Apr 172017
 

USS Detroit należy do mocno krytykowanej klasy Littoral Combat Ship ostatnio przekwalifikowanej na fregaty. Dwa krótkie filmiki zaprezentowane na stronie USNI News pokazują ćwiczenia w zwalczaniu drobnoustrojów zarówno pływających jak i latających za pomocą armaty 57mm Boforsa i kierowanych rakiet Hellfire. Obrazy przypominające bardziej reklamy produktów niż relację z działań bojowych skrywają jednak treści warte gorących dyskusji i rzeczywiście, najciekawszą częścią są komentarze.

Uwagę jednego z komentatorów zwrócił szczegół, że ćwiczenia będące częścią testów modułu ASuW dla LCS były zrealizowane na okręcie ledwo wprowadzonym do służby (październik 2016) a więc z całkiem świeżą załogą. To zmienia co nieco wrażenie sztuczności przeprowadzanych ćwiczeń. Najciekawsze są jednak dwa wątki:

  • na ile zadanie zwalczania drobnoustrojów jest wciąż aktualne w dobie rosnącej konfrontacji potęg, gdy dyskusje są zdominowane przez systemy o najwyższych możliwościach,
  • polemika pomiędzy zwolennikami okrętów o dużych możliwościach bojowych co często jest łączone z wielozadaniowością i tych, co popierają okręty „wystarczająco dobre” w realizacji konkretnego zadania. Argumentem koronnym przeciwników LCS jest ich niewystarczająca przeżywalność (survivability).

Pierwsze pytanie wydaje się mieć odpowiedź oczywistą – tak, taka zdolność jest potrzebna i być może nawet niezbędna. Kwestionować można natomiast to, czy taka zdolność jako jedyna ma sens na okręcie o wyporności 3.000 ton. Oczywistość jest konsekwencją połączenia technologii z koncepcjami wojny asymetrycznej i nie jest żadnym novum. Gdy powstała torpeda i torpedowce, potrzebą chwili stała się zdolność do ich zwalczania. Stworzono więc niszczyciel i sama nazwa określała funkcję okrętu. Dzisiaj Iran używa roju zwykłych łodzi motorowych jako potencjalnego zagrożenia ataku a rozwój systemów bezzałogowych ma duże szanse na przyśpieszenie takiego trendu. W czasie II wojny światowej skuteczną bronią przeciwko Schnellboot’om okazała się szybkostrzelna artyleria małego kalibru. I to się do dzisiaj nie zmieniło.

Prosta technologia, groźne konsekwencje. Dlaczego nie na Bałtyku?

Kombinacja szybkostrzelnej artylerii średniego i małego kalibru z kierowanymi pociskami małego zasięgu jest obiecującą kombinacją do „wymiatania drobiazgu” z pola walki lub w ramach eskorty większych jednostek. Dodanie rakiet przeciwokrętowych pozwala na zwalczanie przeciwnika „symetrycznego” a więc takiego o podobnych zdolnościach. Pozostaje otwarte pytanie co zrobić z przeciwnikiem dysponującym większą liczbą kutrów rakietowych w zakresie 300-500 ton. Liczba rakiet przeciwokrętowych zabieranych przez typową korwetę czy fregatę jest zbyt mała by poradzić sobie może nie z rojem ale stadem takich kutrów. Receptą może okazać się zarówno nowy rodzaj broni jak i wystawienie własnego stada, co łączy się jednak z kosztem stada i kosztem jednostkowym okrętu w stadzie.

Drugi wątek budzi jeszcze większe emocje bo potrzeba zmierzenia się z nieprzewidywalnym rozwojem sytuacji w połączoniu z chęcią zabezpieczenia się przed jak najszerszym spektrum zagrożeń prowadzi do eksplozji specyfikacji mającej najczęściej tylko jedno ograniczenie – koszt. Podobnie jak w poprzednim akapicie, historia niszczycieli jest pouczająca. Okręty stworzone jako jednozadaniowe coraz bardziej rosły i przejmowały nowe funkcję aż do momentu, w którym pełna wielozadaniowość przestała być możliwa. W czasie II wojny światowej klasa niszczycieli zaczęła się coraz bardziej rozwarstwiać na niszczyciele floty i niszczyciele eskortowe (używając nomenklatury amerykańskiej). Wracając do ćwiczenia USS Detroit w zwalczaniu roju drobnoustrojów, jeśliby takie miało być główne zagrożenie to dwa LCS-y mają większe szanse przeżycia niż jedna fregata za podobne pieniądze. Fakt, LCS-y będą bezradne wobec innych zagrożeń, z którymi fregata poradzi sobie znacznie lepiej. Jeden z komentatorów ujął to prosto – fregata to nie LCS i nie należy ich mylić. Jednozadaniowość nie jest zła z definicji a prawdziwa wielozadaniowość jest bardzo kosztowna. Fregaty podobnie jak korwety też się specjalizują i obie klasy są najczęściej nazwijmy to „półtorazadaniowe”.

Zarzut słabej „przeżywalności” jest używany często niewłaściwie lub nieprecyzyjnie co pewnie wynika ze zmiany instrukcji OPNAV definiującej poziomy odporności okrętu i jego przeżywalności z wersji 9070.1 na 9070.1A. W pierwszym dokumencie mamy 3 poziomy odporności zdefiniowane mniej więcej jak poniżej:

  • Poziom 1 – odporność na impuls elektromagnetyczny (EMP), wstrząs, działanie broni ABC.
  • Poziom 2 – zawiera w sobie cechy poprzednie plus zdolność do działania w warunkach wojny w ramach grup bojowych. Okręt powinien być zdolny do działania po trafieniu bronią przeciwnika.
  • Poziom 3 – to ponadto zdolność do przeciwdziałania degradacji zdolności do działania w wyniku trafienia rakietą, torpedą czy miną.

Mamy więc do czynienia głównie z odpornością na ciosy, natomiast nowa norma jest bardziej złożona i dekomponuje przeżywalność okrętu na trzy podstawowe składniki oferujące szersze spojrzenie niż odporność na ciosy:

  • Susceptibility (podatność) – zdolność okrętu, systemów i załogi do uniknięcia lub zwalczenia ataku.
  • Vulnerability (wrażliwość) – zdolność okrętu, systemów i załogi do wytrzymania początkowego efektu ataku lub wypadku i kontynuacji zadania.
  • Recoverability (możliwośc odtworzenia zdolności) – zdolność okrętu i załogi do podjęcia działań niezbędnych do ograniczenia i likwidacji szkód, zapobieżeniu utraty okrętu i minimalizacji strat ludzkich oraz do odtworzenia zdolności bojowych okrętu.

