Dec 232016
 

Ostatnio ukazała się książka Andrzeja Drzewieckiego Polska Marynarka Wojenna od Drugiej do Trzeciej Rzeczypospolitej, której jedną z głównych tez jest zależność floty od interesów morskich co w pigułce zostało przez autora sformułowane tak:

Dopiero pełnokrwista obecność państwa na morzu dopomina się o flotę wojenną, która staje się gwarantem bezpieczeństwa jego „morskich interesów”. W przeciwnym wypadku będzie ona tylko „dekoracją wybrzeża” i dodajmy, że bardzo kosztowną. Flota wojenna, podkreślałem to z naciskiem, musi być proporcjonalna do interesów państwa na morzu, co w sposób nie budzący wątpliwości powinno wynikać z podstawowych zasad polityki morskiej.

Konfrontacja z danymi Głównego Urzędu Statystycznego na temat gospodarki morskiej na tle całej naszej gospodarki pokazuje jakimi meandrami kroczy nasza marynarka wojenna. To porównanie prosi się o spojrzenie na argumenty używane w dyskusji o potrzebie posiadania marynarki wojennej a w konsekwencji o odpowiedź na pytanie jakiej? Wybiegając nieco w przód te argumenty można podzielić na kilka grup:

  • polityczne:

realizacja celów politycznych państwa na morzu lub z użyciem marynarki jako narzędzia polityki
wkład w obronę kolektywną

  • gospodarcze:

obrona interesów gospodarczych państwa związanych z morzem

  • militarne:

zapobieganie kryzysom i eskalacji konfliktów
działania hybrydowe (sytuacje trudno-konsensusowe według terminologii prof. Kozieja)
wojna ograniczona
wojna pełnoskalowa

Wracając do wspomnianych danych GUS-u trzeba zacząć od zastrzeżenia, że jest to wierzchołek góry lodowej i aby właściwie dane zinterpretować należałoby wgłębić się w temat znacznie bardziej. Niemniej, decydent patrzący na świat poprzez pryzmat komórki w Excelu tak właśnie będzie widział „gospodarcze interesy morskie”. Rocznik Statystyczny Gospodarki Morskiej 2015 mówi, że w gospodarce morskiej było zatrudnionych 0.7% ogółu zatrudnionych. Gospodarka morska wypracowała 1.1% przychodu z rentownością stanowiącą 0.9% całego zysku przyciągając 1.4% inwestycji. Tak więc można powiedzieć, że region daje sobie radę całkiem dobrze, wręcz lepiej niż pozostałe i pozostaje atrakcyjny dla inwestorów. Niemniej w całości gospodarki jest to niewielki ułamek.
Kontynuując, przemysł stoczniowy wyprodukował 4 nowe statki oraz wyremontował 610 statków. Większość nowych konstrukcji to „statki nietowarowe” co wskazuje na umiejscowienie się w niewielkich acz lukratywnych niszach. Dysproporcja pomiędzy jednostkami remontowanymi a nowo-budowanymi jest olbrzymia i może poddawać w wątpliwość nasze zdolności budowy bardziej złożonych okrętów wojennych. Na gospodarkę morską można popatrzyć pod innym kątem a mianowicie jako część systemu transportowego. Niestety, udział żeglugi morskiej w ogólnej masie towarów transportowanych nie przekroczył 0.4% w ciągu ostatnich pięciu lat. Jeśli odnieść to do samego eksportu, to takich danych GUS nie podaje, ale pośrednie obliczenia wskazują na jeszcze mniejszy udział. Zaskakujące jest to, że ten wskaźnik jest w 2015 roku niższy niż dla żeglugi śródlądowej!

Tak więc jest to bodziec dla wzrostu znaczenia Morskiego Oddziału Straży Granicznej ale kosztowne inwestycje w marynarkę wojenną muszą szukać wsparcia w innych argumentach, póki co. „Uprawianie morza” rozwijamy ale daleko mu do statusu „sportu narodowego”. Mówiąc o „morskich interesach” pozostają argumenty polityczne. Są pewne jaskółki na niebie jak informacja o poszukiwaniu przez MOSG środków na okręt patrolowy do działania w ramach FRONTEX-u czy wysłanie fregaty na Morze Śródziemne z zadaniem przeciwdziałania nielegalnemu przemytowi ludzi drogą morską. Prezydent podarował banderę bojową dla ORP Kościuszko ale wciąż nie wiadomo na ile poruszamy się w sferze symboli a na ile jest to przejaw świadomej i konsekwentnej polityki.

Symbol czy konsekwentna polityka?

