May 062017
 

Dyskusje na forach przygasły, co nie dziwi patrząc na politykę rządu wobec Sił Zbrojnych RP. Jeśli ktoś naprawdę czuje zagrożenie z zewnątrz to nie wymienia całej kadry dowódczej, nie wstrzymuje głównych programów modernizacyjnych armii i nie tworzy ideologicznie motywowanych formacji typu Obrona Terytorialna uwikłanych w rosnący konflikt z armią profesjonalną. Paradoksalnie to jest właśnie moment na kontynuację własnych dociekań na temat powodu do istnienia Marynarki Wojennej RP jak i jej kształtu. Strategiczny Przegląd Obronny świeżo co przekazany do MON-u będzie z pewnością uważnie czytany (a przynajmniej jego część jawna) ale rozdźwięk pomiędzy tym co rząd mówi a czyni kładzie się cieniem na jego zawartość bo nie wiemy co rząd naprawdę myśli.

Dociekliwość prowadzi do próby odpowiedzi na nieśmiertelne dwa pytania dotyczące zarówno sensu istnienia jak i struktury floty:

  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP powinna być?
  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP może być?

Odpowiedź na pierwsze pytanie związana jest z oceną zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa narodowego a na drugie ze stanem obecnym marynarki i ograniczeniami dla jej rozwoju.

Kilka poniższych cytatów zaczerpniętych z raportu Assessing Russia’s Reorganized and Rearmed Military, którego autorem jest Keir Giles daje nam posmak otaczającego nas środowiska i wyzwań przed nami stojących.

Rosja (po lekturze tekstu traktatu i odkryciu ile luk w nim tkwi) może podjąć akcję w przypadku przekonania, że taka akcja podważy raison d’etre NATO poprzez demonstrację niezdolności sojuszu do odpowiedzi na bezpośrednie wyzwanie. Czy to w formie uderzenia rakietowego lub rajdu sił specjalnych oddelegowanych z planowych ćwiczeń na morzu (Redzikowo jest tylko 5 minut helikopterem od wybrzeża Bałtyku), działania militarne przeciwko instalacjom obrony antybalistycznej nie będą celem samym w sobie lecz dźwignią do osiągnięcia strategicznych celów. 


Interwencja Rosji w Syrii przekonała Moskwę, że ograniczona lecz zdecydowana akcja militarna jest efektywna w rozstrzyganiu nierozwiązywalnych konfliktów i może zmusić Zachód do wycofania się wobec faktów dokonanych. To jest niebezpieczna lekcja: Putin niekoniecznie zasmakował w konfliktach ale całkiem prawdopodobnie, że poczuł smak sukcesu z użyciem sił zbrojnych lub bez.

W podobnym tonie wypowiada się adm. Stavridis w artykule USNI Proceedings New Cold War at Sea Is Brewing:

Rosjanie oczywiście, będą reagowali najbardziej agresywnie na wodach w bezpośrednim sąsiedztwie Ojczyzny. To znaczy, że Bałtyk (gdzie Stany Zjednoczone i NATO przeprowadzają częste i ważne manewry) będzie przestrzenią kontestowaną.

Ogólna wymowa wskazuje wyraźnie, że siła militarna Rosji to nie jedyne zmartwienie i być może nie najważniejsze. Równie istotne są nasza własna wola i jej demonstracja oraz trwałość sojuszy, bo najprawdopodobniejszym scenariuszem jest działanie na podstawie paragrafu 4-go a nie 5-go traktatu. Równie istotne jest utrzymywanie dobrych stosunków z państwami europejskimi zwłaszcza, że duża ich część jest jednocześnie członkami NATO. Wspomniane „dziury” w traktacie dają szansę na podminowanie woli innych państw sojuszniczych czy europejskich do angażowania się w konfrontację z Rosją. Tak patrząc na sprawę każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny (co może znaczyć to samo w przypadku fregat).

Ciągnąc wątek dalej ale na poziome już bardziej operacyjnym, we wspomnianych tekstach znajdujemy zarówno wskazówki co do postępowania jak i ostrzeżenia. „W konflikcie z Rosją nie ma czegoś takiego jak tylko poziom taktyczny lub operacyjny” mówi nam wyraźnie, że samowystarczalność militarna Polski w obronie przed Rosją jest niebezpiecznym mitem. Możemy się samodzielnie bronić przed „próbowaniem” nas ale nie otwartym konfliktem, który dla Rosji może być ograniczony ale dla nas totalny.
Inna uwaga odnosi się do utraconych zdolności do walki na terenie w zasięgu broni przeciwnika, zarówno na morzu, lądzie, powietrzu jak i w cyberprzestrzeni. Poszukiwanie systemów uzbrojenia „zabezpieczających” nas przed ogniem przeciwnika to kolejny punkt krytyczny do rozważenia. Straty będą i na tak zagęszczonej przestrzeni jak Bałtyk nie ma niezagrożonych atakiem obszarów. Bardziej się liczy zrównoważone podejście do obrony i ataku czyli posiadanie zdolności do odpowiedzenia ogniem na ogień przeciwnika. Dotyczy to również okrętów wojennych kontra instalacje brzegowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że ostatni atak niszczycieli amerykańskich na jedno lotnisko w Syrii wymagało 60 rakiet przy dyskutowanych gorąco rezultatach.

Przechodząc do konkretów adm. Stavridis daje trzy proste rady:

  • Okręty i ich załogi w kontestowanej przestrzeni muszą być gotowe do obrony przed atakiem, co oznacza zarówno środki jak i wolę ich użycia.
  • Każde działanie powinno się rozpatrywać poprzez pryzmat strategii. Musimy rozumieć jaki sygnał nasze działania wysyłają do przeciwnika i musimy być gotowi na gwałtowne reakcje z jego strony.
  • Trzeba utrzymywać otwarte kanały komunikacji z Rosją.

Wracając do dwóch wiodących pytań, czy można odpowiedź znaleźć na łamach tego blogu spoglądając wstecz? Jest to nie grzesząca skromnością i prosząca o wyrozumiałość próba rachunku sumienia autora powtarzana co pewien czas.

Tytułowy „lejek” został opisany na tym blogu blisko sześć lat temu

Dwa sposoby projektowania okrętów

i był pierwszą próbą odnalezienia sposobu na syntezę tego co potrzeba z tym co możliwe. Kilka lat później powstała poniższa „Kostka Corbett’a”.

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Analizując „kostkę” w świetle prawdopodobnego działania na podstawie paragrafu 4-go traktatu a nie 5-go powinniśmy posiadać elementy floty zdolne do działania w warunkach:

  • braku wsparcia sojuszników,
  • wysokiego zagrożenia,
  • przewagi przeciwnika.

Testowanie działania paragrafu 4-go traktatu NATO jest jednak jak chodzenie po brzytwie i nie ma pewności czy nie sprowokuje zadziałania paragrafu 5-go. Wówczas potrzebne są elementy floty zdolne do działania w odmiennych warunkach:

  • współdziałania z sojusznikami,
  • wysokiego zagrożenia,
  • własnej przewagi.

