Jan 242017
 

Poniższy tekst powstał jako rezultat korespondencji z Przemysławem Ziemackim, czytelnikiem bloga. Jego idee zostały wplecione w próbę syntezy kilku wątków z tego blogu i dlatego powstały w ten sposób wpis jest sygnowany przez dwóch Przemków.

Idea wyjścia poza Bałtyk i współpracy z NATO w ramach stałych zespół z wykorzystaniem fregat ma wielu zwolenników i silne argumenty za takim rozwiązaniem. Niemniej, dopóki nie powstanie formalny dokument rządowy czy doktrynalny wspierający taką ideę i mający szansę na realizację powinniśmy poddać pod dyskusję alternatywne pomysły, choćby tylko z chęci bycia bezstronnym. Nie ma wiele o marynarce wojennej w tekstach doktrynalnych czy strategicznych. Te zniknęły ze strony MON-u ale sieć wiele „pamięta” i dzięki temu możemy zacytować Strategię obronności Rzeczpospolitej Polskiej z 2009 roku, chyba ostatniego takiego dokumentu mówiącego o misji floty:

Marynarka Wojenna przeznaczona jest do obrony interesów państwa na polskich obszarach morskich, morskiej obrony wybrzeża oraz udziału 
w lądowej obronie wybrzeża we współdziałaniu z innymi rodzajami sił zbrojnych w ramach strategicznej operacji obronnej. Zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi Marynarka Wojenna utrzymuje zdolności do realizacji zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa zarówno 
w obszarze Morza Bałtyckiego jak i poza nim.

Określenie Bałtyk Plus pasuje do powyższego opisu misji. Na pierwszym miejscu stawia Bałtyk a dopiero potem zobowiązania międzynarodowe poza nim. W ramach Bałtyku też mamy hierarchię celów i obrona interesów (podkreślenie autorów) na polskich obszarach morskich stoi przed morską obroną wybrzeża a ta przed lądową obroną wybrzeża. Obu tym pojęciom należałoby właściwie nadać sens i wypełnić treścią ale drogowskaz jest postawiony. Ostatni z serii dokumentów strategicznych, czyli Biała Księga z 2013 roku podtrzymuje te same priorytety ale większy nacisk kładzie na prewencje w ramach szerszej współpracy międzynarodowej:

Istotą działań obronnych jest stałe utrzymywanie gotowości do skutecznego reagowania na zagrożenia dla niepodległości i nienaruszalności terytorialnej Rzeczypospolitej Polskiej. Do działań uzupełniających należy aktywne wykorzystywanie szans i uprzedzające redukowanie ryzyk w dziedzinie bezpieczeństwa, między innymi poprzez udział w międzynarodowych wysiłkach na rzecz ograniczania źródeł zagrożeń, w tym w międzynarodowych operacjach bezpieczeństwa. Służą temu: działania dyplomatyczne na rzecz bezpieczeństwa, działania wojskowe, działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze w sferze obronnej oraz funkcjonowanie naukowo-przemysłowego potencjału obronnego.

Na pochwałę zasługuje postawa BBN-u najwyraźniej hołdującemu starej, dobrej zasadzie, że dopóki nie uchwalono nowego dokumentu, obowiązuje stary. Tak więc Biała Księga opracowana przez poprzedni skład w dalszym ciągu widnieje na stronie BBN.

Idąc dalej tym tropem nasz tekst proponuje kroczyć ścieżką wyznaczoną przez priorytety – nie rezygnując z wizji szerszej współpracy międzynarodowej poza Bałtykiem zacząć metodą małych kroków od rzeczy może mniejszych ale bliższych lub łatwiejszych w realizacji. Gdyby zaproponować najbardziej prawdopodobne scenariusze wynikające z kombinacji stanu wojny lub pokoju czy kryzysu i obszaru geograficznego działań, mogłyby wyglądać tak:

W scenariuszu pierwszym nasze siły morskie działają w czasie pokoju lub kryzysu na własnych wodach wykonując codzienne zadania:

