Nov 022016
 

W każdym momencie naszym celem powinno być zapobieganie kryzysom i konfliktom. Polityka bezpieczeństwa musi być dalekowzroczna i realna. Jednocześnie musimy być zdolni do szybkiej reakcji na gwałtowne konflikty, do udzielenia pomocy i do odegrania naszej części roli w rozwiązywaniu konfliktów. Do osiągnięcia tego celu konieczne jest połączenie działań instytucji militarnych i cywilnych. Musimy jednak być uczciwi i realistyczni w naszym spojrzeniu na świat: nie będziemy zdolni do zaradzenia wszystkim zagrożeniom w rejonach kryzysu samodzielnie. To oznacza, że nasi partnerzy w innych regionach muszą wykonać swoją część obowiązków.

Angela Merkel

Powyższy cytat ze wstępu do niedawno opublikowanej Białej Księgi Niemiec formułuje kluczowe elementy polityki bezpieczeństwa Niemiec zawarte w pytaniach o rolę Niemiec w świecie i wartości oraz interesy państwa, które warto bronić. Niemcy obok obrony integralności swojego terytorium i sojuszników (!) równie silnie akcentują swoją odpowiedzialność międzynarodową. To kwestia wyboru wartości jak demokracja i prawo. My jesteśmy w trudniejszej sytuacji bo zarówno rola Polski w świecie jak i podstawowe wartości są obecnie przedmiotem gorących dyskusji i coraz bardziej dramatycznych podziałów. Jakkolwiek wydaje się to odległe od pytania jakie okręty wojenne są potrzebne, ma to wbrew pozorom silny wpływ na kształt marynarki wojennej. Globalizacja i internet spowodowały, że nie ma możliwości bycia samotną i odizolowaną wyspą szczęśliwości w tym świecie. Ostatnim bastionem być może jest Korea Północna, przykład mało popularny do naśladowania. Złożone związki pomiędzy aktorami świata nauki, kultury, gospodarki i polityki w wymiarze globalnym są coraz trudniejsze do ogarnięcia i kontrolowania a więc powodują sytuacje coraz bardziej nieprzewidywalne. Sytuacje kryzysowe w takim świecie mają często zaskakujące i daleko sięgające konsekwencje nie mające nic wspólnego z administracyjnymi granicami państwa.

Niemcy zdają sobie sprawę, że międzynarodowe zaangażowanie ma swoje granice i zostawiają sobie prawo decydowania o stopniu i obszarze udziału tak, aby dostępne zasoby nie zostały wyczerpane. W Europie dostrzegają zagrożenie wynikające z coraz bardziej agresywnej polityki Rosji, stąd rosnące zainteresowanie Bałtykiem. W odróżnieniu od naszej, przynajmniej oficjalnej retoryki nasi sąsiedzi próbują znaleźć rozwiązanie dla sytuacji opisanej przez stare powiedzenie „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Dokument wprost stwierdza, że bez fundamentalnej zmiany polityki Rosja będzie zagrożeniem, ale jednocześnie Rosja jest wielorako powiązana z Europą. Niemcy szukają więc złotego środka. Nord Stream jest niewątpliwie takim punktem, gdzie nasze opinie rozbiegają się z niemieckimi, ale z drugiej strony nie chcemy zauważyć szerszego kontekstu naszych sąsiadów. Niemcy zdecydowały o rezygnacji z energii nuklearnej i są wciąż zdecydowane na rozwiązania proekologiczne. Mają już chyba największy w Europie udział energii wiatrowej i słonecznej i jedyną alternatywą dla atomu jest w tej chwili gaz. Nie mamy się więc co obrażać, że handlują z Rosją, tak jak i my oczekujemy wyrozumiałości dla naszego węgla.

Wśród zagrożeń wymienionych z nazwy terroryzm nas jak na razie omija, zagrożenia cybernetyczne ignorujemy, rozprzestrzenianie się broni masowego rażenia jest zbyt abstrakcyjne podobnie jak zmiany klimatyczne a imigracje nielegalną próbujemy rozwiązać poprzez negację problemu. Pozostały dwa zagrożenia znajdujące u nas zrozumienie to:

  • Konflikty międzypaństwowe. Obok zinstytucjonalizowanego nacjonalizmu głównym zagrożeniem według Białej Księgi są próby podminowania państwa z użyciem środków poniżej progu otwartej wojny. Mowa jest o starej taktyce salami:

(…) podejście łączy różne cywilne i militarne środki nacisku w sposób nie ujawniający swoich agresywnych i ofensywnych intencji aż do momentu gdy wszystkie elementy układanki zostaną złożone.

