Przemek

Jun 092017
 

Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej sprowadza rolę Marynarki Wojennej RP do „przygotowania obrony polskiego Wybrzeża i uniemożliwienia przeciwnikowi panowania nad południowym Bałtykiem”. Pytanie, czy to najlepsze rozwiązanie dla Polski i jej morskiego rodzaju sił zbrojnych jest źródłem kontrowersji. Pozostaje nam wierzyć, że polemika z autorami odnośnie samej idei doprowadzi do stworzenia propozycji mieszczącej się w ramach logiki koncepcji ale o potencjalnie szerszym zastosowaniu.

Historyczne przykłady strategii obrony wybrzeża pokazują ukryte założenia i granice stosowalności. Jeune Ecole, która powstała we Francji w końcu XIX wieku miała intencję bronić wybrzeża Francji przed atakami Brytyjczyków. Straciła całkowicie na znaczeniu po podpisaniu Entente Cordiale w 1904 roku z Wielka Brytanią i zmianie potencjalnego wroga na Niemcy – lądową potęgę, z którą Francja graniczyła. Późniejsza kopia w postaci Młodej Szkoły w Związku Radzieckim została zarzucona przez Stalina, ale nawet gdyby tak nie było to nie przetrwałaby II wojny światowej gdy Niemcy zajęli bazy floty w trakcie kampanii lądowej. Ideą zainteresował się również wielki innowator Sir John Fisher i stworzył koncepcję Flotilla Defence. Pomysł nie wypalił po części z powodu zbyt dużych obietnic technologii, która była wciąż niedojrzała a po części z braku poparcia dla idei. Gdy zabrakło Lorda Fishera jego następcy natychmiast porzucili koncept. Współczesny przykład Chin wskazuje na jeszcze inny aspekt. Początki Chińskiej marynarki wojennej wiązały się z pojęciem aktywnej obrony i „partyzantki na morzu”. Jednak chęć rozszerzenia wpływów na morza wewnątrz 1-go łańcucha wysp doprowadziły do budowy floty kontroli morza gdyż zatarły się granice pomiędzy odmową dostępu a kontrolą morza na tak wielkich obszarach. Stąd pierwszy wniosek:

  • Jeśli spodziewamy się ataku ze strony sąsiada na lądzie, nie warto inwestować we flotę obrony wybrzeża więcej niż w lądową obronę tegoż wybrzeża. Całkiem przeciwnie, jeśli przeciwnikiem ma być zamorska potęga należy inwestować we flotę kontroli morza.

Oblężona i ostatnia baza Floty Bałtyckiej nie mogła stanowić oparcia dla okrętów, zamienionych w pływające baterie.

Źródłem obietnic podejścia odmowy dostępu jest zasięg współczesnej broni, który w przypadku naszego Bałtyku obejmuje całą jego południową część. Tak więc zakładamy posiadanie zdolności do rażenia ogniem przeciwnika w dowolnym punkcie obszaru i dowolnym momencie. Mamy jednak podskórnie dwa założenia, które historia weryfikuje raczej negatywnie. Ignorujemy pojęcie tarcia wprowadzone do teorii wojny przez Carla von Clausewitza oraz przyjmujemy za pewnik posiadanie ciągłego i skutecznego rozpoznania. Historia obfituje w przykłady braku skuteczności systemów pomimo ich teoretycznej zdolności do rażenia i rozpoznania. Wynik bitwy o Midway jest rezultatem przypadku a nie dobrego rozpoznania chociaż teoretycznie na pokładach lotniskowców bazowały samoloty rozpoznawczo-bombowe, krążowniki miały na wyposażeniu wodnopłaty rozpoznawcze a z Midway operowały Cataliny. Utarczki nocne z Tokio Express kończyły się początkowo porażką Amerykanów pomimo posiadania przewagi radaru. Wyciągnięcie wniosków z porażek i nauczenie się wykorzystywania radaru w sposób właściwy zajęło Amerykanom rok. Włosi nie byli w stanie sparaliżować dostaw na Maltę ani zapewnić osłony własnych konwojów do Afryki Północnej pomimo działań w zasięgu własnego lotnictwa lądowego i jego dominacji w powietrzu. Stąd wniosek drugi:

  • Warunkiem koniecznym choć niewystarczającym do użycia systemów rażenia dalekiego zasięgu jest bardzo dobre rozpoznanie i naprowadzanie. Ze względu na „tarcie” czyli nieprzewidywalność wypadków obecność innych sił „na miejscu” jest pożądana.

Pomimo ciężkich strat i trasy pod ciągłym atakiem lotnictwa, konwoje docierały na Maltę. Foto www.wlb-stuttgart.de

Rozumowanie w kategoriach odmowy dostępu nie daje głosu przeciwnikowi a przecież on też może symetrycznie zastosować swoje systemy odmowy dostępu. Przykładowo nasze samoloty patrolowe czy śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych nie będą mogły działać w zasięgu obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu przeciwnika. Podobnie nasze stawiacze czy niszczyciele min będą celem dla systemów odmowy dostępu przeciwnika. Wracamy wówczas do dobrze znanego pojedynku pomiędzy atakiem i obroną, w którym wszechstronność okrętów i ich użycie nie mieści się w kategorii odmowy dostępu. Kormoran stawiający miny na własnych wodach możemy nazwać systemem odmowy dostępu ale jeśli postawi te same miny na wodach przeciwnika będzie elementem aktywnej obrony. Zwalczanie min na własnych wodach nie będzie z kolei odmową dostępu chociaż będzie obroną. Walka z systemami odmowy dostępu może przyjąć różne formy co ponownie dowodzi, że każda akcja rodzi w końcu reakcję:

  • Nasycenie obrony celami rzeczywistymi i pozornymi,
  • Uniemożliwienie działania systemów rozpoznania i naprowadzania lub ich oszukanie,
  • Dezorganizacja centrów dowodzenia i przerwanie łączności,
  • Niszczenia środków rażenia,
  • Wzmacnianie własnej obrony

Stąd wniosek trzeci:

  • Działania przeciwnika prowadzą do zaniku asymetrii i grożą eskalacją kosztów podważając sens tezy o słabszej stronie skutecznie broniącej się przed silniejszym przeciwnikiem przy użyciu asymetrii.

Przeciwnik ma głos! Air-Sea Battle w początkowej fazie koncepcji. Foto www.globalbalita.com

Jak w świetle wyciągniętych wniosków możemy zmodyfikować strukturę floty zaproponowaną przez Koncepcję Obronną RP? Dokument zawiera tylko jedno zdanie na temat planowanego kształtu marynarki wojennej więc trzeba mu się przyglądnąć dokładnie. Równie ważne co mówi jest to czego nie mówi:

Dzięki wzmocnieniu nabrzeżnych jednostek rakietowych, załogowym i bezzałogowym platformom rozpoznawczym, nowoczesnym technikom walki minowej, a także nowym okrętom podwodnym, radykalnie wzrosną możliwości obrony Wybrzeża.

Trzy rzeczy rzucają się w oczy. Oczywisty kierunek platform rozpoznawczych obecnych również w poprzednim planie, ale zawieszonych w próżni; dość ogólnikowe określenie walki minowej dające szerokie pole dla nowych propozycji oraz brak wzmianki o rakietach dalekiego zasięgu przy okrętach podwodnych. Teraz musimy to wszystko złożyć w jakąś całość.

Wniosek pierwszy mówi o konieczności równowagi pomiędzy inwestycjami w bezpieczeństwo baz morskich a w to, co w nich bazuje. Mamy więc zachętę z jednej strony do wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej baz morskich oraz nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych a z drugiej do ograniczenia kosztów programu okrętów podwodnych czyli największej pozycji w budżecie. Potrzebny jest więc Kryl lub jakaś jego następna wersja rozwojowa i jasna decyzja bo program medialnie pojawia się i znika. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy aż prosi się o zintegrowanie w jego strukturach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, a obrona baz o Wisłę, gdyż poprzedni program modernizacji mówił tylko o bateriach krótkiego zasięgu. Z kolei redukcja kosztów programu Orka jest osiągalna przez rezygnację z rakiet dalekiego zasięgu i napędu AIP przy zakupie okrętów podwodnych. Innym tematem pozostającym poza marynarką wojenną jest Brygada Obrony Wybrzeża. Czy jest nią tylko z nazwy? Jeśli tak, to czy nie warto jej wydzielić jako osobnej specjalizowanej brygady i zastanowić się nad jej strukturą i wyposażeniem? I czy morze nie powinno być dla niej naturalnym polem manewru?

Wniosek drugi otwiera pole do popisu dla platform rozpoznawczych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę scenariusz otwartej wojny to bezbronne i załogowe systemy jak samoloty patrolowe powinny oddać pola platformom bezzałogowym i możliwie tańszym nawet za cenę pogorszenia osiągów i możliwości. Bezzałogowe platformy nawodne dają unikalną możliwość ciągłego monitorowania sytuacji pod powierzchnią wody. Obawa przed działaniem w trybie całkowicie autonomicznym powoduje konieczność możliwości ingerencji przez człowieka w określonych sytuacjach. Ilość wymienianej informacji a więc szerokość pasma będzie wpływała na wybór sposobu łączności. Na wodach terytorialnych do tego celu można wykorzystać Zautomatyzowany System Nadzoru Radarowego Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Pomocne mogą być przekaźniki łączności również w formie UAV.
Rozpoznanie z powietrza oferuje szybkość dotarcia do celu i wielkość obszaru monitorowanego. Pierwszym miejscem dla rozpoznawczych UAV powinna być struktura Nabrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, na rzecz którego prowadziłyby nie tylko rozpoznanie ale także identyfikację celu i ocenę skuteczności ataku.
Systemy podwodne oferują skrytość a więc mają zastosowanie w zbieraniu danych wywiadowczych blisko przeciwnika. Mogą również stawiać pojedyncze miny w miejscach trudno inaczej dostępnych. Trudności z łącznością zmuszają do większej autonomii takich systemów, są więc najtrudniejsze do realizacji ale dają z drugiej strony największe pole do popisu dla własnego zaplecza naukowo-badawczego.

Co jednak, jeśli systemy zawiodą albo nie spełnią oczekiwań czy po prostu nie zadziałają tak jak twórcy zakładali. Jest to naturalne w realnym świecie i chyba każdemu w domu „zawiesił” się komputer, chociaż nie powinien. Jednym ze sposobów jest dublowanie danego rozwiązania ale może to się okazać powielaniem tego samego błędu. Przykładowo zastępstwem dla baterii rakiet nadbrzeżnych jest w sposób naturalny lotnictwo szturmowe ale oba środki ataku mogą powielać problem złego rozpoznania. Innym rozwiązaniem alternatywnym jest obecność na miejscu okrętu uzbrojonego i kierowanego przez ludzi mogących oszacować sytuację i podjąć decyzję. Wychodzimy na przeciw wnioskowi trzeciemu, ale nie może to być okręt drogi bo byłby w sprzeczności z wnioskiem pierwszym. Niemniej otwiera to drogę do jakiejś formy rozwojowej Kormorana lub następcy Kaszuba, o czym dalej.

Wniosek trzeci przypomina nam, że jakakolwiek uzyskana przewaga asymetryczna będzie krótkotrwała co pcha nas w kierunku wzbogacenia arsenału o środki zarówno ofensywne jak i defensywne. Poczynając od tego co mamy czyli Kormorana, który poprzez swoją bezbronność nijak nie pasuje do koncepcji odmowy dostępu chociaż jest niezwykle wartościowym nabytkiem. Jego wersja rozwojowa oparta choćby o propozycje Remontowej mogłaby się wzbogacić o rozbudowane centrum dowodzenia dla kierowania nawodnymi USV do monitorowania sytuacji pod powierzchnią morza jak i elementy samoobrony. Najprostszym rozwiązaniem byłyby systemy obrony pasywnej, a w bardziej rozbudowanej wersji wsparte rakietami przeciwlotniczymi i przeciwrakietowymi krótkiego zasięgu. W końcu Umkhonto w marynarce fińskiej stanowi uzbrojenie ledwo 300 tonowych kutrów rakietowych.

Umkhonto ma zasięg 15km z widokami na 20km. I to na 300 tonowym okręcie> Cóż więcej potrzeba?

Ewolucja mogłaby jednak pójść jeszcze dalej jeślibyśmy dodali sonar holowany lub podkadłubowy do wykrywania okrętów podwodnych i zwiększyli prędkość okrętu. Wówczas Kormoran przekształca się bardziej w następcę Kaszuba. W zasadzie ta sama koncepcja tylko nigdy nie zrealizowana. SAAB ma propozycję 1.000 tonowego okrętu modułowego w swej odnowionej ofercie. Swego rodzaju kresem tej linii ewolucyjnej jest szwedzka korweta Visby, którą można zbudować ze stali co spowoduje wzrost wyporności ale ostatecznie okręt nie byłby wiele większy od oryginału. Alternatywą był Miecznik pozwalający na osłonę okrętów takich jak niszczyciele min ale program odłożono „na półkę”. Niemniej w dalszym ciągu można dodać Ślązakowi te same rakiety przeciwlotnicze i sonary co dla Kaszuba II. Zarówno Ślązak jak i Kaszub II byłby również lepszą platformą do stawiania min, gdyż po wycofaniu ze służby Lublinów nie ma na horyzoncie niczego zdolnego stawiać miny w liczbie większej niż kilka sztuk na raz.