Nieformalne określenie Level 1+ używane w odniesieniu do LCS jest niczym innym jak tłumaczeniem nowej normy na język starej. Okręt ma więc odporność mniejszą niż Poziom 2 ale większą niż Poziom 1 choćby dzięki posiadaniu systemów samoobrony.

W świetle komentarzy na forum USNI News ciekawie prezentuje się nadchodząca możliwość porównania projektu i losów naszej korwety Gawron/Ślązak z planem Finów budowy czterech korwet. Kluczową kwestią będzie w jaki sposób Finowie podejdą do specyfikacji okrętu wycenianego na około 300 mln EUR sztuka, czyli mniej więcej tyle co niedozbrojony Ślązak. W internecie nie ma zbyt wiele na ten temat i początkowo używano wobec okrętu określenia OPV kładąc nacisk na jego funkcje patrolowe. Jakie systemy zostaną wybrane i zainstalowane biorąc pod uwagę, że cztery korwety mają zastąpić dwa stawiacze min i cztery kutry rakietowe. Czy Finowie zdecydują się na kontynuację i zadowolą systemami już posiadanymi jak Umkhonto, kombinację sonarów ST2400/SONAC PTA, RBS i armatą 57mm czy też wybiorą systemy bardziej zaawansowane jeszcze nie będące w posiadaniu marynarki fińskiej? Z pewnością będzie to ciekawa ilustracja do nieustającej i gorącej dyskusji co to znaczy niezbędny poziom zdolności bojowych dla okrętów a w szczególności korwet.

  21 Responses to “Artyleryjskie ćwiczenia USS Detroit”

  1. Panie Przemku

    LCS najlepiej opisuje powiedzenie: “camel – a horse designed by a committee”, w dodatku zapoczątkowany przez ekipę radykalnie neokonserwatywną czyli amerykański odpowiednik obecnego MON. Tamten okres to cała kolekcja “genialnych” pomysłów które teraz wojsku odbijają się czkawką. LCS był odpowiedzią na “będziemy i 100 lat w Iraku” Rumsfelda. Dziś wiemy co te pomysły był warte, podobnie jak cały “koniec historii” promowany przez środowisko neokonserwatywne.

    Analogia do niszczycieli jest tu błędna ponieważ niszczyciele były odpowiedzią floty oceanicznej na torpedowce floty przybrzeżnej. LCS był z gruntu pomyślany jako flota przybrzeżna do kontrowania floty przybrzeżnej a ich rozmiar był po części wynikiem tego że miały same przemieszczać się między obszarami operacji a po części z racji tego że US Navy naciskało na okręty zdolne do działań na otwartym morzu.

    LCS nijak nie przystaje ani do Gawrona ani do fińskich korwet.

    Po pierwsze Freedom – czyli LCS “udany” to gabarytowo fregata (115m długości, 17.5m szerokości, 3900t wyporności pełnej) tyle że mocno niedozbrojona.

    Po drugie Gawron był rezultatem kontynuacji doktryny modernizacyjnej MW z czasów PRL nad wprowadzeniem której czuwał admirał Łukasik – sześć Gawronów zamiast sześciu Kaszubów. Przypominam że Kaszuby oryginalnie też miały mieć np wyrzutnie Osa, tak jak Sowieckie Grisze. Gawron był formułowany w momencie kiedy o przystąpieniu Polski do NATO decydowali przede wszystkim politycy, a wojsko wyrwane z PRL, w tym MW, nie bardzo potrafiło się w tym odnaleźć. Gawron to była odpowiedź “potrzebujemy nowych okrętów” a nie “czego potrzebuje MW w nowej rzeczywistości geopolitycznej”. Gawron upadł z racji braku środków, a dokładniej nierealości progamu modernizacyjnego MW, oraz braku zdolności w polskim przemyśle stoczniowym. Koncepcyjnie Gawron był mocno uzbrojoną korwetą i gdyby były pieniądze oraz na budowę zdecydowano się w Niemczech to okręt by już dawno pływał. LCS poległ na koncepcji i organizacji programu – i pieniądze i zdolności stoczni były.

    Korwety fińskie to całkowicie odmienna koncepcja która jest rezultatem przemyślenia aktywności floty Finlandii w latach 1990-2010. Finlandia przystapiła do UE, współpracuje blisko z NATO – potrzebne sa zdolności do utrzymania sojuszy – natomiast zagrożenie ze strony Rosji spadło zdecydowanie i wojna totalna odsuneła się na dalszy plan. Finlandia potrzebuje okretów które bedą mogły pokazać się w ograniczonym stopniu w operacjach międzynarodowych ale przede wszystkim szerzej na Bałtyku gdzie współpraca w zakresie bezpieczeństwa jest podstawowa. Jest to istotna zmiana doktryny w porównaniu do dotychczasowego trzymania się obrony wybrzeża.

    ——————————————————————————————————————————-

    Trochę o Laivue2020 czyli fińskich korwetach, jeżeli nie udało się panu niczego znaleźć.

    1) blog z Finlandii po angielsku, są też wpisy datowane na początek programu:

    https://corporalfrisk.com/2017/03/21/flotilla-2020-a-strategic-acquistion/

    2) strona programu ministerstwa obrony Finlandii:

    http://www.defmin.fi/puolustushallinto/strategiset_suorituskykyhankkeet/taistelualushanke_laivue_2020

    3) w szczególności – dokument prezentujący założenia programu MTA2020:

    http://www.defmin.fi/files/3686/Laivue2020_PLM_2017_verkkojulkaisu.pdf

    4) artykuł o okrętach na stronie marynarki wojennej Finlandii:

    http://merivoimat.fi/documents/1951215/3884593/Rannikon+Puolustaja+I_2017/6fc482a5-519b-4080-b026-9997ac5bcec1

    Z pomocą Google translate można dowiedzieć się trochę.

    —————————————————————————————————————————————–

    Problem “niezbednego poziomu zdolności bojowych” dla korwet wynika z arbitralności przestarzałej i nieusystematyzowanej nomenklatury. Jest to w tym sensie problem sztuczny. Każda marynarka miała swoją nomenklaturę podyktowaną własnymi tradycjami i potrzebami, niestety globalizacja doprowadziła do sytuacji kiedy debata publiczna przyspieszyła a intelektualnie ograniczone wojsko zostało w miejscu.