  • Zagrożenia dla systemów łączności i informacji, linii zaopatrzenia, transportu i szlaków handlowych jak również bezpieczeństwo energetyczne i surowcowe. Kwestia jest widziana w szerokim aspekcie we wszystkich wymiarach przestrzeni rzeczywistej i wirtualnej. Ponownie widać konieczność współpracy międzynarodowej i wspierania porządku prawnego:

Niemcy muszą więc czynić wysiłki w kierunku zapewnienia niezagrożonego dostępu do lądowych, lotniczych i morskich linii komunikacyjnych wraz z przestrzenią informatyczną i cybernetyczną. Nieustający przegląd i usprawnienia porozumień i instytucji gwarantujących prawny porządek międzynarodowy pozostanie ważnym zadaniem.

Aby ten ogólny dokument zamienić na realia Deutsche Marine, pomocą służy artykuł opublikowany na blogu CIMSEC. Sebastian Bruns w tekście The Baltic Sea and Current German Naval Strategy pisze o wyzwaniu jakie dla Niemiec stanowi wzrost aktywności Rosjan na Bałtyku i wymaganym zwrocie w strategii, sprzęcie i sposobie myślenia o tym obszarze. Opinie autora są o tyle interesujące, że brał on udział w formułowaniu dokumentu bardziej operacyjnego niż Biała Księga.
Pierwszy etap rozwoju powojennej Bundesmarine autor określa jako „obrona terytorium i uczestnictwo w siłach sojuszu ze ścisłym ograniczeniem na obszar i charakter działań”, a więc coś o czym toczy się dyskusja dzisiaj w Polsce. Druga faza po zakończeniu zimnej wojny to etap „ekspedycyjny”. Teraz przychodzi czas na trzecią fazę uwzględniającą dynamiczną sytuację powstałą w wyniku aneksji Krymu i konfliktu wewnątrz Ukrainy. W rekomendacjach zawarty jest między innymi postulat wyjścia poza Standing NATO Maritime Group (SNMG) we współpracy z sojusznikami oraz ponowne przemyślenie obszarów działania sił morskich na wzór lat 80-tych:

  • linie zaopatrzenia na Morzu Śródziemnym,
  • wschodni basem Morza Śródziemnego,
  • linie zaopatrzenia przez Atlantyk,
  • „płytkie morza” (w tym Bałtyk),
  • Morze Norweskie.

Kilka miesięcy po publikacji tego dokumentu mamy ogłoszenie decyzji ministerstwa obrony Niemiec o zakupie pięciu dodatkowych korwet K-130, czyli znanego nam typu MEKO A-100. Czy jest to tylko środek zapobiegawczy przeciwko malejącej liczbie okrętów w linii i etap pośredni przed realizacją projektu 180 czy raczej pierwsze znaki realizacji trzeciej fazy według nowej strategii? Więcej światła na kwestię rzuca krótki tekst opublikowany rok temu przez The Royal Institute of Naval Architects.

Bardziej rozwinięcie F-125 niż korweta. Czy przeżyje i co zastąpi? Foto www.GlobalSecurity.org

Bardziej rozwinięcie F-125 niż korweta. Czy przeżyje i co zastąpi? Foto www.GlobalSecurity.org

Analizując tekst widoczna jest zmiana akcentu w porównaniu z ostatnią i wciąż obowiązująca wersją długofalowego planu rozwoju Deutsche Marine, a mianowicie w miejsce MKS-180 wchodzą dodatkowe korwety. Przyczyna tkwi chyba w wypowiedzi admirała Manhardta cytowanej przez RINA o strategii „intensywnego użytkowania, modularyzacji i wymiennych załóg”. Jest to odpowiedź na nieustannie malejącą liczbę jednostek w służbie w połączeniu z problemami retencji załóg. My jesteśmy jeszcze w całkiem odmiennej sytuacji – mamy marynarzy nie mamy okrętów. Realia Deutsche Marine czy Royal Navy są pod tym względem całkiem inne. Tak więc zakup dodatkowych korwet ma kilka korzyści:

  • zmniejsza liczbę wymaganego personelu, bo K-130 mają wysoki poziom automatyzacji i jako mniejsze okręty mają mniejsze załogi,
  • oferują elastyczność w działaniu wymiennie z fregatami przy mniejszych kosztach eksploatacji, co demonstruje uczestnictwo korwety w SNMG,
  • pozwala na współpracę z sojusznikami/partnerami poza formułą SNMG,
  • zwiększa udział sił do działań na „płytkich morzach”,
  •  koszt inwestycji jest co najmniej dwukrotnie niższy niż planowany koszt MKS-180,
Korweta poddana dyscyplinie budżetowej to całkiem praktyczny nabytek. Foto www.naval-technology.com

Korweta poddana dyscyplinie budżetowej to całkiem praktyczny nabytek. Foto www.naval-technology.com

