Nov 192017
 

Naval Institute Press wydał właśnie nowa edycję Théories Stratégiques francuskiego admirała i teoretyka wojny morskiej Raoula Castexa. Gratka dla wszystkich nie znających języka francuskiego i zaintrygowanych pytaniem, na ile teorie wojny morskiej mogą być pomocne w uzasadnieniu istnienia Marynarki Wojennej RP. Castex przelał na papier swoje przemyślenia w okresie pomiędzy dwoma wojnami światowymi, stąd jego poglądy w większym stopniu niż innych teoretyków odzwierciedlają dylematy morskie państwa posiadającego granicę lądową ze swoim przeciwnikiem. Jeszcze bardziej dobitnie niż Corbett podkreśla służebną rolę floty i wojny na morzu w stosunku do rozstrzygających o wojnie wydarzeń na lądzie:

Potęga morska ma wartość o tyle, o ile wnosi wkład w zwycięstwo na lądzie i na ile wspiera działania armii lub jeszcze lepiej, na ile uczestniczy w nich poprzez wysadzanie wojska na ląd skądkolwiek.

W innym paragrafie pisząc o swojej kluczowej koncepcji manewru podkreśla jeszcze raz:

Strategia wojny morskiej nigdy nie jest samodzielna lecz zawsze musi podlegać rozważaniom i ograniczeniom narzuconym przez nie-morskie siły i interesy.

Korzystna sytuacja, jaką jedna strona próbuje stworzyć poprzez manewr musi być w zgodzie z celem strategicznym, nie tylko morskim, ale również politycznym, wojskowym (operacje połączone, transport wojska), w powietrzu, ekonomicznym (zaopatrzenie, linie komunikacyjne) lub psychologicznym (wpływ na morale sił własnych i sprzymierzonych).

Brzmi znajomo i ponadto mamy nowoczesne rozszerzenie wojny na sferę życia społecznego, politycznego i moralnego co przypomina dzisiejsze wojny hybrydowe i przewlekłe konflikty na peryferiach wielkich mocarstw. Jeśli jednak autor wierzy w tak silne podporządkowanie działań floty interesom armii, to o czym pisze w następnych siedmiu tomach? Jakie widzi znaczenie kluczowych dla wojny na morzu pojęć jak walka o morskie linie komunikacyjne czy panowanie na morzu? W przypadku posiadania granicy lądowej z przeciwnikiem panowanie na morzu według Castexa nie przynosi rozstrzygnięcia. Jeśli ten przeciwnik jest na dokładkę potęgą lądową wszelkie próby działań przeciwko jego morskim liniom komunikacyjnym uważa za „bezpłodne” tak długo jak dotyczą wojny ekonomicznej. Z drugiej strony spostrzega:

Lecz panowanie na morzu najczęściej będzie miało poważny wpływ na działanie armii i będzie pożyteczne dla strony utrzymującej to panowanie.

Pożytek wynika po części z rozwoju technologii, która może doprowadzić do sytuacji patowej dla obu stron i wówczas impas można przełamać przez oskrzydlenie lub wręcz otwarcia nowego frontu poza głównym obszarem działania. To nas prowadzi prostą ścieżką do użycia morza jako dodatkowego pola manewru, o czym już była mowa na tym blogu. Manewr jest dla autora słowem kluczowym, wytrychem i lekarstwem na wszelkie bolączki. Wykonać manewr to „poruszać się w sposób inteligentny w celu stworzenia sprzyjającej sytuacji”. Naturalną cechą manewru jest podział sił. Castex nie stosuje nowoczesnej terminologii więc nie ma w tekście rozróżnienia pomiędzy lądowaniem na brzegu bronionym lub nie. Mamy natomiast rozróżnienie pomiędzy atakiem i inwazją na wybrzeże przeciwnika. Według obiegowej opinii panującej w Polsce, operacje desantowe w przypadku konfliktu z Rosją nie mają uzasadnienia z powodu posiadania dostępu do terytorium przeciwnika na lądzie i tamże następującym rozstrzygnięciem. Jednak ułożenie fragmentów teorii w całość daje nieco inny obraz sytuacji. Wykonując manewr dzielimy siły na główne i pomocnicze. Zadaniem tych drugich jest dywersja lub lepiej – odwrócenie uwagi przeciwnika od głównego teatru działań poprzez zaangażowanie części jego sił na kierunku pobocznym. W naszym kontekście możemy uznać armię i wojnę na lądzie za główne działania rozstrzygające o wojnie a działania na morzu jako drugorzędny i pomocniczy kierunek dywersji odciągający część sił z kierunku podstawowego. Rosjanie w czasie II wojny światowej przeprowadzili (w zależności od źródła) ponad 100 lądowań z czego w większości na skalę taktyczną z udziałem plutonu lub kompanii głównie w obronie baz floty.

Rosjanie używali zwykłych łodzi do taktycznych desantów. Foto www.figurementors.com

Tylko kilka ze wspomnianych operacji radzieckiej piechoty morskiej miało charakter operacyjny i we współczesnych realiach tylko sojusznicza operacja może mieć taki charakter. Warunkiem koniecznym działań na skalę operacyjną jest transport wojska, sprzętu i zaopatrzenia drogą morską czyli zataczamy koło i wracamy do problemu ataku i obrony morskich linii komunikacyjnych gdzie tymczasowa i lokalna przewaga na morzu jest istotna dla przeprowadzenia transportu wojska. Dopóki jednak nasz desant to raptem pluton czy kompania to rozmawiamy bardziej o prześlizgnięciu się na teren wroga niż o zdobyciu lokalnej przewagi.

Więcej rozważań taktycznych na ten temat znajdujemy w rozdziale o obronie i ataku. Admirał Castex miał już doświadczenia z I wojny światowej był więc świadom możliwości kryjących się w technologii a zwłaszcza rozwoju lotnictwa, broni podwodnej i łączności radiowej. Swoje analizy opierał na naturalnych cechach danej technologii nie wchodząc w szczegóły techniczne. Dla lotnictwa to szybkość i zdolność do rozpoznania a dla okrętów podwodnych skrytość i relatywna niewrażliwość na ataki nieprzyjaciela. W ten sam sposób rozumując znajdował jednak środki zapobiegawcze wykorzystując ograniczenia technologiczne i operacyjne tych nowych rodzajów broni. O okrętach podwodnych pisze tak:

Wrogie okręty podwodne w oczywisty sposób tworzą zagrożenie zwłaszcza na głównym teatrze działań, ale mniejsze niż ludziom się wydaje. Z pewnością wymagają one nieustannej uwagi lecz nic nie działa lepiej przeciwko okrętom podwodnym jak szybkość, aktywność i inicjatywa czyli cechy będące istotą manewru stąd nasz manewr oferuje automatycznie pewien poziom gwarancji.

