Jan 262016
 
MW-okrety-typu-OHP-Grzybowski

Forum Bezpieczeństwa Morskiego przyniosło zmianę akcentów w wypowiedziach polityków ale też i kilka sygnałów ostrzegawczych dla przyszłości marynarki wojennej. Większe zrozumienie dla otwartości na świat i deklaracje koniecznego zrównoważenia funkcji obrony kraju z funkcją obrony interesów państwa na zewnątrz jest pozytywnym znakiem. Paradoksalnie główną przeszkodą staje się lobby przemysłu obronnego, gdyż stanowisko parlamentu i rządu stawia MON w pozycji zakładnika a nie klienta krajowego przemysłu obronnego.

Przyjmując wypowiedzi polityków jako powiew świeżości, przegląd planu modernizacji nabiera znaczenia i sensu. Kilka propozycji czy idei ze stron tego blogu prosi się więc o ocenę i porównanie dla łatwiejszego spojrzenia na dostępne alternatywy. W poniższym zestawieniu za kryterium oceny przyjęto raczej punkt widzenia polityków i to o czym mówią w swoich wypowiedziach a nie zdolności bojowe. Przyjęta metoda jest wrażliwa na subiektywną ocenę, więc dodano wiersz Inne nieuwzględnione dla wyrównania szans czy uwzględnienia pewnych zdolności bardziej szczegółowych. Druga tabela zawiera szereg założeń, czy też własnych ocen będących podstawą do kalkulacji. Tabelę należałoby traktować bardziej jako wskazówkę niż ostateczną ocenę, dlatego poniższe wnioski mają charakter ogólnych spostrzeżeń.

Warianty Floty Porównanie.001

Warianty Floty Porównanie.002

  • Aktualny plan modernizacji rozszerzono o dwa warianty. Przyjęte przez Inspektorat Uzbrojenia założenie o maksymalnie zbliżonej platformie czy zespole napędowym dla Miecznika i Czapli skutkuje rozwiązaniem najgorszym. Nie daje najlepszego wyniku w żadnej kategorii nie oferując jednocześnie żadnych korzyści ekonomicznych. W ramach aktualnego planu ma więc sens rozdzielenie Miecznika od Czapli i pójście w kierunku prostego OPV oferującego oszczędności budżetowe i relatywnie łatwego w realizacji przez stocznie krajowe.
  • Zaskakująco dobry wynik daje plan 3+3 OPV w porównaniu z dwoma fregatami uzupełnionymi o korwety. Tu jednak wyraźnie widać w co się inwestuje. Fregaty dają zdolności militarno – polityczne a korwety z patrolowcami korzyści ekonomiczno – gospodarcze. W tym miejscu zaznacza się dylemat rządu, czy chce polski zbrojnej czy socjalnej dotującej własny przemysł z miejscami pracy.
  • Porównanie fregat i crossover’ów z 1.000 tonowymi korwetami jest również interesujące. Właściwie patrząc na wyniki to jeśli chcemy maksymalizować możliwości to wybór jest między tymi właśnie opcjami. Pierwsza oferuje łatwiejszą współpracę z sojusznikami i większe zdolności militarne wraz z wszechstronnością. Druga jest bardziej dostępna dla krajowych stoczni pracujących pod nadzorem zagranicznego partnera, oferując inny wachlarz możliwości militarnych i zachowując otwarte drzwi to współpracy międzynarodowej.
Korweta 1.000 ton oferowana przez Damen jako Sigma 7310. Foto www.damen.com

Korweta 1.000 ton oferowana przez Damen jako Sigma 7310. Foto www.damen.com

Całkowicie w tabeli pominięto czynnik czasu, krytyczny dla marynarzy ale nie wiadomo jaką wartość przedstawia dla polityków. Przykładem niech będą wypowiedziane słowa szefa Inspektoratu Uzbrojenia przestrzegającego przed wywróceniem istniejącego planu, o czym mówi Defence24:

“Jeśli będziemy chcieli w tej chwili jakoś zasadniczo przebudować ten program, to to będzie oznaczało, że w wielu projektach trzeba będzie wrócić z powrotem do początku pracy, czyli: definiowania wymagań, prowadzenia dialogów technicznych, rozpoznawania rynku, opisywania przedmiotu zamówienia i przygotowania postępowania, a to niestety trwa”.

Niekoniecznie tak musi być, jeśli spojrzymy na sprawę z boku i niekonwencjonalnie. Dla pobudzenia wyobraźni zadajmy sobie pytanie w jakim czasie stworzono założenia taktyczno – techniczne przy przejęciu fregat OHP? Po prostu podjęto decyzję polityczną o wykorzystaniu pewnej okazji i przejęciu okrętów z „dobrodziejstwem inwentarza”. Decyzja ma wielu krytyków, ale z drugiej strony miała swoje podstawy i okręty zasłużyły na rzetelną ocenę swojej służby niezależnie od oceny ich wartości militarnej. Tak samo można by postąpić dzisiaj. W całym NATO w chwili obecnej jest tylko jeden projekt fregaty w fazie realizacji – FREMM w dwóch wersjach. Biorąc pod uwagę, że rząd Francji wykazywał dużą elastyczność w negocjacjach odnośnie terminów dostaw na co wskazują przypadki Grecji i Egiptu, teoretycznie byłaby szansa na wcielenie gotowej i nowej fregaty do służby w Marynarce Wojennej RP w roku … 2017 lub 2018 (Auvergne lub Bretagne). Dla zwolenników rakiet dalekiego zasięgu idea ma dodatkowy smaczek, gdyż jest to chyba jedyna fregata europejska z wyrzutniami zdolnymi do odpalania tego rodzaju uzbrojenia i to w liczbie 16 na okręt.

Fregata Gen. Haller. Ładnie brzmi, prawda?

Fregata Gen. Haller. Ładnie brzmi, prawda?

Kończąc słowo o Crossover’ach i możliwości ich wykorzystania. W poprzednim wpisie padła propozycja wykorzystania okrętu jako tendra dla mniejszych jednostek. Na czasie więc wpadł mi w ręce tekst o podobnej idei w ramach współpracy międzynarodowej. Autor tekstu Charles Hill potwierdza, że aktualnie istnieje zainteresowanie tego typu operacjami ze strony US Coast Guard. W przypadku podanego linku nie chodzi o niepopularne w Polsce „gonienie piratów” tylko o demonstracje naszych możliwości i zdolności Szwedom, Holendrom czy Niemcom lub Amerykanom. Nie wspominając o tym, że „gonienie piratów” jest z pewnością lepsze dla profesjonalizmu załóg od czekania w porcie na wojnę.

 

Jan 152016
 
Bujan-M

Na początku był Okręt obrony Wybrzeża o wyporności 1.000 ton. Potem była 2.000 tonowa korweta. Najnowszy projekt Miecznika dla PGZ to już 2.700 ton co stawia pytanie, czy korweta jest w ogóle możliwa? Dzieli nas już tylko 300 ton od minimum wymaganego dla sonaru klasy CAPTAS 4 a podobno stal nie kosztuje, więc dlaczego nie powiększyć okrętu? A jeśli tak, to czy 12 wyrzutni VL Mica wystarcza dla obrony tak cennego sonaru? Podobny tok rozumowania potwierdza tezy D.K. Browna o niestabilnym charakterze korwety jeśli nie jest poddana ścisłej kontroli kosztów. Ważą się więc losy projektu na szali a pytanie brzmi, na którą stronę szala się przechyli? Po jednej stronie jest fregata a po drugiej okręt obrony wybrzeża. Wciąż pozostaje powiedzieć sobie otwarcie ile jesteśmy gotowi wydać na korwetę i trzymać się tego pułapu ściśle, ograniczając zdolności okrętu lub rezygnując z pewnych cech projektu. Wracamy więc do kwestii nie odchodzącej od nas na krok – do czego nam jest potrzebna Marynarka Wojenna? Próba odpowiedzi na takie pytanie zmusza nas do wyboru miejsca na skali pomiędzy:

  • obroną interesów czy terytorium państwa,
  • potrzebą gwarancji własnego bezpieczeństwa a wkładem w bezpieczeństwo innych,
  • wojną ograniczoną czy totalną,
  • samodzielną obroną a współpracą z sojusznikami,
  • strategiczną niezależnością krajowego przemysłu obronnego a gotowością do zakupu gotowych produktów czy licencji.

Już próba odpowiedzi na pierwsze pytanie prowadzi nas w dwóch przeciwstawnych kierunkach. Jeśliby użyć skrajnych wyborów na powyższej skali, to powstaną dwie w zasadzie sprzeczne koncepcje floty. Wybór należy do polityków a my możemy ewentualnie poddać pod rozwagę jak takie floty mogłyby wyglądać i jakie są z tym związane konsekwencje. Dlatego pierwsza przymiarka do umiejscowienia się na skali jest na poziomie ogólnym a nie technologicznym. Przyjmijmy parę aksjomatów:

  • Dbałość o interesy Polski i jej pozycję w Europie czy świecie jest podstawą bezpieczeństwa. Polska samotna i izolowana jest łatwym łupem dla potężnego sąsiada, prostym do kontrolowania.
  • Bierzmy pod uwagę intencje i wydzielone przez przeciwnika środki do realizacji swoich celów a nie całość jego potęgi militarnej i nie tylko militarnej. Wojna czy konflikt ograniczony jest wciąż o wiele bardziej prawdopodobny. Nie można tylko zapominać, że konflikt ograniczony dla silniejszej strony może być konfliktem totalnym dla słabszej.
  • Samodzielna obrona jest podstawą dla obrony kolektywnej ale zdecydujmy o naszej roli w obronie sojuszników. Każdy z nas brał udział kiedyś w imprezie składkowej, więc nietrudno sobie wyobrazić tę sytuację.
  • Krajowy przemysł powinien być wspierany ale nie preferowany w zamówieniach dla marynarki wojennej. Zamówienia powinny być lokowane w firmach zdolnych do utrzymania się na rynku bez zamówień dla marynarki wojennej.

Odpowiedź na pytanie o sens istnienia naszej marynarki wojennej nie zmieniła się w ciągu ostatnich trzech lat i wciąż brzmi podobnie:

Marynarka Wojenna broni interesów Państwa w czasie pokoju i kryzysu. Podczas wojny udostępnia dodatkowe pole manewru dla Połączonych Sił Zbrojnych. Głównym obszarem działania jest Bałtyk oraz wody wokół Europy.

Jest to definicja dwuczłonowa i oba zdania są równorzędne tak jak równe są siły próbujące przechylić szalę na którąkolwiek stronę. Stąd trudność wyboru struktury floty. Na szczęście dla Kormorana siły przeciwminowe są neutralne i mają poparcie. W naszym przypadku dodatkowym istotnym problemem zawsze będą finanse. W kraju o tak silnej orientacji kontynentalnej i „kadencyjności” programów inwestycyjnych marynarka wojenna zbyt często staje się buforem budżetowym. Nie wiemy jaki budżet zaplanowano dla okrętów nawodnych (mówimy o Mieczniku i Czapli) a jeszcze mniej na temat rzeczywistych kwot, na które można liczyć. Przyjmijmy dość arbitralnie sumę między 3 a 4 mld PLN na najbliższe 7 lat. Jest to mniej więcej połowa z 12-13 mld na 10-letni program modernizacji (druga połowa na okręty podwodne) z tym, że parę lat już minęło. Czy jest więc możliwa trzecia droga w jakikolwiek sposób godząca dwie skrajności a mieszcząca się w budżecie?

Światełko w tunelu pojawia się patrząc na model marynarki szwedzkiej i duńskiej. Wyobraźmy sobie Absalon lub Crossover Damena wspierający kilka Visby lub Bujanów-M. Duński okręt jest klasyfikowany jako Command & Supply i jego odpowiednik w naszej marynarce służyłby jako okręt:

  • dowodzenia dla okrętów obrony wybrzeża lub sił przeciwminowych,
  • wsparcia logistycznego powyższych (tender w dawnej nomenklaturze),
  • patrolowy do działań poza Bałtykiem,
  • transportowy dla kompanii wojska,
  • dowodzenia i wsparcia dla SNMG (w tej roli służył Absalon).
Elastyczność konfiguracji crossovera

Elastyczność konfiguracji crossovera

Zdolność do bazowania dwóch średnich śmigłowców transportowych, szturmowych czy zwalczania okrętów podwodnych oraz dwóch łodzi szturmowych klasy CB90 czyni okręt elastycznym i dość wszechstronnym w działaniach pokojowych i kryzysowych. Zadaniem okrętów obrony wybrzeża byłaby osłona okrętów walki minowej i desantowych oraz kontestowanie przewagi przeciwnika na morzu. przyjmując za główne zagrożenie pociski manewrujące odpalane z morza, lądu i powietrza, okręty osłony potrzebują broni ofensywnej w postaci rakiet ze zdolnością atakowania celów na morzu i lądzie wraz z obroną przeciwrakietową i/lub ograniczoną przez wielkość obroną przeciwlotniczą do 25km. Wszystkie okręty mogą być wyposażone w ten sam zestaw uzbrojenia i sensorów za wyjątkiem ASW. Zdolność do zwalczania okrętów podwodnych byłaby najbardziej ograniczona w takim rozwiązaniu, bo żadna jednostka nie jest prawdopodobnie dobrym nosicielem pasywnych sonarów holowanych. System modułowy jak Standard Flex lub MEKO byłby wskazany. Okręty powinny być projektowane i budowane zgodnie z narzuconym pułapem kosztów (designed to cost). Tą drogą poszli Duńczycy i rezultat jest na pewno wart akceptacji kilku kompromisów. W razie konieczności można ograniczać zdolności bojowe lub koszt platformy. Ten ostatni poprzez ograniczenie prędkości, użycie standardów militarnych tylko tam gdzie jest to konieczne lub zmniejszenie wielkości okrętu. Jak wspominano na tym blogu, wartość okrętu jest porównywana z innymi projektami sił zbrojnych jak zakupy samolotów czy modernizacja sił pancernych lub artylerii. W przypadku Marynarki Wojennej RP jak dotąd nie operowaliśmy w rzeczywistości kwotami wyższymi niż około 500 – 700 mln PLN za jeden projekt. Stąd dla okrętu obrony wybrzeża założony pułap kosztów wynosiłby mniej więcej 700 mln PLN a dla crossovera dwukrotną wartość. Wówczas budowa jednej fregaty byłaby równoważna z budową jednego okrętu dowodzenia i wsparcia z dwoma, trzema okrętami obrony wybrzeża. Obie opcje mają szansę na zmieszczenie się w zadanym budżecie i podwojenie w następnym horyzoncie planowania.

Zaletą propozycji jest zaspokojenie potrzeby obrony terytorium przy jednoczesnym zostawieniu otwartej furtki na świat zewnętrzny. Okręt dowodzenia i wsparcia czy też crossover jak nazywają go Holendrzy nie jest fregatą ale pozwala na uczestnictwo w SNMG oraz naukę wykorzystania floty do celów polityki zagranicznej i obrony interesów państwa. Nie wyklucza również zrobienia następnego kroku jak uczynili to Duńczycy zachowując jednocześnie „szwedzką specjalizacje” walki na wodach przybrzeżnych.

Ponieważ limit 1.000 ton wzbudził kontrowersje ze względu na dzielność morską, kilka słów w tym względzie. W kontekście działań w ramach SNMG to oczywiście za mały okręt, ale do operowania na wodach przybrzeżnych powinno być akceptowalne. Niemniej aby ograniczyć niekorzystny wpływ warunków pogodowych na zdolność ludzi do wykonywania zadań, trzeba się otworzyć na technologiczne nowinki poprawiające dzielność morską. Jednym z najbardziej dokuczliwych czynników dla ludzi, ale nie jedynym są przyśpieszenia pionowe. Norma NATO do określenia tego zjawiska używa pojęcia Single Significant Amplitude i ogranicza średnią wartość 1/3 największych przyśpieszeń do 0.4g. Radykalnym rozwiązaniem jest SWATH oferujący być może najlepszą dzielność morską kosztem większej wyporności i mniejszej prędkości przy tym samym ładunku użytecznym. Zwykle uznawane jest to za wadę, ale w sytuacji konieczności kontroli kosztów ograniczenie ładunku użytecznego staje się zaletą. Mniej radykalnym rozwiązaniem reklamowanym ostatnio są modyfikacje kształtu dziobu okrętu jak X-bow czy Sea Axe ograniczające podobno przyśpieszenia pionowe o 50% w porównaniu z bardziej klasycznym kadłubem nie optymalizowanym pod tym kątem.