Nowinki z Saab’a. Foto www.saab.com

W ostatecznym rozrachunku otrzymujemy flotę bardziej obrony wybrzeża niż odmowy dostępu ale o wiele bardziej elastyczną i użyteczną w czasach pokoju i kryzysu.

May 122017
 

W poprzednim wpisie padło stwierdzenie, że „każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny”. Czego jednak oczekują on nas sojusznicy? Jaka inwestycja byłaby z ich punktu widzenia najbardziej racjonalna czy też użyteczna? Impulsem do przemyśleń i rewizji utartych poglądów jest raport CSBA Restoring American Seapower: A New Fleet Architecture for the United States Navy, w którym znajduje się fragment dotyczący naszego regionu a nawet Bałtyku, tak jak widzą to amerykańscy analitycy.

Raport ma strukturę hierarchiczną idąc od nowych koncepcji działań w dół do platform i systemów uzbrojenia. Zaczyna od dość rewolucyjnego odejścia od taktyki „stand-off” i założenia, że siły morskie muszą być zdolne do walki w bezpośredniej bliskości przeciwnika lub atakowanego przez niego celu. W konsekwencji postuluje w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej zmniejszenie zasięgu obrony do na rzecz gęstości ognia oraz rozproszenia. Bardziej precyzyjnie chodzi o wzrost gęstości ognia na dystansie 10-30nm kosztem dystansu 100nm i więcej, co w praktyce oznacza wzrost liczby ESSM kosztem SM-2. To, według autorów pozwoli na włączenie w obronę w większym stopniu technologie już znane jak walka elektroniczna oraz nowe jak lasery, broń mikrofalowa czy artyleria z pociskami HVP. Interesujące wnioski nasuwają się przy analizie załączonych rysunków, bowiem biorąc pod uwagę ograniczoną pojemność magazynów broni, autorzy przypisują EW zdolność do zmylenia tej samej liczby celów co ESSM mogą zestrzelić, a artylerii z pociskami HVP większą efektywność niż laserom. Dodatkowo działania w przestrzeni fal elektromagnetycznych mają „stworzyć wiele celów fałszywych, oślepić systemy wykrywania przeciwnika i umożliwić siłom Stanów Zjednoczonych na wykrycie przeciwnika pozostając samemu ukrytym”. Efektem ubocznym lecz bardzo pożądanym ma być zwolnienie części VLS dla uzbrojenia ofensywnego. Z kolei w walce podwodnej rośnie rola pojazdów bezzałogowych:

Jakkolwiek poszczególne pojazdy bezzałogowe mogą nie posiadać zasięgu, prędkości, sensorów i autonomii pozwalające im zastąpić okręty podwodne, mogą one jednak atakować okręty w porcie, cele na lądzie, stawiać miny, przeprowadzać rozpoznanie i przeciwdziałać rozpoznaniu przeciwnika.

Echo Voyager nie jest okrętem podwodnym, ale może ma więcej sensu na naszych wodach? Foto www.militaryaerospace.com

Do osiągnięcia założonych celów i prowadzenia operacji według nowych koncepcji, wydzielono w ramach floty Deterrence Force oddelegowaną do poszczególnych regionów krytycznych dla strategii Stanów Zjednoczonych. Deterrence Force składa się z mniejszych zespołów okrętów i w elastyczny sposób ma być dostosowywana do specyfiki regionu i teatru działań. Główną siłą w Północnej Europie ma być Carrier Strike Group w asyście SSN operująca na Morzu Norweskim. Natomiast bliżej nas:

Na Bałtyku Counter-ISR Group monitorowałaby rosyjskie środki do działań w spektrum elektromagnetycznym i wprowadzała w błąd systemy rozpoznania Rosji. We współpracy z sojuszniczymi i zaprzyjaźnionymi flotami, Offensive Mine Warfare Group działałaby stale w regionie zagrażając dostępowi do portów takich jak St. Petersburg i Kaliningrad i wspierając ataki na rosyjskie siły morskie bazujące w nich”

W cytacie pozostawiono w oryginale nazwy grup okrętowych, które są w tekście raportu zdefiniowane z punktu widzenia swojego składu:

  • Counter-ISR Group ma się składać z fregaty służącej jako centrum dowodzenia grupą okrętową oraz okrętu wsparcia pojazdów bezzałogowych nawodnych i podwodnych służących do zakłócania i mylenia systemów wykrywania i naprowadzania przeciwnika. Fregata ma być wyposażona w UAV pełniący rolę translatora łączności.
  • Offensive Mine Warfare Group składa się ponownie z fregaty jako ośrodka dowodzenia oraz dwóch do trzech Extra Large Unmanned Underwater Vehicle wyposażonych w inteligentne miny. Wspomniane pojazdy bezzałogowe miałyby bazować na lądzie lub działać przy wsparciu tendra.

Inną ciekawą kompozycją nieplanowaną dla naszego regionu jest Littoral Combat Group złożona z fregaty rakietowej posiadającej obronę plot średniego zasięgu i trzy MALE oraz trzech okrętów patrolowych wyposażonych w rakiety dalekiego zasięgu do atakowania celów na morzu i lądzie. Nazwa okręt patrolowy wprowadza co nieco w błąd, bo autorzy wskazują jako modelowy przykład egipskie okręty klasy Ambassador oraz szwedzkie Visby tyle, że z dodatkiem USV lub RHIB.

MALE dla okrętów nawodnych. Całkiem przydatne. Foto www.militaryaerospace.com

Raport zawiera wiele innych ciekawostek godnych naszej uwagi. Nie specyfikuje dokładnie pojazdów bezzałogowych ale wyraźnie preferuje większe jednostki oferujące większe możliwości w zakresie ładunku użytecznego. Padają przykłady konkretnych rozwiązań już istniejących chociaż na etapie eksperymentów i prób jak podwodny Echo Voyager Boeinga czy SeaHunter/ACTUV DARPA. Są to pojazdy mogące autonomicznie działać z naszych portów, nawet tych najmniejszych i być kierowane bądź z ośrodków na lądzie bądź z okrętów. Ich wyposażeniem może być lekki sonar holowany TRAPS. Subtelną zmianą o sporych konsekwencjach operacyjnych ma propozycja nowego składu grupy lotniczej dla lotniskowców:

  • 2×6 UCAV czyli uderzeniowe drony dalekiego zasięgu,
  • 2×12 VF czyli „czyste” myśliwce,
  • 4×10 V(F)A F-35 czyli samoloty szturmowe z dodatkową funkcją myśliwską,
  • 2×6 VAQ E/A-18,
  •  2×5 VAW E-2D AEW/C2,
  • 2×6 VRC bezzałogowe pomocnicze/tankowce

Powrót myśliwców na pokłady lotniskowców to nie nostalgia tylko potwierdzenie tezy, że w pobliżu terytorium przeciwnika naziemne czy okrętowe środki obrony przeciwlotniczej to za mało. Konieczne są działania ofensywne i w walce z lotnictwem wroga najefektywniejsze są własne myśliwce.

Będąc członkiem sojuszu mamy obowiązek wnieść do niego swój wkład, tylko w jakiej formie? Czy wszyscy muszą budować siły ogólnego przeznaczenia, czy też można pójść ścieżką specjalizacji regionalnej. Jeśli dla Polski marynarka wojenna ma znaczenie drugorzędne to można argumentować, że nasza flota pójdzie drogą specjalizacji. Omawiany raport, gdyby go potraktować jako oficjalną strategię US Navy czy wręcz NATO, to stwarza nam bardzo dobrą pozycję wyjściową do dyskusji o naszej flocie, bowiem funkcjonalnie grupy okrętowe jak Counter-ISR czy Offensive Mine Warfare a nawet Littoral Combat jesteśmy w stanie stworzyć samodzielnie. Wieść gminna niesie, że Ślązak ma centrum dowodzenia na wyrost a więc nadaje się do dowodzenia niewielką grupą okrętową i systemami bezzałogowymi. Okrętem wsparcia UUV i USV może być Crossover czy inaczej uzbrojony logistyk a następcy Orkanów w postaci 1.000 tonowej korwety pełnić funkcje „streetfightera”. W czasie pokoju rolę rozpoznania elektronicznego, patrolowania i wsparcia dla pojazdów bezzałogowych spełniałyby Czaple a rolę ACTUV lokalnie zbudowany SWATH jak Skrunda. Brakuje nam dużego UUV, który albo kupimy za granicą albo uczynimy z niego naszą wąską specjalizację.

Z powyższego wyłania się jeszcze jeden wariant struktury floty a mianowicie:

  • Offensive Mine Warfare Group One 1 x korweta (Ślązak), 3 x niszczyciel min (Kormoran)
  • Offensive Mine Warfare Group Two 1 x korweta (Ślązak), 3 x Extra Large UUV
  • Counter ISR Group One 1 x okręt patrolowy (Czapla), 2 x Extra Large USV(Skrunda), 1 x Extra Large UUV
  • Counter ISR Group Two 1 x okręt patrolowy (Czapla), 2 x Extra Large USV (Skrunda), 1 x Extra Large UUV
  • Littoral Combat Group 1 x Crossover, 3 x korweta 1.000 ton (Kaszub II?)
  • Dwie baterie NDR z własnym rozpoznaniem UAV
  • Dwie baterie Narew
  • Śmigłowce ASW
  • Śmigłowce SAR
  • Moduły do walki minowej i radioelektronicznej dla okrętów
  • Jednostki pomocnicze
  • Transport wojska i następcy Lublinów w zależności od poglądów Wojsk Lądowych i Sztabu Generalnego.

Z powyższych pozycji pod warunkiem poprawy zarządzania projektami lub/i zgody na współpracę z partnerem zagranicznym, jesteśmy w stanie zbudować lokalnie prawie wszystko. Patrząc na fakt oddelegowania przez Niemcy korwety do SNMG, z powyższego zestawienia w zespołach stałych NATO może współpracować sześć okrętów (korwety, niszczyciele min i Crossover). Całość jest podzielona na części bardziej akceptowalne dla budżetu i łatwe do podzielenia na mniejsze zamówienia. Wraz z pojazdami bezzałogowymi działającymi autonomicznie pojawia się również szansa dla lokalnego przemysłu i innowacji. Również C2 dla Czapli jest być może szansą rozwojową dla CTM-u. W realizacji jakiegokolwiek planu najwyraźniej największą przeszkodą jesteśmy my sami, nie możemy więc ustać w wysiłkach pokonania tej bariery. Bloger może tylko pisać, co czynię.

May 062017
 

Dyskusje na forach przygasły, co nie dziwi patrząc na politykę rządu wobec Sił Zbrojnych RP. Jeśli ktoś naprawdę czuje zagrożenie z zewnątrz to nie wymienia całej kadry dowódczej, nie wstrzymuje głównych programów modernizacyjnych armii i nie tworzy ideologicznie motywowanych formacji typu Obrona Terytorialna uwikłanych w rosnący konflikt z armią profesjonalną. Paradoksalnie to jest właśnie moment na kontynuację własnych dociekań na temat powodu do istnienia Marynarki Wojennej RP jak i jej kształtu. Strategiczny Przegląd Obronny świeżo co przekazany do MON-u będzie z pewnością uważnie czytany (a przynajmniej jego część jawna) ale rozdźwięk pomiędzy tym co rząd mówi a czyni kładzie się cieniem na jego zawartość bo nie wiemy co rząd naprawdę myśli.

Dociekliwość prowadzi do próby odpowiedzi na nieśmiertelne dwa pytania dotyczące zarówno sensu istnienia jak i struktury floty:

  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP powinna być?
  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP może być?

Odpowiedź na pierwsze pytanie związana jest z oceną zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa narodowego a na drugie ze stanem obecnym marynarki i ograniczeniami dla jej rozwoju.

Kilka poniższych cytatów zaczerpniętych z raportu Assessing Russia’s Reorganized and Rearmed Military, którego autorem jest Keir Giles daje nam posmak otaczającego nas środowiska i wyzwań przed nami stojących.

Rosja (po lekturze tekstu traktatu i odkryciu ile luk w nim tkwi) może podjąć akcję w przypadku przekonania, że taka akcja podważy raison d’etre NATO poprzez demonstrację niezdolności sojuszu do odpowiedzi na bezpośrednie wyzwanie. Czy to w formie uderzenia rakietowego lub rajdu sił specjalnych oddelegowanych z planowych ćwiczeń na morzu (Redzikowo jest tylko 5 minut helikopterem od wybrzeża Bałtyku), działania militarne przeciwko instalacjom obrony antybalistycznej nie będą celem samym w sobie lecz dźwignią do osiągnięcia strategicznych celów. 


Interwencja Rosji w Syrii przekonała Moskwę, że ograniczona lecz zdecydowana akcja militarna jest efektywna w rozstrzyganiu nierozwiązywalnych konfliktów i może zmusić Zachód do wycofania się wobec faktów dokonanych. To jest niebezpieczna lekcja: Putin niekoniecznie zasmakował w konfliktach ale całkiem prawdopodobnie, że poczuł smak sukcesu z użyciem sił zbrojnych lub bez.

W podobnym tonie wypowiada się adm. Stavridis w artykule USNI Proceedings New Cold War at Sea Is Brewing:

Rosjanie oczywiście, będą reagowali najbardziej agresywnie na wodach w bezpośrednim sąsiedztwie Ojczyzny. To znaczy, że Bałtyk (gdzie Stany Zjednoczone i NATO przeprowadzają częste i ważne manewry) będzie przestrzenią kontestowaną.

