Jun 092017
 

Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej sprowadza rolę Marynarki Wojennej RP do „przygotowania obrony polskiego Wybrzeża i uniemożliwienia przeciwnikowi panowania nad południowym Bałtykiem”. Pytanie, czy to najlepsze rozwiązanie dla Polski i jej morskiego rodzaju sił zbrojnych jest źródłem kontrowersji. Pozostaje nam wierzyć, że polemika z autorami odnośnie samej idei doprowadzi do stworzenia propozycji mieszczącej się w ramach logiki koncepcji ale o potencjalnie szerszym zastosowaniu.

Historyczne przykłady strategii obrony wybrzeża pokazują ukryte założenia i granice stosowalności. Jeune Ecole, która powstała we Francji w końcu XIX wieku miała intencję bronić wybrzeża Francji przed atakami Brytyjczyków. Straciła całkowicie na znaczeniu po podpisaniu Entente Cordiale w 1904 roku z Wielka Brytanią i zmianie potencjalnego wroga na Niemcy – lądową potęgę, z którą Francja graniczyła. Późniejsza kopia w postaci Młodej Szkoły w Związku Radzieckim została zarzucona przez Stalina, ale nawet gdyby tak nie było to nie przetrwałaby II wojny światowej gdy Niemcy zajęli bazy floty w trakcie kampanii lądowej. Ideą zainteresował się również wielki innowator Sir John Fisher i stworzył koncepcję Flotilla Defence. Pomysł nie wypalił po części z powodu zbyt dużych obietnic technologii, która była wciąż niedojrzała a po części z braku poparcia dla idei. Gdy zabrakło Lorda Fishera jego następcy natychmiast porzucili koncept. Współczesny przykład Chin wskazuje na jeszcze inny aspekt. Początki Chińskiej marynarki wojennej wiązały się z pojęciem aktywnej obrony i „partyzantki na morzu”. Jednak chęć rozszerzenia wpływów na morza wewnątrz 1-go łańcucha wysp doprowadziły do budowy floty kontroli morza gdyż zatarły się granice pomiędzy odmową dostępu a kontrolą morza na tak wielkich obszarach. Stąd pierwszy wniosek:

  • Jeśli spodziewamy się ataku ze strony sąsiada na lądzie, nie warto inwestować we flotę obrony wybrzeża więcej niż w lądową obronę tegoż wybrzeża. Całkiem przeciwnie, jeśli przeciwnikiem ma być zamorska potęga należy inwestować we flotę kontroli morza.

Oblężona i ostatnia baza Floty Bałtyckiej nie mogła stanowić oparcia dla okrętów, zamienionych w pływające baterie.

Źródłem obietnic podejścia odmowy dostępu jest zasięg współczesnej broni, który w przypadku naszego Bałtyku obejmuje całą jego południową część. Tak więc zakładamy posiadanie zdolności do rażenia ogniem przeciwnika w dowolnym punkcie obszaru i dowolnym momencie. Mamy jednak podskórnie dwa założenia, które historia weryfikuje raczej negatywnie. Ignorujemy pojęcie tarcia wprowadzone do teorii wojny przez Carla von Clausewitza oraz przyjmujemy za pewnik posiadanie ciągłego i skutecznego rozpoznania. Historia obfituje w przykłady braku skuteczności systemów pomimo ich teoretycznej zdolności do rażenia i rozpoznania. Wynik bitwy o Midway jest rezultatem przypadku a nie dobrego rozpoznania chociaż teoretycznie na pokładach lotniskowców bazowały samoloty rozpoznawczo-bombowe, krążowniki miały na wyposażeniu wodnopłaty rozpoznawcze a z Midway operowały Cataliny. Utarczki nocne z Tokio Express kończyły się początkowo porażką Amerykanów pomimo posiadania przewagi radaru. Wyciągnięcie wniosków z porażek i nauczenie się wykorzystywania radaru w sposób właściwy zajęło Amerykanom rok. Włosi nie byli w stanie sparaliżować dostaw na Maltę ani zapewnić osłony własnych konwojów do Afryki Północnej pomimo działań w zasięgu własnego lotnictwa lądowego i jego dominacji w powietrzu. Stąd wniosek drugi:

  • Warunkiem koniecznym choć niewystarczającym do użycia systemów rażenia dalekiego zasięgu jest bardzo dobre rozpoznanie i naprowadzanie. Ze względu na „tarcie” czyli nieprzewidywalność wypadków obecność innych sił „na miejscu” jest pożądana.

