May 142016
 

Los Marynarki Wojennej RP jest nierozerwalnie związany z Grand Strategy polityki bezpieczeństwa państwa polskiego. Niestety, tak jak nie ma w kraju zgody co do fundamentów polityki zagranicznej i bezpieczeństwa państwa, tak nie ma zgody co do roli marynarki wojennej. Gdy w 1989 roku Polska odzyskiwała swoją podmiotowość (unikam jak ognia nadużywanego słowa suwerenność), panowała dość powszechna zgoda co do dwóch filarów polityki zagranicznej – członkostwa w EU i NATO. Dziś jest to kwestionowane a Marynarka Wojenna dryfuje na morzu audytów w nieznanym kierunku. W takiej sytuacji lektura klasyków i redukcja problemu do podstawowych elementów powinna co nieco rozjaśnić horyzont. Stąd ponowne „podejście” do Tukidydesa i jego Wojny Peloponeskiej wchodzącej w skład kanonu zarówno strategii (obok Sun Tzu i Carla von Clausewitza) jak i polityki realnej. Poniżej popularny cytat z dialogu melijskiego:

Przecież jak wy tak i my wiemy doskonale, że sprawiedliwość w ludzkich stosunkach jest tylko wtedy momentem rozstrzygającym, jeśli po obu stronach równe siły mogą ją zagwarantować; jeśli zaś idzie o zakres możliwości, to silniejsi osiągają swe cele, a słabsi ustępują.

Po dwóch tysiącach lat wciąż znamy w zasadzie tylko dwie strategie dla małych państw w konfrontacji z hegemonem – szukać ochrony u protektora lub stworzyć przeciwwagę. Tukidydes opisuje rzeczywistość, w której jedynym sensownym rozwiązaniem dla słabszych jest sprzymierzenie się z jednym z dwóch protektorów. Taka konstrukcja wynika z dwubiegunowości świata Hellenów. O tym, którego z hegemonów lepiej wybrać za protektora mówi inny cytat z dialogu melijskiego:

Najlepiej może postępują ci, którzy równym sobie nie ustępują, dla silniejszych zachowują szacunek, wobec słabszych umiar.

Przyjęcie do wiadomości swojej pozycji jako małego państwa na światowej szachownicy supermocarstw jest być może psychologicznie trudne i bolesne, ale jak najbardziej zgodne z duchem realizmu politycznego.

Drugim sposobem jest utworzenie przeciwwagi dla potęgi sąsiada. Z tą intencją portal War on the Rocks opublikował artykuł Does Europe need a new Warsaw Pact? Podtytuł trafia idealnie w nastroje wielu polityków naszego regionu – „kraje Europy Wschodniej nie powinny polegać wyłącznie na NATO”. Propozycja stworzenia sojuszu państw, które na papierze są w stanie liczebnie utworzyć siłę odstraszającą, chwieje się w posadach po spojrzeniu na zwykłą mapę. Z wymienionych w artykule państw: Estonii, Łotwy, Litwy, Polski, Słowacji, Czech, Węgier, Rumunii i Bułgarii, tylko pierwsze cztery graniczą z Rosją i trudno sobie wyobrazić bułgarski desant morski na Krym w odpowiedzi na zajęcie Estonii. Taka konstrukcja w przeciwieństwie do poprzedniej, nie jest zgodna z duchem realizmu politycznego, co nie wyklucza współpracy politycznej i militarnej.

Akceptacja pozycji słabszej strony szukającej protekcji wymaga w konsekwencji zgody na warunki tej ochrony. W epoce wojny peloponeskiej mniejsze państwa – miasta dostarczały żołnierzy, okręty wraz zaopatrzeniem czy po prostu pieniądze dla protektora w zamian za bezpieczeństwo. Obrona słabszego sojusznika nie była jednak automatyczna i wymagała zabiegania o nią oraz zrozumienia interesów protektora. W sporze pomiędzy Korkyrą a Koryntem początkującym wojnę peloponeską, flota Aten pojawia się na scenie ale nie angażuje się w bezpośrednią walkę. Sztuką jest więc nieustanne szukanie wspólnoty interesów z silniejszym sojusznikiem, co ułatwia mu bezpośrednie zaangażowanie się w spór.

Greckie okręty - źródło potęgi dla Aten i niezbędne narzędzie dla Sparty

Greckie okręty – źródło potęgi dla Aten i niezbędne narzędzie dla Sparty

Przenosząc się do współczesności mamy do czynienia z podobną sytuacją w przypadku Republik Bałtyckich (czy też Polski) oraz NATO w konfrontacji czy sporze z Rosją. War on the Rocks oferuje nam kolejny artykuł dotyczący naszego regionu Fixing NATO Deterrence in the East or: How I learned to stop worrying and love NATO’s crushing defeat by Russia, będący przy okazji krytyką gry wojennej przeprowadzonej przez RAND na temat rosyjskiej agresji na Bałtów. Pierwsze zdanie poniższego cytatu definiuje dobrze nasze poglądy a drugie wprowadza w dylemat sojusznika i protektora:

Czy cokolwiek mniej niż kilkanaście brygad amerykańskich usatysfakcjonuje Republiki Bałtyckie? Prawdopodobnie nie. Niestety, usatysfakcjonowanie a obrona ich niekoniecznie oznacza to samo zadanie.

Dalej autorzy wyjaśniają różnicę i proponują rozwiązanie problemu obrony sojuszniczej ale niekoniecznie terytorium sojuszniczego!

Właściwą drogą jest ustanowienie odstraszania przez ukaranie (punishment), co dawało dobre rezultaty przez całe lata. Oznacza to wykorzystanie lotnictwa i marynarki jako globalnej siły zdolnej do rozciągnięcia teatru działań i zadania Rosji kolosalnych strat militarnych i ekonomicznych, jeśliby dokonała agresji na członka NATO.

No cóż, niełatwe jest życie słabszego sąsiada hegemona a opcje są bardzo ograniczone. Dzieło Tukidydesa ma dla nas dodatkową zaletę, gdyż zawiera silny wątek wojny morskiej. Ateny jako model państwa morskiego może w mniejszym stopniu przyciągać naszą uwagę, ale Sparta? W trakcie wojny obie strony używały floty do rozszerzenia pola manewru dla wojska. Podczas gdy Sparta pustoszyła ziemie należące do Aten i ich sojuszników, flota ateńska do woli atakowała wybrane punkty wybrzeża.