  • Straż Graniczna pilnuje przestrzegania porządku prawnego na powierzchni morza. Siły Powietrzne pilnują tego samego w odniesieniu do przestrzeni powietrznej nad polskim obszarem morskim.
  • Marynarka wojenna monitoruje sytuację pod powierzchnią morza, wspiera Straż Graniczną w kontroli sytuacji na powierzchni morza i przeciwdziała dyplomacji z użyciem siły.
  • Siły morskie państwa (rozumiane szerzej niż tylko marynarka wojenna i zawierające również straż graniczną) budują sojusze i uczestniczą aktywnie we wspólnych ćwiczeniach oraz uczestniczą w zespołach międzynarodowych oraz FRONTEX i NATO.
  • Marynarka wojenna prowadzi rozpoznanie i wywiad strategiczny.

W zależności od uzgodnień międzynarodowych te same zadania mogą być wykonywane na wodach Polski lub pozostających w jurysdykcji innych członków NATO. Zakładamy, że w tym scenariuszu siły morskie działają przy braku istotnego zagrożenia albo przy poziomie zagrożeń możliwych do neutralizacji samodzielnie. W scenariusz wpleciony jest podział zadań pomiędzy Marynarkę Wojenną i Straż Graniczną ale taki, który implikuje wspólny system rozpoznania i tworzenia obrazu sytuacji taktycznej.

Takie tylko w Kędzierzynie-Koźlu. Foto www.product.damen.com

W scenariuszu drugim sytuacji otwartego konfliktu zbrojnego lub wojny nasze siły morskie realizują sojusznicze plany operacyjne. Jakkolwiek nie są one znane publicznie niewątpliwie należy do nich wzmocnienie Republik Bałtyckich. W tym scenariuszu powinniśmy przyjąć założenie konieczności posiadania osłony dla działań floty i na naszych wodach mogą to być baterie nadbrzeżne jak NDR czy Wisła a na wodach innych sojuszników byłyby to zespoły NATO.

Mowa jest więc o flocie przybrzeżno-fortecznej gdzie okręty korzystają z bliskości przyjaznego brzegu i własnych baz co ma uzasadnienie w geografii. Polski obszar morski to dość wąski pas o szerokości około 40-60nm. Poniższa mapa pokazuje również głębokości z jakimi siły obu stron konfliktu zmierzą się na naszych wodach. Potencjalne działania okrętów podwodnych są zepchnięte do dość zdefiniowanych obszarów co ułatwia ich kontrolę. Wyjątkiem jest basen gdański ale z uwagi na wspólną granicę z Federacją Rosyjską jakiekolwiek działania w bezpośrednim sąsiedztwie głównej bazy Floty Bałtyckiej muszą się zamienić w konflikt o wymiarze powietrzno-morsko-lądowym. Płytkie wody z kolei zachęcają do działań z użyciem min, miniaturowych okrętów podwodnych i pojazdów bezzałogowych.

W jakim więc kierunku rozwijać nasze siły morskie biorąc powyższe pod uwagę? Na myśl przychodzi kilka inicjatyw wspierających się wzajemnie i uzupełniających już realizowane projekty jak trzy Kormorany, okręt patrolowy Ślązak czy remont jednej fregaty. Cichym założeniem jest również posiadanie eskadry śmigłowców ASW i SAR:

  • Wzmocnić Straż Graniczną o okręty patrolowe do utrzymywania porządku prawnego na wodach Polski i działań w ramach FRONTEX.
  • Zbudować system rozpoznania wewnątrz struktury organizacyjnej NDR-u.
  •  Stworzyć zespół korwet wielkości ORP Kaszub na stałe wyposażonych w system samoobrony przeciwrakietowej/przeciwlotniczej i armatę. Opcjonalnie i wymiennie – „małe ASW” do zwalczania asymetrycznych zagrożeń podwodnych (drony, miniaturowe okręty podwodne, płetwonurkowie), moduł MCM Kijanka lub zestaw rakiet przeciwokrętowych.
  • Ułożyć na dnie bariery Mini SOSUS w miejscach największego zagrożenia obecnością okrętów podwodnych przeciwnika.
  • Opracować koncepcyjnie i zbudować pojazdy bezzałogowe nawodne i podwodne do zwalczania dronów przeciwnika.
  • Rozbudować Formozę o kompanię Coastal Rangers na łodziach CB-90.
  • Zorganizować osłonę działań sił morskich w obszarze morskim Polski w postaci baterii nadbrzeżnych NDR i Wisła.
  • Dozbroić Ślązaka do standardu korwet Kaszub II.
  • Nabyć uzbrojony logistyk lub dwa dla celów realizacji planów operacyjnych NATO w czasie wojny i współpracy z zespołem stałym NATO w czasie pokoju. Potencjalnie w zakresie zadań misje humanitarne lub policyjne oraz dowodzenie zespołem MCM.

