Apr 072016
 

Być może czas na zmianę kursu modernizacji naszej marynarki wojennej, co będzie problematyczne bo rozwój technologii wyprzedza nasze zdolności do uczenia się i adaptacji, czego historia Ślązaka jest dowodem. Defense News informuje, że mały ale wpływowy zespół analiz strategicznych przy US Naval War College i podległy bezpośrednio CNO został rozwiązany. Wydarzenie samo w sobie nie jest czymś niezwykłym dopóki nie przeczyta się uzasadnienia:

Adm. John Richardson, obecny CNO szuka sposobów przyśpieszenia procesów przyswajania wiedzy oraz przetwarzania informacji i według doniesień zdecydował, że okres ośmiu miesięcy jaki zajmował każdej powołanej grupie do przestudiowania problemu i stworzenia raportu to za długo.

Bezwładność naszych własnych instytucji jest o wiele bardziej porażająca i wszelkie próby centralizacji władzy i instytucji są drogą donikąd. Centralna władza jest bowiem w stanie przełamać bariery biurokracji i bezwładu ale nie jest w stanie promować innowacyjnego i niezależnego myślenia na szerszą skalę. Tymczasem w świecie dzieje się dużo nowego. Ostatnio ukazały się dwa raporty:

Pierwszy wprowadza w stan zaawansowania prac nad bronią laserową, działem elektromagnetycznym i Hypervelocity Projectile (HVP). Nawiasem mówiąc konia z rzędem temu, kto ładnie to przetłumaczy na język polski. Drugi raport dotyczy bardziej złożonej materii walki o spektrum elektromagnetyczne. Istotnym spostrzeżeniem w obu dokumentach jest to, że osiągnęliśmy granice możliwości pewnych sposobów walki i czeka nas zmiana taktyki. Dotyczy to zarówno obrony przeciwrakietowej, gdzie koszt systemów obrony rośnie o wiele szybciej niż koszt środków ataku jak i walki radioelektronicznej gdzie gwałtownie rośnie wrażliwość aktywnych sensorów i zakłóceń na przeciwdziałanie przeciwnika. Ten, kto właściwie odczyta znaki czasu i się zaadaptuje szybciej zyska przewagę przynajmniej na krótką metę. Być może świadomość osiągnięcia granic pewnych możliwości w połączeniu z tendencją do liniowych ekstrapolacji przyszłości powoduje popularne u nas przekonanie o niemożności przetrwania okrętów nawodnych na wodach przybrzeżnych.

Jest wiele możliwych sposobów na zwiększenie za pomocą taktyki i technologii skuteczności i przeżywalności sił nawodnych w konfrontacji z systemami bazującymi na lądzie. Wayne Hughes w książce „Fleet Tactics and Coastal Combat” podaje pięć stałych czynników wojny na morzu i pięć atrybutów sił morskich. Dodajmy, że są one na tyle uniwersalne, że można je chyba rozciągnąć na inne rodzaje sił zbrojnych.

Pięć „stałych” wojny na morzu:

manewr, siła ognia, rozpoznanie, przeciwdziałanie i dowodzenie (maneuver, firepower, scouting, counterforce, C2)

Pięć atrybutów sił morskich:

przywództwo, wyszkolenie, wytrzymałość, odporność, wyposażenie (Leadership, training, endurance, resilience, hardware)

Pomiędzy nimi istnieją zależności i synergie. Pozycja T w walce artyleryjskiej pokazuje jak manewr, czyli uzyskanie dogodnej pozycji może wzmocnić siłę ognia. Stworzenie pierwszych systemów kierowania walką umożliwiło zorganizowanie patroli myśliwców grup lotniskowców i zwiększyło ich odporność na atak. We wspomnianej książce mamy również świetnie opisaną zależność między siłą ognia a rozpoznaniem. Można bowiem wyróżnić trzy strefy działania, które ograniczają skuteczność siły ognia niezależnie od zasięgu używanej broni.

  • W strefie panowania potrzebujemy informacji do namierzania celu
  • W strefie wpływów potrzebujemy informacji do śledzenia celu
  • W strefie zainteresowania potrzebujemy informacji o wykryciu celu.

Przykład NDR-u pokazuje jak niezrównoważona inwestycje w siłę ognia i rozpoznanie ogranicza siłę ognia do pola widzenia Bryzy o wiele bardziej bezbronnej od okrętów nawodnych. Nawiasem mówiąc, ponownie można rozszerzyć to stwierdzenie na Kraby, Kryle, Homary i inne skorupiaki. W jakich więc obszarach nowe technologie oferują pokonanie osiągniętych barier?

  • Radary multistatyczne nie zwiększają siły ognia ale znacznie polepszają odporność na przeciwdziałanie przeciwnika i pośrednio wpływają na lepsze rozpoznanie. Źródłem aktywnym sygnału mogą być zarówno nadajniki z otoczenia jak i specjalne bezzałogowe źródła promieniowania. Jeśli nawet ulegną zniszczeniu, łatwo je zamienić czy wysłać w powietrze następne przy czym odbiornik wciąż może pozostać niewykryty.
  • Bezzałogowe pojazdy generujące zakłócenia działają dwojako. Mogą być alternatywą do taktyki nasycenia obrony poprzez zwiększenie prawdopodobieństwa przedarcia się przez obronę ograniczonej liczby pocisków. Wówczas zwiększają siłę ognia, ale mogą również być użyte do ograniczenia efektywności rozpoznania przeciwnika i wówczas stanowią element przeciwdziałania zwiększający odporność sił własnych.
  • Cele pozorne mają podwójna rolę. W obronie wymuszają większą salwę na przeciwniku podnosząc koszty ataku lub przy danej salwie zmniejszają prawdopodobieństwo trafienia a więc ponownie zwiększają odporność. W ataku mogą symulować własne rakiety co znacząco zwiększa wymagania dla obrony i wpływa pośrednio na zwiększenie siły ognia.

Lasery, działa elektromagnetyczne oraz HVP celują raczej w korzystniejszy stosunek kosztów obrony do kosztów ataku, ale ze względu na technologie użyte zwiększają pojemność magazynów amunicji a więc rośnie wytrzymałość (endurance) własnych sił. Żadna z tych technologii nie jest jeszcze w pełni gotowa, chociaż próby laserów na okręcie już się prowadzi a działo elektromagnetyczne planuje się zainstalowań na okręcie w tym roku. Może najmniej spektakularny ale dający szansę na szybkie wprowadzenie na uzbrojenie jest HVP. Okazało się bowiem przy okazji rozwoju działa elektromagnetycznego, że amunicja dla tego działa może być odpalana również z konwencjonalnej armaty 127 lub 155mm. Aktualnie uzyskany zasięg już jest porównywalny z amunicją Volcano. W podobnym kierunku idzie rozwój Miniaturowego Kinetycznego Pocisku Przechwytującego Lockheed-Martin o czym wspomina Defence24.

Artyleria ponownie odzyskuje swój uniwersalny charakter. Warto spróbować. Żródło - prezentacja NAVSEA

Artyleria ponownie odzyskuje swój uniwersalny charakter. Warto spróbować. Żródło – prezentacja NAVSEA

Jak powyższe technologie mogą wpłynąć na kształt floty i samych okrętów? Rośnie zapotrzebowanie na nosiciela pojazdów bezzałogowych, parafrazując – „drone carrier”. Drony będą liczne nie tylko ze względu na różnorodność zastosowania ale także na ich wpisaną w koncept akceptacje strat. Tania amunicja w postaci HVM czy miniaturowych rakiet kierowanych spowoduje wzrost gęstości obrony kosztem zasięgu. Walka o pasmo elektromagnetyczne przesunie środki inwestycyjne z aktywnej obrony kinetycznej na walkę o dominację w cyberprzestrzeni i paśmie elektromagnetycznym. Premiowana na okręcie będzie przestrzeń, wielofunkcyjność i moc generatorów oraz siła ofensywna. Do łask powinna wrócić artyleria o coraz większym zasięgu i uniwersalności. Potrzebna będzie przestrzeń wielofunkcyjna lub hangar oraz pokład lotniczy, być może również dok.

Dla nas wnioski mogą być radykalne. Klasyczna korweta nie spełnia większości tych wymogów i lepszym kandydatem byłby krytykowany LCS czy kuter US Coast Guard. Dobrym kandydatem są okręty desantowe LPD czy hybrydy jak Damen Crossover lub duński Absalon. Co zrobić z tak radykalnymi wnioskami? No cóż, władza scentralizowana ma tę zaletę, że może podjąć decyzję szybko a taką wadę, że poza nią decyzji nie podejmie nikt.

  20 Responses to “Nowe technologie a kształt floty”

  1. “Dyskusja” pod artykułem pokazuje dobitnie dlaczego MW w Polsce ma się tak tragicznie. To o czym Pan pisze jest niemożliwe bez intelektualnego przewrotu w MON, SG i DMW. MW to koncepcyjny skansen i intelektualne bagno. Najwyraźniej widać to na przykładzie polskiej “specjalności” czyli okrętach przeciwminowych.