Taktyka nie jest zwykle dyskutowana w popularnych publikacjach czy na forach dyskusyjnych, ale ma istotne znaczenie co najmniej tak duże jak technologia. Okręt podwodny by pozostał skryty musi poruszać się wolno co oznacza, że musi umieć przewidzieć trasę i punk przechwycenia przeciwnika. Najłatwiej jest to uczynić w pobliżu punktu wyjścia lub docelowego, ale właśnie tam obrona ma szansę na skupienie swoich wysiłków. Pomyłka w wybranej pozycji i pościg za konwojem oznacza ryzyko utraty skrytości. Taktyka była wykorzystywana w czasie II wojny światowej poprzez formowanie specjalnych szybkich konwojów. Ponadto jeśli desant dotyczy plutonu na łodziach szturmowych atak torpedowy nie wchodzi w grę. Podobnie autor traktuje zagrożenie z powietrza:

Ofensywnie lotnictwo może zaatakować siły nawodne strony A lecz A zareaguje wpierw używając własnych środków (artyleria, zasłony dymne, itd.) a później angażując własne lotnictwo do obrony powietrznej. Biorąc pod uwagę taką reakcję strona atakująca osiągnie znaczącą gorszy wynik niż przeciw bezwładnemu celowi ale najlepszą i radykalną odpowiedzią na atak jest rozproszenie, na które siły B nie mają rady.

W dalszym ciągu tekstu następuje korekta albo uściślenie zgodne z aktualnie obowiązującą mądrością – najlepszą obroną przed atakiem z powietrza jest oczywiście posiadanie własnej przewagi w powietrzu w istotnym dla nas miejscu i czasie. Pada też krótkie zdanie podsumowujące:

Jeśli musimy je stosować, konwoje wymagają silnej osłony z powietrza…

Bezpieczeństwo baz jest krytyczne i osłona konwojów nie wystarczy

Dla nas istotne są wnioski pośrednie a więc nie tylko stwierdzenie konieczności posiadania silnego lotnictwa ale też nieadekwatności obrony przeciwlotniczej floty do zapewnienia samodzielnie bezpiecznego przejścia morzem. Wspaniała ilustracją były będące dla francuskiego admirała przyszłością konwoje na Maltę w czasie II wojny światowej. Rozproszenie wspomniane przez autora jest wybiegiem mającym na celu skomplikowanie rozpoznania i wyboru celów stronie atakującej. W założeniu nie wszystkie cele zostaną wykryte i zaatakowane a z kolei dążenie do 100% skuteczności grozi zaangażowaniem nieproporcjonalnych sił. Mamy więc przykład manewru na teatrze pomocniczym odciągającego lotnictwo z głównego kierunku działań. Zarówno Mahan jak i Corbett a póżniej Castex, wszyscy byli świadkami rewolucji technologicznej swoich czasów. Mahan obserwował przejście z siły wiatru na parę i kształtowanie się dużych okrętów pancernych, Corbett usiłował przewidzieć wpływ jaki będzie miała „flotilla” na strukturę i działania floty a Castex już miał szansę doświadczyć zagrożenia ze strony lotnictwa i okrętów podwodnych a mimo to dla żaden z nich nie przejawia dzisiejszej fascynacji technologią. Parametry z broszur marketingowych a rzeczywistość na wojnie zbyt często się rozbiegają.

Bardziej ciekawym rozdziałem dla polskiego czytelnika powinien być wpływ geografii na wojnę morską a zwłaszcza kombinacja geografii i technologii. Pierwsza reperkusja to gwałtowne zmniejszenie się czasoprzestrzeni. Ze względu na wzrost szybkości samych okrętów, wprowadzenie lotnictwa czy ostatnio sieci informatycznych gwałtownie zmniejszył się czas realizacji samych zadań jak i czas reakcji i podejmowania decyzji. Ma to wpływ negatywny na wykonywanie manewru zwłaszcza na obszarach ograniczonych geograficznie:

Czas trwania sprzyjającej sytuacji w oczywisty sposób się zmniejszył, ale pozostaje wystarczający do wyeliminowania morskich sił przeciwnika mając na uwadze nowoczesną broń. Rozumując w ten sam sposób, krótki okres czasu jest wystarczający do przeprowadzenia bezpiecznie konwoju lub podjęcia działań przeciwko wybrzeżu wroga.

Ponownie jak poprzednio i całkiem zgodnie z filozofią Immanuela Kanta, wszystko ma swoją dobrą i złą stronę. Każda broń jest obosieczna i dzięki temu taktyka ma spore pole do popisu. Istotnym w naszym położeniu geograficznym spostrzeżeniem jest malejące bezpieczeństwo baz morskich. Mamy dwie bazy morskie na krańcach wybrzeża i aż prosi się o jakiś punkt bazowania na środkowym wybrzeżu. Wykorzystanie istniejącej infrastruktury jest pewnie możliwe, ale ogranicza wielkość okrętów średnio do sławetnych 1.000 ton okrętu obrony wybrzeża. Pouczająca jest historia baz Flot Bałtyckiej i Czarnomorskiej Związku Radzieckiego w czasach II wojny światowej.

Przed przejściem do następnego akapitu o koncepcji Perturbateur, zróbmy małe podsumowanie. Studiowanie teorii wydaje się być zbyt abstrakcyjne by było użyteczne i rzeczywiście nie mówi nam bezpośrednio co mamy robić. Prędzej ostrzega nas przed tym, czego lepiej nie czynić. Wnioski z lektury Théories Stratégiques zaadoptowane do naszych warunków geo-politycznych zachęcają do działań połączonych i wykorzystania morza jako drogi transportu wojska na ląd przeciwnika i atakowania wybrzeża z morza. Zniechęcają natomiast do prowadzenia wojny ekonomicznej na szlakach żeglugowych. Castex wierzy w wyższość ataku nad obroną (dokładnie odwrotnie niż Carl von Clausewitz) i proponuje aktywną obronę w formie „małej wojny”. Ten sposób działania strony słabszej opisywał już wcześniej Julian Corbett a mistrzem praktyki okazał się Mao Tse-Tung. Rozwój środków ataku i szybkość działania promują rozproszenie a więc jakąś niezdefiniowaną ale większą liczbę zarówno jednostek jak i baz morskich. O czym nie było mowy wcześniej, ale Castex wskazuje na konieczność obrony biernej co dzisiaj przełożylibyśmy na aktywne środki samoobrony i obronę pasywną zwłaszcza w odniesieniu do mniejszych jednostek mających naturalną barierę wbudowania odporności biernej na ciosy.

Po tym wstępie wyjaśnijmy co to jest Perturbateur w myśli Raoula Castexa. Są to państwa agresywne, kierowane ideologią podważające istniejący porządek świata dla własnych celów. Współcześnie można by podjąć próbę rozszerzenia koncepcji na organizacje i grupy pozarządowe oraz nowe technologie zmuszające do porzucenia starych nawyków i doktryn w krótkim czasie. Jesteśmy świadkami wojen toczonych na obszarze państw ale niekoniecznie przez państwa. Irak, Afganistan, Syria to tylko kilka przykładów niekończących się i przewlekłych wojen lub konfliktów coraz bardziej mających znamiona wszystkich ze wszystkimi. W artykule Prepared for the Battle But Not for the War z listopadowego numeru USNI Proceedings autor podaje kilka przykładów jak ataki cybernetyczne i wojna informacyjna są w stanie wytrącić z równowagi społeczeństwo tworząc bezpośrednie zagrożenie dla życia i mienia obywateli a nawet sił zbrojnych. Ataki na lotniska z użyciem dronów produkowanych domowym sposobem w technologi 3D, zakłócanie działania służb porządkowych i ratowniczych, obezwładnianie systemów sterowania i zarządzania infrastrukturą, produkcją finansami oraz transportem lub zautomatyzowana walka informacyjna z użyciem mediów społecznościowych w trakcie wyborów to tylko fragment repertuaru możliwości wspomnianych w artykule. Tekst należy czytać mając w pamięci tezę, że aby pokonać przeciwnika należy złamać jego wolę, niekoniecznie niszcząc go fizycznie czy zajmując terytorium. Potwierdzeniem tej tezy są nie tylko obecne konflikty ale sama Polska okupowana w czasie II wojny światowej ze swoją armią podziemną i regularnym wojskiem na wschodzie i zachodzie. To już nie jest science-fiction jak pokazują doniesienia z ostatnich manewrów Zapad-17:

Usługi telefoniczne w Łotwie, Norwegii i na szwedzkiej wyspie Öland zostały według doniesień przerwane na kilka godzin w trakcie sierpniowych ćwiczeń Zapad prowadzonych przez Rosję i Białoruś. O zakłócanie podejrzewa się rosyjski okręt walki radioelektronicznej pływający na Bałtyku.

