje się potwierdzać te przewidywania.

            Pozdrawiam,
            Robert

        • Panowie sądzę że doświadczenia historyczne nie zawsze można wprost odnieść do sytuacji obecnej. Zmiany jakie zachodzą w UE związane z falą emigracyjną czy choćby pozornie prosta zmiana władzy u nas pokazują jak dynamicznie zmienia się nasze otoczenie. Zdefiniowanie i przeciwdziałanie zagrożeniom jest coraz trudniejsze i wieloaspektowe. Kwadratura koła o której pisze Pan Przemek jest chyba też tego udziałem no bo może nie koniecznie już, lub może poczekamy na nowsze technologie, lub po prostu lepiej środki wydać na cele społeczne ku zadowoleniu elektoratu przed kolejnymi wyborami. I tu z historii moim zdaniem właśnie należałoby wyciągnąć wnioski by nie było jak zwykle że “Polak mądry po szkodzie”. Można dyskutować o tym jak siły morskie zmieniać pod warunkiem że się je posiada. W naszej sytuacji należy najpierw je zbudować , czas na decyzje !
          Zgadzam się że OT zbudowana z ochotników może być cennym uzupełnieniem sił regularnych ale nie jest to pomysł na zdecydowany wzrost potencjału obronnego. Uważam również że posiadanie nowoczesnego uzbrojenia wraz z przećwiczoną i wdrożoną strategią jego użycia zawsze zdecydowanie zwiększa potencjał odstraszania i dotyczy to zarówno dyskusyjnych OP jak każdego innego oręża. Współczesne konflikty pokazują że nawet FR w konfrontacji z Turcją jest zdecydowanie bezradna ze względu na turecki potencjał militarny.
          Pozdrawiam Jacek

          • Panie Jacku,

            Ma Pan rację, że najwyższy czas podjąć jakieś decyzje, chociaż mówimy już chyba o decyzjach “ratunkowych”. Niepokojące jest zestawienie kilku nie tak odległych w czasie wydarzeń. Raport NCSS o Bałtyku sygnowany przez Pana Szatkowskiego, wywiad z nim na Defence24, prywatna opinia eksperta NCSS na Defence24 oraz ostatnie posiedzenie SKON z udziałem Rady Budowy Okrętów, Panów Szatkowskiego i Solorza. Kluczowe są kwestie wypowiadane przez Pana Szatkowskiego. Trzyma się on dość konsekwentnie tez zawartych w Raporcie NCSS, które nie widzą miejsca w marynarce wojennej dla dużych okrętów nawodnych, tylko ewentualnie podwodnych. Korweta najwyraźniej jest zaliczana do “dużych” okrętów. Na okręty podwodne rządu nie stać, bo wszelkie pieniądze będą przeznaczane na projekty socjalne, o czym Pan wspomina. Pobrzmiewa nutka powątpiewania nawet co do ukończenia Ślązaka. Audyt się przeciąga i w sposób całkiem podobny do poprzedniej ekipy terminy się przesuwają o kolejne miesiące. BBN wziął pod swoje skrzydła społeczny projekt opracowania strategii bezpieczeństwa morskiego przez Radę Budowy Okrętów i już go propagandowo zawłaszcza. Na stronie BBN mamy: “Biuro Bezpieczeństwa Narodowego rozpoczęło prace nad koncepcją bezpieczeństwa morskiego Rzeczypospolitej Polskiej. Będzie to dokument stanowiący próbę zdefiniowania morskich aspektów bezpieczeństwa państwa.” Nadzór sprawuje minister Jarosław Brysiewicz z BBN. Czy BBN stworzy dokument całkowicie sprzeczny z poglądami wiceministra MON-u? Ile to będzie trwało? Jeżeli postąpimy zgodnie z intencją członków Rady, czyli najpierw strategia potem decyzje o jakich okrętach mówimy to nie wiem, czy starczy kadencji:)

            Pozdrawiam,

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)