Łącząc wątki rozciągnięcia strategicznego frontu działań NATO z rozszerzeniem pola manewru wojska w czasie wojen peloponeskich wyłania się struktura floty złożonej z dwóch podstawowych komponentów. Jednym są okręty zdolne do działań sojuszniczych przynajmniej na europejskim teatrze działań. Drugim to środki do transportu wojska w ramach co najmniej Bałtyku. Dodatkowym składnikiem floty stają się siły minowe, rozpoznawcze czy osłony portów. Okręty transportujące wojsko powinny mieć osłonę i w tej roli może występować komponent do współpracy z NATO. Walka o uzyskanie panowania na morzu jest możliwa we współpracy sojuszniczej. Swego rodzaju rewolucją i ukłonem w stronę koncepcji obrony terytorialnej byłoby nadanie pierwszeństwa siłom wsparcia połączonych sił zbrojnych, czyli jednostkom transportowym. Dodatkową korzyścią byłoby większe prawdopodobieństwo zaangażowania w projekt krajowych stoczni.

Wykorzystanie morza jako pola manewru dla wojska na Bałtyku tym się różni od wojen peloponeskich, że w dzisiejszych czasach flota musi działać w zasięgu systemów nadbrzeżnych i pod nieomalże ciągłą obserwacją. Dla niektórych komentatorów oznacza to w konsekwencji niemożliwość działań floty nawodnej, łatwej do zniszczenia. Pogląd nie tyle nieprawdziwy, co pokazujący brak konsekwencji w myśleniu o działaniach w trakcie konfliktu z nieograniczonym użyciem nowoczesnej broni.

W dawnych czasach na Studium Wojskowym uczono studentów, że cele dzielą się na punktowe, liniowe i powierzchniowe. Okręt jest celem punktowym i raz wykryty staje się teoretycznie łatwym do zniszczenia. Tyle, że dotyczy to tak samo lotnisk, centrów dowodzenia czy zgrupowania wojsk. Teoretycznie lotnisko czy nabrzeżny dywizjon rakietowy jest celem powierzchniowym, ale przy dzisiejszej technice broni precyzyjnych jest to raczej zbiór celów punktowych. Eliminacja kontroli lotów, systemów nawigacyjnych, centrów łączności lub stacji pomp paliwa ogranicza automatycznie działania lotnictwa, co może mieć decydujące znaczenie w pierwszych godzinach ataku. Na dokładkę korweta uzbrojona tylko w RAM dysponuje przy obecnym stanie obrony przeciwlotniczej lepszą obroną przeciwrakietową (choć nie przeciwlotniczą) od lotniska. Większość polskiego lotnictwa jest zgrupowana na 3-4 lotniskach, które wiadomo gdzie są i nie zmieniają położenia w przeciwieństwie do okrętów. Tak więc, jeśli twierdzimy że okręty nawodne są bezbronne zastosujmy tę samą logikę do innych rodzajów sił zbrojnych czy uzbrojenia. Natomiast jeśli akceptujemy przewagę środków ataku nad obroną i straty, to powstaje pytanie jak skomplikować przeciwnikowi atak i jak zwiększyć swoje własne siły ofensywne.

Patrząc na problem oczyma polityków powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie jaką część budżetu zbrojeniowego jesteśmy gotowi przeznaczyć na flotę pełniącą rolę pomocniczą dla działań połączonych wojsk. Historia budżetu MON wskazuje, że 10% udziału floty w programach modernizacyjnych jest realne i możliwe. Jest to również liczba, która nie powinna wywoływać kontrowersji na temat ważniejszych priorytetów wojsk lądowych czy lotnictwa. Przy obecnym poziomie finansowania obrony narodowej oznacza to 600-800 mln PLN rocznie. To wystarczy na zbudowanie niewielkiej i dość wszechstronnej floty, która być może nie obroni samodzielnie wybrzeża, ale może być użytecznym narzędziem polityków w czasie pokoju i wojska w czasie wojny.

  24 Responses to “NATO, Grand Strategy i Tukidydes”

  1. Przeczytalem ten wpis kilka razy i dalej nie wiem co autor miał na myśli.

    • No cóż, projekt modernizacji wydaje się, że ugrzązł mimo iż jakieś pieniądze by się znalazły. Brak pomysłu na marynarkę wojenną, który byłby zaakceptowany przez zainteresowane strony. Moja propozycja to szukać tego pomysłu w wykorzystaniu floty w wojnach peloponeskich. Dlatego, że jest tam idea sojuszy i jak one działają, a jedną z osi dyskusji dzisiaj jest “z NATO czy bez NATO i co dla NATO?” Fregaty oznaczają “z NATO i dla NATO” na co część polityków się nie godzi. Krótko mówiąc technologia schodzi na plan dalszy a na pierwszy wysuwają się koncepcje stosunków międzynarodowych i jak sobie wyobrażamy zapewnienie bezpieczeństwa państwa. Uwaga, bezpieczeństwo jest pojęciem szerszym niż obrona.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        Nie rozumiem takiego podejścia. Przecież gołym okiem widać, że modernizacja MW nie posuwa się naprzód nie dlatego, że brakuje pomysłów ale dlatego że MON – ani obecny ani poprzedni – zwyczajnie nie był ani nie jest zainteresowany realizacją faktycznego programu modernizacji MW.

        Modernizacja wymagałaby zmian personalnych i organizacyjnych zarówno w samym MON jak i w polskim “kompleksie militarno-przemysłowym”, które ukształtowały się przez ponad dwie dekady zaniedbywania MW, a w szczególności to co działo się po roku 2001. Jeżeli MW jest niechcianym dzieckiem to siłą rzeczy uwaga rodziców – MON – skupia się gdzie indziej, a z tym idą awanse, zaszczyty, profity i przede wszystkim pieniądze. Modernizacja z prawdziwego zdarzenia wymagałaby poważnego przetasowania w takiej strukturze i zależy na tym chyba tylko MW – choć i tu nie jestem pewien bo MW siedzi dziwnie cicho.