Ogólna wymowa wskazuje wyraźnie, że siła militarna Rosji to nie jedyne zmartwienie i być może nie najważniejsze. Równie istotne są nasza własna wola i jej demonstracja oraz trwałość sojuszy, bo najprawdopodobniejszym scenariuszem jest działanie na podstawie paragrafu 4-go a nie 5-go traktatu. Równie istotne jest utrzymywanie dobrych stosunków z państwami europejskimi zwłaszcza, że duża ich część jest jednocześnie członkami NATO. Wspomniane „dziury” w traktacie dają szansę na podminowanie woli innych państw sojuszniczych czy europejskich do angażowania się w konfrontację z Rosją. Tak patrząc na sprawę każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny (co może znaczyć to samo w przypadku fregat).

Ciągnąc wątek dalej ale na poziome już bardziej operacyjnym, we wspomnianych tekstach znajdujemy zarówno wskazówki co do postępowania jak i ostrzeżenia. „W konflikcie z Rosją nie ma czegoś takiego jak tylko poziom taktyczny lub operacyjny” mówi nam wyraźnie, że samowystarczalność militarna Polski w obronie przed Rosją jest niebezpiecznym mitem. Możemy się samodzielnie bronić przed „próbowaniem” nas ale nie otwartym konfliktem, który dla Rosji może być ograniczony ale dla nas totalny.
Inna uwaga odnosi się do utraconych zdolności do walki na terenie w zasięgu broni przeciwnika, zarówno na morzu, lądzie, powietrzu jak i w cyberprzestrzeni. Poszukiwanie systemów uzbrojenia „zabezpieczających” nas przed ogniem przeciwnika to kolejny punkt krytyczny do rozważenia. Straty będą i na tak zagęszczonej przestrzeni jak Bałtyk nie ma niezagrożonych atakiem obszarów. Bardziej się liczy zrównoważone podejście do obrony i ataku czyli posiadanie zdolności do odpowiedzenia ogniem na ogień przeciwnika. Dotyczy to również okrętów wojennych kontra instalacje brzegowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że ostatni atak niszczycieli amerykańskich na jedno lotnisko w Syrii wymagało 60 rakiet przy dyskutowanych gorąco rezultatach.

Przechodząc do konkretów adm. Stavridis daje trzy proste rady:

  • Okręty i ich załogi w kontestowanej przestrzeni muszą być gotowe do obrony przed atakiem, co oznacza zarówno środki jak i wolę ich użycia.
  • Każde działanie powinno się rozpatrywać poprzez pryzmat strategii. Musimy rozumieć jaki sygnał nasze działania wysyłają do przeciwnika i musimy być gotowi na gwałtowne reakcje z jego strony.
  • Trzeba utrzymywać otwarte kanały komunikacji z Rosją.

Wracając do dwóch wiodących pytań, czy można odpowiedź znaleźć na łamach tego blogu spoglądając wstecz? Jest to nie grzesząca skromnością i prosząca o wyrozumiałość próba rachunku sumienia autora powtarzana co pewien czas.

Tytułowy „lejek” został opisany na tym blogu blisko sześć lat temu

Dwa sposoby projektowania okrętów

i był pierwszą próbą odnalezienia sposobu na syntezę tego co potrzeba z tym co możliwe. Kilka lat później powstała poniższa „Kostka Corbett’a”.

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Analizując „kostkę” w świetle prawdopodobnego działania na podstawie paragrafu 4-go traktatu a nie 5-go powinniśmy posiadać elementy floty zdolne do działania w warunkach:

  • braku wsparcia sojuszników,
  • wysokiego zagrożenia,
  • przewagi przeciwnika.

Testowanie działania paragrafu 4-go traktatu NATO jest jednak jak chodzenie po brzytwie i nie ma pewności czy nie sprowokuje zadziałania paragrafu 5-go. Wówczas potrzebne są elementy floty zdolne do działania w odmiennych warunkach:

  • współdziałania z sojusznikami,
  • wysokiego zagrożenia,
  • własnej przewagi.

Trzecim scenariuszem będącym codzienną rzeczywistością flot całego świata jest współdziałanie na rzecz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku prawnego oraz prewencji w warunkach:

  • współdziałania międzynarodowego,
  • niskiego zagrożenia,
  • posiadania przewagi.

Zgodnie z teorią Sir Juliana Corbett’a w pierwszym scenariuszu jesteśmy ograniczeni do kontestowania panowania przeciwnika na morzu ( i dodajmy – przyległym lądzie) poprzez pomniejsze kontrataki czy akcje dywersyjne oraz „fleet-in-being”. Taką rolę mogą spełniać okręty „flotylli” czyli różnego rodzaju drobnoustroje czy korwety a potencjał odstraszający „fleet-in-being” tkwi do pewnego stopnia w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym.

Drugi scenariusz pozwala na działania ofensywne w celu uzyskania przewagi na teatrze działań i późniejszego jej wykorzystywania. Blokada bliska przy tak rozbudowanych systemach nadbrzeżnych jest raczej trudna do wyobrażenia i realizacji a blokada daleka odsunie nas poza Bałtyk. Podobnie koncept decydującej bitwy wydaje się być nieadekwatny w sytuacji szybkich zmian i kontrataków. Pozostaje więc koncept czasowej i miejscowej neutralizacji sił przeciwnika na czas przeprowadzania własnych operacji. W grę wchodzą współczesne metody walki w całym spektrum elektromagnetycznym i informacyjnym oraz neutralizacja środków ogniowych przeciwnika, jeśli zaistnieje taka konieczność. Po uzyskaniu przewagi nad przeciwnikiem dostępne są działania na rzecz obrony i wsparcia dla „przejścia morzem” własnych sił i negacji tego samego prawa przeciwnikowi. Oprócz okrętów typowo ofensywnych pojawia się potrzeba okrętów eskortowych i transportowych i/lub desantowych.

Trzeci scenariusz jest u nas najbardziej niedoceniany. Wymaga sił patrolowych i przeciwminowych działających pod osłoną lub groźbą użycia sił osłony pozostających nawet poza teatrem działań. Wszechstronność współczesnych okrętów patrolowych dzięki wykorzystaniu systemów skonteneryzowanych jest olbrzymia w codziennych działaniach i niedoceniana pomimo relatywnie niskiego kosztu inwestycyjnego. W naszych warunkach dochodzi do tego argument rozwoju możliwości rodzimego przemysłu stoczniowego i całego łańcucha logistycznego. Próba samodzielnej budowy okrętów podwodnych w Polsce to jak rozpoczęcie nauki jazdy na nartach od zjazdu wschodnią ścianą Matternhornu. Może jednak wybierzemy się najpierw na „oślą łączkę”?

Gotowi do zjazdu na nartach?

Nieco później na blogu pojawiła się tabela porównująca kilka wariantów struktury floty.

Ambicja wsparta doświadczeniem współpracy z NATO w ostatnich latach pcha nas w kierunku wariantu z udziałem fregat. Z kolei największy potencjał ofensywny ma paradoksalnie wariant z „flotyllą” drobnoustrojów a najtańsza i najbardziej przyjazna dla naszego przemysłu jest odmiana z typowymi okrętami patrolowymi. Zamiast wybierać więc na zasadzie albo-albo, lepiej zastanowić się nad tym co jest możliwe biorąc pod uwagę stan obecny i przy założeniu realnego budżetu na inwestycje.

Taka próba również została kilkakrotnie podejmowana na tym blogu. Szacowany realny budżet na modernizację marynarki wojennej oscyluje wokół 400-500 mln PLN rocznie i co ciekawe nie zmienił się (a raczej powrócił) do liczb wymienionych w pierwszym wpisie o „Lejku” sześć lat temu. Przy takich kwotach, żonglując wariantami można zaproponować wariant 2+2+2 czyli dwie fregaty, dwie korwety (wliczając dozbrojonego Ślązaka) i dwa okręty patrolowe. Przyszłość Marlina czy Lublinów zależy w dużej mierze od stanowiska i poglądów Sztabu Generalnego i Wojsk Lądowych na użycie morza jako pola manewru czy też potrzeby projekcji siły morzem.

Istotnym czynnikiem jest to, że przy takim budżecie nie ma praktycznie mowy o nowych fregatach tylko o okrętach z drugiej ręki. W tym kontekście przejęcie fregat australijskich ma sens ale wyłącznie pod warunkiem bycia fragmentem większej całości i włączenia ich w szerszy plan modernizacji floty, choćby taki jak tu proponowany. W przeciwnym razie przejęcie czy zakup fregat australijskich można porównać do resuscytacji krążeniowo-oddechowej w przeciwieństwie do reanimacji. Różnica polega na przywróceniu działania centralnego układu nerwowego czyli w konsekwencji naszej świadomości a nie tylko oddechu i krążenia krwi. Niewątpliwie krążenie i oddech są warunkiem koniecznym dla życia ale może się to okazać wegetacją rośliny a nie świadomym bytem.
Natomiast pozostałe programy modernizacyjne są w zasięgu ręki. Środki już zaangażowane i programy zaawansowane w realizacji lub relatywnie łatwe do przeprowadzenia wskazują na priorytety:

  • kontynuacja programu Kormorana,
  • śmigłowce SAR,
  • integralne środki rozpoznania dla NDR-u
  • dozbrojenie Ślązaka,
  • obrona przeciwlotnicza dla baz morskich i NDR-u w ramach programu Narew (opcjonalnie rozbudowa NDR-u o NASAAMS na bazie wspólnego modułu C2 i radaru 3D Odra niezależnie od Narwii)

W drugim etapie można zrealizować projekty:

  • budowy okrętów patrolowych (w oderwaniu od Miecznika i przy uproszczonej specyfikacji),
  • bezzałogowych środków rozpoznania pionowego startu dla okrętów patrolowych i korwet,
  • modułów ELINT/SIGINT i Kijanka dla okrętów patrolowych,
  • śmigłowce ASW,
  • bliźniaka dla Ślązaka (nie ma sensu rozpoczynać osobnego projektu dla jednego Miecznika).

Fregaty z drugiej ręki mogą być pozyskane w dowolnym czasie w zależności od okazji i aktualnie dostępnych środków w porównaniu do kosztów przejęcia.

Chyba jako już stałą stopkę do tekstów i uporczywą próbę podtrzymania optymizmu można wpisać słowa Jana Kochanowskiego:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Apr 172017
 

USS Detroit należy do mocno krytykowanej klasy Littoral Combat Ship ostatnio przekwalifikowanej na fregaty. Dwa krótkie filmiki zaprezentowane na stronie USNI News pokazują ćwiczenia w zwalczaniu drobnoustrojów zarówno pływających jak i latających za pomocą armaty 57mm Boforsa i kierowanych rakiet Hellfire. Obrazy przypominające bardziej reklamy produktów niż relację z działań bojowych skrywają jednak treści warte gorących dyskusji i rzeczywiście, najciekawszą częścią są komentarze.

Uwagę jednego z komentatorów zwrócił szczegół, że ćwiczenia będące częścią testów modułu ASuW dla LCS były zrealizowane na okręcie ledwo wprowadzonym do służby (październik 2016) a więc z całkiem świeżą załogą. To zmienia co nieco wrażenie sztuczności przeprowadzanych ćwiczeń. Najciekawsze są jednak dwa wątki:

  • na ile zadanie zwalczania drobnoustrojów jest wciąż aktualne w dobie rosnącej konfrontacji potęg, gdy dyskusje są zdominowane przez systemy o najwyższych możliwościach,
  • polemika pomiędzy zwolennikami okrętów o dużych możliwościach bojowych co często jest łączone z wielozadaniowością i tych, co popierają okręty „wystarczająco dobre” w realizacji konkretnego zadania. Argumentem koronnym przeciwników LCS jest ich niewystarczająca przeżywalność (survivability).

Pierwsze pytanie wydaje się mieć odpowiedź oczywistą – tak, taka zdolność jest potrzebna i być może nawet niezbędna. Kwestionować można natomiast to, czy taka zdolność jako jedyna ma sens na okręcie o wyporności 3.000 ton. Oczywistość jest konsekwencją połączenia technologii z koncepcjami wojny asymetrycznej i nie jest żadnym novum. Gdy powstała torpeda i torpedowce, potrzebą chwili stała się zdolność do ich zwalczania. Stworzono więc niszczyciel i sama nazwa określała funkcję okrętu. Dzisiaj Iran używa roju zwykłych łodzi motorowych jako potencjalnego zagrożenia ataku a rozwój systemów bezzałogowych ma duże szanse na przyśpieszenie takiego trendu. W czasie II wojny światowej skuteczną bronią przeciwko Schnellboot’om okazała się szybkostrzelna artyleria małego kalibru. I to się do dzisiaj nie zmieniło.

Prosta technologia, groźne konsekwencje. Dlaczego nie na Bałtyku?

Kombinacja szybkostrzelnej artylerii średniego i małego kalibru z kierowanymi pociskami małego zasięgu jest obiecującą kombinacją do „wymiatania drobiazgu” z pola walki lub w ramach eskorty większych jednostek. Dodanie rakiet przeciwokrętowych pozwala na zwalczanie przeciwnika „symetrycznego” a więc takiego o podobnych zdolnościach. Pozostaje otwarte pytanie co zrobić z przeciwnikiem dysponującym większą liczbą kutrów rakietowych w zakresie 300-500 ton. Liczba rakiet przeciwokrętowych zabieranych przez typową korwetę czy fregatę jest zbyt mała by poradzić sobie może nie z rojem ale stadem takich kutrów. Receptą może okazać się zarówno nowy rodzaj broni jak i wystawienie własnego stada, co łączy się jednak z kosztem stada i kosztem jednostkowym okrętu w stadzie.