    Maksymilian Dura pisał dobre 15 lat temu o nowych metodach zwalczania min i trendach światowych i był bardzo niewybrednie krytykowany przez mafię trałowcową w MW. Przegrał bitwę idei i zakończylo się to tym że w roku 2016 do służby wejdzie okręt który generacyjnie odpowiada jednostkom które do flot NATO wchodziły 20-25 lat temu. Bundesmarine wprowadzało do służby drony Seehund, których obecnie w systemie Troika Plus używają okręty Ensdorf, w latach 1980-82 czyli w okresie kiedy Polska wdrażała motorówki przeciwpodwodne Pilica, o notabene niemal identycznych gabarytach (wycofane litościwie dopiero za kadencji adm. Krzyżelewskiego).

    PMW do kupy z IU nie potrafią porządnie przygotować dokumentacji na postępowanie którego rezultatem ma być okręt koncepcyjnie z przełomu lat 90/00 a Pan chce rozmawiać o trendach które inne marynarki dopiero podłapują?

    Zna Pan żart o programie kosmicznym Wielkiej Brytanii? Planowano wielką drabinę na orbitę ale uznano że kraju nie stać na tyle szczebli. Humor iście Brytyjski. Chyba tylko to nam zostało, może rodacy na emigracji coś pomogą.

    • Byłby Pan bardziej przekonujący Panie xxx bez tej całej zbędnej ironii i tendencyjnej u Pana wrogości wobec wymienionych przez Pana instytucji. Prawdopodobnie wszyscy to już zauważyli więc może wystarczy? Kolejny raz z rzędu przez Pana wypowiedź przemawia frustracja, nawet jeśli nie to niestety tak to wygląda.
      Maksymilian Dura przegrał bitwę idei bo uzurpował sobie prawo do wiedzy na temat wszystkiego związanego z MW (z każdym rodzaje sił), proszę przyjrzeć się w jak szerokim zakresie się wypowiada i z jaką pewnością swojej racji. Natomiast “mafia trałowcowa” jak Pan to ujął, to w dużej mierze ludzie którzy mają bardzo duże doświadczenie, między innymi z udziału w grupach SNMGMCM, a więc wymiana doświadczeń oraz perspektyw rozwoju technologii. O własnych pomysłach co do wojny minowej już się Pan na innym forum wypowiedział 🙂 były “bardzo dobre” 🙂 wystarczająco aby każdy bardzo szybko mógł rozważyć czy rację ma Pan czy może “mafia”, której zdanie miało wpływ na kształt niszczyciela min 🙂 Dlatego sugerowałbym Panu nieco bardziej wyważony ton i stwierdzenia aniżeli “intelektualne bagno”.

      • Jestem pod wrażeniem. Cały wpis poświęcony na ataki osobiste, manipulacje, oszczerstwa (nie tylko pod moim adresem) i ani jednego odniesienia się do konkretów. Prawdziwy nokaut erystyczny! Brawo!

        Jako zagadkę pozostawię więc pytanie czy nasza dzielna “mafia trałowcowa” ma także większą rację niż marynarki wojenne Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Danii, Australii lub Niemiec? Te ( i inne) formacje poszły w kieruku który opisywał “wszechwiedzący” pan Dura. Gdzie konkretnie jest wyższość naszej Narodowej Strategii Przeciwminowej? Poza nierozgrzebywaniem bagienka naturalnie….;)

        Całkowicie z boku pominę intelektualną miałkość manipulacji która sprowadza podważanie zawodowych kompetencji marynarzy na okrętach przeciwminowych – czyli ich umiejętności i doświadczenia – do podważania ich kompetencji do wypowiadania się o technologicznych lub doktrynalnych trendach w przyszłości. Nieumiejętność prowadzenia samochodu nie dyskwalifikuje woźnicy do bycia najlepszym woźnicą na świecie. Niestety nawet najlepszy woźnica nie będzie w stanie się wypowiedzieć o zaletach samochodu jeżeli nie jest obeznany z tematem.

        Różnica wydawałoby się elementarna, co jednak ewidentnie komuś tu umyka. Pytanie dlaczego i dlaczego taka osoba uważa się za kompetentą do zabierania głosu w dyskusji. Wypowiadanie się bo ma się coś do powiedzenia, czy wypowiadanie się żeby tylko coś powiedzieć?

        • te ostatnie dwa zdania wyszły Panu najlepiej 🙂 i cieszę się że to właśnie Pan je napisał, a co do ataków… Pański pierwszy wpis naturalnie skupia się tylko na konkretach? zachowuje Pan neutralny ton i nikomu nie ubliża?
          Kadra naszych sił przeciwminowych wymienia doświadczenia z marynarkami państw NATO w czasie udziału w stałych zespołach MCM, podczas szkoleń w Belgii w Niemczech, obserwują skuteczność różnych jednostek i ich wyposażenia. Każdy jednak prowadzi działania w innym rejonie. Niszczyciel min powstaje pod nasze wymagania – dlaczego nie przyjąć takiego punktu widzenia?
          Pan woli nazywać tych ludzi “mafią”, posiada Pan lepszą od nich wiedzę? Albo poznał Pan ich zdanie, argumenty? Kwestia Pańskiej wiedzy w tym temacie na innym forum została jasno przedstawiona 🙂 a mimo to Pan dalej to robi, więc proszę nie zarzucać mi ataków czy oszczerstw bo to Pan zaczął.

          • Nie będę się zniżał jak Pan do bełkotliwych ataków osobistych. Wystarczy to co Pan wypisuje – czy tu, czy na forach tematycznych. Ja użyłem jednego sformułowania – “intelektualne bagno”. Pan praktycznie wyłącznie skupia się na atakowaniu rozmówcy.

            Odnośnie doświadczeń z SNMCMG1 które miałyby rzekomo świadczyć o słuszności założeń “mafii trałowcowej”:

            MW posiada w obecnej chwili jeden okręt wsparcia/dowodzenia siłami przeciwminowymi, trzy niszczyciele min i siedemnaście trałowców. Które okręty służyły w SNMCMG1 i jaką część sił przeciwminowych które MW utrzymuje w linii stanowią procentowo?

            Odnośnie budowania niszczycieli min klasy Kormoran II pod “nasze wymogi”:

            Kto ustala te wymogi? I dlaczego wymogi MW miałyby się różnić od wymogów MW krajów o których pisałem wcześniej? Czy wymogi nie mogą być częściowo determinowane przez ograniczenia decydentów – vide głośne przypadki aeromobilnego Rosomaka czy uporczywie pływającego następcy BWP1? Czy wymogi nie mogą być ograniczane poprzez technologiczne zacofanie marynarki dla której już niszczyciel min z prawdziwego zdarzenie będzie skokiem jakościowym, a która nie byłaby w stanie zrealizować projektu ambitniejszego w oparciu o rodzimy przemysł (ten wymóg jest dość bezdyskusyjnie motywowany politycznie). Czy wymogi te nie mogą być podytkowane tym, że wdrażany dopiero okręt będzie w istocie jednostką która powinna się w MW pojawić właśnie 10-15 lat temu więc robimy “na (przed)wczoraj”?

            Zresztą nie chodzi tu o sam projekt Kormorana, bo jego budowa nie jest akurat największą tragedią, ile o to dlaczego trwa to tak długo i w jakim kształcie się zmaterializuje. To co ewidentnie umyka Panu to moje stwierdzenie, że Kormoran reprezentuje koncepcyjnie poziom sprzed właśnie 10-15 lat. Jeżeli projekt Kijanka zakończy się sukcesem i zostanie zintegrowany z Kormoranem to będzie można powiedzieć że MW osiągnie zdolność MCM jaką Deutsche Marine posiadało już właśnie we wczesnych latach 2000-nych. Ale w MW nastąpi to około roku 2020 lub później.

            A przecież o tym jak grząskie jest intelektualne bagienko wokół MW można by pisać długo i ostro w kontekście prawie każdego projektu, bo prawie każdy ma braki – często fundamentalne – i ogromne zapóźnienia. Kto zatem może się tak ostro oburzać krytyką która ma uzasadnienie, nawet jeżeli jest bardzo ostra? Chyba tylko ktoś kogo zabolało osobiście…

          • Jedyną obolałą osobą jest Pan, inaczej nie można określić kogoś kto przy każdej okazji tematu MW nie może powstrzymać się od takich wypowiedzi jak Pańskie.
            Nie zna Pan faktów, ale za to pewnie udziela opinii. Doświadczenie kadry w stałych zespołach przelicza Pan przez ilość okrętów – to jeden z przykładów Pana argumentacji.
            Nie jestem specjalistą co do MCM, ale Pan też nim nie jest. Zatem ocenę możliwości niszczyciela min pozostawiłbym komuś kto się na tym zna i ja nie mam z tym problemu. Rozumiem, że ma Pan urazę do “mafii trałowcowej” i opinia z tej strony nie wchodzi w rachubę ale jednocześnie nie rozumiem dlaczego zamiast własnej twórczości nie sięgnął Pan po wnioski ze źródeł na które “poniekąd” sam się Pan powołuje. Kormoran był opisywany w zachodniej prasie fachowej – proszę powołać się na przykład, który potwierdzi Pana opinię 🙂

          • Z 21 okrętów przeciwminowych cztery – Czernicki i trzy niszczyciele – biorą regularnie udział w SNMCMG1. Pozostałe siedemnaście małych trałowców sporadycznie biorą udział w ćwiczeniach międzynarodowych bo mają słabą dzielność morską i bardzo ograniczone zdolności zwalczania min. Nie ma też w planach zastąpienia tych jednostek nowymi. Po zastąpieniu Krogulców Kormoranami plastusie zostaną wycofane bez następców a ich rolę przejmą Czaple oraz Kijanka – czyli rozwiązania które pośrednio Maksymilian Dura postulował piętnaście lat temu. To właśnie trałowce – nie niszczyciele min – były najbardziej zagrożone taką zmianą (przede wszystkim dlatego że niszczyciele min były standardowym okrętęm w SNMCMG i najłatwiejszym do wdrożenia) i dlatego pomimo iż dyskusja była o niszczycielu min i zasadności koncepcji takiego okrętu to w istocie o trałowce chodziło. Stąd mafia “trałowcowa” a nie “przeciwminowa”.