Zauważmy w jaki sposób podano informację na temat pożądanej jednostki dla MOSG – to straż sama szuka środków na sfinansowanie inwestycji. Czyż nie państwo powinno łożyć na nowy kuter w ramach realizacji swoich celów politycznych? Innym przykładem niech będą fregaty. Załóżmy, że mamy parę okrętów tej klasy. Byłby to nasz wkład w obronę kolektywną NATO i widoczny znak woli oraz narzędzie do współpracy ze wspólnotą międzynarodową na morzach wokół Europy czy jeszcze dalej pod auspicjami EU czy ONZ. Tyle, że my mamy od 15 lat dwie fregaty, jak są one więc wykorzystywane? Centrum Operacji Morskich w swoich wiadomościach podaje przy okazji misji ORP Kościuszko na Morzu Śródziemnym, że nasze fregaty po raz trzeci uczestniczą w stałym zespole okrętów NATO dodając, że okręty przeciwminowe uczestniczyły w tym samym czasie 12 razy a ORP Xawery Czernicki dwukrotnie. Co powstrzymywało wykorzystanie fregat w podobnym stopniu jak okręty przeciwminowe? Czy brak woli politycznej? Chyba nie, bo niszczyciele min są nieomalże stałym uczestnikiem zespołów NATO. Stan techniczny fregat? Być może ale zmodernizowane trałowce są jeszcze starsze od fregat i były w zasadzie już „spisane”. Czy powstrzymywano modernizacje fregat aby nie blokować środków na nowe okręty? Ponownie być może, ale jeśli tak to popełniono błąd taktyczny o potencjalnych konsekwencjach strategicznych dla struktury floty. Brak środków na eksploatacje? Jeśli tak to źle wróży wszelkim planom budowy większych jednostek nawodnych. Wciąż przewija się podskórnie pytanie o koszt-efekt takiego zaangażowania międzynarodowego, podobnie jak w przypadku Royal Canadian Navy. Bilans służby fregat pod polską banderą jest wciąż trudny do interpretacji bo z jednej strony okręty pozwoliły na rozwinięcie współpracy z NATO i przyczyniły się do wyszkolenia wielu specjalistów ale z drugiej strony opanowaliśmy wiedzę w dziedzinach, o których wciąż nie wiemy czy będą rozwijane.

Argumenty militarne najczęściej dotyczą stanu wojny co szybko prowadzi do polaryzacji stanowisk, bowiem wojna w naszym położeniu geopolitycznym prowadzi do szybkiego podporządkowania floty ogólnym planom obronnym państwa. Te z kolei są zdominowane przez działania na lądzie i w powietrzu a więc plany są sformułowane językiem armii i reprezentują jej sposób postrzegania problemu. Jak to wyglądało w praktyce pokazuje wspomniana książka Andrzeja Drzewieckiego. Podaje on jeden z pierwszych planów obrony wybrzeża autorstwa generała Mossora zaproponowany w 1949 roku:

podstawy strategiczne: wskazujące dwa warianty przyszłego frontu, z bardziej prawdopodobnym w koncepcji defensywnej na Odrze;
rola marynarki wojennej: osłona północnego skrzydła frontu obronnego na Odrze i Nysie;
ogólna koncepcja obronna: zbyt szerokie polskie wybrzeże nie może być bronione przez obronę stałą za pomocą pasma fortyfikacji, wobec tego Mossor proponował zorganizowanie:
czterech ośrodków obrony stałej (obszary wojenne), obejmujących najważniejsze bazy morskie,
zmotoryzowanej grupy manewrowej dla zaczepnej interwencji na międzypolach obszarów wojennych,
dwóch flotylli MW dla zaczepnych operacji na Bałtyku,
lotnictwa rozpoznawczego i operacyjnego, lądowego i morskiego;

Niektóre sugestie gen. Mossora okazały się niezwykle długowieczne

Taki plan zrodził się pewnie na podstawie doświadczeń kampanii wrześniowej i nie jest jeszcze wizją Układu Warszawskiego, powołanego do życia kilka lat później. Ogólne spojrzenie mało mówi o zadaniach dla marynarki wojennej, ale w dalszej części książki znajdujemy zadania sformułowane przez ministra obrony narodowej w 1964 roku:

  • udział w zwalczaniu sił morskich NATO i niedopuszczenie ich do działań w środkowej części Bałtyku,
  • udział w obronie wybrzeża morskiego PRL wspólnie z wojskami Obrony Powietrznej Kraju, Okręgu Wojskowego oraz formacjami OTK,
  • zabezpieczenie przewozów dla Frontu Nadmorskiego drogą morską,
  • prowadzenie operacji desantowych wspólnie z wojskami Frontu Nadmorskiego,
  • udział w organizacji systemu bazowania sił własnych i sojuszniczych.