Drugi wątek budzi jeszcze większe emocje bo potrzeba zmierzenia się z nieprzewidywalnym rozwojem sytuacji w połączoniu z chęcią zabezpieczenia się przed jak najszerszym spektrum zagrożeń prowadzi do eksplozji specyfikacji mającej najczęściej tylko jedno ograniczenie – koszt. Podobnie jak w poprzednim akapicie, historia niszczycieli jest pouczająca. Okręty stworzone jako jednozadaniowe coraz bardziej rosły i przejmowały nowe funkcję aż do momentu, w którym pełna wielozadaniowość przestała być możliwa. W czasie II wojny światowej klasa niszczycieli zaczęła się coraz bardziej rozwarstwiać na niszczyciele floty i niszczyciele eskortowe (używając nomenklatury amerykańskiej). Wracając do ćwiczenia USS Detroit w zwalczaniu roju drobnoustrojów, jeśliby takie miało być główne zagrożenie to dwa LCS-y mają większe szanse przeżycia niż jedna fregata za podobne pieniądze. Fakt, LCS-y będą bezradne wobec innych zagrożeń, z którymi fregata poradzi sobie znacznie lepiej. Jeden z komentatorów ujął to prosto – fregata to nie LCS i nie należy ich mylić. Jednozadaniowość nie jest zła z definicji a prawdziwa wielozadaniowość jest bardzo kosztowna. Fregaty podobnie jak korwety też się specjalizują i obie klasy są najczęściej nazwijmy to „półtorazadaniowe”.

Zarzut słabej „przeżywalności” jest używany często niewłaściwie lub nieprecyzyjnie co pewnie wynika ze zmiany instrukcji OPNAV definiującej poziomy odporności okrętu i jego przeżywalności z wersji 9070.1 na 9070.1A. W pierwszym dokumencie mamy 3 poziomy odporności zdefiniowane mniej więcej jak poniżej:

  • Poziom 1 – odporność na impuls elektromagnetyczny (EMP), wstrząs, działanie broni ABC.
  • Poziom 2 – zawiera w sobie cechy poprzednie plus zdolność do działania w warunkach wojny w ramach grup bojowych. Okręt powinien być zdolny do działania po trafieniu bronią przeciwnika.
  • Poziom 3 – to ponadto zdolność do przeciwdziałania degradacji zdolności do działania w wyniku trafienia rakietą, torpedą czy miną.

Mamy więc do czynienia głównie z odpornością na ciosy, natomiast nowa norma jest bardziej złożona i dekomponuje przeżywalność okrętu na trzy podstawowe składniki oferujące szersze spojrzenie niż odporność na ciosy:

  • Susceptibility (podatność) – zdolność okrętu, systemów i załogi do uniknięcia lub zwalczenia ataku.
  • Vulnerability (wrażliwość) – zdolność okrętu, systemów i załogi do wytrzymania początkowego efektu ataku lub wypadku i kontynuacji zadania.
  • Recoverability (możliwośc odtworzenia zdolności) – zdolność okrętu i załogi do podjęcia działań niezbędnych do ograniczenia i likwidacji szkód, zapobieżeniu utraty okrętu i minimalizacji strat ludzkich oraz do odtworzenia zdolności bojowych okrętu.

Nieformalne określenie Level 1+ używane w odniesieniu do LCS jest niczym innym jak tłumaczeniem nowej normy na język starej. Okręt ma więc odporność mniejszą niż Poziom 2 ale większą niż Poziom 1 choćby dzięki posiadaniu systemów samoobrony.

W świetle komentarzy na forum USNI News ciekawie prezentuje się nadchodząca możliwość porównania projektu i losów naszej korwety Gawron/Ślązak z planem Finów budowy czterech korwet. Kluczową kwestią będzie w jaki sposób Finowie podejdą do specyfikacji okrętu wycenianego na około 300 mln EUR sztuka, czyli mniej więcej tyle co niedozbrojony Ślązak. W internecie nie ma zbyt wiele na ten temat i początkowo używano wobec okrętu określenia OPV kładąc nacisk na jego funkcje patrolowe. Jakie systemy zostaną wybrane i zainstalowane biorąc pod uwagę, że cztery korwety mają zastąpić dwa stawiacze min i cztery kutry rakietowe. Czy Finowie zdecydują się na kontynuację i zadowolą systemami już posiadanymi jak Umkhonto, kombinację sonarów ST2400/SONAC PTA, RBS i armatą 57mm czy też wybiorą systemy bardziej zaawansowane jeszcze nie będące w posiadaniu marynarki fińskiej? Z pewnością będzie to ciekawa ilustracja do nieustającej i gorącej dyskusji co to znaczy niezbędny poziom zdolności bojowych dla okrętów a w szczególności korwet.

Mar 202017
 

Dyskusja na temat modernizacji Marynarki Wojennej RP staje się coraz bardziej bezprzedmiotowa i tak pozostanie dopóki nie nastąpią poważne zmiany w państwie. Jest to jednak blog o marynarce wojennej a nie polityce więc wątku nie będziemy rozwijać. Trudna sytuacja w kraju nie oznacza jednak, że mamy zasypywać gruszki w popiele. Wręcz przeciwnie, trzeba aktywnie się uczyć i być gotowym zaproponować dobre rozwiązania gdy przyjdzie na to czas. To taki optymizm pesymisty.

Marcowy numer USNI Proceedings jest już tradycyjnie poświęcony sprawom międzynarodowym i ma stałą rubrykę „The Commanders Respond”. W połączeniu z inną stałą rubryką „World Navies in Review” daje interesuacy wgląd w najbardziej palące problemy flot świata i to w jaki sposób sobie z tymi wyzwaniami radzą. Zostawmy na boku Pacyfik i Azję chociaż tam się najwięcej dzieje i skupmy się na naszym regionie, czyli Europie.

Na samym początku niespodzianka – Admirał Sir Philip JonesFirst Sea Lord i Chief of Naval Staff za najważniejszy priorytet uznaje wojnę cybernetyczną i informacyjną dominację. O sprzęcie jest niewiele i wzmianka na temat F-35 jest również opatrzona komentarzem, że jest to „godne uwagi narzędzie do zbierania danych”. Ani słowa o lotniskowcach czy nowych fregatach, tylko o współpracy z partnerami, sztucznej inteligencji we wspomaganiu podejmowania decyzji i ćwiczeniach Exercise Information Warrior.

Kontradmiral Jens Nykvist, ze Szwedzkiej Królewskiej Marynarki wspomina o wybrzeżu liczącym 1.700 mil i Bałtyku jako jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków żeglugowych świata. Wszystko w kontekście bliskości Rosji. Za główne zadanie dla marynarki podaje odstraszanie, ale w przeciwieństwie do naszej dyskusji o rakietach manewrujących, odstraszanie oparte o „wysoki poziom gotowości, sprzęt dobrej jakości i wysoki poziom wyszkolenia”. Co ciekawe w tych kategoriach opisuje odstraszanie nasza własna i wciąż obowiązująca Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego. Monitorowanie tak długiego wybrzeża wymaga według admirała Nykvista dużej liczby platform o znaczącym zasięgu i autonomiczności. Dlatego kluczowa jest dla Szwecji współpraca międzynarodowa, w której za najważniejszych partnerów wymienia Finlandię i Stany Zjednoczone. Nas tam nie ma pomimo ewidentnie wspólnych interesów i oficjalnej w tym względzie retoryki.

Kontradmiral Lars Saunes, z Królewskiej Marynarki Norwegii zaczyna od stwierdzenia, że „Rosja odtworzyła swój bastion obronny i wprowadziła do służby nowe systemy uzbrojenia we wszystkich sferach działania”. Za główne zagrożenie otwarcie wskazuje zagrożenia dla morskich linii żeglugowych na Północnym Atlantyku, łączących Europę z Ameryką Północną. Wraca więc do klasycznego problemu kontroli morza na wodach Północnego Atlantyku. Wyzwanie rzucone przez rozbudowę potencjału militarnego Rosji na tym obszarze nazywa wprost czwartą bitwą o Atlantyk. Głównym zadaniem staje się obrona przed okrętami podwodnymi i nic dziwnego, że Norwegia zainwestowała we fregaty.

Wiceadmirał Andreas Krause z Marynarki Wojennej Niemiec zwraca uwagę na zmianę w środowisku międzynarodowym i iluzji „pokojowych dywidend” po okresie zimnej wojny. Pomimo to, rząd Niemiec uważa, że powinna istnieć równowaga pomiędzy obroną kraju i obroną sojuszniczą a reagowaniem na kryzysy międzynarodowe. Polityka, która powinna mieć naśladowców w naszym kraju ale jakimś trafem trudno się jej przedrzeć i dotrzeć do szerszej świadomości zarówno polityków jak i społeczeństwa. W konsekwencji za równie ważne niemiecka marynarka uważa rozbudowę potencjału obronnego na północnej flance sojuszu jak i zarządzanie kryzysem na Morzu Śródziemnym. W wypowiedzi admirała Krause padło trochę szczegółów na temat modernizacji i rozbudowy floty. Projekt MKS-180 nabrał wyrazu i został określony jako klasa sześciu fregat ASW o wyporności 7.000 ton. Biorąc pod uwagę to i aktualnie realizowane projekty flota Niemiec rzeczywiście wzrośnie. Flotylla okrętów podwodnych zwiększy się z sześciu do ośmiu jednostek a obecny zestaw dziesięciu fregat wzrośnie do prawdopodobnie 13 jednostek – trzy istniejące fregaty AAW typu 124, cztery nowe fregaty stabilizacyjne typu 125 i wreszcie sześć nowych fregat ASW. Ponadto stan korwet zostanie zdublowany do 10 sztuk.

Wiceadmiral Veijo Taipalus, głównodowodzący Marynarką Wojenną Finlandii podobnie do poprzedników z regionu Bałtyku odnotowuje zmianę klimatu politycznego w basenie Morza Bałtyckiego na niekorzyść. W wypowiedzi przewija się wątek konieczności współpracy międzynarodowej na wypadek wojny obronnej. To jest delikatne politycznie novum w Finlandii, gdzie do tej pory twierdzono, że Finlandia jest w stanie obronić się samodzielnie. Trudno powiedzieć co jest przyczyną a co skutkiem, ale informacja o planie budowy czterech korwet znajduje się w sąsiedztwie następującego zdania „ Regionem rosnącej współpracy z US Navy będzie Arktyka…” Ciekawostka, bo niewątpliwie Finlandia częściowo znajduje się na obszarach polarnych ale nie ma dostępu do mórz arktycznych.

Kontradmiral Frank Trojahn, z Królewskiej Marynarki Danii skupia się na prostym fakcie, że duńska flota handlowa jest jedną z największych na świecie więc naturalną funkcją duńskiej marynarki wojennej jest dbałość o bezpieczeństwo morskie na całym świecie co jest możliwe tylko we współpracy międzynarodowej. Mamy więc wytłumaczenie logiki stojącej za udanymi projektami fregat i okrętów logistycznych Absalon. Aktualne inwestycje skupiają się na modernizacji śmigłowców morskich, zakupie rakiet SM-2 dla fregat i przygotowaniach do przystosowania przynajmniej jednej fregaty do zadań BMD.

W powyższych wypowiedziach zwraca uwagę umiejętność do sformułowania w jednym lub kilku zdaniach kluczowej kwestii stanowiącej podstawę dla strategii i planowania struktury floty. Niezależnie od posiadanych środków finansowych czy bazy technologicznej lub szkoleniowej, każda z wymienionych marynarek racjonalizuje swój problem i zamienia w plan działania przy użyciu posiadanych środków. Jest w tych odpowiedziach na zadane pytanie kilka uwag z powodzeniem stosowalnych do naszej sytuacji, ale jak wspomniano na wstępie to już inna historia.

Feb 192017
 

Pozytywizm nie cieszy się w naszym kraju wielką popularnością ale to właśnie organiczna praca u podstaw jest kluczem do budowania państwa i społeczeństwa. Po publikacji Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP mamy trzy dokumenty istotne dla Marynarki Wojennej RP, na których powinniśmy teoretycznie budować przyszłość floty. Są to Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego stworzona przez BBN pod przewodnictwem prof. Kozieja, Plan Modernizacji Marynarki Wojennej z 2012 roku autorstwa MON pod kierownictwem ministra Siemoniaka oraz wspomniana Koncepcja powstała pod patronatem BBN i redakcją panów Brysiewicza i Gwizdały. Nie sztuką jest znaleźć mankamenty i słabości tych dokumentów ale dokonanie ich syntezy wybierając to, co w nich najlepsze. Krytyka staje się więc wstępną analizą stanu rzeczy i źródeł problemów marynarki wojennej prowadzącą nie do odrzucenia zawartych treści ale ich włączenia w większą i spójną całość. Zadanie wydaje się być trudne, żmudne a może nawet i beznadziejne ale… niezbędne:

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Zbigniew Herbert Tren Fortynbrasa

Pytanie brzmi więc czy można zbudować flotę na bazie Planu Modernizacji realizującą cele polityki morskiej Strategicznej Koncepcji w ramach ogólnej polityki bezpieczeństwa państwa zdefiniowanej w Białej Księdze? Moim zdaniem tak, jest to możliwe i lepiej abyśmy tego dokonali szybko bo w przeciwnym wypadku historia może wydać ponownie gorzki werdykt jak poniżej:

Czyż istotnie można było Polskę uważać za państwo europejskie, za jednolitą cząstkę europejskiej rzeczypospolitej państw? Nie! To było państwo tatarskie (…) Istotna zmiana tego stanu tatarskiego mogłaby być dziełem połowy czy też całego stulecia, gdyby przywódcy tego narodu chcieli tego. Sami oni jednak byli zbyt Tatarami, aby życzyć sobie takiej zmiany. Ich rozwiązłe (liederliches znaczy również niechlujne, nieporządne) życie państwowe i niezmierzona lekkomyślność (Leichtsinn znaczy również nierozwagę, beztroskę) szły ręka w rękę i w ten sposób pędzili w przepaść.