Proponowane korwety Kaszub II należałoby uszczegółowić aby uniknąć pułapki niekończącego się wzrostu zdolności i kosztów. Kluczem jest znalezienie właściwego kompromisu pomiędzy zdolnościami i liczbą okrętów. To nas prowadzi poniekąd do pierwotnej idei Kaszuba i stąd nazwa. I właściwie dlaczego nie? Historycznie rzecz biorąc najpierw były ścigacze 122 (Kronsztadt). Szukając następcy zdecydowano się na rozwiązanie kompromisowe w postaci zmodyfikowanych kutrów patrolowych serii 912 mniejszych od poprzedników. Potem był Kaszub, który został niedokończonym pomysłem a następnie równie nieudana próba budowy jeszcze większej korwety Gawron. Skoro potknęliśmy się w obu ostatnich krokach to może wróćmy do koncepcji Kaszuba w nowej odsłonie technologicznej? I przede wszystkim zrealizujmy wreszcie jakikolwiek plan, co ma kapitalne znaczenie psychologiczne. Tak więc byłaby to niewielka korweta z wymiennymi modułami i posiadająca pokład lotniczy dla dronów lub lekkiego śmigłowca. Okręt o tak niewielkiej wyporności będzie miał kadłub zbyt krótki aby zmieścić na nim jeszcze pokład w klasycznym układzie na rufie więc należałoby go umieścić nad hangarem dla wymiennych modułów. Myśląc o naszym Kaszubie II wyobraźmy sobie Visby ze stali i o zredukowanej prędkości bez nacisku na „niewidzialność”.

Ze stali a nie plastyku Visby miałby pewnie 1.000 ton.

Z kolei pierwowzorem dla klasy uzbrojonych okrętów logistycznych był Absalon, którego idea została podchwycona przez Damen w serii Crossover. Na rodzimym gruncie mamy wizualizacje okrętu MMC z Remontowej. Kwestią otwartą jest czy bardziej byłby to okręt transportowy wojska czy zaopatrzeniowy dla floty co w dużej mierze zależy od poglądów sztabowców planujących połączone operacje. W obu przypadkach byłby uzbrojony podobnie do korwet Kaszub II za wyjątkiem „małego ASW”.

Może trochę mniej ekstrawagancji i mamy produkt gotowy. Foto www.navyrecognition.com

Jakie zalety i wady ma taka MW, jakich celów na pewno nią nie zrealizujemy a jakie zrealizujemy z trudem? Czy lista zysków i strat w porównaniu z podobnym bilansem dla „Rzeczpospolitej Morskiej” nie przechyli szali na korzyść tej drugiej?