        Rozmawiamy o modernizacji częściowo z konieczności a częściowo dlatego,że Tomasz Siemioniak narobił swoim PMT zamieszania. Dziś widać gołym okiem, że cały PMT to była wyłącznie wielka kampania medialna zbudowana z pustych obietnic nie popartych żadnym konkretem. Co oczywiście nie dziwi jeżeli popatrzymy na historię ministra Siemioniaka – telewizja, radio, biura prasowe, sekretariat… MON. To jest człowiek, którego wybrano na stanowisko być może właśnie dlatego, żeby zatrzeć złe wspomnienia po ministrze Klichu, jednocześnie robiąc niewiele lub nic w kierunku właściwych zmian. Te wszystkie konferencje, zapowiedzi, programy, tweetupy to była jedna wielka ściema i wstyd powinno być wszystkim którzy na to się nabrali – w tym wielu ludzi zawodowo zajmujących się komentowaniem obronności (z tym że tak samo nabrali się na kłamstwa obecnej ekipy w okresie przed/powyborczym więc może problem idzie dalej). Co zrobiono za ministra Siemioniaka dla MW? Wydano 2 miliardy złotych na NDR! To wszystko w tym temacie. Minister Macierewicz i wiceminister Kownacki nawet jakby mieli (bo nie mają) porządnych doradców nie byli by w stanie nic wymyślić, bo są to zwyczajnie ludzie pozbawieni kompetencji na te stanowisko, zwłaszcza w tak toksycznym środowisku jak polski MON i zbrojeniówka.

        To co chcę tu powiedzieć, to konstatacja że porządna modernizacja MW jest problemem w porządnej modernizacji SZ RP wogóle, a porządna modernizacja SZ RP jest problemem przy metodzie rządzenia jaką przyjęli zarówno obecni rządzący jak i ich poprzednicy. Są więc dwa poziomy złożoności problemu. Nie potrzebne są alternatywne pomysły bo nikt nie słucha nawet tych podstawowych, pilnie potrzebnych, a co dopiero dumań o Tukidydesie. Weźmy za przykład fregaty – można ich bronić tłumacząc pożytki z aktywności na morzu jak to robi RBO lub można ich bronić jak to robił kolega Oskarm wskazując na korzyści taktyczne z posiadania większego okrętu. Co z tego skoro dokumenty przetargowe zakładają wybór jednostek po najmniejszej linii oporu : “grunt żeby budowały polskie stocznie a jak nie zbudują to też tragedii nie będzie”.

        Wiele osób – w szczególności przedstawiciele “środowiska” – mają mi za złe że skupiam się na patologiach i błędach i narzekam i krytykuję. Tymczasem dwadzieścia pięć lat “wspierania” MW w dobrej wierze dobitnie pokazało, że nie da to żadnych efektów. Nie da bo nie może. Trzeba zająć się faktycznym problemem MW- a tym jest brak osób które są w stanie zrozumieć, zainteresować się i zrealizować pomysł. Nie jest i nie był nią nigdy brak pomysłu – tych jest na pęczki i nie trzeba sięgać do Tukidydesa.Ale muszą się zajmować nimi ludzie którzy mają interes w tym aby coś robić, a nie ściemniacze i pozoranci którzy siedzą tylko dla stołów i kasy wyprowadzanej pod stołem.

        Pozdrawiam
        XXX

        • Witam,

          Poniekąd ma Pan racj, że brak zainteresowania modernizacją MW. Pozostaje pytanie dlaczego? Wymiana kadr? Też prawda, ale przy tak drastycznej zmianie władzy, zmiany personalne są bardzo głębokie, więc dlaczego ci nowi są też niezainteresowani? Zły system? Prawda, ale dlaczego lotnictwu idzie znacznie lepiej? PR ministra Siemoniaka? Być może, ale został powołany z MSW, gdzie miał opinię pragmatycznego i skutecznego. Niewątpliwie strzelam trochę na oślep szukając odpowiedzi na powyższe pytania. Ma Pan rację, że najprostsze rzeczy można by było zrobić, tylko dlaczego to się nie dzieje? Porównywać możemy tylko z innymi rodzajami sił zbrojnych funkcjonującymi w tym samym systemie. A co do patologii – niestety były, są i będą. Możemy je tylko próbować ograniczać.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Brak zainteresowania jest całością modernizacji – nie tylko MW. Nie wolno mylić medialnego szumu maskującego “business as usual” z faktycznymi zmianami. Programów modernizacyjnych wdrażanych w sposób przemyślany jest jak na lekarstwo. Lotnictwu czy wojskom lądowym wcale nie idzie “lepiej” jeżeli popatrzymy przez pryzmat tego co i kiedy faktycznie kupiono. Nowoczesne samoloty dla połowy lotnictwa ? Rosomaki z których wiele do dziś nie ma zainstalowanych systemów komunikacji, przez co stoją na parkingu niezdolne do służby ? Rakiety ppanc dla garski oddziałów? Gdzie ta wielka modernizacja?

            Na tym tle Marynarka Wojenna wcale nie wyróżnia się specjalnie na niekorzyść. W przeciwieństwie np. do lotnictwa pełniła już misje międzynarodowe i w ramach sojuszu. Wprowadzono do służby fregaty i okrety podwodne kompatybilne z systemami NATO, zmodernizowano trałowce na potrzeby SNMCMG1. Wyposażono w końcu w rakiety Orkany. Owszem ciągnął się Gawron z powodów politycznych ale równocześnie przecież padały inne programy jak Krab, Loara etc. Tak naprawdę dopiero w momencie kiedy w MON zasiadł minister Klich i zaczęły się polityczne cięcia, problemy z profesjonalizacją postanowiono zracjonalizować modernizację MW i zamiast okrętów kupić NDR. Z punktu widzenia ówczesnego MON to była racjonalizacja udana. Pozyskano realne zdolności bojowe tak jak było to możliwe. Proszę też zwrócić uwagę że nie włączono w jej realizację prawie żadnego podmiotu “problematycznego” a przecież i tak NDR posiada poważną słabość w braku odpowiedniego rozpoznania!

            Ewidentnie mamy tu problem systemowy a nie kwestię walki politycznej i rzucania kłód pod nogi konkretnemu RSZ.

            Marynarka wojenna w Polsce była, jest i będzie – bo być musi – trzecim rodzajem sil zbrojnych w kolejności (czwartym jeżeli liczymy priorytetowe WS). To jednak przesądza wyłącznie o ilości środków jakie jej przypadają a nie o tym jak te środki są wykorzystane. MW nie chciała się reformować tak samo jak pozostałe wojska (wyjątkiem są Wojska Specjalne które przecież tworzono od podstaw) ale w przeciwieństwie do lotnictwa czy armii koszt pozyskania nowej jednostki “na sztukę” jest w MW najwyższy a więc i ryzyko porażki przy problemach systemowych o których wspominałem jest największe. W dodatku w przeciwieństwie do lotnictwa marynarka ma słabe szanse wyłgać się od produkcji w kraju. Wszystkie modernizacje dla wojsk lądowych z pominięciem czołgu Twardy także powstały za granicą lub z gotowych elementów.