    Jeżeli ktoś pisze “Polsce potrzebna jest korweta” to nie przymierzając zabiera się do tematu od d*** strony. Paradoskalnie “okręt obrony wybrzeża” to była lepsza nazwa bo przynajmniej pozwalała na szybką odpowiedź: Polsce “okręt obrony wybrzeża” nie jest potrzebny.

    Podobnie jak można dziś już śmiało odpowiedzieć że “littoral combat ship” nie jest potrzebny US Navy. USN może potrzebować zdolności do działania skutecznego w takich warunkach ale lepiej to zrealizuje mieszana grupa zadaniowa, natomiast do walki z drobnicą lepsze będą zespoły 3-4 “streetfighterów” wspieranych przez zwykły okręt LSV/JSS ze śmigłowcami. Ale takich zespołów też potrzeba USN może 3-4, tak więc nijak nie ma się to do koncepcji LCS.

    • Panie Marcinie,

      Historia LCS jest dobrze opisana i wyjaśniona w pracy – Robert O. Work Naval Transformation and the Littoral Combat Ship.
      http://csbaonline.org/research/publications/naval-transformation-and-the-littoral-combat-ship
      W skrócie jest to wynik nałożenia się dwóch trendów na siebie – rozwoju wojny sieciocentrycznej i koncepcji rozproszonej siły defensywnej oraz ofensywnej z przejściem os kontroli morza do projekcji siły na ląd z braku równorzędnego przeciwnika na morzu. Oba trendy miały źródła poza obozem republikanów. Szereg gier wojennych potwierdziło, że w walce na wodach przybrzeżnych optymalnym rozwiązaniem byłby zespół dużych i małych okrętów wymieszanych w pewnych proporcjach. Koncepcja małych okrętów sięga do idei Streetfightera, który był jednak znacznie mniejszy od LCS. Pierwotnie Streetfighter miał kilka wersji od 400 do 1200 ton. Idea miała krytyków i dano im szansę na stworzenie własnej wersji. LCS w obecnej postaci jest tworem OPNAV i to ta organizacja zaproponowała okręt o wyporności 3.000 ton.
      Czy jest nic nie warty i niepotrzebny? Admiralicja USNavy twierdzi wciąż coś przeciwnego. Po prostu w Stanach nie ma tradycji małych okrętów i nie funkcjonuje w ogóle pojęcie korwety tak popularne w Europie. Czy pomysły były złe? Niekoniecznie – Arleigh Burke Block III jest rozwiązaniem najtańszym, ale nie najlepszym. Głośno zarówno o potrzebie krążowników jak i fregat a więc flocie zróżnicowanej a nie jednorodnej. Taką proponował projekt DD-21 w postaci CG(X), DDG(X) i LCS.
      Analogia do niszczycieli jest o tyle prawdziwa, że pokazuje cykl akcji i reakcji na nowe zagrożenia. Drugie odniesienie do niszczycieli pokazuje jak rosnąca wszechstronność okrętów ma swoje granice. W ramach 3.000 ton konstruktorzy mogą upchać ograniczone zdolności przy danym poziomie technologii i zawsze będą istniały okręty jednozadaniowe. To, że torpedowce wymyślili Francuzi a niszczyciele Anglicy nie ma nic do rzeczy. Anglicy obawiali się o swoją Battle Force na wodach przybrzeżnych i zagrożenia dla swoich portów, więc wynaleźli środek zapobiegawczy.

      LCS jak najbardziej przystaje do Gawrona czy korwet fińskich, bo wszystkie zaliczają się do czegoś, co Corbett nazywał “flotilla” oraz dlatego, że mówimy o motywach tworzonych specyfikacji dla okrętów niezależnie czy mają 100 czy 115m.
      Ma Pan wiele racji mówiąc o braku koncepcji dla MW ale nie byłbym tak surowy w ocenie ówczesnego dowództwa. Myślę, że swoje przemyślenia i analizy mieli i Gawron był odpowiedzią. Nierealne były zarówno specyfikacja jak i długość serii. Natomiast nie wierzę, że problem Gawrona to kwestia pieniędzy. To jak Pan stwierdził, brak pewnej koncepcji i zgody politycznej na JAKKĄKOLWIEK koncepcję MW. I ten problem trwa dalej. Mając nawet budżet 100 mln PLN można coś pożytecznego zbudować dla MW ale nawet tego się nie robi. Na przykład rozpoznanie dla NDR-u.

      LCS nie poległ tylko ewoluuje tak jak niegdyś niszczyciele. Modułowość jest częściowo poświęcana na rzecz silniejszego, stałego uzbrojenia. Po zainstalowaniu rakiet przeciwokrętowych i modułu ASW będzie to korweta z ASW porównywalnym do fregaty lub lekka fregata. Dwie wojny światowe i okres zimnej wojny to demonstracja potrzeby takich właśnie okrętów.
      Ma Pan również rację pisząc, że nazwa okręt obrony wybrzeża byłby lepszy, bo wskazuje funkcję wypełnianą na rzecz Państwa. Korweta jest pojęciem ogólnym mówiącym co nieco o zdolnościach okrętu ale niekoniecznie jego użyciu czy przeznaczeniu. Natomiast nie zgadzam się, zę odpowiedź jest automatyczna i negatywna. Tak nie jest i rzeczywistość to cały czas podkreśla. Mamy silny rozdźwięk nawet w samej marynarce wojennej co do roli floty. Obrona wybrzeża może nie jest najlepszym modelem dla MW RP ale politycy nie mają wizji używania floty jako instrumentu polityki a już nie na pewno za takie pieniądze.
      Pana ostatni komentarz odnośnie stanowiska Finlandii jest kontrowersyjny. Jeśli taka jest rzeczywista motywacja Finów a więc malejące zagrożenie ze strony Rosji i wzrost zapotrzebowania na współpracę międzynarodową to właściwie to samo powinno dotyczyć nas. My jednak twierdzimy głośno coś całkiem odmiennego.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        W temacie LCS kluczowe może być stwierdzenie o braku tradycji – nie tylko w marynarce ale i w przemyśle. Budowa krótkich serii różnych okrętów – a takie podejście wymagałoby optymalnego “LCS” czyli zespołu mały/duży – to coś czego nie potrafił ogarnąć ani Pentagon, ani wykonawcy. Faktycznie USN naciskało cały czas na dużą jednostkę ale trzeba pamiętać że USN w dalszym ciągu miało pełnić dotychczasowe funkcje i jednocześnie realizować zadania przybrzeżne przy zredukowanym budżecie. Decyzja żeby pozyskać większe jednostki licząc że nowe pomysły się znudzą (częściowo tak się stało) była po części słuszna. Ale tu mamy do czynienia ewidentnie z niewłaściwym zarządzaniem na szczycie.