Nie patrzmy na daty pochodzenia obu dokumentów i ówczesny kontekst polityczny. Wystarczy zamienić Odrę na Wisłę i kontynuować dyskusję. Aby dać szansę marynarce wojennej w takim kontekście należałoby zmienić odrobinę słownictwo. Zamiast mówić o obronie wybrzeża rozmawiajmy o morzu jako polu manewru dla armii. Akcent przesuwa się na manewr a mobilność to główna zaleta sił morskich. Wówczas „obrona wybrzeża” zamienia się na zwalczanie przeciwnika w rejonie bazowania, desantu i w trakcie przejścia morzem. Na kształt floty mają duży wpływ technologia i obszar działania. Ten ostatni w przypadku uszanowania neutralności Szwecji to pas o szerokości około 30 – 40nm. Dla współczesnych środków rażenia taki dystans nie stanowi wyzwania a precyzja rażenia jest duża. Rośnie znaczenie rozpoznania i dynamika działań a czas na reakcję się kurczy.

Rozważając warianty użycia militarnego floty na wypadek wojny trzeba się zmierzyć z trudnym pytaniem czy w naszych kalkulacjach bierzemy pod uwagę możliwości czy intencje potencjalnego przeciwnika. Mając za sąsiada największą chyba potęgę nuklearną świata a więc państwo o nieograniczonych możliwościach eskalacji konfliktu nie pozostaje nic innego jak skupić się na jego intencjach pozostawiając problem eskalacji sojuszowi i jego zdolności odstraszania. O intencjach Federacji Rosyjskiej mówi co nieco doktryna morska do 2020 roku, która swój rozdział o działaniach wojenno-morskich zaczyna definicją:

Pod pojęciem działań wojenno-morskich rozumie się celową działalność państwa z użyciem siły militarnej dla tworzenia i utrzymywania sprzyjających warunków na światowym oceanie dla stałego rozwoju i realizacji narodowych priorytetów bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

W tej definicji pobrzmiewa niepokojąca nutka użycia siły dla jednostronnej ekspansji Federacji Rosyjskiej. Kluczem do interpretacji intencji jest więc zrozumienie priorytetów, które należy stale monitorować i brać pod uwagę. Ponadto trzeba być świadomym, że Rosja nazywa rozbudowę potencjału oraz obecności NATO w regionie Bałtyku „niewłaściwą”. Priorytety doktryny morskiej Rosji skupiają się na problemach gospodarczych i zabezpieczeniu linii zaopatrzeniowych do Obwodu Kaliningradzkiego wraz ze znajdującymi się tam bazami sił zbrojnych Federacji. Tak więc nie widać bezpośredniego i natychmiastowego zagrożenia wojną ale istnieje demonstrowana przez Rosję gotowość do wyrażania swojego niezadowolenia z „niewłaściwego” postępowania NATO w regionie i niebezpieczeństwo eskalacji.

Tych kilka powyższych spostrzeżeń uzmysławia, że nie mamy jednego i wiodącego argumentu prowadzącego wszelkie dyskusje do jednego rozwiązania. Wręcz przeciwnie, koncepcje są rozbieżne w zależności od wybranego rodzaju argumentu. Dzisiaj najsłabszym argumentem wydaje się być argument gospodarczy, a szkoda bo byłaby to naturalna siła napędowa floty. Argumenty polityczne muszą wyjść od instytucji państwowych a więc marynarka nie może snuć planów nie zawieszonych w próżni bez wcześniejszego wyrażenia zapotrzebowania na jej „usługi”. Z kolei argumenty militarne są natychmiast zdominowane przez wizje wojny lądowo-powietrznej i albo armia powie jak widzi rolę marynarki w swoich planach co doprowadzi armię do konfliktu interesów na tle budżetowym, albo marynarka zacznie myśleć pozytywniej o armii i co może dla niej zrobić chociaż grozi to flocie marginalizacją. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim krańcem mamy zapobieganie kryzysom i przeciwstawianie się perswazji co na szczęście wymaga środków użytecznych w obu podstawowych koncepcjach floty.
Zwykle budując coś zaczynamy od rzeczy najważniejszych przechodząc później do pomniejszych. Przypadek naszej marynarki wojennej pokazuje, że być może warto tę kolej rzeczy odwrócić, bo cóż czynić, jeśli na rzeczy najważniejsze w pojęciu marynarzy trzeba czekać w nieskończoność? Dajmy więc szansę rzeczom małym, wierząc, że zmienią postrzeganie rzeczy i otworzą nowe horyzonty.