Trzeba zacząć od stwierdzenia, że jakkolwiek bliższa ciału koszula to nie żyjemy w próżni międzynarodowej. Marynarka Wojenna jeśli chce istnieć, nie jest w stanie ignorować sposobu postrzegania bezpieczeństwa przez obywateli i elity rządzące tak samo jak całe społeczeństwo nie może zatopić się w radosnej autarkii społeczno-polityczno-ekonomicznej. Pozostaje więc budowa floty w oparciu o dwa filary lub składniki na tyle elastyczne by proporcje między nimi odzwierciedlały dynamicznie nasz aktualny stan ducha. Największą zaletą powyższego szkicu floty jest podział na relatywnie małe kawałki łatwe do finansowania i dające spore szanse własnemu przemysłowi. Wadą jest mocne „zakotwiczenie” przy brzegu i utrata uniwersalności będącej tak wielką zaletą sił morskich. Jest na szczęście w tej propozycji zalążek wzrostu dla Rzeczpospolitej Morskiej w postaci uzbrojonego logistyka a więc okrętu wielkości fregaty oraz doposażonego Ślązaka. Im więcej logistyk będzie przebywał poza Bałtykiem, tym bardziej będzie się prosił o eskortę. To jednak wymaga czasu. Do zalet należą również skalowalność i elastyczność. Skalowalność, bo w zależności od stanu finansów łatwo serię jednostek w danej klasie skrócić lub wydłużyć a elastyczność, bo w miarę wzrostu kompetencji technologiczno-organizacyjnych i zmian w percepcji bezpieczeństwa państwa łatwo zmienić proporcje w finansowaniu obu składników. Na koniec dwa komentarze. Po pierwsze nie startujemy z punktu zerowego – pewne decyzje padły i inwestycje zostały uruchomione. Trzeba to uwzględnić w harmonogramach, zwłaszcza jeśli mówimy o dużych kwotach. Po drugie oczywiście nie możemy wykluczyć, że zgodnie z zapowiedziami Ministra Macierewicza rzeczywiście zbudowane zostaną okręty podwodne co odsunęłoby budowę okrętów nawodnych, małych i dużych na czas zupełnie nieokreślony. Dopóki jednak nie zostały wydane pieniądze (bo jak wiemy kontrakt można anulować), których i tak nie mamy (rozmawiamy o zadłużeniu państwa) to dyskusja może trwać.

  7 Responses to “Kaszub II czyli flota przybrzeżno-forteczna”

  1. Panie Przemku

    Użycie sformułowania “Coastal Rangers”, właściwie “Jaegers”, jest bardzo nieprecyzyjne ponieważ oznacza wojska specjalne, wojska regularne ale wyspecjalizowane lub wojska regularne w zależności od kraju. “Jaeger” to tradycyjna nazwa na lekką piechotę, pochodzącą od słowa “myśliwy”, w przeciwieństwie do grenadierów, ułanów, dragonów etc. Chodzi tu o tradycje historyczne i nie ma to specjalnego związku z formułą jednostki, czyli z jej regularnym lub specjalnym charakterem. Oddziały o takiej nazwie istnieją w Finlandii, Szwecji i Norwegii i w każdym z nich mają odmienną funkcję.

    W Finlandii jest to jednostka lekkiej piechoty (Nylands Brigad) podporządkowana marynarce która obecnie jest rozwinięta do dwóch kompanii ale w momencie mobilizacji jest rozbudowywana do siły pułku. Służbę w jednostce pełnią żołnierze poborowi.

    W Norwegii jest to oddział w sile kompanii przypominający Royal Marines czyli formację wyspecjalizowaną ale nie specjalną, podporządkowaną marynarce, obsadzoną żołnierzami zawodowymi i pełniący służbę za granicami kraju.

    W Szwecji jest to oddział specjalny (typu Formoza) włączony w struktury szwedzkiej piechoty morskiej (Amfibieregementet 1) gdzie uzupełnia trzy kompanie piechoty morskiej. Jest to jednostka w pełni zawodowa i służbę pełnić można tam dopiero po odbyciu służby podstawowej.

    Tak więc to co łączy te jednostki to formuła lekkiej piechoty (Jaeger) i podporządkowanie marynarce.

    Formoza natomiast to jak wszystkie formacje WS jednostka o statusie pułku i sile batalionu podporządkowana Wojskom Specjalnym. W dodatku Formoza z uwagi na swoją podstawową specjalizację ma siłę jednej lub dwóch kompanii o ile kompletowanie oddziału “B” zostało zakończone. Najlepsi operatorzy są zabierani do GROMu który ma też jeden oddział wyspecjalizowany w działaniach w środowisku wodnym (bodajże “C”). Dodanie kompanii do Formozy będzie trudne bo po pierwsze struktura “kompanii” w WS jest inna niż w wojskach regularnych z uwagi na całkowicie odmienną taktykę walki wojsk specjalnych a po drugie różnice w nakładach na wyszkolenie i wyposażenie będą komplikowały procedury w jednostce, a przypomnę że właśnie po to wydzielano WS ze struktur armii i marynarki – żeby mogły zająć się tym co robią najlepiej. Formoza dodatkowego oddziału nie potrzebuje. Planowane dwa to i tak bardzo dużo z uwagi na to czym faktycznie powinni się zajmować i mam wrażenie że jest tu trochę polityki i walki o stanowiska i budżety. Obecnie są cztery “bojowe” jednostki specjalne z uwagi na specjalizacje i to wystarczy. Do operacji typowych dla “Jaegerów” można użyć dowolnego oddziału Formozy, JWK, Gromu czy nawet Agatu a i tak będzie to za wiele. Formoza z kolei zamiast rozbudowywać się “wszerz” powinna pogłębiać swoją specjalizację czyli jednostki rozpoznawcze i dywersyjne w środowisku wodnym.