Po wycofaniu fregat 122 i kutrów rakietowych główne siły nawodne Deutsche Marine będą więc liczyły 11 fregat i 10 korwet. Ciekawe jest spojrzenie na ich możliwości. Tylko trzy fregaty są specjalizowane do obrony powietrznej i mają radar zdolny do naprowadzania wielu rakiet jednocześnie. Cztery fregaty są przeznaczone do walki z okrętami podwodnymi a kolejne cztery mają za zadanie misje stabilizacyjne. Wszystkie okręty opierają swoją samoobronę na rakietach RAM. Dodatkowo fregaty ASW mają do dyspozycji 16 wyrzutni SeaSparrow, ale kierowane za pomocą radaru STIR, co jest już rozwiązaniem przestarzałym. Korwety nie posiadają środków do zwalczania okrętów podwodnych i są specjalizowane do zwalczania celów na powierzchni morza lub na lądzie. Flotę dopełnia sześć nowoczesnych okrętów podwodnych z napędem AIP oraz flotylla docelowo 10 okrętów przeciwminowych. Na razie nie mamy ogłoszenia oficjalnego odnośnie planowanych dwóch okrętów wsparcia (JSS).

Mamy więc do czynienia z szeregiem współgrających ze sobą powodów do takiej a nie innej decyzji. Jest to połączenie ekonomii z polityką przy jednoczesnej optymalizacji zdolności bojowych floty. Korwety K-130 reprezentują bowiem być może mniejszy potencjał niż przewidywany dla MKS-180 ale z pewnością większy od kutrów 143.

Czy taka flota spełni oczekiwania nakreślone bardzo ogólnie w Białej Księdze? W dużej mierze tak, chociaż diabeł tkwi w szczegółach. Jedenaście fregat wystarczy do prowadzenia dwóch operacji międzynarodowych jednocześnie i na udział w SNMG. Korwety oferują elastyczność w operowaniu na wodach przybrzeżnych od wschodniej części Morza Śródziemnego poprzez Bałtyk i Morze Północne aż po fiordy Norwegii. Dziesięć korwet to w razie konieczności znacząca siła na Bałtyku, którą zawsze mogą wesprzeć fregaty. Co do floty u-boot-ów to czytelnikowi zostawiam do rozważań cytat znaleziony w raporcie CSIS Undersea Warfare in Northern Europe:

Pomimo tego, że w sposób oczywisty sprawdzałyby się (U212) na Bałtyku, nie jest jasne do jakiego stopnia flota podwodna Niemiec operuje na tych wodach.

Czy z lektury Białej księgi Niemiec wypływają jakieś szczególne wnioski dla nas? Szczegóły, które mogą różnić Polskę od Niemiec to podejście do kwestii osłony linii żeglugowych i geografia. Z punktu widzenia Niemiec obrona terytorium odbywać się będzie na dość wąskim odcinku z pozycji środkowych. Polska miałaby długie wybrzeże będące flanką wszelkich operacji na lądzie czy na morzu. Niemniej możemy te teoretyczne rozważania pominąć bo i tak zarówno poprzedni rząd jak i obecny akceptuje korwety. Najrozsądniejszym i całkiem praktycznym wnioskiem jest połączenie wysiłków i zaproponowanie Niemcom zwiększenie serii o 2 jednostki zamówione w TKMS (plus Ślązak daje trzy) i budowę całej serii w polskich stoczniach pod nadzorem TKMS. Różnice w konfiguracji mogą być zmniejszone do minimum – C2, pojedynczy SeaRAM zamiast dwóch RAM pozostawiający pole manewru na przyszłość czy sonar. Przy tej okazji stara fregata mogłaby jeszcze skorzystać i zamienić stary Phalanx na bardziej użyteczny SeaRAM.

Takie rozwiązanie byłoby wykorzystaniem nadarzającej się okazji, która szybko może zniknąć, Walczy się tym co się ma a nie tym co jest w planach budżetowych na następne dziesięciolecia.

  18 Responses to “Biała Księga Niemiec i 5 korwet”

  1. Panie Przemku

    Patrząc na decyzję podejmowane przez rząd RFN mam wrażenie że jakiekolwiek zwiększenie budżetu jest natychmiast przekierowywane w zbrojeniówkę, a nie w żołnierzy czy sprawność. Tak też odczytuję zamówienie korwet – w związku z opóźnieniami w projekcie MKS180 pod przykrywką odpowiedniej retoryki zleca się budowę w przyspieszonym tempie, bez kłopotliwych przetargów rodzimemu przemysłowi który na nadmiar zleceń nie narzeka – ot taka afera Caracalowa, tyle że bez skandali. Gwoli informacji w przetargu na MKS180 miały startować trzy podmioty – BAe ze stocznią w Kiel, konsorcjum TKMS i Lurssen oraz konsorcjum Damen i Blohm + Voss. Podobnie podchodzi do sprawy niemiecki dziennikarz specjalizujący się w tematyce obronności Thomas Wiegold:

    http://augengeradeaus.net/2016/10/kaufen-wir-doch-fuenf-neue-kriegsschiffe/#more-25451

    Z tego powodu też niemozliwe jest aby te okręty budowano w Polsce, chyba że chodziło o te dodatkowe dwa okręty w ramach programu Miecznik. Tu też jest problem bo jak wiadomo priorytetem jest podwodnia wyrzutnia pocisków manewrujących oraz możliwie kolejny NDR.