            Także jeżeli połączymy te problemy systemowe z rozbuchanymi ambicjami kadry która nie chce zrewidować swoich pomysłów na MW uzyskujemy bardzo drogi jednostkowo i jednocześnie liczny program modernizacyjny który wielu chciałoby realizować w kraju. Gdyby MW została odpowiednio wcześnie zredukowana wówczas nie istniałoby przekonanie o potrzebie utrzymania “dużej” marynarki – bo tej by już nie było. Gdyby nie było “dużej” marynarki łatwiej byłoby wdrażać nowe pomysły doktrynalne, organizacja miałaby mniejszą bezwładność personalną, wreszcie łatwiej byłoby pozyskiwać jednostki za granicą przy braku zdolności w kraju. Jeden czy dwa okręty to nie kilkanaście jednostek w fantazji ministra Siemioniaka, łatwiej coś takiego zabrać sprzed nosa SMW np.

            Ponownie przytoczę przykład tego jak skutecznie stworzono sprawne WS – mimo ogromnych oporów betonu kadrowego w WL – oraz jak skutecznie od podstaw tworzyły swoje marynarki Estonia, Litwa i Łotwa. Właśnie dlatego że nie były obciążone armią po Zimnej Wojnie.

            A minister Siemioniak o swojej “skuteczności” wszystkich nas przekonał jako MON. To że był “skuteczny” w zarządzaniu urzędasami jako sekretarz w ministerstwie nie jest żadnym wyznacznikiem bo administracja nie posiada żadnych sensownych i mierzalnych kryteriów efektywności.

            Co obecnie można zrobić? Obecnie nic. Machina “modernizacji” zarządzana przez niekompetentnych ludzi toczyć się będzie dalej, żadna z partii – ani rząd ani opozycja – koncepcji nie posiadają. To znaczy posiadają – trzeba wydać pieniądze w “naszych” zakładach. Na co…to już nieistotne bo i tak tego decydenci nie zrozumieją. Trzeba mieć nadzieję że w oparciu o te doświadczenia następna modernizacja będzie miała już lepsze podstawy. Polak mądry po szkodzie, widać przyjdzie nam się modernizacji MW uczyć na porażkach jak Kraba.

  2. Witam
    Mam wrażenie że trochę jest jak byśmy byli nie w tej rzeczywistości w jakiej rzeczywiście jesteśmy. Nasze władze udają że coś robią a tak naprawdę ignorują zagrożenia i z oddaną sobie determinacją planują , przeprowadzają audyty, oceniają poprzedników i oddalają konieczne decyzje. W zamian natomiast powstają w ramach dobrej zmiany gigantyczne programy socjalne dla “wzmocnienia” naszej obronności. Tylko za jeden rok finansowania 500 + można by zbudować przyzwoitą MW , w drugim zrealizować OPL itd. tylko nikomu na tym nie zależy bo z takimi pomysłami nie wygrywa się wyborów. Obecnie priorytetem jest OT , które dla Pana Macierewicza jest jak sądzę budowa już oddziałów partyzantki po jak zakładam przegranej wojnie. Budowa potencjału obronnego to nie polityka historyczna z całą martyrologią , nie programy socjalne i nie kurs na łamanie standardów demokracji. Tu trzeba odpowiedzialnych decyzji i sprawnego działania,na co ani poprzedników ani obecnie rządzących niestety nie stać. Mam nieodparte wrażenie że nadal nie wprowadzimy do linii nowych okrętów a cały wysiłek dla PMT będzie opierał się na krytyce poprzedników i budowie wielkich planów rozwoju polskiej myśli technicznej w polskich stoczniach ku uciesze gawiedzi. Efekty będą jednak opłakane i nie ma na naszej scenie politycznej żadnej alternatywy by znaleźć opcję która by sprostała takim wyzwaniom. Wiara że NATO nas obroni jest naiwnym wytłumaczeniem własnych decyzji kolejnych ekip, które więcej wysiłku wkładają w prośby o budowę natowskich baz w naszym kraju niż w modernizację polskich sił zbrojnych. Budowa sojuszy o których pisze Pan Przemek jest oczywiście koniecznością , jednak bez własnego potencjału nikt nas nie obroni . Nasza historia powinna być wykładnią dla decyzji naszych elit do stworzenia takiego systemu obronnego by nasza mądrość nie opierała się na starym przysłowiu że “Polak mądry po szkodzie” a moim zdanie w sytuacji realnego zagrożenia tak dokładnie się stanie .
    Pozdrawiam
    Jacek

    • Panie Jacku,

      Bardzo mi się podoba Pańskie zdanie “Wiara że NATO nas obroni jest naiwnym wytłumaczeniem własnych decyzji kolejnych ekip, które więcej wysiłku wkładają w prośby o budowę natowskich baz w naszym kraju niż w modernizację polskich sił zbrojnych”. Co do 500+ to nie jest nawet kwestia pieniędzy. Popatrzmy na historię kontraktu śmigłowcowego. Czysta polityka i lobbying owocująca unikaniem decyzji.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  3. Niestety stare przysłowie mówi, że jakby się nie kręcić d*pa zawsze będzie z tyłu. widać też tak jest z MW. Znów jesteśmy w punkcie wyjścia.
    IMHO wynika to właśnie z braku zdefiniowania zadań MW. Flota dostaje kasę jako resztówkę po innych rodzajach SZ. I nie ma się co dziwić. dla nas wojna zawsze rozstrzygała się na lądzie i w powietrzu. Istnieje jeszcze gorsze wytłumaczenie takiego stanu rzeczy. Mianowicie: rola MW została już określona. Może nie w sposób formalny ale jednak. Widać, że władze obojętnie jakiej prowinencji partyjnej jak i najwyższe gremia armii definiują MW jako najmniej istoty składnik SZ. Wybitnie przybrzeżny. MW ma pełnić zadania przeciwdesantowe, SAR, patrolowanie, w porywach działania przeciwminowe.
    I pod to kroją MW. Obecność OP i Fregat to tylko zaszłości historyczne. Kasa ewidentnie idzie w środki brzegowe (radary, NDR), minowce i OPV. Wydawanie na wszystko ponad to jest traktowane jako zbytek lub co najmniej kontrowersja.
    Niestety w świadomości decydentów MW to takie lepsze połączenie straży przybrzeżnej ze strażą graniczną. I obawiam się, że nie wynika to z braku świadomości polityków czy nieumiejętności zaprezentowania atutów MW przez marynarzy tylko jest to wynikiem chłodnej kalkulacji politycznej.