Super jacht zbudowany dla komfortu załogi z wykorzystaniem Sea Axe. Foto www.thinkdefence.com

Super jacht zbudowany dla komfortu załogi z wykorzystaniem Sea Axe. Foto www.thinkdefence.com

Aby zapewnić Marynarce Wojennej RP stabilny rozwój potrzebna jest zgoda pomiędzy politykami i marynarzami co do roli i użyteczności narzędzia jakim jest marynarka wojenna. Wciąż jednak tkwimy w rozdarciu pomiędzy dwoma podstawowymi koncepcjami i aktualny plan sprawia wrażenie bardziej kompromisu niż spełnienia wymogów którejkolwiek z koncepcji. Niewątpliwą zaletą aktualnego planu modernizacji jest sam fakt istnienia, biorąc pod uwagę ile czasu zajmuje nam uzgodnienie czegokolwiek i decyzja. Wspomniany w pierwszym zdaniu wzrost wyporności wciąż planowanej korwety pokazuje jakie siły działają na projekt aby zwiększyć możliwości okrętu. Albo uznamy, że Plan stanowi istotną wartość i wywrzemy presję na ograniczenie projektu aby go ustabilizować, albo Plan zostanie rozsadzony przez rosnące wymagania i wrócimy do początku, czyli pytania po co nam marynarka wojenna?

Dec 262015
 
peacemaking-is-more-courageous

W dyskusjach o kształcie czy wielkości Marynarki Wojennej RP brakuje często jakiejś miary dającej podstawę do ilościowej analizy. Ile potrzebujemy okrętów i jakich? Na to pytanie nie odwołany jeszcze plan modernizacji odpowiada „wszystkiego po trzy” na zasadzie jeden okręt na misji, drugi po a trzeci w remoncie, trakcie szkolenia itp. Tylko o jakiej misji mówimy w koncepcji Bałtyk Plus? Stałe uczestnictwo w zespołach NATO mogłoby być przesłanką dla tego sposobu myślenia, ale ani poprzedni rząd, ani tym bardziej obecny takiego założenia nie uczynił. Inną flotę potrzebujemy na czas pokoju a inną na czas wojny. W pierwszym przypadku potrzeby można zdefiniować na podstawie zadań rzeczywiście realizowanych, na co pośrednio wskazuje liczba dni spędzonych w morzu. Takie dane chyba nie są publikowane, dlatego kontynuując poniekąd mało naukową metodę przeglądania stron internetowych stworzono poniższą tabelę, odzwierciedlającą aktywność okrętów „bojowych” w 2015 roku na podstawie rubryki „aktualności” stron Centrum Operacji Morskich oraz obu Flotylli okrętów.

Dni w morzu.001

Od razu nasuwa się kilka refleksji lub koniecznych komentarzy. Jest to informacja być może całkiem niewiarygodna. Niemniej, jeśli błąd wynosi około 20-25% to nie zmieni on zasadniczo postaci rzeczy i ogólnej wymowy liczb. Jeśli natomiast błąd jest rzędu 100% lub więcej, to znaczy że dane są niemiarodajne, ale społeczeństwo nie jest świadome jak aktywna jest flota i w konsekwencji trudno mu ocenić jej wartość użytkową. Druga refleksja dotyczy możliwości pewnego zarzutu – nie pływamy, bo nie mamy czym. Niskie liczby mogą również oznaczać, że stan techniczny okrętów jest bardzo zły i należy podjąć decyzję co z tym zrobić. Jeśli tak nie jest i biorąc pod uwagę, że okrętów jest zwykle kilka w danej klasie to są one słabo wykorzystane w czasie pokoju. Dla przykładu statystycznie każdy okręt podwodny był tylko jeden tydzień w morzu. Kolejna rzecz rzucająca się w oczy to brak rutynowych zadań do wykonania za wyjątkiem uczestnictwa w SNMCMG-1. Politycy nie wykorzystują w żaden sposób narzędzia, jakie posiadają w postaci marynarki wojennej. Nic dziwnego, że idee Rzeczpospolitej Morskiej tak trudno przebijają się do świadomości zarówno polityków jak i społeczeństwa. Liczby (oprócz wspomnianego wyjątku współpracy z NATO) dotyczą szkolenia i ćwiczeń. Interesujące w tym kontekście słowa wypowiedział Szef Sztabu Wielkiej Brytanii, Sir Nicholas Houghton w czasie wykładu w Royal United Services Institute:

W typowy dla Zjednoczonego Królestwa sposób, spędzaliśmy znaczną część tego roku (i poprzedniego) na celebrowaniu rocznic. Bitwa pod Agincourt w 1415, Waterloo 1815, Gallipoli 1915 i 75 rocznice Bitwy o Wielką Brytanię. Tego rodzaju narodowe wydarzenia w połączeniu z ostatnimi doświadczeniami z Iraku i Afganistanu utrwalają w świadomości społecznej fałszywą ideę, że Siły Zbrojne służą przede wszystkim do toczenia wojen.

Do tego, aby oszacować liczbę potrzebnych okrętów w czasie pokoju potrzebna jest wiedza ile dni w roku okręt jest w stanie przebywać na morzu w normalnym reżimie pracy uwzględniającym drobne remonty naprawy i przeglądy. Współczesne okręty patrolowe są zbudowane do operowania przez 240 dni w roku, co wymaga pewnie jakiejś formy rotacji załogi. Jeżeli nie decydujemy się na takie rozwiązanie, przyjmijmy 50% czasu w morzu co jest ograniczeniem wynikającym z retencji załóg (przynajmniej to jest przypadek USN). Niezbędne jest chyba połączenie fregat i korwet wraz z nieperspektywicznymi (według planu modernizacji) małymi okrętami rakietowymi w jedną klasę. Biorąc pod uwagę powyższe wystarczy nam jedna fregata lub korweta do wypełniania zadań czasu pokoju. Mając jednak na uwadze, że zadania mogą być wykonywane równolegle przyjmijmy konieczność posiadania dwóch jednostek. Warto odnotować, że samo uczestnictwo w stałym zespole NATO generuje automatycznie potrzebę na dodatkowy okręt. W tym miejscu musimy się zatrzymać i spróbować użyć zdrowego rozsądku. Pod warunkiem słuszności przyjętych założeń, znajdujemy się w sytuacji posiadania wyremontowanej, starej fregaty o ograniczonych możliwościach oraz niedozbrojonego Ślązaka przy potrzebie posiadania dwóch jednostek. Pytanie brzmi, czy lepiej uruchamiać program budowy nowej serii (dwóch jednostek), czy też coś zrobić z tym, co posiadamy? Odpowiedź zależy również od decyzji, czy okręty mają być budowane w kraju, czy zagranicą. Pozostaje gorące pytanie korwety czy fregaty. Nasze jednostki przebywały na ćwiczeniach poza Bałtykiem 24 dni w 2015 roku, nie jest to więc skuteczny argument za posiadaniem fregat poza udziałem w Standing NATO Maritime Group. Sam udział w zespołach NATO ma z kolei jak dotychczas zbyt małą siłę przebicia.

Siły przeciwminowe to najbardziej aktywna część marynarki wojennej i zgodnie z tabelą oraz przyjętymi założeniami wymaga posiadania trzech jednostek, czyli program Kormoran zaspakaja nasze potrzeby czasu pokoju na tę klasę okrętów. Pewnym znakiem zapytania jest Czernicki wykorzystywany jako okręt dowodzenia siłami przeciwminowymi lub okręt logistyczny. Nie wymieniony w tabeli, spędził w morzu 17 dni według informacji podanych do ogólnej wiadomości. Innym tematem mającym potencjalnie wpływ na liczbę okrętów potrzebnych jest walka z podwodnymi dronami i monitorowanie asymetrycznych działań przeciwnika pod powierzchnią morza. Czy można takie zadanie powierzyć Kormoranom i i wówczas ich liczba wzrośnie, czy też powstanie potrzeba posiadania innych jednostek, być może większych i łączących w sobie również funkcje okrętu patrolowego (czytaj – jakie uzasadnienie w powyższym rozumowaniu ma Czapla?)

Na tym tle całkiem dobrze prezentują się nasze okręty desantowe. Dla tej klasy okrętów mniej istotna jest liczba dni w morzu co zdolność do przetransportowania określonej ilości ładunku w postaci ludzi, sprzętu czy zaopatrzenia. Dla celów kompanii rozpoznawczej w stylu skandynawskim wystarczyłyby łodzie CB-90, ale dla batalionu zmechanizowanego aktualnie pięć posiadanych Lublinów jest bardziej odpowiednie. Okręty mają już 25 lat służby za sobą więc nadchodzi czas by pomyśleć o ich następcach, co jest całkowicie w zasięgu możliwości naszego przemysłu stoczniowego. Źle by się stało, gdyby ta klasa okrętów zniknęła z naszej marynarki wojennej. Czy Lubliny powinny być zastąpione nowoczesnym okrętem wsparcia operacyjnego i czy Marlin powinien być okrętem klasy LPD/LHD/LHA? To bardzo zależy od rodzaju przewidywanych operacji desantowych i stanowiska armii w tej sprawie. Rajdy i małe desanty taktyczne są przeciwwskazaniem dla Marlina a ewakuacja, operacje humanitarne czy ekspedycyjne lub transport strategiczny są rekomendacją dla takiego okrętu.

Trudno coś powiedzieć na temat okrętów podwodnych, bo z definicji ich działalność jest okryta tajemnicą. Jako broń odmowy dostępu rzeczywiście ma niezbyt wiele do roboty w czasie pokoju. Z drugiej strony 30 dni w morzu dla pięciu jednostek jest słabą rekomendacją do wydania 6-8 mld PLN.

Podsumowując potrzeby minimalne floty czasu pokoju, nasza marynarka wojenna poza okrętami pomocniczymi składałaby się z:

  • dwóch korwet (lub fregat, jeśli znajdziemy właściwe argumenty),
  • trzech okrętów przeciwminowych
  • około pięciu okrętów desantowych LST lub alternatywnie pewną ilość tzw. ship-to-shore connectors jak francuski L-CAT
ship-to-shore connector łatwo można na Bałtyku zamienić na shore-to-shore. Foto www.cnim.com

ship-to-shore connector łatwo można na Bałtyku zamienić na shore-to-shore. Foto www.cnim.com

Otwartym pytaniem pozostałyby Czaple i ich liczba. Na korzyść okrętów patrolowych przemawia chęć wspierania i rozwijania krajowego przemysłu stoczniowego jako zaplecza dla marynarki wojennej. Byłby to krok w kierunku bardziej złożonych okrętów wyposażonych w być może system zarządzania walką opracowywany w CTM. Są to także w innych flotach okręty bardzo intensywnie używane w czasach pokoju. Na niekorzyść działa postrzeganie Czapli jako okrętu drugiej kategorii a więc do budowy w drugiej kolejności po okrętach „bojowych”.

Jak jednak powinna wyglądać flota czasu wojny? Dyskusja trwa głównie na forach internetowych, bo nawet oficjalny plan modernizacji skupiał się na zdolnościach nie podając nigdy teoretycznej czy koncepcyjnej podstawy. Nasze umiejscowienie w czasie i przestrzeni wskazuje na Rosję jako kraj potencjalnie nieprzyjazny i posiadający zdolność do wymuszenia na nas swoich żądań. Musimy jednak posiąść umiejętność umiejscowienia naszych obaw w rzeczywistej polityce zagranicznej Rosji. Chodzi o skupienie się się na tym czego Rosja chce a nie tym, co może. Dość dużo się mówi aktualnie o zagrożeniu ze strony Rosji, ale mało o tym jaki ma ono mieć charakter. Dzięki gen. Koziejowi, który zamieścił na Twitterze link, mamy dostęp do ciekawej analizy podejścia Rosji do współczesnych konfliktów. Poniższy rysunek zaczerpnięty z wymienionego artykułu Russia’s Approach to Conflict – Implications for NATO’s Deterrence and Defence jest autorstwa generała Gierasimowa, Szefa Sztabu Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

NATO on Russia.002

Przypatrując się szczegółom rysunku zwróćmy uwagę na kilka rzeczy:

  • użycie sił zbrojnych jest podporządkowane celom politycznym, jak twierdził Carl von Clausewitz. Działania militarne są więc tylko fragmentem większego planu,
  • tak zwane „kolorowe rewolucje” mogą być nie tylko zagrożeniem dla rządów autokratycznych ale również służyć im do podporządkowania sobie innych państw. Wówczas stają się swego rodzaju bronią ofensywną,
  • w cyklu rozwoju konfliktu politycznego poprzez fazę militarną do wygaszenia napięcia, stosunek środków nie-militarnych do militarnych wynosi 4:1.

Jeżeli spojrzeć na „menu” w poszczególnych fazach, to rozpoznamy działania już mające miejsce w rzeczywistości naszych wzajemnych stosunków z Rosją. Możemy również zidentyfikować potencjalne ruchy w sytuacji pogłębienia się sporów lub konfliktu; jak blokada ekonomiczna czy ataki cybernetyczne. Siła militarna jest wykorzystywana już w fazie początkowej konfliktu. „Strategic deployment” może przybrać również formę groźby, której należy przeciwdziałać demonstrując wolę oporu. Tak więc na tym etapie działania wojska wspierają wysiłki dyplomatyczne. Następny rysunek pokazuje jak zmienił się repertuar działań czysto militarnych w „kolorowych rewolucjach”.

NATO on Russia.001

Do przeszłości należą starcia dużych formacji wojsk, fizyczne zniszczenie armii przeciwnika i zajęcie jego terytorium. Teraz nacisk kładzie się na rozpoczęcie operacji militarnych już w czasie pokoju czyli zatarcie granicy pomiędzy wojną i pokojem, degradację krytycznej infrastruktury cywilnej i wojskowej z użyciem broni precyzyjnej, przyszłościowej, sił specjalnych na całej głębokości obszaru działania zarówno w przestrzeni fizycznej jak i informacyjnej. Nikt nie zamierza rzucić na nasz kraj tysięcy czołgów, bo nie ma takiej potrzeby. Niebezpieczeństwem dla nas jest raczej kraj podzielony, osłabiony i izolowany na arenie międzynarodowej. Niestety, jesteśmy aktualnie na drodze w tym właśnie kierunku.

W ramach opisanych schematów działania, Flota Bałtycka będzie w każdym wypadku narzędziem realizacji poszczególnych pozycji z „menu”. Dzięki innemu dokumentowi opublikowanemu ostatnio przez Office of Naval Intelligence mamy wgląd do prawdopodobnej struktury Floty Bałtyckiej po 2020 roku, co koresponduje z naszym cyklem planów modernizacyjnych. Raport nie mówi nic na temat wszelkich „drobnoustrojów” i tego co się z nimi stanie, ale wiadomo, że Rosja zamówiła siedem jednostek nowego typu Uragan o wyporności 800 ton uzbrojonych w osiem wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu. Harmonogramu wycofywania ze służby dzisiejszych okrętów i wprowadzania do linii nowo wybudowanych jednostek pokazuje, że główny trzon floty będzie się składał z jednej fregaty oraz czterech korwet. Należy domniemywać, że będzie wspomagany przez siły amfibijne i przeciwminowe oraz być może 3-4 małe okręty rakietowe. Uderza przede wszystkim brak okrętów podwodnych i przydział nowo budowanych jednostek do Floty Czarnomorskiej a nie Bałtyckiej. Jeśli przewidywania potwierdzą się, to jedynymi krajami posiadającymi okręty podwodne na Bałtyku będą Niemcy i Szwecja, co stawia pod znakiem zapytania konieczność posiadania rozbudowanych sił zwalczania okrętów podwodnych dla marynarki wojennej wraz z koniecznością posiadania helikopterów pokładowych. Główną siłą uderzeniową Floty Bałtyckiej będą rakiety odpalane z okrętów, baterii nadbrzeżnych czy samolotów. Mając naprzeciw siebie takiego przeciwnika, trudno zignorować komentarz admirała Makarowa na temat bitwy u ujścia rzeki Yalu:

Uważa się, że pancerz okazał się zwycięski w tej bitwie: to nie jest prawda, gdyż nie możemy zapominać, że dobra armata daje zwycięstwo podczas gdy pancerz jest zdolny tylko opóźnić porażkę.

Mówiąc o flocie działającej w sytuacji przewagi ataku nad obroną nie unikniemy rozstrzygnięcia dylematu czy budujemy okręty Niezwyciężone, Niewidzialne czy Niepoliczalne, trawestując szwedzkie uzasadnienie dla Visby – Invincible or Invisible. Wybór pierwszej opcji to odwrócenie trendu przewagi ataku nad obroną i to w warunkach pozostawania w zasięgu baterii nadbrzeżnych. Przede wszystkim to oznacza eliminację niebezpieczeństwa saturacji obrony. Być może lasery przyniosą taką możliwość, ale nie dzisiaj. Opcja niewidzialności ma swoje ograniczenia i nie ma żadnego poparcia w naszym kraju. Visby nie wzbudził większego zainteresowania, chyba tylko jako ciekawostka techniczna. Rozproszenie promuje stronę o lepszej orientacji w sytuacji, czyli posiadającej lepsze rozpoznanie i systemy dowodzenia. Dodatkową korzyścią jest rozproszenie siły ofensywnej, co wymusza śledzenie najmniejszego nawet nosiciela rakiet. Świetnym podsumowaniem jest tekst na Information Dissemination zwłaszcza fragment o rezultacie ćwiczeń z marca 2014 odnośnie operacyjnego użycia LCS. Przy zadanym budżecie maksymalizacja liczby jednostek oznacza minimalizację kosztu jednostkowego. To z kolei implikuje uboższe wyposażenie i uzbrojenie. Ponieważ dominująca tendencją jest maksymalizacja zdolności bojowych w ramach dostępnej wyporności, jedyną metodą jest sztuczne ograniczenie wielkości okrętu. To rodzi pytanie jaka wyporność minimalna ma sens, patrz dyskusja o 1.000 tonowym limicie dla Okrętu Obrony Wybrzeża.