Bardziej odpowiednia reakcja na atak cybernetyczny niż NDR

Trudno, aby odpowiedzią na takie ćwiczenia czy też zamierzony atak było zatopienie okrętu Federacji Rosyjskiej za pomocą rakiet Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. To samo dotyczy najnowszych inwestycji rosyjskiej marynarki w łodzie szturmowe czy planowanego wznowienia budowy poduszkowców desantowych Żubr. Od lat polska marynarka wojenna tkwi w impasie, który łatwiej zrozumieć po lekturze Théories Stratégiques. Podporządkowanie doktryny wojny morskiej doktrynie lądowej i posiadanie realnych alternatyw do bałtyckich linii komunikacyjnych w zasadzie przez obie strony, podważa klasyczne filary teoretyczne wojny morskiej – panowania na morzu i walki na szlakach żeglugowych w celu wywarcia presji ekonomicznej na przeciwnika. Spycha marynarkę wojenną do roli pomocniczej dla armii i uzależnienia jej istnienie od tego czy wojska lądowe mają wizje wykorzystania sił morskich czy też nie. Poleganie w takiej sytuacji na hierarchicznym procesie planowania i dokumentach typu Strategiczny Przegląd Strategiczny jest niewystarczające, gdyż jak zauważa ze sporą dozą humoru Raoul Castex:

Jak o wielkim wężu morskim, wielu ludzi mówi o rządowym planie wojny, ale nikt go nigdy nie widział i wielu wątpi w jego istnienie.

Co więc może uczynić Marynarka Wojenna RP i środowisko ją wspierające? Potrzebna jest inicjatywa w tworzeniu i podsuwaniu pomysłów nie podważających istniejących priorytetów i możliwych do sfinansowania w ramach istniejącego budżetu marynarki wojennej. Poniższa lista przewija się przez strony blogu co rusz, więc nie jest niczym nowym. Po prostu znajduje teoretyczne wsparcie w kolejnej pozycji klasyki literatury na temat:

  • W czasie wojny przyjąć rolę pomocniczą i skupić się na:
    • operacji wysadzania na ląd wojska i oddziałów specjalnych i ewakuacji na skalę taktyczną (łodzie szturmowe, ship-to-shore connectors jak LCAC/LCAT)
    • symetrycznie obroną przed takimi samymi przedsięwzięciami ze strony przeciwnika (łodzie szturmowe, okręty patrolowe jak PC)
    • obroną baz morskich i ich podejść dla operacji sojuszniczych (baterie naziemne przeciwokrętowe/przeciwlotnicze, bariery sensoryczne, USV/UUV, okręty patrolowe, przeciwminowe, korwety)
  • W czasie pokoju i kryzysu zajmować się:
    • bezpieczeństwem morskim i przeciwdziałaniu dyplomacji siłowej (okręty patrolowe IPV/OPV, przeciwminowe, korwety)
    • współpracą z Morskim Oddziałem Straży Granicznej w monitorowaniu sytuacji na morzu, pod jego powierzchnią, na dnie i w cyberprzestrzeni (okręty patrolowe PC, lotnictwo patrolowe, USV/UUV, łodzie szturmowe)
    • współpracą w zakresie SAR (smigłowce, samoloty patrolowe, okręty patrolowe PC)
    • pomocą humanitarną (okręty logistyczne uzbrojone lub nie)
    • budowaniem sojuszy (okręty przeciwminowe, logistyczne, patrolowe, korwety, samoloty rozpoznawcze, jednostki MOSG)

Jeśli powyższy tok rozumowania ma sens to jak bumerang wraca hasło Bałtyk Plus i po prostu trzeba je polubić.

Oct 012017
 

Na ostatnim spotkaniu Rady Budowy Okrętów profesor Andrzej Makowski naszkicował zarys użycia Marynarki Wojennej jako strategicznego narzędzia w realizacji międzynarodowych interesów państwa. Tezy są znane już wcześniej bo zawarte choćby w prezydenckim dokumencie o bezpieczeństwie morskim Rzeczpospolitej Polskiej, ale warte są powtórzenia za sprawą dwóch istotnych stwierdzeń dających Marynarce Wojennej RP sens istnienia oraz określających jej miejsce w systemie obrony i bezpieczeństwa kraju.

Profesor Makowski widzi użycie floty w „szarej strefie” pomiędzy polityką a wojną a określaną mianem bądź dyplomacji morskiej bądź przez innych jako działania poniżej progu wojny. Wspiera to bardzo dobrze dobrany cytat z klasyki dyplomacji morskiej:

Rządy z pewnością będą szukały bardziej energicznych środków nacisku niż dyplomacja i mniej gwałtownych niż wojna i z tego przynajmniej powodu będą rozważały użycie flot wojennych.

– James Cable

Spójrzmy na to zdanie nie tylko przez pryzmat naszych celów i możliwości ale także celów czy intencji naszych potencjalnych oponentów. Do nich powyższe zdanie odnosi się w takim samym stopniu jak do nas a więc rola naszej floty staje się podwójna. Z jednaj strony możemy prowadzić własną dyplomację na przykład budowania sojuszy, ale jednocześnie musimy być zdolni do reagowania na dyplomację z użyciem siły realizowaną przez przeciwnika. To, że jeszcze żaden szczególny przypadek nie trafił się nam na Bałtyku stawia pytanie na ile takie zagrożenie nie istnieje a na ile mamy do tej pory szczęście co rodzi kolejne pytanie jak długo na takim szczęściu można czy powinniśmy polegać?

Rozróżnienie ma jeszcze jeden ważny aspekt wewnętrzny. Im bardziej nasza flota będzie realizowała cele polityki zagranicznej MSZ-tu czy BBN-u tym większy opór będzie ze strony MON-u finansującego marynarkę wojenną. MON nie tyle będzie dążył do pozbycia się budżetu na flotę ile do zagarnięcia tego budżetu dla innych celów, ważniejszych z punktu widzenia MON-u i jego wizji. Tak więc Marynarka Wojenna RP będzie bytem formalnym aczkolwiek eterycznym. Postawienie na odpór agresywnej dyplomacji Rosji ma wydźwięk znacznie bardziej obronny niż dyplomatyczny daje więc uzasadnienie dla wydatkowania pewnych sum na rozwój floty choćby ograniczonych.