    • Czytając Pana komentarz przychodzą mi do głowy dwie myśli. Pierwsza to historia 6-ciu fregat US Navy. Amerykanie nie widzieli potrzeby posiadania jakiejś floty po wojnie o niepodległość. Brzmi śmiesznie, ale impulsem do ich budowy byli piraci Algierscy. I tak narodziła się największa potęga morska świata, która zaczęła jako kontynentalna flota przybrzeżna. Druga myśl dotyczy Pana zdania o zadaniach “przeciwdesantowych, SAR, patrolowych, przeciwminowych”. Kupuję! Zdefiniujmy flotę do tego potrzebną. Kormorany i Czaple na pierwszym miejscu plus dyskusja na temat okrętów bojowych zdolnych do przeszkodzenia desantowi przejścia morzem. Czaple mogłyby być zbudowane w Polsce, gdyby nie miały zbyt wygórowanej specyfikacji. Dlaczego więc nie budujemy tych okrętów prowadząc równolegle dyskusji o okrętach zdolnych przeciwstawić się desantowi?

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Kolega Zwitt myli się nieco odnośnie tego dlaczego pewne decyzje został podjęte. Za obecnym kształtem MW nie stoją żadne głębsze przemyślenia bo gdyby takie istniały to zostałyby opublikowane czy to zbiorczo i bezpośrednio w dokumencie oficjalnym (Biała Księga) czy też pośrednio i w częściach w prasie branżowej (Przegląd Morski). Nic takiego nie miało miejsca bo formalnie żadna spójna koncepcja roli MW czy to w MON czy w samej MW nie istnieje i w związku z tym jej kształt jest wypadkową przypadkowych procesów i naturalnej erozji struktur i sprzętu. Nie jest prawdą natomiast że MW została skreślona z racji bycia d*** Wojska Polskiego. To się dokonało właśnie samoczynnie wskutek niezdolności MON do zreformowania wizji MW.

        Przykład – dlaczego przyjęto siły przeciwminowe jako wkład MW w siły sojuszu? Dlatego że ktoś przemyślał co MW jest potrzebne i co może ona wnieść do NATO? Nie! Dlatego że w momencie akcesji do NATO MW posiadała 24 trałowce z czego tylko 5 trałowców projektu 206 miało więcej niż 20 lat. Zapewniało to solidną bazę szkoleniową dla załóg i samo w sobie było istotnną częścią sił MW. Co więcej trałowce nie wymagały kosztownych modernizacji w celu dostosowania do współdziałania z zespołami sojuszniczymi – wystarczyło zmodernizować trzy Krogulce w ograniczonym stopniu. Reszta mogła pracować na rzecz sojuszu u wybrzeży kraju bądź co bądź NATOwskiego. Dla porównania – Orkany nie posiadały ani rakiet ani systemów zbieżnych z NATOwskimi, a Tarantule posiadały stare systemy Sowieckie i wymagały remontów kapitalnych. Brakowało też sił z którymi miałyby współpracować – Niemcy systematycznie redukowali swoje siły MORów a Dania w latach 1997-2004 określiła się w jakim kierunku chce podążać. Poza Polską (i krajami bałtyckimi) żaden kraj NATO nie chciał postrzegać Bałtyku jako rejonu potencjalnego konfliktu i tak też przebudowywano floty. Z kolei ścigacze projektów 912M i 918M nie były w stane wnieść absolutnie niczego nigdzie – podobnie jak nie wnosiły niczego do samej MW. Pozostałe okręty to były pojedyńcze egzemplarze a więc nie nadawałyby się do stałej obecności nawet gdyby ich modernizacja i przebudowa miała ekonomiczny sens. Planowano budowę Gawronów więc “przejściowo” pozyskano do operacji fregaty OHP a następnie Kobbeny. Gdyby budowa Gawronów wypaliła być może z czasem zrewidowano podejście co do “polskiego wkładu”, niestety Gawrony nie wypaliły, bo wypalić nie mogły ponieważ już na papierze było to porywanie się z motyką na słońce. I tak zostaliśmy z siłami przeciwminowymi, “przejściowymi” fregatami, zbieraniną sierot po PRL i kilkoma okrętami podwodnymi, które też miały być “przejściowe” z uwagi na wiek. Kto i jak, gdzie i za co miał budować okręty aby je zastąpić… admirał Łukasik raczy tylko wiedzieć.

        Teraz tak samo jak wtedy “doktrynę” MW ustala się poprzed dorabianie teorii do faktów, mimo iż w założeniach mają pojawić się fundusze na modernizację – coś na co w roku 2000 nie było absolutnie szans. To pokazuje jak głęboką niemocą ogarnięte sa nie tylko kręgi decyzyjne MON ale i sama MW. Redukcja MW do sił przeciwminowo-przybrzeżnych wynika nie z tego że brak chęci czy środków do zbudowania porządniejszej (choćby za cenę redukcji ilościowej) siły morskiej. Nigdy, przenigdy nie uwierzę że polityk opowie się przeciwko powiewaniu banderą na spotkaniach UE czy NATO. Wynika to z faktu że politycy polegają w całości na wojsku i MW, a te instytucje są zwyczajnie niekompetentne do strategicznego planowania. Nie mają też w tym interesu tak długo jak planowanie to musi wiązać się z redukcjami. Pamiętajmy że w interesie żołnierza jest stołek zdala od frontu. To w interesie podatnika jest to by żołnierz pracował na siebie tj. walczył w obronie interesów kraju. Jeżeli amatorskie blogi tematyczne i serwisy PR potrafią zaproponować lepszą burzę mózgów w stosunku do modernizacji MW niż IU i DMW to co tu mówić…?

        Redukcja MW do roli przybrzeżnej bierze się zatem z uwagi na to że nikt nie potrafi pozyskać nic poza cudem polskiego przemysłu stoczniowego (w sensie że się udał) Kormoranem i prostym patrolowcem z funkcją przeciwminową. Nie wierze w okręty podwodne o ile ktoś nie podejmie decyzji o wydaniu miliarda-półtorej dolarów na zakup za granicą. Nie wierze w Mieczniki bo to co powstanie to najpewniej będzie kpina z okrętu. Dziać się to będzie jednak dlatego że polski przemysł samodzielnie nie ma do zaoferowania działającego produktu który może na siłę wciskać MONowi – tym samym będąc bodźcem modernizacji – a MW nie posiada potencjału intelektualnego który pozwoliłby na tak precyzyjne i klarowne przedstawienie wariantów doktrynalnych, aby można było mieć nadzieję że jakiś polityk (chociażby prezes stoczni PGZ) postanowi wziąć podany na tacy pomysł i ugrać na nim kapitału politycznego.