    Co do zamówienia korwet K130, pamiętam że opinie o nich nie były najlepsze. Okręt to w istocie większy kuter rakietowy z problematyczną dzielnością, z lądowiskiem ale bez hangaru i ograniczoną pojemnością na cokolwiek poza patrolami przybrzeżnymi. Ma też bardzo ograniczone zdolności ZOP a to istotne zagrożenie dla Polski na Bałyku. Nie wiem czy byłaby to dobra decyzja. Miałem wrażenie że potencjalna oferta np Damena czy DCNS prezentowałą się zdecydowanie bardziej interesująco, a przecież jest jeszcze Navantia z Avante 2600, czy TKMS z lepszymi projektami.

    • Panie Marcinie,

      Każdy rząd będzie wspierał rodzimą gospodarkę, to rozumiem. Natomiast jeśli taka ukryta subwencja jest głównym motywem a korwety tak kiepskim nabytkiem, to czemu nie zamówili w tych samych stoczniach dodatkowych dwóch fregat?
      W tekście podałem potencjalne inne powody. Projekt 180 to 3.9 mld EUR a korwety 1.5. Mamy jasne oszczędności, które ministerstwo obrony może ulokować w dodatkowe leopardy, lynxy czy cokolwiek innego. Przy czym rośnie liczba okrętów i maleje liczba załóg. Niemcy nie mają marynarzy! Proszę sobie przypomnieć historię wprowadzenia ostatnich dwóch 212 do służby i chęć ich leasingu do Polski.
      Co do wartości korwet, to proszę wziąć pod uwagę, że w Niemczech są zastępstwem kutrów rakietowych więc mają znacznie większą dzielność morską. Są również specjalizowane do zwalczania celów nawodnych i lądowych (po części). Pierwotnie miały mieć drugi system rakietowy bliskiego zasięgu. Jest to korweta i tylko korweta. Nie róbmy z korwety fregaty czy niszczyciela. Jeżeli bardzo chcemy, to możemy zrobić wersję ZOP. Damen w ofercie ma okręt na rynki eksportowe a więc “wszystko dla wszystkich”. TKMS nie ma specjalnie lepszych projektów. Jest na stronie Luerssen nowa “lekka fregata” będąca wersją rozwojową ale z punku uzbrojenia zamieniająca RAM na MICA, co w MEKO A100 też można zrobić bez kłopotu. Czy potrzebujemy na Bałtyku ZOP? Może tak, chociaż mocno zależy od scenariusza. Jeżeli chcemy osłaniać transporty ze wsparciem dla Pribałtyki to pewnie tak. Nieznana jest też przyszłość sił podwodnych Rosji na Bałtyku.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Z tego co czytuje i slyszalem, to do tej pory oceny Marine byly dosyc jednoznaczne co do K-130. Stad zakonczono program i rozpoczeto K-131 na poczatku majcy 2500 ton, hangar dla smiglowca, zaloge 70 + 50 osob i generalnie sensoryke i uzbrojenie identyczne lub zblizone do K-130. Dalej dodawano zadania i szybko K-131 zrezygnowano i zaczeto MKS-180, ktory tez urosl do 5000-7000 ton. A wiec okret, ktory z wyjatkiem OPL, byl w stanie wykonywac zadania wszystkich posiadanych i planowanych fregat.

        Czy w ogole MKS-180 byl sensownym programem? Moim zdaniem nie. To samo dotyczy nowej serii MKS-130. Jesli chciano na szybko zwiekszyc zdolnosci bojowe, to szybciej mozna bylo dozbroic F125 w 32 komorowe VLSy i ACTASa. Jeslli dac prace stoczniom, to zamowic kolejne 2x F125. Jesli chciano zamiennik FACa na Baltyk i Ciesniny, to mozna to zrobic taniej i lepiej. Jesli chciano taniego zamiennika fregaty, ktory w pewnych zadaniach mogl je odciazyc to trzeba bylo wrocic do K-131 lub wybrac A-100. Pamietajmy, ze Niemcy w zakresie silnej OPL maja F124 i potencjal rozwojowy na F125, stad kolejnym okretom wystarczy nakierowanie na zwalczanie pokpr. Zwalczanie lotnictwa i przeciwokretowych pociskow balistycznych nie jest w tym wypadku koniecznoscia. Jesli chciano zluzowac fregaty z zadan policyjnych, to maja tez sporo projektow znacznie tanszych patrolowcow.