Antycypując argument o zbytnim teoretyzowaniu zastanówmy się w jakim stopniu Rosja jest potencjalnie zainteresowana wykorzystaniem narzędzia jakim jest dyplomacja morska. Christian Le Miere w książce Maritime Diplomacy in 21st Century podaje kilka argumentów za takim scenariuszem:

  • Dyplomacja morska jest uprawiana na pełnym morzu unikając pogwałcenia suwerenności terytorialnej oponenta.
  • W konsekwencji jest trudniej dostępna dla mediów publicznych co sprzyja zacieraniu prawdy i działaniom propagandowym.
  • Pozwala na uniknięcie przewlekłych, kosztownych i krwawych konfliktów na lądzie. Takie negatywne doświadczenia mają zarówno USA jak i Rosja.

Te argumenty zyskują na sile w świetle twierdzenia Carla von Clausewitza, że celem wojny jest poddanie przeciwnika naszej woli, co nie jest jednoznaczne z zajęciem jego terytorium. Taką alternatywną do dyplomacji morskiej rolę przejmują powoli drony i ataki cybernetyczne czy też manipulowanie mediami społecznościowymi. We wszystkich tych dziedzinach demonstrujemy swoją słabość i realnie patrząc na sprawę – nawet brak zainteresowania pomijając okresowe deklaracje natury propagandowej.

Krótko mówiąc, aktualny rząd dąży do osiągnięcia samowystarczalności do obrony kraju przed atakiem pancernych dywizji, który może nigdy nie nastąpić. Dlatego pewnie nie przejmie się zbytnio poglądami naszego sojusznika, ale żeby nie było zdziwienia gdyby przyszło co do czego to dla porządku wspomnijmy o nowym artykule z wrześniowego numeru USNI Proceedings U.S. Sea Power Has a Role in the BalticAutor artykułu Bruce B. Stubbs z Biura Szefa Operacji Morskich przewiduje cztery scenariusze wraz z potencjalną reakcją US Navy.

  • Fakt dokonany – Rosja zajmuje którąś z republik Bałtyckich.
  • Konflikt o wysokiej intensywności – Rosja odcina Republiki Bałtyckie poprzez zamknięcie korytarza suwalskiego.
  • Uszczknąć kęs – pomniejsze wtargnięcie sił rosyjskich na terytorium o mniejszej wadze.
  • Działania w szarej strefie – prowokowanie rozruchów wewnętrznych

Potencjalna reakcja z użyciem sił morskich według autora to w pierwszych dwóch scenariuszach eskalacja działań na inne obszary jak Północny Atlantyk czy Morze Śródziemne. W szarej strefie główną rolę odgrywałyby siły specjalne i lekkie siły zapewniające bezpieczeństwo morskie, tak aby nie sprowokować eskalacji konfliktu do poziomu wojny konwencjonalnej.
We wszystkich wypadkach powinniśmy się spodziewać obecności lekkiego kontyngentu morskiego US Navy w postaci okrętów patrolowych i/lub LCS funkcjonujących jako „zapalnik” czy „wyzwalacz” (tripwire).

Czy tak będzie wyglądał morski kontyngent USNavy na Bałtyku? Foto www.navytimes.com

Istotne jest stwierdzenie, że za najbardziej prawdopodobny scenariusz uważa się trzeci – „uszczknąć kęs”, w którym:

NATO może więcej stracić przywołując Artykuł 5 niż wywierając presję z użyciem środków nie-militarnych w nadziei, że okażą się skuteczne.

To nam daje obraz czego realistycznie należy się spodziewać ze strony największego sojusznika i gdzie nasze własne siły morskie mogą odegrać najbardziej istotną rolę, gdyż właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz „zagrabienia kawałka” zostawia nas jednocześnie najbardziej samotnymi.

Czy taki desant może być powodem do zadziałania paragrafu 5-go? I w którym momencie NDR może legalnie zatopić taki poduszkowiec. Po wysadzeniu desantu?

Wspomniane źródła i cytaty tworzą w sumie dość spójny obraz przestrzeni wręcz idealnej do działania dla marynarki wojennej kraju o orientacji lądowej, graniczącym z głównym oponentem będącym światową potęgą. Panuje chyba zgoda co do tego, że w przypadku otwartej wojny nieograniczonej rola marynarki wojennej będzie co najwyżej drugorzędna (przynajmniej na Bałtyku). Z drugiej strony szara strefa pomiędzy polityką a wojną jest codzienną rzeczywistością, w której ewidentnie jest miejsce dla floty, ale przede wszystkim będąca wyraźnym słabym punktem Rzeczpospolitej do wykorzystania przez kogokolwiek. I ten ktoś, jeśli zdaje z tego sobie sprawę nie będzie nas z wyprowadzał z naszego stanu uśpienia. Do nas należy ocena ryzyka istnienia takiego stanu rzeczy.

P.S. Przez najbliższe trzy tygodnie będę liczył pingwiny poza zasięgiem sieci. Do komentarzy zapraszam i zachęcam ale dołączę się po powrocie.

Jul 232017
 

O kształcie Marynarki Wojennej RP zdecyduje to w jaki sposób będzie postrzegana przez polityków i społeczeństwo. Ta zaś percepcja będzie rządziła polityką budżetową i poziomem inwestowania we flotę. Często w dyskusji o marynarce wojennej pojawia się argument konieczności zaspokojenia jej potrzeb jednak mija się on z celem właśnie z powodu wspomnianego postrzegania. Ujmując sprawę prosto choć brutalnie, dopóki nie zostaną wyartykułowane cele i zadania dla floty wspierane przez polityków i akceptowane przez społeczeństwo, marynarka nie ma żadnych potrzeb. Na starej stronie internetowej marynarki Wojennej RP istniała co prawda sformułowana lista zadań, ale najwyraźniej nie miała ani wystarczającego wsparcia ze strony rządu ani zrozumienia w społeczeństwie więc poziom finansowania był proporcjonalny do takiego stanu rzeczy.

Weźmy jako przykład siły przeciwminowe. Wciąż istnieje wiele min i niewybuchów z czasów II wojny światowej i zdjęcia z ich likwidacji mogą przemawiać do wyobraźni ludzi. Jeśli taka pozostałość wojenna zostaje odkryta w funkcjonującym porcie powstaje wówczas naturalna potrzeba posiadania środków przeciwdziałania a zdjęcia z akcji oddziałują na emocje wspierając przekaz. Mamy więc Kormorana, który z pewnością świetnie sobie da radę z takimi zagrożeniami i zadaniami chociaż najprawdopodobniej nie ma szans przeżycia w hipotetycznej Bitwie o Zatokę Gdańską.

Zmierzmy się z innym przykładem fregaty dla marynarki wojennej działającej w zespołach NATO. Postrzeganie potrzeby takiego działania może być dla społeczeństwa mgliste i niejasne a dla polityków mniej istotne w porównaniu z innymi potrzebami bieżącymi, stąd niechęć do inwestycji maskowana równie mglistymi deklaracjami. Jednak widok fregaty z wielką banderą na maszcie może budzić poczucie dumy narodowej i na fali wzbierającego nacjonalizmu stanowić wystarczający argument do inwestycji. Dla wątpiących w taki scenariusz proponuję przyjrzeć się dokładniej argumentacji na rzecz programu Orka. Przykład jest ciekawy bo pokazuje jak można oprzeć program modernizacji floty w kompletnym oderwaniu od strategii i celów potencjalnego przeciwnika oraz jego intencji. Jednocześnie pokazuje drugie dno dyskusji o „potrzebach” – w tym wypadku nie są to zdolności bojowe tylko potrzeba dumy. Historycznym przykładem jest być może flota Mussoliniego. Samo pojęcie „Mare Nostrum” nie określało potrzeb operacyjnych tylko cele polityczno-propagandowe.