Pomimo ciężkich strat i trasy pod ciągłym atakiem lotnictwa, konwoje docierały na Maltę. Foto www.wlb-stuttgart.de

Rozumowanie w kategoriach odmowy dostępu nie daje głosu przeciwnikowi a przecież on też może symetrycznie zastosować swoje systemy odmowy dostępu. Przykładowo nasze samoloty patrolowe czy śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych nie będą mogły działać w zasięgu obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu przeciwnika. Podobnie nasze stawiacze czy niszczyciele min będą celem dla systemów odmowy dostępu przeciwnika. Wracamy wówczas do dobrze znanego pojedynku pomiędzy atakiem i obroną, w którym wszechstronność okrętów i ich użycie nie mieści się w kategorii odmowy dostępu. Kormoran stawiający miny na własnych wodach możemy nazwać systemem odmowy dostępu ale jeśli postawi te same miny na wodach przeciwnika będzie elementem aktywnej obrony. Zwalczanie min na własnych wodach nie będzie z kolei odmową dostępu chociaż będzie obroną. Walka z systemami odmowy dostępu może przyjąć różne formy co ponownie dowodzi, że każda akcja rodzi w końcu reakcję:

  • Nasycenie obrony celami rzeczywistymi i pozornymi,
  • Uniemożliwienie działania systemów rozpoznania i naprowadzania lub ich oszukanie,
  • Dezorganizacja centrów dowodzenia i przerwanie łączności,
  • Niszczenia środków rażenia,
  • Wzmacnianie własnej obrony

Stąd wniosek trzeci:

  • Działania przeciwnika prowadzą do zaniku asymetrii i grożą eskalacją kosztów podważając sens tezy o słabszej stronie skutecznie broniącej się przed silniejszym przeciwnikiem przy użyciu asymetrii.

Przeciwnik ma głos! Air-Sea Battle w początkowej fazie koncepcji. Foto www.globalbalita.com

Jak w świetle wyciągniętych wniosków możemy zmodyfikować strukturę floty zaproponowaną przez Koncepcję Obronną RP? Dokument zawiera tylko jedno zdanie na temat planowanego kształtu marynarki wojennej więc trzeba mu się przyglądnąć dokładnie. Równie ważne co mówi jest to czego nie mówi:

Dzięki wzmocnieniu nabrzeżnych jednostek rakietowych, załogowym i bezzałogowym platformom rozpoznawczym, nowoczesnym technikom walki minowej, a także nowym okrętom podwodnym, radykalnie wzrosną możliwości obrony Wybrzeża.

Trzy rzeczy rzucają się w oczy. Oczywisty kierunek platform rozpoznawczych obecnych również w poprzednim planie, ale zawieszonych w próżni; dość ogólnikowe określenie walki minowej dające szerokie pole dla nowych propozycji oraz brak wzmianki o rakietach dalekiego zasięgu przy okrętach podwodnych. Teraz musimy to wszystko złożyć w jakąś całość.

Wniosek pierwszy mówi o konieczności równowagi pomiędzy inwestycjami w bezpieczeństwo baz morskich a w to, co w nich bazuje. Mamy więc zachętę z jednej strony do wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej baz morskich oraz nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych a z drugiej do ograniczenia kosztów programu okrętów podwodnych czyli największej pozycji w budżecie. Potrzebny jest więc Kryl lub jakaś jego następna wersja rozwojowa i jasna decyzja bo program medialnie pojawia się i znika. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy aż prosi się o zintegrowanie w jego strukturach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, a obrona baz o Wisłę, gdyż poprzedni program modernizacji mówił tylko o bateriach krótkiego zasięgu. Z kolei redukcja kosztów programu Orka jest osiągalna przez rezygnację z rakiet dalekiego zasięgu i napędu AIP przy zakupie okrętów podwodnych. Innym tematem pozostającym poza marynarką wojenną jest Brygada Obrony Wybrzeża. Czy jest nią tylko z nazwy? Jeśli tak, to czy nie warto jej wydzielić jako osobnej specjalizowanej brygady i zastanowić się nad jej strukturą i wyposażeniem? I czy morze nie powinno być dla niej naturalnym polem manewru?