        Przypomina mi to nasze kupowanie Blackhawkow…

      • Panie Przemku

        Dlaczego zakładamy, że politycy w Niemczech są w jakikolwiek sposób bardziej kompetentni w sprawach obronności? Przecież kondycja Bundeswehry jest bezpośrednim efektem ich działalności.

        Niewątpliwie K130 to spora oszczędność wobec drogiego i przeciągającego się MKS180, a politycznie to wyraźne “robienie czegoś” w obliczu anty-rosyjskiej paniki, ale trzeba pamiętać że MKS180 to był projekt transformacyjny, zakładający zmianę profilu działania marynarki, podczas gdy K130 jest bezpośrednim następcą wycofywanych Gepardów o tych samych zadaniach.

        Prawdą jest to że Niemcy mają problem z załogami ale w takiej sytuacji dlaczego budują pięć słabych jednostek wymagających 325 marynarzy zamiast dwóch mocniejszych? Niemcy nie używają pocisków Mica i raczej nie będą używać bo to mija się z celem, bardziej prawdopodobne jest IRIS-T ale ten pocisk nie ma jeszcze ani wersji SAM w służbie, ani morskiej. ZOP na Bałtyku może być przydatny bo nawet jezeli Flota Bałtycka męczy się z okrętami to Rosja trochę Kilo ma i przerzucić je może. A po co komu na Bałtyku jeszcze więcej pocisków przeciwokrętowych? Okretów na cele niedługo nie starczy jak tak dalej pójdzie.

        Zgadzam się z oskarmem co do wrażenia jakie wywołuje ten program. K130 miało być pierwotnie 15, ograniczono do 10 a w końcu do 5. Politycy rozumieją miejsca pracy i wydatki więc jeżeli obcięto program to patrzą przez pryzmat braku pieniędzy i oszczędności, a nie tego że były istotne przesłanki by takich zapychaczy nie budować. Tak więc jak najbardziej “Bieda Hawki” w wykonaniu niemieckim.

        Co do oferty na leasing 212-tek to cały czas nie mogę się doszukać źródeł z których wynikałoby że nie miałoby to być przejściowe. Mam wrażenie że to typowa plotka.

    • Marcinie, jakie zdolnosci ZOP ma K-130?

      • oskarmie

        Korweta typu K-130 w służbie Deutsche Marine może przede wszystkim staranować wykryty okręt podwodny lub obrzucić go bombami głębinowymi na ślepo i chyba wspierać miejscem do lądowania śmigłowce ZOP wielkości Lynxa lub Seahawka, ale tu nie jestem pewien wielkości lądowiska. Pisałem przecież że są to zdolności bardzo ograniczone ;).

        A na poważnie to wyszło mi niechcący pewne przejęzyczenie – miałem na myśli to że model MEKO A100 po przebudowie może zmieścić sonar podkadłubowy i wyrzutnie torped oraz wspierać śmigłowiec. Natomiast najprawdopodobniej Niemcy zamówili wersje podstawowe czyli wielkie motorówki z RBS-ami.

      • Oskar,

        K-130 miały problemy z przekładniami i stąd zła opinia. Natomiast teraz zaczynają być wszędobylskie, od Morza Śródziemnego do fiordów. To, co opisujesz jest największym zagrożeniem dla korwet, ale nie tylko. Specyfikacja puchnie i kończy się tym, że najmniejszy okręt satysfakcjonujący i wielozadaniowy to Arleigh Burke. Zawsze jest problem, w którym punkcie powiedzieć dość, to jest wystarczające choć nie najlepsze.
        MKS-180 to w moim odczuciu historia niekontrolowanego procesu, którego produktem jest F-125 ze zwiększoną funkcją modułów. Tylko czy taki okręt jest dzisiaj potrzebny Deutsche Marine? Raczej następca F-123, czyli ASW. No i “coś na Bałtyk”.
        Faktem jest, że A-100 czy jej wcielenie K-130 jest drogą korwetą w porównaniu z innymi konstrukcjami. Podobnie chyba jest z fregatami. Po części jest to “wina” sporej automatyzacji by zmniejszyć załogę i rozbudowanego C2, ale to nie wszystko. Jeśli jest to miniatura fregat A-200 z wszelkimi cechami ograniczenia sygnatur itd. to taka korweta musi być droga. Pytanie czy musi mieć te wszystkie cechy? Pewnie nie, biorąc pod uwagę, że działanie na wodach przybrzeżnych niesie ze sobą poważne ryzyko utraty okrętu. A więc znowu pytanie czy idziemy w “niezwyciężoność” – patrz fregaty i ryzyko posiadania wszystkich jajek w jednym koszyku, czy też “niewidzialność” jak Szwedzi z wysokim kosztem i ryzykiem, że technologia zaraz znajdzie na to sposób lub też “niepoliczalność” czyli akceptowanie ryzyka utraty jednostkibez utraty siły ofensywnej rozproszonej na kilka jednostek. Na końcu rozwiązaniem mogą być modne i futurystyczne roje bezzałogowców.