Pytanie o kształt floty czasu wojny pozostaje otwarte, bo najbardziej zależy on od naszego postrzegania roli Polski w Europie oraz naszej otwartości na świat. Aktualnie zaczynają dominować w polityce poglądy narodowe i ksenofobiczne co spycha Marynarkę Wojenną RP do roli floty obrony wybrzeża, ale z drugiej strony nie da się budować floty na cztery lata tylko na kilkadziesiąt więc niezbędna jest refleksja strategiczna o długim horyzoncie czasowym. W tym kontekście korweta staje się wymuszonym kompromisem, okrętem za małym dla działań w stałych zespołach NATO i być może za dużym na liczną klasę okrętów obrony wybrzeża. Konsekwencje tego sformułowania otwierają jednak nowe możliwości, o czym w następnym wpisie.

Dec 152015
 
proporzec_MW2

Środowisko skupione wokół Rady Budowy Okrętów przygotowuje projekt doktryny morskiej dla Rzeczpospolitej i jej marynarki wojennej. Nieposiadanie takiego dokumentu jest nie tak bardzo skutkiem biurokratycznych zaniedbań, co wyrazem braku wizji wykorzystania Marynarki Wojennej RP zarówno w dziedzinie militarnej jak i polityki międzynarodowej. Prowokacyjnie można by stwierdzić, że jest to choroba większości dotychczasowych ekip rządzących z tym, że objawy się nasilają. Tkwimy w pewnym zawieszeniu i próżni koncepcyjnej, którą można rozciągnąć na całe siły zbrojne i politykę zagraniczną. Tak więc każdą próbę społeczną wypełnienia tej luki należy szanować i przyjąć z otwartą życzliwością. Swego czasu uczono mnie formułować myśl w jednym zdaniu zawierającym nie więcej niż dziesięć słów. W ten sposób wymusza się na autorze sprecyzowanie swoich idei i przekazania ich w sposób maksymalnie klarowny dla odbiorcy. Czy jesteśmy więc w stanie sformułować sens istnienia Marynarki Wojennej RP w taki sposób? Slogan reklamowy dałby szansę na większą akceptację społeczną i zyskanie prostych argumentów w rozmowach o flocie. Czy inne marynarki wykorzystują takie podejście? Niektóre z nich ewidentnie tak:

  • Wir. Dienen. Deutschland. (Deutsche Marine).
  • Protecting our Nation’s Interests. Guardian and Diplomat. (Royal Navy).
  • Forward. Engaged. Ready. (US Navy). 
  • Securing the Sea and the Coastline. (Merivoimat – Finlandia).

Rzut oka na strony internetowe przypadkowo wybranych jedenastu flot europejskich (lub sił zbrojnych ogólnie) oraz US Navy pozwala na wniknięcie trochę głębiej w strukturę ich zadań zarówno politycznych jak i militarnych. Wyłania się z nich kilka powtarzających się funkcji floty uzasadniających ich istnienie. Społeczna i polityczna aprobata tych funkcji pozwala na stabilne finansowanie rozwoju marynarek wojennych krajów wymienionych w tabeli.

Funkcje Flot.001

Z powyższego zestawienia wyłania się pewien obraz. Tylko dwie floty posiadające własne strony internetowe wymieniają obronę kraju jako swoje podstawowe zadanie – fińska i włoska. Są to na tyle różne kraje aby można było odrzucić jakiś wspólny rys charakterystyczny. W dwóch pozostałych krajach wspominających o obronie terytorialnej, stwierdzenie dotyczy całych sił zbrojnych a nie marynarki wojennej. Są to Norwegia i Polska. Zdecydowana większość zadań związana jest z realizacją celów polityki zagranicznej jak obrona interesów czy współpraca na rzecz bezpieczeństwa międzynarodowego. Wśród krajów omawianych tylko Finlandia nie wymienia na pierwszym miejscu żadnej funkcji bezpośrednio wskazującej na międzynarodowy charakter poza granicami kraju. Nawet na stronie naszego MON-u w rozwinięciu pierwszego zdania znajduje się odniesienie do bezpieczeństwa międzynarodowego i udziału naszych sił zbrojnych w jego utrzymaniu:

Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium. Zapewniają bezpieczeństwo i nienaruszalność jego granic. Jako podstawowy element systemu obronnego państwa uczestniczą w realizacji polityk: bezpieczeństwa i obronnej.

Siły Zbrojne RP utrzymują gotowość do realizacji trzech rodzajów misji:

  • zagwarantowania obrony państwa i przeciwstawienia się agresji w ramach zobowiązań sojuszniczych
  • udziału w procesie stabilizacji sytuacji międzynarodowej oraz w operacjach reagowania kryzysowego i humanitarnych
  • wspierania bezpieczeństwa wewnętrznego i pomoc społeczeństwu

Tylko dwa kraje – Francja i Stany Zjednoczone w sposób otwarty mówią o funkcji odstraszania. Ciekawostką jest, że Royal Navy posiadając w swym arsenale strategiczną broń jądrową nic na ten temat nie wspomina w pierwszym akapicie mówiącym o misji floty jej królewskiej mości. Inną ciekawostką jest deklaracja sił zbrojnych Królestwa Danii ( w wersji angielskiej by uniknąć błędów interpretacji) – By being able to fight and win, Danish service men and women promote peaceful and democratic development in the world and a secure society in Denmark. Nic dziwnego, że okręty podwodne i StanFlex 300 zamieniono na ekonomiczne fregaty o dużym zasięgu pływania. Innym interesującym aspektem jest wyróżnienie przez pięć flot ochrony żeglugi i handlu morskiego jako istotnej roli do spełnienia. Taki wybór wydaje się oczywisty dla Royal Navy czy US Navy. Również Holandia w swej historii zawsze była potęgą handlową uzależnioną od handlu morskiego, ale Finlandia? Przypadek zasługujący na uwagę czy też skrajny pogląd do odrzucenia?

Z pewnością nie powinniśmy bezmyślnie naśladować innych ale nie powinniśmy jednocześnie odrzucać całkowicie doświadczenia tylu krajów i dorobku intelektualnego ich marynarek wojennych. Fakt tak silnej orientacji flot europejskich na realizację celów polityki zagranicznej państw wynika z doświadczenia historycznego przydatności flot w czasie pokoju i zapobieganiu konfliktom. Jest jednak nade wszystko wyrazem woli rządów tych państw do świadomego użycia marynarki wojennej jako instrumentu polityki zagranicznej. Okręty wojenne oferują politykom możliwość demonstracji siły i stosowania przymusu bez naruszania integralności terytorialnej. Zgodnie z zasadą symetrii dla Polski oznacza to nie tylko możliwość spełnienia takiej roli floty dla naszego kraju ale również uniemożliwienie potencjalnym przeciwnikom wykorzystania ich floty przeciwko nam. Największym zagrożeniem nie jest otwarta wojna totalna z Rosją, ale tlący się ograniczony konflikt z użyciem sił zbrojnych połączony z taktyką salami. To grozi erozją spójności sojuszy i osamotnieniem Polski a w rezultacie powolnym słabnięciem sił moralnych i materialnych kraju. W takim scenariuszu rola floty to zapobieganie konfliktom lub ich wygaszanie oraz zapobieganie erozji więzi sojuszniczych. Życie coraz częściej przynosi nam wiadomości ze świata mogące posłużyć jako przykład tego, co w końcu może się wydarzyć na Bałtyku. Próby rosyjskiej marynarki zablokowania budowy mostu energetycznego Litwy ze Szwecją czy ostatnie incydenty ze statkami pod banderą Turcji są wskazówką. Nietrudno również podać kilka scenariuszy jakie Rosja może rozważać w obronie NordStreamu.

Czy fregata w cenie korwety  jest w stanie zmienić jej postrzeganie? Foto www.shipspotting.com

Czy fregata w cenie korwety jest w stanie zmienić jej postrzeganie? Foto www.shipspotting.com

Dla realizacji wymienionych funkcji najlepiej nadają się okręty nawodne i przy akceptacji pewnych kompromisów nie muszą być wcale bardzo drogie, co pokazuje przykład duńskich fregat. Aspekt finansowy nie jest być może najważniejszy, ale liczebność naszej floty już tak, biorąc pod uwagę z góry założoną jej skromną wielkość. Tak więc przy zadanym budżecie albo maksymalizujemy jakość okrętów ograniczając ich liczbę drastycznie, albo określamy niezbędne minimum zdolności i dążymy do maksymalizacji liczebności floty. Sojusznicze operacje w czasie konfliktu lub samodzielne w czasie pokoju promują wariant pierwszy. Samodzielne operacje w czasie konfliktu lub lokalne wsparcie sojuszników na Bałtyku skłaniają do wyboru wariantu drugiego. Jest wiele innych czynników wpływających na taki czy inny wybór, ale podstawową sprawą jest wola społeczeństwa i rządu otwarcia się na świat lub zamknięcia w zaklętym kręgu historii stosunków polsko-rosyjskich. I nie oznacza to, że Rosja nie stanowi dla nas zagrożenia. Trzeba mieć jednak świadomość bycia zwykłym pionem na światowej szachownicy, na której Rosja rozgrywa swe globalne posunięcia. Patrzmy nie tylko na możliwości Rosji, ale również na intencje. Charakterystyczny jest fakt dyskutowania zawzięcie parametrów technicznych okrętów wciąż pozostających na papierze przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek dyskusji o doktrynie morskiej Rosji. Jakie są strategiczne obszary zainteresowania Rosji i jakie kluczowe interesy? W końcu rola marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej jest nakreślona wyraźnie:

Военно-Морской Флот jest rodzajem Rosyjskich Sił Zbrojnych odpowiedzialnym za zbrojną ochronę interesów Rosji i prowadzenie działań na morskim teatrze wojny.

Powróćmy po tych dłuższych dywagacjach do pytania o hasło dla Marynarki Wojennej RP. Z wyżej podanych przykładów niemiecki wydaje się dla nas zbyt ogólny, brytyjski zbyt dyplomatyczny, amerykański zbyt globalny natomiast fiński jest dobrym tropem. Uwzględnia nasze lęki ale pozostawia otwartą furtkę na świat wskazując jednocześnie na typowo morskie zadania do wykonania. Ulegając nieco aktualnej modzie propozycja dla Polski byłaby patriotyczna, patetyczna i nieco poetycka:

Broni na morzach mienia i obywateli Rzeczpospolitej, sławi jej imię i zapewnia dostęp do morza

Ze względu na wspomniany charakter patetyczny i poetycki, zdanie należałoby przetłumaczyć na bardziej praktyczny język. Oznacza możliwość ale i obowiązek:

  • oczywistej samoobrony okrętów wojennych Marynarki Wojennej RP
  • ochrony statków pod polską banderą oraz ładunków będących własnością polską przewożonych pod innymi banderami
  • ochronę życia obywateli polskich, gdziekolwiek się znajdują
  • ochronę instalacji i infrastruktury na morzu lub jego dnie będących mieniem polskim
  • obrona prawa do eksploracji mórz zgodnie z porządkiem prawnym
  • reprezentowanie obecności Rzeczpospolitej i jej interesów na morzu
  • szeroko pojęta aktywność dyplomatyczna od demonstrowania bandery, poprzez budowę sojuszy aż do stosowania przymusu
  • obrona baz morskich i portów wraz z podejściami do nich
  • wspieranie wojsk lądowych i lotnictwa w operacjach w pasie nadbrzeżnym

Od naszych ambicji i przeznaczonych środków materialnych zależeć będzie zasięg geograficzny realizacji powyższych zadań jak i poziom zagrożeń, przed którymi będziemy w stanie się bronić. Dla przykładu, okręt patrolowy może chronić mienie na Bałtyku i poza nim przed zagrożeniami asymetrycznymi, korweta przed atakiem z ograniczonym użyciem nowoczesnej broni na wodach przybrzeżnych a fregata przed atakiem zbrojnym w trzech wymiarach na dowolnym akwenie morskim. Z powyższego zestawu raczej typowych zadań ale przystosowanych do lokalnych warunków można wysnuć kilka postulatów pod adresem klas okrętów i wypełnianych przez nie funkcji.

  • Okręty patrolowe zbierają informacje o sytuacji na powierzchni wody, pod wodą i w spektrum elektromagnetycznym. Mają ograniczone możliwości zwalczania zagrożeń w wymienionych obszarach plus podstawowe zdolności do samoobrony. Mocny punkt tej klasy to użyteczność i ekonomiczność. Słaby punkt to brak wsparcia w radzeniu sobie z naszymi lękami przed najazdem sąsiadów.
  • Okręty przeciwminowe służą do zwalczania zagrożeń spod wody (za wyjątkiem okrętów podwodnych) co oznacza rozszerzenie ich funkcji o zwalczanie zagrożeń asymetrycznych i podwodnych dronów. Ich zdolności do samoobrony powinny być uzupełnione co najmniej o środki pasywne. Klasa okrętów znajdująca akceptacje wśród polityków i pożyteczna, jednocześnie zbyt droga by być bezbronną.
  • Korwety służą do ochrony przed ograniczonym atakiem z powietrza i wody na wodach przybrzeżnych oraz posiadają broń ofensywną do zwalczania celów na powierzchni morza lub lądu. Dlaczego nie ASW – patrz przedostatni akapit. Klasa reprezentuje wstępny poziom dobrej kombinacji zdolności ofensywnych i dzielności morskiej, może jednak okazać się zbyt droga w porównaniu z oferowanymi korzyściami.
  • Fregaty są podstawowym okrętem eskortowym na dowolnym akwenie morskim, wyspecjalizowanym bądź do zwalczania okrętów podwodnych bądź do strefowej obrony przeciwlotniczej. Mogą działać zarówno na Bałtyku jak i poza nim, samodzielnie lub w ramach zespołów sojuszniczych. Pomimo bycia zasadniczo okrętem eskortowym, fregata w naszych warunkach staje się w sposób naturalny trzonem „battleforce” co może wzbudzić kontrowersje na temat przeznaczenia okrętu i stosunku ryzyka do poniesionych kosztów.
  • Systemy nadbrzeżne jak Morska Jednostka Rakietowa, lotnictwo morskie, obrona przeciwlotnicza czy drony. Zapewniają obronę baz morskich i podejść do nich pozostając pod parasolem ochronnym całego systemu obrony kraju. Realizują koncepcję „floty fortecznej” lub też odmowy dostępu. Mają dużą szansę ze względu na wspomniane lęki chociaż realizują tylko jedno z wymienionych zadań. Dobra okazja dla rodzimego przemysłu by się wykazać, zwłaszcza w systemach bezzałogowych. Ich zaletą jest możliwość korzystania z małych portów wzdłuż wybrzeża. Tu dygresja – czyżbyśmy odkryli źródło narzuconego limitu 1.000 ton na Okręt Obrony Wybrzeża? Tylko taki może bazować w być może dwóch portach oprócz Gdyni i Świnoujścia.
  • Okręty desantowe lub transportowe pozwalają na wsparcie operacji w pasie nadbrzeżnym. Biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne wojen na Bałtyku i Morzu Czarnym, ta klasa jest użyteczna w rajdach i desantach taktycznych na bliskie odległości i nie musi być kojarzona z projekcją siły w operacjach ekspedycyjnych. Funkcja niedoceniana i odziedziczona po doktrynie Układu Warszawskiego może stać się zalążkiem współpracy z armią w połączonych operacjach obronnych. Dobry sposób na demonstrowanie siły i woli, co wykorzystują Rosjanie. Całkowicie w zakresie naszych zdolności przemysłowych.
  • Okręty podwodne to obok fregat najbardziej gorący temat dyskusji. Powszechnie uważane za potężne narzędzie doktryny odmowy dostępu i zwalczania żeglugi, mogą być również użyteczne do blokady lub skrytego rozpoznania. Przyjmijmy za minimalną bezpieczną głębokość operacyjną 40m dla klasycznych okrętów podwodnych i spójrzmy na poniższą mapę Bałtyku. Wówczas odkryjemy, że odmowa dostępu czy obrona przed desantem nie wchodzi w grę, bo jest za płytko. Zwalczanie żeglugi jest możliwe w strefach wyłączności ekonomicznej innych państw, zwłaszcza tradycyjnie neutralnej Szwecji. Poza dyskusją w czasie pokoju a w czasie wojny bez znaczenia strategicznego zarówno dla nas jak i Rosji. Pozostaje blokada, która jest możliwa tylko w czasie wojny i tylko pod warunkiem utrzymania operacyjnie bazy w Gdyni. Konwencjonalne odstraszanie strategiczne jest argumentem dla polityków szukających głosów wyborczych, ale nie ma uzasadnienia militarnego. Przy swoim koszcie jest to najbardziej kontrowersyjny program modernizacyjny marynarki wojennej.
obszary o głębokości poniżej 40m są niebezpieczne dla OP

obszary o głębokości poniżej 40m są niebezpieczne dla OP

Historia Planu Modernizacji Marynarki Wojennej i całych Sił Zbrojnych jest dowodem na brak zgody co do koncepcji i doktryny a nie braku pieniędzy. Niewydolność biurokracji i słaba konkurencyjność rodzimego zaplecza przemysłowego tylko kryzys pogłębia. Nowy rząd bije na alarm, że czas biegnie i jest go coraz mniej wobec nadchodzącego niebezpieczeństwa, ale na razie zamiast decyzji mamy audyt.