        Ani politycy ani marynarze nic sami nie zrobią bo nie muszą. Ich d*** opłaca podatnik który nie ma nic do gadania w tej sprawie.

        Udawanie że taki zbieg okoliczności zasługuje na to żeby potraktować go poważnie i realizować program za ciężkie pieniądze dla realizowania programu, lub podtrzymywania etatów to pomyłka. Jeżeli nie ma widoków na reformę w MW to zdrowiej i skuteczniej będzie ją zlikwidować, wypalić ogniem do gołej ziemi cały umoczony ekosystem i następnie zbudować ją od podstaw – bez patologii wynikających z dziedzictwa MW PRL. Z tym że wtedy byłby problem… pieniądze na okręty… czy na głosy od darmozjadów

        • W temacie Mieczników i zmiany założeń, za Defence24 – wywiad z gen. Dudą.

          gen. bryg. dr Adam Duda, szef Inspektoratu Uzbrojenia na temat modernizacji polskiej marynarki wojennej:
          -Przejdźmy do tematu Marynarki Wojennej. Czy do Inspektoratu Uzbrojenia z PGZ trafiły cztery oferty ws. Miecznika i Czapli, czy też było ich może więcej?
          gen. bryg. dr Adam Duda: Tak, są one w tej chwili analizowane, będziemy je dokładnie sprawdzać. PGZ otrzymał tylko cztery oferty, my te propozycje dostaliśmy i będziemy jest dokładnie analizować.
          -Czy analiza zdolności przemysłu stoczniowego, która miała być prowadzona przez Inspektorat w kwestii programów morskich jest już gotowa? Jakie są jej konkluzje?
          gen. bryg. dr Adam Duda: Tak, została ona zakończona. Wkrótce ją podpiszę i skieruję do ministra, na razie nie mogę o tym mówić publicznie.
          -Przy BBN powstał specjalny zespół, który analizuje kwestię modernizacji Marynarki Wojennej. Pojawiają się tam nowe koncepcje, aby zamiast mniejszych okrętów pozyskać fregaty. Jak Pan Generał odniesie się do tych postulatów, czy ich ewentualne uwzględnienie wydłużyłoby znacząco realizację programów?
          gen. bryg. dr Adam Duda: Jeśli miałoby tak się stać, gdyby taka decyzja miała zostać podjęta, to należy zająć się tym dzisiaj. W tym temacie powinni przede wszystkim wypowiedzieć się marynarze. Pytanie jednak brzmi, czy musimy aż tak zmieniać nasze wymagania w kwestii wielkości tych okrętów? Skoro Sztab Generalny i Inspektorat Marynarki Wojennej stwierdza, że trzy okręty obrony wybrzeża i trzy okręty patrolowe wystarczą, to dokonywanie teraz zmian na większe byłoby dziwne. Odpowiadając na Pana pytanie. Tak, dzisiaj zmiana tych wymagań to kolejne opóźnienia – liczone jednak nie w miesiącach, tylko w latach.

          http://www.defence24.pl/371577,tarcza-n … echnicznej

          Czy trzeba jeszcze coś dodawać? Może zjawią się jacyś obrońcy kompetencji SG i IU czy nawet DMW?

          • W pewnym wielkim koncernie zagranicznym nauczono mnie, że nie mówi się nigdy nie lecz tak, ale… 🙂 Odpowiadając gen. Dudzie w kwestii wieloletnich opóźnień przy zmianie specyfikacji okrętu, powiedziałbym tak, ale… ile czasu zajęło pisanie specyfikacji dla OHP?

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Nic dodawać nie trzeba, może poza jeszcze większymi idiotyzmami w wypowiedziach Pani Premier, Pana Kaczyńskiego czy Morawieckiego o byłym czy potencjalnym prezydencie USA w kontekście naszych strategicznych sojuszy.
            Po wypowiedzi Gen. Dudy nic więcej spodziewać się nie można. MW jest jakby problemem no bo po co te okręty skoro tyle kosztują a jeszcze może wymyślą takie co nasze stocznie ich nie zbudują. Nie chodzi o MW ale o problemy jakie może przy PMT nam stworzyć a problemy zamykamy w szufladzie biurka. Jest dobra zmiana i to powinno wystarczyć i tyle.
            Jacek

          • Panie Przemku

            To na co chciałem zwrócić uwagę przytaczając ten fragment to na zależności między IU a organami decyzyjnymi które sprowadzają się do najbardziej prymitywnej spychologii p.t. “oni każą tak to co bedziemy kombinować?” oraz na terminy jakich potrzebują ludzie w IU na określenie prostych zapytań.

            Gdybyśmy mieli tu prywatną firmę sprawę dałoby się zrobić w kilka miesięcy, ale prywatna firma w przeciwieństwie do skostniałego urzędu musi liczyć pieniądze za każdy dzień. A tu przykład tego jak faktycznie pisano WT pod fregaty klasy Perry:

            http://navysite.de/ffg/FFG7.HTM

            Program faktycznie rozpoczęto w latach 70tych, pierwszy okręt rozpoczęto w 1973 a jeszcze w 1975 – kiedy budowa trwała – bawiono się w klasyfikacji i specyfikacji na całą serię. Okręt oddano do służby w 1977 roku. Oznacza to że gdyby polska fregata była realizowana tak samo jak FFG7 od samego początku w miejsce Miecznika to budowa już powinna trwać i dobiegać końca.

            Czytałem też niedawno artykuł Maksymiliana Dury:

            http://zbiam.pl/artyku%C5%82y/orka-miecznik-czapla-dryfuja-mielizne/

            o modernizacji MW i problemach organizacyjnych – w szczególności zamieszaniu między podmiotami wydzierającymi sobie pieniądze zaklepane na okręty. Artykuł pokazuje drugą stronę problemu o którym pisałem czyli o tym jak program wydaje się być sterowany z tylniego siedzenia przez politycznych nominatów na fotelach prezesów spółek a nie ludzi decyzyjnych w MON czy Ministerstwie Skarbu. Dobrze pokazuje też faktyczną niekompetencję ministra Siemioniaka który do tej sytuacji dopuścił.