Carl von Clausewitz O Wojnie Księga VI, rozdział szósty

Jeśli ktoś czuje się obrażony i uważa taką opinię za wymysły nieprzychylnego nam pruskiego oficera to służę przykładem romantycznego poety i narodowego wieszcza, wciąż jakimś cudem istniejącego w programie szkolnym a tak piszącego o naszych zdolnościach społecznych niezbędnych do budowy państwa:

Jesteśmy żadnym społeczeństwem.
Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.

Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród.

Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten – o! jakże ułomny kaleka jest !

Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi … Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem…”

List Norwida do Michaliny Dziekońskiej z 14 listopada 1862 roku

Opinie trzech autorów są rozrzucone na przestrzeni ponad 100 lat i wciąż zachowują świeżość, której nie należy lekceważyć.

Za największą zaletę Białej Księgi uważam zaproponowanie strategii osiągalnej technicznie i finansowo wobec sąsiada będącego światową potęgą militarną i nuklearnym mocarstwem. Ograniczenie samodzielnych działań do zwalczania zagrożeń aterytorialnych, podprogowych i trudno-konsensusowych w połączeniu z umacnianiem sojuszy i szeroko pojętą prewencją poprzez działania na rzecz bezpieczeństwa międzynarodowego nie dają nam pełnej kontroli nad własnym losem i gwarancji bezpieczeństwa ale tworzą ramy działań praktycznych. Biała Księga jest dobrą odpowiedzią na strategię Federacji Rosyjskiej sformułowanej przez gen. Gierasimowa określającej stosunek działań niemilitarnych do militarnych na 4:1. Pomimo faktu, że Biała Księga została napisana przed wzrostem napięć i postaw konfrontacyjnych, wciąż próby destabilizacji państwa są bardziej prawdopodobne niż pancerne zagony pod Warszawą.

Takie postawienie sprawy ma punkty styczne ze Strategiczną Koncepcją zwłaszcza jej pierwszą częścią kładącą nacisk na współpracę międzynarodową i morskie interesy państwa. Precyzuje się pojęcie sił morskich państwa i dostrzega rolę Morskiego Oddziału Straży Granicznej wraz z innymi urzędami. Obszar zainteresowania państwa określa się bądź w kontekście Europy i wód ją otaczających bądź jako obszar działania NATO. Bałtyk jest częścią obu definicji. W przypadku mórz okalających Europę mamy do czynienia z działaniami w oparciu o przyjazny brzeg i relatywną bliskość baz. Ostatnie zdanie jest pomostem do trzeciego dokumentu, czyli Planu Modernizacji odnoszącego się do środków potrzebnych flocie dla realizacji celów. Plan miał w zamyśle być realizacją koncepcji Bałtyk Plus, która w odróżnieniu od Strategicznej Koncepcji BBN kładzie nacisk na Bałtyk przed Plusem. Jest to jednak kwestia proporcji pomiędzy dwoma komponentami floty istniejącymi w obu dokumentach a nie braku któregoś z nich.

Jeżeli za esencję powyższych dwóch skromnych paragrafów uznać zdanie co pewien czas pojawiające się na tym blogu:

Marynarka Wojenna broni interesów Państwa w czasie pokoju i kryzysu. Podczas wojny udostępnia dodatkowe pole manewru dla Połączonych Sił Zbrojnych. Głównym obszarem działania jest Bałtyk oraz wody wokół Europy.

to dużą część Planu Modernizacji można z powodzeniem wykorzystać jako bazę dla przyszłych inwestycji. Największa różnica polegałaby na postawieniu znaku zapytania nad okrętami podwodnymi, których wartość dla polityków skupia się na rakietach manewrujących dalekiego zasięgu. W zamian wzrósłby priorytet dla okrętu wsparcia działań połączonych Marlin przy jednoczesnej rezygnacji z Marlina jako okrętu desantowego na rzecz uzbrojonego okrętu logistyczno-transportowego. Inną zmianą byłoby rozdzielenie Czapli od Miecznika i sprecyzowanie czy Czapla będzie bardziej narzędziem dyplomacji na odległych wodach czy raczej okrętem do działań przybrzeżnych na Bałtyku. Pierwsze prowadzi w kierunku klasycznego OPV i redukcji do dwóch jednostek przy jednoczesnym zwiększeniu liczby Mieczników do czterech a drugie do mniejszego i bardziej licznego następcy Kaszuba przy jednoczesnej redukcji Mieczników do dwóch jednostek, co z kolei otwiera drogę do bliźniaka dla Ślązaka. Ze Strategicznej Koncepcji należałoby również zapożyczyć ideę wzmocnienia Straży Granicznej o większe okręty patrolowe. Nic w Planie nie zamyka drogi do budowy fregat w przyszłości natomiast zamiana Planu na pomysł budowy fregat jest odrzuceniem Planu.

Najnowsza publikacja BBN wzywa do dyskusji, niech więc dyskusja się toczy ale niech ma też jakiś konkretny rezultat. Nie osiągniemy wiele poprzez negację wszelkich poczynań politycznych oponentów bo podział sił w kraju jest dość wyrównany. Dialog może być karkołomny ale jeśli chcemy uniknąć gorzkiego wyroku historii ponownie to nie ma wyjścia i trzeba próbować. Czas nauczyć się pozytywistycznej pracy u podstaw, mało spektakularnej ale dającej wymierne efekty. Jeżeli nie wychodzi to politykom to powinna powstać przestrzeń, w której mogą zabrać głos ludzie dobrej woli.

Jan 312017
 

Zamieszczony tekst o meandrach jakimi kroczy marynarka wojenna w poszukiwaniu swojego uzasadnienia i miejsca w bezpieczeństwie narodowym był pytaniem o rodzaj argumentów, którymi możemy się posłużyć. Argumenty gospodarcze wymieniłem jako najsłabsze, ale ten temat jest na tyle ważny, że warto go rozwinąć dodając parę liczb, gdyż zainteresowanie chyba istnieje. W ujęciu statystycznym GUS gospodarka morska to co innego niż udział transportu morskiego w handlu zagranicznym. Pod pojęciem gospodarki morskiej rozumie się przedsiębiorstwa zaangażowane w działalność związaną z morzem i wyniki gospodarcze tych podmiotów. I jak pokazuje tabela „Gospodarka morska na tle gospodarki narodowej” na str. 24 Rocznika statystycznego gospodarki morskiej 2016, jest on niewielki.

Jaki jest udział transportu morskiego w polskim handlu zagranicznym nie widnieje bezpośrednio na stronach GUS-u ale można to policzyć czy oszacować pośrednio na podstawie umieszczonych tam danych. Pożyteczna jest tabela przestawna dotycząca handlu zagranicznego, gdzie można zamienić obroty wartościowo na masowo. Według tej tabeli obroty masowe handlu zagranicznego to około 208 mln ton w 2015 roku przy obrotach w portach 58 mln ton (z wyłączeniem tranzytu 10 mln ton). Stosunek daje 28%.

Innym przybliżeniem może być raport GUS-u Transport. Wyniki działalności w 2015 roku.  Transport kolejowy przewiózł 224 mln ton z czego import/eksport to 29% czyli 65 mln ton. Dla transportu kołowego istnieje tabela na stronie 54 pokazująca import/eksport na poziomie około 120 mln ton. Międzynarodowa żegluga śródlądowa to (strona 58) około 68% z 12 mln ton czyli około 8 mln ton. W sumie mamy 193 mln ton lub trochę więcej z rurociągami. Liczby te dotyczą tylko podmiotów zarejestrowanych w Polsce a więc stosunek obrotów towarowych w portach do tej liczby pokazuje nam udział nie większy niż… gdyż mamy jeszcze do czynienia z nieznanym obrotem towarowym wykonywanym przez zagranicznych operatorów kolejowych czy drogowych. Wynik arytmetycznego dzielenia daje nie więcej niż 30% lub mniej jeśli wliczyć transport rurociągami.

Oczywiście można pójść dalej i zapytać jakie znaczenie ma dla gospodarki handel zagraniczny albo idąc jeszcze dalej zapytać o znaczenie gospodarki dla polityków, co ostatnio nie wydaje się już być oczywiste. Gdyby znów próbować przybliżyć to jakimś wskaźnikiem, to stosunek masy towarowej w handlu zagranicznym do całości transportowanych towarów przez tylko krajowych przewoźników wynosi niecałe 12% na podstawie wymienionych wyżej liczb (plus transport rurociągami).

Dla marynarki wojennej ważne jest nie tylko umieszczenie transportu morskiego w szerokiej perspektywie, ale również spojrzenie na strukturę mającą potencjalny wpływ na zadania floty.

Kierunki transportu morskiego są opisane w tym samym raporcie na stronie 104 według miejsc załadunki i wyładunku (dane 2015):

Europa – 75.3%
w tym kraje basenu regionu Bałtyku – 60.5%
w tym Rosja – 20.2%
Azja 10.3%
Afryka 8.0%
Inne 6.4%

Dla ruchu pasażerskiego jest to (średnia z przyjazdów i wyjazdów):

Szwecja – 90.7%
Niemcy – 7.5%
Dania – 1.6%
Inne – 0.2%

Dominują kraje leżące nad Bałtykiem i z tego punktu widzenia argumenty gospodarcze wspierają ideę Bałtyk Plus. Podobnie jeśli spojrzymy z jakich krajów pochodzą armatorzy (tabela na stronie 160):

Dania – 17.6%
Niemcy – 10.0%
Grecja – 9.7%
Szwecja 7.8%
Polska – 7.5%
Norwegia – 6.2%
Szwajcaria – 5.1%
Holandia – 4.6%
Wielka Brytania – 3.8%
Cypr – 3.8%
Rosja – 3.4%
Inni – 1.3%

Armatorzy pochodzący z krajów leżących nad Bałtykiem odpowiadają za realizację 46.3% przewozów z i do naszych portów. To jest już jednak argument gospodarczo-polityczny bo wskazuje interesy jakich krajów ewentualnie będą zagrożone. Inne pytanie to gdzie i ile statków mielibyśmy ewentualnie osłaniać gdyby takie miało być zadanie marynarki wojennej.

Do polskich portów zawinęło w 2015 roku 13918 statków z ładunkiem, czyli 38 statków dziennie.
Podział liczbowy według portów wygląda następująco:
Gdańsk/Gdynia – 34.1%
Szczecin/Świnoujście/Police – 47%

O ile obroty przeładunkowe są większe w Gdańsku/Gdyni to jednak liczba statków zawijających do Szczecina/Świnoujścia jest większa.

Czy wymienimy zużyte narzędzie na nowe? Foto Przemysław Ziemacki

Struktura przewozów morskich w naszym handlu zagranicznym stawia wiele pytań odnośnie roli floty w ochronie handlu morskiego. W czasie pokoju lub kryzysu zakładamy wciąż obowiązywanie prawa a więc ochrona ograniczałaby się terytorialnie do wód EEZ i powstaje pytanie na czym miałaby polegać oraz przed czym chronić. Jaka ma być rola MOSG w takiej sytuacji a jaka Marynarki Wojennej? Czy przepływy towarów i mapa szlaków żeglugowych w czasie otwartego konfliktu czy wojny wyglądałyby tak samo jak w czasie popkoju? Jaka część handlu przeniosłaby się na alternatywne szlaki lądowe a jaka by została utracona ze względu na wzrost ryzyka i kosztów transportu? Na ile korzystne jest inwestowanie we flotę do osłony tego handlu a na ile łatwiej czy taniej jest dokonać zamiany kanałów transportowych? Czy mamy brać pod uwagę szlaki handlowe do państw sojuszniczych czy nie? I czy będzie to nasz interes gospodarczy czy polityczny?

Koszty transportu faworyzują transport morski na dalekich trasach. Im bliżej tym łatwiej o substytut.

Te same liczby są również argumentem gospodarczo-politycznym na rzecz wyjścia poza Bałtyk, gdyż handel morski jest w zasadzie handlem globalnym, a więc statek przypływający do Polski z Niemiec czy Holandii może wieźć towary, dla których jest to końcówka podróży oceanicznej. Tak samo coś, co trafia do nas koleją lub transportem drogowym z Holandii czy Niemiec, może tam trafiać drogą morską. Ponownie wraca pytanie czy ochrona handlu morskiego w czasach pokoju lub kryzysu ma się odbywać na wodach polskiej strefy wyłączności ekonomicznej czy też daleko poza Bałtykiem w ramach inicjatyw społeczności międzynarodowej a w czasie wojny w ramach sojuszy gdziekolwiek sojusz zdecyduje? Paradoksalnie, pomimo liczb wskazujących koncentrację naszego handlu zagranicznego prowadzonego drogą morską na Bałtyku, zadanie osłony tego handlu więcej sensu miałoby poza Bałtykiem niż na naszych wodach EEZ gdzie główna rola przypadłaby MOSG.