Dec 042015
 
Slazak

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić mówi stare porzekadło i pasuje jak ulał do propozycji dozbrojenia Ślązaka. Ten wpis jest kontynuacją dyskusji toczącej się w części Komentarze. Zanim padną jakiekolwiek słowa o szczegółach technicznych, trzeba otwarcie powiedzieć, że warunkiem koniecznym realizacji takiego programu jest jasne ograniczenie projektu finansowo i przede wszystkim czasowo. Nikt nie chce przedłużać epopei Gawrona vel Ślązak i wszelkie dodatkowe opóźnienia będą źle odbierane. Biorąc pod uwagę ewentualne korzyści wojskowe i propagandowe, być może 1-2 miesiące dodatkowo byłyby akceptowalne, bo mieszczą się po prostu w ramach typowego „poślizgu” projektu. Z natury rzeczy mówimy więc o systemach już w naszym posiadaniu, o krótkim czasie dostawy oraz już zintegrowane lub nie wymagające integracji. Byłaby to także ocena możliwości oferowanych przez koncepcje MEKO. Część modułów uzbrojenia w standaryzowanych kontenerach można przygotowywać równolegle do budowy okrętu. Narzucenie górnych ograniczeń na zakres, czas i koszt wydaje się być niezbędne również ze względu na niebezpieczeństwo postrzegania takiego przedsięwzięcia jako odwracania uwagi i środków od celu podstawowego, jakim jest pozyskanie nowych okrętów. Niestety żyjemy w świecie gdzie program budowy okrętów jest zadeklarowany ale nie realizowany i musimy sobie zadać pytanie jak długo mamy czekać na rzeczywiste działania oraz czy czas oczekiwania nie będzie zbyt długą bezczynnością.

Najprostszą rzeczą wydaje się być wyposażenie okrętu w rakiety przeciw-okrętowe. W grę wchodzą oba typy na wyposażeniu Marynarki Wojennej, a więc SAAB RBS15 oraz Kongsberg NSM. To, co się liczy to dostępność od ręki, czas i koszt integracji, cena jednostkowa zakupu oraz jednostka ognia możliwa do zainstalowania na okręcie. Poniżej proste porównanie obu pocisków.

NSM-RBS.001

W zasadzie oba pociski są dostępne. RBS15 został zakupiony w liczbie 36 sztuk, więc jest dodatkowa jednostka ognia do dyspozycji. Jeżeli ORKAN-y będą uznane za nieperspektywiczne, Ślązak będzie miał okazje korzystać z zapasów po wycofywanych jednostkach aż do wyczerpania resursów rakiet. RBS15 jest już zintegrowany z Tacticos, co powinno ułatwić sprawę. Rozwiązanie ma sens w przypadku albo anulacji programu Miecznik, albo jego znacznego odłożenia w czasie i pozostawienia Ślązaka jako jedynego w miarę nowoczesnego okrętu nawodnego na najbliższą dekadę.

NSM jest również dostępny dzięki rozszerzeniu umowy na Morską Jednostkę Rakietową. Umowę być może da się rozszerzyć dla uzupełnienia stanu rakiet, ale i wówczas cena jednostkowa rakiet nie powinna wzrosnąć. Minusem jest brak integracji z systemem zarządzania walką, chociaż chyba istnieje klauzula w kontrakcie z Thalesem o możliwej integracji dodatkowych systemów w ramach umowy. Plusem NSM jest jego znacznie mniejsza waga, co przy potencjalnych ograniczeniach wagowych na okręcie pozwoli na zwiększenie jednostki ognia. Zaletą tej opcji jest integracja NSM z Tacticos jako inwestycji w projekt Miecznik opóźniony przez biurokracje, ale nie odłożony „na półkę”.

NSM jest wystarczająco dobry do obezwładnienia średniej wielkości okrętu. Foto www.janes.com

NSM jest wystarczająco dobry do obezwładnienia średniej wielkości okrętu. Foto www.janes.com

Drugim w kolejności uzbrojeniem do wdrożenia jest obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Nie mamy niestety komfortu posiadania na stanie systemu czy rakiet przeciwlotniczych (za wyjątkiem AMRAAM odpalanych z powietrza i ziemi). W selekcji kandydatów niech nas wesprze zakwalifikowanie systemów do jednej z trzech kategorii:

  • „Powszechny” – do takiej klasy zaliczyć można amerykańsko – niemiecki RAM i jego odmianę SeaRAM. W zasadzie system obrony przeciwrakietowej krótkiego zasięgu, ograniczonego do horyzontu radarowego. Plusem systemu jest łatwość instalacji, dość małe wymagania wobec okrętu i jego sensorów oraz spora jednostka ognia. Minusem jest teoretycznie zasięg, ale do zwalczania rakiet wystarczający. Jeśli korweta będzie pozbawiona informacji z zewnątrz ostrzegających o ataku, to okręt jest ograniczony do horyzontu radarowego – około 25-30km pod warunkiem wykrycia przez radar celu na tej odległości. Najprostsza reguła mówi, że pierwsze przechwycenie celu jest możliwe w połowie dystansu od momentu wykrycia, czyli w odległości 12-15 km od okrętu. RAM Block2 ma zasięg 1.5 raza większy od poprzedniej wersji, a więc właśnie w tym przedziale. System nie nadaje się natomiast do zwalczania samolotów poza zasięgiem używanego przez nie uzbrojenia.

 

  • „Maksymalny” – czyli oferujący największe możliwości dostępne dla danej klasy okrętów. Do tej kategorii zalicza się CAMM posiadający możliwość korekty kursu rakiety poprzez łącze niezależne od radaru i zasięg powyżej 25km. Dzięki temu można teoretycznie wykorzystać maksymalny zasięg rakiety wobec celów manewrujących. ESSM ma zasięg około 50km ale łącze jest realizowane w paśmie X i S za pomocą radaru z wiązką formowaną elektronicznie w obu płaszczyznach, czego Ślązak nie posiada. Alternatywą jest wykorzystanie STIR w trybie ciągłego podświetlania celu co zmusza obronę do sekwencyjnego wyboru celów. Większy zasięg kosztem siły ognia. Tak więc CAMM wydaje się być najlepszym aktualnie dostępnym rozwiązaniem dla korwet i lekkich fregat. Wyrzutnie potencjalnie interesujące to Sylver A35 oraz 3 Cell ExLS, obie przystosowane do odpalania CAMM, przy czym ExLS oferuje czteropak dla rakiet CAMM czego nie pokazuje broszura Sylver. Daje to ExLS trzykrotną przewagę w pojemności magazynu rakiet nad A35 przy jednocześnie mniejszej powierzchni wyrzutni. Próby mają się zakończyć w 2016 roku.
Dobre rozwiązanie dla korwety. Duża pojemność, średni zasięg - CAMM w ExLS. Foto - www.lockheedmartin.com

Dobre rozwiązanie dla korwety. Duża pojemność, średni zasięg – CAMM w ExLS. Foto – www.lockheedmartin.com

  • „Kompatybilny” – czyli zgodny z wyborem dostawcy dla projektu Narew lub z używanym AMRAAM przez Siły Powietrzne. Ta opcja oznacza oczekiwanie do pierwszego remontu okrętu, nie spełnia więc postulatu zdążenia na czas. Dla formalności należałoby zwrócić uwagę na AMRAAM, dostępny od zaraz. Nie ma on wersji odpalanej z okrętów, ale przy krótkim zasięgu być może nie potrzebowałby korekty kursu lub też NASAMS ma łącze niezależne od radaru. Wówczas, przynajmniej teoretycznie istniałaby szansa będąca technologicznym krokiem wstecz, czyli odpalanie AMRAAM z wyrzutni Mk 29.
Krok wstecz, ale... Foto www.seaforces.org

Krok wstecz, ale… Foto www.seaforces.org

Z powyższego rzutu okiem na dostępne możliwości rodzą się dwie ewentualne propozycje:

  • „Minimalistyczna” – kopiujemy konfiguracje uzbrojenia znaną z korwet K-130 w postaci dwóch wyrzutni RAM. Układ ograniczający się do samoobrony przed atakiem rakietowym z małymi możliwościami obrony okrętu/statku towarzyszącego i zalecany w przypadku zarzucenia realizacji projektu Miecznik. Trudno kupować jakikolwiek system tylko dla jednego okrętu. Wówczas można pójść drogą Royal Navy, która aż do pojawienia się niszczycieli T45 stała na stanowisku, że każdy okręt powinien być zdolny do samoobrony. Kombinacja RAM/SeaRAM mogłaby się pojawiać na wszystkich dostępnych jednostkach nawodnych marynarki wojennej. Jeden z czytelników blogu, Oskarm, ujął to w zgrabne sformułowanie uRAMowienia Marynarki Wojennej.

 

  • „Rekomendowana” – Instalacja na Ślązaku systemu SeaRAM, być może pochodzącego z modernizacji Phalanx na OHP w nadziei, że program budowy okrętów nawodnych będzie kontynuowany. Przy takim założeniu warto sprawdzić możliwość instalacji 3 Cell ExLS pozwalającego na odpalanie CAMM (w przyszłości) lub RAM Block 2 (tymczasowo). Pozostawia to otwartą ścieżkę rozwoju do konfiguracji docelowej dla Ślązaka i przyszłych Mieczników.

Trzecią grupą wyposażenia/uzbrojenia, w którą warto zainwestować jest Radar/Communication ESM wraz z pułapkami i wabikami. Parę lat temu na konferencji OPV zaprezentowano przykładową konfigurację dla okrętu patrolowego, która nie wymagała nawet osobnego specjalisty do walki elektronicznej a software mieścił się w laptopie. System daje szansę na ostrzeżenie przed atakiem i świadomość sytuacyjną sięgającą poza horyzont radarowy. Dużo się pisze i dyskutuje na temat tak zwanych „twardych środków” walki z atakiem rakietowym, ale mało o środkach „miękkich”. Jednak analiza historycznych przypadków użycia rakiet przeciw-okrętowych przynosi dość zaskakujące liczby. W swej książce Fleet Tactics and Coastal Combat, Wayne Hughes zamieszcza dość dobrą ocenę skuteczności rakiet, niestety nie uwzględniającą postępu elektroniki:

  • atak na bezbronne cele – 63 rakiety odpalone, skuteczność 91%
  • atak na cele zdolne do obrony, ale nie wykorzystujące tej możliwości w pełni – 38 rakiet odpalonych, skuteczność – 68%
  • atak na cele bronione – 121 rakiet odpalonych, skuteczność 26%.

Tylko niewielki procent skutecznej obrony przypisano zestrzeleniu rakiety przez obronę przeciwlotniczą. Z pewnością liczby te wyglądałyby dzisiaj inaczej, chociaż postęp dotyczy zarówno obrony jak i ataku. Mimo wszystko systemy obrony pasywnej wykazały się wysoką efektywnością, co pozwala na zwiększenie szans rakiet i systemów przeciwrakietowych w obronie okrętu przed salwą.

Nie ma w tym tekście niczego o zwalczaniu zagrożeń spod wody. Zbyt mało znalazłem danych, by się na ten temat wypowiadać. Najwyraźniej korweta jest przystosowana do instalacji sonaru podkadłubowego, jak na przykład Kingklip, ale trudno powiedzieć, na ile taka idea ma szanse na szybką realizację. Inna sprawa to rosnące potrzeba spojrzenia na zagrożenia podwodne szerzej, niż tylko walkę z okrętami podwodnymi. Rozwój autonomicznych pojazdów podwodnych będzie to wymuszał.

Marynarka Wojenna ma do pokonania dwie przeszkody, brak uzgodnionej i jasnej misji popieranej przez polityków i społeczeństwo oraz biurokrację nie będącą w stanie podjąć kluczowych decyzji w czasie pozwalającym na podpisanie kontraktów zanim zmienią się poglądy polityków. Presja czasu jest na tyle duża, aby usprawiedliwiała wszelkie działania zgodne z filozofią małych kroków. Jeśli opisana propozycja zamknęłaby się w koszcie 1-2 miesięcy opóźnienia i 200-300 mln PLN inwestycji to nie powinna być przeszkodą w realizacji podstawowego programu rozbudowy floty, a wręcz mogłaby stanowić jego uzupełnienie. Czy to jest możliwe pozostaje tematem do dyskusji.

 

Nov 302015
 
Slazak

Co zrobić, jeśli program Miecznik i Czapla staną pod znakiem zapytania? Taka możliwość powoli się zarysowuje czytając wypowiedzi urzędników MON-u i doradców prezydenta, którzy w zasadzie kwestionują wartość floty nawodnej, a ostatnio nawet i okrętów podwodnych. Może się więc okazać, że stara fregata i Ślązak to wszytko, co będzie do dyspozycji w nadchodzących latach. Zależy to od wielu czynników i być może jest to czarny scenariusz, ale dla PGZ priorytetem jest program Narew i lepiej mieć na podorędziu plan rezerwowy. Największą wartość i potencjał rozwojowy wśród aktualnie prowadzonych projektów ma okręt patrolowy Ślązak. Będąc de facto zubożoną korwetą, jest dzisiaj świetną okazją do zwiększenia potencjału floty w krótkim czasie, poprzez powrót do pierwotnej funkcji, co w praktyce oznacza uzbrojenie okrętu. Marynarka potrzebuje naocznego potwierdzenia użyteczności okrętów nawodnych i w miarę nowoczesny Ślązak jest najlepszym, jeśli nie jedynym środkiem do przeprowadzenia takiej demonstracji.

Do takiego stanu rzeczy niewiele nam brakuje. Foto www.naval-technology.com

Do takiego stanu rzeczy niewiele nam brakuje. Foto www.naval-technology.com

Do lepszego zrozumienia sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, przypomnijmy sobie punkt wyjścia, a więc Białą Księgę Bezpieczeństwa Narodowego. O potrzebie modernizacji Marynarki Wojennej mówi niewiele (strona 205) i wymienia ją jako dalszy priorytet:

Wśród dalszych kierunków modernizacyjnych należy wskazać na potrzebę zwiększenia potencjału i wyposażenia w nowoczesne uzbrojenie jednostek Marynarki Wojennej RP, skoncentrowanej na obronie wód terytorialnych RP, ale zdolnej jednocześnie do wypełnienia niezbędnego minimum zadań poza Bałtykiem (opcja „Bałtyk plus”). W toku prowadzonej modernizacji należy dążyć do zwiększenia wyposażenia Marynarki Wojennej RP w nowoczesny sprzęt i uzbrojenie przy wykorzystaniu krajowego potencjału przemysłowego.

Nawet dotychczasowy plan modernizacji jest sporym osiągnięciem w porównaniu z tak zarysowanymi potrzebami, a ludzie z kręgów nowej władzy są wobec potrzeb floty jeszcze bardziej krytyczni niż ich poprzednicy i niewątpliwie potrzebują więcej pieniędzy na realizację swoich planów socjalnych. Tyle, że nie da się już bardziej zawęzić obszaru zainteresowań poniżej „obrony wód terytorialnych”. Wspomniany scenariusz staje się coraz bardziej prawdopodobny. Zmiana polityki co do Ślązaka wymaga oprócz propozycji sensownego planu wyposażenia okrętu, uzasadnienia takiej propozycji. To z kolei będzie wymagało spojrzenia na flotę oczyma Sztabu Generalnego z jego poglądami na temat obrony przed desantem i przeciwdziałaniu ewentualnej blokadzie naszych portów. Jest w takim spojrzeniu pewne ziarno nadziei, bo wbrew obiegowym poglądom, do spełnienia takich funkcji potrzebna jest całkiem spora flota. Tak więc dozbrojony Ślązak stałby się zarodkiem krystalizacji poglądów Sztabu i MON-u na użyteczność Marynarki Wojennej RP.