Trzecim scenariuszem będącym codzienną rzeczywistością flot całego świata jest współdziałanie na rzecz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku prawnego oraz prewencji w warunkach:

  • współdziałania międzynarodowego,
  • niskiego zagrożenia,
  • posiadania przewagi.

Zgodnie z teorią Sir Juliana Corbett’a w pierwszym scenariuszu jesteśmy ograniczeni do kontestowania panowania przeciwnika na morzu ( i dodajmy – przyległym lądzie) poprzez pomniejsze kontrataki czy akcje dywersyjne oraz „fleet-in-being”. Taką rolę mogą spełniać okręty „flotylli” czyli różnego rodzaju drobnoustroje czy korwety a potencjał odstraszający „fleet-in-being” tkwi do pewnego stopnia w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym.

Drugi scenariusz pozwala na działania ofensywne w celu uzyskania przewagi na teatrze działań i późniejszego jej wykorzystywania. Blokada bliska przy tak rozbudowanych systemach nadbrzeżnych jest raczej trudna do wyobrażenia i realizacji a blokada daleka odsunie nas poza Bałtyk. Podobnie koncept decydującej bitwy wydaje się być nieadekwatny w sytuacji szybkich zmian i kontrataków. Pozostaje więc koncept czasowej i miejscowej neutralizacji sił przeciwnika na czas przeprowadzania własnych operacji. W grę wchodzą współczesne metody walki w całym spektrum elektromagnetycznym i informacyjnym oraz neutralizacja środków ogniowych przeciwnika, jeśli zaistnieje taka konieczność. Po uzyskaniu przewagi nad przeciwnikiem dostępne są działania na rzecz obrony i wsparcia dla „przejścia morzem” własnych sił i negacji tego samego prawa przeciwnikowi. Oprócz okrętów typowo ofensywnych pojawia się potrzeba okrętów eskortowych i transportowych i/lub desantowych.

Trzeci scenariusz jest u nas najbardziej niedoceniany. Wymaga sił patrolowych i przeciwminowych działających pod osłoną lub groźbą użycia sił osłony pozostających nawet poza teatrem działań. Wszechstronność współczesnych okrętów patrolowych dzięki wykorzystaniu systemów skonteneryzowanych jest olbrzymia w codziennych działaniach i niedoceniana pomimo relatywnie niskiego kosztu inwestycyjnego. W naszych warunkach dochodzi do tego argument rozwoju możliwości rodzimego przemysłu stoczniowego i całego łańcucha logistycznego. Próba samodzielnej budowy okrętów podwodnych w Polsce to jak rozpoczęcie nauki jazdy na nartach od zjazdu wschodnią ścianą Matternhornu. Może jednak wybierzemy się najpierw na „oślą łączkę”?

Gotowi do zjazdu na nartach?

Nieco później na blogu pojawiła się tabela porównująca kilka wariantów struktury floty.

Ambicja wsparta doświadczeniem współpracy z NATO w ostatnich latach pcha nas w kierunku wariantu z udziałem fregat. Z kolei największy potencjał ofensywny ma paradoksalnie wariant z „flotyllą” drobnoustrojów a najtańsza i najbardziej przyjazna dla naszego przemysłu jest odmiana z typowymi okrętami patrolowymi. Zamiast wybierać więc na zasadzie albo-albo, lepiej zastanowić się nad tym co jest możliwe biorąc pod uwagę stan obecny i przy założeniu realnego budżetu na inwestycje.

Taka próba również została kilkakrotnie podejmowana na tym blogu. Szacowany realny budżet na modernizację marynarki wojennej oscyluje wokół 400-500 mln PLN rocznie i co ciekawe nie zmienił się (a raczej powrócił) do liczb wymienionych w pierwszym wpisie o „Lejku” sześć lat temu. Przy takich kwotach, żonglując wariantami można zaproponować wariant 2+2+2 czyli dwie fregaty, dwie korwety (wliczając dozbrojonego Ślązaka) i dwa okręty patrolowe. Przyszłość Marlina czy Lublinów zależy w dużej mierze od stanowiska i poglądów Sztabu Generalnego i Wojsk Lądowych na użycie morza jako pola manewru czy też potrzeby projekcji siły morzem.

Istotnym czynnikiem jest to, że przy takim budżecie nie ma praktycznie mowy o nowych fregatach tylko o okrętach z drugiej ręki. W tym kontekście przejęcie fregat australijskich ma sens ale wyłącznie pod warunkiem bycia fragmentem większej całości i włączenia ich w szerszy plan modernizacji floty, choćby taki jak tu proponowany. W przeciwnym razie przejęcie czy zakup fregat australijskich można porównać do resuscytacji krążeniowo-oddechowej w przeciwieństwie do reanimacji. Różnica polega na przywróceniu działania centralnego układu nerwowego czyli w konsekwencji naszej świadomości a nie tylko oddechu i krążenia krwi. Niewątpliwie krążenie i oddech są warunkiem koniecznym dla życia ale może się to okazać wegetacją rośliny a nie świadomym bytem.
Natomiast pozostałe programy modernizacyjne są w zasięgu ręki. Środki już zaangażowane i programy zaawansowane w realizacji lub relatywnie łatwe do przeprowadzenia wskazują na priorytety:

  • kontynuacja programu Kormorana,
  • śmigłowce SAR,
  • integralne środki rozpoznania dla NDR-u
  • dozbrojenie Ślązaka,
  • obrona przeciwlotnicza dla baz morskich i NDR-u w ramach programu Narew (opcjonalnie rozbudowa NDR-u o NASAAMS na bazie wspólnego modułu C2 i radaru 3D Odra niezależnie od Narwii)

W drugim etapie można zrealizować projekty:

  • budowy okrętów patrolowych (w oderwaniu od Miecznika i przy uproszczonej specyfikacji),
  • bezzałogowych środków rozpoznania pionowego startu dla okrętów patrolowych i korwet,
  • modułów ELINT/SIGINT i Kijanka dla okrętów patrolowych,
  • śmigłowce ASW,
  • bliźniaka dla Ślązaka (nie ma sensu rozpoczynać osobnego projektu dla jednego Miecznika).

Fregaty z drugiej ręki mogą być pozyskane w dowolnym czasie w zależności od okazji i aktualnie dostępnych środków w porównaniu do kosztów przejęcia.

Chyba jako już stałą stopkę do tekstów i uporczywą próbę podtrzymania optymizmu można wpisać słowa Jana Kochanowskiego:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

  11 Responses to ““Lejek” stosowany”

  1. No tak nadzieja na to, że kiedyś przyjdą lepsze czasy 🙂 W tym my Polacy jesteśmy mistrzami. Ale też w braku strategicznego i długofalowego planowania i w tym momencie przestaje być śmiesznie… Chciałem przy tej okazji zapytać jakie jednostkowe kalkulacje cen okrętów przyjął Pan tworząc tabelkę scenariuszy rozbudowy floty?. 27 czy 28 kwietnia widziałem w sieci potwierdzenie z australijskiego MON o wpłynięciu naszego zapytania w sprawie Fregat Adelaide. Zatem coś się w sprawie dzieje. Z jednej strony chciałoby się widzieć we flocie wreszcie jakieś nowe jednostki (choćby te dwudziestokilkuletnie) ale jakieś złe przeczucie mówi mi, że to będzie koniec jakiejkolwiek modernizacji PMW przez najbliższą dekadę… Najbardziej dobija niemoc MON, stagnacja i to, że czas upływa nieubłaganie. Ostatnio wpadła mi też do głowy dosyć osobliwa myśl, że MON pod kierownictwem Pana AM będzie unikał jak ognia finansowania modernizacji technicznej PMW gdyż… Amerykanie nie mają nam w tym segmencie w zasadzie nic do sprzedania… (mówię o nowych produktach w klasach okrętów będących w orbicie naszych zainteresowań – bo LCS nie biorę tutaj pod uwagę). Reasumując… obym się mylił. Na koniec gratulacje ten blog jest na najwyższym poziomie!