Temat nie jest ani nowy ani nieznany. Lars Wedin, oficer szwedzkiej marynarki wojennej w książce Maritime Strategies for XXI century. The Contribution of Admiral Castex komentuje dokonania wybitnego francuskiego teoretyka wojny morskiej reprezentującego potęgę lądową. Najpierw cytat o postrzeganiu:

Opinia publiczna narodu wyspiarskiego uważa marynarkę wojenną za ważny instrument swojego bezpieczeństwa i istnienia, armia jest czynnikiem dodatkowym w sposób oczywisty ważnym ale bez mocy osiągnięcia głównego celu jakim jest obrona. Społeczeństwo państwa kontynentalnego widzi w armii główne narzędzie. Marynarka wojenna jest podrzędnym rodzajem broni, bardzo interesującym i ważnym lecz niczym więcej.

Za takim postrzeganiem idą proporcjonalnie fundusze pomimo, że powyższe słowa nie odzwierciedlają dobrze rzeczywistości. Rola i znaczenie percepcji jest właściwie opisana ale zawężenie tezy do wyłącznie obrony nie tłumaczy historii wielu flot świata. Przed narodzinami US Navy była Continental Navy powstała w czasie Wojny o Niepodległość. Za początki US Navy uznaje się budowę sześciu fregat do walki z piratami po drugiej stronie oceanu i do obrony wolności handlu morskiego. W czasach wojny secesyjnej floty obu walczących stron były klasycznymi flotami przybrzeżnymi z innowacjami jak Monitor. Amerykańska marynarka wojenna pozostawała mała i nieliczna oraz niedofinansowana tak długo jak Ameryka zajmowała się przede wszystkim sobą. Nie służyła do obrony przed zewnętrznym najeźdźcą lecz do obrony swych interesów handlowych. O tym do czego służy flota i ile na nią przeznaczał pieniędzy Kongres decydowało amerykańskie społeczeństwo i to, jak rozumie swoje cele i priorytety oraz ambicje. Dlatego o wiele bliższe rzeczywistości są inne słowa francuskiego teoretyka:

Wojna nie wymaga tylko działań militarnych. Równie niezbędna jest walka na froncie dyplomacji, ekonomii, finansów i morale.

To jest sztuka użycia w czasie wojny i pokoju wszelkich sił i środków w posiadaniu walczącego narodu.

Taka definicja jest nam dość bliska współcześnie w odniesieniu do wojny nazywanej hybrydową i rozciąga się poza wojną na całą sferę konfliktów międzynarodowych w czasie pokoju. Rosyjskie tezy o stosunku zaangażowanych w walkę hybrydową środków niemilitarnych do militarnych wynoszącym 4:1 mają pokrycie w słowach Castex’a. Nie powinno więc dziwić odpowiednie i proporcjonalne angażowanie środków finansowych. Nawet biorąc pod uwagę wyłącznie działania militarne to Castex proponuje klasyfikację na:

  • Walkę pomiędzy zorganizowanymi siłami
  • Walkę na liniach komunikacyjnych
  • Działania przeciw celom lądowym lub dla wsparcia działań na lądzie, takich jak:
    • Operacje połączonych sił zbrojnych
    • Blokada
    • Rajdy, bombardowania z morza, coups de main

Mając na względzie fakt sąsiadowania z potęgą lądową i nuklearną jaki rodzaj działań wydaje się być najbardziej prawdopodobny dla państwa przybrzeżnego? Ponownie odwołujemy się do postrzegania decydującego o proporcjach w budżecie. Tak więc inwestycje w siłę militarną są tylko fragmentem nakładów na szerzej pojmowane bezpieczeństwo państwa i jego interesy i dzielą się proporcjonalnie na trzy ogólne zadania floty. To swoiste rozcieńczanie nakładów finansowych na siłę i potęgę militarną konfrontuje się z możliwościami państwa nadbrzeżnego. Z jednej strony proporcjonalnie mała przypisywana waga daje niskie nakłady a z drugiej walka pomiędzy zorganizowanymi siłami wymaga najwyższych wydatków. Wątek przewija się w książce Navies in Northern Waters, gdzie Jacob Borrensen w rozdziale o norweskiej marynarce wojennej zatytułowanym Coastal Power: The Sea Power of the Coastal State and the Management of Maritime Resources pisze:

Połączenie ograniczenia zasobów z koniecznością szybkiej reakcji na pogwałcenia prawa i wtargnięcia zanim się rozwiną w pełny konflikt lub kryzys wraz z potrzebą zyskania czasu dla sojuszniczego wsparcia prowadzi do przedkładania ilości nad jakością. Jest bowiem ważniejsze zabezpieczenie pokrycia obszaru zainteresowania własnymi jednostkami tak, aby mogły reagować szybko, zademonstrować intencję czy oddać strzał ostrzegawczy niż posiadać zdolność przetrwania konfrontacji z napastnikiem.

Ponownie, floty przybrzeżne najlepiej i jeśli tylko to możliwe, powinny kierować swą uwagę na rozwiązania „szyte na miarę”, rozwijać własne wymagania i specyfikacje zamiast kopiować rozwiązania potęg morskich poprzez nabywanie ich sprzętu z drugiej ręki.

Mamy do czynienia z przedłożeniem użyteczności nad siłą bojową wraz z postulatem innowacyjności nawet za cenę ryzyka pójścia błędną drogą. Teraz możemy zatoczyć koło i zapytać o potrzeby Marynarki Wojennej RP. Dopóki zagrożenie będziemy widzieli w kategoriach wojny totalnej i ataku hord pancernych na cały obszar naszego kraju tak długo marynarka wojenna będzie istnieć w formie wirtualno-propagandowej lub w najlepszym wypadku postaci embrionalnej. Jeśli zmienimy postrzeganie zagrożenia ze strony potencjalnego przeciwnika z inwazji na próbę destabilizacji kraju z użyciem siły zbrojnej jeśli przeciwnik dostrzeże taką potrzebę to zaczniemy budować flotę odpowiednią do intencji przeciwnika a nie jego możliwości. Wówczas może się okazać, że parę Czapli i grupa zorganizowanych hakerów działających pod osłoną eskadry myśliwców będzie miała więcej sensu niż niszczyciele rakietowe.

Jun 092017
 

Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej sprowadza rolę Marynarki Wojennej RP do „przygotowania obrony polskiego Wybrzeża i uniemożliwienia przeciwnikowi panowania nad południowym Bałtykiem”. Pytanie, czy to najlepsze rozwiązanie dla Polski i jej morskiego rodzaju sił zbrojnych jest źródłem kontrowersji. Pozostaje nam wierzyć, że polemika z autorami odnośnie samej idei doprowadzi do stworzenia propozycji mieszczącej się w ramach logiki koncepcji ale o potencjalnie szerszym zastosowaniu.