Wniosek drugi otwiera pole do popisu dla platform rozpoznawczych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę scenariusz otwartej wojny to bezbronne i załogowe systemy jak samoloty patrolowe powinny oddać pola platformom bezzałogowym i możliwie tańszym nawet za cenę pogorszenia osiągów i możliwości. Bezzałogowe platformy nawodne dają unikalną możliwość ciągłego monitorowania sytuacji pod powierzchnią wody. Obawa przed działaniem w trybie całkowicie autonomicznym powoduje konieczność możliwości ingerencji przez człowieka w określonych sytuacjach. Ilość wymienianej informacji a więc szerokość pasma będzie wpływała na wybór sposobu łączności. Na wodach terytorialnych do tego celu można wykorzystać Zautomatyzowany System Nadzoru Radarowego Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Pomocne mogą być przekaźniki łączności również w formie UAV.
Rozpoznanie z powietrza oferuje szybkość dotarcia do celu i wielkość obszaru monitorowanego. Pierwszym miejscem dla rozpoznawczych UAV powinna być struktura Nabrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, na rzecz którego prowadziłyby nie tylko rozpoznanie ale także identyfikację celu i ocenę skuteczności ataku.
Systemy podwodne oferują skrytość a więc mają zastosowanie w zbieraniu danych wywiadowczych blisko przeciwnika. Mogą również stawiać pojedyncze miny w miejscach trudno inaczej dostępnych. Trudności z łącznością zmuszają do większej autonomii takich systemów, są więc najtrudniejsze do realizacji ale dają z drugiej strony największe pole do popisu dla własnego zaplecza naukowo-badawczego.

Co jednak, jeśli systemy zawiodą albo nie spełnią oczekiwań czy po prostu nie zadziałają tak jak twórcy zakładali. Jest to naturalne w realnym świecie i chyba każdemu w domu „zawiesił” się komputer, chociaż nie powinien. Jednym ze sposobów jest dublowanie danego rozwiązania ale może to się okazać powielaniem tego samego błędu. Przykładowo zastępstwem dla baterii rakiet nadbrzeżnych jest w sposób naturalny lotnictwo szturmowe ale oba środki ataku mogą powielać problem złego rozpoznania. Innym rozwiązaniem alternatywnym jest obecność na miejscu okrętu uzbrojonego i kierowanego przez ludzi mogących oszacować sytuację i podjąć decyzję. Wychodzimy na przeciw wnioskowi trzeciemu, ale nie może to być okręt drogi bo byłby w sprzeczności z wnioskiem pierwszym. Niemniej otwiera to drogę do jakiejś formy rozwojowej Kormorana lub następcy Kaszuba, o czym dalej.

Wniosek trzeci przypomina nam, że jakakolwiek uzyskana przewaga asymetryczna będzie krótkotrwała co pcha nas w kierunku wzbogacenia arsenału o środki zarówno ofensywne jak i defensywne. Poczynając od tego co mamy czyli Kormorana, który poprzez swoją bezbronność nijak nie pasuje do koncepcji odmowy dostępu chociaż jest niezwykle wartościowym nabytkiem. Jego wersja rozwojowa oparta choćby o propozycje Remontowej mogłaby się wzbogacić o rozbudowane centrum dowodzenia dla kierowania nawodnymi USV do monitorowania sytuacji pod powierzchnią morza jak i elementy samoobrony. Najprostszym rozwiązaniem byłyby systemy obrony pasywnej, a w bardziej rozbudowanej wersji wsparte rakietami przeciwlotniczymi i przeciwrakietowymi krótkiego zasięgu. W końcu Umkhonto w marynarce fińskiej stanowi uzbrojenie ledwo 300 tonowych kutrów rakietowych.

Umkhonto ma zasięg 15km z widokami na 20km. I to na 300 tonowym okręcie> Cóż więcej potrzeba?