Teoretyczne podstawy istnieją zarówno w literaturze klasycznej jak i całkiem współczesnej. Począwszy od Juliana Corbetta, poprzez Jeune Ecole do współczesnej analizy teorii odmowy dostępu, mamy wystarczająco materiału do analizy i wyciągnięcia wniosków. Czy jednak warto się trudzić, jeśliby miało się okazać, że operacje desantowe przeciwnika nie mają po prostu sensu? Rzeczywiście, Rosja nie potrzebuje desantu z morza by zaatakować Polskę. Jednak równie prawdziwe będzie twierdzenie, że morze oferuje dobre możliwości do prowokacyjnych rajdów. Podobnie w sytuacji walk na lądzie w pasie nadmorskim, desanty taktyczne przyśpieszają postęp nacierających wojsk, zwłaszcza jeśli na celu będą miały opanowanie ważnych portów. Chyba mało znane szerszej publiczności w Polsce są poglądy Wolfganga Wegenera, oficera marynarki wojennej Niemiec, zwracającego uwagę na geograficzne aspekty wojny morskiej:

Dwie rzeczy są niezbędne dla potęgi morskiej i do walki na morzu:

1. Flota
2. Strategiczno – geograficzna pozycja, z której flota może działać, to znaczy kontrolować morskie szlaki żeglugowe i tym sposobem korzystać z panowania na morzu. Tak więc strategia jest doktryną posiadania strategiczno-geograficznych pozycji, ich zmian i degradacji. Ofensywna strategia oznacza zdobywanie, a defensywna utratę pozycji geograficznych.

Aktorzy na scenie. Desant pozwala na zajęcie pozycji strategiczno-geograficznych. Foto www. sputniknews.com

Aktorzy na scenie. Desant pozwala na zajęcie pozycji strategiczno-geograficznych. Foto www. sputniknews.com

Co prawda Wegener pisał o Pierwszej Wojnie Światowej i w jaki sposób Niemcy mogłyby zagrozić handlowi morskiemu Wielkiej Brytanii, niemniej sam koncept został użyty efektywnie w czasie następnej wojnie przeciwko Flocie Bałtyckiej i Czarnomorskiej Związku Radzieckiego. Zamiast niszczyć trzon floty w decydującej bitwie, odbierano flocie po kolei jej bazy morskie w ramach operacji lądowych.

Niestety, operacje desantowe jak i obrona przed nimi wymagają według Corbetta przynajmniej czasowej i miejscowej przewagi na morzu. Dzisiaj dodalibyśmy – i w powietrzu. Co więcej, wspomniana w poprzednim wpisie książka At the Water’s Edge: Defending Against the Modern Amphibious Assault sugeruje, że zdecydowana większość operacji desantowych przeprowadzonych w historii wojen, powiodła się. Jeden z rozdziałów książki zaczyna się od zdania, które powiedział Sir Walter Raleigh „Jest o wiele trudniej obronić wybrzeże niż je najechać”. Tym ostrzej rysuje się pytanie po co nam w takim razie marynarka wojenna, jeśli i tak do lądowania dochodziło? Temat jest interesujący zarówno dla żołnierzy jak i marynarzy, bo w naszych siłach zbrojnych brak doświadczenia w temacie. Jeśli przyjąć postawioną tezę za prawdziwą, to punktem ciężkości operacji desantowych staje się czas jej przeprowadzenia, bo atakujące siły są dość ograniczone i całkowicie uzależnione od logistyki realizowanej drogą morską. Im bardziej osłabimy siły, które rzeczywiście dotrą na ląd oraz im skuteczniej odetniemy je od zaopatrzenia, tym większe szanse mają wojska lądowe na zlikwidowanie lub ograniczenie przyczółka. Czas gra na niekorzyść desantu. Szczególnie wrażliwym momentem dla strony atakującej jest transfer ludzi i techniki z okrętów na brzeg.

Marynarka Wojenna jest obok lotnictwa szczególnie przydatna do wykorzystania słabych punków operacji desantowej gdyż wojska lądowe nie mają szans na atakowanie desantu w czasie przejścia morzem podobnie jak przerwania morskich linii zaopatrzenia. Zapory minowe będą niewątpliwą przeszkodą dla desantu, pod warunkiem, że wiemy gdzie te miny postawić i rzeczywiście je postawimy zanim desant nastąpi. Miny można zneutralizować, więc zapory muszą być chronione. Morska Jednostka Rakietowa teoretycznie jest w stanie taką ochronę zaoferować, pod warunkiem, że przeciwnik nie użyje coraz powszechniej stosowanych autonomicznych pojazdów podwodnych do walki z minami. Rakiety są również potężnym narzędziem do zwalczania desantu w czasie przejścia morzem, ale baterie nadbrzeżne mają co najmniej dwa słabe punkty. Po pierwsze, dywizjon traci zdolność do walki w czasie przemieszczania się, więc wystarczy zagrozić pozycjom baterii za pomocą działań np. sił specjalnych na lądzie aby wymusić ruch jednostki. Drugi to „oczy i uszy” baterii, w zasadzie dzisiaj chyba nie istniejące. Jeśli baterię pozbawić dostępu do informacji z zewnątrz o celach, rakiety można odpalać tylko na oślep. Okręty nawodne pozbawione są pierwszej wady, a stanowią uzupełnienie i protezę dla „oczu i uszu” baterii mając własne sensory umieszczone bliżej miejsca akcji. Po wylądowaniu desantu, zadanie zwalczania linii zaopatrzenia stanowi jeszcze większe wyzwanie i wymaga współpracy wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Dla baterii nadbrzeżnych najtrudniejszym pytaniem będzie, który z widocznych celów na ekranie sytuacji taktycznej reprezentuje zaopatrzenie dla przyczółka, a który jest żeglugą neutralną. Lotnictwo jest w stanie pomóc w weryfikacji przez obserwację z powietrza, pod warunkiem tak zwanej pogody lotnej. Jeśli warunki meteo będą złe, ponownie pozostają do dyspozycji okręty nawodne lub podwodne. Walka z desantem jest zadaniem dla wzajemnie uzupełniających się elementów obrony należących zwykle do różnych formacji i rodzajów sił zbrojnych. Brak któregokolwiek elementu wystawia „na strzał” pozostałe i ułatwia przeciwnikowi przełamanie obrony.

Słowo na temat wojny asymetrycznej jako narzędzia walki słabszej strony przeciwko silniejszej. Po pierwsze jest to termin nieszczęśliwy, bowiem każda walka polega na wykorzystaniu asymetrii, czyli atakowaniu punktów słabych przeciwnika. Jako współczesny koncept A2/AD jest pomyłką pojęciową. Dwa najbardziej znane współczesne przypadki to Chiny i Iran. W pierwszym mamy do czynienia z klasyczną kontrolą morza wewnątrz Pierwszego Łańcucha Wysp, co oznacza utrudnienia w dostępie do mórz wokół Chin dla US Navy na odległość do 1.000nm. Stąd nazwa anti-access/area denial wskazujący nie tyle intencję Chin co operacyjne problemy Amerykanów. Drugi, Iran ma celu raczej blokadę cieśniny i dostępu do Zatoki Perskiej niż obronę przed desantem.

Aby móc rozważać scenariusz desantu a okręty były realnym wsparciem dla sił anty-desantowych, powinniśmy mieć na uwadze słowa o przewadze na morzu i w powietrzu, wymaganej do przeprowadzenia operacji desantowych. Wojna to gra interaktywna, więc jako warunek minimum, jeśli nie możemy takiej przewagi zdobyć, musimy zapobiec zdobyciu jej przez przeciwnika. Do tego nie wystarczy jeden okręt. Korweta to „zwierze stadne” i Ślązak potrzebuje „pobratymców”. Dywersja, odwrócenie uwagi, wprowadzanie w błąd i miejscowa koncentracja sił to sposoby strony słabszej na kontestację strony silniejszej. Taki rodzaj operacji promuje ogólnie jednostki o dużej sile ofensywnej i jako minimum, zdolności do skutecznej samoobrony przed atakiem z powietrza. Korweta spełnia taki postulat.

Trochę odmiennie sprawy się mają w przypadku potencjalnej blokady i jej przeciwdziałaniu. Rosja może użyć blokady defensywnie dla ochrony własnej żeglugi czy przejścia morzem transportów wojskowych uniemożliwiając naszym okrętom wyjście w morze lub też ofensywnie blokując dostęp do portów statkom handlowym. Przeciwdziałanie blokadzie staje się więc dla nas jednym z elementów ochrony własnych szlaków żeglugowych. Jednak samo pojęcie blokady ma bardzo szerokie możliwości realizacji od kontroli pojedynczych statków w ramach działań policyjnych aż do wieloletniej morskiej blokady Niemiec w trakcie Pierwszej Wojny Światowej angażującej większość sił Grand Fleet. Tak samo szerokie są ramy prawne tych wydarzeń – od wspomnianych działań policyjnych w czasie pokoju i w ramach operacji międzynarodowych lub pod auspicjami ONZ do otwartej wojny totalnej. Taka obszerność materiału nie pozwala na proste zdefiniowanie niezbędnych sił. W jednym skrajnym przypadku wystarczy OPV a na drugim ekstremum mamy całą flotę wiodącej potęgi morskiej świata. Aby jednak nie pogubić się w temacie, kilka wątków można poruszyć na wysokim poziomie ogólności.

Olivier Hazard Perry łamie brytyjską blokadę na Jeziorze Erie. Foto www.eighteentwelve.ca

Olivier Hazard Perry łamie brytyjską blokadę na Jeziorze Erie. Foto www.eighteentwelve.ca

Istnienie baterii nadbrzeżnych dysponujących rakietami o zasięgu setek kilometrów powoduje, że bliska blokada jest ryzykowna w czasie wojny. Naturalną konsekwencją jest dążenie do neutralizacji tego zagrożenia na morzu zamkniętym. Wracamy więc do wyżej dyskutowanych rajdów, desantów czy punktowych ataków z powietrza, co obnaża kolejny słaby punkt Morskiej Jednostki Rakietowej czyli niedostateczną obronę przeciwlotniczą/przeciwrakietową. Powtórzę w tym miejscu argument, że najszybciej tę wadę można usunąć (jeżeli nie popełniam istotnego błędu) nie czekając na finał programu NAREW i rozszerzając Morską Jednostkę rakietową o NASAMS, z którym MJR ma wspólny moduł FDC i rakiety. Taka inwestycja zmniejsza środki na budowę okrętów więc wywoływałaby naturalny opór marynarzy czekających na okręty, dlatego powinno jej towarzyszyć zatwierdzenie projektu związanego z okrętami, np. dozbrojenia Ślązaka.

Skuteczną na Bałtyku bronią tradycyjnie były miny. Program Kormoran ma dać Marynarce Wojennej zdolność do neutralizacji tego zagrożenia. Są to jednak okręty całkowicie bezbronne i wymagające osłony innych okrętów. Jest to powszechnie przyjęty aksjomat, że taka osłona po prosu będzie lub nie będzie potrzebna, bo działamy poza strefą zagrożenia. Jednak scenariusze rozpatrywane przez aktualnie rządzącą ekipę nie pozwalają na taki komfort. Brak okrętów osłony czyni projekt Kormoran wartościowym wkładem we współpracę międzynarodową i utrzymywania pokoju, ale w czasie wojny będą miały duży problem z wykonywaniem swoich zadań. Cały czas mówimy o samotnej walce z silniejszym przeciwnikiem, a nie wspólnej operacji w ramach NATO. Rodzi się potrzeba okrętu eskorty z lokalną obroną przeciwlotniczą/przeciwrakietową. Mogą powstać wątpliwości, czy korweta podoła takiemu zadaniu i czy fregata nie byłaby bardziej właściwa. Na tym etapie jednak koszt fregaty będzie nieuzasadniony tylko do osłony niszczycieli min.

Zatoka Gdańska stwarza wystarczająco dobre warunki do działań okrętów podwodnych, by móc ich użyć do blokady portów czy zwalczania żeglugi. Typowym narzędziem do walki z okrętami podwodnymi są własne okręty podwodne, samoloty patrolowe i śmigłowce oraz okręty nawodne. Podobnie jak w poprzednim punkcie, wybór pomiędzy korwetą a fregatą będzie niełatwy. Korweta oferuje mniejsze możliwości sensorów przy znacznie mniejszym koszcie. Niemniej jest to kolejny argument, w którym pojawia się uzasadnienie dla fregat, niezwiązany z działaniami w ramach stałych zespołów NATO. Na minus należy zapisać pytanie na ile będziemy w stanie utrzymać porty w Gdyni i Gdańsku przy założeniu słabszej pozycji na lądzie i w powietrzu? Odpowiedź negatywna wpłynie na postrzeganie niezbędności działań ASW na obszarze Zatoki.

Osłona własnych transportów i szlaków żeglugowych, nawet tylko w ramach Bałtyku była zawsze domeną okrętów eskortowych wspieranych przez inne rodzaje sił zbrojnych, a synonimem okrętu eskortowego jest dzisiaj fregata. Wynika to z prostej przyczyny konieczności towarzyszenia chronionym statkom i okrętom na wzburzonym morzu oraz wielkości platformy wymaganej przez podstawowe sensory. Dla przykładu CAPTAS-4 zgodnie z broszurą jest dla okrętów powyżej 3.000 ton.

Sześć fregat dla USN zostało autoryzowanych w 1794 roku do walki z piratami. Uczestniczyły w wojnie 1812 roku walcząc z blokadą z różnym skutkiem, ale tworząc historię marynarki.

Sześć fregat dla USN zostało autoryzowanych w 1794 roku do walki z piratami. Uczestniczyły w wojnie 1812 roku walcząc z blokadą z różnym skutkiem, ale tworząc historię marynarki.

Jak wynika z powyższego nawet w ramach doktryny wydawałoby się całkiem „lądowej”, problem okrętów nawodnych jest trudny do uniknięcia. Kontrowersyjny wybór korweta czy fregata, wynika raczej z punktu wyjścia czyli postrzegania wartości dużych okrętów nawodnych i tego co flota może wnieść do działań na lądzie. Skoro jednak taki spór istnieje, to pierwszym krokiem powinien być „test przydatności” okrętów nawodnych, co aktualnie najłatwiej przeprowadzić za pomocą dozbrojonego Ślązaka i być może choć trochę doposażonej fregaty OHP. Możliwość realizacji takiej próby przydatności jest ograniczona głównie naszą wyobraźnią. Skoro żyjemy pod presją czarnych scenariuszy naszego bezpieczeństwa, dlaczego nie ćwiczyć osłony Standing NATO MCM Group operującej na Bałtyku, przed atakami z wody i powietrza? Albo wręcz uzgodnić z NATO, że taka osłona będzie integralną częścią zespołu? Proponuję czytelnikom zabawę w wydłużenie listy pomysłów.

Nov 242015
 
SDSR_2015_announcements_2-567x339

Świeżo opublikowany przegląd strategiczny Wielkiej Brytanii jest sam w sobie interesującą lekturą, ale proponuje spojrzeć na niego trochę pod innym kątem. Jest to bowiem dokument napisany w sposób dość zwięzły i wiążący ze sobą cele i środki do ich realizacji oraz podany w sposób przystępny dla przeciętnego czytelnika i obywatela Zjednoczonego Królestwa. Jest również na tyle uniwersalny, że odnaleźć w nim można sporo odniesień do naszego regionu i sytuacji Polski. We wstępie premier Wielkiej Brytanii definiuje sedno i początkowy impuls dla przeglądu strategicznego:

U samego źródła leży zrozumienie, że nie możemy wybierać pomiędzy klasyczną obroną przed zagrożeniami ze strony państw i potrzebą zwalczania zagrożeń ponad narodowych nie uznających granic. Dzisiaj stoimy w obliczu obu możliwości i musimy być gotowi na obie.

Wojna na Ukrainie pokazała, że mamy mamy trzecią opcje – zagrożenie ze strony państwa maskującego swoją obecność, a więc fuzję dwóch zagrożeń wymienionych przez Davida Camerona. Całość dokumentu w dalszym ciągu to rozwinięcie szczegółowe trzech podstawowych zadań bezpieczeństwa państwa, z których poniżej wymienione są dwa:

  • Zadaniem Nr 1 Bezpieczeństwa Narodowego jest ochrona naszych obywateli – w kraju, w naszych terytoriach Zamorskich i za granicą oraz ochrona naszego terytorium, bezpieczeństwa ekonomicznego, infrastruktury i sposobu życia.
  • Zadaniem Nr 2 Bezpieczeństwa Narodowego jest globalna projekcja naszych wpływów – ograniczenie prawdopodobieństwa powstania zagrożeń oddziałujących na Zjednoczone Królestwo, nasze interesy oraz interesy naszych sojuszników i partnerów.

Nie mamy terytoriów zamorskich, ale mamy chyba obowiązek chronić naszych obywateli i mienie za granicą. Podobnie nie mamy ambicji bycia graczem światowym, ale rozwinięcie głównego hasła już ma zastosowania do naszych problemów ze wschodnim sąsiadem. Jest to podejście wykraczające poza ramy jednostronnej wizji zagrożenia inwazją ze wschodu i takie, które w sposób płynny łączy obronę kraju z polityką zagraniczną i obroną interesów. To jest coś, czego nam brak.

Cztery wyzwania wymienione w dokumencie są uniwersalne.

