Oct 012017
 

Na ostatnim spotkaniu Rady Budowy Okrętów profesor Andrzej Makowski naszkicował zarys użycia Marynarki Wojennej jako strategicznego narzędzia w realizacji międzynarodowych interesów państwa. Tezy są znane już wcześniej bo zawarte choćby w prezydenckim dokumencie o bezpieczeństwie morskim Rzeczpospolitej Polskiej, ale warte są powtórzenia za sprawą dwóch istotnych stwierdzeń dających Marynarce Wojennej RP sens istnienia oraz określających jej miejsce w systemie obrony i bezpieczeństwa kraju.

Profesor Makowski widzi użycie floty w „szarej strefie” pomiędzy polityką a wojną a określaną mianem bądź dyplomacji morskiej bądź przez innych jako działania poniżej progu wojny. Wspiera to bardzo dobrze dobrany cytat z klasyki dyplomacji morskiej:

Rządy z pewnością będą szukały bardziej energicznych środków nacisku niż dyplomacja i mniej gwałtownych niż wojna i z tego przynajmniej powodu będą rozważały użycie flot wojennych.

– James Cable

Spójrzmy na to zdanie nie tylko przez pryzmat naszych celów i możliwości ale także celów czy intencji naszych potencjalnych oponentów. Do nich powyższe zdanie odnosi się w takim samym stopniu jak do nas a więc rola naszej floty staje się podwójna. Z jednaj strony możemy prowadzić własną dyplomację na przykład budowania sojuszy, ale jednocześnie musimy być zdolni do reagowania na dyplomację z użyciem siły realizowaną przez przeciwnika. To, że jeszcze żaden szczególny przypadek nie trafił się nam na Bałtyku stawia pytanie na ile takie zagrożenie nie istnieje a na ile mamy do tej pory szczęście co rodzi kolejne pytanie jak długo na takim szczęściu można czy powinniśmy polegać?

Rozróżnienie ma jeszcze jeden ważny aspekt wewnętrzny. Im bardziej nasza flota będzie realizowała cele polityki zagranicznej MSZ-tu czy BBN-u tym większy opór będzie ze strony MON-u finansującego marynarkę wojenną. MON nie tyle będzie dążył do pozbycia się budżetu na flotę ile do zagarnięcia tego budżetu dla innych celów, ważniejszych z punktu widzenia MON-u i jego wizji. Tak więc Marynarka Wojenna RP będzie bytem formalnym aczkolwiek eterycznym. Postawienie na odpór agresywnej dyplomacji Rosji ma wydźwięk znacznie bardziej obronny niż dyplomatyczny daje więc uzasadnienie dla wydatkowania pewnych sum na rozwój floty choćby ograniczonych.

Antycypując argument o zbytnim teoretyzowaniu zastanówmy się w jakim stopniu Rosja jest potencjalnie zainteresowana wykorzystaniem narzędzia jakim jest dyplomacja morska. Christian Le Miere w książce Maritime Diplomacy in 21st Century podaje kilka argumentów za takim scenariuszem:

  • Dyplomacja morska jest uprawiana na pełnym morzu unikając pogwałcenia suwerenności terytorialnej oponenta.
  • W konsekwencji jest trudniej dostępna dla mediów publicznych co sprzyja zacieraniu prawdy i działaniom propagandowym.
  • Pozwala na uniknięcie przewlekłych, kosztownych i krwawych konfliktów na lądzie. Takie negatywne doświadczenia mają zarówno USA jak i Rosja.

Te argumenty zyskują na sile w świetle twierdzenia Carla von Clausewitza, że celem wojny jest poddanie przeciwnika naszej woli, co nie jest jednoznaczne z zajęciem jego terytorium. Taką alternatywną do dyplomacji morskiej rolę przejmują powoli drony i ataki cybernetyczne czy też manipulowanie mediami społecznościowymi. We wszystkich tych dziedzinach demonstrujemy swoją słabość i realnie patrząc na sprawę – nawet brak zainteresowania pomijając okresowe deklaracje natury propagandowej.