    Natomiast zgodzę się że jednostka taka jest potrzebna do obrony wybrzeża. Powinna to być jednak jednostka w sile batalionu, tak by całą kompanię można było trzymać w gotowości (w kompanii byłby to zaledwie pluton) i szkolona do operacji z łodzi, z helikopterów lub samochodów. Innymi słowy proponuję przeformowanie 7BOW w Batalion Strzelców Morskich lub Batalion Morsko-Desantowy. Z tym że podporządkowanie go marynarce jest błędem ponieważ poza użyciem łodzi jednostki tej nic nie łączyłoby z macierzystą formacją, a Formoza pomimo stricte “morskiego” charakteru jest w WS. Poza tym jest bardziej prozaiczny powód – MW zwyczajnie jest i w najbliższej przyszłości pozostanie formacją zbyt ograniczoną i niedojrzałą, by przejąć rolę formacji o kompleksowych zdolnościach projekcji siły.

    Natomiast zdecydowanie tak jak nie są nam potrzebni “spadochroniarze” z 6 brygady, bo ich rolę lepiej i tak spełnia 25BKP, tak przydaliby się nam “marynarze” którzy potrafiliby przeprowadzić operację oskrzydlającą o skali taktycznej z morza, bo jest ku temu sporo okazji podczas hipotetycznej walki o Zatokę Gdańską. Problemem jest tu raczej brak wizji w SG odnośnie roli jednostek lekkich w wojsku.
    Mamy dwa bataliony w 25BKP i śmigłowce do przerzucenia jednej-dwóch kompanii. Mamy trzy bataliony w 6BPD które powinny być już dawno przezbrojone w Rosomaki bo inaczej nie mają żadnego sensu. Mamy “piechotę górską” na BWP-1 w Kłodzku podporządkowaną dowództwu w Rzeszowie. I mamy 7BOW której rola nie różni się wiele od dowolnej brygady zmechanizowanej, tyle że nie ma czołgów. Tak więc problem jest, jest poważny i zaczyna się u podstaw.

    A co do reszty… co z tego jeżeli w Warszawie wciąż dominuje ogłupienie i za wszelką cenę chcemy budować okręty podwodne bo tylko one przeżyją wojnę z Rosją. A marynarka wojenna temu nie przeczy!!!!