  • Rosnące zagrożenie ze strony terroryzmu, ekstremizmu i niestabilności.
  • Powrót zagrożeń ze strony państw i wzmagająca się szersza rywalizacja pomiędzy państwami.
  • Wpływ technologii a zwłaszcza zagrożeń cybernetycznych oraz innych technologii szeroko pojętych.
  • Erozja porządku międzynarodowego opartego na zasadach, co czyni trudniejszym osiąganie porozumienia i stawianie czoła globalnym zagrożeniom.

Możemy się jedynie spierać, co do kolejności i umieścić terroryzm i ekstremizm niżej na liście priorytetów, o ile nam na to pozwoli rozwój wydarzeń. Mądry Polak po szkodzie, mówi przysłowie. Okręty patrolowe tak niedoceniane i brak zainteresowania granicą południową Europy dzisiaj skutkuje falą imigrantów nie do opanowania i wołaniem o uszczelnienie granic Unii. No cóż, nasz wspólny dom zwany Europą ma i wschodnią i południową a nawet północną granicę i właśnie nas to dopada. Mamy dużo szczęścia do tej pory, że nie jesteśmy celem zamachów, ale problemy związane z falą uchodźców i konsekwencjami tego faktu pukają dosłownie do naszych drzwi. Spokój i porządek wewnątrz Europy chwieje się, a zestrzelenie przez Turcję rosyjskiego samolotu pokazuje jak łatwo tak lubiany przez nas paragraf 5-ty może nas wciągnąć w wir wydarzeń daleki od naszych wyobrażeń, choć paradoksalnie związany z Rosją.

Dokument podkreśla wagę współpracy w ramach sojuszy i porozumień dwustronnych. Przykładem jest zdanie o naszym regionie demonstrujące wagę zabiegów dyplomatycznych w budowaniu wspólnego frontu:

W uzupełnieniu do naszej pracy w ramach NATO, Joint Expeditionary Force jest wynikiem współpracy Norwegii, Danii, Estonii, Litwy i Łotwy pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii. Razem doskonalimy naszą zdolność szybkiego reagowania na kryzys zarówno samodzielnie jak i w ramach szerszej koalicji. Pracujemy również z naszymi partnerami Grupy Północnej, a zwłaszcza z Polską, Szwecją i Finlandią promując bardziej efektywną współpracę w zakresie obrony w północnej Europie.

Jakkolwiek Polska jest również wymieniona wśród partnerów europejskich, nie zakładajmy zbyt wiele i miejmy świadomość szerszych horyzontów polityki brytyjskiej:

Rosja jest jednym z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ i pomimo dzielących nas różnic, będziemy szukać dróg współpracy i zaangażowania Rosji w wielu aspektach światowego bezpieczeństwa, takich jak zagrożenie ze strony ISIL.

Rozwinięcie Zadania Nr 1 czyli zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, dla Wielkiej Brytanii oznacza realizację kilku wyraźnie określonych postulatów:

  • Odstraszanie
  • Obrona niezawisłości Państwa
  • Obrona terytoriów Zamorskich
  • Zwalczanie wrogiej działalności wywiadowczej
  • Ochrona granic
  • Asysta konsularna i ochrona obywateli Zjednoczonego królestwa za granicą.

Odstraszanie jest pojęte szeroko a nie sprowadzone do możliwości odpalenia kilku rakiet z okrętów podwodnych. Dokument mówi o użyciu sił zbrojnych z użyciem broni jądrowej w ostateczności, ale także dyplomacji, wpływów ekonomicznych, wymuszaniu porządku prawnego, ofensywnych atakach cybernetycznych czy też działaniu sił specjalnych i wywiadowczych, czyli również wykorzystaniu tak zwanej soft power. Ponownie lista może być zaaplikowana do naszych warunków z wyłączeniem obrony terytoriów zamorskich i ponownie demonstruje szerokie spektrum działań i niezbędnych środków, niekoniecznie militarnych. To, co dla naszych dyskusji jest istotne, to spojrzenie co najmniej regionalne i ponad granicami. Ciekawe ile jesteśmy gotowi wydać na ochronę obywateli RP poza granicami kraju? I czego nam do tego potrzeba?

Dalej dokument określa zarówno politykę obronną jak i strukturę sił zbrojnych do jej realizacji. Doktryna obronna zakłada osiem funkcji do wypełnienia przez siły zbrojne, podzielone na dwie grupy po cztery. Pierwsza mówi o działaniach rutynowych, w domyśle – pokojowych:

  • Bronić i wzmacniać bezpieczeństwo kraju oraz jego odporność
  • Prowadzić odstraszanie nuklearne
  • Wnosić wkład w lepsze zrozumienie świata poprzez wywiad strategiczny i globalną sieć obrony z sojusznikami i partnerami.
  • Wzmacniać międzynarodowe bezpieczeństwo i wspólne możliwości naszych sojuszników, partnerów i międzynarodowych instytucji.

Następna grupa czterech celów odnosi się do działań kryzysowych:

  • Przeprowadzać akcje humanitarne i ratownicze
  • Przeprowadzać operacje projekcji siły
  • Prowadzić operacje przywracania pokoju i stabilizacyjne
  • Prowadzić operacje wojenne, jeśli to konieczne, włączając te prowadzone na podstawie paragrafu 5-go układu NATO.

Ponownie z naszego punktu widzenia, być może jest w nas chęć zmiany kolejności priorytetów, ale są one ułożone zgodnie z malejącym prawdopodobieństwem wystąpienia. Za wyjątkiem odstraszania nuklearnego i projekcji siły całe menu jest zgodne z naszymi własnymi celami i zadaniami. Jak wspomniano, możliwa jest dyskusja nad kolejnością czy wagą poszczególnych punktów, co powinno zaowocować nieco inna strukturą sił zbrojnych czy też marynarki wojennej. Kilka uwag odnośnie przewidywanych sił Royal Navy. Przegląd potwierdza wolę utrzymania komponentu odstraszania nuklearnego oraz projekcji siły w postaci czterech SSBN oraz obu lotniskowców z zastrzeżeniem, że tylko jeden będzie w gotowości w danym czasie. Przecina się dyskusje na temat samolotów patrolowych – będzie zakup ośmiu sztuk, co jest niewątpliwie wynikiem incydentów z rosyjskimi okrętami podwodnymi u wybrzeży Wielkiej Brytanii a zwłaszcza w pobliżu bazy dla SSBN. Globalne zobowiązania Royal Navy wymagają również wzmocnienia sił logistycznych, co zostało uwidocznione w Przeglądzie. Dla nas dwie ciekawostki – jedna to sześć okrętów patrolowych, które nigdy nie cieszyły się wsparciem marynarzy. Częściowo jest to wymuszone koniecznością wsparcia przemysłu stoczniowego niemniej ciekawe będzie zobaczyć, jak będą wykorzystane. Równie ciekawe to fakt, że żaden nie ma hangaru dla śmigłowca. Druga ciekawostka dotyczy fregat – ich totalna liczba pozostaje bez zmian, ale struktura już nie. Wygląda na to, że z 19 jednostek sześć to będą niszczyciele T45, osiem to nowe fregaty T26 ale pozostałe mogą być mieszaniną wciąż pozostających w służbie lecz wycofywanych T23 plus być może nowych „lekkich fregat”. Na marginesie, wszelkie wysiłki zbudowania tanich fregat kończą się najwyraźniej nowymi projektami ponownie tanich okrętów. Wielka Brytania idzie śladami Francji, która w swym ostatnim przeglądzie strategicznym również mówi o nowych, tanich fregatach TFI w zakresie 5.000 ton uzupełniających FREMM-y.

Tylko 8 sztuk. Za drogi. Foto www.royalnavy.mod.uk

Tylko 8 sztuk. Za drogi. Foto www.royalnavy.mod.uk

Wśród innych ciekawostek jest fragment o cyberbezpieczeństwie. Właściwie o tym wiemy, ale nie wiem czy coś w tym względzie robimy. Będąc po „cywilnej” stronie gospodarki, nie zauważyłem żadnych działań.

Duża część naszej infrastruktury znajduje się w rękach prywatnych. Rząd będzie współpracował z właścicielami infrastruktury i ich operatorami w celu ograniczenia ryzyka złośliwych ataków i naturalnych nieszczęść. Zapewnimy, aby rząd posiadał właściwe narzędzia do zapewnienia odporności naszej infrastruktury na przyszłe zagrożenia.

Wzmocnimy odporność Wielkiej Brytanii na przerwy w zasilaniu.

Interesujący dla nas będzie fragment o narodowym przemyśle obronnym. Rząd Jej królewskiej Mości nie gwarantuje zakupów w krajowych firmach lecz dążąc do najlepszego stosunku wartości do ceny ma „podejmować akcje pomagające przemysłowi obronnemu we wzroście i konkurencyjności”. Kilka szczegółów pozwalających lepiej zrozumieć ideę i odróżnić ją od naszych pomysłów. Sektor obronny w Wielkiej Brytanii przynosi rocznie 30 miliardów funtów przychodu z czego 11.9 miliarda z eksportu. Czyli 30%, tak więc ma dość mocne podstawy do utrzymania niezależności. W sytuacji, gdy brakuje zamówień, rząd wspiera stocznie. W oczekiwaniu na budowę fregat T26, zamówiono trzy OPV podobne do okrętów Trynidad i zamówienie będzie rozszerzone o dwie następne jednostki. Tyle, że koszt jednego okrętu wyniesie 116 mln funtów wobec 44 mln za Trynidad. Czy jesteśmy gotowi dla podtrzymania własnego przemysłu stoczniowego przepłacać 2.5 raza?

Wystarczająco dobry dla RN nawet bez hangaru, ale drogi. Foto www.savetheroyalnavy.org

Wystarczająco dobry dla RN nawet bez hangaru, ale drogi. Foto www.savetheroyalnavy.org

Całkiem przeciwnie do nas, konkurencyjność przemysłu wspiera się poprzez „ustanowione forum dedykowane do potrzeb małych i średnich dostawców tak, aby w pełni rozumieć ich problemy i priorytety oraz maksymalizować ich wkład do naszego bezpieczeństwa narodowego”. Już zbudowali molocha jak BAE, a teraz szukają sposobu co zrobić by następna fregata po T26 nie kosztowała 900 mln funtów. Dlatego ograniczają serię T26 do ośmiu jednostek i zapowiadają nowy program „lekkiej, wszechstronnej, możliwej do eksportu fregaty ogólnego przeznaczenia”. Najwyraźniej ma ona być nową konstrukcją a nie odchudzonym T26, co znowu wzmacnia tendencje do innowacyjności.

Na koniec, choć biurokracji nam nie brakuje, to być może ma sens powołanie na wzór Brytyjczyków organu do przeglądu i nadzoru wprowadzenia w życie opracowanej strategii. Tak, czy inaczej nasze Ministerstwo Obrony Narodowej, jeśli bierze na serio swoje słowa o zmianie w środowisku bezpieczeństwa powinien jako pierwszą rzecz potwierdzić aktualną Białą Księgę Bezpieczeństwa Narodowego lub ją zmodyfikować. Jeżeli zaś strategia poprzedniej ekipy zostanie odrzucona w całości, to będzie oznaczało, że nie tylko plany modernizacyjne ale i strategię bezpieczeństwa państwa będziemy musieli dostosować do cyklu wyborczego. Jest w tym zaleta – Rosjanie za nami na nadążą:)

Nov 142015
 
Bałtyk

Karty zostały rozdane i skład nowego rządu zaproponowany. Retoryka polityków nowego obozu rządzącego jest na tyle odmienna od poprzedników, że uzasadnia pytanie o los planów modernizacyjnych marynarki wojennej. Podkreślanie zagrożenia ze strony Rosji, potrzeby obrony terytorialnej i oparcie się o własny przemysł zbrojeniowy nie wygląda korzystnie dla floty, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Istotną zmianą jest również stosunek do NATO, które z filaru koncepcji obronnych zamienia się w pożyteczne, ale niepewne wsparcie własnego potencjału obronnego. Szuka się alternatywy w „koalicji chętnych w oparciu lub bez oparcia NATO”, czyli państw skandynawskich i republik bałtyckich. W tym zamieszaniu źródłem kompromisu mogą stać się poglądy Romualda Szeremietewa, który podkreśla wagę Bałtyku dla rozwoju rosyjskich ambicji w kierunku zachodnim. Rzeczywiście, lektura nowej doktryny morskiej Federacji Rosyjskiej, wymienia Bałtyk z nazwy i podaje cele strategiczne dla tego regionu:

  • ochrona żeglugi i handlu w relacji portów około Sankt Petersburga i Cieśnin Duńskich. Obok dużego obrotu ładunków kontenerowych jest to również alternatywny do krajów tranzytowych, kanał eksportu ropy,
  • ochrona żeglugi promowej i zaopatrzenia dla Kalliningradu,
  • ochrona infrastruktury przesyłowej gazu a w szczególności gazociągu Nord Stream,
  • zapewnienie bezpieczeństwa całego obwodu kalliningradzkiego.
Bałtyk zawsze był ważny dla Rosji. Foto www.weaponsandwarfare.com

Bałtyk zawsze był ważny dla Rosji. Foto www.weaponsandwarfare.com

Z tych celów nie wynika jednak dla nas szczególne zagrożenie militarne za wyjątkiem celu nadrzędnego jakim jest osłabienie lub całkowita neutralizacja wpływów NATO w krajach graniczących z terytorium Federacji Rosyjskiej. Tak się składa, że główny rywal polityczny i militarny za jakiego Rosja uznaje NATO, pokrywa się w dużej mierze z głównym klientem i partnerem gospodarczym, czyli EU. Otwarty atak na sąsiednie państwa należące do sojuszu grozi aktywowaniem paragrafu 5-go i zamknięciem zarówno przejścia przez Cieśniny Duńskie jak i gazociągu Nord Stream, co stanowiłoby całkowitą negację celów gospodarczych wspomnianych w doktrynie. Jest to więc pole do rywalizacji polityczno-dyplomatycznej czy informacyjnej bardziej niż militarnej, natomiast dla osłabienia wpływów NATO na swoich obrzeżach, Rosja dopuszcza najprawdopodobniej działania militarne, ale nie wyzwalające automatyzmu paragrafu 5-go. Zarysowany szkic interesów i potencjalnej strategii Rosji jest więc potwierdzeniem większości przyjętych założeń w Białej Księdze poprzedniej ekipy. Używając słownika gen. Kozieja, mówimy o sytuacjach „podprogowych” i „trudno konsensusowych”.

Dla pełni obrazu powinniśmy spojrzeć na własne interesy w regionie Bałtyku. Podobnie jak w przypadku Rosji jesteśmy zainteresowani ochroną żeglugi do naszych głównych zespołów portowych Szczecin/Świnoujście oraz Gdańsk/Gdynia. Bezpieczeństwo energetyczne wymaga ochrony gazoportu w Świnoujściu i bałtyckich podejść do niego. Ważna jest żegluga promowa w poprzek Bałtyku, łącząca Polskę ze Skandynawią. Nadrzędnym interesem politycznym Polski wydaje się być utrzymanie Morza Bałtyckiego jako „wewnętrznego jeziora EU”, używając języka kolokwialnego.

Na tak zdefiniowanej scenie wydarzeń, działania militarne i otwarty konflikt na lądzie z użyciem regularnych oddziałów jest możliwy, ale ryzykowny. Co innego działania na morzu lub z kierunku morza nie wymagające naruszenia integralności terytorialnej państwa. Możemy mówić o dalekiej blokadzie lub przerwaniu morskich linii komunikacyjnych lub rajdach na infrastrukturę na morzu lub jego dnie. W grę mogą wchodzić „przypadkowe” ataki rakietowe lub rajdy i małe desanty. Takie działania stawiają nas w trudnej sytuacji, gdyż o ile zadawanie ciosów i strat agresorowi na własnym terytorium będzie akceptowane i pewnie popierane przez społeczność międzynarodową i sojuszników, to zatopienie okrętu innego państwa na otwartych wodach pozostawi nas całkowicie osamotnionych. W pewnym sensie zmusza to nas do przyjęcia postawy defensywnej, ograniczonej geograficznie do południowego Bałtyku.

Ćwiczą z przyzwyczajenia, czy po coś? Foto www.news.usni.org

Ćwiczą z przyzwyczajenia, czy po coś? Foto www.news.usni.org

Z takiego scenariusza można już próbować wysnuć wnioski co do potrzebnych sił morskich dla obrony przed opisanymi zagrożeniami. Pozostaje dylemat czy budować siły zbrojne zaprojektowane dla najbardziej prawdopodobnego scenariusza, czy też najgorszego. Wobec silnych ograniczeń finansowych i olbrzymiej dysproporcji sił, lepszą wydaje się orientacja na wariant prawdopodobny z zastrzeżeniem, że siły tak zaprojektowane mogą odegrać rolę w wariancie najgorszym, jakim jest samotna wojna na lądzie.