Krótko mówiąc, aktualny rząd dąży do osiągnięcia samowystarczalności do obrony kraju przed atakiem pancernych dywizji, który może nigdy nie nastąpić. Dlatego pewnie nie przejmie się zbytnio poglądami naszego sojusznika, ale żeby nie było zdziwienia gdyby przyszło co do czego to dla porządku wspomnijmy o nowym artykule z wrześniowego numeru USNI Proceedings U.S. Sea Power Has a Role in the BalticAutor artykułu Bruce B. Stubbs z Biura Szefa Operacji Morskich przewiduje cztery scenariusze wraz z potencjalną reakcją US Navy.

  • Fakt dokonany – Rosja zajmuje którąś z republik Bałtyckich.
  • Konflikt o wysokiej intensywności – Rosja odcina Republiki Bałtyckie poprzez zamknięcie korytarza suwalskiego.
  • Uszczknąć kęs – pomniejsze wtargnięcie sił rosyjskich na terytorium o mniejszej wadze.
  • Działania w szarej strefie – prowokowanie rozruchów wewnętrznych

Potencjalna reakcja z użyciem sił morskich według autora to w pierwszych dwóch scenariuszach eskalacja działań na inne obszary jak Północny Atlantyk czy Morze Śródziemne. W szarej strefie główną rolę odgrywałyby siły specjalne i lekkie siły zapewniające bezpieczeństwo morskie, tak aby nie sprowokować eskalacji konfliktu do poziomu wojny konwencjonalnej.
We wszystkich wypadkach powinniśmy się spodziewać obecności lekkiego kontyngentu morskiego US Navy w postaci okrętów patrolowych i/lub LCS funkcjonujących jako „zapalnik” czy „wyzwalacz” (tripwire).

Czy tak będzie wyglądał morski kontyngent USNavy na Bałtyku? Foto www.navytimes.com

Istotne jest stwierdzenie, że za najbardziej prawdopodobny scenariusz uważa się trzeci – „uszczknąć kęs”, w którym:

NATO może więcej stracić przywołując Artykuł 5 niż wywierając presję z użyciem środków nie-militarnych w nadziei, że okażą się skuteczne.

To nam daje obraz czego realistycznie należy się spodziewać ze strony największego sojusznika i gdzie nasze własne siły morskie mogą odegrać najbardziej istotną rolę, gdyż właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz „zagrabienia kawałka” zostawia nas jednocześnie najbardziej samotnymi.

Czy taki desant może być powodem do zadziałania paragrafu 5-go? I w którym momencie NDR może legalnie zatopić taki poduszkowiec. Po wysadzeniu desantu?

Wspomniane źródła i cytaty tworzą w sumie dość spójny obraz przestrzeni wręcz idealnej do działania dla marynarki wojennej kraju o orientacji lądowej, graniczącym z głównym oponentem będącym światową potęgą. Panuje chyba zgoda co do tego, że w przypadku otwartej wojny nieograniczonej rola marynarki wojennej będzie co najwyżej drugorzędna (przynajmniej na Bałtyku). Z drugiej strony szara strefa pomiędzy polityką a wojną jest codzienną rzeczywistością, w której ewidentnie jest miejsce dla floty, ale przede wszystkim będąca wyraźnym słabym punktem Rzeczpospolitej do wykorzystania przez kogokolwiek. I ten ktoś, jeśli zdaje z tego sobie sprawę nie będzie nas z wyprowadzał z naszego stanu uśpienia. Do nas należy ocena ryzyka istnienia takiego stanu rzeczy.

P.S. Przez najbliższe trzy tygodnie będę liczył pingwiny poza zasięgiem sieci. Do komentarzy zapraszam i zachęcam ale dołączę się po powrocie.

  6 Responses to “Między wojną a pokojem”

  1. Panie Przemku

    Artykuł na stronie USNI nie jest głosem w dyskusji dotyczącej faktycznych scenariuszy na Bałtyku. Faktycznie mamy tu USN zgłaszające swoją obecność w debacie o roli, pozycji i funduszach na obszarze który do tej pory był domeną US Army, które dość skutecznie wykorzystało kryzys w Europie do przepchnięcia kilku programów w kongresie. Czekamy teraz na odzew USAF i nie wątpie że niedługo ten nadejdzie ponieważ w ciągłej walce na Capitol Hill każdy kto zapomni sie na chwilę straci, a USAF ma obecnie najwięcej do stracenia z racji skali programów jakie prowadzi.