    • Panie Robercie,

      Dla wariantów przyjąłem 3.5 mld PLN dla fregaty, 1.75 dla Crossovera, 1.5 dla korwety 2.000 ton i 0.75 mld dla korwety 1.000 ton, 1.0 dla patrolowca w stylu czapli i 0.5 mld dla zwykłego OPV.
      przejęcie Adelaid byłoby zamrożeniem aktualnej sytuacji MW, jeśli by miało być aktem odosobnionym. Trzeba mieć też świadomość, że jest to inicjatywa nie wynikająca ze strategii tylko aktualnej mapy pozycji kluczowych polityków zaangażowanych w sprawy sił zbrojnych oraz ich “gry w szachy”.
      MON nie wykazuje niemocy – wręcz przeciwnie. Ma po prostu priorytety całkowicie niezgodne z naszymi oczekiwaniami czy pojęciem czym MON powinien się zajmować.
      Bardzo dziękuję za komplement pod adresem blogu. Dodaje otuchy!

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku to chyba coś się nie zgadza 🙂 Zerknąłem na scenariusz “na bogato” tj. 2 fregaty i dwie korwety 2 tys. ton wyporności i przy takich cenach jednostkowych to wychodzę na 10 mld PLN całościowo? Niemniej jednak te scenariusze są bardzo ciekawe i dają duże pole do popisu analitykom. Przy okazji – czy ogłoszone na dniach rozpoczęcie postępowania w sprawie nowych samolotów patrolowych dla MW było przewidywane wcześniej w planach MON? Ponownie pierwszą reakcją jest radość, że coś rusza bo rozumiem że samoloty miałyby wpiąć się w działanie z NDR – dać mu te brakujące “oczy pozahoryzontalne”? Po chwili przychodzi jednak ponownie ta niepokojąca refleksja…czyli kupujemy wszystko tylko nie … okręty 🙂 Z drugiej strony po co skupowanie aktywów przemysłu stoczniowego przez PGZ? Po co te huczne zapowiedzi odbudowy przemysłu stoczniowego? To wszystko nie pasuje do siebie… Dla mnie symbolem niemocy i braku wiary, w to “że można” naszych czynników decyzyjnych jest zlecenie przez Szwedów budowy ich nowego okrętu rozpoznawczego Stoczni Remontowej Nauta… Wstyd, że obcy budują a my nawet nie próbujemy (casusu Gawrona vel Ślązaka tu nie wrzucam bo sytuacja upadłej SMW to jest zupełnie inna bajka – szkoda, że tak rzutuje na postrzeganie u nas całej pozostałe branży stoczniowej). Choćby zacząć od wspominanych przez Pana na blogu OPV… Przecież taki ORP Czernicki jest chyba najbardziej zapracowanym okrętem w naszej flocie, w praktyce jej wizytówką wobec sojuszników z NATO, pływającym na najbardziej teraz trudnym akwenie…mylę się?

        • Panie Robercie,

          2+2 jest pomniejszone o koszt jednej korwety (Ślązaka) ale powiększony o koszt jego dozbrojenia. Czy samoloty patrolowe były przewidywane wcześniej przez MON? trudno powiedzieć. W planie Modernizacyjnym ich nie ma ale później pojawiły się plotki, że może jednak. Jest to chyba inicjatywa oddolna pomijająca drogę oficjalną w sensie zatwierdzenia. Po prostu IU bada wszystko co możliwe a potem ktoś to wykorzysta lub nie w zależności od sutyacji i koniunktury zarówno ekonomicznej jak i politycznej. Co do rodzaju sprzętu planowanego – myślę, że kopiujemy wzory większych marynarek wojennych bez zastanowienia się nad możliwością skalowania w dół jak i dostosowaniem takiego modelu do naszych warunków. Widzę niedostatek własnej myśli na temat roli marynarki wojennej w sytuacji orientacji lądowej i posiadania granicy lądowej z największą potęgą nuklearną świata.
          Huczne zapowiedzi to nic innego jak nacjonalizacja przemysłu i preferencje dla firm państwowych niezależnie od sensu ekonomicznego. Dominuje ideologia i co z tego wyjdzie – nie wiadomo. Historia nas uczy, że nic dobrego.
          OPV jest w naszym zasięgu i prosty okręt patrolowy przed laty zbudowała Remontowa dla Szkotów. Nazywa się Hirta. Można dać szansę CTM na zbudowanie prostego C2 dla OPV i dodać Trytona plus planowaną Kijankę lub moduł ELINT i gotowe. Hirta kosztowała wówczas 90 mln PLN. Dzisiaj za remont Piasta płacimy prawie 70 mln.

          Pozdrawiam,

          Przemek

  2. Panie Marcinie

    Zagrożenie ze strony Rosji jest dwojakie: naturalne oraz stmulowane.

    Zagrożenie naturalne awiera się w skali do której pańskie rady przystają i tu zdecydowanie mała ale kompetentna w swoich funkcjach marynarka działająca w ramach układów zbiorowych jest optymalną odpowiedzią.

    Zagrożenie stymulowane jednak to już rezultat geopolitycznej gry na wysokim szczeblu między USA a Rosją/Chinami o dominację na świecie i tu zarówno Europa jak i Polska są wpychane na siłę w konflikt z Rosja przez Amerykę. W takiej sytuacji ciężko przewidywać – aczkolwiek można próbować -co dokładnie będzie właściwą odpowiedzią ponieważ zagrożenia nie będa wynikiem geografii czy polityki Kremla ale będa skrojone pod bieżący plan obowiązujący w Waszyngtonie. Jeżeli na rękę Waszyngtonowi będzie strzelanina w Zatoce Gdańskiej to taka się wydarzy. Jeżeli na rękę będą incydenty w Zatoce Ryskiej to takie się wydarzą. Za tymi incydentami natychmiast pójdzie nagonka medialna i polityczna, pojawi się irracjonalna reakcja społeczeństw etc. Na razie mamy szachownicę i atak pozycyjny, ale pamiętajmy że na tej szachownicy jesteśmy tylko pionkiem.

    Paradoksalnie dla MW akurat wybawieniem w takiej sytuacji jest to że ma związane ręce ograniczonymi możliwościami bo nie grozi nam sytuacja Australii gdzie za ogromne pieniądze przepłaca się za programy okrętowe (i dotowania własnego przemysłu) szykowane na wojnę z Chinami po stronie USA.