Historyczne przykłady strategii obrony wybrzeża pokazują ukryte założenia i granice stosowalności. Jeune Ecole, która powstała we Francji w końcu XIX wieku miała intencję bronić wybrzeża Francji przed atakami Brytyjczyków. Straciła całkowicie na znaczeniu po podpisaniu Entente Cordiale w 1904 roku z Wielka Brytanią i zmianie potencjalnego wroga na Niemcy – lądową potęgę, z którą Francja graniczyła. Późniejsza kopia w postaci Młodej Szkoły w Związku Radzieckim została zarzucona przez Stalina, ale nawet gdyby tak nie było to nie przetrwałaby II wojny światowej gdy Niemcy zajęli bazy floty w trakcie kampanii lądowej. Ideą zainteresował się również wielki innowator Sir John Fisher i stworzył koncepcję Flotilla Defence. Pomysł nie wypalił po części z powodu zbyt dużych obietnic technologii, która była wciąż niedojrzała a po części z braku poparcia dla idei. Gdy zabrakło Lorda Fishera jego następcy natychmiast porzucili koncept. Współczesny przykład Chin wskazuje na jeszcze inny aspekt. Początki Chińskiej marynarki wojennej wiązały się z pojęciem aktywnej obrony i „partyzantki na morzu”. Jednak chęć rozszerzenia wpływów na morza wewnątrz 1-go łańcucha wysp doprowadziły do budowy floty kontroli morza gdyż zatarły się granice pomiędzy odmową dostępu a kontrolą morza na tak wielkich obszarach. Stąd pierwszy wniosek:

  • Jeśli spodziewamy się ataku ze strony sąsiada na lądzie, nie warto inwestować we flotę obrony wybrzeża więcej niż w lądową obronę tegoż wybrzeża. Całkiem przeciwnie, jeśli przeciwnikiem ma być zamorska potęga należy inwestować we flotę kontroli morza.

Oblężona i ostatnia baza Floty Bałtyckiej nie mogła stanowić oparcia dla okrętów, zamienionych w pływające baterie.

Źródłem obietnic podejścia odmowy dostępu jest zasięg współczesnej broni, który w przypadku naszego Bałtyku obejmuje całą jego południową część. Tak więc zakładamy posiadanie zdolności do rażenia ogniem przeciwnika w dowolnym punkcie obszaru i dowolnym momencie. Mamy jednak podskórnie dwa założenia, które historia weryfikuje raczej negatywnie. Ignorujemy pojęcie tarcia wprowadzone do teorii wojny przez Carla von Clausewitza oraz przyjmujemy za pewnik posiadanie ciągłego i skutecznego rozpoznania. Historia obfituje w przykłady braku skuteczności systemów pomimo ich teoretycznej zdolności do rażenia i rozpoznania. Wynik bitwy o Midway jest rezultatem przypadku a nie dobrego rozpoznania chociaż teoretycznie na pokładach lotniskowców bazowały samoloty rozpoznawczo-bombowe, krążowniki miały na wyposażeniu wodnopłaty rozpoznawcze a z Midway operowały Cataliny. Utarczki nocne z Tokio Express kończyły się początkowo porażką Amerykanów pomimo posiadania przewagi radaru. Wyciągnięcie wniosków z porażek i nauczenie się wykorzystywania radaru w sposób właściwy zajęło Amerykanom rok. Włosi nie byli w stanie sparaliżować dostaw na Maltę ani zapewnić osłony własnych konwojów do Afryki Północnej pomimo działań w zasięgu własnego lotnictwa lądowego i jego dominacji w powietrzu. Stąd wniosek drugi:

  • Warunkiem koniecznym choć niewystarczającym do użycia systemów rażenia dalekiego zasięgu jest bardzo dobre rozpoznanie i naprowadzanie. Ze względu na „tarcie” czyli nieprzewidywalność wypadków obecność innych sił „na miejscu” jest pożądana.

Pomimo ciężkich strat i trasy pod ciągłym atakiem lotnictwa, konwoje docierały na Maltę. Foto www.wlb-stuttgart.de

Rozumowanie w kategoriach odmowy dostępu nie daje głosu przeciwnikowi a przecież on też może symetrycznie zastosować swoje systemy odmowy dostępu. Przykładowo nasze samoloty patrolowe czy śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych nie będą mogły działać w zasięgu obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu przeciwnika. Podobnie nasze stawiacze czy niszczyciele min będą celem dla systemów odmowy dostępu przeciwnika. Wracamy wówczas do dobrze znanego pojedynku pomiędzy atakiem i obroną, w którym wszechstronność okrętów i ich użycie nie mieści się w kategorii odmowy dostępu. Kormoran stawiający miny na własnych wodach możemy nazwać systemem odmowy dostępu ale jeśli postawi te same miny na wodach przeciwnika będzie elementem aktywnej obrony. Zwalczanie min na własnych wodach nie będzie z kolei odmową dostępu chociaż będzie obroną. Walka z systemami odmowy dostępu może przyjąć różne formy co ponownie dowodzi, że każda akcja rodzi w końcu reakcję:

  • Nasycenie obrony celami rzeczywistymi i pozornymi,
  • Uniemożliwienie działania systemów rozpoznania i naprowadzania lub ich oszukanie,
  • Dezorganizacja centrów dowodzenia i przerwanie łączności,
  • Niszczenia środków rażenia,
  • Wzmacnianie własnej obrony

Stąd wniosek trzeci:

  • Działania przeciwnika prowadzą do zaniku asymetrii i grożą eskalacją kosztów podważając sens tezy o słabszej stronie skutecznie broniącej się przed silniejszym przeciwnikiem przy użyciu asymetrii.

Przeciwnik ma głos! Air-Sea Battle w początkowej fazie koncepcji. Foto www.globalbalita.com

Jak w świetle wyciągniętych wniosków możemy zmodyfikować strukturę floty zaproponowaną przez Koncepcję Obronną RP? Dokument zawiera tylko jedno zdanie na temat planowanego kształtu marynarki wojennej więc trzeba mu się przyglądnąć dokładnie. Równie ważne co mówi jest to czego nie mówi:

Dzięki wzmocnieniu nabrzeżnych jednostek rakietowych, załogowym i bezzałogowym platformom rozpoznawczym, nowoczesnym technikom walki minowej, a także nowym okrętom podwodnym, radykalnie wzrosną możliwości obrony Wybrzeża.

Trzy rzeczy rzucają się w oczy. Oczywisty kierunek platform rozpoznawczych obecnych również w poprzednim planie, ale zawieszonych w próżni; dość ogólnikowe określenie walki minowej dające szerokie pole dla nowych propozycji oraz brak wzmianki o rakietach dalekiego zasięgu przy okrętach podwodnych. Teraz musimy to wszystko złożyć w jakąś całość.

Wniosek pierwszy mówi o konieczności równowagi pomiędzy inwestycjami w bezpieczeństwo baz morskich a w to, co w nich bazuje. Mamy więc zachętę z jednej strony do wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej baz morskich oraz nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych a z drugiej do ograniczenia kosztów programu okrętów podwodnych czyli największej pozycji w budżecie. Potrzebny jest więc Kryl lub jakaś jego następna wersja rozwojowa i jasna decyzja bo program medialnie pojawia się i znika. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy aż prosi się o zintegrowanie w jego strukturach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, a obrona baz o Wisłę, gdyż poprzedni program modernizacji mówił tylko o bateriach krótkiego zasięgu. Z kolei redukcja kosztów programu Orka jest osiągalna przez rezygnację z rakiet dalekiego zasięgu i napędu AIP przy zakupie okrętów podwodnych. Innym tematem pozostającym poza marynarką wojenną jest Brygada Obrony Wybrzeża. Czy jest nią tylko z nazwy? Jeśli tak, to czy nie warto jej wydzielić jako osobnej specjalizowanej brygady i zastanowić się nad jej strukturą i wyposażeniem? I czy morze nie powinno być dla niej naturalnym polem manewru?