        Modułowość może być oczywiście ratunkiem, ale trzeba pamiętać że LCS dzieki tym modułom odchodzi od swojego oryginalnego zamierzenia w kierunku bardziej uniwersalnej jedostki. W moich oczach jest to klęska LCS rozumianego jako program który wytworzył oryginalny USS Independence i oryginalny USS Freedom i o tym pisałem.

        Plany PMW były ekonomicznie nierealistyczne i skoncentrowane na konserwacji struktur. Pisałem już wielokrotnie że jedyną redukcję floty w dotychczasowej historii IIIRP dokonała konieczność w latach 2003-2006 bo poprzednia redukcja dokonała się w latach 1989-1990 czyli na rok przed pierwszymi wyborami. Po tejże redukcji uznano że “wystarczy” i kontynuowano plany z początku lat 80tych – kiedy były inne priorytety i inne finansowanie! Obecny bezwład decyzyjny i brak koncepcji, fakt że dopiero po 25 latach dopiero BBN opublikował strategię morską, to jest rezultat tego jak myślano o MW i w rzadzie i w samej marynarce po 1991 tj wogóle nie myślano.

        Gawron to naturalnie nie była tylko kwestia pieniędzy, ale nie sposób nie zgodzić się że gdyby rząd sfinansował ten program świadomie tak samo jak zakup F-16 to przynajmniej te 3 okrety by zbudowano. Gawron był programem złym koncepcyjnie, ale to że nie ziścił się w nawet jednym egzemplarzu było spowodowane tym że istniał on jako kiełbasa wyborcza i “ściema ogólnowojskowa”.

        Jeżeli “obrona wybrzeża” to ma być właściwe zadanie dla floty ponieważ politycy nie mają lepszego pomysłu to wracamy do punktu wyjścia. Takie podejście będzie oznaczało formalne przyzwolenie dla rozwoju formacji w konkretnym kierunku, ta z kolei zaoowocuje świadomością kadr i społeczeństwa, strukturami, szkoleniem, praktyką. Przyzwolenie na marginalizację MW w PRL spowodowało obecne problemy. Marynarka jeżeli ma istnieć sama dla siebie, po to żeby okręty pływały od parady, lepiej niech nie istnieje. Przynajmniej politycy obudzą się z ręką w nocniku, będą programy naprawcze a brak kadr spowoduje że świeża krew napłynie do debaty publicznej. Celowy kryzys jest też formą reformy. Fakt że BBN popełnił dokument dopiero teraz wynika wprost z faktu że MW jest w stanie głębokiego kryzysu strukturalnego, który prowadzi do tego że przetrzebione kadry nie stawiają oporu w polityce. Taki dokument jeszcze 10-15 lat temu byłby nie do pomyślenia bo kadry traktowałyby go jako atak na posadki i dałyby zdecydowany odpór przy wsparciu stoczniowców – tak jak to miało miejsce faktycznie.

        Ponownie przypomnę które kraje dawnego bloku socjalistycznego mają najlepsze – w sesie najbardziej funkcjonalne – marynarki : Litwa, Łotwa i Estonia. Kraje które zaczynały z niczym i mogły jasno sprecyzować czego potrzebują i w jakiej formule. Polska natomiast może konkurować o zaszczytne miano najgorszej marynarki z Ukrainą.

        Komentarz odnośnie Finlandii nie jest wcale kontrowersyjny. Po prostu Finowie poprawnie rozpoznają formułę zagrożeń jakie stanowi Rosja, podczas gdy Polska na własne życzenie dostaje małpiego rozumu, a w dodatku jest bardzo mocno zinfiltrowana przez agentów wpływu – politycznych i komercyjnych. Faktem jest że Finlandii bardzo pomaga to że jest na uboczu. Polska jest w kluczowym miejscu w Europie i ma wpływ na Niemcy, Ukrainę, Białoruś, Rosję, Litwę etc. a w dodatku jest krajem średnim i o bardzo niskiej kulturze i świadomości społecznej, w dodatku głęboko podzielonym.

        • Panie Marcinie,

          Seria LCS nie jest taka mała. W sumie będzie to chyba druga najliczniejsza klasa okrętów po Arleigh Burke. Faktem jest, że podzielona na dwa typy. Organizowanie okrętów różnych klas w zespoły do działań przybrzeżnych w USA jest proponowane, popularyzowane (patrz Hendrix “Influence squadron”) i chyba próbowane. Zmiana trendu wynika ze znalezienia w końcu w miarę równorzędnego przeciwnika, ale potrzeba poprzednia wcale nie zniknęła. Nawiasem mówiąc LCS-y będą coraz bardziej doceniane z powodu Chińczyków. Ten paradoks wynika z uświadomienia sobie przez Amerykanów, że cały ciąg logistyczny i transportu wojska czy sprzętu jest dzisiaj całkowicie bezbronny. Co ma eskortować wszystkie MLP/ESD JHSV i okręty logistyczne? W czasach zimnej wojny planowano eskortę dla grup amfibijnych (DDG) i dla konwojów atlantyckich (FFG). Dzisiaj jest dziura, którą mogą zapełnić tylko LCS-y, bo DDG będą miały pełne ręce roboty gdzie indziej.
          Modułowość była zaplanowana w LCS-y od początku. Nawet ostatnie wersje Streetfightera już ją miały (patrz Sea Lance). Jest to sposób na “uwielozadaniowienie” okrętu z definicji jednozadaniowego. Z tym jest kłopot ale wyłania się inna i jeszcze ciekawsza zaleta modułowości. Kadłub może sobie istnieć 25 lat a nawet 40. Elektronika nie. Jest to więc rozwiązanie odwiecznego dylematu czy stare okręty modernizować czy relegować do zadań drugorzędnych?
          Co do koncepcji “obrony wybrzeża”. Nie wracamy do punktu wyjścia – myśmy z niego jeszcze nie wyszli! Wskazuje Pan na dokument BBN-u? Oto cytat ze strony 23 na samym początku rozdziału Komponenty Sił Morskich RP “Nadrzędnym zadaniem sił Marynarki Wojennej RP jest udział w obronie terytorium Polski i obronie kolektywnej państw NATO oraz wzmacnianie sojuszniczego systemu odstraszania.” Tak więc nawet tam na pierwszym miejscu jest obrona terytorialna co stoi w sprzeczności z całym poprzedzającym to zdanie wywodem. Tkwimy w tym po uszy.
          Marynarki Republik Bałtyckich są jak na razie wąsko wyspecjalizowane za wyjątkiem Litwy, która ma siły patrolowe. Dobre podsumowanie na CIMSEC http://cimsec.org/resources-limited-capabilities-challenge-baltic-navies-russia-threat-grows/31550
          Co do Finlandii to chodzi mi o to, że przy podobnych przesłankach wyjściowych dochodzimy w Polsce do całkowicie odmiennych konkluzji. Dlaczego?