    Diagnoza którą pan postawił i zalecenia, w tym “ośla łączka” są poprawne, ale podstawowym problemem MW jest niedowład organizacyjny i doktrynalny. O ile kwestie opóźnień w programach modernizacyjnych łatwo wytłumaczyć zwyczajną ściemą (najłatwiej się buduje okręty – tj zapewnia prace stoczniom – na papierze który kosztuje grosze) to formacja która posiadając fregaty (dwie) na stanie nie ma jednej kompletnej załogi to jest pośmiewisko, a takie sa realia. MW musi się sama zreformować od wewnątrz, bo inaczej nie będzie w stanie powalczyć o swoje – nawet minimum – i nie będzie potrafiła skorzystać z koła ratunkowego jakie rzuca jej RBO (aczkolwiek fregaty mają finansowo wymiar betonowego koła ratunkowego).

    Niestety tu też obowiązuje polityka a ta może wykorzystywać publikację RBO/BBN jako przymiarkę do dalszego nicnierobienia (opracowujemy nową koncepcję!) lub przykrycia transferu pieniędzy za głosy (dla nowych okrętów potrzeba nowych stoczni np w Szczecinie!). Do tego trzeba pamiętać że Ameryce nie zależy na silnej militarnie Polsce. Silna militarnie Polska to Polska która nie będzie się bała każdego podrygu Rosji, a przez co będzie jej bliżej do Europy niż Ameryki która do zaoferowania ma tylko bezpieczeństwo, a raczej wręcz jego iluzję bo bezpieczeństwo można oferować gdy jest faktyczne zagrożenie a tego w moim odczuciu brak.

    Dlatego moim zdaniem nie ma takiego nacisku ze strony USA na zmianę linii programowej MON. Im Polskie wojsko jest potrzebne do robienia za mięso armatnie a im słabsze WP tym większą wartość mają paciorki w postaci brygad w Polsce etc.

    Trzeba pamiętać że Polska jest tylko bantustanem zamieszkanym przez murzynów. Od Sejmu Niemego w Polsce był tylko podrygi w kierunku niezależności i samostanowienia ale te szybko przykrócali różnej maści “patrioci”. Tak więc pisząc o uzdrawianiu formacji która jest częścią systemu tego samostanowienia (przynajmniej na morzu) nie zapominajmy że nie dla psa kiełbasa.

    • Panie Marcinie,

      Zgoda co do gry globalne o dominację, ale jeśli chodzi o to co Pan nazywa stymulacją, to w naszym regionie inicjatywa jest w rękach Rosji anie USA. Zarówno USA jak i Europa działają na razie reaktywnie. Podobnie przecenia Pan w mojej ocenie wpływ Stanów Zjednoczonych na program rozbudowy marynarki wojennej Australii. Co do przepłacania to pewnie ma Pan rację ale to dotyczy wszystkich krajów stawiającym na własny przemysł przy jednostkowych zamówieniach połączonych z brakiem kompetencji. Tyle, że niektóre państwa robią to świadomie, jak Kanada.
      Silna militarnie Polska wcale nie będzie bliżej Europy a dalej od USA. Wręcz przeciwnie, bo Europa unika użycia siły w polityce zagranicznej w przeciwieństwie do USA. Spojrzenie Amerykanów na naszą siłę militarną jest raczej pochodną NATO a więc wzywają nas do zwiększenia wydatków na zbrojenia. Poza NATO to tak jak Pan wspomniał widzimy grę pozycyjną na szachownicy a więc nasza wartość dla USA zawiera się w dostępie do baz czy teatru działań. Nawet to jest kontrowersyjne, bo przez lata NATO i USA unikały bazowania w Polsce nie chcąc prowokować Rosji. Teraz interesy Europy i USA trochę się rozchodzą i takie bazowanie w Polsce jest interesującą opcją dla USA ale niekoniecznie Europy. Im nasza armia nie jest potrzebna do niczego, bo nie są zainteresowanie rzeczywistą walką z Rosją tylko powstrzymaniem Rosyjskiej ekspansji wpływów (a nie ekspansji terytorialnej).
      Pana komentarz o “patriotach” jest gorzką pigułką ale ma w sobie ziarno prawdy – niestety.

      Pozdrawiam,

      Przemek

    • Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że cytuję: “Polska jest tylko bantustanem zamieszkanym przez murzynów” Generalnie uważam wręcz, że jest on obraźliwy i nie przystoi pisać tego komuś kto jak rozumiem uważa się za Polaka. Krytycyzm i przenikliwość nie muszą iść w parze z brakiem szacunku dla własnej Ojczyzny.

      Odkładając zatem na bok tę wstępną uwagę to nie zgadzam się już tym razem na płaszczyźnie merytorycznej z tezą o naszej roli statysty. Pewnie, że nie decydujemy o tym w jakim kierunku zmierza geopolityka mocarstw. Pewnie nie zapobiegniemy wybuchowi wojny ale…właśnie tak czy inaczej możemy się któregoś dnia obudzić w sytuacji konfliktu czy to lokalnego czy nawet światowego. Trzeba być na ten moment przygotowanym (do obrony terytorium kraju ale i możliwości żeglugi na Bałtyku, swobodnego dostępu do naszych portów, ochrony naszych statków w różnych miejscach globu etc.).

      Dla mnie to są rzeczy oczywiste, dla Pana nie? Z narzekania wyłącznie i rezygnacji oraz z wizji, że i tak wszystko rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami na Kremlu, w Waszyngtonie i Pekinie nic dobrego dla nas nie może wyniknąć…

    • Przepraszam z góry za długość wpisu.

      Panie Marcinie

      Nie ma pan racji co do tego gdzie leży inicjatywa. Należy rozróżnić ogólne ambicje Rosyjskie jako kraju przekonanego o swojej mocarstwowości oraz działania Rosji w konkretnych kierunkach (np Ukraina czy Syria). Rosja była i jest wciąż w permanentnej defensywie geopolitycznej a to co obecnie widzimy to tylko próba odwrócenia niekorzystnych dla siebie trendów poprzez wykorzystanie luk powstałych w rezultacie bardzo niechlujnie prowadzonej polityki amerykańskiej. To o czym pan zapomina to właściwa dla geopolityki skala czasu. Geopolityka jest jak wojna, najpierw jest długie mozolne przygotowania, wyczuwanie przeciwnika a potem gwałtowna akcja (lub seria akcji) która zmienia układ sił i rozpoczyna następne przygotowania. W mediach jesteśmy nauczeni postrzegania geopolityki ale nawet polityki i wojny wyrywkowo, epizodycznie a tymczasem tam kluczem są plany i strategie układane latami i tak samo latami egzekwowane. Ukraina jest odpowiedzią na rozszerzenie amerykańskiej strefy wpływów z okresu prezydentury George Busha, czyli faktycznie dominacji radykalnych neokonserwatystów w polityce zagranicznej. Rozszerzenie NATO o Polskę, Czechy i Węgry było jeszcze dla Rosji do przełknięcia ale po 2001 nastąpiła eksplozja amerykańskiej aktywności na świecie, która była również rezultatem przyzwolenia Rosji (a częściowo niemocy) wobec rozszerzenia w NATO w 1999: (1) rozszerzenie NATO o Państwa Bałtyckie i Słowację w 2004, (2) rozszerzenie NATO o Rumunię i Bułgarię w 2007, (3) misje wojskowe w Gruzji po “rewolucji” w 2004, (4) bazy wojskowe do operacji w Afganistanie które Rosja równoważyła własną obecnością w byłych republikach na mocy bilateralnej umowy z USA. Ten ostatni element jest nie do przecenienia z uwagi na znaczenie Azji środkowej i Kaukazu/Morza Kaspijskiego dla Rosji, także w kontekście współpracy z Chinami które sa kluczowym strategicznym odbiorcą surowców (podstawa rosyjskiej gospodarki) niezależnym od USA politycznie.