Jan 242017
 

Poniższy tekst powstał jako rezultat korespondencji z Przemysławem Ziemackim, czytelnikiem bloga. Jego idee zostały wplecione w próbę syntezy kilku wątków z tego blogu i dlatego powstały w ten sposób wpis jest sygnowany przez dwóch Przemków.

Idea wyjścia poza Bałtyk i współpracy z NATO w ramach stałych zespół z wykorzystaniem fregat ma wielu zwolenników i silne argumenty za takim rozwiązaniem. Niemniej, dopóki nie powstanie formalny dokument rządowy czy doktrynalny wspierający taką ideę i mający szansę na realizację powinniśmy poddać pod dyskusję alternatywne pomysły, choćby tylko z chęci bycia bezstronnym. Nie ma wiele o marynarce wojennej w tekstach doktrynalnych czy strategicznych. Te zniknęły ze strony MON-u ale sieć wiele „pamięta” i dzięki temu możemy zacytować Strategię obronności Rzeczpospolitej Polskiej z 2009 roku, chyba ostatniego takiego dokumentu mówiącego o misji floty:

Marynarka Wojenna przeznaczona jest do obrony interesów państwa na polskich obszarach morskich, morskiej obrony wybrzeża oraz udziału 
w lądowej obronie wybrzeża we współdziałaniu z innymi rodzajami sił zbrojnych w ramach strategicznej operacji obronnej. Zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi Marynarka Wojenna utrzymuje zdolności do realizacji zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa zarówno 
w obszarze Morza Bałtyckiego jak i poza nim.

Określenie Bałtyk Plus pasuje do powyższego opisu misji. Na pierwszym miejscu stawia Bałtyk a dopiero potem zobowiązania międzynarodowe poza nim. W ramach Bałtyku też mamy hierarchię celów i obrona interesów (podkreślenie autorów) na polskich obszarach morskich stoi przed morską obroną wybrzeża a ta przed lądową obroną wybrzeża. Obu tym pojęciom należałoby właściwie nadać sens i wypełnić treścią ale drogowskaz jest postawiony. Ostatni z serii dokumentów strategicznych, czyli Biała Księga z 2013 roku podtrzymuje te same priorytety ale większy nacisk kładzie na prewencje w ramach szerszej współpracy międzynarodowej:

Istotą działań obronnych jest stałe utrzymywanie gotowości do skutecznego reagowania na zagrożenia dla niepodległości i nienaruszalności terytorialnej Rzeczypospolitej Polskiej. Do działań uzupełniających należy aktywne wykorzystywanie szans i uprzedzające redukowanie ryzyk w dziedzinie bezpieczeństwa, między innymi poprzez udział w międzynarodowych wysiłkach na rzecz ograniczania źródeł zagrożeń, w tym w międzynarodowych operacjach bezpieczeństwa. Służą temu: działania dyplomatyczne na rzecz bezpieczeństwa, działania wojskowe, działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze w sferze obronnej oraz funkcjonowanie naukowo-przemysłowego potencjału obronnego.

Na pochwałę zasługuje postawa BBN-u najwyraźniej hołdującemu starej, dobrej zasadzie, że dopóki nie uchwalono nowego dokumentu, obowiązuje stary. Tak więc Biała Księga opracowana przez poprzedni skład w dalszym ciągu widnieje na stronie BBN.

Idąc dalej tym tropem nasz tekst proponuje kroczyć ścieżką wyznaczoną przez priorytety – nie rezygnując z wizji szerszej współpracy międzynarodowej poza Bałtykiem zacząć metodą małych kroków od rzeczy może mniejszych ale bliższych lub łatwiejszych w realizacji. Gdyby zaproponować najbardziej prawdopodobne scenariusze wynikające z kombinacji stanu wojny lub pokoju czy kryzysu i obszaru geograficznego działań, mogłyby wyglądać tak:

W scenariuszu pierwszym nasze siły morskie działają w czasie pokoju lub kryzysu na własnych wodach wykonując codzienne zadania:

  • Straż Graniczna pilnuje przestrzegania porządku prawnego na powierzchni morza. Siły Powietrzne pilnują tego samego w odniesieniu do przestrzeni powietrznej nad polskim obszarem morskim.
  • Marynarka wojenna monitoruje sytuację pod powierzchnią morza, wspiera Straż Graniczną w kontroli sytuacji na powierzchni morza i przeciwdziała dyplomacji z użyciem siły.
  • Siły morskie państwa (rozumiane szerzej niż tylko marynarka wojenna i zawierające również straż graniczną) budują sojusze i uczestniczą aktywnie we wspólnych ćwiczeniach oraz uczestniczą w zespołach międzynarodowych oraz FRONTEX i NATO.
  • Marynarka wojenna prowadzi rozpoznanie i wywiad strategiczny.

W zależności od uzgodnień międzynarodowych te same zadania mogą być wykonywane na wodach Polski lub pozostających w jurysdykcji innych członków NATO. Zakładamy, że w tym scenariuszu siły morskie działają przy braku istotnego zagrożenia albo przy poziomie zagrożeń możliwych do neutralizacji samodzielnie. W scenariusz wpleciony jest podział zadań pomiędzy Marynarkę Wojenną i Straż Graniczną ale taki, który implikuje wspólny system rozpoznania i tworzenia obrazu sytuacji taktycznej.

Takie tylko w Kędzierzynie-Koźlu. Foto www.product.damen.com

W scenariuszu drugim sytuacji otwartego konfliktu zbrojnego lub wojny nasze siły morskie realizują sojusznicze plany operacyjne. Jakkolwiek nie są one znane publicznie niewątpliwie należy do nich wzmocnienie Republik Bałtyckich. W tym scenariuszu powinniśmy przyjąć założenie konieczności posiadania osłony dla działań floty i na naszych wodach mogą to być baterie nadbrzeżne jak NDR czy Wisła a na wodach innych sojuszników byłyby to zespoły NATO.

Mowa jest więc o flocie przybrzeżno-fortecznej gdzie okręty korzystają z bliskości przyjaznego brzegu i własnych baz co ma uzasadnienie w geografii. Polski obszar morski to dość wąski pas o szerokości około 40-60nm. Poniższa mapa pokazuje również głębokości z jakimi siły obu stron konfliktu zmierzą się na naszych wodach. Potencjalne działania okrętów podwodnych są zepchnięte do dość zdefiniowanych obszarów co ułatwia ich kontrolę. Wyjątkiem jest basen gdański ale z uwagi na wspólną granicę z Federacją Rosyjską jakiekolwiek działania w bezpośrednim sąsiedztwie głównej bazy Floty Bałtyckiej muszą się zamienić w konflikt o wymiarze powietrzno-morsko-lądowym. Płytkie wody z kolei zachęcają do działań z użyciem min, miniaturowych okrętów podwodnych i pojazdów bezzałogowych.

W jakim więc kierunku rozwijać nasze siły morskie biorąc powyższe pod uwagę? Na myśl przychodzi kilka inicjatyw wspierających się wzajemnie i uzupełniających już realizowane projekty jak trzy Kormorany, okręt patrolowy Ślązak czy remont jednej fregaty. Cichym założeniem jest również posiadanie eskadry śmigłowców ASW i SAR:

  • Wzmocnić Straż Graniczną o okręty patrolowe do utrzymywania porządku prawnego na wodach Polski i działań w ramach FRONTEX.
  • Zbudować system rozpoznania wewnątrz struktury organizacyjnej NDR-u.
  •  Stworzyć zespół korwet wielkości ORP Kaszub na stałe wyposażonych w system samoobrony przeciwrakietowej/przeciwlotniczej i armatę. Opcjonalnie i wymiennie – „małe ASW” do zwalczania asymetrycznych zagrożeń podwodnych (drony, miniaturowe okręty podwodne, płetwonurkowie), moduł MCM Kijanka lub zestaw rakiet przeciwokrętowych.
  • Ułożyć na dnie bariery Mini SOSUS w miejscach największego zagrożenia obecnością okrętów podwodnych przeciwnika.
  • Opracować koncepcyjnie i zbudować pojazdy bezzałogowe nawodne i podwodne do zwalczania dronów przeciwnika.
  • Rozbudować Formozę o kompanię Coastal Rangers na łodziach CB-90.
  • Zorganizować osłonę działań sił morskich w obszarze morskim Polski w postaci baterii nadbrzeżnych NDR i Wisła.
  • Dozbroić Ślązaka do standardu korwet Kaszub II.
  • Nabyć uzbrojony logistyk lub dwa dla celów realizacji planów operacyjnych NATO w czasie wojny i współpracy z zespołem stałym NATO w czasie pokoju. Potencjalnie w zakresie zadań misje humanitarne lub policyjne oraz dowodzenie zespołem MCM.

Proponowane korwety Kaszub II należałoby uszczegółowić aby uniknąć pułapki niekończącego się wzrostu zdolności i kosztów. Kluczem jest znalezienie właściwego kompromisu pomiędzy zdolnościami i liczbą okrętów. To nas prowadzi poniekąd do pierwotnej idei Kaszuba i stąd nazwa. I właściwie dlaczego nie? Historycznie rzecz biorąc najpierw były ścigacze 122 (Kronsztadt). Szukając następcy zdecydowano się na rozwiązanie kompromisowe w postaci zmodyfikowanych kutrów patrolowych serii 912 mniejszych od poprzedników. Potem był Kaszub, który został niedokończonym pomysłem a następnie równie nieudana próba budowy jeszcze większej korwety Gawron. Skoro potknęliśmy się w obu ostatnich krokach to może wróćmy do koncepcji Kaszuba w nowej odsłonie technologicznej? I przede wszystkim zrealizujmy wreszcie jakikolwiek plan, co ma kapitalne znaczenie psychologiczne. Tak więc byłaby to niewielka korweta z wymiennymi modułami i posiadająca pokład lotniczy dla dronów lub lekkiego śmigłowca. Okręt o tak niewielkiej wyporności będzie miał kadłub zbyt krótki aby zmieścić na nim jeszcze pokład w klasycznym układzie na rufie więc należałoby go umieścić nad hangarem dla wymiennych modułów. Myśląc o naszym Kaszubie II wyobraźmy sobie Visby ze stali i o zredukowanej prędkości bez nacisku na „niewidzialność”.

Ze stali a nie plastyku Visby miałby pewnie 1.000 ton.

Z kolei pierwowzorem dla klasy uzbrojonych okrętów logistycznych był Absalon, którego idea została podchwycona przez Damen w serii Crossover. Na rodzimym gruncie mamy wizualizacje okrętu MMC z Remontowej. Kwestią otwartą jest czy bardziej byłby to okręt transportowy wojska czy zaopatrzeniowy dla floty co w dużej mierze zależy od poglądów sztabowców planujących połączone operacje. W obu przypadkach byłby uzbrojony podobnie do korwet Kaszub II za wyjątkiem „małego ASW”.

Może trochę mniej ekstrawagancji i mamy produkt gotowy. Foto www.navyrecognition.com

Jakie zalety i wady ma taka MW, jakich celów na pewno nią nie zrealizujemy a jakie zrealizujemy z trudem? Czy lista zysków i strat w porównaniu z podobnym bilansem dla „Rzeczpospolitej Morskiej” nie przechyli szali na korzyść tej drugiej?

Trzeba zacząć od stwierdzenia, że jakkolwiek bliższa ciału koszula to nie żyjemy w próżni międzynarodowej. Marynarka Wojenna jeśli chce istnieć, nie jest w stanie ignorować sposobu postrzegania bezpieczeństwa przez obywateli i elity rządzące tak samo jak całe społeczeństwo nie może zatopić się w radosnej autarkii społeczno-polityczno-ekonomicznej. Pozostaje więc budowa floty w oparciu o dwa filary lub składniki na tyle elastyczne by proporcje między nimi odzwierciedlały dynamicznie nasz aktualny stan ducha. Największą zaletą powyższego szkicu floty jest podział na relatywnie małe kawałki łatwe do finansowania i dające spore szanse własnemu przemysłowi. Wadą jest mocne „zakotwiczenie” przy brzegu i utrata uniwersalności będącej tak wielką zaletą sił morskich. Jest na szczęście w tej propozycji zalążek wzrostu dla Rzeczpospolitej Morskiej w postaci uzbrojonego logistyka a więc okrętu wielkości fregaty oraz doposażonego Ślązaka. Im więcej logistyk będzie przebywał poza Bałtykiem, tym bardziej będzie się prosił o eskortę. To jednak wymaga czasu. Do zalet należą również skalowalność i elastyczność. Skalowalność, bo w zależności od stanu finansów łatwo serię jednostek w danej klasie skrócić lub wydłużyć a elastyczność, bo w miarę wzrostu kompetencji technologiczno-organizacyjnych i zmian w percepcji bezpieczeństwa państwa łatwo zmienić proporcje w finansowaniu obu składników. Na koniec dwa komentarze. Po pierwsze nie startujemy z punktu zerowego – pewne decyzje padły i inwestycje zostały uruchomione. Trzeba to uwzględnić w harmonogramach, zwłaszcza jeśli mówimy o dużych kwotach. Po drugie oczywiście nie możemy wykluczyć, że zgodnie z zapowiedziami Ministra Macierewicza rzeczywiście zbudowane zostaną okręty podwodne co odsunęłoby budowę okrętów nawodnych, małych i dużych na czas zupełnie nieokreślony. Dopóki jednak nie zostały wydane pieniądze (bo jak wiemy kontrakt można anulować), których i tak nie mamy (rozmawiamy o zadłużeniu państwa) to dyskusja może trwać.