Wniosek drugi otwiera pole do popisu dla platform rozpoznawczych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę scenariusz otwartej wojny to bezbronne i załogowe systemy jak samoloty patrolowe powinny oddać pola platformom bezzałogowym i możliwie tańszym nawet za cenę pogorszenia osiągów i możliwości. Bezzałogowe platformy nawodne dają unikalną możliwość ciągłego monitorowania sytuacji pod powierzchnią wody. Obawa przed działaniem w trybie całkowicie autonomicznym powoduje konieczność możliwości ingerencji przez człowieka w określonych sytuacjach. Ilość wymienianej informacji a więc szerokość pasma będzie wpływała na wybór sposobu łączności. Na wodach terytorialnych do tego celu można wykorzystać Zautomatyzowany System Nadzoru Radarowego Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Pomocne mogą być przekaźniki łączności również w formie UAV.
Rozpoznanie z powietrza oferuje szybkość dotarcia do celu i wielkość obszaru monitorowanego. Pierwszym miejscem dla rozpoznawczych UAV powinna być struktura Nabrzeżnego Dywizjonu Rakietowego, na rzecz którego prowadziłyby nie tylko rozpoznanie ale także identyfikację celu i ocenę skuteczności ataku.
Systemy podwodne oferują skrytość a więc mają zastosowanie w zbieraniu danych wywiadowczych blisko przeciwnika. Mogą również stawiać pojedyncze miny w miejscach trudno inaczej dostępnych. Trudności z łącznością zmuszają do większej autonomii takich systemów, są więc najtrudniejsze do realizacji ale dają z drugiej strony największe pole do popisu dla własnego zaplecza naukowo-badawczego.

Co jednak, jeśli systemy zawiodą albo nie spełnią oczekiwań czy po prostu nie zadziałają tak jak twórcy zakładali. Jest to naturalne w realnym świecie i chyba każdemu w domu „zawiesił” się komputer, chociaż nie powinien. Jednym ze sposobów jest dublowanie danego rozwiązania ale może to się okazać powielaniem tego samego błędu. Przykładowo zastępstwem dla baterii rakiet nadbrzeżnych jest w sposób naturalny lotnictwo szturmowe ale oba środki ataku mogą powielać problem złego rozpoznania. Innym rozwiązaniem alternatywnym jest obecność na miejscu okrętu uzbrojonego i kierowanego przez ludzi mogących oszacować sytuację i podjąć decyzję. Wychodzimy na przeciw wnioskowi trzeciemu, ale nie może to być okręt drogi bo byłby w sprzeczności z wnioskiem pierwszym. Niemniej otwiera to drogę do jakiejś formy rozwojowej Kormorana lub następcy Kaszuba, o czym dalej.

Wniosek trzeci przypomina nam, że jakakolwiek uzyskana przewaga asymetryczna będzie krótkotrwała co pcha nas w kierunku wzbogacenia arsenału o środki zarówno ofensywne jak i defensywne. Poczynając od tego co mamy czyli Kormorana, który poprzez swoją bezbronność nijak nie pasuje do koncepcji odmowy dostępu chociaż jest niezwykle wartościowym nabytkiem. Jego wersja rozwojowa oparta choćby o propozycje Remontowej mogłaby się wzbogacić o rozbudowane centrum dowodzenia dla kierowania nawodnymi USV do monitorowania sytuacji pod powierzchnią morza jak i elementy samoobrony. Najprostszym rozwiązaniem byłyby systemy obrony pasywnej, a w bardziej rozbudowanej wersji wsparte rakietami przeciwlotniczymi i przeciwrakietowymi krótkiego zasięgu. W końcu Umkhonto w marynarce fińskiej stanowi uzbrojenie ledwo 300 tonowych kutrów rakietowych.

Umkhonto ma zasięg 15km z widokami na 20km. I to na 300 tonowym okręcie> Cóż więcej potrzeba?

Ewolucja mogłaby jednak pójść jeszcze dalej jeślibyśmy dodali sonar holowany lub podkadłubowy do wykrywania okrętów podwodnych i zwiększyli prędkość okrętu. Wówczas Kormoran przekształca się bardziej w następcę Kaszuba. W zasadzie ta sama koncepcja tylko nigdy nie zrealizowana. SAAB ma propozycję 1.000 tonowego okrętu modułowego w swej odnowionej ofercie. Swego rodzaju kresem tej linii ewolucyjnej jest szwedzka korweta Visby, którą można zbudować ze stali co spowoduje wzrost wyporności ale ostatecznie okręt nie byłby wiele większy od oryginału. Alternatywą był Miecznik pozwalający na osłonę okrętów takich jak niszczyciele min ale program odłożono „na półkę”. Niemniej w dalszym ciągu można dodać Ślązakowi te same rakiety przeciwlotnicze i sonary co dla Kaszuba II. Zarówno Ślązak jak i Kaszub II byłby również lepszą platformą do stawiania min, gdyż po wycofaniu ze służby Lublinów nie ma na horyzoncie niczego zdolnego stawiać miny w liczbie większej niż kilka sztuk na raz.

Nowinki z Saab’a. Foto www.saab.com

W ostatecznym rozrachunku otrzymujemy flotę bardziej obrony wybrzeża niż odmowy dostępu ale o wiele bardziej elastyczną i użyteczną w czasach pokoju i kryzysu.

May 122017
 

W poprzednim wpisie padło stwierdzenie, że „każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny”. Czego jednak oczekują on nas sojusznicy? Jaka inwestycja byłaby z ich punktu widzenia najbardziej racjonalna czy też użyteczna? Impulsem do przemyśleń i rewizji utartych poglądów jest raport CSBA Restoring American Seapower: A New Fleet Architecture for the United States Navy, w którym znajduje się fragment dotyczący naszego regionu a nawet Bałtyku, tak jak widzą to amerykańscy analitycy.