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Panie Przemku

            W sprawie LCS mówimy o dwóch różnych sprawach. Pan mówi o kompromisie i ewolucji w jego stronę z punktu widzenia historycznego (co się stało). Ja mówię o czynnikach które uczynily LCS okrętem który trzeba poprawiać z punktu widzenia systemowego (dlaczego tak się stało).

            ————————————————————————————

            Polska wyciąga odmienne wnioski od Finlandii z czterech powodów.

            1) Wojsko w PRL podobnie jak powiązany przemysł było instytucją upolitycznioną, a nie uspołecznioną. Spowodowało to wytworzenie się szerokich specjalnych grup interesu które chroniły swoje przywileje kosztem kraju. W Finlandii wojsko było traktowane jako organiczna część społeczeństwa, a nie instytucja potencjalnie przeznaczona do jego tłamszenia. Finlandia jest też społeczeństwem dużo bardziej sprawnym organizacyjnie, niewyrosłym na 50latach działania na szaro i “kombinowania”.

            2) W Polsce stacjonowały wojska Sowieckie, byli “kolaboranci” i jednocześnie nie istnieje mit zwycięskiej wojny w obronie kraju (1920 akurat łatwo obalić bo to bardziej polityczna awantura niż wojna o niepodległość) co powoduje że istnieje trauma dla sporej części społeczeństwa którą łatwo wykorzystać w celu gry politycznej.

            3) W Polsce istnieją liczne i zróżnicowane interesy do rozegrania przez zewnętrzne grupy wpływu i dlatego środki przeznaczone na manipulację będą niewspółmierne. Finlandię można rozegrać praktycznie tylko przeciwko Rosji. Polskę można rozegrać przeciwko wielu krajom, w tym sobie (np kwestia odzyskania mienia żydowskiego) a taka sytuacja kreuje większy chaos w świadomości społecznej, co powoduje że trudniej jest postrzegać cele wspólne, ponad podziałami bo powodów do kłótni jest wiele.

            4) Kwestia kultury – Finlandia wie że jest małym krajem który w kryzysie może liczyć praktycznie wyłącznie na siebie, podczas gdy Polska ma przerost ambicji nieprzystający do możliwości. Finowie to chłop który ma małe pole, uprawia je i nikogo nie zaczepia, ale jak mu ktoś w pole wejdzie to cepem goni. Polak to gołota któa co chwila przestawia kołki graniczne a krzyczy co chwila że go ktoś oszukuje (zły Niemiec) albo okrada (zły Rusek) i wymachuje szablą po dziadku.

            ————————————————————————————

            Kraje Bałtyckie nie mają “wąsko wyspecjalizowanych” marynarek. One mają marynarki odpowiadające politycznym potrzebom tych krajów. Zadano sobie pytanie “po co nam marynarka” i uzyskano kontruktywną odpowiedź. Wszystkie kraje potrzebują uczestnictwa w NATO i patrolowania własnych wód terytorialnych. Takie marynarki pozyskano. Było to możliwe ponieważ marynarek nie było i nikt nie stawał na przeszkodzie w obronie własnego koryta, jak miało to miejsce w Polsce. Skuteczność tą łatwo to sobie uzmysłowić robiąc proste porównanie. Te trzy kraje razem mają szóstą część populacji i gospodarki Polski a mimo to mają razem 11 niszczycieli min, 4 stawiacze min/okręty wsparcia i 9 patrolowców. Wszystko stworzone w okresie około 15-20 lat w zasadzie z niczego i mniejszymi nakładami niż Polska (z wyjątkiem Estonii) która na wytworzenie struktur i zbrojenia miała 45 lat. Co takiego ma sześciokrotnie większa Polska? Kilka dobiegających kresu życia okrętów podwodnych i dwie fregaty których nawet nie potrafimy porządnie utrzymać? Gdyby nie rakiety które kupiono w ostatniej dekadzie to nie byłoby dosłownie nic.

            Ja twierdzę że lekcja tu jest bardzo pouczająca, właśnie dlatego że taka brutalna. Kraje Bałtyckie budowały marynarki. Polska budowała grupę specjalnego interesu wokół marynarki. Dlatego oni mają co mają, i my mamy co mamy.

          • Panie Marcinie,

            “Co się stało” jest niewątpliwie konsekwencją tego “dlaczego tak się stało” więc są to jakby dwie strony tego samego medalu. LCS wymaga poprawy w sferze technologii i zarządzania projektem, natomiast koncepcja w dalszym ciągu jest atrakcyjna.
            To, dlaczego wyciągamy aż tak odmienne wnioski od Finów jest z pewnością warte analizy.
            Ponownie jak na wstępie – odpowiedź na pytanie “po co nam marynarka wojenna” i jej specjalizacja nie są sprzeczne. Po prostu być może wybrano taką opcję. jeśli spojrzeć na naszą marynarkę wojenną, to walka z minami też jest naszą specjalizacją, tyle że nie chcemy się do niej ograniczyć.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Przemku,
            Jedna uwaga co do strategii. Nie zgodze sie z Toba, ze takie postawienie sprawy to blad. Wlasnie taka ma byc rola MW. Jak trzeba bronic kraju w czasie W to ma to robic. Jak trzeba zdobywac punkty polityczne w czasie P czy bronic interesow w czasie K to tez ma to robic. I do realizacji calego spektrum tych zadan najlepiej nadaja sie przemyslane fregaty (uniwersalne, wystarczajaco silne do dzialania na Baltyku w czasie W, ale tez bez fanaberii windujacych ceny).

            I tu plynnie przechodzimy do nauki na bledach programu LCS. Z mojego punktu widzenia zakres zadan zostal okreslony prawidlowo. Bledna natomiast byla koncepcja ich realizowania. Niepotrzebnie wzieto sie za opracowywanie zupelnie nowych rozwiazan, zamiast adoptowac juz istniejace. Najbardziej jaskrawym przykladem byly pakiety ASuW. Wrzucono w to kilka dublujacych sie systemow 57mm z amunicja programowalna i 30 mm, do tego kurioza w postaci pociskow NLOS i co sie dzialo dalej => nie wychodzi nam pocisk o zasiegu 25 km, to zastapimy go takim o 3,5 km, tez nie wychodzi to siegniemy po sprawdzoego Hellfire o zasiegu 8 km. Wydano setki mln USD, stracono kilka lat a efekt watpliwy. Zajete miejsce na okrecie, kilka dublujacych sie systemow za ktore trzeba zaplacic, a Iranska drobnica nadal moze odpalac tanie pokpr z poza zasiegu oddzialywania. Trzeba bylo od poczatku ograniczyc sie do 57 z programowalna => ORCA i SH-60 z Hellfire => JAGM. A pozostac tez przy pokpr dla.uniwersalnosci.