    Artykuł jest tak ogólnikowy że nie może być niczym innym. Do rozważenia problematyki potrzebne byłyby przede wszystkim konkretne odniesienia do geografii Bałtyku. Inna reakcja będzie na zajęcie Gotlandii, inna na atak na jeden z krajów bałtyckich, inna na działania marynarki wobec krajów trzecich.
    Oczywiście i tak wszystkie te scenariusze są kompletnie nierealistyczne ponieważ w globalnym ujęciu Rosji opłąca się zostawić kraje Bałtyckie jako wieczną niewiadomą, tym samym angażując siły NATO w teorii jednocześnie dając krajom UE pole manewru – co pogłębi podziały w NATO bardziej niż atak.

    Jakikolwiek konflikt z kategorii 1 i 2 będzie oznaczał polaryzację Europy i przystapienie Szwecji i Finlandii do wojny po stronie NATO a to będzie oznaczać nieuchronną porażkę Rosji, szybciej niż to się zakłada, z racji przewagi jaką da geografia.

    Zatem scenariusz 3 i 4 to jedyny warty rozważenia praktycznego głównie dlatego że istnieją przesłanki by taki zaistniał w momencie destabilizacji i tu pojawia się ponownie nacisk na koncepcję proponowaną przez BBN.

    Niestety MON walczy twardo nie tylko o budżet ale także o wpływy polityczne, a jedocześnie rolę ekspertów spełniają tam środowiska z których wywądza się “stratedzy” jak pan Szatkowski czy Bartosiak. I tym samym nie ma szans na to by koncepcja ta była zrealizowana tak długo jak obecny MON jest w rękach szajki Macierewicza. A to może trwać bo polityk ten skupił się całkowicie na budowie swojego własnego folwarku. To jest człowiek o umysłowości wybitnie ograniczonej i preferencjach do resortów siłowych i dlatego jedyną alternatywą byłby MSW… a tego nie odda Kaczyński który armii ani nie lubi i nie rozumie. Dlatego przekazał resort Macierewiczowi.

    I tak rozgrywki polityków pogrzebią szansę na odrodzenie Marynarki w sensownym kształcie.

    Z ciekawych artykułów:

    http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1861130

    Zwracam uwagę na wypowiedź o trzech koncepcjach MW istniejących w sferach rządowych obecnie oraz o analizie pozyskania okrętów nawodnych.

    http://www.defence24.pl/671510,poslowie-o-przyszlosci-stoczni-marynarki-wojennej

    Zwracam uwagę jak wice Kownacki unika istotnych pytań. O roli związków z firm państwowych których interesują jakiekolwiek zlecenia nie będę wspominał…

    • Panie Marcinie,

      Odpowiadam “rzutem na taśmę” bo siedzę na walizkach (czyli plecaku).
      Głos w dyskusji jest głosem prywatnym a nie oficjalnym USNavy. Niemniej jednak trudno mi sobie wyobrazić, aby dyrektor pionu planowania strategicznego OPNAV kompletnie bujał w obłokach. Autor w artykule wyraźnie zaznacza, że jest to tylko wycinek dotyczący marynarki a nie całości sił połączonych. Jeśli czytał Pan całość to autor rozwija trochę poszczególne scenariusze ale faktem jest, że są ograniczone do ataku na Republiki Bałtyckie a więc najbardziej niewygodny wariant dla NATO. Ma Pan rację, choć wychodząc z innego punku wyjścia, że dla Rosji najlepiej jest destabilizować NATO a nie atakować. To prowadzi do potwierdzenia słuszności wniosku o MW RP jako narzędzia działań kontrujących operacje w szarej strefie.

      Natomiast wybuch otwartego konfliktu pomiędzy NATO a Rosją nie oznacza wcale automatycznego włączenia się w konflikt Szwecji i Finlandii.
      O trzech koncepcjach szerzej było na spotkaniu otwartym Rady Budowy Okrętów, 11-go września. Zostały one opisane, ale warto je chyba jakoś zakwalifikować. Wersja kontynuacji ma zaletę ewolucyjnego rozwoju małymi krokami co ułatwia asymilację nowych koncepcji czy taktyki. Minusem jest brak uzasadnienia teoretycznego w nowych warunkach geopolitycznych. Wersja z PMT ma zaletę ciężko wypracowanego kompromisu (to mój domysł) i ponownie wadę braku uzasadnienia teoretycznego. Wersja RBO i BBN-u ma zaletę jasnego sformułowania sensu istnienia floty ale brak jej akceptacji zarówno w MON jak i szerzej w społeczeństwie. które o tym pewnie niewiele wie i na dokładkę wiedzieć nie chce.
      Posłowie dyskutują bez sensu. Przepraszam za ostre słowa, ale nie znam przedsiębiorstwa uzdrowionego ekonomicznie przez dyskusje poselskie. Stocznia będzie miała klientów albo nie i padnie (już padła). Pomysły, że stocznia utrzyma się z zamówień samej MW RP jest iluzją i obietnicą wsparcia socjalnego dla pracowników. Okręty tam zbudowane będą kosztowały krocie.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku

        Autor artykułu mówi w imieniu swoim ale na łamach instytucji która jest przybudówką uczelni marynarki. Tak to działa w cywilizowanym świecie, niby niewprost… ale wprost. Zaskakujące jest raczej to że do dyskusji o Bałtyku włącza się USN a nie USAF, być może uznali że ich obecności nie trzeba akcentować i czują się bezpiecznie, natomiast USN musiała zaznaczyć swoją aktywność w nieoczywistym i nienaturalnym dla siebie teatrze działań. Prawda jest taka że USN ma bardzo słabo przećwiczony Bałtyk i kluczowy wysiłek spadłby właśnie na państwa sojusznicze tak więc pomysł MON o tym żeby oprzeć się o strategię antydostępową może bardzo zaboleć, bo ma on sens tylko przy dużym konflikcie a na taki nikt w Pentagonie się nie szykuje z wiadomych powodów. Rozbudowa MW miałaby sens właśnie z punktu widzenia bezpieczeństwa na Bałtyku, tak by pokryć scenariusze do dużego konfliktu, kiedy gra diametralnie się zmienia.

        Dlaczego twierdzę że w wypadku konfliktu Szwecja i Finlandia współpracujące z NATO to oczywistość? No coż…trzeba poczytać trochę o historii najnowszej i pogrzebać się między wierszami oraz mieć pogląd na to jaka jest opinia samych Szwedów i Finów. Gdy to się wie jest to dość oczywiste. Niezorientowanym warto przypomnieć odpowiedni artykuł traktatu o UE.

        Wizja MW z PMT zbiegła się z pracami nad Białą Księgą. To nie jest ciężko wypracowany kompromis tylko odfajkowanie na ślepo wszystkich punktów w projekcie tegoż dokumentu. Logikę to ma, ale tylko pod tym względem i uzasadnienia nie można tam się doszukać ani w “nowej” ani w “starej” rzeczywistości geopolitycznej (ta faktycznie się nie zmieniła od lat 90tych!). Stawiam internetowe piwo jeżeli w materiałach do rozważań jakie miał pan opracowane do wpisów na blogu w poprzednich latach znajdzie pan coś poza jedną prezentacją MON z której nie wynikało absolutnie nic. MW brnie na ślepo i smutnym jest że faktycznie think-tank spoza formacji musi im pisać doktryne. Ale jaki kraj…

        Udanego urlopu.

    • Chciałbym też zwrócić uwagę na jeden aspekt metodologii decyzyjnej obecnego kierownictwa MON. Środowisko partyjne z którego się wywodzi ma bardzo mocno zdefiniowany swój interes na pierwszym miejscu. Przekłada się to na paniczny strach przed utratą poparcia wyborców i odsunięcie, jak to lubią określać od “koryta”. Do którego dopadli po latach posuchy i próbują nachapać się tak że kiszki rozwala im od środka. Jest to też system ścisłego podporządkowania górze i kreowania całej polityki opartej na obsesjach i fanaberiach grupki osób.

      Kwestia stoczni była i jest tego jaskrawym przykładem. W czasie wyborów mocno promowano hasła Polski w ruinie i że Stocznie też w ruinie, oni to naprawią, odbudują i podniosą z ruiny. Rzeczywistość nijak się nie miała do tych absurdalnych zarzutów, stocznie wcale nie były w ruinie. Tak, zakłady państwowe były w upadłości i nie przez niecne machinacje “zgniłych kapitalistów z zachodu” ale przez złe decyzje oraz niezdolność do konkurowania na rynku. Jednak sytuacja miała się zupełnie odwrotnie z stoczniami które znalazły się w prywatnych rękach, głównie Remontowej i Nauta. Te zaczęły sobie radzić na tyle dobrze razem z małymi stoczniami że ostatnie lata nazwano nawet renesansem tego sektora przemysłu.