            Oczywiście racjonalizacji do ich utrzymania w służbie może być wiele aczkolwiek prawdziwa jest tylko jedna i niezmiennie ta sama – miejsca pracy dla kadry. Stąd pytanie się załóg o opinię jest bezcelowe bo ta nigdy nie będzie jednoznacznie negatywna – bez względu na to jak bardzo by nie narzekali prywatnie – tak długo jak nie będzie perspektyw zamiany na inną jednostkę, tak by kontynuować służbę. Tych nie będzie bo nie ma na nie środków, podobnie jak faktycznie nie ma środków na obsadzanie 17 trałowców załogami i utrzymywanie ich w służbie. Niestety w wojsku wciąż panuje podejście że podatnik zapłaci za każde marnotrawstwo (a i czasem złodziejstwo) więc wszyscy narzekają że pieniędzy nie ma, a to czy wogóle do czegoś są potrzebne… o tym już się nie rozmawia. A potem cicho cicho żeby w Warszawie nie dowiedzieli się że nie jesteśmy potrzebni bo i nas wytną bo tylko pretekstu szukają. Jak to się stało że te bezuzyteczne okręty się utrzymały w pełnej liczbie kiedy wycofywano inny “fundament” MW czyli przestarzałe z gruntu ścigacze okrętów podwodnych – nie wiem. Krzyżelewski jako logistyk powinien zdawać sobię sprawę z tego co są warte. Posiadanie dwóch dywizjonów do zabezpieczenia głównych portów jestem w stanie zrozumieć. Posiadanie siedemnastu okrętów o tak mizernych zdolnościach nie ma innego uzasadnienia jak ochrona etatów.

            Tak czy inaczej obecnie prawie wszystkie floty NATO rezygnują z dedykowanych jednostek przeciwminowych stawiając na modułowość w różnej postaci. Nie trzeba tu specjalnych kombinacji żeby się o tym przekonać- wystarczy znajomość obcych języków i odrobina oleju w głowie. Grunt aby nie czytać o filozofii marynarki wojennej w propagitkach wydawanych pod egidą MON, które z definicji nie mogą przeczyć swojej misji i krytykować wojsko, czyli same siebie. W związku z czym często zawierają bełkot niewiele różniący się od Pańskich wypocin tutaj, czy gdziekolwiek indziej bo nie zauważyłem żeby gdziekolwiek, kiedykolwiek, z kimkolwiek w rozmowie poziom Pańskiej wypowiedzi odbiegał od tego który Pan tu demonstruje.

            Moje wypowiedzi są krytyczne bo tylko takie być mogą jeżeli uczciwie patrzy się na to co dzieje się w obronności w kraju. Chciałbym aby pieniądze publiczne były wydawane na cele służące obronności kraju a nie przetracane na prywatne grajdołki kadry, polityków i kolegów. Jeżeli to jest takie skandaliczne zachowanie to ja powstrzymam się od komentarza bo nie sposób go uczynić bez wulgarnego języka.

            A do tego nie skłoni mnie tu nawet Pan.

          • Witam,
            Być może niektóre Pana argumenty są akceptowalne jako podstawa do dyskusji, ale forma już pozostawia wiele do życzenia. Na tyle na ile rozumiem treść wypowiedzi, to chodzi Panu o konserwatyzm i brak innowacji co uzasadnia Pan chęcią sztucznego utrzymywania status quo przez grupy interesów. Otóż w sprzedaży preferuje się model, w którym 1/3 czasu czy wysiłków przeznacza się na zdobywanie nowych rynków a 2/3 na pielęgnowanie aktualnie posiadanych. Przenosząc tę analogię na grunt wojny przeciwminowej mamy 1/3 środków na innowacje i 2/3 na rozwój metod i sprzętu wynikających z doświadczenia operacyjnego. Patrząc na Kormorana w moim odczuciu mamy do czynienia właśnie z mieszaniną nowego i starego. Po pierwsze sama platforma jest dużym postępem w porównaniu z dotychczasową. Po drugie zastosowanie Hugin’a i Double Eagle jest novum w naszej marynarce i krokiem w kierunku wykorzystania systemów autonomicznych. Co do innych marynarek, to trzeba wziąć pod uwagę, że mają one do dyspozycji jednostki już wybudowane i wciąż podatne na modernizacje. Nie ma więc potrzeby budować nowych, ale z drugiej strony nikt nie pozbywa się starych. Wyjątkiem są USA ale to temat na inną dyskusję. Systemy autonomiczne są nową technologią w fazie burzliwego rozwoju. Wiele obiecują, ale na razie są wykorzystywane operacyjnie do celów rozpoznanie środowiska i wykrywania min. Identyfikacja i niszczenie min to wciąż dla UUV są tematy “badawczo-rozwojowe” chociaż bardzo obiecujące. Niwątpliwie nasza Marynarka Wojenna powinna pójść tym śladem i budować doświadczenia w oparciu o operacyjne wykorzystanie zakupionych robotów. Kontynuacja modułu dla Czapli byłaby dobrym znakiem.
            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Samym wojskowym rzadko kiedy zależy na czymś innym jak wygodnej posadce. Innowacje w wojsku to wynik zbieżności kilku korzystnych czynników. Marynarka Wojenna po 1990 ich nie doświadczyła, zamiast tego natomiast były naciski od stoczni na zachowanie kontraktów na utrzymanie okrętów, naciski od starej kadry na utrzymanie etatów, naciski od reszty wojska aby wydatki na MW poświęcić na utrzymanie status quo i modernizację w armii lub lotnictwie. Dodatkowo MW wychodziła z okresu w którym przemożny wpływ na kształtowanie się mentalności kadry miała zarówno doktryna Układu Warszawskiego i nastawienie MW na działania ofensywne na Bałtyku we wsparciu wojsk lądowych jak i dominacja wysokich oficerów armii i służb wywiadowczych (zdominowanych przez niechętne MW formacje) w sztabie generalnym a potem we władzach państwa.

            W rezultacie otrzymaliśmy w 1990 marynarkę składającą się z wielkiej ilości małych, nieprzydatnych okretów które jednak wytworzyły ekosystem na wybrzeżu – zarówno dla kadry jak i obsługi naziemnej. Przy radykalnych cięciach na obronność niemożliwe bylo utrzymanie takiego samego potencjału przy jednoczesnej modernizacji. Zatem modernizacja musiałaby się wiązać z redukcją liczebnościową, a ta, poza redukcją sił desantowych, nie nastąpiła. Do tego dochodzi potrzeba odświeżenia mentalności kadry która wychowana była w realiach które stawiały Polskę jako mięso armatnie w wojnie ZSRR z USA, a do tego była stłamszona przez SG. Nie było tam tradycji samodzielnej polityki morskiej i nie było co liczyć że taka się wytworzy bez usunięcia starych kadr i przyzwolenia na taki kierunek.

            Ponieważ opór przeciwko zmianom był ogromny efekty odczuwamy do dziś. Zaniedbania w MW biorą się z tego ze jest ona traktowana jako przedłużenie armii i sił powietrznych a nie jako osobny w polityce państwa rodzaj sił zbrojnych. Dlatego też z uwagi na to że ludzie nie rozumieją i nie interesują się tematyką morską brak dyskusji, bo po co dyskutować o innowacjach na morzu jeżeli ważniejsze jest mieć nowy czołg na Armatę lub rakietę przeciwko Iskanderom. Proszę zobaczyć jakie tematy generują dyskusję a jakie nie.

