Oct 242017
 

Krótki tekst zawiadamiający, że wróciłem. Tam, gdzie byłem w sezonie jest podobno 20.000 pingwinów :). Przy okazji znalazł się wątek wojennomorski. W przypadkowo wybranej restauracji w Ushuaia znalazłem na ścianie poniższą fotografię z dedykacją dla właścicieli lokalu.

Przedstawia krążownik General Belgrano w bazie morskiej Ushuaia tuż przed swoim ostatnim rejsem na Malwiny/Falklandy. Temat jest w Argentynie wciąż dość gorący o czym niech świadczy następne zdjęcie już z Buenos Aires upamiętniające bohaterów z Malvinas. Mapę archipelagu wraz z kierunkiem i odległością można znaleźć nawet w głębi lądu, w górach na granicy z Chile.

Do blogu wracamy wkrótce.

 

Przemek

  10 Responses to “Pingwiny policzone!”

  1. Nigdy tego nie potrafiłem zrozumieć.

    Nikt na Falklandach nie chce i nie chciał Argentyny. Nie ma nawet znaczącej mniejszości. Nie ma tradycji historycznej bo Argentyna po raz pierwszy na Falklandach wylądowała…. odbijając je od Brytanii.

    Na głupotę nie ma rady, a ciężko o większą głupotę niż szowinizm.

    • Panie Marcinie,

      Argentyńczycy mają swoje podstawy do roszczeń. Falklandy zostały odkryte przez Anglików co nie oznaczało automatycznego przywłaszczenia. Zasiedlone zostały przez Francję a pózniej siłą przejęte przez Brytyjczyków i kolejno przez Hiszpanów. Tu krótka pauza. W tym momencie wyspy były częścią Królestwa La Plata, które w 1820 roku zaczęło się usamodzielniać jako Argentyna, dziedzicząc włości Królestwa w spadku. Wówczas wyspy znów były przejęte przez Brytyjczyków, którzy ich nie oddali misji argentyńskiej wysłanej w celu przejęcia władzy. Zupełnie inaczej ta sama historia potoczyła się na Ziemi Ognistej , gdzie misja argentyńska nie spotkała się z oporem lokalnej społeczności brytyjskiej i władza Argentyny został ustanowiona zdaje się bezboleśnie. Klucz tkwi w tym, że nowo-powstałe państwo Argentyny weszło na scenę długo po serii wydarzeń rozgrywanych przez mocarstwa europejskie. Tak więc pytanie brzmi na ile kierować się historią a na ile aktualnym stanem prawnym.
      Patrząc na granice Polski jest to wytwór polityki mocarstw a nie historii. I to należy zaakceptować jeśli chcemy utrzymywać porządek prawny i w nim szukać oparcia w wypadku konfliktów międzynarodowych. To jest współczesny argument za brytyjską jurysdykcją, czyli akceptacja prawnego status quo panującego obecnie.
      Ma Pan całkowitą rację w swojej opinii na temat szowinizmu. Niestety lekarstwo nie jest chyba znane.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  2. Falklandy są symbolem. Dla Argentyny symbolem właściwie czego… jakiegoś utraconego raju? To raczej niegościnny kawałek ziemi, nieszczególnie cel wycieczek wakacyjnych. Jak mnie pamięć nie myli sam atak na wyspy był ze strony wtedy rządzących krajem sposobem na odwrócenie uwagi od problemów wewnętrznych. Takim bardzo wręcz sztampowatym posunięciem “problem inside, robimy burdel outside”. Chyba cała reszta to wykreowana przez już propagandę heroiczna historia.

    Dla Brytyjczyków była to też raczej sprawa prestiżowa. Bo jak to, jakieś podrzędne państewko rzuca rękawicę wielkiemu Imperium!? (które tylko już w swojej opinii nim było) gdyby GB odpuściła wtedy to takiego plasknięcia z liścia ich duma by nie wytrzymała. Już i tak żyją w oparach fantasmagorii że są w pierwszej lidze nadal a nie spadli do roli podwykonawcy polityki USA. Więc Falklandy to ich symbol, tego że nadal coś znaczą i potrafią gryźć. Nawet jeżeli już tylko całkiem lichą sztuczną szczęką.