        Pozdrawiam,

        Przemek

        • Panie Przemku

          MKS180 to okręt wybitnie misyjny, przedstawiciel ery “przedkrymskiej” i w tym kontekście jest on próbą odpowiedzi na konkretne problemu, myślę że nie do końca nieudaną z tym, że zwyczajnie bardzo drogą i – jak to w przypadku Niemiec z reguły bywa – przekombinowaną. Duńczycy będą tu chyba nie do pobicia w kwestii praktyczności preferowanych rozwiązań do tych samych przecież celów.

          W kwestii pozyskania K-130 z uwagi na wzrost zagrożenia ze strony Rosji pamiętajmy o tym, że Rosjanie nie są niekompetentnym przeciwnikiem i będą uderzać w słabości floty Niemieckiej czy sojuszniczej, a nie w jej silne punkty. Jeżeli DM wystawi flotyllę korwet K130 będą one atakowane z powietrza i spod wody i z brzegu, co uczyni ich rakiety mało skutecznymi. Rosjanie nie wystawią na atak chwilowo wciąż nielicznej floty nowoczesnych jednostek z pociskami przeciwokrętowymi bo potencjalna utrata osłabia Rosję bardziej niż Niemcy – Rosja potrzebuje floty do wspierania interwencji w swojej bardzo rozległej geograficznie strefie interesów, podczas gdy Niemcy mają faktycznie tylko kawałek wybrzeża do zabezpieczenia.

          Zwrócę też uwagę że “Bałtyk” dla Niemiec w obecnej sytuacji to wybrzeże Polski i państw bałtyckich np Litwy gdzie wyślą swój batalion. Nie wiem jak w tej sytuacji nie pasuje fregata typu Brandenburg czy Sachsen jako “coś na Bałtyk” – jednostka bardziej smodzielna i wielozadaniowa. Gdyby K130 otrzymały najnowszy RBS-15 Mk.4 z znacznie powiększonym zasięgiem i możliwością ataku celów lądowych przy pomocy wymiennej głowicy wówczas jako odpowiednik Bujana-M taka korweta przynajmiej może być zagrożeniem, i jeżeli byłbym na miejscu Niemiec to właśnie w tym kierunku bym poszedł zwłaszcza, że korzystając z rozpoznania przez sojuszników można odsunąć jednostki od głównych obszarów zagrożenia. Okręt taki staje się tańszą platformą do odpalania pocisków manewrujących. W swoim obecnym kształcie K130 są okrętami które lepiej wpasują się w potencjalny konflikt na Morzu Egejskim, niż na Bałtyk 😉

          • Panie Marcinie,

            Zgadzam się w pełni z diagnozą co do 180. Stąd moje spekulacje, że zakup korwet spowoduje albo zakończenie projektu albo przekształcenie w następce fregat. Jakich? Najstarsze są F-123 (o F-122 chyba możemy powoli zapomnieć). Co do korwet to zacznę od drobnej korekty – podobnie jak my, Niemcy mają na uwadze potencjalne użycie RBS-ów przeciwko celom lądowym. Już wersja 3-cia na to pozwala. Koncept mamy więc taki sam. Druga uwaga odnosi się do rzeczy ważniejszej. Jak Rosjanie będą chcieli wykorzystać morze i flotę do swoich celów? Do prowokacji i wymuszeń w czasie kryzysu? Do tworzenia sytuacji kryzysowych i testowania woli politycznej NATO? W czasie wojny Tylko obronnie? Do osłony własnych transportów? Do małych operacji desantowych? Jako pływające wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu? Te same pytania należy zadać sobie i NATO. Jakikolwiek transport i jego osłona będą się wiązały z atakiem na cele lądowe jak środki dowodzenia, baterie nadbrzeżne, lotniska itd.