      http://apjjf.org/data/new_us_bases.png

      Bardzo pouczająca mapa z tego artykułu: http://apjjf.org/-Catherine-Lutz/3389/article.html

      USA potrzebują kontroli nad surowcami dla Chin które są tam dostarczane na dwa sposoby – drogą morską oraz drogą lądową. Droga morska chwilowo jest bezpieczna bo USA ma mocną pozycję i zbieżność interesów z Indiami (aczkolwiek w dalszym ciągu nie potrafią sie dogadać, widać dziedzictwo brytyjskiej arogancji). Droga lądowa jest trudniejsza ale jeżeli uda się zakłócić stabilność dostaw z Azji środkowej to pozostaje tylko Północno-Wschodnia Syberia a to są niewystarczające zasoby, i przyczynek do konfliktu z Rosją. Ten plan był ułożony pod koniec lat 90tych w odpowiedzi na rozpad ZSRR i awanturnictwo George W Busha było tylko sprytnym wykorzystaniem terroryzmu jako przykrywki do osiągnięcia tych właśnie celów mających na uwadze jedno – uzyskanie kontroli nad energetycznym kurkiem wobec Chin.

      Wracając do Europy – wojna w Gruzji była bodźcem do zażegnania ewentualnego zbliżenia Gruzji i NATO, Ukraina wynikła jako operacja zabezpieczająca przejęcie Krymu w sytuacji wrogiego przewrotu w Kijowie, Syria jest próbą wymuszenia zmiany polityki USA w sytacji gdy ta zaczęła ewidentnie kuleć (Libia i Syria w latach 2011-2013 to porażki USA oraz pokaz niekompetencji w polityce zagranicznej, oraz uzależnienia od Arabii Saudyjskiej). Również uaktywnienie się Rosji w rejonie Morza Bałtyckiego ma charakter bardziej symboliczny niż faktyczny. Rosja pręży muskuły na wszelki wypadek i na użytek wewnętrzny ale histeria jaka zapanowała w regionie jest głównie rezultatem zaniechania odpowiedzialności za własną obronę w poszczególnych krajach (w tym Polski) które się “murzyńsko” wkupywały w łaski neokonserwatystów aktywnościami misyjnymi nie robiąc nic w celu uzdrowienia własnej obronności. Drugim czynnikiem jest medialna ofensywa Amerykanów którzy rozpętali histerię w mediach dużo większą niż to co jest w stanie zrobić Rosja. Rosja ma bardzo ograniczone pole manewru do oddziaływania na kraje nie będące w jej kręgu kulturowym (tu kluczowy jest język!). Zwracam uwagę na to że faktycznych rosyjskich trolli w Polsce jest niewielu podczas gdy cała masa jest trolli i pożytecznych idiotów “amerykańskich” (lub neokonserwatywnych amerykańsko-izraelskich) które generują sensacje z niczego. Mamy ogromne ośrodki wpływu w Polsce które sa bezpośrednio powiązane lub wprost podporządkowane istytucjom powiązanym z USA. Radio Maryja, wszystkie “niezależne” media “prawicowe”, TVN, organizacje Sorosa – one wszystkie grają pomimo różnic w postawach – do jednej bramki, a jest nią amerykańska dominacja w regionie.

      Rosja gryzie, a raczej próbuje kąsać, ale robi to ponieważ jest bita kijem przez Amerykę niczym pies łańcuchowy któremu ktoś łańcuch przykrócił tak że nie może człowieka z kijem zaatakować. To nie czyni z Rosji niewiniątka, tylko tłumaczy kto faktycznie ma inicjatywę. Nie pies, ale człowiek. Nawet jeżeli człowiek stoi z pustymi rękami a pies wariuje na łańcuchu to pamiętajmy że pies pamięta jak był bity i szczeka na wyrost. A dlaczego mówię o Rosji jak o psie na łańcuchu? Bo w tej metaforze panem domu którego strzeże Rosja są Chiny. To jest właściwa ocena sytuacji geopolitycznej w Europie którą opieram o styczność z Amerykańską polityką od dobrych 15 lat, oraz swoje doświadczenie z wystarczająco długiej bytności w tym kraju. Polska musi zmienić optykę inaczej nigdy nie przestanie być “murzynem” jak to ujął Radosław Sikorski, notabene agent wpływu Waszyngtonu czyli osoba mocno dwuznaczna. Jesteśmy zaślepieni rusofobią z jednej strony i kompleksami wobec Europy z drugiej i, tak jak w IRP szlachta którą interesowało tylko utrzymanie ziem i chłopów, jesteśmy rozgrywani przez kraje które działają w zupełnie innej płaszczyźnie.

      Silna militarnie Polska (zależy co przez to rozumiemy oczywiście) będzie zdecydowanie dalsza od USA (zależy co przez to rozumiemy oczywiście) bo kraj silny to kraj mniej przestraszony i zakompleksiony. Kluczowym czynnikem dla którego Polska odwraca się od Europy pomimo naturalnego interesu ekonomicznego, jest właśnie przekonanie że Europa nie stanie w obronie Polski. Pomijam już przed czym i dlaczego miałaby bronić ale zwracam uwagę że to jest główna o ile nie wyłączna retoryka. Wszystkie projekty międzymorzy etc należy włożyć między amerykańskie inspiracje, podobnie jak wrogość wobec Niemiec w środowiskach “prawicowych”. To są wizje generowane przez działające z ramienia Waszyngtonu think-tanki, które potem sie sprzedaje jako “polskie” i “naturalne”. Jedyne co jest tu polskie i naturalne to nasze kompleksy i niewiedza. Nie jest to zrozumiałe z punktu widzenia Polaka w Polsce, trzeba stanąc poza horyzontami jakie ogranicza nam geopolityka w regionie i najlepiej przypatrzeć się historii ostatnich 30 lat z perspektywy Ameryki. Ja miałem taką okazję i przecieranie oczu ze zdumienia trwalo u mnie dobre 5 lat, a też na poczatku myślałem tak jak pan. Byłem też wielkim entuzjastą Ameryki i ogólnie świata Anglosaskiego, dopóki nie spotkało mnie brutalne przebudzenie spowodowane… codziennym życiem w tym społeczeństwie i otarciem się o tamtejszą politykę.