  8 Responses to “Meandrów i kontrowersji ciąg dalszy”

  1. Przemku,
    Przykro mi to pisać po raz kolejny, ale zwracałem już Tobie uwagę na forum militarium, gdzie używasz nicku “analityk”, że jest on mocno na wyrost. Analityk, poza przytoczeniem danych powinien sprawdzić metodologię pozyskiwania danych do statystyk.

    Każdy przedsiębiorca wie jakie obowiązki i na jakiej podstawie jest w stanie nakładać na niego GUS i gdzie kończy się jego władztwo.

    W przypadku morskiej wymiany handlowej, by uzyskać faktyczne dane należy sięgnąć do informacji o krajach przeznaczenia naszego eksportu i pochodzenia naszego importu oraz skonfrontować je z informacjami na temat kosztu dostaw tych towarów różnymi środkami transportu oraz danymi ze straży granicznej oraz portów. Dopiero na tej podstawie można “odfałszować” dane z GUS.

    Otóż większość naszej morskiej wymiany handlowej jest realizowane za pomocą obcych armatorów, którzy nie są zobowiązani do ujawniania danych GUS. Około 30% naszego eksportu i importu jest realizowana z i do krajów, do których większość wymiany handlowej odbywa się drogą morską (zwyczajnie inne środki dostaw byłby zbyt drogie). Te 30% naszego eksportu drogą morską to około 12% naszego PKB. W przypadku importu z drobnicą jest lepiej, ale zakręcenie kurków z ropą i gazem przez Rosjan, skazuje nas na dostawy morskie (rurociągi nie maja wystarczającej przepustowości a w przypadku ich rozbudowy i tak w przypadku wykorzystania portów na Morzach: Czarnym i Śródziemnym i tak może zaistnieć potrzeba zabezpieczenia odcinków morskich).

    I teraz możemy dyskutować o faktycznej wadze zabezpieczania interesów przez nasza MW.

    • Oskarm,

      Na Forum Militarium prowadzisz dyskusję z kimś innym. Mnie tam w ogóle nie ma. Niemniej Twoje argumenty są słuszne – trzeba mieć świadomość metodologii. Ta jest podana na pierwszych stronach raportu. Pierwszy aspekt to założenie, o którym wspominałem – decydenci oglądający świat przez Excel najprawdopodobniej będą widzieć rzeczy powierzchownie, zwłaszcza jeśli nie posłużą się opinią eksperta. My powinniśmy w naszych dyskusjach sięgnąć głębiej i wymagać od siebie więcej – ponownie masz rację. We wspomnianym raporcie na tronie 134 zaczynają się tabele pokazujące kraje załadunku czy armatorów. Te dane GUS otrzymuje nie od zagranicznych armatorów (bandery tych armatorów są również wymienione) ale od naszych portów, podlegających prawu. Oczywiście dane GUS-u mogą być kiepskie i w przeszłości tak było ale się poprawiają. Istotne jest to, że w przypadku handlu zagranicznego GUS prawdopodobnie wspomaga się danymi Urzędu Celnego a te są już niezłe.
      Przechodząc do rzeczy, z 69 mln ton przeładowanych w polskich portach na Europę przypada 2/3 ogółu z czego połowa to kraje regionu Bałtyku. Natomiast masz rację, że mówiąc o udziale transportu morskiego na poziomie 0,4% GUS ma na myśli przedsiębiorstwa zarejestrowane w Polsce. Jeśliby odnieść te 69 mln ton to całego tonażu transportowanego przez krajowych przewoźników to będzie to jakieś 3.8%. Jednak do Polski trafiają towary wożone przez zagranicznych przewoźników co obniży znów ten wskaźnik. To są jednak już pewne spekulacje.
      Jeśli chodzi o handel zagraniczny to w imporcie i eksporcie głównym partnerem są Niemcy z udziałem około 1/4 ale Europa stanowi ponad 60% w imporcie i 80% w eksporcie.
      W tych danych są “zagrzebane” produkty nominalnie importowane z Europy, które tam jednak dotarły drogą morską z np. Chin. Tak więc znaczenie handlu morskiego jest kluczowe ale handlu globalnego.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Przemku,

        W takim razie najmocniej przepraszam. Byłem pewien, że jesteście jedną osobą. Argumentacja, pomysły, dane (w tym błędy) macie praktycznie tożsame.