            Kormoran nie jest złym kierunkiem. Jest kierunkiem dobrym, tylko że obecnie technologicznie przestarzałym. Wynika to z tego że MW jest zapóźniona właśnie o 15-20 lat w stosunku do zachodu. Gdyby Kormorany budowano zaraz po wejściu do NATO byłby to bardzo dobry ruch. Robimy to jednak prawie dwie dekady poźniej, w sytuacji kiedy technika pozwala posunąć się dużo dalej. Problem w tym że posunąć dalej mogą się marynarki zachodu które niszczyciele min z prawdziwego zdarzenia z bogatym wyposażeniem oraz odpowiednie inne okręty miały odpowiednio wcześniej. Polska musi ten etap przejść bo dokonanie przeskoku z prymitywzmu epoki późnego PRL do XXI wieku jest możliwe, ale tylko przy posiadaniu odpowiedniej kadry promującej politykę skoku naprzód. Tak miało to np miejsce w Niemczech po IWŚ. W Polsce mieliśmy kadrę mentalnie zacofaną promująca konserwację etatów i układów. Nadrabiamy więc zaległości bo brak prymusów którzy pociągnęli by nas naprzód. Widać to dobrze właśnie w wymianie między p. Durą a jego krytykami. W umyśle marynarza dla którego skokiem naprzód był podwodny dron na ORP Mewa idea żeby trałowiec zastąpić większym bezzałogowcem ciągnącym trał i wspieranym przez podwodny dron sterowanymi z okrętu wielozadaniowego zaparkowanego kilka mil dalej zwyczajnie nie mieściła się w głowie. Prosze sobie przypomnieć jak starsze pokolenie reagowało na interenet gdy ledwo dawali radę sobie z komputerami…

            I to odnosi się oczywiście do kwestii używania naprawdę nowych technologii, jak te o których Pan pisze w artykule. Robotyzacja, automatyzacja to wszystko postępuje bardzo szybko i może wiele zmienić w doktrynie.Ale co z tego jeżeli w głowie decydentów siedzi zatkanie ust stoczniom bez względu na rezultat i kupienie jak największej liczby rakiet żeby ostrzelać wroga podczas wojny. Wyzwań technologicznych nie obalimy jednym CTMem z autorskim systemem zwalczania min. Potrzebne jest otwarcie się na innowacje, podjęcie ryzyka i pozwolenie aby kreatywność się uruchomiła “sama”. No ale to sa dwa podejścia ktorym razem jest bardzo nie po drodze do małego, ograniczonego budżetu.

          • Dziękuję za ponowne sformułowanie przez Pana swoich przemyśleń. Łatwiej jest teraz dyskutować. Opór wobec zmian jest chyba dość powszechny a w organizacjach hierarchicznych (jakim jest wojsko) jeszcze silniejszy. Warto poczytać na temat aktualnych wysiłków USNavy aby promować i wprowadzać innowacje. Drugim czynnikiem wymienionym przez Pana jest potrzeba pewnego fermentu intelektualnego tworzącego pożywkę dla zmian. Mam wrażenie, że w obu przypadkach pozytywnym elementem tworzącym coś nowego jest współpraca z NATO, co zresztą większość oficerów wyrażających swoje opinie publicznie, potwierdza. Tyle, że to “nowe” w żaden sposób nie pasuje do koncepcji polityków. Polskiej marynarce wojennej brakuje kogoś na wzór admirała Ernesta Kinga skutecznie wykorzystującego swoje wpływy polityczne dla wsparcia realizacji dalekosiężnych celów floty w okresie jej wielkich przemian. Dochodzę również do przekonania, że aby zaistniał taki ferment będący podstawą dalszej innowacji potrzeba spełnienia trzech warunków:
            1. musi istnieć otwartość w ludziach uczestniczących w dyskusji na argumenty innych. Inaczej pozostaniemy przy równoległych monologach i nie nastąpi “wzbogacanie idei” oraz jej dojrzewanie do punktu możliwej praktycznej realizacji.
            2. musi istnieć mechanizm pozwalający na wymianę tych argumentów – otwarty i powszechny. Aby to “wzbogacanie idei” mogło fizycznie nastąpić, potrzebne są fora, periodyki, konferencje czy choćby takie blogi, gdzie każdy może wymieniać się opiniami respektując ogólnie przyjęte reguły, ale nie obawiając się kary czy ataku za wyrażane myśli.
            3. musi zaistnieć “masa krytyczna” dyskutujących. Jeden czy nawet kilku geniuszy nie zbawi tego kraju. Dowolny produkt czy koncepcja składa się z takiej ilości drobnych składników, że tylko złożenie w całość pracy wielu osób często całkiem od siebie odległych w zakresie swojej pracy, może dać efekt ciągłości w twórczości.
            Każdy z wymienionych powyżej warunków napotyka u nas na przeszkody i niekoniecznie jest to wina marynarzy. Kto i gdzie ma dyskutować o problemach marynarki wojennej? Mundurowi są raczej zniechęcani, bo musieliby od czasu do czasu publicznie skrytykować istniejące rozwiązania. Cywilów znających się na rzeczy szukać ze świecą w ręku. Forum dyskusyjne jest jedno, Przegląd Morski nigdy żadnym USNI Proceedings nie był, profesjonalnych think tanków jak na lekarstwo i być może ostatnią redutą jest Akademia Marynarki Wojennej. Nawet ten blog wydaje się być branżowym “jedynakiem” w polskiej blogosferze. Na dodatek, nawet jeśli taki ferment zaistnieje, to muszą powstać mechanizmy pozwalające na eksperymentowanie, o czym Pan również pisze.
            Co do Kormorana, to nie nazwałbym go przestarzałym a już na pewno nie 15-20 lat kiedy to w ogóle nie było w służbie autonomicznych UUV. Natomiast pytanie otwarte brzmi co dalej. Jeśli poprzestaniemy na Kormoranie to on bardzo szybko się zestarzeje. Już teraz powinniśmy prowadzić prace koncepcyjne nad dalszym rozwojem walki minowej w warunkach rosnącego zagrożenia dla życia marynarzy. I jest to kierunek mający szansę, bo wojna minowa wydaje się nie wzbudzać ideologicznych czy doktrynalnych kontrowersji.

            Pozdrawiam,

            Przemek

        • Przepraszam za poprzedni wątek ale niestety z moim rozmówcą znamy się z innych okoliczności i trochę nerwy mnie poniosły. Faktycznie jednak pownienem napisać bardziej rzeczowo od samego początku, może wtedy pan Grulgor nie postanowiłby się angażować w przepychankę bo głównie w tym się lubuje.

          Zostawmy może US Navy w spokoju bo to temat rzeka i zupełnie nie ten kaliber. US Navy to też chyba najbardziej innowacyjna współczesna marynarka na świecie więc nawet jeżeli mają trudności to nie wiąża się one z wdrażaniem innowacji a jedynie ze sutecznością i kosztami ich implementacji. Ja w takiej sytuacji lubię powoływać się na naszych bałtyckich sąsiadów – Duńczyków. Tam innowacje zostały wdrożone bardzo dobrze i świetnie się sprawdziły i całkowicie w naszych możliwościach budżetowych. Z drugiej strony popatrzmy jednak jak zorganizowane są duńskie organy państwowe zajmujące się obronnością. W Polsce natomiast po 1990 roku dominowała w dalszym ciągu struktura żywcem przeniesiona z PRL gdzie wojskowi panoszyli się w państwie jak na folwarku, a przemysł zbrojeniowy oczekiwał że zamówienia będą mu podane na tacy. Przejście z modelu gdzie cały kraj pracuje na wojsko, do modelu gdzie wojsko “pracuje” na kraj jest trudne i dlatego tak bardzo podkreślam konieczność modernizacji mentalnościowej nad modernizacją techniczną. Smutną prawdą jest to że obecny program modernizacyjny będzie w istocie pierwszym programem na którym MW będzie mogła się tego uczyć. Poprzednie, jak Gawron czy Żeglarek to były tylko dopiski to założeń z lat 80tych realizowane z takim samym podejściem i takim samym skutkiem. Chodzi tu nie tylko o okręty ale także proces myślowy czy metodę organizacji inwestycji.

          Co do punktów 1-3 bezwzględnie się zgadzam i jeżeli zauważymy to powoli się to tworzy – głównie w internecie, który jest dużo bardziej swobodną platformą wymiany informacji niż magazyny branżowe które stanowiły głównie platformy do promocji albo linii rządu i dowództa, albo reklamodawców (vide Defence24). Dyskusja i ferment były tam z naturalnych przyczyn mocno ograniczone. Niestety obawiam się że po pierwsze będzie to walka zacięta ponieważ ścierać się tam będą interesy wojsk lądowych (po co nam okręty Rosja zaatakuje lądem) i powietrznych (najlepszy okręt na Bałyk to samolot). Po drugie w najbliższym czasie podstawową okolicznością do dyskusji o MW będzie niestety fiasko obecnego PMT – będziemy raczej dyskutować o tym jak nieudane są projekty Miecznika, Czapli, Orki etc. ewentualnie cały zakres PMT, niż o tym co jest sukcesem. Niestety wiązać się z tym będzie postawa obronna ludzi odpowiedzialnych za te programy i w związku z tym proponenci rozwoju MW bedą między młotem a kowadłem. Między domagającymi się pieniędzy WL i LW a obecnymi autorami modernizacji MW którzy patrząc na dotychczasowe postawy będą zachowywać się raczej jak pan Grulgor niż zaakceptują błędy w interesie odnalezienia kompromisu z ludźmi z którymi mają wspólne interesy. Niestety tak długo jak w interesie MW nie będzie bycie marynarką wojenną a jedynie zbiorem etatów i kontraktów to się nie może stać. Taka smutna refleksja. Dużo pracy nas czeka, a ludzi Pańskiego pokroju w szczególności.