Ewolucja mogłaby jednak pójść jeszcze dalej jeślibyśmy dodali sonar holowany lub podkadłubowy do wykrywania okrętów podwodnych i zwiększyli prędkość okrętu. Wówczas Kormoran przekształca się bardziej w następcę Kaszuba. W zasadzie ta sama koncepcja tylko nigdy nie zrealizowana. SAAB ma propozycję 1.000 tonowego okrętu modułowego w swej odnowionej ofercie. Swego rodzaju kresem tej linii ewolucyjnej jest szwedzka korweta Visby, którą można zbudować ze stali co spowoduje wzrost wyporności ale ostatecznie okręt nie byłby wiele większy od oryginału. Alternatywą był Miecznik pozwalający na osłonę okrętów takich jak niszczyciele min ale program odłożono „na półkę”. Niemniej w dalszym ciągu można dodać Ślązakowi te same rakiety przeciwlotnicze i sonary co dla Kaszuba II. Zarówno Ślązak jak i Kaszub II byłby również lepszą platformą do stawiania min, gdyż po wycofaniu ze służby Lublinów nie ma na horyzoncie niczego zdolnego stawiać miny w liczbie większej niż kilka sztuk na raz.

Nowinki z Saab’a. Foto www.saab.com

W ostatecznym rozrachunku otrzymujemy flotę bardziej obrony wybrzeża niż odmowy dostępu ale o wiele bardziej elastyczną i użyteczną w czasach pokoju i kryzysu.

  21 Responses to “Jak się nie ma, co się lubi…”

  1. Panie Przemku

    Mamy przepychankę między kółkiem entuzjastów fregat z RBO sponsorowanych przez stronnictwo skupione wokół prezydenta i Tomaszem Szatkowskim dzielącym się swoimi “mądrościami” w ramach autopromocji Antoniego Macierewicza.

    Tak naprawdę jest to walka o głosy pomiędzy politykami którzy mają morze i marynarkę głęboko gdzieś, przy czym MON jest zdecydowanie większym szkodnikiem nie tylko z uwagi na priorytety (wojsko jako źródło głosów i poparcia – tak działają dyktatury i tak działa dziś WP!!!!) ale przede wszystkim z uwagi na to że tematem zajmuje się niekompetentny dyletant (a pozostali są tylko gorsi!).

    Po prawie dwóch latach rządów wszawej zmiany trzeba pogodzić się że nie będzie nawet prób osiągnięcia czegokolwiek i trzeba zaczekać do 2019… a może jeszcze dalej.

    Pozdrawiam.

    • Panie Marcinie,

      Ostra krytyka jest bardziej skuteczna jeśli skupia się na argumentach i unika obrazy oponenta. Odnośnie Pana Szatkowskiego to w jego życiorysieznajdujemy King’s College i Naval Postgraduate School a więc znacznie powyżej przeciętnej w Polsce. Mnie zastanawia w jaki sposób tę wiedzę Pan Szatkowski wykorzystuje.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        Dobrze jest mieć jakieś pojęcie o tym jak wygląda rzeczywistość którą się komentuje zanim zacznie się kometnować.

        King’s College nie prowadzi zajęć z wiedzy wojskowej. To jest szkoła dla cywili, którzy zajmują się polityką zagraniczną i konfliktami oraz polityką obronną kraju. Jeżeli miał pan okazję wizytować kierunek pt. “bezpieczeństwo narodowe” to jest to właśnie tego typu szkoła – kierunek dla kompletnych laików którzy muszą spełniać wymogi biurokratyczne w ramach walki o stanowiska. Programy takich uczelni są skonstruowane w taki sposób żeby osoba ta była w stanie operować hasłami bez ich głębszego zrozumienia.

        Pan Szatkowski w swoim bio pisze o specjalizacji na kierunek wywiadowczy. Że odchrząknę znacząco.. nie da się zrobić specjalizacji wywiadowczej na publicznej uczelni. To jest słowo-klucz do identyfikacji AGENTÓW WPŁYWU. Innymi słowy to nie pan Szatkowski czegoś się nauczył od profesorów ale profesorowie się nauczyli czegoś o panu Szatkowskim.

        Kursy w Monterrey i Shrivenham to krótkie kursy prowadzone dla cywili których zadaniem jest przede wszystkim ukształtowanie sposobu myślenia danej osoby na konkretne tory polityczne bo przyswojenie wiedzy, nawet ograniczonej, jest zwyczajnie niewykonalne w tak krótkim okresie. Człowiek taki ma się nauczyć powierzchownej współpracy ze strukturami wojskowymi i politycznymi USA i UK i ma poczuwać się że jest to formuła naturalna. Obydwa kursy stanowią dodatkowo przykrywkę do inwigilacji kandydata przez służby wywiadowcze obu krajów.