    • Panie Marcinie,

      Pozwolę sobie odpowiedzieć indywidualnie, gdyż to określenie ja wprowadziłem do wspólnego tekstu. Wzorowałem się na państwach skandynawskich, przede wszystkim Szwecji. Zgadzam się, że właściwie to powinna być co najmniej kompania rozpoznawcza w co najmniej jednym batalionie 7BPOW. Propozycja Formozy wynika z próby zminimalizowania problemu gdyż pomysł z BOW powoduje spore konsekwencje. Wykraczamy daleko poza blog wojennomorski ale 7BOW powinna zostać w takim układzie samodzielną brygadą specjalizowaną jak Podhalańczycy, 6BPD czy 25 brygada kawalerii powietrznej. Miałoby to więcej sensu, ale to próba rewolucji w “cudzym ogródku”.
      Co do reszty, cóż panuje u nas myślenie, że liczą się liczba bagnetów i czołgów ewentualnie broni przeciwpancernej. Na tym koniec. Politycy są w stanie świetnie sobie wyobrazić świat bez marynarki wojennej, ale jeśli tak to pokazują swoją głęboką nieuczciwość i słabość. Bo w takim razie należałoby tę formację zlikwidować, część sprzętu i ludzi przekazać do MOSG a zaoszczędzone pieniądze zainwestować w co innego. Jeśli natomiast politycy uważają, że marynarka jest do czegoś potrzebna, to nie finansowanie jej jest mówiąc delikatnie zaniedbaniem i połączonym z lekceważeniem swoich obowiązków.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        Ani 7 ani 21 nie są jednostkami wyspecjalizowanymi. To zwykłe brygady zmechanizowane kontynuujące tradycje innych nieistniejących już jednostek po których dziedziczą nazwy. Dla 21BSP to jest 9DZmech z Rzeszowa pod którą podłączono 22bPG będący zredukowaną 22BPG (podobnie jak pułki rozpoznawcze) i przeniesiono nazwę z likwidowanych struktur 21 brygady. 7BOW to dawna 7DMD połączona z 8DZmech. Specjalizacja jest w obu przypadkach pozorna i bardzo powierzchowna. Z braków sprzętowych i personalnych 7BOW od prawie dziesięciu lat nie ćwiczy poprawnych operacji morsko-desantowych i ogranicza się głównie do okopywania się na plaży. 21BSP ma jeden batalion specjalizujący się w taktyce górskiej z czego tylko jedna czy dwie kompanie faktycznie są “wysokogórskie” ale za to pozbawione są lekkich pojazdów i śmigłowców. Niestety WL mają taki sam pomysł na siebie jak MW – nie bez powodu wydzielano WS ze struktur tych formacji bo beton i niekompetencja jakie tam panują oraz przywiązanie do stanowisk groziły dewastacją potencjału w który po przystąpieniu do NATO zaczęto wkładać znaczne środki.

        Z kolei jeżeli chodzi o przyłączanie do Formozy to Coastal Rangers w wariancie Szwedzkim już istnieją i mamy ich wiele. Szwedzi mają trzy jednostki specjalne – odpowiednik GROMu w sile kompanii, oraz po kompanii “rangersów” w batalionie spadochronowym i w batalionie piechoty morskiej. Jednostki rangersów spełniają tam istotną rolę w ramach formacji w których służą ponieważ są to jednostki zarówno elitarne jak i ekspedycyjne wojsk regularnych Szwecji. Tymczasem Polska ma w ramach samych wojsk specjalnych ma trzy “kompanie” w samym GROMie, trzy (docelowo cztery) kompanie w JWK, jedną (docelowo dwie) kompanie w Formozie i trzy kompanie w tworzonym obecnie AGAT-cie. Można powiedzieć że mamy trzy a docelowo cztery razy więcej oddziałów specjalnych niż Szwedzi i jest już na tyle problem z obsadą że WS otwierają się na cywili a pan chce im dorzucić jeszcze jedną kompanię i nadać im osobną specjalizację? Po co jeżeli rolę “coastal rangers” jest w stanie bez problemu wykonać każdy wymieniony oddział?

        Natomiast trzykompanijny batalion lekkiej piechoty (zmotoryzowanej) z kompanią rozpoznawczą wyposażony i szkolony do użycia łodzi i ataku z morza byłby przydatnym, może nawet bardzo przydatnym, narzędziem. Dużo mówi się o A2/AD w Kaliningradzie a zapomina że taki oddział współdziałający z WS byłby poważnym ograniczeniem dla swobody rozlokowania takich sił od strony morza. 7BOW nie popłynie swoimi BWP przez Zatokę Gdańską ani 25BKP nie będzie się przedzierać wybrzeżem w śmigłowcach (których niedługo już nie będzie mieć).

        • Panie Marcinie,

          Na pewno Pana wiedza o tych jednostkach jest większa niż moja. Kilka moich spostrzeżeń i uwag. Zarówno 7BOW jak i Podhalańczycy w jakimś ograniczonym zakresie ćwiczą swoją specjalizację, o czym Pan sam wspomina. Szkoda, że nie na większą skalę. Jeżeli to mają być brygady ogólno-wojskowe, to wcześniej czy później pójdą pod budżetowy topór.
          Co do WS to jak rozumiem ich specjalnością są działania skryte albo z pewnością skryte wejście i wyjście z terenu akcji. Tutaj mówimy o czymś pośrednim czyli małych desantach o ściśle określonych celach do osiągnięcia. Może to być kompania rozpoznawcza w 7BOW. Tu oczywiście powstaje następny problem, czyli odpowiednie wyposażenie zarówno 7BOW jak i piechoty górskiej. Ale idziemy coraz dalej od MW 🙂

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Panie Przemku.