            Kolejna sprawa to modulowosc. W przypadku LCSa dotyczy ona modolow a nie fizycznie elektroniki. Jest ona zbyt daleko posunieta, zwieksza mase, ilosc problemow z integracja itd. Trzeba bylo od razu pojsc w lekka FFG z mozliwoscia uzycia dronow (1x 57, 1x Mk-41 Self Defence, 2×4 pokpr, 4 WT, sonar holowany + drony i smiglowce). Wyszlo by taniej i uniwersalniej.

            Wracajac na nasze podworko i z systemami dostepnymi na dzisiaj, liczbe uzbrojenia na naszej FFG mozna ograniczyc do 1x 127 z inteligentna armata, 4×8 VLS strike, WT + drony i smiglowce. Jasne ze warto dodac jeszcze kilka innych, ale czy sie zwroci w efekt/koszt? Watpie. Do tego podstawowa odpornosc na szok i gdzie sie da bez narazania bezpieczenstwa COTS. Oszczednosci zaiwestowac w sensory i efektory. Bedzie poziom cenowy korwetowego miecznika a zdolnosci fregaty z silnym OPL i wystarczajacym ZOP.

          • Oskar,

            Mówiąc o sprzeczności (nie o błędzie) mam na myśli rozbieżność pomiędzy cytowanym zdaniem a kilkoma rozdziałami bogato opisującymi rolę floty w świecie i daleko poza Bałtykiem. I nagle takie tekst. Oczywiście każdy okręt niezależnie od klasy i swoich zdolności może być wykorzystany do zadań zarówno w czasie wojny jak i pokoju. Jednak pozwolę sobie na pewne uogólnienie, które być może nada ramy dyskusji:
            1. W ramach zadanego budżetu optymalizacja zdolności dla floty przybrzeżnej i przeznaczonej do obrony interesów państwa na odległych wodach da w wyniku różne i zróżnicowane struktury floty.
            2. Im mniej są sprecyzowane strategia i zadania tym bardziej flota będzie homogeniczna i pożądane będą silne, wszechstronne okręty jako polisa ubezpieczeniowa na nieznaną przyszłość.
            Fregaty mogą być odpowiedzią na konkretną strategie (np. współpracy z NATO jako pośredniego wkładu w bezpieczeństwo państwa) albo jako wynik braku strategii.
            Co do LCS to zgadzam się całkowicie z Twoją wstępną oceną – przeszarżowano a zarządzanie projektem było kiepskie. Natomiast co do ASuW to sytuacja wygląda już w moich oczach inaczej. jedna armata 57mm zwalczy kilka łodzi ale nie kilkanaście. Stąd większa liczba armat na okręcie. Istnieją opinie twierdzące, że 30mm jest idealnym kalibrem do walki z takim zagrożeniem. Rakiety o zasięgu horyzontalnym byłyby dobrym uzupełnieniem dla walki z równorzędnym przeciwnikiem. Natomiast kombinacja śmigłowca z Hellfire nie może stanowić uzbrojenia podstawowego ze względu na czas reakcji. Wszystko jest dobrze dopóki uzbrojony śmigłowiec jest już w powietrzu, znacznie gorzej jak ma dopiero wystartować.
            Argument o lekkiej fregacie mija się z koncepcją LCS. To nie jest fregata. To miał być pierwotnie okręt nie większy niż 1.000 ton. Fregata nie jest też odpowiedzią na modułowość. To po prostu jej eliminacja prowadząca ponownie do sporego okrętu wielozadaniowego. W LCS mamy do dyspozycji 160 ton przeznaczone na moduły a pierwsza wersja ASW ma 220 ton. To pokazuje, że albo idziemy na kompromis w wyposażeniu ASW i wzmacniamy AAW albo zostawiamy jak jest. Są możliwości kompromisu pomiędzy stałym a wymiennym uzbrojeniem ale priorytet w tej chwili mają rakiety przeciwokrętowe pozahoryzontalne.
            Twoja propozycja fregaty jest już odpowiedzią na niezadane pytanie. Ma preferencje dla obrony przeciwlotniczej, ale czy taka jest potrzeba? W zespole NATO na Atlantyku pewnie będzie odwrotnie – pełne ASW z “wystarczającą” obroną przeciwlotniczą. To dopiero temat do dyskusji po zaakceptowaniu strategii.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku.

            A propos “co się stało” i “dlaczego się stało” – walka z minami nie została wybrana na specjalizację PMW wskutek analizy celów i potrzeb i konfrontacji z możliwościami tak jak w Krajach Bałtyckich. Tam faktycznie policzono budżet i wybrano najtańszą opcję. W Polsce została wybrana ponieważ była to jedyna gałąź marynarki która nie wymagała znacznych nakładów i jednocześnie gwarantowała bezpieczeństwo siłom przeciwminowym podczas redukcji, które zaczeły się w tym samym czasie co szczyt w 2003 ( wtedy podjęto zobowiązanie). W tym samym czasie zlikwidowano wszystkie z 19 ścigaczy okrętów podwodnych i 9 z 14 okrętów rakietowych pozostających w służbie. Nie istniały żadne przesłanki do tego żeby nie zredukować sił przeciwminowych chociażby o połowę, poza przesłankami natury czysto politycznej.

            Dowodem na to jest fakt że zmodernizowano tylko trzy z pięciu trałowców projektu 206F do standardu 206FM, mimo iż niszczyciele min są bardziej potrzebne niż trałowce, modernizacja mogła być wykonana w Polsce i nie była kosztowna a znacznie podniosłaby zdolności PMW w tej dziedzinie.

            Dowodem na to jest fakt że w dziale “Zwalczanie zagrożeń na morzu” w PMT zastępujemy trzy niszczyciele min projektu 206FM trzema niszczycielami min Kormoran II, a co do pozostałych siedemnastu trałowców nie pojawiają się żadne informacje poza prognozowaną datą wycofania ich ze służby po upływie 35 lat. Nawet dowódcy sugerują że dwa dywizjony, czyli sześć jednostek, byłoby optymalne do realizacji zadań. Miała być Czapla ale nie ma na razie niczego.