        We wszystkich trzech przypadkach chodzi o uformowanie agenta wpływu a nie wyedukowanie kompetnentnego polityka, zwłaszcza zdolnego do samodzielnego myślenia. Tomasz Szatkowski to taki dyskontowy Radosław Sikorski.

        Chciałbym zwrócić uwagę na to że kursy i studia o których piszemy są nakierunkowane na osoby które z założenia nie mają żadnej wiedzy w temacie. Osoby które chcą się specjalizować muszą dokształcać się samodzielnie lub edukują się w systemie edukacji wojskowej, który – o czym nie należy zapominać – zawiera również niezbędny element praktyczny. Wojskowi którzy studiują na uczelniach zachodnich to ludzie ktorzy przyswajają jakąś faktyczną wiedzę ponieważ posiadają już jakąś oraz mają doświadczenie praktyczne.

        Wojskowy idzie uczyć się współdziałania. Polityk idzie się nauczyć politycznego myślenia i mówienia to co trzeba. “To co trzeba” to realizacja polityki krajów-sponsorów a nie umiejętność reformowania wojska.

        W kwestii tego jak pan Szatkowski potrafi wykorzystać swoją wiedzę proponuję ponownie Geografię Wojskową Bałtyku. To jest praca która ma błędy merytoryczne na poziomie poprawnego posługiwania się mapami, o zabezpieczeniu logistycznym operacji morskich nie wspominając. To jest piękny przykład na to jak osoba po kursie ale z przerostem ego próbuje wykonać pracę sztabu ludzi po akademiach marynarki z wieloletnim doświadczeniem.

        Czy pan Szatkowski jest ponad przeciętną w Polsce? Bez wątpienia, bo przecietna w Polsce to Antoni Macierewicz. To nie czyni pana Szatkowskiego osobą kompetentną.

        • Panie Marcinie,

          Może w ramach odpowiedzi dwa cytaty ze stron wspomnianych uczelni:

          King’s College – The Defence Studies Department “DSD was created in 1997 as an integral part of the UK Joint Services Command and Staff College (JSCSC), which provides world-class command and staff training to the British Armed Forces.”
          “Department staff are engaged in the through-career delivery of education and training at the JSCSC and the London-based Royal College of Defence Studies (RCDS), both of which form part of the Defence Academy of the United Kingdom.”

          Naval Postgraduate school – “The Naval Postgraduate School is a graduate research university offering master’s and doctoral degrees in more than 70 fields of study to the U.S. Armed Forces, DOD civilians and international partners.”

          Oczywiście Pan Szatkowski mógł ukończyć kursy dla zagranicznych studentów w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, co nie zmienia faktu, że jak wspomniałem wciąż jest to powyżej przeciętnej w Polsce. Mówię o wykształceniu.
          Posługuje się Pan argumentami kategorycznymi tak daleko sięgającymi, że w żaden sposób nie jest Pan w stanie ich udokumentować. To jest niebezpieczne, jeśli wyrażane są w przestrzeni publicznej.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Panie Przemku

            Niebezpieczne to jest jedyne to co pan Szatkowski wypowiada w przestrzeni publicznej.

            Ja miałem okazję rozmawiać z ludźmi po takich kursach i mam wyrobione zdanie co do tego co taki kurs oferuje. Trzeba rozumieć po co one są robione i dlaczego i dla jakich osób oraz co się na nich uczy. A teksty reklamowe ze stron uczelni są równie miarodajne co reklama prywatnej uczelni na przystanku autobusowym.

            Jeżeli dla pana świstek papieru jest wyznacznikiem wiedzy to nie wiem po co wogóle rozmawiamy, bo ewidentnie operuje pan w oderwaniu od rzeczywistości.

            Pan Szatkowski to prawnik-karierowicz, kombinator od układów i zawodowy przywódca/kreator opinii – takich ludzi w języku angielskim nazywamy “facilitator” i jest to odpowiednik menadżera średnio-wysokiego szczebla, taki regional director.