            WS nie charakteryzują się skrytością działań ale celami i taktyką, a w związku z tym także selekcją i szkoleniem. Skrytość bierze się z dwóch powodów – po pierwsze WS realizują zadania często kontrowersyjne, a po drugie małej grupie żołnierzy łatwiej jest się ukryć. Batalion pancerny też operuje w oparciu o “skrytość” ale czołgi zwyczajnie ciężej ukryć. Natomiast już pluton wsparcia artyleryjskiego oznaczający cele dla artylerii czy CAS na linii frontu nie różni sie działaniem od oddziału specjalnego.

            21BSP pod topór nie pójdzie bo jest to pełnoprawna brygada zmechanizowana o wysokim ukompletowaniu i doświadczeniu na misjach i o specyficznej nazwiez uwagi na tradycje wojskowe, tudzież pochodzenie żołnierzy w oryginalnej formacji. “Strzelcy Podhalańscy” żadną miarą nie są piechotą górską, a tej w WP jest jeden batalion – 22bPG “Karpacki” w Kłodzku. Robienie z całej brygady piechoty górskiej to zły pomysł bo WP ma przesyt jednostek lekkich. Jeżeli ktoś uparłby się na taką formację to większy sens ma reorganizacja 6BPD poprzez wyłączenie batalionu z Gliwic (lub Krakowa – ten który regularnie skacze) w struktury 25BKP i podłączenie tam 22bPG… a następnie przezbrojenie jednostki w Rosomaki. Wówczas brygada w Krakowie z batalionami 16 (Kraków… lub 6 Gliwice), 18 (Bielsko) i 22 (Kłodzko) mogłaby być brygadą “piechoty górskiej” co zachowywałoby jej status aeromobilny (do przerzutu) i jednocześnie dawało zdolność do prowadzenia walki jako formacja “zmotoryzowana”. Obecnie ta jednostka nadaje się jedynie na misje i nic poza tym bo nie ma sprzętu. Niestety w WP dominuje polityka i stołki i Rosomaki trafią do 21BSP albo 15BZ. Absurd.

            7BOW to jednostka bez czołgów i na starym sprzęcie więc brygadą ogólnowojskową będzie bardzo słabą. Jako jednostka morsko-desantowa wogóle się nie nadaje bo BWP-1 to nie są odpowiednie pojazdy, w 7BMD pływały TOPASy i PTS-4 a do tego MW nie posiada odpowiedniego potencjału do wykonywania nawet małych taktycznych desantów – trzy kutry projeku 716 to nieporozumienie, a Lubliny się nie nadają do takich operacji. Dodatkowo jednostka ta ma mniej niż połowę stanów więc jako brygada nie jest pełnoprawną formacją i będzie wymagać mobilizacji do osiągnięcia gotowości. W formule obecnej 7BOW to zmech lub zmot i wsadzanie tam kompanii rozpoznawczych na łodziach to pomieszanie z poplątaniem. Kto komu i gdzie będzie rozpoznawał i w jakim celu? “Coastal Rangers” są lekką formacją amfibijną z definicji jako całość, zatem do operacji z łodzi typu CB90 szkoli się cały pododział a nie tylko zwiadowców. Stąd moja sugestia by 7BOW rozformować jako jednostkę zmechanizowaną, zrobić z niej brygadę OT, a w jej miejsce powołać dobrze obsadzony kadrą niewielki (tj trzykompanijny) batalion lekkiej piechoty morskiej, z całkowicie zwyczajnym zwiadem. Potrzebne będa tylko łodzie szturmowe – po dwie na pluton, łącznie osiem w kompanii. Razem trzydzieści na batalion plus kilka RHIB. To nie jest duża suma a sukces by był więc może stocznie polskie zbudują… Choć nie, bo my teraz okręty podwodne w Szczecinie budować będziemy.