Jan 022017
 

Czy w ogóle jest możliwa tania fregata i jeśli tak, to czy można oszacować jej koszt? Z punktu widzenia praktycznego interesuje nas w jaki sposób można ograniczyć koszt fregaty i okrętu wojennego ogólnie. Gdyby fregaty Oliver Hazard Perry miały doczekać się swoich następców w Marynarce Wojennej RP, byłyby to pytania całkiem istotne. Najistotniejszą kwestią jest oczywiście ich cel i sposób użycia, ale pracując nad tą kwestią marynarka wojenna powinna mieć dostępne opcje już przemyślane tak, aby we właściwym momencie podsunąć akceptowalną propozycję.

Jest kilka metod szacowania kosztów budowy okrętów wojennych stosowanych na różnych etapach projektu. Nas najbardziej interesują wczesne etapy koncepcyjne by projekt przeszedł pozytywnie pierwszą debatę o kontynuacji lub zakończeniu dalszych prac. Najogólniej na tym etapie dostępne są dwie metody – poprzez analogię co wymaga znajomości kosztów okrętów podobnej klasy oraz parametryczna dająca dość szybko rezultat pod warunkiem posiadania sporej wiedzy na temat współczynników niezbędnych do obliczeń. Parametrem podstawowym używanym przynajmniej przez NAVSEA i GAO w USA jest waga okrętu (a więc wyporność) w rozbiciu na kilka grup mnożonych przez współczynniki wyrażające koszt na kilogram. Współczynniki mogą być różne w zależności od rodzaju napędu czy stopnia komplikacji uzbrojenia lub „upakowania” okrętu. Rozbicie na grupy może również być na różnym poziomie szczegółowości lub agregacji, ale typowy będzie jak poniżej:

100 Hull Structure
200 Propulsion Plant
300 Electric Plant
400 Command & Surveillance
500 Auxiliary Systems
600 Outfit & Furnishings
700 Armament
800 Design & Engineering Services
900 Construction Services

Zgodnie z tą metodą istnieje zależność pomiędzy wypornością okrętu i jego kosztem i przy wyborze wagi jako podstawowego parametru mamy na tym etapie dwie metody ograniczenia kosztu okrętu – narzucić arbitralnie pułap kosztu lub ograniczyć wyporność okrętu. Istnieje powiedzenie, że „stal jest tania a powietrze za darmo” ale pomija fakt, że okręt wojenny nie służy do przenoszenia powietrza tylko uzbrojenia. Ekonomia i psychologia pcha nas więc do wykorzystania wszelkich rezerw w postaci ładunku użytecznego czy przestrzeni dla celów uzbrojenia napędu lub ochrony. Ograniczanie wyporności ma jednak swoje równie sztuczne minimum w postaci typowego zestawu uzbrojenia i sensorów uznawanych w danej epoce i flocie za pewien standard. Tak więc projekt okrętu musi się zmieścić w przedziale pomiędzy minimum akceptowalnych parametrów i możliwości a maksimum kosztów wynikających z budżetu i liczby planowanych jednostek. Jeżeli ten przedział zbliży się do zera, okręt nie powstaje.

Na wstępnym etapie projektu mamy do czynienia z interakcją przyszłego użytkownika (marynarki), projektantem i organem finansującym projekt dotyczącej minimalnych zdolności bojowych, napędu, poziomu przeżywalności lub produktywności projektu. Praktycznym rozwiązaniem na drodze do „taniego” okrętu jest metoda „design-to-cost”, która po wstępnej analizie z użyciem wspomnianych narzędzi a jeszcze przed szczegółowym kosztorysem wynikającym z projektu technicznego narzuca pułap wyporności i kosztów wstępnie zaakceptowanych. Metoda jest mało popularna bo marynarze rzadko godzą się na sztuczne ograniczanie możliwości okrętów ale zyskuje w czasach ograniczeń finansowych lub wobec konieczności masowej rozbudowy floty (lub jej odtworzenia, jak w naszym przypadku). Dobrze opisanym przypadkiem tej strategii akwizycji okrętu jest historia Oliver Hazard Perry. Ciekawym choć dość starym dokumentem na ten temat jest The impact of design to cost on naval ship design. Autor, Michael Nickelsburg podkreśla różnice z innymi metodami, które widzi w nacisku na koszt zakupu a nie cykl życia oraz wyważaniu pomiędzy osiągami a kosztem. Wynikowy projekt jest wystarczająco dobry a nie optymalny pod względem parametrów, czyli stawiający kontrowersyjne pytanie o granicę poświęcenia parametrów aby nie przekroczyć pułapu kosztów. Proces wyglądał mniej więcej tak:

Wybrano zakres wielkości okrętu od 1500 do 7000 ton, wybrano typowe uzbrojenie dla danej wielkości kadłuba i obliczono koszt każdego wariantu. Wynikłe opcje wahały się od kilku bardzo silnych okrętów eskortowych niezdolnych to ochrony wystarczająco dużych obszarów aby znacząco polepszyć efektywność sił eskortowych, aż do wielu niedrogich okrętów niezdolnych do przenoszenia uzbrojenia niezbędnego do ochrony floty.

Przeanalizowano scenariusze z udziałem nowych okrętów wymieszanych z już istniejącymi. Nakreślono zależność efektywności zespołów okrętów z udziałem nowych okrętów w zależności od ich wyporności, która to zależność wskazała na maksimum w zakresie 3000/3500 ton. Taki okręt był wyceniany na $45-50M.

Oszczędności na etapie projektu były drastyczne, ale powstał okręt budowany w dziesiątkach sztuk. foto www.wikiwand

W tym punkcie procesu Adm. Zumwalt narzucił ograniczenie na koszt i wyporność a później na liczebność załogi. Innym współczesnym przypadkiem dającym wgląd na złożoność wyboru właściwego kompromisu jest ewolucja LCS w kierunku fregaty.

Raport GAO opisuje proces dochodzenia do rekomendacji, które jak wiemy zalecają modyfikacje istniejącego projektu LCS. Rozważano osiem kombinacji różnych zdolności jak AAW, ASuW i ASW w podziale na trzy strefy (samoobrona, lokalna i pozahoryzontalna), zasięg, autonomiczność i prędkość w oparciu o dwie modyfikacje LCS (umiarkowaną i głęboką), National Security Cutter i nowy projekt. Ciekawą konkluzją jest spostrzeżenie, że pełny zakres pożądanych zdolności zapewnia dopiero NSC a więc okręt o wyporności 4500 ton. Jakkolwiek przedstawiciele floty preferowali posiadanie lokalnej obrony przeciwlotniczej wraz z ASW to po trzeciej rundzie ograniczeń kontynuowano wariant z rakietami przeciwokrętowymi lecz zredukowaną zdolnością ASW i samoobroną AAW. Kadłub LCS o wyporności 3000-3500 ton nie pozwalał na więcej. Co więcej, zmiana standardów cywilnych na militarne „kosztowałaby” dodatkowe 200 ton wyporności, czyli wymaga głębokiej modyfikacji LCS. O wyborze ostatecznym wersji umiarkowanej modernizacji LCS pomimo najmniejszych zdolności zadecydowała kombinacja kosztów i czasu możliwego rozpoczęcia budowy. Liczby poniżej pochodzą z omawianego raportu GAO

Umiarkowana modyfikacja LCS      $613-631M od 2020
Głęboko modernizowany LCS         $754M        od 2021
NSC                                                   $840M       od 2021
Nowy projekt                                     $843M        od 2023

Liczby dotyczą wartości dolara w 2014 roku i nie można zapominać, że raport RAND na temat przyczyn wzrostu kosztu okrętów twierdzi, że okręty nawodne drożeją około 9% rocznie!

Czy mamy w historii współczesnych okrętów rzeczywiście tanią fregatę? Mamy przykłady udanych konstrukcji jak Spruance, Leander, Oliver Hazard Perry produkowanych masowo, czy jednak były znacząco tańsze od swoich rówieśników? Przypadkiem teoretycznie pasującym do teorii taniej stali i darmowego powietrza są niszczyciele typu Spruance ale Norman Friedman opisując genezę okrętu wskazuje na czynniki podważające tę hipotezę. Okręt przede wszystkim miał utrzymywać prędkość stałą 30w przy stanie morza 4, co było wymagane dla eskorty lotniskowców na Północnym Atlantyku i dawało jednostkę sporą na wstępie. Ponadto projektując niszczyciel ASW założono jego potencjalnie podwójną rolę i możliwość dozbrojenia do standardu niszczyciela rakietowego z systemem Tartar (DDG). Powstał więc okręt o sporym zapasie tonażu i objętości co zostało później wykorzystane przy budowie pierwszych okrętów z systemem Aegis. Fregaty Leander (Type Improved 12) były w kolejnych partiach dozbrajane w rakiety Exocet i SeaWolf zamiast Seacat. Ostatnia wersja była już bardzo droga i D.K. Brown w książce Rebuilding the Royal Navy zastanawia się na ile warto było takie konwersje robić ale w ostatecznym rachunku stwierdza, że taka polityka pozwoliła na wprowadzanie do marynarki nowych systemów uzbrojenia.

Jedynym przypadkiem zwracającym powszechną uwagę i wyraźnie tańszym od konkurentów są duńskie fregaty Iver Huitfeldt. Większość komentatorów podchodzi do nich jak do przysłowiowego jeża, bo z jednej strony strona duńska podała oficjalnie liczby w rozbiciu na główne grupy kosztowe z wyszczególnieniem systemów przeniesionych z poprzednich jednostek a z drugiej strony nikt nie umie tego sukcesu powtórzyć. Niemniej wskazówką użyteczną jest fakt budowy fregat zgodnie z metodologią „design-to-cost” z poświęceniem głównie standardów militarnych i wykorzystaniem produktywności projektu dzięki doświadczeniom z budowy kontenerowców.

Pytanie o tanią fregatę nie jest trywialne i ponownie obserwujemy wysiłki w tym kierunku podejmowane we Francji i Wielkiej Brytanii. FREMM miał w założeniu być fregatą tanią ale najwyraźniej nie jest i chęć utrzymania pożądanej liczebności eskorty przy zadanym budżecie owocuje projektem FTI. Ma to być okręt o wyporności 4200 ton z budżetem 3.8mld EUR na pięć jednostek a więc z kosztem jednostkowym 760 mln EUR!

“Tania” fregata za ponad 700 mln EUR. Takie czasy! foro www.navyrecognition.com

Przykład brytyjski jest bardziej drastyczny – Type 26 jest za droga zanim została rozpoczęta budowa. Wśród kandydatów na Type 31 uzupełniający pożądany stan liczebny fregat Royal Navy jest Venator 110 projektu BMT, czyli okręt o wyporności 4000 ton.

Venator – być może bardziej pragmatyczna próba budowy tańszej fregaty. Foto www.bmtdsl.co.uk

W odniesieniu do naszej sytuacji pojawiają się dwie kwestie. Po pierwsze metody szacowania kosztów projektów dla naszej marynarki wojennej a po drugie analizy osiągalności różnych wariantów. Być może dla nas najodpowiedniejszą metodą byłaby metoda parametryczna z elementami analogii. Ponieważ nie mamy doświadczenia i bazy historycznych danych odnośnie kosztów i wagi systemów dowodzenia, uzbrojenia i sensorów dla różnych klas i wielkości okrętów moglibyśmy próbować w tym fragmencie posługiwać się analogią natomiast powinniśmy być w stanie oszacować koszty materiałowe i robocizny w pozostałych kategoriach metody parametrycznej. W kwestii osiągalności można by podejrzeć metodologię z raportu GAO o analizie alternatyw dla Small Surface Combatant. Należałoby stosując obraną metodę szacunku kosztów wypełnić tabelę jak poniżej. Zawarte liczby należy traktować jako przykładowe a nie wiążące i służące do celów poglądowych. Zamiast ogólnych stwierdzeń można wskazać konkretne przykłady systemów.

Zakładając okres służby okrętów i przeciętnego rocznego oczekiwanego poziomu finansowania marynarki jesteśmy w stanie określić długofalowy budżet floty i wydzielić z niego część na okręty nawodne. Dodatkowo należałoby wziąć pod uwagę typowy czas budowy okrętu danej klasy pomnożony przez realistyczny roczny poziom finansowania czyli maksymalną wartość okrętu mającego szansę na realizację. To mogłoby być podstawą do dyskusji jakie klasy są w ogóle dla nas dostępne i w jakiej liczbie. Dyskusja o tym jak te okręty wykorzystać może się toczyć równolegle z opracowaniem strategii czy doktryny użycia marynarki wojennej, co może wzbudzać protest ze względu na niewłaściwą kolejność rzeczy. Tak się jednak składa, że z poprzedniego wpisu można wnioskować, ze marynarka chcąc zachować inicjatywę w środowisku zdominowanym przez armię i jej potrzeby musi być gotowa na przyjęcie postawy handlowca podsuwającego pod nos bardziej idee niż produkty, chociaż mając propozycje takowych na podorędziu. Krytycznym parametrem nie uwzględnionym w tabeli jest czas i aktualna sytuacja a więc punkt startowy, bo nie zaczynamy od zera tylko z pozycji już zaangażowanych środków. Spoglądając na tabelę korwety sprawiają wrażenie rozwiązania dobrego jeśli nie optymalnego z punktu widzenia techniczno-ekonomicznego ale to zderza się z pytaniem co mają robić i do czego służyć? Tym sposobem wracamy do podstawowego pytania jaką funkcje ma spełniać nasza flota.