      Reasumując nie chodzi to o odwrót od USA jako sojusznika czy silniejszego partnera – bo ten jest przydatny chociażby dla naszej własnej polityki – ale o zmianę stosunków z “murzyńskiego” gdzie Polska prosi się o przysłowiowe zrobienie laski, często sobie na szkodę, na bardziej rozważne i skalkulowane gdzie Polska posiada faktyczne korzyści, tak jak chociażby miało to miejsce w latach…. 90tych. Nie oszukujmy się że wzięto nas do NATO czy nawet UE na piękne oczy, poparcie dla rozszerzeń w USA było istotnym czynnikiem. Nie oszukujmy się też że Polska nie jest rozgrywana przez USA do osłabiania Unii, co akurat bezpośrednio uderza w (nas, obywateli) gospodarcze interesy. USA siedzą za oceanem i ich nie obchodzi czy się im Unia “wymsknie” tak jak “wymsknęło” się im przy genialnym planie transformacji Bliskiego Wschodu. USA cel swój np w Syrii osiągną, widać to po działaniach z SDF, ale jakim kosztem dla społeczeństwa syryjskiego? Ukraina jest obecnie cynicznie przehandlowywana Rosji pomimo dużego zaangażowania służb od samego początku przewrotu. A jeżeli ktoś łudzi się że przeciętny Amerykanim patrzy na Polskę odmiennie od Syrii czy Ukrainy to – ponownie – powinien pomieszkać trochę w USA. Na razie Polska jest śmiesznym kosztem uzależniana od USA i skłócana z UE i z Rosją, podczas gdy naszym celem jako Polski jest być zintegrowanym z Unią i używać USA jako czynnika korygującego politykę Unii wobec Polski oraz być relatywnie nautralnym wobec Rosji. To wymaga umiejętnej polityki, a to co mamy obecnie to warcholstwo pierwszej wody (ale za to potrafią jeść widelcami) kreowane przez tę część społeczeństwa dla której marzeniem przez lata był wyjazd (na czarno) do Hameryki i główny czynnik zawyżający stosunek odmów w przyznaniu wiz.

      Argumenty jakie wysuwa pan wobec stanowiska kraju który jest biedny, nieucywilizowany i przeżywa kryzys demograficzny – a więc w pierwszej kolejności powinien skupić się na poprawie jakości życia obywateli i zahamowaniu masowej emigracji – są kuriozalne. Również stwierdzenie że Unia nie lubi używać siły, przedstawiane jako negatyw, jest kuriozalne. W Europie nikt nie chce wojny… poza twardogłowymi w Pentagonie (a i oni niechętnie). Nawet Rosja nie chce wojny, a już wogóle nie z Polską bo nie ma o co. Jedyny powód dla rosyjskiej wrogości wobec Polski to obecność militarna USA. I tu ma pan rację, USA nie przenosiły baz dążąc do poprawy stosunków z Rosją zwłaszcza że – i to podkreślam – kiedy nie budowano baz politycznie przesuwano granice amerykańskiego protektoratu z tych:

      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7c/NATO_and_the_Warsaw_Pact_1973.svg/220px-NATO_and_the_Warsaw_Pact_1973.svg.png

      na te:

      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/bd/EU_and_NATO.svg/1280px-EU_and_NATO.svg.png

      Jest różnica w tym jaki komfort strategiczny i pole manewru mają obie strony (USA i Rosja) w przygotowaniu do konfliktu – czyli kluczowej fazie w rozgrywce geopolitycznej, która często determinuje wynik bez potrzeby wszczynania walk? Rosyjska sfera wpływów sprowadza się do próby pokojowej kohabitacji Rosji z EU w latach 2000-2012 (w polityce) oraz do Białorusi i Wschodniej Ukrainy ew Kaukazu (fizycznie) a po Majdanie/Krymie/Donbasie to nawet jeżeli Ukraina popadnie w marazm i permanentny kryzys to nigdy oni nie staną się pro-rosyjscy. Tak więc granica faktycznej sfery wpływów Moskwy się znów przesunęła. Tak więc opowieści o tym jakby Amerykanie coś próbowali “bronić” w sytuacji gdy tak naprawdę mamy do czynienia z ciągłą, nieustająca ekspansją determinowaną przez umacnianie się Chin jest niedorzeczna i świadczy o tym że ma pan całkowicie błędną optykę na problem.

      Stosunki USA z Rosją determinuje układ sił między Chinami a USA. Im silniejsze są Chiny tym bardziej USA muszą dusić Rosję i tym mocniej będą podkręcać histerię i tworzyć atmosferę zagrożenia i potrzebę “obrony” Europy. W istocie jest to cyniczna gra na utrzymanie Europy w uzależnieniu od USA i przeciągnięciu Rosji na stronę Ameryki, lub osłabieniu jej w takim stopniu że Chiny otwarcie będa musiały się postawić wobec Rosji tak jak Rosja wobec Ukrainy. Polecam wyrzucić do kosza polskie media i skupić się na mediach amerykańskich i zachodnioeuropejskich – bardzo wyraźnie widać trendy, jak i sugestie które pare lat później pojawiają się “znikąd” na lokalnej scenie politycznej i są omawiane przez różnego rodzaju “mądre głowy” w telewizji czy gazetach czy internecie. Jest zastanawiające to że temat politycznego i gospodarczego (czyli dziedzin które narzucają cele wojsku) współzawodnictwa między USA a Chinami który jest tematem nr 1 w USA i na zachodzie jest przemilaczny przez polskie (lub jak niektórzy lubią pisać “polskojęzyczne” ) media. Rosja, Rosja, Rosja, Rosja.

      Tak więc reasumując USA dążą do tego aby skłócając Polskę z Unią oraz z Rosją skierować oba ośrodki polityczne wyższej kategorii geopolitycznej niż nasz zapyziały kraik na pożądane przez siebie tory. To nie jest pożądana sytuacja dla Polski ponieważ niszczy ona nam życie polityczne w kraju podporządkowując potrzeby wewnętrzne potrzebom zewnętrznym (i obcym!) i prowadzi do uzależnienia od kraju który nie traktuje nas jako priorytetowego partnera. Trzeba wziąć na nią poprawkę i nie traktować tego jako sytuacji docelowej bo nie tylko utrwalamy szkodliwą dla kraju patologię ale stawiamy się w sytuacji w której zmiana polityki na szczeblu najwyższym spowoduje że Polska zostanie jak w 1945. Efekty może nie będa takie same ale utrata pozycji politycznej. Polska ma obecnie unikalną pozycję w historii aby wypracować coś korzystnego – nie było takiej nie przymierzając od 1700 – ale jednocześnie jest to sytuacja w której można przegrać bardzo wiele. Zawsze kiedy dużo jest do wygrania można dużo przegrać. Ja dlatego znając ograniczenia Polski proponuję… umiar. Choć raz w historii zachowajmy się mądrze, a nie jak idioci.

      Dlatego w pełni popieram “oślą łączkę” choć może w trochę innej formule, a jedynie przestrzegam że warunki gry nie narzuca nam Rosja ale USA (i Chiny ) w pierwszej kolejności. Rosja i UE na razie tylko reagują i nawet jeżeli wydaje się to jako inicjatywa to jest to złudzenie wynikające z niewystarczającego przeglądu i zrozumieniu długoterminowego układu sił.