W powyższym scenariuszu liczy się demonstrowanie widocznej groźby użycia siły w celu zniszczenia woli przeciwnika lub też jej faktyczne użycie dla podkreślenia realności groźby. W szczególnych przypadkach zagrabienia mienia lub terytorium możliwe jest stosowanie polityki faktów dokonanych. Na demonstrację siły odpowiedzią może być demonstracja woli i możliwości oporu a nie natychmiastowy atak. Atak jest dopuszczalny w celu odzyskania zagrabionego mienia lub terytorium. Szczególnym przypadkiem mogą być akty piractwa lub terroru nie posiadające znamion zaangażowania państwa. W tym przypadku najbardziej sprzyjającym środowiskiem są głębiny wodne a seria incydentów na wodach Szwecji jest dobrym tego przykładem. Te definicje są potrzebne do określenia jakie zdolności i platformy są nam potrzebne. Dla przykładu, Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy wskazuje przeciwnikowi na nasze MOŻLIWOŚCI oporu, ale nie WOLĘ. Taką wolę może demonstrować obecność okrętu wojennego reprezentującego sobą realną siłę bojową. Zakładając imperatyw widoczności groźby ze strony państwa ościennego i pirackich działań podwodnych maskujących obecność państwa, głównie na obszarze Bałtyku południowego, potrzebujemy dwóch rodzajów kombinacji platform i zdolności:

  • okrętów nawodnych o odpowiedniej dzielności morskiej i autonomiczności ze zdolnościami zwalczania celów nawodnych i lokalną obroną przeciwlotniczą/przeciwrakietową. Praktycznie mówimy o korwetach lub fregatach.
  • platformy nawodne lub podwodne ze zdolnością do zwalczania zagrożeń podwodnych jak autonomiczne pojazdy podwodne, miniaturowe okręty podwodne, miny czy płetwonurkowie
Z jakiegoś powodu Rosja utrzymuje na Bałtyku duże okręty nawodne. Foto www.russia-insider.com

Z jakiegoś powodu Rosja utrzymuje na Bałtyku duże okręty nawodne. Foto www.russia-insider.com

Takie konkluzje są w całkowitej opozycji do wniosków ze wspomnianego raportu NCSS, Geografia wojskowa Bałtyku, gdzie zdecydowanie preferuje się okręty podwodne kosztem okrętów nawodnych za wyjątkiem okrętów walki minowej. Raport nie wyjaśnia w pełni po co nam okręty podwodne, wspomina tylko o przyjęciu „dla sił morskich priorytetu związanego z obroną wybrzeża i przerwaniem szlaków morskich” oraz „zdolności do zwalczania okrętów nawodnych i podwodnych przeciwnika za pomocą torped i rakiet, stawiania pól minowych, współpracy z dronami, robotami podwodnymi i nawodnymi”. To podejście ma kilka mankamentów i rodzi pytania. Dopóki nie zadziała paragraf 5-ty, trudno sobie wyobrazić, że nasze okręty podwodne będą zwalczać żeglugę do St. Petersburga, czyli topić statki armatorów jak Maersk czy MSC. Jeśli natomiast paragraf 5-ty zadziała, wówczas Cieśniny Duńskie będą zamknięte automatycznie i zwalczanie żeglugi traci sens. Wyjątkiem są transporty wojska i zaopatrzenia wewnątrz Bałtyku. W sytuacji otwartej wojny, okręty podwodne mogą zwalczać flotę przeciwną, tylko gdzie? Operowanie okrętów podwodnych w ramach obrony wybrzeża będzie trudne zważywszy na głębokość Bałtyku południowego za wyjątkiem Zatoki Gdańskiej. Poza tym strategia A2/AD ma sens dla krajów nie graniczących na lądzie z potencjalnym przeciwnikiem i tam, gdzie obszary morskie dominują w konflikcie, czemu raport NCSS zaprzecza. Natomiast wprowadzenie „zasady trwałych patroli bojowych w okolicach wejścia do Zatoki Fiñskiej oraz w Zatoce Ryskiej” bez wsparcia innych elementów floty i bez posiadania panowania na morzu w tym rejonie jest tylko i wyłącznie oczekiwaniem na wykrycie i zatopienie okrętu podwodnego. To może trwać, ale pojedynek będzie nierówny. Na koniec jeszcze słowo o odstraszającej sile rakiet manewrujących odpalanych z okrętu podwodnego. Według wikipedii S-400 jest w stanie zwalczać jednocześnie 6 celów, czyli mniej więcej całą potencjalną salwę okrętu podwodnego. Za cenę 2.5 mld PLN kupujemy sobie znikomą szansę przedarcia się przez obronę przeciwnika, albo szukamy celu ważnego, ale nie bronionego?

Czy jednak zaproponowana struktura floty będzie w stanie bronić naszych interesów w wypadku samotnej walki na lądzie w obronie terytorium kraju? Być może kluczem do znalezienia odpowiedzi na takie pytanie jest pozytywistyczna praca u podstaw z kolegami z wojsk lądowych, aby dostrzegli korzyści z posiadania dodatkowego pola manewru, jakim jest morze. Milan Vego w książce Naval Strategy and Operations in Narrow Seas oferuje kilka spostrzeżeń godnych uwagi w naszej aktualnej sytuacji polityczno-doktrynalnej:

Zadanie wsparcia flanki armii było wykonywane od czasów starożytnych przez prawie wszystkie floty działające wewnątrz mórz zamkniętych, półzamkniętych lub na wielkich jeziorach czy w ujściach rzek. Gdy tylko współpraca była dobrze zaplanowana i realizowana, wyniki tej współpracy były bardzo korzystne dla całego przebiegu wojny.

Jako jeden z wielu przykładów autor podaje wojnę rosyjsko-turecką w latach 1876-1877. Rosjanie nie posiadali panowania na Morzu Czarnym, co znacznie wydłużyło ich linie zaopatrzeniowe i zaowocowało krwawą bitwą pod Plewną w ich marszu na Konstantynopol. Podobny brak docenienia morskiej drogi zaopatrzenia wzdłuż wybrzeża Bałtyku przez dowództwo niemieckiej armii w czasie II wojny światowej zmusiło Wehrmacht do zaopatrywania wojska z wykorzystaniem słabo rozwiniętej infrastruktury drogowo-kolejowej. Bardziej znanym w kraju przypadkiem jest zaopatrywanie i ewakuacja niemieckich oddziałów z Kurlandii w czasie ostatniej wojny światowej. Zachęcam w tym miejscu do zainteresowania się infrastrukturą logistyczną w naszym kraju a zwłaszcza jej północno-wschodniej części. Mapa kolejowa czy drogowa pokaże jak niedorozwinięta jest nasza infrastruktura w tych rejonach w porównaniu z częścią południowo-zachodnią. Kierunek północ-południe ma się o wiele lepiej niż wschód- zachód. Wracając do Milana Vego, podaje nam menu działań floty we wspieraniu obronnych działań armii w pasie przybrzeżnym:

  • Obrona przed desantem
  • Przeprowadzanie rajdów na tyły przeciwnika
  • Ewakuacja własnych wojsk i cywilów
  • Wsparcie dla obrony baz morskich

Jeśliby dodać do naszej zdefiniowanej floty nawodnej posiadane aktualnie okręty desantowe typu Lublin, to jesteśmy w stanie realizować punkty drugi i trzeci z powyższej listy. Co więcej ich realizacje jest niemożliwa bez okrętów nawodnych. Należałoby ponadto przekonać kolegów z armii do przekształcenia przynajmniej jednego batalionu 7-mej brygady obrony wybrzeża w jednostkę piechoty morskiej, wciąż podległej wojskom lądowym. Taki przypadek występuje np. w armii włoskiej – regimento lagunari „Serenissima”. Rozwinięcia tematu wymaga obrona przed desantem i tu polecam lekturę książki At the Water’s Edge: Defending Against the Modern Amphibious Assault. Podobnie jak obrona przeciwlotnicza, tak i obrona przed desantem może mieć swoją głębokość. Zaczynamy od blokady sił przeciwnika w jego porcie, później atakujemy w trakcie przejścia morzem, bronimy się przed lądowaniem oddziałów na brzegu i w końcu zwalczamy desant wewnątrz naszego terytorium stosując wojnę manewrową. Idąc od końca, marynarka wojenna odgrywa rolę dopiero w obronie na brzegu, kiedy przeciwnik jest szczególnie wrażliwy w fazie transportu oddziałów z okrętów na brzeg. Wojna minowa jest jak najbardziej na miejscu, ale też potrzebujemy platform i środków do zwalczania autonomicznych pojazdów podwodnych przeciwnika, które będą wykorzystywane w neutralizacji naszych zapór minowych. W trakcie przejścia morzem Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy będzie współdziałał z okrętami nawodnymi, natomiast blokada przeciwnika w jego porcie może okazać się zbyt trudna i zależy mocno od losów działań na lądzie. Jeśli front odsunie NDR od baz przeciwnika poza zasięg jego rakiet, pozostaje posiadać przewagę na morzu, co pozostaje wątpliwe w samotnej walce lub wysłać pod bazy przeciwnika okręty podwodne bez osłony ze wspomnianymi wcześniej konsekwencjami.
Obecny plan modernizacji może zostać znacznie zmieniony, co nie jest chyba dobrą drogą na przyszłość. Nie dlatego, że ma tak wielkie zalety, ale dlatego, że jest prawdopodobnie ciężko wypracowanym kompromisem pomiędzy wizją Rzeczpospolitej Morskiej a opcją obrony terytorialnej. Wypracowanie nowego kompromisu będzie niezwykle trudne czasochłonne i chyba nieuchronnie doprowadzi nas do konfrontacji fregaty czy okręty podwodne. Tak więc należy przygotować odpowiedź na pytanie, co możemy zrobić dla marynarki wojennej w ciągu najbliższych czterech lat, zakładając tak zwaną „posuchę”. De facto, w pierwszym roku tego okresu Marynarka Wojenna już została odstawiona na półkę z planowanym budżetem około 250 mln PLN, co najwyraźniej związane jest z płatnościami za rozpoczęte projekty. Krokiem neutralnym, spójnym zarówno z istniejącym planem modernizacji jak i powyższą propozycją wynikającą z zaproponowanego scenariusza jest budowa bliźniaka dla Ślązaka i dozbrojenie obu okrętów w rakiety przeciwokrętowe i przeciwrakietowej samoobrony jako minimum oraz skupienie się na platformach bezzałogowych do zwalczania autonomicznych pojazdów przeciwnika. Jeśli z kolejki po środki finansowe na szybko zmieniające się priorytety bezpieczeństwa Państwa, Marynarka Wojenna nie wypadnie, być może będzie okazja do racjonalnej dyskusji w co warto inwestować, gdyż będzie to silnie zależało od wciąż nieuzgodnionych poglądów na rolę i zadania sił zbrojnych zarówno w obronie granic jak i interesów Państwa.

Oct 112015
 
Sylver

Marynarka Wojenna RP ponownie staje w punkcie decyzyjnym i to nie tylko ze względu na zbliżające się wielkimi krokami wybory, ale też z powodu kilku doniesień medialnych. Czasem uświadomienie sobie kilku prostych liczb lub dat zmusza do świeżego spojrzenia na sprawę. Aktualna kadencja Sejmu trwa od listopada 2011 roku i zakończy się wyborami w październiku 2015 roku. Plan modernizacji marynarki wojennej opublikowany został w formie prezentacji w marcu 2012 roku. To, co zostało zakontraktowane i podpisane to projekt Kormoran, baterie nadbrzeżne NSM, remont fregaty OHP i dokończenie Ślązaka. Pozostałe główne projekty wymienione w planie pozostają na różnym etapie prac. Nie ujmujmy temu rządowi jego zasług – wiele pracy wykonano i wiele wysiłku włożono, aby marynarka wojenna mogła się odrodzić. Jednak kluczowym pytaniem pozostaje, czy nowy rząd będzie kontynuatorem realizacji planu opracowanego przez politycznego oponenta, czy też wygrają tendencje do wprowadzenia nowych pomysłów. Jeżeli do planu modernizacji wprowadzi się istotne zmiany to będziemy mieli do czynienia z ponurym faktem, że cykl decyzyjny pokrywa się z grubsza z cyklem wyborczym. Niewątpliwie preferowanym rozwiązaniem dylematu jest w krajach demokratycznych uzyskanie ponadpartyjnej zgody co do głównych projektów modernizacyjnych, zwłaszcza tych wieloletnich. Wsłuchując się w wypowiedzi polityków, można mieć co do tego wątpliwości. Alternatywą pozostaje drastyczne usprawnienie procedur MON-u i współpracujących ministerstw i próba zmieszczenia się z podstawowymi decyzjami wewnątrz cyklu wyborczego. Dlatego hasło „bliźniak dla Ślązaka” miało sens – to jeden z niewielu projektów nie wymagających niczego innego jak tylko decyzji.

Powiedzmy, że jesteśmy optymistami i ewentualną nową politykę modernizacyjną armii przyszłego rządu potraktujemy jako nowe otwarcie i szansę na korektę błędów. Niestety, wciąż będziemy wracali do kwestii podstawowej, a mianowicie kształtu naszej floty. W najnowszym numerze MSiO głos ponownie zabiera Andrzej Makowski w artykule „Czy Polsce jest potrzebna marynarka wojenna?”:

Ponad 20-letnia modernizacja Sił Zbrojnych RP (można nawet powiedzieć, że permanentna), mimo niewątpliwych osiągnięć, nadal nie daje odpowiedzi na pytania: czy Polsce potrzebna jest MW, a jeśli tak, to do czego ma służyć i jaki musi być jej potencjał? Nigdy też nie odbyła się wiążąca dyskusja (z wyjątkiem nieformalnych na łamach periodyków i forów internetowych), jaka MW jest nam potrzebna w nowych uwarunkowaniach geopolitycznych (NATO, UE, ONZ). Również jakaś narodowa „wada” charakterologiczna (megalomania?) nie pozwala nam w kolejnych strategiach bezpieczeństwa na proste stwierdzenie faktu, że Wojsko Polskie w całości nie jest zdolne do samodzielnej obrony państwa w razie starcia z „poważnym” przeciwnikiem, stąd podstawowymi środkami realizacji potrzeb bezpieczeństwa państwa pozostają: polityka, dyplomacja i sojusze.

Wygląda na to, że podstawowym zadaniem mediów jak i portali społecznościowych jest szerzenie świadomości prostych faktów zawartych w powyższym cytacie. Fachowcom i politykom pozostaje wciąż do rozwiązania problem jaki kształt floty zrealizuje wspomniane postulaty w najefektywniejszy sposób przy zadanych środkach finansowych. Obawiam się, że zwolennikom Marynarki Wojennej brak jest wiary w pozytywny wynik merytorycznych dyskusji między politykami i wojskowymi. Jako ostatnia deska ratunku pozostaje być może wiara w logikę. Gdzieś w początkach tego blogu użyto analogii do lejka, który eliminuje różne pomysły na drodze do ich realizacji poprzez stosowanie różnych ograniczeń. Zostają tylko te projekty, które przeszły przez sito wszystkich ograniczeń. Taka luźna wersja reductio ad absurdum. Na początek niemiła informacja dla wszystkich zwolenników fregat. Portal DefenseNews dzieli się z nami świeżymi doniesieniami ze Zjednoczonego Królestwa na temat kosztów programu tak zwanej taniej fregaty (przynajmniej w zamiarze), Type 26:

Burton wzmiankował o koszcie 12 mln funtów na projekt 13 fregat (według aktualnych założeń) mających zastąpić starzejące się jednostki ASW Type 23 zaczynając od 2023 roku, gdy HMS Argyll zostanie wycofana ze służby.

Liczba nie jest dokładnym kosztem programu, lecz raczej wskazówką oferującą słuchaczom wyobrażenie na temat wielkości programu w porównaniu z innymi, stwierdził informator z MoD.

Ta liczba została przez Burtona zaokrąglona w górę, a prawdziwy koszt jest według źródła informacji bliższy 11.5 mln funtów.

Fregata za 5 mld PLN nadaje nowe znaczenie słowu "affordable". Fotowww.royalnavy.mod.uk

Fregata za 5 mld PLN nadaje nowe znaczenie słowu “affordable”. Fotowww.royalnavy.mod.uk

To nam daje 5 miliardów PLN za jedną fregatę lub około 10-15 mld PLN za projekt dwóch fregat z kosztami dodatkowych pakietów logistyczno – szkoleniowych. Czyli chyba więcej niż mamy zamiar przeznaczyć na cały plan modernizacyjny marynarki wojennej? W podobnym nastroju utrzymuje nas inna informacja z portalu Defence24 na temat Orki, który to portal cytuje wiceministra obrony, Czesława Mroczka:

Studium wykonalności w tej sprawie, dokumentacja którą tworzymy, odpowie w perspektywie najbliższych miesięcy na pytanie, czy zasadne będzie pozyskanie wspólnie czy rozdzielnie. (…) Norwegowie mocno stąpają po ziemi i mówią że widzą interes we wspólnym działaniu z Polakami. Jeśli kupimy wspólnie np. osiem okrętów to będzie taniej, niż jeśli sami kupią 4-6, bo tyle mają w planie.