Dec 232016
 

Ostatnio ukazała się książka Andrzeja Drzewieckiego Polska Marynarka Wojenna od Drugiej do Trzeciej Rzeczypospolitej, której jedną z głównych tez jest zależność floty od interesów morskich co w pigułce zostało przez autora sformułowane tak:

Dopiero pełnokrwista obecność państwa na morzu dopomina się o flotę wojenną, która staje się gwarantem bezpieczeństwa jego „morskich interesów”. W przeciwnym wypadku będzie ona tylko „dekoracją wybrzeża” i dodajmy, że bardzo kosztowną. Flota wojenna, podkreślałem to z naciskiem, musi być proporcjonalna do interesów państwa na morzu, co w sposób nie budzący wątpliwości powinno wynikać z podstawowych zasad polityki morskiej.

Konfrontacja z danymi Głównego Urzędu Statystycznego na temat gospodarki morskiej na tle całej naszej gospodarki pokazuje jakimi meandrami kroczy nasza marynarka wojenna. To porównanie prosi się o spojrzenie na argumenty używane w dyskusji o potrzebie posiadania marynarki wojennej a w konsekwencji o odpowiedź na pytanie jakiej? Wybiegając nieco w przód te argumenty można podzielić na kilka grup:

  • polityczne:

realizacja celów politycznych państwa na morzu lub z użyciem marynarki jako narzędzia polityki
wkład w obronę kolektywną

  • gospodarcze:

obrona interesów gospodarczych państwa związanych z morzem

  • militarne:

zapobieganie kryzysom i eskalacji konfliktów
działania hybrydowe (sytuacje trudno-konsensusowe według terminologii prof. Kozieja)
wojna ograniczona
wojna pełnoskalowa

Wracając do wspomnianych danych GUS-u trzeba zacząć od zastrzeżenia, że jest to wierzchołek góry lodowej i aby właściwie dane zinterpretować należałoby wgłębić się w temat znacznie bardziej. Niemniej, decydent patrzący na świat poprzez pryzmat komórki w Excelu tak właśnie będzie widział „gospodarcze interesy morskie”. Rocznik Statystyczny Gospodarki Morskiej 2015 mówi, że w gospodarce morskiej było zatrudnionych 0.7% ogółu zatrudnionych. Gospodarka morska wypracowała 1.1% przychodu z rentownością stanowiącą 0.9% całego zysku przyciągając 1.4% inwestycji. Tak więc można powiedzieć, że region daje sobie radę całkiem dobrze, wręcz lepiej niż pozostałe i pozostaje atrakcyjny dla inwestorów. Niemniej w całości gospodarki jest to niewielki ułamek.
Kontynuując, przemysł stoczniowy wyprodukował 4 nowe statki oraz wyremontował 610 statków. Większość nowych konstrukcji to „statki nietowarowe” co wskazuje na umiejscowienie się w niewielkich acz lukratywnych niszach. Dysproporcja pomiędzy jednostkami remontowanymi a nowo-budowanymi jest olbrzymia i może poddawać w wątpliwość nasze zdolności budowy bardziej złożonych okrętów wojennych. Na gospodarkę morską można popatrzyć pod innym kątem a mianowicie jako część systemu transportowego. Niestety, udział żeglugi morskiej w ogólnej masie towarów transportowanych nie przekroczył 0.4% w ciągu ostatnich pięciu lat. Jeśli odnieść to do samego eksportu, to takich danych GUS nie podaje, ale pośrednie obliczenia wskazują na jeszcze mniejszy udział. Zaskakujące jest to, że ten wskaźnik jest w 2015 roku niższy niż dla żeglugi śródlądowej!

Tak więc jest to bodziec dla wzrostu znaczenia Morskiego Oddziału Straży Granicznej ale kosztowne inwestycje w marynarkę wojenną muszą szukać wsparcia w innych argumentach, póki co. „Uprawianie morza” rozwijamy ale daleko mu do statusu „sportu narodowego”. Mówiąc o „morskich interesach” pozostają argumenty polityczne. Są pewne jaskółki na niebie jak informacja o poszukiwaniu przez MOSG środków na okręt patrolowy do działania w ramach FRONTEX-u czy wysłanie fregaty na Morze Śródziemne z zadaniem przeciwdziałania nielegalnemu przemytowi ludzi drogą morską. Prezydent podarował banderę bojową dla ORP Kościuszko ale wciąż nie wiadomo na ile poruszamy się w sferze symboli a na ile jest to przejaw świadomej i konsekwentnej polityki.

Symbol czy konsekwentna polityka?

Zauważmy w jaki sposób podano informację na temat pożądanej jednostki dla MOSG – to straż sama szuka środków na sfinansowanie inwestycji. Czyż nie państwo powinno łożyć na nowy kuter w ramach realizacji swoich celów politycznych? Innym przykładem niech będą fregaty. Załóżmy, że mamy parę okrętów tej klasy. Byłby to nasz wkład w obronę kolektywną NATO i widoczny znak woli oraz narzędzie do współpracy ze wspólnotą międzynarodową na morzach wokół Europy czy jeszcze dalej pod auspicjami EU czy ONZ. Tyle, że my mamy od 15 lat dwie fregaty, jak są one więc wykorzystywane? Centrum Operacji Morskich w swoich wiadomościach podaje przy okazji misji ORP Kościuszko na Morzu Śródziemnym, że nasze fregaty po raz trzeci uczestniczą w stałym zespole okrętów NATO dodając, że okręty przeciwminowe uczestniczyły w tym samym czasie 12 razy a ORP Xawery Czernicki dwukrotnie. Co powstrzymywało wykorzystanie fregat w podobnym stopniu jak okręty przeciwminowe? Czy brak woli politycznej? Chyba nie, bo niszczyciele min są nieomalże stałym uczestnikiem zespołów NATO. Stan techniczny fregat? Być może ale zmodernizowane trałowce są jeszcze starsze od fregat i były w zasadzie już „spisane”. Czy powstrzymywano modernizacje fregat aby nie blokować środków na nowe okręty? Ponownie być może, ale jeśli tak to popełniono błąd taktyczny o potencjalnych konsekwencjach strategicznych dla struktury floty. Brak środków na eksploatacje? Jeśli tak to źle wróży wszelkim planom budowy większych jednostek nawodnych. Wciąż przewija się podskórnie pytanie o koszt-efekt takiego zaangażowania międzynarodowego, podobnie jak w przypadku Royal Canadian Navy. Bilans służby fregat pod polską banderą jest wciąż trudny do interpretacji bo z jednej strony okręty pozwoliły na rozwinięcie współpracy z NATO i przyczyniły się do wyszkolenia wielu specjalistów ale z drugiej strony opanowaliśmy wiedzę w dziedzinach, o których wciąż nie wiemy czy będą rozwijane.

Argumenty militarne najczęściej dotyczą stanu wojny co szybko prowadzi do polaryzacji stanowisk, bowiem wojna w naszym położeniu geopolitycznym prowadzi do szybkiego podporządkowania floty ogólnym planom obronnym państwa. Te z kolei są zdominowane przez działania na lądzie i w powietrzu a więc plany są sformułowane językiem armii i reprezentują jej sposób postrzegania problemu. Jak to wyglądało w praktyce pokazuje wspomniana książka Andrzeja Drzewieckiego. Podaje on jeden z pierwszych planów obrony wybrzeża autorstwa generała Mossora zaproponowany w 1949 roku:

podstawy strategiczne: wskazujące dwa warianty przyszłego frontu, z bardziej prawdopodobnym w koncepcji defensywnej na Odrze;
rola marynarki wojennej: osłona północnego skrzydła frontu obronnego na Odrze i Nysie;
ogólna koncepcja obronna: zbyt szerokie polskie wybrzeże nie może być bronione przez obronę stałą za pomocą pasma fortyfikacji, wobec tego Mossor proponował zorganizowanie:
czterech ośrodków obrony stałej (obszary wojenne), obejmujących najważniejsze bazy morskie,
zmotoryzowanej grupy manewrowej dla zaczepnej interwencji na międzypolach obszarów wojennych,
dwóch flotylli MW dla zaczepnych operacji na Bałtyku,
lotnictwa rozpoznawczego i operacyjnego, lądowego i morskiego;

Niektóre sugestie gen. Mossora okazały się niezwykle długowieczne

Taki plan zrodził się pewnie na podstawie doświadczeń kampanii wrześniowej i nie jest jeszcze wizją Układu Warszawskiego, powołanego do życia kilka lat później. Ogólne spojrzenie mało mówi o zadaniach dla marynarki wojennej, ale w dalszej części książki znajdujemy zadania sformułowane przez ministra obrony narodowej w 1964 roku:

  • udział w zwalczaniu sił morskich NATO i niedopuszczenie ich do działań w środkowej części Bałtyku,
  • udział w obronie wybrzeża morskiego PRL wspólnie z wojskami Obrony Powietrznej Kraju, Okręgu Wojskowego oraz formacjami OTK,
  • zabezpieczenie przewozów dla Frontu Nadmorskiego drogą morską,
  • prowadzenie operacji desantowych wspólnie z wojskami Frontu Nadmorskiego,
  • udział w organizacji systemu bazowania sił własnych i sojuszniczych.

Nie patrzmy na daty pochodzenia obu dokumentów i ówczesny kontekst polityczny. Wystarczy zamienić Odrę na Wisłę i kontynuować dyskusję. Aby dać szansę marynarce wojennej w takim kontekście należałoby zmienić odrobinę słownictwo. Zamiast mówić o obronie wybrzeża rozmawiajmy o morzu jako polu manewru dla armii. Akcent przesuwa się na manewr a mobilność to główna zaleta sił morskich. Wówczas „obrona wybrzeża” zamienia się na zwalczanie przeciwnika w rejonie bazowania, desantu i w trakcie przejścia morzem. Na kształt floty mają duży wpływ technologia i obszar działania. Ten ostatni w przypadku uszanowania neutralności Szwecji to pas o szerokości około 30 – 40nm. Dla współczesnych środków rażenia taki dystans nie stanowi wyzwania a precyzja rażenia jest duża. Rośnie znaczenie rozpoznania i dynamika działań a czas na reakcję się kurczy.

Rozważając warianty użycia militarnego floty na wypadek wojny trzeba się zmierzyć z trudnym pytaniem czy w naszych kalkulacjach bierzemy pod uwagę możliwości czy intencje potencjalnego przeciwnika. Mając za sąsiada największą chyba potęgę nuklearną świata a więc państwo o nieograniczonych możliwościach eskalacji konfliktu nie pozostaje nic innego jak skupić się na jego intencjach pozostawiając problem eskalacji sojuszowi i jego zdolności odstraszania. O intencjach Federacji Rosyjskiej mówi co nieco doktryna morska do 2020 roku, która swój rozdział o działaniach wojenno-morskich zaczyna definicją:

Pod pojęciem działań wojenno-morskich rozumie się celową działalność państwa z użyciem siły militarnej dla tworzenia i utrzymywania sprzyjających warunków na światowym oceanie dla stałego rozwoju i realizacji narodowych priorytetów bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

W tej definicji pobrzmiewa niepokojąca nutka użycia siły dla jednostronnej ekspansji Federacji Rosyjskiej. Kluczem do interpretacji intencji jest więc zrozumienie priorytetów, które należy stale monitorować i brać pod uwagę. Ponadto trzeba być świadomym, że Rosja nazywa rozbudowę potencjału oraz obecności NATO w regionie Bałtyku „niewłaściwą”. Priorytety doktryny morskiej Rosji skupiają się na problemach gospodarczych i zabezpieczeniu linii zaopatrzeniowych do Obwodu Kaliningradzkiego wraz ze znajdującymi się tam bazami sił zbrojnych Federacji. Tak więc nie widać bezpośredniego i natychmiastowego zagrożenia wojną ale istnieje demonstrowana przez Rosję gotowość do wyrażania swojego niezadowolenia z „niewłaściwego” postępowania NATO w regionie i niebezpieczeństwo eskalacji.

Tych kilka powyższych spostrzeżeń uzmysławia, że nie mamy jednego i wiodącego argumentu prowadzącego wszelkie dyskusje do jednego rozwiązania. Wręcz przeciwnie, koncepcje są rozbieżne w zależności od wybranego rodzaju argumentu. Dzisiaj najsłabszym argumentem wydaje się być argument gospodarczy, a szkoda bo byłaby to naturalna siła napędowa floty. Argumenty polityczne muszą wyjść od instytucji państwowych a więc marynarka nie może snuć planów nie zawieszonych w próżni bez wcześniejszego wyrażenia zapotrzebowania na jej „usługi”. Z kolei argumenty militarne są natychmiast zdominowane przez wizje wojny lądowo-powietrznej i albo armia powie jak widzi rolę marynarki w swoich planach co doprowadzi armię do konfliktu interesów na tle budżetowym, albo marynarka zacznie myśleć pozytywniej o armii i co może dla niej zrobić chociaż grozi to flocie marginalizacją. Gdzieś pomiędzy jednym a drugim krańcem mamy zapobieganie kryzysom i przeciwstawianie się perswazji co na szczęście wymaga środków użytecznych w obu podstawowych koncepcjach floty.
Zwykle budując coś zaczynamy od rzeczy najważniejszych przechodząc później do pomniejszych. Przypadek naszej marynarki wojennej pokazuje, że być może warto tę kolej rzeczy odwrócić, bo cóż czynić, jeśli na rzeczy najważniejsze w pojęciu marynarzy trzeba czekać w nieskończoność? Dajmy więc szansę rzeczom małym, wierząc, że zmienią postrzeganie rzeczy i otworzą nowe horyzonty.