            To co jest jego zakresem kompetencji to zarządzanie ludźmi i kreowanie przekazu, nie znajomość problemu. Ja przypuszczam że jest to sztucznie wykreowane stanowisko na potrzeby “muszę coś powiedzieć” ale możliwe że jest to zwyczajny przerost ego u człowieka ze śodowiska które charakteryzuje się taką postawą. Tak czy inaczej nie jest to osoba kompetentna do ustalania strategii bo zwyczajnie brakuje jej co najmniej 5 lat intensywnej nauki, możliwe że 10 jeżeli ma problem z delegacją zadań i poprawnym rozumowaniem. To jest “załatwiacz” i polityk drugiego rzędu – tj osoba która ma wpływ ale nie startuje w wyborach.

            Powtórzę jeszcze raz – to że jest on ponadprzeciętny wynika z tego jak znikomy jest poziom przeciętny w polskiej polityce.

            Jeżeli natomiast pan chce tkwić w swojej ugrzecznionej wersji rzeczywistości to jest to pański wybór. Panu Szatkowskiemu jest to na rękę. Krajowi i marynarce wprost przeciwnie.

          • Panie Marcinie,

            Byłem na wakacjach stąd późna reakcja. Powtórzę jeszcze raz, że do dobrego zwyczaju należy atakowanie argumentów a nie osoby. Tego rodzaju grzeczność nie jest naiwnością tylko warunkiem jakiegokolwiek dialogu. Oczywiście ten dialog może być niemożliwy z wielu innych powodów co wydaje się mieć miejsce. Ostatni wywiad z Panem Szatkowskim pokazuje w jak specyficzny sposób swoją wiedzę wykorzystuje. Wywiad jest pełen sprzeczności i nijak się nie ma nawet do teorii A2/AD.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Przemku,
            I to jest temat na kolejny Twoj tekst!

            pozdrawiam
            oskarm

          • 🙂 Kusi mnie chociaż wyszlibyśmy dość daleko poza problematykę marynarki wojennej!

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Panie Przemku

            Mam nadzieję że wakacje się udały.

            Ja też bardzo chciałbym krytkować argumenty a nie osoby, ale w niektórych przypadkach – a pan Szatkowski jest takim przypadkiem, podobnie jak cały obecny MON – jest to zwyczajnie bezcelowe bo tam argumenty nie są merytoryczne ani podmiotowe wobec polityki. Są one przedmiotem polityki która ma cele nadrzędne i argumentów uzywa do uzasadniania decyzji podjętych w oderwaniu od tychże.

            Stąd moja krytyka pana Szatkowskiego w takich a nie innych słowach. Inaczej po prostu ona nie ma sensu ponieważ pan Szatkowski jest jak Trump – opowiada jedną bzdurę, ktora wymaga dziesięciu odpowiedzi korygujących błędy. Człowiek traci czas a w tym czasie pan Szatkowski opowiada drugą bzdurę…i kolejne dziesięć korekt. I tak dalej…

            Pan Szatkowski to jest agent wpływu a nie wizjoner i polityk a nie strateg. I tak trzeba się do niego odnosić bo w przeciwnym wypadku przydajemy mu wiarygodności, a tego właśnie on potrzebuje.

            Gdy pojawi się strateg, będę komentował strategię. Z szarlatanem trzeba rozmawiać o jego wiarygodności.

            Tyle ode mnie. Pozdrawiam.

    • Chyba każda decyzja wobec MW będzie lepsza od obecnego dryfu.

      • Likwidujmy MW więc.

        Będzie to najlepsza decyzja bo pozwoli w przypadku restauracji MW w przyszłości budować bez obciążeń i układów.

  2. Przemku,
    Z pociskow manewrujacych na OP nikt z obecnej ekipy nie zrezygnuje. Dla niej to glowny sens ich istnienia. Z tego powodu Szatkowski mowil, ze liczba planowanych OP zostanie zwiekszona do 4. Sadze, ze wynika to z checi utrzymywania zawsze jednego na patrolu w morzu.

    Taka jeszcze jedna uwaga, o “malych, zwinnych okretach”. Szwedzi poczatkowo planowali na Visby instalacje Umkhonto, jednak ze wzgledu na koniecznosc ograniczenia kosztow z nich zrezygnowano. Dzisiaj rozwazana jest instalacja na nich ESSM 2. I to ma sens biorac pod uwage charakterystyki trudnowykrywalnosci i linie brzegowa Szwecji. To tez takie podsumowanie bzdur marketingowcow, robiacych dobra mine do zlej gry, mowiacych ze Bofors 57 mm w zupelnosci wystarczy do OPL.