          Z drugiej strony jeżeli ktoś chciałby pomóc to jakie są możliwości żeby para nie szła w gwizdek i nie kończyło się na bezcelowych, aczkolwiek przyjemnych, dyskusjach na forach internetowych? Czy na przykład Rada Budowy Okrętów przewiduje możliwość przekształcenia się w coś takiego jak amatorsko rozkręcony przecież CIMSEC czy pozostanie klubem paru panów do organizacji sympozjów w starym stylu? Niestety mam wrażenie że jest własnie tak – mamy klubik i jest nam dobrze. Jakie są alternatywy dla prowadzenia publicznej dyskusji o MW w Polsce wobec portali i magazynów w których dominującą rolę będą mieli edytorzy tworzący treść pod reklamodawców?

          Fora są cztery (2WŚ, FOW, militarium i NFOW) i wszystkie są dość słabe w charakterze społeczności generującej idee, w dodatku jak każde forum ograniczone są mentalnością grupy i dyskusje nie zawsze są konstruktywne. Być może przydałaby się strona tematyczna integrująca je w ramach jakiegoś agregatora? Pański blog jest faktycznie jednym z wyjątków i dlatego życze mu jak najlepiej. Szkoda że nie ma więcej, także wykraczających poza tematykę PMW. Być może coś pojawi się jak konflikt powoli zacznie się krystalizować w Pd-Wsch Azji bo tam będzie przecież kwintesencja zagadnień morskich na talerzu i w sosie pierwszej ligi światowej. Źle by było gdyby jedynym pośrednikiem był w takim charakterze pan Bartosiak który – nie deprecjonując jego wkładu w komentarz geopolityczny – ma problem z użyciem linijki na mapie.

          Problemem jest też to że wciąż PMW operuje w ekonomicznej pustce. Tu przede wszystkim trzeba patrzeć na decyzję ministerstwa właściwego do gospodarki morskiej – to oni mogą przywrócić Polsce rację bytu na morzu zauważalną przez przeciętnego człowieka. Z tym przyjdą środki o które będzie można walczyć i nagle dyskusja przestanie być czysto akademicka. Popatrzmy jak skutecznie wypłynęło właśnie Defence24 ktore jest przecież portalem prowadzonym przez firmę lobbystyczną pracującą na rzecz koncernu energetycznego.

          Sami marynarze są akurat najmniej winni i do nich mam najmniej pretensji. To szeregowi pracownicy służby. To raczej wysoka kadra – dowództwo floty i flotylli, sztaby, AMW etc, determinują jak wygląda polityka informacyjna MW i to ich trzeba przede wszystkim winić. To winą góry jest też to że nie ma alternatywy dla kadry. Przykładowo często powtarzam o utraconej szansie jaką było wycofanie większości zbędnych jednostek ale przecież nie oznacza to wcale że oficerów należało utracić. Jeżeli popatrzymy na to jak IU prowadzi obecnie procesy przygotowawcze do przetargów, w jaki sposób ustala się warunki techniczne, kto i jak nadzoruje remonty, modernizacje etc to widać gołym okiem że przydałoby się trochę rąk i głów do pracy. A jednak z jakiegoś powodu zdecydowano na utrzymanie fikcji i jednocześnie zmarnowano zasoby które przejadały budżet. Tych decyzji nie podjęli politycy – bo ci nie mieli wystarczającej wiedzy – te decyzje podjęła wysoka kadra MW która bała się żeby ich prywatnego folwarku nie ruszać bo jeszcze kogo nie trzeba awansują, gdzie nie trzeba zajrzą…

          Wstąpienie i współpraca z NATO była absolutnie zastrzykiem idei i świeżej krwi w wojsku i tu ponownie widać jak wielką szansą mogło być odważniejsze zreformowanie MW która obok wojsk specjalnych była tym rodzajem wojska które najłatwiej i najintensywniej mogło korzystać z doświadczeń sojuszu działając jako pośrednik między NATO a resztą WP. Ale co z tego jeżeli uznano że zobowiązania sojusznicze trzeba wypełnić w zakresie minimum a reszta ma być po staremu. Politycznie ryzykowne wyprawy do Afganistanu czy Iraku też były prowadzone pod dziwacznymi pretekstami i z dziwnymi motywacjami (“sprawdzenie się” w sojuszu, kontrakty w Iraku) w sytuacji kiedy tak naprawdę przyczynek i korzyść była jedna – wdrożenie WP w procedury i struktury NATO i przećwiczenie wojska w praktyce. I tak dobrze że zrobiono co zrobiono, choć można było lepiej, i wcale nie uważam żeby pieniądze wydane na misje były zmarnowane dla zasady. Po prostu wydano je gorzej niż można było to zrobić. Niemniej jednak jak popatrzymy jakie koszta pociągnęło za sobą dostosowanie wojska do tych operacji (od czego byśmy przecież nie uciekli w pełni) a jakie koszta pociągnęłaby pełna integracja MW z NATO to pozostaje tylko pukać się w głowę.

          Kormoran nie jest przestarzały pod względem systemów ale koncepcyjnie. Przy czym nie wszystko co przestarzałe musi być od razu złe i w całości. Powtórzę jeszcze raz – budowa Kormorana nie jest błędem. Jest rozwiązaniem mniej optymalnym niż niektóre rozwiązania bardziej na czasie ale nie jest to katastrofa jaką był Gawron lub na jaką powoli wyrasta Miecznik. Natomiast błędem było odrzucenie podejścia które proponował min. Dura – oparcia się o modułowość – bo to pozwoliłoby na większą ekonomizację i uniwersalność. To czy poszczególne moduły i elementy systemu zostałyby osadzone na dedykowanym kadłubie lub – tak jak miało to miejsce w StanFlexach 300 – na kadłubie uniwersalnym ale “na stałe” byłoby wtórne. Natomiast bezdyskusyjne jest to że problemem przy Kormoranie było zorganizowanie całego projektu i znalezienie wykonawcy, w szczególności wykonawcy podstawowych systemów okrętu – czyli stoczni. W MW “modernizacja marynarki” to wciąż synonim dla “dać zarobić polskim stoczniom” co na potoczny język tłumaczyło się “dać zarobić SMW”. Z tego powodu każda inwestycja była zablokowana ponieważ zabierano się za nią od złej strony. Systemy przeciwminowe można było wdrażać już dawno aczkolwiek ważniejsze okazały się bezsensowne zakupy kolejnych rakiet przeciwokrętowych – w szczególności program Żeglarek – i próbować je implementować nawet na istniejących okrętach dzięki modułowości. Przykład: wspomniałem w pierwszym komentarzu o kutrach klasy Pilica. Używano ich do celów do których się nie nadawały w sytuacji gdy więcej sensu miało np przeniesienie systemów ZOP na ścigacze klasy 912M, które były wogóle kompletnie przestarzałe, i przebudowanie ich na drony typu Seehund – zdalnie sterowane “pobudzacze” min lub ciągniki dla trałów. Czy byłoby to praktyczne nie wiem ale na pewno pozwoliłoby zdobyć doświadczenie i czegoś się nauczyć. No i przede wszystkim usunęłoby z doktryny sporo kompletnie zbędnych okrętów które służyły jako wymówka dla unikania reform. Ponieważ jednak uznano kierując się opinia samozwańczych ekspertów że modułowość to bzdura to Kormoran powstał w momencie kiedy było jak zbudować OKRĘT. A to w istocie było najmniej istotnym elementem bo trałowce akurat budować potrafimy a przecież nic nie stało na przeszkodzie by za okręt testowy służył Czernicki.I to jest własnie efekt przyjęcia przestarzałego podejścia do zagadnienia MCM, a nie to czy mamy dedykowane okręty.

          • A ja jestem bardzo zadowolony z dyskusji i tego na czym stanęła 🙂 wygląda na to że Pan nieco wyważył ton oraz zaczął wypowiadać się bardziej w temacie. Mam na myśli to, że nie byłoby tej wymiany zdań gdyby nie wypowiedzi jak ta: “MW to koncepcyjny skansen i intelektualne bagno” – powinien Pan brać pod uwagę fakt, że “pole rażenia” takimi opiniami jest bardzo duże.
            Przy okazji przedstawiłem swoje zdanie, jak wspomniałem opiera się na opinii osób bliżej związanych z tematyką, lecz naturalnie nie musimy na siłę dochodzić wspólnego poglądu – każdy ma prawo do własnej opinii i wystarczy że to uszanujemy.