            Dowodem na to jest fakt że PMW nie zdecydowała się pozyskać wycofywanych z Deutsche Marine niszczycieli min klasy Kulmbach i Ensdorf, gdy między 2012 a 2016 wycofano 8 jednostek tego typu ze służby, wszystkie okręty miały między 22 a 26 lat i relatywnie nowoczesne wyposażenie.

            Wychodzi zatem na to że w 2003 roku NATO “potrzebowało” siedemnastu małych trałowców ale w 2023 roku już “potrzebować” ich nie będzie. Co takiego się zmieniło? Teza o specjalizacji PMW w walce z minami to jest zwyczajne kłamstwo i powinno się to powtarzać na każdym kroku bo inaczej dajemy przyzwolenie na tworzenie się patologii w wojsku. W imię czego? Dobrego imienia Marynarki Wojennej? Niech kradną byle źle o nich nie mówić? Co to za logika? Bardzo drażni mnie taka postawa ludzi komentujących rzeczywistość w kraju bo oni takim spolegliwym komentarzem przyczyniają się do jej patologizacji.

          • Panie Marcinie,

            W Pana tezach o partykularnych interesach różnych grup być może jest jakaś prawda ale to nie powinno przesłaniać Panu spojrzenia na inne przyczyny.
            Siły minowe niestety wymagają sporych nakładów i niszczyciele min to jedne z najdroższych na świecie okrętów liczonych w koszcie na tonę. Za jednego Kormorana można kupić dwa proste OPV.
            Do remontu wybrano trałowce bo dawały możliwość uczestniczenia w stałym zespole NATO, czego ścigacze nie dawały. Dlaczego trzy – nie wiem czy dobrze pamiętam, ale zaczęło się od jednego, po czym uznano że dwa następne też się da zmodernizować. Trzy- bo pewnie uważano tę liczbę za minimalną ilość jednostek dających szansę na ciągłe uczestnictwo w zespole NATO.
            To co dowódcy by chcieli jest konfrontowane z realiami. Inni dowódcy chcieliby 6 korwet a jeszcze inni 5 fregat itd. Plan modernizacji proponował strukturę floty kompromisową z liczbą 3 jednostek na klasę jako minimalną do ciągłości operacji. Stąd 3 korwety, 3 niszczyciele min, 3 okręty podwodne i 3 okręty patrolowe.
            Czapli nie ma bo nie ma żadnego okrętu nawodnego a dla marynarzy Czapla ma dodatkowo niższy priorytet niż Miecznik.
            NATO nic nie chce – to impreza składkowa. Co zadeklarujemy – wezmą. Nic się nie zmieniło.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku

            Nikt nie przelicza kosztu jednostki na tonę planując modernizację.

            Na OPV nie było i nie ma dalej społecznego przyzwolenia. Mimo iż bez trudu znaleziono by dla takiej jednostki zastosowanie na Morzu Śródziemnym, a budowę takiej jednostki można by bez problemu wykonać w krajowej stoczni i w kosztach takich o jakich pan pisze, program Czapla nie jest ruszany. OPV nie chcą ani wyborcy ani wyższa kadra ani politycy, choć tu dochodzi problem finansowy bo przecież nie bez powodu uwala się przetarg na holowniki czy nie rusza przetargów na okręty wsparcia. Opór w tej materii można tłumaczyć tylko i wyłącznie niekompetencją decydentów bo Czaplę można by bez problemu zaprojektować i wybudować, nawet w ilości dwóch sztuk w jednej kadencji, ogłaszając sukces tuż przed wyborami. I ciężko byłoby się z tym nie zgodzić.

            Mimo iż wiele można złego powiedzieć o roli jaką pełni w debacie publicznej taki pomysł miał kiedyś p. Dura i wszyscy wiemy jak to się skończyło, można poczytać w Przeglądzie Morskim bodajże. Opór “mafii trałowcowej” był zdecydowany i zakończyło się na “nie bo nie” bez próby poszukania kompromisu mimo iż w cenie jednego Gawrona można było mieć sześć patrolowców typu Knud Rasmussen, których części były budowane w Gdańsku. Niektórym jednak wystarcza stanie w porcie tak długo jak dostają dodatki.

            Z kolei do roku 2005 w służbie pozostawało pięć trałowców 206F, można było je wszystkie zmodernizować. Można było pozyskać z USA Ospreye w ramach Excess Defense Article. Można było wystarać się w Niemczech o Kulmbachy. I faktycznie wtedy moglibyśmy mówić o tym że PMW ma jakąś specjalizację i jakiś nadrzędny cel i można byloby o ten cel budować współpracę w NATO. Trzeba tylko było chcieć, ale po co jeżeli na siedemnastu plastusiach można spokojnie uskuteczniać “ściemę ogólnowojskową” i doczekać emerytury?

            PMT był planem który miał w ramach budowania wizerunku politycznego ministra Siemoniaka (bo nic innego ten polityk nie potrafi, co widać po jego pracy w opozycji – taki był super-tweetowy minister a nagle zaniemówił?) po kosztach uskuteczniać “ściemę”. Dlatego plan 3+3+3+3 bo to zaspokojało wszystkie gęby. Podwodniacy dostawali swoje, trałowcowi dostawali swoje, fregatowi dostawali coś swojego – wszystkim po równo, symbolicznie bo bieda, a teraz stulić mordy i klaskać jak pan minister przemawia.

            Taka jest smutna prawda i zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Ci co udają że problem leży gdzie indziej są niestety częścią problemu. Zmienianie rzeczywistości trzeba zacząc od ludzi bo to ludzie ją tworzą.

          • Przemku,

            30 mm jest dobra do samoobrony przed atakiem lodzi samobujczej w porcie czy Kanale Suezkim, ale do zwalczania wrgoa w postaci Iranskiego Korpusu Straznikow rewolucji sie nie nadaje ze wzgledu na zbyt maly zasieg. To moim zdaniem taktyka powinna byc inna. Rozpoznanie przy pomocy bezzalogowcow lub smiglowcow i zwalczanie jak najwiekszej ilosci lodzi przy pomocy smiglowcow. Tu uwazam za blad redukcje hangaru tylko do 1 maszyny.

            Co mozna bylo wycisnac z LCSa jako fregaty, pokazuja ostatnie modele Austala. Moim zdaniem nalezalo w ta strone isc od razu. Natomiast zadania MCM powiezyc albo iednostkom takim jak Street Fighter czy wiekszej liczbie JHSV (kosztem mniejszej ilosci LCSow) jeden JHSV z modulem MCM to tak ok. 40% kosztu seryjnego LCSa.