      Odnośnie Australii i Kanady: absolutnie nie przeceniam wpływu USA na rozbudowę RAN. Jest on przemożny i wpływy USNavy są widoczne na wszystkich szczeblach tej formacji. To właśnie Kanada pomimo bliskości jest mniej związana z USN pod względem wpływów. Nie można też powiedzieć że Kanada prowadzi swój program budowy okrętów konsekwentnie – to katastrofa, a faktycznie ogromny program ochrony miejsc pracy, podobnych rozmiarów co Australia. Ani jeden ani drugi kraj nie posiadają obecnie kompetentnego przemysłu stoczniowego co pokazują dobitnie kwoty przeznaczane na te programy. Jeżeli koszt okrętu wynosi 1.5-2-krotność kosztu budowy danego okrętu w Hiszpanii czy Francji które przecież też z problemami się borykają i ma to miejsce przy sporych seriach produkcyjnych to wiadomo że zawiera się tam transfer know-how na fundamentalnym poziomie. Kompetentny przemysł nie potrzebuje takich udogodnień, ale wytwarza je sam.

      Pozdrawiam.

      ———————————————————————————————————————————————————

      Panie Robercie.

      Proponuję odświeżyć sobie: (1) czytanie ze zrozumieniem oraz (2) historię ekspansji Brytyjskiej w Afryce w XIX wieku.

      Proponuję sobie dać na wstrzymanie z prymitywnym “patriotyzmem” i klasyfikacją ludzi na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków na podstawie tego jak wypowiadają się o swoim kraju i społeczeństwie. To z reguły sygnalizuje osoby niezdolne do samokrytyki i nierozumiejące tego że postawy a nie słowa czynią człowieka. Dla mnie prawdziwszym Polakiem jest osoba narzekająca na kraj ale pracująca na jego poprawę niż pozer który na pokaz demonstruje uwielbienie dla ojczyzny a na codzień dewastuje ją przez swoją głupotę. Takimi “prawdziwymi Polakami” byli swojego czasu m.in. szlachta którzy stanęli w obronie Rzeczpospolitej. Mam na myśli oczywiście Targowicę, bo wizja historyczna w której obrońcami Rzeczpospolitej są kręgi oświeceniowe to wytwór emigracji zaborczej – de facto historia pisana przez zwycięzców.”Prawdziwi Polacy” to byli ci którzy za inspiracją obcych mocarstw polecieli gryźć zaborcę w Powstaniu Styczniowym które musiał ukrócić… car Aleksander, przywracając większości Polaków podstawowe prawa t.j. wyzwalając chłopstwo.

      Dobrze pamiętać o tym że w historii dziwnym trafem ci co najgłośniej krzyczeli o miłości ojczyzny byli tymi którzy ją wykrwawiali na śmierć i skazywali całe pokolenia na emigrację. To jest faktyczny powód dla którego można wstydzić się swojego kraju i jego historii i jednocześnie uważać się za Polaka i nie podzielać kompleksów i upośledzenia “słusznych” (a może powiniem napisać dosadniej – prawilnych) rodaków. Nie uznaję i nigdy nie uznam patriotyzmu który zakazuje krytyki cech które są negatywne. Polak nie jest “lepszy” ani nie staje sie lepszy przez bycie Polakiem ale przez bycie lepszym jako jednostka i jako społeczeństwo.Jeżeli piszę o Polsce jako o murzyńskim Bantustanie to piszę to w obrzydzeniu wobec tego co społeczeństwo pokazuje w porównaniu do tego co wiem że pokazać by mogło (ale nie chce bo jest zbyt głupie, zbyt leniwe etc). Na razie ani społeczeństwo ani kraj na szacunek nie zasługują, a za darmo nic nikomu sie nie należy poza naszymi dziećmi. Na razie Polska niestety ma swoje dzieci gdzieś, a nie ma lepszego dowodu na to że ktoś na szacunek nie zasługuje jak podejście do przyszłości następnych pokoleń. Tak więc na razie piszemy ojczyzna, z małej, z racji preferencji wobec bytów rzeczywistych a nie nierzeczywistych. A jak ktoś potrzebuje sobie wymyśleć wyższą siłę bo nie potrafi zrealizować się w życiu to polecam drogę miłosierdzia, może być chrześcijańskie ( z racji tradycji kulturowej). Jest wiele osób na świecie które potrzebują pomocy innych. Jest to chlubniejsza droga niż pohukiwanie o dumie narodowej i czyni z człowieka lepszego Polaka niż najlepsiejszy “patriota” no i byt nierzeczywisty też bardziej chlubny. W każdym razie ja jako osoba niereligijna stawiam “Królestwo Niebieskie” ponad “Ojczyznę”.

      Taka uwaga na przyszłość, do przemyślenia, w ramach retorty za pański zupełnie nieuprawniony komentarz. Proszę się zawsze upewnić że wie pan co rozmówca ma na myśli zanim pan skrytykuje, bo potem wychodzą takie kwiatki jak ten powyżej.

      W kwestii drugiego i trzeciego akapitu zwracam uwagę że PGZ nie posiada potencjału do samodzielnego realizacji okrętów, MON nie posiada budżetu który by na to pozwalał, minister kierujący resortem jest zainteresowany kreowaniem własnej pozycji politycznej kosztem wojska więc marynarka gdzie nakłady na głosy i poparcie są najniższe sa najmniej potrzebne. Jednocześnie marynarka to coś więcej niż okręty. Polska miała okręty a mimo to nigdy nie potrafiła ich wykorzystać co dobitnie demonstruje aktywność MW od 1999. Tak więc w pełni zgadzam się że kluczowe dla Polski jest obecnie nauczenie się podstaw w tym tworzenia struktur kadrowych, tworzenia doktryn, budowy i wdrażaniu floty a nie pozyskiwanie okrętów których nie będziemy potrafili wykorzystać. Prawda (smutna) jest taka że nawet omawiane tu pozyskanie fregat z Australii nie poprawi znacząco sytuacji MW bo okrety beda stały w porcie, tak jak poprzednie bo ani MON ani DMW nie potrafią wykonać swoich podstawowych obowiązków. To jest sytuacja jak z Leopardami 2A5. Co z tego że je mamy jeżeli nie ma dla nich załóg a minister w dodatku likwiduje w swojej nieskończonej mądrości jedyny powód dla ich bytności w Żaganiu (zastąpienie modernizowanych A4) tym samym de facto likwidując 10BKPanc w perspektywie 2-3 lat?

      To są faktyczne problemy z jakimi mierzy się Polska. Abecadło państwowości w której rządza miernoty na wszystkich możliwych szczeblach, a nie brak okrętu do zwalczania Floty Bałtyckiej. Przypominam że IRP upadała mając tyle samo szabel co wiek wcześniej kiedy gromiła wrogów. To co się zmieniło to umiejętność postrzegania celów i zasad.

      Pozdrawiam.