          • Był Pan marynarzem? W jakich latach? Opieram się na tym:

            “Sam wywodzę się z “mafii” innej branży niż “trałowcowa””

          • Witam,
            Komentując wątek Kormorana pozwolę sobie dodać tylko kilka uwag bardziej technicznych. Nasuwa się podstawowe pytanie na ile przyszła platforma przenosząca modułowe i autonomiczne systemy walki minowej będzie platformą wyspecjalizowaną jak niszczyciele min. Wówczas główna różnica pomiędzy tą platformą a Kormoranem to amagnetyczny kadłub ewentualnie jakaś forma systemów samoobrony. Jeśli natomiast nosicielem ma być okręt wojenny jak korweta, fregata to wtedy zadaniem modułu będzie raczej wykrywanie i unikanie min niż ich neutralizacja. Szczególnym przypadkiem może być okręt patrolowy, którego zamiana podstawowej funkcji na tymczasowy niszczyciel min byłaby akceptowalna.
            Co do modułowości, to jesteśmy dopiero w połowie drogi. Na ile pozwoliła mi zrozumieć temat lektura w internecie cykl zwalcznia min składa się z kilku etapów: detection, classification, localization, identification, neutralization. Systemy autonomiczne zademonstrowały do dzisiaj zdolność mniej więcej połowy z wymienionych zadań. Druga połowa jest w fazie zaawansowanych badań i testów. Możemy wymienić program EDA, francusko- brytyjski MMCM i oczywiście Amerykański związany z LCS. Ta druga połowa obecnie jest realizowana przez roboty zdalnie sterowane (ROV), których zasięg jest ograniczony długością kabla czy uwięzi. Zwykle jest to kilkaset metrów co oznacza, że okręt może się znaleźć niespodziewanie w środku pola minowego. Stąd wymóg a-magnetyczności. Teoretycznie około 2020 roku ten “kabelek” zostanie przecięty i pierwsze w pełni autonomiczne systemy wejdą do służby. Innym tematem są nurkowie-minerzy. Nie chcę się wymądrzać, ale akurat w Polsce mamy do czynienia w czasie pokoju z wielką ilością niewybuchów i pozostałości z czasów II wojny światowej. Być może nurkowie to najlepszy dzisiaj znany sposób? Tak więc, jeśli chcieliśmy mieć zdolności MCM szybko to zdecydowano się na aktualny poziom technologiczny i wyspecjalizowanego nosiciela. Na plus planu modernizacji należałoby wpisać Czaplę z modułem przeciwminowym, a więc uwzględnienie w planie koncepcji modułowego systemu autonomicznego niezależnego od nosiciela.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Do Pana xxx: 2 lata jestem w rezerwie po ok 20 latach służby.
            Do Pana Przemka: trafił Pan w sedno co do zakresu działań jednostek wyspecjalizowanych i tych, które osiągają zdolność MCM po przez moduły. Świadczy też to o tym że nie “kupił” Pan idei modułowej w takim zakresie jak robi to wiele osób. Problem leży też w tym, że platforma musi być przystosowana operacji w rejonie zagrożenia minowego (np. aby przygotować trasę przejścia sił). Fregata czy korweta z modułami nie będzie takich zadań wykonywać chyba że kogoś naprawdę stać na takie ryzyko. To jest pole dla wyspecjalizowanych jednostek, które nie będą się w takim stopniu narażać bo ich konstrukcja została przystosowana. To samo przekłada się na inne obrony – można na jednostkę załadować kontener zadaniowy z lekkim sonarem holowanym, ale jak pojawi się zagrożenie ze strony okrętu podwodnego to każdy rozsądny będzie wolał w zespole 1 fregatę ZOP (np. typ 23 lub F70) zamiast kilku “kontenerów”.
            W pełni autonomiczne systemy może wkrótce wejdą do służby, ale zarówno promień jak i zakres działania raczej nie będzie porównywalny do jednostek załogowych, a przynajmniej nie sądzę aby rozwiązaniem było na to czekać. Dlatego popieram koncepcję Kormorana i bardzo się cieszę, że ten okręt powstaje.

          • Panie Przemku

            Zacznijmy od tego że dość oczywistym jest że żaden z naszej trójki nie jest przeciwnikiem Kormorana. Ja – mimo iż jestem zwolennikiem rozwiązań przyszłościowych jestem w pełni w stanie się zgodzić że z uwagi na istotność problemu zagrożenia minowego dla Polski posiadanie takiej dedykowanej jednostki może być zasadne do momentu w którym alternatywa jest, działa i wiemy że jest skuteczna, a kiedy to nastąpi… ciężko powiedzieć patrząc na sprawność z jaką MW sobie radzi. Na chwile obecną nikt nie kwestionuje tego że te rozwiązania nie są gotowe na już, zwłaszcza w tak zacofanym technologicznie kraju jak Polska i że nie wszystko da się jednym narzędziem załatwić. Z praktycznego punktu widzenia zatem posiadanie Kormorana to bezwzględna konieczność i absolutnie nie postuluję rezygnacji z tych jednostek. Więcej: twierdzę, że dokładnie takie powinniśmy budować już dawno, zamiast niedorzecznych fantazji pt. Gawron czy marnowania pieniędzy na modernizację Orkanów, aczkolwiek ciężko powiedzieć jak wyglądałoby to w okresie kiedy nieformalny monopol na produkcję dla MW miała jedyna słuszna stocznia. Po prostu twierdzę że o ile Kormoran to byłoby doganianie peletonu marynarek światowych to już wtedy powinniśmy myśleć o tym co dalej. Także projektując Kormorana próbować jak najbardziej potraktować go “modułowo” – z tym że w ujęciu takim jak zrobiono to z systemem MeKo lub StanFlex.

            Tu dochodzą problemy samej modułowości jako narzędzia. Program StanFlex wdrożony na przełomie lat 80tych i 90tych (!) pokazał bardzo dobitnie że modułowość powinna być rozumiana zupełnie inaczej niż wymienianie klocków z misji na misje i daje zupełnie inne pożytki nieprzewidziane podczas projektowania koncepcji – przede wszystkim długoterminowe oszczędności na uzbrojeniu które stanowi ogromną część kosztów budowy jednostek. Notabene producenci transportera Boxer wogóle nie wyciągnęli z tego lekcji i pojazd zotał zaprojekotwany właśnie wg reguł “klockowych” tylko po to by obecnie jeździć z modułami zainstalowanymi na stałe. Problem rewolucji bezzałogowej czy modułowej w dziedzinie MCM dotyczył nie konkretnych rozwiązań i implementacji ale tego jak się wogóle do tego typu zagadnień podchodzi u nas co pięknie pokazął p. Grulgor reprezentując mentalność MW: my wiemy lepiej a jak coś wam się nie zgadza to dlatego że jesteście głupi a nie dlatego że my nawalamy. Nie jest to oczywiście wyjątek – cierpi na to całe wojsko, ale ponieważ płaci podatnik a odpowiedzialności nikt nie ponosi to problemu jakby nie było.

            Natomiast wracając do samej “modułowości” i możliwości jakie zapewniają systemy zdalne: błędem jest traktowanie możliwości niszczyciela min jako jednostki miary. Niczyciel min ma z reguły 50-60m długości i 500-700t wyporności a w związku z tym nie zabierze na morze tyle samo wyposażenia co okręt cztery razy większy. To że jego ROV posiada zasięg na przykład 500m wynika nie z tego że na więcej nie pozwala fizyka wody ale z tego że tylko taką szpulę przewodu okręt zabiera. Jeżeli zabierze dwa razy dłuższy przewód to zasięg takiego pojazdu zwiększa się dwukrotnie a pole działania czterokrotnie. Jeżeli zabierze trzy razy dłuższy przewód to zasięg zwiększy się trzykrotnie a pole działania dziewięciokrotnie. Problem narażenia jednostki-matki sprowadza się do zapewnienia odpowiedniego zasięgu systemów zdalnych a to zawęża się niemal wyłącznie do konstrukcji kabla i zaprojektowania systemu w oparciu o technologię cyfrową a nie analogową. Wydaje mi się że jest to do zrobienia zwłaszcza że magazynowanie takich kabli to problem długości spirali, a tu mamy podobne zależności. Drugim problemem jest zasięg sonaru do wykrywania obiektów na dnie. Tu jeżeli rozmiar oprzyrządowania nie pozwala na upchnięcie go w pojazd podwodny – rozwiązaniem może być użycie większych bezzałogowców poruszających się na powierzchni jako “holowniki sonaru” dokładnie w ten sam sposób w jaki DM używała Seehundów do wzbudzania min lub jak używała jednostki badawczej “Planete” jako okretu ZOP we współpracy z okrętami 212A. W połączeniu z sonarem na kadłubie nosiciela mielibyśmy zupełnie inne możliwości no i obraz z więcej niż jednej strony lub obrazowanie wielu miejsc na raz. W rezultacie mówimy tu jednak o okręcie którego gabaryty będą się zaczynać w okolicach Czernickiego aby faktycznie skutecznie mógł realizować swoje zadania bez narażania się. Z tym że taka jednostka już na starcie będzie w stanie zastąpić – dzięki ilości sprzętu jaki może zabrać – nie jeden ale dwa a może nawet trzy niszczyciele min. Co więcej , jeżeli w istocie konstrukcja sprowdziłaby się do dużego okrętu z uniwersalną ładownią to jako bazowa jednostka okręt taki mógłby byc do wykorzystania także do innych celów i tak uzyskiwalibyśmy korzyści ze skalowania produkcji.