    • Oskar,

      Zapewne masz rację. Byłu już głosy, że OP bez rakiet nie mają sensu. Mnie zastanawia, że po 1.5 roku tworzenia metodologii i pracy w zespołach, MON doszedł w części morskiej do wniosków znanych z raportu NCSS od dłuższego czasu. W takim razie ponowna lektura raportu może dać garść szczegółów dodatkowych. A w raporcie czarno na białym widnieje, że AIP i rakiety manewrujący wymagają dodatkowego uzasadnienia i nie są niezbędne. W tym względzie raport jest spójny z ogólną ideą A2/AD ale niezgodny z obowiązującą obecnie “linią oficjalną”. Pytanie, czy Pan Szatkowski ma inne zdanie niż Pan Macierewicz i jeśli tak to kto wygra? Albo mają na ten temat zdanie wspólne i rakiety z OP będą choć nijak to się ma do A2/AD.

      O instalacji ESSm na Visby nie słyszałem. To ciekawostka, można to gdzieś znaleźć w necie? Armata 57mm jest oczywiście użyteczna do szeregu zadań choć pewnie nie do obrony przeciwrakietowej. Ale to pewnie jest jak z naszymi komunikatami z ćwiczeń – “okrętowa grupa zadaniowa ćwiczyła odpieranie ataków lotnictwa” a na zdjęciu Wróbel 🙂

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        Konieczny jest właściwy kontekst:

        1) Antoni Macierewicz jako polityczny szarlatan najniższych lotów nie ma własnego zdania w tematach innych niż kupowanie poparcia ponieważ nigdy go to nie interesowało i interesować nie będzie.

        2) Tomasz Szatkowski realizuje za polskie pieniądzę A2/AD dla Amerykanów, dlatego takie parcie na dużą ilość małych okrętów podwodnych o ograniczonych zdolnościach do długotrwałej operacji na morzu. Przekreśli to samodzielność MW ale za to w ograniczonym stopniu zwiąże ręce FB w wypadku konfliktu.

        3) Pociski manewrujące i AIP to dwa osobne problemy. Pociski manewrujące zostały wypromowane przez lobbystów DCNS a podchwycone przez część personelu w SG z uwagi na to że istnienie takiej broni umieści OP w gestii SG. Mamy tu do czynienia z bezmyślnym podgryzaniem się wojskowych kadr.

        4) Rezygnacja z AIP natomiast to dla mnie rzecz niezrozumiała i chodzi tu chyba wyłącznie o szukanie oszczędności dla wygenerowania funduszy na kolejny okręt. AIP to koszty których nie będzie w stanie skonsumować nawet na papierze polski przemysł stąd eliminacja wymogu pozwoli np wybudować dodatkowy kadłub.

        • Panie Marcinie,

          Dyskutowany i wspomniany przez nas obu raport NCSS mówi, że napęd AIP ma sens właśnie w przypadku rakiet manewrujących dalekiego zasięgu. To oczywiście jeden z przypadków, ale wobec braku jakiekolwiek dyskusji na temat Concept of Operation (CONOPS) dla naszych OP, AIP w scenariuszu A2/AD jest problematyczny. Wydłuża po prostu zasięg w zanurzeniu bez konieczności korzystania z chrap. To jest bardzo pożądana cecha dla OP ale mocno zależna od scenariusza.

          Pozdrawiam,

          Przemek

      • O rozważaniach instalacji ESSM 2 na Visby jest w Nowej Technice Wojskowej 5/2017. (Sam artykuł bardzo mocno optymistyczny.)

  3. Panie Przemku!

    Los MW zdaje się dopełniać w oczach publicystów:
    http://blogpress.pl/node/24062
    “Zrezygnowano z kosztownych i niepotrzebnych modernizacji. Marynarka Wojenna RP będzie dostosowana do działań na samym Bałtyku bez projekcji siły poza Cieśniny Duńskie”.
    W praktyce oznacza to jak rozumiem marynarkę “kieszonkową”, nie “uwiązaną” zobowiązaniami NATO-wskimi i jest de facto degradacją.
    W przypadku II WŚ Operacja Peking była skrajnie racjonalnym posunięciem. W tym scenariuszu nie ma miejsca na Peking. Jest miejsce na chwalebne zatonięcie. Rozumiem, że flota “drobnoustrojów” wydaje się atrakcyjna – łatwo powoływać się na Szwecję i Finlandię. Mogli byśmy mieć Marynarkę “prawie” szwedzką. Tylko my nie mamy szkierów, tylko proste jak kłoda drewna wybrzeże. Czy oznacza to “Flotę jednej misji”?