    • Rzeczywiście Falklandy (a raczej Malwiny dla Argentyny) są symbolem i to widać gołym okiem dla przypadkowego turysty jak ja. Wystarczy zerknąć okiem do Wikipedii na historię Argentyny by zobaczyć, że nacjonalizm i przemoc były na porządku dziennym. Duma narodowa jest pewnie narzędziem do jednoczenia i centralizowania państwa. Dla Wielkiej Brytanii ekspedycja to chyba wynik trochę przypadkowy osobowości czołowych postaci na scenie polityczno wojskowej. Gdyby dzisiaj taka historia się wydarzyła nie jest jasne jak Wielka Brytania by zareagowała. Wygrana wojna była o włos od totalnej porażki i dzisiaj sami Brytyjczycy się zastanawiają, czy by ich było stać na taką ekspedycję. Może czasem trzeba dumę schować i przełknąć żabę?

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Obecnie nie byli by nawet w stanie sklecić takiej wyprawy. Wtedy też to było takie bardziej ad hoc przedsięwzięcie, byle coś, byle szybko. Bo co by teraz wystawili? Okręty lotnicze poszły na żyletki, mają na testach największy śmigłowcowiec świata z atrapami F-35 (by się załoga do ich widoku przyzwyczaiła… padłem ze śmiechu wtedy)… wyślą HMS “Ocean”? Okręty nawodne też nie przedstawiają sobą krainy mlekiem i miodem płynącej. Większość zadań by spadła na podwodniaków, ci jeszcze trzymają poziom.

        Ale poza tym? Oh Słońce Zaszło nad Imperium i żadne buńczuczne poklepywania się w piersi Teresy May tego nie zmienią. Oh jak mocno trzepnęłaś o dno Royal Navy że śpiewanie Rule Britannia jest już tylko wrednym sarkazmem.

        • Teoretycznie tymczasowo mogliby wysłać T45 zamiast Harrierów jako obrona plot (wątpliwa) ale przysłowiowym gwoździem do trumny są plotki o możliwym obcięciu sił desantowych by ratować budżet i lotniskowce. Wówczas trzeba czekać aż nowe lotniskowce przejmą rolę desantową (taki plan jest). Z punktu widzenia polityków zdolności będą więc zachowane po okresie przejściowym. Ciekawe tylko na ile lotniskowce będą się sprawdzać w podwójnej roli wykonywanej JEDNOCZEŚNIE? Faktem jest, że Brytyjczycy na Falklandach wykazali się pomysłowością w adaptacji statków cywilnych do celów militarnych.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Sprawa ichnich lotniskowców to temat jak rzeka. Właściwie tragifarsa w wielu aktach. Od tego że komponent lotniczy podlega RAF (będą im wydzielać samoloty wedle swojego uznania) po “oszczędności” konstrukcyjne aż po deklaracje że jedna QE będzie pływać a druga na dzień dobry po odbiorze zostanie zakonserwowana i do rezerwy i będzie odkurzana “podług potrzeb”. Więc mówimy tu potencjalnie o jednej grupie lotniskowca która ma mieć dostosowywany do zadań komponent lotniczy jeszcze na etapie planowania. Zmiany warunków już w trakcie operacji chyba nie są brane pod uwagę.

            Jak dla mnie najbardziej depresyjnym aktem (z punktu widzenia RN) są wymagania dla nowych “tanich” fregat w których nie zakłada się uzbrojenia ich w pociski przeciwokrętowe przez przynajmniej pierwsze lata po wejściu do służby.

          • Tragifarsą jest wciąż upieranie sie na bycie mocarstwem światowym w sytuacji gdy ewidentnie nie mają na to pieniędzy, ani umiejętności jak te pieniądze które posiadają spożytkować z głową.

            Bardzo poważnym problemem dla Wlk. Brytanii jest ich przemysł zbrojeniowy i sposób realizacji kontraktów który przypomina to co się dzieje w Polsce bardziej. Z uwagi na system wybierania do parlamentu głosy mają dużo większą wagę i w związku z tym przemysł – a konkretnie priorytet utrzymania miejsc pracy – ma ogromne wpływy w polityce. Świetnie to widać na przykładzie ostatnich zamówień w stoczniach BAe gdzie zaniechano z ekonomiczniejszego programu w jednej lokalizacji dla utrzymania miejsc pracy (tj. głosów) w dwóch. W rezultacie zabrakło funduszy na realizację projektu i opłaca się etaty.
            “Tanie” fregaty już teraz chyba osiągają okolice 800mln Euro, nie pamiętam ostatnich wyliczeń.