            Idąc tym tropem będą scenariusze gdzie korweta się sprawdza. Wystarczy do demonstrowania woli politycznej i zażegnania wielu sytuacji prowokujących kryzys a nawet pewne sytuacje kryzysowe. W osłonie własnych transportów mogą być pomocne w czyszczeniu przedpola – ktoś musi sie zająć kutrami rakietowymi przeciwnika czy też niektórymi celami na lądzie. Bujany jako wyrzutnie rakietowe to też cel, chociaż może być w zasięgu NDR-u ale nie musi. Ktoś musi też osłaniać własne siły podwodne, jeśli takowe będą i będą działać na Bałtyku. Korweta jest więc wszędobylska i pożyteczna. Ma jednak wadę wąskiego zakresu opłacalności. Powiedzmy, że nasze apetyty poskromione co nieco ograniczeniami technicznymi będą na korwetę w miarę uniwersalną. Rakiety przeciwokrętowe ze zdolnością zwalczania lądowych, sonar podkadłubowy, system samoobrony jak SeaRAM czy VL Mica bądź Umkhonto plus drony i ESM. Taki okręt może kosztować 1.5mld PLN i będzie zbudowany w liczbie 2-3 jednostek. Wciąż użyteczny w czasie pokoju i kryzysu choć na takie warunki za drogi a na czas wojny zbyt nieliczny. Mam wrażenie, że cokolwiek przekroczy 700-1000mln PLN będzie nieekonomiczne nie mówiąc o oporze innych rodzajów sił zbrojnych. Jak już wspominaliśmy, Orka to pewien koncept polityczny a nie militarny więc zaliczamy go do ekstrawagancji. Korweta za miliard musi mieć pewne ograniczenia i nawet K-130 jest za droga.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku

            Rozmawiamy teraz o korwecie dla PMW czy dla marynarki Niemiec?
            W wypadku Niemiec K130 ma sens bo jest to tylko okręt uzupełniający flotę i w dodatku mając dwa zestawy RAM ma dość silną samoobronę. Nie pochwalam idei dużego okrętu rakietowego ale ma on jakieś miejsce we flocie. W wypadku Polski to będzie podstawowy okręt wojenny bez żadnego ZOP.

            Swoją drogą przypadkiem natknąłem się na informację na Wiki że z fregat klasy Brandenburg tylko jedna ma ciągniony sonar, a pozostałe F-123 podobnie jak F-124 mają tylko dziobowy.

          • Korweta K-130 jest specjalizowana dla Niemiec ale czy nie może być wystarczająco dobra dla nas? Potencjalne różnice to:
            1. System samoobrony plot. Jeśli do NARWI wybierzemy VL Mica to może być Mica. Jeśli nie, to RAM jako produkt niemiecko-amerykański byłby dla nas łatwiej dostępny niż Mica. Chociaż może się mylę.
            2. Brak sonaru i wyrzutni torped. To temat do dyskusji bo nie jest jasne do jakiego stopnia to potrzebujemy. Innymi słowy jakie zadania korweta ma wykonywać. Poza Bałtykiem ZOP ma sens, na Bałtyku w zależności od scenariusza i rozwoju sytuacji we Flocie Bałtyckiej. Istnieje możliwość zainstalowania sonaru podkadłubowego jak Kingklip czy VDS z serii CAPTAS. Pewnie kosztem czegoś, np. jednej wyrzutni RAM.
            3. Brak hangaru – trochę patrz punkt 2. Mały hangar dla UAV ma dużo sensu zakładając współpracę z helikopterami operującymi z lądu na wodach przybrzeżnych. Takie chyba były założenia dla Gawrona. Cały czas pamiętajmy, że korweta jest MAŁYM okrętem i lepsze jest wrogiem dobrego.
            Tak więc podstawowy projekt K-130 może być zupełnie odpowiedni dla nas również. Weźmy pod uwagę, że w ogólnodostępnej narracji MON-u mówimy o uniemożliwieniu blokady, zwalczaniu desantów i nie widać tu miejsca na ZOP. Jeśli wyjdziemy poza Bałtyk, to korweta może być bardziej ogólnego przeznaczenia z sonarem i wyrzutniami torped. Nie ma ku temu przeszkód.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku

            Nie rozumiem czemu lekceważy pan zagrożenie ze strony okrętów podwodnych. Rosja ma ich bardzo dużo a przerzucenie ich miedzy akwenami nie jest niemożliwe w razie potrzeby. Blokada której obawia sie MON jest bardzo dobrym polem do wykazania się takim jednostkom, zwłaszcza w kontekście lokalizacji głownego portu towarowego i bazy MW.