Po trzech i pół roku zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia, bo z góry było wiadomo, że koszt programu pozyskania okrętów podwodnych będzie mocno konkurował z inwestycją w okręty nawodne. Cała dyskusja na temat rakiet manewrujących problem tylko zaostrzyła. Dla wszystkich wątpiących proponuję poniżej prostą zabawę w bardzo zgrubne rachunki. Zabawa jest w księgowego bawiącego się klockami. Każdy klocek to „kwant” wydatków na poziomie około miliarda PLN. Projekt modernizacji to jakieś 10-13 mld PLN przy poziomie rocznym inwestycji 0.9 mld, co daje nam około 14 lat realizacji programu. Zakładając czas eksploatacji okrętów dwukrotnie dłuższy, na amortyzację naszej floty mamy 28 lat i podwójną wartość kwoty inwestycji, czyli 20-26 mld PLN. Co za to można kupić? Najpierw wymieńmy projekty, o których się wspomina i przypiszmy im z grubsza liczbę „kwantów” inwestycyjnych na realizację potrzeb:

  • rozpoznanie i C2 (1)
  • baterie nadbrzeżne NSM i przeciwlotnicze (2)
  • lotnictwo ASW (1)
  • zwalczanie min i okręty MCM (1.5)
  • przerzut wojska (1)
  • okręty wsparcia logistycznego (0.5)
  • okręty nawodne (?)
  • okręty podwodne (?)

Po podsumowaniu zainwestowaliśmy 7 mld PLN co pozostawia 3 mld w perspektywie 10 lat lub 13-19 w perspektywie 20 lat zaczynając po 2022-2025 roku. Czyli w najbliższym dziesięcioleciu okręty nawodne konkurują o środki z okrętami podwodnymi bo po zaangażowaniu pieniędzy w już uruchomione projekty, stać nas na 2-3 korwety plus być może 1-2 okręty patrolowe lub 2 okręty podwodne. Zamiast, nie razem. I to pod warunkiem, że rezygnujemy z okrętów wsparcia i przerzutu wojska. Nie dziwmy się zatem, że projekt Orka potrzebujący około 6-9 mld PLN będzie odkładany „na potem”, czyli po 2022 roku. Nie dlatego, że okręty nawodne mają wyższy priorytet, ale dlatego, że są one podzielne na mniejsze kwoty łatwiejsze do zarządzania (pamiętajmy – jesteśmy w roli księgowego) i o wiele bardziej prawdopodobna jest ich budowa w Polsce.

To nas prowadzi prostą drogą do trzeciej informacji medialnej ostatnich dni, czyli ataku okrętów Federacji Rosyjskiej na obiekty w Syrii. Smaczek tkwi w klasie okrętów odpalających rakiety manewrujące dalekiego zasięgu. Dwadzieścia sześć pocisków zostało wystrzelonych z czterech korwet Floty Kaspijskiej. Taka operacja jest ewidentnie pokazem siły dla celów dyplomatycznych i jest możliwa tylko w warunkach poczucia całkowitej bezkarności. Każdy z użytych do operacji okrętów jest wyposażony w ośmioprowadnicową wyrzutnię pionowego startu, które dla celów operacji były załadowane rakietami manewrującymi dalekiego zasięgu. To znaczy, że dla celów defensywnych pozostały artyleryjskie systemy samoobrony. Jeśli atak miałby jakiekolwiek istotne znaczenie dla strony atakowanej, należałoby się spodziewać przeciwdziałania. Albo zespół okrętów pozostaje poza zasięgiem przeciwnika, albo operacja odbywa się w czasie „pokoju” albo okręty mają silną osłonę czy eskortę. Przekładając na nasze warunki, przypadek pierwszy nie wchodzi w grę przy potencjalnie rozważanych konfliktach, drugi jest mocno teoretyczny a trzeci nie ma sensu, bo jeśli eskorta ma dać skuteczną ochronę to będziemy mieli do czynienia z fregatami i niszczycielami zdolnymi do samodzielnej operacji tego typu, na które to okręty mamy małe szanse o czym była już mowa.

Pozostaje jednak pytanie jaki optymalny zestaw uzbrojenia powinna nosić nasza korweta i do jakiego stopnia istnieje możliwość oddziaływania tej klasy okrętów na cele lądowe. Istnieje pokusa, aby do już długiej listy zdolności bojowych oczekiwanych od niewielkiego, bądź co bądź okrętu, dołożymy jeszcze wymóg przenoszenia rakiet dalekiego zasięgu. W przypadku Rosji, wykorzystano naturalną elastyczność wyrzutni pionowego startu do wystrzeliwania szerokiej gamy amunicji. Taka elastyczność zaczyna mieć jednak sens od pewnej minimalnej liczby wyrzutni, powiedzmy 16-stu. Jeden moduł z 8-ma wyrzutniami nie oferuje nawet minimum elastyczności jak pokazuje nam powyższy przykład. Dlatego do takich pomysłów należałoby podejść z najwyższą ostrożnością. Wracając do prostej wyliczanki, mając do dyspozycji „wolne” 3-5 mld PLN w najbliższym 10-leciu i pozostając pod presją czasu najbardziej optymalna wydaje się być kontynuacja MEKO A-100 w dozbrojonej wersji i zainicjowanie budowy okrętu transportowego dla w pełni wyposażonej wzmocnionej kompanii wojska. Okręty patrolowe nie zyskają chyba wystarczającego poparcia dopóki nie będą miały łatwej możliwości dozbrojenia, co z góry zakłada kontynuację projektu korwety w dwóch standardach wyposażenia, kosztem cech charakterystycznych dla typowego OPV.

Niekoniecznie w wersji desantowej, produkt Damen może przetransportować 200 żołnierzy z uzbrojeniem. Foto www.products.damen.com

Niekoniecznie w wersji desantowej, produkt Damen może przetransportować 200 żołnierzy z uzbrojeniem. Foto www.products.damen.com

W realnym życiu istnieje duża różnica pomiędzy tym co być powinno lub nie, a tym co istnieje lub nie. Narzucenie silnych ograniczeń logicznych na proces decyzyjny ma chyba większe szanse na powodzenie niż poleganie na zgodzie ponadpartyjnej, chociaż ogranicza w sposób naturalny wielkość projektów możliwych do realizacji w czasie jednego cyklu wyborczego. Niemniej istnieje definicja wolności mówiąca, że wolność jest świadomością własnych ograniczeń. Pozostaje pracować nad naszym wspólnym zrozumieniem ograniczeń, którym podlegamy.

Sep 062015
 
HeloHangar

Często w rozmowach o planach rozwojowych Marynarki Wojennej używamy określenia „flota zrównoważona”. Czy nie powinniśmy również zastanowić się nad pojęciem okrętu zrównoważonego? Powód do takiego pytania daje kilka myśli dość luźno związanych z tematem, powstałych z podsumowania wakacyjnej lektury serwisów informacyjnych.

Zanim padną zgryźliwe uwagi sceptyka, kilka słów optymizmu. Wodowanie Kormorana jest samo w sobie dobrą wiadomością po tak długim okresie posuchy w budownictwie okrętowym, ale to że dzieje się to zgodnie z planem w dość krótkim czasie od podpisania umowy dodaje otuchy. Z pewną przesadą (a może niekoniecznie?) efekt psychologiczny tego pozytywnego wydarzenia może w dłuższej perspektywie okazać się mieć większą wartość od samego okrętu.

Wracając do głównego wątku, mieliśmy ostatnio okazję wejrzeć za kurtynę wydarzeń i dowiedzieć się paru szczegółów jak może wyglądać Miecznik i Czapla oferowane przez PGZ. Projekt wygląda na wersję rozwojową MEKO A-100, czyli Ślązaka/Gawrona. W porównaniu z pierwowzorem dodanie slipu rufowego i hangaru dla 11-tonowego śmigłowca zaowocowało wzrostem wyporności o mniej więcej 1/4, czyli jakieś 500-600 ton. Z punktu widzenia technicznego wszystko jest poprawne. Wychodząc na przeciw wymaganiom Inspektoratu Uzbrojenia dodano wymagane cechy okrętu. Porównajmy taki okręt z dozbrojonym Ślązakiem i zauważmy, że właściwie dla zdolności bojowych jedyną różnicą jest wspomniany hangar. Tylko ile to będzie kosztowało? Nie mając dostępu do takiej informacji, zastosujmy prymitywną ekstrapolację ze znanych kosztów naszego okrętu patrolowego, zakładając podział 50/50 kosztów platformy i uzbrojenia. Przypuszczalnie nowy Miecznik będzie kosztował co najmniej 1.5 mld PLN w porównaniu z 1.2 mld PLN dozbrojonego patrolowca. Pierwsze spostrzeżenie – zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do Gawrona. Trochę większego i ze słabszym niż planowaliśmy uzbrojeniem przeciwlotniczym, ale z hangarem i za podobne pieniądze. Drugie spostrzeżenie to rodzące się pytanie jak bardzo cenimy sobie posiadanie hangaru. Łamiąc schematy myślowe zapytajmy, czy lepiej mieć hangar na Miecznikach, czy dodatkowy okręt patrolowy w postaci np. bliźniaka dla Ślązaka? Ten blog, jak sama nazwa wskazuje, jest kroniką samo-edukacji autora. Patrząc na poprzednie wpisy, pojawia się w nich konkluzja, że korweta to „zwierzę stadne” i powinna działać w grupach po kilka. Wynika to z faktu, że z powodu ograniczenia wielkości jest to klasa okrętów raczej jednozadaniowych i mając ograniczone zdolności do obrony, zespół broni się przez rozproszenie. Tak więc nieustanny wzrost wielkości i w konsekwencji kosztu, spowodowany jak najbardziej racjonalnymi przesłankami ogranicza liczbę okrętów przy zadanym budżecie. Słowa te padają w kraju znanym z bardzo ograniczonego i całkowicie nierozciągliwego budżetu marynarki wojennej a budownictwa okrętowego w szczególności.

Brak hangaru istotnie ogranicza elastyczność operacyjną okrętu a raczej jego operacji lotniczych. Jednak w specyficznych warunkach lub sytuacji, może się takie rozwiązanie okazać akceptowalnym. Aby móc coś takiego stwierdzić, należy sięgnąć głębiej do podstawowych powodów, dla których hangar jest niezbędny. W sumie są one dość proste i wynikają z dążenia do autonomii okrętu i jego systemów jako całości. Śmigłowiec pokładowy potrzebuje uzupełnienia paliwa i uzbrojenia, przeglądów technicznych i okresowych drobnych napraw, ochrony przed środowiskiem morskim. Śmigłowiec może również stanowić integralną część systemów uzbrojenia okrętu. Idąc tym tropem, to wszystko jest tym trudniejsze im dalej okręt operuje od własnej bazy. Jeśli mówimy o Okręcie Obrony Wybrzeża na Bałtyku, to częściowo powyższe wymagania słabną i przestają być imperatywem. Jeśli jednak nasz okręt będzie działał już na Morzu Północnym, sprawy mają się inaczej. Postęp technologiczny zmienia również relacje śmigłowiec-okręt. Na początku helikopter był tylko platformą do przenoszenia uzbrojenia a głównym sensorem był sonar okrętowy. Z czasem sonary aktywne zaczęły odgrywać coraz większą rolę i śmigłowce same stały się nośnikiem sensorów w postaci boi hydroakustycznych przy sonarów aktywnych zanurzeniowych. W rzeczy samej, nasze helikoptery ZOP działają z lądu na zasadzie całkowicie autonomicznej.

Można sobie wyobrazić patrolowiec bez hangaru.

Można sobie wyobrazić patrolowiec bez hangaru.

Rozwiązaniem kompromisowym dla niewielkiego okrętu jak korweta mógłby być pokład lotniczy dla dużego śmigłowca z możliwością uzupełniania zapasów i niewielkim hangarem dla dronów. Ma to o tyle sens, że jesteśmy świadkami ogromnego rozwoju dronów i stoimy już przed problemem ich integracji nie tylko z systemami okrętowymi ale z pokładowymi śmigłowcami. W najnowszym numerze USNI Proceedings, kontradmirał Mark Darrah, U.S. Navy wspomina lata 50-te, gdy lotnictwo morskie stanęło przed problemem integracji samolotów odrzutowych z turbośmigłowymi w jednym skrzydle lotniczym. Nie pasowało do siebie nic:

Szybkość, łączność, możliwości nawigacyjne, nowe zadanie zbrojnego zwiadu, zapalniki nie dostosowane do prędkości odrzutowców, operacje w niskich temperaturach oraz ograniczenia wywiadu w odniesieniu do nowego sposobu prowadzenia walki, to wszystko w sumie przeciwstawiało się próbom prowadzenia walki w nowej epoce odrzutowców.

I dalej stwierdza, że dzisiaj jest nie inaczej. Stoimy przed nowymi wyzwaniami, w naszym kraju podwójnymi. Podczas gdy amerykanie zastanawiają się, jak zintegrować drony z innymi systemami załogowymi, my próbujemy wprowadzić śmigłowce na pokłady naszych okrętów. Może rację miał gen. Koziej mówiąc o konieczności skoku generacyjnego?

Nie tylko hangar wzbudza pewne wątpliwości. Proponowany projekt ma jako uzbrojenie przeciwlotnicze 12 wyrzutni pionowego startu plus RAM i Kusza. Liczba 12 sugeruje rakiety krótkiego zasięgu jak VL Mica. Niepokój wzbudza liczba 12 rakiet w magazynie. To powinno wystarczyć do obrony przed jedną pełną salwą rakietową równorzędnego przeciwnika. Tu przechodzimy do sedna okrętu zrównoważonego. Posiadanie hangaru jest spójne z ideą długotrwałego działania okrętu poza wodami macierzystymi. Proponowany zasięg i autonomiczność dają taką możliwość i wspierają koncept. Tylko co ma zrobić okręt wypełniający misję poza Bałtykiem po pierwszym poważnym ataku? Przeładowanie rakiet do VLS na pełnym morzu amerykanie próbowali i zarzucili. Po co nam więc autonomiczność i zasięg, jeśli musimy wrócić do bazy po pierwszym starciu? Przyjmijmy zasadę symetryczności w projektowaniu okrętów, to znaczy, że okręt powinien być zdolny zarówno do ataku jak i obrony przed równorzędnym przeciwnikiem. Przy dłuższych rejsach ma sens magazyn rakiet na obronę przed 2-3 salwami, co daje 16-24 rakiety minimum. Czy zaprezentowany projekt ma taką rezerwę, czy też musimy go ponownie powiększyć? Czy rezygnacja z hangaru umożliwi tak znaczący wzrost pojemności magazynów rakiet? Defence24 aktualną wersję już nazywa lekką fregatą, więc uzasadnione jest pytanie, czy chcemy korwety czy fregaty? Tu kłania się niewidoczna dla gołego oka interakcja pomiędzy projektantem a klientem, czyli Marynarką Wojenną lub jej brak.

Sięgając w przeszłość do doświadczeń U.S. Navy, amerykanie w pewnym momencie stwierdzili, że zamiast projektować platformę i zastanawiać się co się na niej zmieści, należy zaprojektować okręt wokół wcześniej zdefiniowanego systemu uzbrojenia. Chyba pierwszym takim powojennym okrętem był Charles F. Adams.

Kura czy jajko? Platforma, czy systemy uzbrojenia. DDG-2 został zbudowany wokół systemu Tartar. Fot. www.ussadams.com

Kura czy jajko? Platforma, czy systemy uzbrojenia. DDG-2 został zbudowany wokół systemu Tartar. Fot. www.ussadams.com

Idąc dalej tym tropem, można dla bardzo zgrubnego szacowania opcji wyboru zaproponować kilka alternatyw:

  • Fregata zdolna do lokalnej obrony przeciwlotniczej z sonarem klasy CAPTAS-4
  • Korweta ASW z możliwością samoobrony i sonarem klasy CAPTAS -2 lub alternatywnie
  • Korweta AAW z ograniczoną zdolnością do lokalnej obrony przeciwlotniczej
  • Okręt patrolowy „uzbrojony” zbudowany według standardów wojennomorskich
  • Okręt patrolowy zbudowany według standardów cywilnych do zadań policyjnych

Jeżeli każdą z tych alternatyw zbudujemy wokół konkretnych systemów uzbrojenia trzymając się wspomnianej zasady symetryczności w projektowaniu okrętów, to otrzymamy swego rodzaju puzle do układania na poziomie formułowania budżetu i strategii. Każda z nich wiąże się z określonym poziomem kosztów inwestycji i utrzymania. Wobec ograniczonego budżetu liczba jednostek będzie się silnie zmieniała. W każdej iteracji powinien brać udział konstruktor okrętów definiujący co jest możliwe a co nie. W przeciwnym wypadku nie wyjdziemy z pętli próbowania zbudowania fregaty za cenę korwety. Decyzja o ograniczeniu negocjacji do PGZ jest o tyle nieszczęśliwa, że ogranicza konkurencję i potencjalną wiedzę MON-u na temat tego co jest możliwe zawęża do propozycji PGZ będących wypadkową możliwości i ambicji. Chyba czas na ruch MON-u i decyzję czym Miecznik i Czapla naprawdę mają być.