            A co tu mówić o MW. Minister Macierewicz w Radiu Maryja niedawno opowiadał że wojsko polskie dopiero jest tworzone bo to co jest to nie polskie. Chodziło mu oczywiście o OT. Ale przecież nie ma OT w marynarce! Więc marynarka nie jest polska… to o czym my więc rozmawiamy? O siłach obcego państwa? 🙂

  2. Ja jestem laikiem, ale parząc na problemy włoskiego FREMM:

    “Similarly with the French FREMM frigates, the space located backwards of the current silos allows for 16 more missiles, and specifically two A70 silos for land-attack/cruise missiles in the future. But as of today the Italian Navy is using that space for the crew accommodation.”

    http://navalanalyses.blogspot.com/2014/08/bergamini-class-fremm-frigates-of.html

    nasze okręty powinny być przede wszystkim większe i szybsze:

    “Since the 7th FREMM-IT, there will be updates to other systems, such as:
    (…)
    the cruise speed will be enhanced to 19/20 knots (with more powerful diesel engines)” (Wikipedia)

    A włoski FREMM to 6 700 ton wyporności i 144,6 m długości. Jako laik nie odpowiem czy to powinno być 8 000 ton? Ale zupełnie nie rozumiem po co nam miecznik i czapla. Naprawdę drogie systemy uzbrojenia. Stal, nawet amagnetyczna, jest stosunkowo tania.

    • Spróbuję odpowiedzieć, chociaż nie wszystkie wątpliwości rozumiem. Stal jest tania – argumentowałem, że nie jest bo okręt wojenny przenosi uzbrojenie a nie powietrze, więc dodatkowa przestrzeń jest wcześniej, czy później wypełniona drogimi systemami elektroniki i uzbrojenia. Najwyraźniej to jest właśnie przypadek 7-go FREMM marynarki włoskiej. Co do Miecznika to niewątpliwie będzie 2-3 razy tańszy od FREMM i ewentualne pytanie może dotyczyć zdolności uzyskanych za tą cenę. Pytanie otwarte i rzeczywiście nie wykluczone, że będziemy balansować na granicy opłacalności takiej inwestycji. Czapla to inny temat, gdyż z okrętu patrolowego zrobiono ponownie “prawie korwetę”. Trochę to przypomina historię samolotów szkolno-bojowych, dla których wymagania były na tyle wyśrubowane, że można je było używać w zastępstwie samolotów bojowych w ograniczonym zakresie. Prędkość odnosi się do cruise speed i być może chodzi o dopasowanie się do USNavy. Fregaty europejskie mają napęd mieszany z użyciem diesli do prędkości ekonomicznych. Amerykanie mają siłownie w pełni oparte o turbiny gazowe i prędkość ekonomiczna może być większa o te 2 węzły od diesli. Ale szczerze mówiąc nie wiem, czy taki jest powód w rzeczywistości.
      Pytanie kluczowe to po co nam Miecznik i Czapla. Ten temat jest poruszany z wielu stron i pozycji na tym blogu i w wielu innych miejscach w sieci od czasów ogłoszenia planu modernizacji. Plan został zaprezentowany, ale bez podbudowy koncepcyjnej, tak więc każdy z nas może snuć hipotezy na ten temat. Dla mnie na przykład Czapla ma sens jako okręt do zadań dyplomatycznych poza Bałtykiem lub jako wsparcie sił MCM na Bałtyku. Jest to również próba eksperymentu z nowymi technologiami pojazdów autonomicznych. Korweta ma dla mnie sens na Bałtyku i na wodach przybrzeżnych sojuszników ale w większej liczbie niż trzy (a więc relatywnie tania) gdyż jest to minimalna wielkość pozwalająca na operacje lotnicze i działąnie w trudniejszych warunkach atmosferycznych czy stanu morza. Jednak jeśli ma być droga lub chcemy pójść drogą współpracy międzynarodowej poza Bałtykiem, to potrzebujemy okręty większe, np. fregaty. Moim zdanie w aktualnej sytuacji i polityce socjalnej rządu na fregaty szansa zniknęła, chociaż chyba przez chwilę była.

      Pozdrawiam,

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)