    • Panie Michale,

      Wszedłem na cytowaną stronę i zacząłem czytać…nie dokończyłem, nie dało się. Autorem jest ta sama osoba, która współtworzyła znany raport dla NCSS. Określenie “Armia Nowego Wzoru” a potem kwieciste zdania opatrzone angielskimi skrótami mającymi nadać powagi tezom wskazują raczej na propagandę a nie analizę czy nawet komentarz. Popatrzmy bliżej. Okręty podwodne za 7-10 mld PLN nie są kosztowną modernizacją a rakiety manewrujące o zasięgu dajmy 1.000km nie są projekcją siły? Kormorany za 500 mln PLN sztuka są oczywiście tanie, “Nowego Wzoru” i nie wypuścimy ich poza Cieśniny Duńskie? Co to w ogóle znaczy marynarka dostosowana do działań NA SAMYM BAŁTYKU? Zakotwiczona na stałe w Gdyni? Flota do zadań przybrzeżnych może działać w pobliżu dowolnego wybrzeża, byle przyjaznego. Ogień z flanki z morza ma prawdopodobnie zapewniać Orka z rakietami manewrującymi. Ta Orka będzie odpalać te rakiety z pobliża Karlskrony czy Bałtijska, no ewentualnie Nexo na Borholmie? Oczywiście bez reakcji zainteresowanych państw i ich flot. I tak dalej.
      W praktyce to nie oznacza nic, bo budowa okrętów podwodnych i Kormoranów nie jest nawet realizacją koncepcji A2/AD. Jest powielaniem obiegowych skojarzeń z amerykańskiej publicystyki. Czego się boją Amerykanie gdy mówią A2/AD – min i okrętów podwodnych oraz salw rakiet manewrujących odpalanych z lądu i powietrza. Więc Kormoran, bo ma w nazwie swojej klasy miny (niszczyciel min) chociaż nie jest stawiaczem min i jest jeszcze bardziej bezbronny niż skasowany Miecznik czy nawet Czapla. Okręty podwodne, chociaż mają duże ograniczenia prawne i geograficzne w wyborze obszaru działania oraz baterie nadbrzeżne, chociaż są “ślepe”. I na dzisiaj to wiemy tyle. Taki sposób widzenia rozwoju floty ma rzeczywiście tylko jedną misję – jest nią budowanie nacjonalizmu.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • To zakotwiczenie na stałe w Gdyni gdzieś w przekazach medialnych jest cały czas. Ostatnio czytałem dwa artykuły o prasie morskiej o wielkich możliwościach naszych OHP i o możliwościach australijskich OHP. Jednym z argumentów były możliwości rakiet systemu SM, wraz ze stwierdzeniem, że są to rakiety lepsze od posiadanych przez naszą OPL i…że mogą służyć do obrony miast…..Wicher? Gryf? Leningrad?

        • No to sprawa dość prosta. Zakotwiczymy Adelaide na Wiśle w Krakowie 🙂 Bardziej poważnie, to co zrobili z OHP Australijczycy mniej więcej odpowiada możliwościom New Threat Upgrade z lat 80-tych.

          Pozdrawiam,

          Przemek

    • Panowie

      Zwracam uwagę że pan Bartosiak to kolega pana Szatkowskiego i – podobnie jak on – człowiek z tego samego towarzystwa politycznego. Popełnili oni razem wypociny pt. “Geografia Wojskowa Bałtyku” i ten artykuł to kontynuacja jego pracy gdzie kreuje się na eksperta od spraw obronności mimo iż tematykę ledwo ogarnia i ma ogromne braki (co widać w jego wystapieniach).

      Tak więc nie jest to głos niezależnego znawcy oderwany od tego o czym rozmawialiśmy z autorem bloga wyżej, ale ci sami ludzie klepiący te same bzdury do znudzenia.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)