          • Panie Marcinie,

            Być może nie mam racji ale mam wrażenie, że dyskusja o okrętach podwodnych opiera się na założeniu ich wszechmocy. Zacznijmy znowu od faktów i geografii. Flota Bałtycka ma dwa OP. Należałoby przeanalizować w jaki sposób doktryna Rosji zamierza je wykorzystywać na Bałtyku. Myślę, że defensywnie, głównie przeciwko posiłkom NATO dla Pribałtyki. Porty Trójmiasta będą miały w razie konfliktu o wiele więcej problemów. W zasadzie mogą być w zasięgu artylerii i być po prostu zamknięte. To znaczy, że należy zainwestować w rozbudowę linii kolejowych ze Szczecina/Świnoujścia a nie ZOP.
            Teraz wracamy do geografii. W prasie ogólnodostępnej można było znaleźć informację, że bezpieczne działania OP klasycznych wymagają 40m głębokości. Zatoka Gdańska jest dobra do działań OP z tego punktu widzenia ale kto o co będzie tam się bił na morzu? ZOP w pobliżu głównej bazy morskiej przeciwnika mającego podobno przewagę? Czy też obrona przed desantem na wybrzeżu zachodnim przy głębokości znacznie mniejszej niż 40m?
            Powtarzam – być może robię błąd tzw. gruby i strzelam kulą w płot, ale nie widzę argumentacji do czego Rosjanie użyją tych okrętów na naszych wodach a jeśli poza nimi to jakie mamy szanse prowadzić tam działania ZOP? Co innego poza Bałtykiem ale na razie przeważa opcja Home first czyli Bałtyk Plus. Na Bałtyku OP mają Niemcy, ale jak cytowałem w ostatnim wpisie pewien raport nie jest jasne czy u-booty w ogóle działają na Bałtyku. No i Szwedzi ale ci z kolei mają całkiem odmienne warunki geograficzne i główne linie żeglugowe na swoich wodach EEZ.
            Temat jest do głębszej dyskusji.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Flota Bałtycka ma od kilku dnie 3 OP.

            Ja bym ich używał:
            1) Na Głębi Gdańskiej (blokada naszej floty).
            2) W zależności od postępów na lądzie w rejonie Bornholmu lub między Jastrzębią Górą a Gotlandią.

            O dostawach w czasie wojny do 3miasta należy zapomnieć, ale w czasie kryzysu jak najbardziej wykrywanie i śledzenie wrogich OP może być kluczowe do zabezpieczenia się przed wielorakimi możliwościami sabotaży.

            Osobiście uważam, że poza OPL, ZOP powinien być najważniejszym zadaniem okrętów uderzeniowych naszej MW.

          • Oskar,

            Dzięki za wskazówki. mamy temat do dyskusji. O ile rozumiem punkt 1-szy to nie do końca chyba łapię intencje w punkcie 2-gim. OP na pewno są dobrym środkiem skrytego rozpoznania. I tu widzę rolę OP. Jak temu przeciwdziałać? Trochę skomplikowane, bo w czasie pokoju mamy ograniczone środki przymusu a w czasie wojny, jak wspomniałem działania ASW na zatoce muszą się zamienić w jedną wielką bitwę morsko-powietrzno-lądową. Pytanie czy jest możliwe zastosowanie barier jak SOSUS na małą skalę?

            Przemek

          • Punkt 2 to blokowanie dostępu do Krajów Bałtyckich i ewentualne na Polskę w przypadku inwazji na nie. Pozycja zależy od postępów na lądzie. Jeśli inwazja jest na same kraje, to raczej pozycja między Jastrzębią Górą a Gotlandią.

            SOSUS na małą skalę, jak najbardziej i CTM od kilku lat to robi. Problemem jest stosunkowo ciepłe, zanieczyszczone morze i małe głębokości, co powoduje zarastanie sensorów. jakieś 2 lata temu w Raporcie WTO był artykuł na ten temat. Mieli pracować/zlecić prace nad nowymi pokryciami, zapobiegającymi porastaniu.
            http://www.ctm.gdynia.pl/products/systemy-ochrony-infrastruktury-morskiej,12/system-ochrony-krytycznej-infrastruktury-morskiej,3.html

          • Co do przymusu poza czasem wojny, to poza wodami terytorialnymi i wewnętrznymi, wystarczy dawanie do zrozumienia, że ich śledzimy. Na wodach terytorialnych i wewnętrznych możemy reagować jak nam się podoba. Konwencja o Prawie Morza nie pozwala na poruszanie się obcych jednostek w zanurzeniu bez zgody państwa gospodarza.

          • No to poczyniliśmy krok do przodu. Punkt drugi jest zdefiniowaniem geograficznego obszaru, na którym może dojść do walki o wzmocnienia dla krajów walczących. O tych problemach też rzeczywiście czytałem, ale tam była mowa o Krylu. Mam na myśli coś większego niż Kryl, bo ten jest przestrzennie mocno ograniczony do osłony portów i kotwicowisk, ale problem z sensorami pozostaje. Niemniej jest to jakiś kierunek – połączenie floty fortecznej z okrętami do zadań pokojowych i kryzysowych na Bałtyku i poza nim.

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)