            Obawiam się że Czapla może nie byc odpowiednio daleko idącym rozwiązaniem. Z pierwotnych założeń wykluwa się okręt rozmiarów Fassmer OPV80 (80m, 1850t) , podczas gdy z moich rozważań wykluwa się coś na kształt CrossOvera Security 115 (115m, 4500t) z przestronnym flex-deckiem i co najmniej trzema włazami na rufie i po obu burtach. Z tym że co faktycznie z niej wyjdzie to się dopiero okaże bo dokumenty które IU opublikował dają nieco pokraczny obraz tego okretu a całe postępowanie toczy się – niespodzianka! – za zamkniętymi.

            Co do przydatności kadłuba amagnetycznego i odpowiedno wzmocnionego do radzenia sobie z eksplozjami trzeba by się udać do konstruktorów i zapytać ile faktycznie to kosztuje i jak daje się skalować w zależności od domyślnego rejonu operacji. Dla jednostek operujących nad miną wymogi będą inne od tych operujących w odległości 500m od miny. Nie mam pojęcia jaki byłby koszt budowy kadłuba niemagnetycznego dla jednostki takich rozmiarów jak powyżej, a bez tego ciężko dyskutować o ekonomice produkcji. Raczej wydaje mi się że minimalizację pół fizycznych trzebaby osiągnąć innymi, bardziej praktycznymi metodami i skupić się na zwiększonej wytrzymałości kadłuba.Jeden z ciekawszych aspektów czysto technicznych Kormorana – pędnik cykloidalny – staje się zbędnym dodatkiem w sytuacji gdy okręt nie musi sam w sobie manewrować.

            Natomiast myślę istotną uwagą jest to że o faktycznej słuszności propozycji o której tu piszę zadecydują nie rozważania teoretyczne ale testy praktyczne, a do tych dobrze by było mieć zarówno sprawny klasyczny niszczyciel min jak okręt który byłby w stanie zasymulować nowe rozwiązanie (Czernicki?) tak więc siłą rzeczy przynajmniej ten jeden Kormoran byłby potrzebny do samych testów. Tak więc chociażby z tego powodu dobry niszczyciel min w służbie MW musi się pojawić. Być może w wyniku takiej konfrontacji okaże się że optymalny do potrzeb Polski na Bałtyku jest okręt pośredni- czyli Kormoran ale trochę większy, może z lądowiskiem, tak by mógł jednocześnie patrolować rejony gdzie prowadzone będą operacje podwodne. Nie jestem tego do końca pewny ale w przeciwieństwie do ekspertów z MW nie będę odrzucał z góry propozycji bo nie pasuje mi do linii politycznej.Może się też okazać że zamiast okrętu do wszystkiego lepiej jest mieć zarówno niszczyciele min dedykowane jak i okręty-matki dla systemów zdalnych i posiadać siły zdolne do pełnego spektrum działań, zarówno do obszarowego czyszczenia jak i do eliminacji wyjątkowo problematycznych pojedyńczych min lub małych pól minowych. Wówczas faktycznie MW mogłaby powiedzieć że jej specjalnością są działania przeciwminowe i nie byłaby to tania ściema pod publiczkę dla tuszowania decyzyjnego bezwładu i braku pomysłów.

            ———

            Do Pana Grulgora

            Domyślałem się już od jakiegoś czasu ale cieszę się że się Pan w końcu przyznał. To w zasadzie wszystko co potrzebne jest żeby podsumować nie tylko tą, ale praktycznie wszystkie nasze rozmowy do tej pory i w zasadzie może służyć jako puenta tego co napisałem na samym początku jak i powyżej.

          • Witam,

            Myślę, że czas na dalsze sprecyzowanie problemu. Oddzielmy cechę modułowości od autonomiczności. Co do pierwszej to uważam, że nie miała jeszcze okazji pokazać swoich zalet. Opinie zebrane opierają się na dotychczasowych doświadczeniach państw, które wprowadzały/wprowadzają modułowość z pewnym zamysłem. Na przykład Amerykanie chcieli wymieniać moduły misyjne w trakcie “deployement” co w ich przypadku oznacza tysiące mil od bazy. Nie działa, ale to nie znaczy, że modułowość nie działa. Marynarka duńska jest takiego ograniczenia pozbawiona i StanFlex 300 może operować w pobliżu własnych baz więc wymiana nie stanowi problemu. W przypadku Danii powstaje jednak pytanie czy istnieje potrzeba zmiany konfiguracji. Raczej nie, bo mając kilka jednostek można je przydzielić do konkretnych zadań, zwłaszcza biorąc pod uwagę działania w czasie pokoju gdy dwie jednostki danego typu mogą wystarczyć. Koncept zacząłby się bronić w czasie wojny, gdyby były tylko 3 StanFlexy zamieniane do działań MCM i FAC.
            Autonomiczność można stosować zarówno na okrętach specjalizowanych jak i nie specjalizowanych. W rzeczy samej Anglicy wprowadzają systemy autonomiczne na dedykowane okręty MCM. Modułowość w MCM jest o tyle pożyteczna, że dedykowane jednostki mają kiepską mobilność strategiczną a taki moduł na upartego przerzuci się samolotem w region działań. Prawdą jest również Pana uwaga, że większe okręty LPD są dobrą bazą dla takich modułów. Tak próbują robić Amerykanie. Z drugiej strony LPD zawsze będzie “bardziej potrzebny” gdzie indziej czyli do zadań desantowych.
            Byłbym bardzo ostrożny w stwierdzeniach do do możliwości wydłużania kabla. Gdyby to było takie proste, to byłby to najprostszy sposób “zabijający” systemy autonomiczne na wstępie. Proste z pozoru rzeczy mogą się okazać niezwykle skomplikowane. Przykład – RMMV USNavy, który to projekt “padł” między innymi na zawodności kabla holującego (mam nadzieję że dobrze pamiętam wpis z USNINews)! W kosmos latamy, ale kabla nie umiemy zrobić 🙂
            Ostatni Pana paragraf znacznie rozszerza zdolności okrętu o całkiem nowe dziedziny jak ASW czy patrolowanie. Nie mogę odnaleźć raportu australijskiego na temat projektu łączącego funkcje patrolowe, hydrograficzne, przeciwminowe i lekkiej korwety w jedno. Podobnie do projektu brytyjskiego. Wniosek był taki, że łączenie tych wszystkich funkcji jest ekonomicznie niejednoznaczne i ma ewentualny sens łączenie w podgrupach. Problem jest częściowo operacyjny – MCM jest “przywiązane” geograficznie do pola minowego a patrolowanie to de facto poszukiwanie na otwartej i szerokiej przestrzeni. Mamy konflikt zadań. Ponownie modułowość mogłaby by być pożyteczna pod warunkiem akceptacji i możliwości zmiany modułów od misji do misji. Ponieważ pytań jest wiele, doświadczeń operacyjnych mało a zasobów jeszcze mniej, to jest naturalne, że inwestuje się w systemy sprawdzone. Powstaje pytanie o miejsce na innowacje, od którego zaczęliśmy dyskusję. Z tego punktu widzenia Czapla jest mocno niedocenianym projektem. Byłaby to bardzo ciekawa platforma eksperymentalna nie dla testowania technologii ale konceptów operacyjnych. Drobna modyfikacja polegająca na zmianie planu z 3+3 na 4+2 (te dwa to tanie OPV a nie standardowa platforma z korwetą) byłyby wystarczającym kompromisem pomiędzy szansą dla innowacji i zdolnościami bojowymi “na teraz”.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Nie bardzo rozumiem co ma Pan na myśli pisząc “autonomiczność”. Miałem wrażenie, że chodziłoby o drony przeciwminowe operujące samodzielnie – do czego droga jeszcze bardzo daleka, raczkuje dopiero przecież autonomiczny ZOP – ale nie wydaje mi się, że to miał Pan na myśli. Doprecyzowanie?

            Problem z niewymiennością modułów na okrętach duńskich wziął się z powodów praktycznych. Nie chodziło o to że modułów w praktyce nie dało sie wymienić bez tworzenia problemów, bo to działało bez zarzutu, ile o to, że nigdy nie zaszła taka potrzeba. Wynikło to jednak z faktu, że MW Danii była w tamtym okresie projektowana przede wszystkim pod konflikt pełnoskalowy na Bałtyku, a więc mieliśmy konkretny teatr działań, konkretny przedział czasowy i konkretne zagrożenia. Kiedy te uwarunkowania uległy zmianie stało się to w sposób, który wogóle podważył użyteczność jednostek typu SF300 i dlatego je zlikwidowano, a nie zastąpiono, po około 20 latach służby. Z kolei dla US Navy obecnie uwarunkowania działań prezentują się skrajnie odmiennie – LCSy mają operować na całym globie, wypełniać zadania od funkcji patrolowych po współdziałanie w zespołach floty w trakcie wojny i okres trwania operacji jest non-stop (stąd założenie że LCSy będą działać w parach rotujących trzy załogi). Stąd możliwość ograniczenia logistyki do modułu z załogą który się przerzuca np Starlifterem lub Galaxy (co jednak ogranicza rozmiar modułu lub jego części do 120t) jest ogromnym atutem. Ale atut ten bierze się z faktu że LCS ma być okrętem który faktycznie będzie realizował te różne zadania ponieważ USNavy “opiekuje się” morzami na całym świecie i w związku z tym mierzy się z całym wachlarzem wyzwań przez cały czas. Tak więc należałoby pamiętać o tym że modułowość to przede wszystkim zagadnienie z dziedziny ekonomiki flot – jak najefektywniej realizować zakres zadań – a nie ekonomiki poszczególnych operacji – jak najefektywniej realizować konkretne zadanie. W tym drugim nigdy nie przebijemy dedykowanej konstrukcji i krytycy LCSów często podnoszą ten argument wskazując, że koncepcja okrętu powstała u zarania “Wojny z terroryzmem” podczas gdy po dekadzie jej trwania terroryści przekształcili się w quasi-państwa a wyrasta na problem bardzo klasyczne zagrożenie ze strony Chin. Jeżeli LCS okaże się błędem to będzie to wynikiem nie wad koncepcji modułowości a ograniczonych zdolności tej z gruntu ekonomicznej platformy.