            Porównać to można wszystko do Kormorana którego Remontowa do spółki z CTM cały czas budują w harmonogramie i budżecie. Więc jeżeli okazuje sie że można… to dlaczego jednak nie można? Tak więc tu nie chodzi jak pan Jacek wskazuje że okręty kosztują lub że stocznie nie zbudują – tu chodzi o to że modernizacja wojska to taka wymówka, czasami niemal wyłącznie wymówka, do skoku na kasę. A jeżeli coś przy okazji się zbuduje to świetnie. A jak nie to też dobrze, nie ich kasa.

          • Genezę powstania dobrze opisuje Norman Friedman. To “dziecko” koncepcji hi-lo mix adm. Zumwalta i było wynikiem ścisłej dyscypliny finansowej. tej nam trochę brakuje. Artykułu Pana Dury jeszcze nie czytałem. Nie pozostaje nam nic innego jak kibicować i mieć nadzieję, że w końcu jakiś projekt się przebije.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • “Kibicowanie” jest własnie elementem problemu. Jeżeli tylko się “kibicuje” a nie wytyka i krytykuje błedy i domaga zmian to będzie dokładnie tak jak jest. MW którą mamy obecnie to właśnie efekt “kibicowania”.

  4. Dzień dobry wszystkim czytelnikom bloga

    Informacyjnie wrzucam. Wygląda na to że Marynarka Wojenna idzie na misję. Ale nie sądzę żeby to była wizja naszych polityków. Raczej NATO wymusza na nas współdziałanie

    http://www.defence24.pl/372258,polskie-f-16-poleca-na-bliski-wschod-waszczykowski-jordania-albo-kuwejt

    http://www.rp.pl/Rzad-PiS/160519279-Waszczykowski-Polska-wysle-wojska-na-Bliski-Wschod.html

    • Dzięki za linki. W przypadku F-16 taka misja wywoła temat amunicji precyzyjnej do naszych samolotów, no bo chyba nie będą wykonywały zadań wywalczenia przewagi powietrznej ? 🙂 Co Pułaskiego to będzie ciekawy test utrzymania tego leciwego okrętu w eksploatacji na dalekiej misji. Nawiasem mówiąc, wracamy do tematu, czy imigranci na Morzu Śródziemnym to jest nasz problem, czy nie? Minister Waszczykowski najwyraźniej uważa, że jednak tak. Takie stanowisko powinno być pozytywnym impulsem dla myślenia o rozwoju marynarki wojennej.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Przemku, o fregate sie nie obawiaj.

        Cieszy, ze oddolne inicjatywy i pewna ilosc osob w obecnej wladzy potrafiaca zrozumec argumenty o: roli, zadaniach MW i korzysci z ich wypelniania to dostrzegla.

        Co do wczesniej poruszonych tematow, podzielam zdanie kolegi xxx. Niestety w obecnym systemie nie ma szans na cos wiecej niz mamy obecnie. Raz, ze przecietny polityk i Polak nie rozumie roli MW i zadan jakie moze wykonywac w czasie P, K, W. Dwa, ze w SG oficerow MW i to takich z doswiadczeniem operacyjnym i wiedza techniczna jest jak na lekarstwo, wiec mamy armijne patrzenie na zeczywistosc i realizacje na poziomie “byle by bylo” a nie optymalizacje w calym spektrum zadan. Po trzecie same procedury sa tak rozciagniete w czasie, ze od 2008 roku nie mamy nawet rozpisanego przetargu na OP…

        Co do fregaty, jako z NATO i dla NATO, to swiadczy to o nie zrozumieniu do konca tematu. Fregata jest przedewszystkim dla nas. Bez silnej OPL nie da sie dzialac na Baltyku w czasie W (a tu jest kilka aspektow, dla ktorych fregata bedzie najtanszym rozwiazaniem). W czasie P i K daje nam realne szanse bronienia naszych kluczowych interesow, jak eskorta kluczowych transportow broni, gazu, ropy itp., czy autonomicznosci w dzialaniach stabilizujacych. Fregata z NATO daje nam mozliwosc taniego demonstrowania jednosci i zwartosci sojuszu => zniechecanie do agresji oraz doswiadczenie i my mu dejemy nasze np: w dzialaniach ZOP na Baltyku.

        • Muszę przyznać, że o fregatach dla nas niezależnie od NATO usłyszałem już dzisiaj takie samo zdanie. I jestem za tym, jakkolwiek nie usłyszałem jeszcze uzasadnienia wychodzącego poza argumentację NATO. Obrona plot na Bałtyku jest argumentem taktycznym i pewnie słusznym, chociaż mój wrodzony sceptycyzm podpowiada mi, że to też za mało. To tak, jak z lotniskowcami w pierwszej połowie II wojny światowej. Mamy dwa rozwiązania. Na Pacyfiku – kto atakuje pierwszy, ten wygrywa. Na Morzu Śródziemnym – lotnictwo pokładowe osłania flotę.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • NATO nie jest wymogiem narzucającym fregaty. Po pierwsze nie ma obowiązku uczestnictwa w misjach na morzu bo NATO jest układem ramowym. Po drugie w typowych misjach jakie sojusz realizował równie dobrze mogą uczestniczyć dużo tańsze OPV czy odpowiednie okręty pomocnicze (logistyczne, ratunkowe etc). Gdyby MON postanowił całkowicie zaniechać aktywności na morzu w wymiarze militarnym w zupełności nie musi się to kłócić ani z wymogami NATO ani nawet z aktywnością na misjach, co też jest kwestią polityki zagranicznej bardziej.

            Tu chodzi bardziej o to – i przypuszczam że przedmówca się ze mną zgodzi – że z uwagi na ukształtowanie Bałtyku który jest morzem długim, wąskim i mocno rozczłonkowanym nie ma możliwości aby wykorzystać sam obszar i rozmiar morza jako obronę, poprzez manwer i odpowiednią pozycję. Na Bałtyku zawsze jesteśmy w zasięgu rakiet przeciwokrętowych odpalanych z brzegu lub z wód przybrzeżnych i zawsze jesteśmy w zasięgu lotnictwa. Stąd wzięło się przecież niefortunne “najlepszy okręt na Bałtyk to samolot”. W najszerszym miejscu – gdzies miedzy Olandią a Zalewem Kurońskim – Bałtyk ma około 400km szerokości. Podobny dystans dzieli Bałtyjsk od Bornholmu. Obszar który jest najbardziej żywotny dla Polski to wody o szerokości 250 i mniej kilometrów od wybrzeża Polski do wybrzeża Szwecji. Jeżeli dołożymy do tego ukształtowanie wybrzeża i położenie potencjalnych sił przeciwnika uzyskujemy sytuację bardzo niekorzystną dla działania sił morskich o ile te nie posiadają skutecznego parasola przeciwlotniczego. Stąd przejście od korwety z symboliczną OPL do fregaty z silna OPL jest krokiem nie tylko naturalnym ile wręcz koniecznym. Kraje typu Szwecja czy Finlandia mogą pozwolić sobie na odmienne podejście z uwagi na ukształtowanie wybrzeża oraz silne lotnictwo, aczkolwiek należy zaznaczyć że oba kraje przyjmują doktrynę wybitnie defensywną i przybrzeżną. Kraje Bałtyckie mają marynarki symboliczne – Estonia i Łotwa mają typowe marynarki “niewojenne” czyli odpowiednik MW opartej o Kormorany i Fassmery. Litwa próbuje, bardziej na pokaz i korzystając z okazji.