            Wlk. Brytania w kluczowych technologiach jest bardzo uzależniona od USA przez co – podobnie jak Polska – płaci frycowe bez możliwości szukania ekonomizacji wśród partnerów. Do tego we wszystkim innym są “zosią samosią” i musza wszystko mieć inne w dodatku najlepsze nawet jeżeli zyski są nieproporcjonalne do kosztów.

            Dobrym przykładem jest np flota śmigłowców – mają po 60-70 Merlinów, Chinooków i Apache w służbie łącznie. Wszystko to bardzo drogie w utrzymaniu maszyny a do tego Apache i Chinook to drogi (i problematyczny ostatnio ) Boeing którego lokalizowano w przypominających wydajnością Świdnik czy Mielec zakładach Westlanda. Merliny to legenda sama w sobie jeżeli chodzi o koszty i sprawność. Teraz będąc bardzo aktywną armią np w Afganistanie Brytyjczycy są zmuszeni inwestować w mniejsze floty drogich śmigłowców większe kwoty niz np Francuzi którzy problemy też mają (i to spore) ale floty większe i całość produkcji u siebie.

            Lotnictwo to ponad 200 dwusilnikowych i bardzo drogich w utrzymaniu maszyn w dodatku Eurofighter to też kolejna legenda niewydajności ekonomicznej. Francuzi pakują ogromne pieniądze w Rafale ale mają w znacznej mierze własny samolot pod kontrolą. Mozna dyskutować czy ma to sens, ale przynajmniej jest konkret. Brytyjczycy ładują porównywalne kwoty per unit/capita a mają części do składaka.

            Ciężko też powiedzieć że flota podwodna RN radzi sobie. Nowe okręty ciągle mają jakieś problemy, Trafalgary mają problemy ze sprawnością na koniec służby. Widmo modernizacji Vanguardów jest jak zły sen bo znów wszystko płacą za oceanem do tego stopnia że coraz głośnie mówiło się o współdzieleniu odstraszania z Francją – ale to wymagało by przejścia na Francuskie rakiety. Do tego przypomnę że od dobrej dekady funt ma wobec dolara zaniżoną wartośc więc koszty wzrastają same z siebie już na kursie wymiany.

            Z tego samego powodu nie mają rakiet przeciwokrętowych – bo w przeciwieństwie do Francji, Włoch czy Niemiec wszystko brali na ślepo w USA, teraz są tego efekty, a ustanowione z wysiłkiem kontakty i zwyczaje ciężko odkręcić. HIszpania ma podobnie ustalony kurs ale oni nie próbują wszystkiego wciągać do siebie i wychodzą trochę taniej i sprawniej.

            Flota Royal Navy z lat 80tych – czyli z epoki wojny o Falklandy – była cieniem dawnej potęgi ale była tez w pewnym stopniu zracjonalizowana. Teraz to jest jakieś szaleństwo gdzie brnie się w niepotrzebne koszta i udaje że ma się na tym oszczędzać.

            Mam wrażenie że Royal Navy staje się chorym człowiekiem Europy bo wszystkie inne marynarki większych krajów wydają sobie radzić lepiej, nie bez problemów, ale lepiej. No chyba że jest się żywym trupem jak PMW.

          • Marcin,
            Drobna uwaga, na program Type 26 planuje sie przeznaczyc 8,8 mld funtow . Dotyczy to calego kosztu programu budowy 8 okretow (przy czym sporo sprzetu ma byc zdjete z Type 23).

            Natomiast koszt jednostkowy type 31e ma wynosic 250 mln funtow. Tu najprawdopodobniej bedzie nieco lepeij wyposazony patrolowiec (docelowo korweta na wiekszym kadlubie).

          • Oskarm

            Nie sporo sprzętu ale konkretnie całe oporządzenie z modernizacji Duke, w szczególności sonar 2087, Artisan 997 i systemy CAMM. I wciąż jedna jednostka “ekonomicznego” GCS kosztuje miliard funtów.

            Kpina.

            Koszt jednostkowy type 31 to tylko na razie kwota 250mln funtów. Ile razy okręty RN zaczynały jako tanie by kończyć jako nieopłacalnie drogie…ale trzeba bo głosy i potrzeby? Jak zaczynały chociażby tanie holowniki sonarów czyli typ 23?

            Jeżeli RN w końcu pójdzie po rozum do głowy i zacznie kopiować Francuzów którzy od jakieś czasu załatwiają sporą część zadań marynarki tańszymi Florealami czy d’Orvesami to tylko będzie można im pogratulować obudzenia się w rzeczywistości po 20 latach.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)