            Nie powiedziałbym, że LPD jest dobrym okrętem dla stosowania modułów. LPD ma swoje ograniczenia z uwagi na optymalizację konstrukcji pod funkcje transportowe oraz dok. O ile jako LPD nie klasyfikujemy jednostek typu Absalon czy Cross-Over takie rozwiązanie ma sens w sytuacji, gdy LPD już jest i można go wykorzystać. Ale czy na pewno jest to optymalne rozwiązanie? Być może więcej sensu ma dostosowanie jednostki logistycznej, która będzie w stanie nie tylko bazować jednostki zdalne ale zaopatrywać jednostkę eskortującą lub dowodzenia. Możemy sobie wyobrazić tandem takiego okrętu bazy i np. odpowiednio zmodyfikowanej fregaty. Fregata zapewnia parasol plot, sensory, koordynację i dowodzenie podczas gdy okręt baza przenosi i obsługuje systemy bezzałogowe i zaopatruje fregatę.

            Pisząc o ograniczeniach w wydłużeniu kabli proszę pamiętać że mówimy tu o sytuacjach gdy pojazd bezzałogowy ma operować 20 km od jednostki macierzystej w odległości 3-4km i na głębokości 300-400m maksymalnie. Biorąc pod uwagę że istnieją już teraz ROV które na takie odległości działają – choć chodzi tu przede wszystkim o głębokość zanurzenia – nie chce mi się wierzyć ze problem z kablem był nie do przeskoczenia. Szczegółow nie znam, ale z tego co o programie czytałm mam wrażenie, że trudności z RMMV były raczej bardziej złożone i brały się ogólnie z nowatorskiego charakteru technologii i zapewne złej organizacji prac i budżetu. Wydaje mi się, że na problemach z kablem po prostu potknięto się “o raz za wiele” w sytuacji kiedy program nie podobał się decydentom z innych przyczyn. Raczej dopatrywałbym się tam pretekstu bo przecież program LCS to jedna wielka zawierucha o którą buldogi w USA walczą pod dywanem, na dywanie i w środku samego dywano. Ile programów przepchano mimo wad, które potem poprawiano?

            Odnośnie ostatniego akapitu i dodawnia zadań:

            Raport chętnie przeczytam jeżeli Pan znajdzie.

            Funkcje hydrograficzne i przeciwminowe (realizowane w sposób zdalny) wydają mi się łatwe do połączenia z uwagi na to że w znacznej mierze się pokrywają. Duży okręt-nosiciel systemów MCM może wykonywać zadania hydrograficzne bez najmniejszych problemów. Funkcje “patrolowe” należy tu rozumieć nieco odmiennie od typowych zadań OPV, które mają charakter policyjno-prewencyjny i faktycznie sprowadzają się do okrętu przemierzającego duże obszary morskie. Miałem na mysli okręt jako platformie dla sensorów i patrolowych systemów bezzałogowych uzupełniających system informacji o kontrolowanej przestrzeni. Sensorów i świadomości sytuacyjnej nigdy za wiele – przynajmniej takie jest moje zdanie – a np patrolowy dron startujący z wybrzeża będzie mógł pokonywać zupełnie inną trasę w sytuacji kiedy na jej końcu, gdzieś na morzu czekać będzie na niego okręt na którym będzie mogł uzupełnić zapasy. W przypadku działań ZOP powołam się tu na prowadzone obecnie projekty rojów bezzałogowców które działają jako aktywne sonary do obrazowania morza współpracujące z jednostkami nawodnymi i powdodnymi ZOP. Okręt który używa dronów do zwalczania min mógłby służyć jako baza dla takich systemów i tym samym rozszerzać pole efektywnego działania takiej sieci ZOP. To też można by zakwalifikować jako swoisty “patrol”. Pełnienie funkcji lekkiej korwety natomiast to już chyba mała przesada bo poza zdolnością takiej jednostki do korzystania z rozwiązań “distributed lethality” byłby to mizerny okręt wojenny, a tym bardziej “lekki”.

            Czapla zdecydowanie jest najbardziej interesującym projektem w całym PMT właśnie z uwagi na innowacyjnośc operacyjną – czyli to z czym w PMW do tej pory było najgorzej – ale też najgorzej dopracowanym w samej dokumentacji dostępnej publicznie, z której wyłania się bardzo pokraczny duży szybki trałowiec. Jeżeli w takiej formule będzie zrealizowana, lub jeżeli wykonawcy narzucą swoje propozycje z uwagi na niedopracowane wymogi IU (co nie jest niemożliwe, wielokrotnie brak sprecyzowanych oczekiwań powodował że otrzymywano zupełnie coś innego niż było potrzebne tylko dlatego że producent chciał wcisnąć produkt) to bedziemy mieli dość spektakularną klapę. Choć nie wątpię, że nawet wtedy MON i MW sprzedadzą to jako wielki sukces bo przecież nowe okręty, a instytucje te nie są jak na razie zdolne ani do bicia się w piersi ani do autorefleksji.

            Zamiana stosunku jednostek z 3+3 na 4+2 po pierwsze jest niemożliwa z powodów formalnych, a zmiana na późniejszym etapie bedzie niemożliwa jeżeli wygrają dwa różne projekty. Poza tym bierzmy poprawkę, że do służby wejść ma nieszczęsny Ślązak, który formalnie nadaje się na przezbrojenie lepiej niż Czapla czyli OPV z modułem MCM. Z kolei jeżeli Czapla zbudowana będzie w oparciu o tą samą platformę co Miecznik (wg propozycji BTT, która była bezczelną zrzynką z istniejącego projektu, bodajże Navantii) to nie będzie miało to większego znaczenia, a na pewno będzie tańsze na początek. Co do zdolności bojowych “na już” to rozważania takie wogóle nie mają wiele sensu bo przecież zdolność taka zależy przede wszystkim od przenoszonego uzbrojenia, a w przypadku Bałtyku od posiadanego radaru i systemów plot. Tymczasem Narew na razie schowana za horyzontem i nic o niej nie słychać, a Wisła wogóle nie wydaje się być rozpatrywana w sposób sensowny a jedynie w charakterze “zestrzelmy Iskandery”.

  2. nie będę Pana do niczego skłaniał. Kwestię poziomu wypowiedzi pozostawmy innym osobom, bo między sobą tego przecież i tak nie rozstrzygniemy 🙂 jak Pan to lubi nazywać, Pański ‘bełkot’ kontra mój.
    Nie zgodzę się ze stwierdzeniem że z wyspecjalizowanych sił MCM się rezygnuje. Rozwiązania modułowe pozwalają częściowo uniezależnić od konieczności wzywania sił przeciwminowych. Ale tam gdzie zagrożenie ze strony min będzie miało poważny wpływ na operacje o większej skali (np. działania amfibijne) jednostki MCM są i raczej będą niezbędne. Można to zaobserwować miedzy innymi w nowych technologiach systemów obserwacji podwodnej i trałów, których nie umieści Pan w module dla korwety i nie dostrzegłem aby ktoś chciał się z tych rozwiązań wycofywać. Sam wywodzę się z “mafii” innej branży niż “trałowcowa”, ale np. zdaniem przedstawicieli zachodnich “gangów MCM’owych”, owszem można spodziewać się zmniejszenia tych sił ale zdecydowanie nie ich wycofania. To potwierdza fakt, że moduły nie rozwiązują całkowicie problemu żadnej z obron, podobnie jak np w przypadku OPL czy ZOP – pozwalają jedynie na osiągnięcie zdolności do działania w ograniczonym zakresie.
    Więc idąc w stronę naszych realiów – trałowce zostaną wycofane, niszczycie min też ze względu na ich wiek. W “perspektywie” jest projekt Czapla, czyli 3 jednostki o niejasnej obecnie zdolności zwalczania min (lecz na pewno nie wyspecjalizowane do tych zadań). Uważam, że Kormoran jest potrzebny i wygląda na to, że będzie dobrze wyposażony do swojej roli.

    • Witam,

      Mam otwarte pytanie, odpowiedź na które uzupełniłoby braki w mojej wiedzy. Chodzi o zdanie w Pana wypowiedzi o “nowych technologiach systemów obserwacji podwodnej i trałów, których nie umieści Pan w module dla korwety…”. Czy mógłby Pan rozwinąć temat, bo wątek jest niewątpliwie ciekawy i warty zgłębienia.

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)