      Ale jest to nie w smak Partii. Jeżeli wmawia się swoim wyborcom o spiskach z zachodu, kraju w ruinie itp. to nie można przeskoczyć na pozycję że właściwie to ta “ruina” ma się całkiem nieźle i z każdym rokiem lepiej. Że przemysł stoczniowy BEZ ingerencji polityków funkcjonuje znacznie lepiej niż wtedy kiedy się do niego wtryniali. Już pomijam jakieś dziwne przewały ze zbiórkami na ratowanie stoczni których pieniądze robiły puff i znikały w kiesie organizatorów oraz stołkach które obsadzają pociotki, rodzina i działacze w ramach nagród.

      Tak więc jest akcja musi być reakcja. Stocznie musimy “odbudować” więc skarb państwa wykupuje masę upadłościową i bijąc się w pierś podjarani na całego pokazują wyborcom, patrzcie, odbudowujemy! Ale przejąć zdechłe truchło a zamienić je w funkcjonujący organ to dwie różne sprawy. Dlatego szybko wymusza się zlecenie na budowę promów, dla państwa, za państwowe przez państwowy podmiot. Wątpliwości czy w ogóle zakład w takim stanie jest zdolny do sprostania takiemu zamówieniu, sprawa drugorzędna a ci co krytykują to zapewne “agentura zachodu/wschodu/północy/południa”. Taka mentalność spiskowa.

      I dochodzimy do meritum, czyli godnej potępienia akcji skierowanej przeciwko Remontowej. Bez wątpienia na zlecenie partyjne próby odebrania kontraktu na holowniki. Próby jednocześnie wyjątkowo za przeproszeniem, kurewskiej jak i amatorskiej. Próby która kończy się dwoma wyrokami sądu na niekorzyść MON. I oczywistym stwierdzeniem że powoływanie się na “niezbywalną wadę” której nie można było wytłumaczyć przed sądem było atakiem na Remontową bo jest prywatna.

      Tutaj wychodzi właśnie interes partyjny ponad wszystko. Remontowa to Polska stocznia, mieszcząca się w Polsce, zatrudniająca Polaków z Polskim kapitałem. Czy czegoś chcieć więcej w narracji “narodowego podnoszenia z ruin”? Problem jest że nie jest państwowa, zadaje kłam ideologii Partyjnej, funkcjonuje dobrze.

      Więc trzeba jej odebrać uczciwe zdobyte zamówienie, które może wykonać i ma do tego zdolność. Przekazać potem zapewne już w postępowaniu oznaczonym jako “Tylko dla podmiotów PGZ” do własnej, państwowe stoczni by utrzymać ją na chodzie, zamówień zewnętrznych raczej nie będzie więc sztuczna kroplówka musi być.

      Czy jest to działalność która przynosi zysk Polsce? Nie.
      Czy jest to działalność która przynosi zysk Partii? Tak.

      Tym samym trzeba patrzeć na motywację decyzyjną MON przez pryzmat partykularnego interesu Partyjnego oraz obsesji, fascynacji jej wąskiej kilki decyzyjnej. Tym samym brak zrozumienia w tej wąskiej grupie dla spraw morskich ponad jakieś fantazje o wielkim porcie w Elblągu jako pomniku własnej megalomanii przekłada się na chaotyczne miotanie się miedzy pomysłami na to i tamto a interesem partyjnym z którego dane ugrupowanie nie tylko nie może ale raczej nie jest zdolne mentalnie zmienić.

      • Drobna uwaga. Nauta nie jest stocznia prywatna. Wlascicielem stoczni jest MARS, ktory zostal wlaczony do PGZ.

        • Faktycznie nie podkreśliłem tego że ją przejęto choć chyba nie w pełni znacjonalizowano. Chodziło mi o kontekst że sama Nauta dobrze funkcjonowała/funkcjonuje przed przejęciem jej przez PGZ. W podobnej sytuacji bodaj jest Gryfia która też identyczny tor obrała. Mogę co prawda się mylić ale obie stocznie dobrze sobie po dziś dzień radzą. A jeżeli faktycznie tak sprawa się ma to jednak zadanie to kłam stwierdzeniu o “stoczniach w ruinie”.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)