      • Panie Marcinie,

        Przede wszystkim dziękuję Panu za tak dobitne wyłożenie swoich poglądów. Trudno mi będzie odnieść się do wszystkich punktów więc poruszę tylko niektóre. Niezależnie od perspektywy czasu, świat Zachodu ale nie tylko, bo ONZ skupia większość państw świata w tym Rosję, uznaje prawo do samostanowienia narodów. Poczynając on Polski, to my staraliśmy się przekonać Amerykanów do zgody na wstąpienie do NATO a nie odwrotnie. Amerykanie wcale nie byli tacy skorzy i zajęło to trochę czasu i wysiłku. Drugim filarem bezpieczeństwa Polski wówczas pojmowanego było uczestnictwo w Unii Europejskiej i to właśnie ta Unia i jej traktat z Ukrainą a nie działania USA były bezpośrednim powodem interwencji Rosji. O przynależności Ukrainy do NATO mowy nie było zwłaszcza, że sama Ukraina tego nie chciała.
        Kraje Europy Środkowej czy Wschodniej z definicji odrzucają zasadę podziału świata na strefy wpływów mocarstw. To, że jak na razie wolimy być częścią Zachodu jest również naszym wyborem.
        Jeżeli Pan uważa, że kampania medialna USA jest większa niż Rosji to chyba żyje Pan w innym świecie niż ja. przepraszam, ale prężenie muskułów Rosji nie jest niegroźne, chociaż ma Pan rację, że bałtyk nie jest dla Rosji regionem strategicznym, ale jak zauważył adm. Stavridis – dość czułym ze względu na odległości pomiędzy stronami w konfrontacji. Zgadzam się również, że w Polsce część reakcji jest histeryczna zwłaszcza w wydaniu obecnego rządu.
        Jeżeli fantastyczne koncepcje Międzymorza i demonstracyjna anty-niemieckość obecnego rządu jest dla Pana rezultatem manipulacji polityki amerykańskiej, to przesadza Pan mocno.
        Ma Pan dość specyficzny sposób widzenia świata – kraj silny militarnie będzie mniej zakompleksiony i przestraszony. Rosja jest potęgą militarną więc czego się boi? Amerykańskich wpływów w Polsce? Siła Państwa nie leży w sile militarnej albo z pewnością nie tylko w niej. I nie używam niechęci Europy do używania siły jako argumentu negatywnego.
        Jeżeli powodem wrogości Rosji wobec Polski ma być obecność militarna USA, to takiej nie było przez ostatnie 25 lat. A to, co się pojawia tera jest czymś w rodzaju trip wire. Jeśli to ma być powód wrogości Rosji to jest to kraj wystraszony i potężny militarnie. Wpada Pan w sprzeczność.
        Pana poglądy na Ukrainę są mocno pro-rosyjskie. Być może był Pan długo w Stanach, ale na Ukrainie – nie. Przepraszam, że wątku nie rozwijam.
        Ogólnie rzecz ujmując, widzi Pan w USA demona żonglującego wszystkim i wszystkimi. Oczywiście, że taki hegemon ma swoje interesy i o nie dba. Jednak poziom ubezwłasnowolnienia Europy i Polski jaki Pan przedstawia jest karykaturalny.

        Co do murzyńskości i Bantustanu kilka słów. Określenia, których Pan użył są pejoratywne, to znaczy umniejszające z negatywną oceną. Część osób może się poczuć urażona i to powoduje, że takie sformułowania należy używać ostrożnie. Z drugiej strony klasyczna triada Dobra, Piękna i Prawdy każe nam spojrzeć wgłąb, czy w pejoratywnej wypowiedzi tkwi jakaś prawda. Wówczas nie powinna być powodem urazy ale smutnej autorefleksji. Ma Pan wiele bolesnych i prawdziwych uwag w swojej wypowiedzi ale mam wrażenie, że przemawia przez Pana gorycz.

        Pozdrawiam,

        Przemek

        • Panie Przemku.

          Zacytuję jedno zdanie, które dobrze podsumowuje naszą dyskusję oraz pokazuje dlaczego poza wymianą stanowisk nie ma ona wiele sensu:

          “Jeżeli Pan uważa, że kampania medialna USA jest większa niż Rosji to chyba żyje Pan w innym świecie niż ja. ”

          To jest kwintensencja tego dlaczego nie dojdziemy do porozumienia. Ma pan ogromne tendencje do upraszczania , co prowadzi do karykaturalnych wniosków których nijak nie można wyciągnąć z tego co pisałem.

          Ja zwracam uwagę tylko na to że histeria nad Bałtykiem jest wynikiem szerszej histerii którą tworzą Stany Zjednoczone dla realizacji własnej polityki i ta polityka w swoim centrum ma na założeniu zmuszenie UE do poparcia pozycji USA która uderza w Rosję i jej interesy energetyczne w rozgrywce z Chinami. UE chciałoby prowadzić dużo mniej agresywną politykę wobec Rosji i ma silne interesy szukające ekonomicznych związków z tym krajem, podzas gdy USA ich nie posiadają, reprezentują ich bezpośrednich konkurentów i chcą bardziej agresywnej polityki bo to pozwala im na lepszą pozycję negocjacyjną w przyszłości. W związku z tym chodzi o to że pisząc priorytety dla wieloletnich planów rozwoju marynarki trzeba brać pod uwagę że zagrożenia wynikają z czynników zewnętrznych a więc nie są wynikiem wrogości Rosji wobec Polski samej w sobie. Gdy te czynniki zelżeją to i zagrożenia znikną. I przeciwnie, gdy się nasilą to zagrożenia wzrosną. Polska nie jest tu czynnikiem sprawczym samym w sobie. Takie są fakty i taka jest bardzo powszechnie akceptowana interpretacja – poza Polską, bo do nas tego typu myślenie dociera bardzo powoli. Jak cywilizacja to bantustanu.

          Jeżeli pan tego nie widzi to co mi pozostaje do powiedzenia jak zachęcić do poszerzenia wiedzy w temacie bo niestety ma pan ogromne braki. Tu jednak rozmowa powinna być o marynarce i zahaczać tylko o politykę w ramach potrzeby więc nie chcę pisać drugiego eseju o geopolityce, zwłaszcza gdy pierwszy został tak nieskutecznie odczytany. To co chciałem dodać jest straszczona w akapicie powyżej. Reszta to byłby zbędny off-topic który w dodatku mógłby pan zignorować bo po co utrudniać sobie życie na siłę. Ani ja, ani pan nie mamy wpływu na to o czym rozmawiamy. 😉

          Pozdrawiam.

          • Panie Marcinie,

            Zgadzam się z Panem co do wpływu zewnętrznych czynników na nas. Gra hegemonów o wpływy w świecie oczywiście będzie zmieniała nasze otoczenie. Neguje Pana rozłożenie akcentów czy odpowiedzialności za wydarzenia pomiędzy USA I Rosją. USA są aktualnym hegemonem i próbują pozycję utrzymać natomiast Rosja to kontestuje i jest stroną inicjującą wydarzenia. Co do nas, to zawsze byliśmy strefą wpływów Rosji i nawet jeśli wrogość nie ma tu nic do rzeczy, to wspomniana przez Pana geopolityka tak.
            Swoją wiedzę poszerzam w ramach możliwości. Czytam również pozycje z relacji międzynarodowych i geopolityki, chociaż jestem z wykształcenia inżynierem. Nie mamy wpływu na politykę hegemonów ale jakiś wpływ na własny los mamy. W przeciwnym wypadku byłby to zwykły fatalizm. Może w ramach rewanżu poczyta Pan coś z psychologii?

            Pozdrawiam,

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)