        Do przeżycia o chlebie i wodzie, faktycznie nasza gospodarka morska nie jest istotna. Jest jednak istotna dla zachowania naszego poziomu życia i jego rozwoju.

        pozdrawiam
        Oskarm

    • Oskarm,

      Po przeczytaniu ponownie twojego komentarza przemyślałem jeszcze raz dyskusję. Chyba powinniśmy rozgraniczyć dwie rzeczy – gospodarkę morską jako powiedzmy źródło podatków dla państwa i transport morski umożliwiający handel zagraniczny dla przedsiębiorstw w Polsce nie będących formalnie częścią gospodarki morskiej. Dane wymienione na blogu dotyczą przede wszystkim tego pierwszego pojęcia gospodarki morskiej. Część danych z komentarza odnosi się pośrednio do drugiego pojęcia. Pogrzebałem w danych GUS-u dodatkowo i co do handlu zagranicznego mamy takie dane (uwaga – to nie musi się odbywać drogą morską!!!) – poniżej są kraje przekraczające udział w handlu zagranicznym (import/eksport) progi (co najmniej jeden wskaźnik z importu/eksportu) 1%, 5% i 10%:
      10% Niemcy (22%) Chiny (11%)
      5% Rosja, UK, Włochy, Czechy, Francja
      1% Austria, Belgia, Dania, Hiszpania, Holandia, Słowacja, Szwecja, Węgry, USA, Japonia
      Transport morski jest tani, ale w pewnych układach do zastąpienia przez transport kolejowy/kołowy. Szczególnym przypadkiem jest Rosja, z której importujemy “surowce mineralne” czyli paliwa.

      Pozdrawiam,
      Przemek

  2. 28 listopada miała odbyć się prezentacja nowej doktryny bezpieczeństwa morskiego BBN. Niedawno RBO umieściło na swoim facebooku informacje że prace trwają.

    https://web.facebook.com/RadaBudowyOkretow/photos/a.775930195828804.1073741829.479898655431961/1231531550268664/?type=3&theater&_rdr

    Pewnie trwać będą jeszcze bardzo długo ponieważ cokolwiek by nie wymyślili nie będzie pasowało towarzyszom w komitecie centralnym a w szczególności towarzyszowi sekretarzowi. Tak więc gadu gadu a chłop w sadzie śliwki rwie.
    .

    • Panie Marcinie,

      Sprawa jest trochę bardziej złożona niż w przeszłości prezentowano nam jedność partyjną. Dokument opracowuje zespół przy BBN złożony z członków Rady Budowy Okrętów. Jej stanowisko jest dość znane z nie istniejącej już strony internetowej. BBN jest organem Prezydenta RP i biorąc pod uwagę te dwa fakty, nie należy się dziwić jeśli będzie znacząco odbiegał od linii MON. Na linii prezydent minister MON iskrzy od dawna i pytanie jest takie na ile powstający dokument jest wyrazem konsekwentnej polityki prezydenta a na ile elementem gry sił. Inne pytanie to o powód przedłużania się prac. Cokolwiek z tego wyniknie będzie to pierwszy dokument dotyczący Marynarki Wojennej autorstwa BBN-u. Jest to o tyle istotne, że MW jeśli ma pełnić rolę inną niż obrona kraju to zadania będzie zlecało MSZ a płacił MON, tak więc będzie potrzebny arbiter w postaci premiera lub … prezydenta, któremu podlegają siły zbrojne.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • “Inne pytanie to o powód przedłużania się prac.”

        BBN zajmuje się koncepcjami obronności na takim szczeblu szczegółowości że kompetentny zespół mający doświadczenie w temacie jest w stanie napisać to w miesiąc. Pytanie na ile ludzie w BBN z politycznej nominacji są faktycznie kompetentni a na ile BMW oraz na ile pozwala się komukolwiek pisać coś niepolitycznego. W końcu między MON a Prezydentem może iskrzyć ale Prezydent to “długopis” i zrobi co mu się każe, a MONem dowodzi osoba która na faktycznego decydenta ma zapewne jakieś haki, lub inne argumenty podstołowe.

        • Panie Marcinie,
          Sięgając wstecz pamięcią to BBN wziął pod skrzydła ludzi między innymi z Akademii Marynarki Wojennej a więc nie są to ludzie “z politycznej nominacji”. Na ile są kompetentni? To trudne pytanie bo są to z pewnością znawcy teorii i być może praktyki konfliktów na morzu ale nie są politykami. Mają więc wiedzę merytoryczną ale niekoniecznie pozycję polityczną. Tę powinien posiadać prezydent, ale jak Pan wspomniał – ma godnego przeciwnika :).

          Pozdrawiam,

          Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)