          • Oskar,

            Jeśli to ma być łódź atakująca za pomocą RPG to 30 mm jest w sam raz. Prawdopodobnie nie da się sfory takich łodzi trzymać na dystans. Część i tak się zbliży.
            Nie bardzo rozumiem tej redukcji hangaru. Hangar na LCS jest ten sam, natomiast zmienia się skład lotniczy bo dochodzi Scout.
            To wyciskanie oglądam i próbuję liczyć na palcach i wciąż nie wiem ile w tym marketingu. Stary problem handlowców polega na odpowiedzeniu sobie na pytanie – czy oferujemy klientowi to co chce, czy to co potrzebuje. W tym wypoadku mamy wsadzoną mieszaninę systemów, o których się mówi, ale chyba nieprzemyślanych. No bo co ma być w tych VLS Mk41? ESSM? Czym kierowane? Jednym radarem kierowania ogniem dla armat i rakiet plot? Czyba więcej sensu by miało umieszczenie w nich ASROC. I czy komentarze o wadze są prawdziwe, czy nie? Amerykańscy admirałowie mówiąc o fregacie na bazie LCS mówili o okręcie 500 ton większym a więc w klasie OHP.

            Pozdrawiam,

            Przemek

        • Problem polega na tym, ze RPG, to nie jedynie zagrozenie. Bym powiedzial, ze marginalne. Na wielu lodziach sa lekkie pokpr lub wieloprowadnicowe wyrzutnie chyba Fajr-1. Oczywiscie otwarta kwestia tych pierwszych jest odpornosc na zaklicenia, tych drugich celnosc.

          Pamietaj, ze w przyszlym roku rozpoczyna sie produkcja ESSM 2 z aktywna glowica, ktora nie potrzebuje podswietlania.

          Austalowi udalo sie dzieki redukcji przestrzeni wielozadaniowej osiagnac cos takiego: http://www.navyrecognition.com/index.php/news/naval-exhibitions/2017/sea-air-space-2017-show-daily-news/5068-sas-2017-austal-unveils-updated-lcs-frigate-design-with-16x-anti-ship-missiles.html

          • Oskar,

            masz rację, że te łodzie są wyposażone we wszystko, co możliwe i dlatego pierwotna wersja pocisków o zasięgu 25km dla LCS miała sens.
            ESSM z głowicą aktywną to dobra rzecz, ale albo ja czegoś nie rozumiem, albo wciąż pozostaje otwarte pytanie o korektę kursu. jeśli chcemy wykorzystać ESSM poza zasięgiem około 15-20 km to rakieta musi mieć korektę kursu. Co ma to robić na tym nowym okręcie Austala? Pytanie o wagę pozostaje dalej niewyjaśnione. Moduły mają zarezerwowane 160 ton. Pakiet ASW w pierwszej nieodchudzonej wersji 220 ton. Gdzie zapas na ta resztę? OK – pakiet ASW zawiera VDS o sonar holowany pasywny a Austal ma tylko VDS. Być może to wystarczy.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Przemku

            Wywalono stary modul ASuW, skrocono przestrzen wielozadaniowa i chyba hangar, pokpr na rufie wyladowaly sporo nizej.

            Podejrzewam, ze na jednej kalbolinie bedzie VDS i antena (byc moze takze zdolna do pracy pasywnej). Byc moze wersja CAPTA-4 compact, jak dla nowych francuskich FTI?

            Na FFG maja byc radary obrotowe AESA, te nie powinny miec problemu z up-linkowaniem pociskow. Ale i na okretach ze starszymi radarami ze skanowaniem mechanicznym (w azymucie), przy pociskach z samonaprowadzaniem, osiagalne bylo up-linkowanie 4-8 pociskow.

          • Oskar,

            CAPTAS ma antenę pasywną ale miałem na myśli coś innego. Jak rozumiem, Amerykanie chcą na LCS wsadzić zarówno CAPTAS-4 (a raczej jego adaptację ) i jednocześnie swój własny nowy sonar pasywny dla DDG. Być może się mylę, to mnie zaraz ktoś skoryguje.
            Rysunek Austala nie pokazuje anten ścianowych a nie wiem, czy radary rotacyjne mają funkcję korekty kursu. Moim zdaniem nie mają. Zarówno MICA, CAMM jak i NASAAMS mają osobne anteny do korekty kursu. Kiedyć miały takąfunkcję amerykańskie radary kierowania ofniem serii SPG, gdyż pierwotnie łącze dla SM-2 (i ESSM) działało w paśmie X. Teraz dorobili pasmo S dla Aegis. Na dokładkę, gdzieś się dogrzebałem w necie (ponownie do weryfikacji), że np. SeaCeptor może naprowadzać jednocześnie 2 rakiety. Dwa to lepiej niż nic, ale nie jest to w dzisiejszych czasach wynik powalający.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • US Navy najprawdopodobniej chce wykorzystać sam VDS sonaru CAPTAS-4 jako element aktywny do współdziałania z amerykańskim sonarem MFTA. W sonarach LFAS jak np. rodzina CAPTAS’ów, VDS jest tylko źródłem impulsów (VDS nie odbiera), natomiast MFTA ma antenę liniową, której cześć modułów służy do odbioru impulsów odbitych od celu – bez tych modułów liniowych okręt mógłby jedynie funkcjonować jako źródło dla detekcji bi/multi-statycznej.

            Ze specyfikacji Austal’a w podanym kilka wpisów wyżej linku wynika, że okręt ma być wyposażony w VDS i MFTA

          • Dzięki za komentarz. Ma to sens. W dalszym ciągu intryguje mnie te 220 ton na moduł ASW. Liczba musi zawierać nie tylko sonary i windy oraz elektronikę ale chyba również śmigłowiec (-wce) wraz z paliwem i obsługa oraz zapasem boi i torped.

            Przemek

          • Nie interesowałem się tym bardzo dogłębnie, ale jako moduł ASW można rozumieć także uzbrojenie – wyrzutnie torped i jednostka ognia (dla okrętu i śmigłowca), zapas sonoboi itd. – być może tak określono ten limit. Jak najbardziej “doliczony” mógł być także śmigłowiec -wtedy rzeczywiście może osiągnąć to taki ciężar

  2. Nie sadze, by to byla prawda. Moim zdaniem bedzie to 8 celow jednoczesnie. Starsze systemy korwetowe z (np: z Mica) potrafily zwalczac 4-8 celow jednoczesnie.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)