            Na Bałtyku w wypadku Polski albo rezygnuje się z aktywności militarnej na morzu w jakimkolwiek stopniu ( pominę tu okręty podwodne ) albo trzeba startować z pozycji jednostki zdolnej do samodzielnego działania na morzu przy obecności przeciwnika. Najmniejszym takim okrętem jest fregata. To co obecnie proponuje SG i IU to zwyczajna wewnętrznie sprzeczna bzdura i efekt intelektualnej niemocy urzędniczego betonu więc nie można tam się doszukiwać na siłę sensu jeżeli go tam być nie może.

  5. Ja myślę, że należy (o czy wspomniał Pan w co najmniej w jednym z poprzednich wpisów zacząć od doktryny.

    Powinna ona zawierać, na przykład (B jak Bałtyk, WPS jak wojna pełnoskalowa):

    B1) ratownictwo morskie i udział w nim MW

    5) funkcje logistyczne – inne okręty MW/sojusznicze

    6) funkcje logistyczne – misje

    10) ewakuacja obywateli RP/państw zaprzyjaźnionych

    14) misje anty-pirackie

    17) zabezpieczanie działań sił specjalnych

    WSB 25) uderzenie odwetowe – okręty wojenne agresora

    WSB 26) uderzenie odwetowe – lądowe cele wojskowe agresora

  6. Dzień Dobry,

    Przejrzałem pobieżnie tą dyskusję i zauważyłem, że część czytelników ma podobne zdanie nt. MW co ja. Wbrew pozorom problemem jest nie tylko MW, ale całokształt sił zbrojnych. Rządzący umieją jedynie snuć kolejne wizje o potędze, a w rzeczywistości wolą przeznaczać pieniądze na co innego. Najlepszym przykładem są śmigłowce wielozadaniowe. Oni nie zamierzają wypowiedzieć umowy, bo to oznaczałoby dużą karę. Zwlekają, bo nie mają pieniędzy. Wolą dać kasę na programy socjalne, a ludzie pod wpływem ciągłego gadania o modernizacji naszej armii wierzą, że naprawdę dużo się dzieje. Patrzą tylko na najbliższe 4 lata w przód, a na wypadek wojny mają rządowe limuzyny i odrzutowce. Skoro nie ma możliwości zakupu systemu Narew to również modernizacja MW nie wchodzi w grę. Generał Duda w wywiadzie dla defence24 zapytany o śmigłowce dla MW powiedział ,,Odpowiadając na pytanie, jeżeli chodzi o Inspektorat Uzbrojenia to w tej chwili nie prowadzimy innego postępowania na pozyskanie śmigłowców specjalistycznych. Rozpoczniemy je, gdy dostaniemy wymagania – a tych dzisiaj nie mamy. Takie prace muszą rozpocząć się w Sztabie Generalnym, który musiałby zredefiniować założenia albo napisać nowe. ” Interpretuję to tak ,,Nie planujemy obecnie zakupu nowych śmigłowców dla MW”. Biorąc pod uwagę sytuację Ślązaka wątpię w powodzenie programów Miecznik, Czapla oraz Orka. Polski przemysł nie ma doświadczenia, a by robić te dwa pierwsze, a trzeci do tanich nie należy i Norwegia się chyba połapała, że musi kupić samodzielnie. Rządzący są zadowoleni, bo nie ma narzekania, że można było wybrać polski przemysł, a poza tym mogą się pokazywać jako patrioci, którzy nie kupują okrętów za granicą. Dlatego uważam, że w najbliższym czasie OHP i OP zostaną zastąpione używanymi jednostkami lub wycofane bez następców. Moim zdaniem polskie stocznie powinny się zająć robieniem małych jednostek jak Kormoran, a duże powinny być kupowane za granicą. Nie zanosi się jednak na zmianę podejścia do armii i obawiam się, że flota MW może ograniczyć się w przyszłości wyłącznie do niewielkich okręcików, jak Kormoran.

    Pozdrawiam

    • Witam serdecznie,

      Dodam garść spostrzeżeń ze swojej strony. Nie do końca jest tak, że pieniędzy nie ma. Stare powiedzenie handlowców mówi, że są tylko w innej szufladce. To oznacza odmienne priorytety od oficjalnie głoszonych. Co do śmigłowców, to odbieram wypowiedź gen. Dudy jako dyplomatyczny unik. Słowem kluczowym w zdaniu jest “innego”. To oznacza, że pomimo otwartej krytyki przetargu śmigłowce dla MW są prowadzone według dotychczasowej procedury. Gdyby chciano wyeliminować Airbusa z kontraktu, musiałby być ogłoszony osobny przetarg ze wspomnianym osobnym ustaleniem wymagań. Jest to dość pokrętna dla przeciętnego człowieka logika biurokracji, ukazująca swoją spójność na “wyższym poziomie abstrakcji” 🙂 Niebezpieczeństwo dla okrętów nawodnych nie polega na zastąpieniu wiekowych fregat następnymi wiekowymi okrętami lecz na rzeczywistym rozpoczęciu budowy Miecznika przez PGZ nie mający w tej dziedzinie doświadczenia. Perła w koronie PGZ czyli SMW właśnie oblewa egzamin, niezależnie od tego czy zawiniła, czy nie. Tak więc groźba polega na tym, że będziemy wydawać pieniądze na przewlekający się projekt, który zablokuje nabycie używanych okrętów, bo przecież nowe się budują.
      Nie musimy się ograniczać do niewielkich okrętów, bo teoretycznie niektóre nasze stocznie mogłyby uczyć się budowy przynajmniej platformy pod nadzorem zagranicznego i doświadczonego kontrahenta. Każdy z oferentów projektu dla PGZ takie usługi oferuje.

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)