Raport ma strukturę hierarchiczną idąc od nowych koncepcji działań w dół do platform i systemów uzbrojenia. Zaczyna od dość rewolucyjnego odejścia od taktyki „stand-off” i założenia, że siły morskie muszą być zdolne do walki w bezpośredniej bliskości przeciwnika lub atakowanego przez niego celu. W konsekwencji postuluje w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej zmniejszenie zasięgu obrony do na rzecz gęstości ognia oraz rozproszenia. Bardziej precyzyjnie chodzi o wzrost gęstości ognia na dystansie 10-30nm kosztem dystansu 100nm i więcej, co w praktyce oznacza wzrost liczby ESSM kosztem SM-2. To, według autorów pozwoli na włączenie w obronę w większym stopniu technologie już znane jak walka elektroniczna oraz nowe jak lasery, broń mikrofalowa czy artyleria z pociskami HVP. Interesujące wnioski nasuwają się przy analizie załączonych rysunków, bowiem biorąc pod uwagę ograniczoną pojemność magazynów broni, autorzy przypisują EW zdolność do zmylenia tej samej liczby celów co ESSM mogą zestrzelić, a artylerii z pociskami HVP większą efektywność niż laserom. Dodatkowo działania w przestrzeni fal elektromagnetycznych mają „stworzyć wiele celów fałszywych, oślepić systemy wykrywania przeciwnika i umożliwić siłom Stanów Zjednoczonych na wykrycie przeciwnika pozostając samemu ukrytym”. Efektem ubocznym lecz bardzo pożądanym ma być zwolnienie części VLS dla uzbrojenia ofensywnego. Z kolei w walce podwodnej rośnie rola pojazdów bezzałogowych:

Jakkolwiek poszczególne pojazdy bezzałogowe mogą nie posiadać zasięgu, prędkości, sensorów i autonomii pozwalające im zastąpić okręty podwodne, mogą one jednak atakować okręty w porcie, cele na lądzie, stawiać miny, przeprowadzać rozpoznanie i przeciwdziałać rozpoznaniu przeciwnika.

Echo Voyager nie jest okrętem podwodnym, ale może ma więcej sensu na naszych wodach? Foto www.militaryaerospace.com

Do osiągnięcia założonych celów i prowadzenia operacji według nowych koncepcji, wydzielono w ramach floty Deterrence Force oddelegowaną do poszczególnych regionów krytycznych dla strategii Stanów Zjednoczonych. Deterrence Force składa się z mniejszych zespołów okrętów i w elastyczny sposób ma być dostosowywana do specyfiki regionu i teatru działań. Główną siłą w Północnej Europie ma być Carrier Strike Group w asyście SSN operująca na Morzu Norweskim. Natomiast bliżej nas:

Na Bałtyku Counter-ISR Group monitorowałaby rosyjskie środki do działań w spektrum elektromagnetycznym i wprowadzała w błąd systemy rozpoznania Rosji. We współpracy z sojuszniczymi i zaprzyjaźnionymi flotami, Offensive Mine Warfare Group działałaby stale w regionie zagrażając dostępowi do portów takich jak St. Petersburg i Kaliningrad i wspierając ataki na rosyjskie siły morskie bazujące w nich”

W cytacie pozostawiono w oryginale nazwy grup okrętowych, które są w tekście raportu zdefiniowane z punktu widzenia swojego składu:

  • Counter-ISR Group ma się składać z fregaty służącej jako centrum dowodzenia grupą okrętową oraz okrętu wsparcia pojazdów bezzałogowych nawodnych i podwodnych służących do zakłócania i mylenia systemów wykrywania i naprowadzania przeciwnika. Fregata ma być wyposażona w UAV pełniący rolę translatora łączności.
  • Offensive Mine Warfare Group składa się ponownie z fregaty jako ośrodka dowodzenia oraz dwóch do trzech Extra Large Unmanned Underwater Vehicle wyposażonych w inteligentne miny. Wspomniane pojazdy bezzałogowe miałyby bazować na lądzie lub działać przy wsparciu tendra.

Inną ciekawą kompozycją nieplanowaną dla naszego regionu jest Littoral Combat Group złożona z fregaty rakietowej posiadającej obronę plot średniego zasięgu i trzy MALE oraz trzech okrętów patrolowych wyposażonych w rakiety dalekiego zasięgu do atakowania celów na morzu i lądzie. Nazwa okręt patrolowy wprowadza co nieco w błąd, bo autorzy wskazują jako modelowy przykład egipskie okręty klasy Ambassador oraz szwedzkie Visby tyle, że z dodatkiem USV lub RHIB.

MALE dla okrętów nawodnych. Całkiem przydatne. Foto www.militaryaerospace.com

Raport zawiera wiele innych ciekawostek godnych naszej uwagi. Nie specyfikuje dokładnie pojazdów bezzałogowych ale wyraźnie preferuje większe jednostki oferujące większe możliwości w zakresie ładunku użytecznego. Padają przykłady konkretnych rozwiązań już istniejących chociaż na etapie eksperymentów i prób jak podwodny Echo Voyager Boeinga czy SeaHunter/ACTUV DARPA. Są to pojazdy mogące autonomicznie działać z naszych portów, nawet tych najmniejszych i być kierowane bądź z ośrodków na lądzie bądź z okrętów. Ich wyposażeniem może być lekki sonar holowany TRAPS. Subtelną zmianą o sporych konsekwencjach operacyjnych ma propozycja nowego składu grupy lotniczej dla lotniskowców:

  • 2×6 UCAV czyli uderzeniowe drony dalekiego zasięgu,
  • 2×12 VF czyli „czyste” myśliwce,
  • 4×10 V(F)A F-35 czyli samoloty szturmowe z dodatkową funkcją myśliwską,
  • 2×6 VAQ E/A-18,
  •  2×5 VAW E-2D AEW/C2,
  • 2×6 VRC bezzałogowe pomocnicze/tankowce

Powrót myśliwców na pokłady lotniskowców to nie nostalgia tylko potwierdzenie tezy, że w pobliżu terytorium przeciwnika naziemne czy okrętowe środki obrony przeciwlotniczej to za mało. Konieczne są działania ofensywne i w walce z lotnictwem wroga najefektywniejsze są własne myśliwce.

Będąc członkiem sojuszu mamy obowiązek wnieść do niego swój wkład, tylko w jakiej formie? Czy wszyscy muszą budować siły ogólnego przeznaczenia, czy też można pójść ścieżką specjalizacji regionalnej. Jeśli dla Polski marynarka wojenna ma znaczenie drugorzędne to można argumentować, że nasza flota pójdzie drogą specjalizacji. Omawiany raport, gdyby go potraktować jako oficjalną strategię US Navy czy wręcz NATO, to stwarza nam bardzo dobrą pozycję wyjściową do dyskusji o naszej flocie, bowiem funkcjonalnie grupy okrętowe jak Counter-ISR czy Offensive Mine Warfare a nawet Littoral Combat jesteśmy w stanie stworzyć samodzielnie. Wieść gminna niesie, że Ślązak ma centrum dowodzenia na wyrost a więc nadaje się do dowodzenia niewielką grupą okrętową i systemami bezzałogowymi. Okrętem wsparcia UUV i USV może być Crossover czy inaczej uzbrojony logistyk a następcy Orkanów w postaci 1.000 tonowej korwety pełnić funkcje „streetfightera”. W czasie pokoju rolę rozpoznania elektronicznego, patrolowania i wsparcia dla pojazdów bezzałogowych spełniałyby Czaple a rolę ACTUV lokalnie zbudowany SWATH jak Skrunda. Brakuje nam dużego UUV, który albo kupimy za granicą albo uczynimy z niego naszą wąską specjalizację.

Z powyższego wyłania się jeszcze jeden wariant struktury floty a mianowicie:

  • Offensive Mine Warfare Group One 1 x korweta (Ślązak), 3 x niszczyciel min (Kormoran)
  • Offensive Mine Warfare Group Two 1 x korweta (Ślązak), 3 x Extra Large UUV
  • Counter ISR Group One 1 x okręt patrolowy (Czapla), 2 x Extra Large USV(Skrunda), 1 x Extra Large UUV
  • Counter ISR Group Two 1 x okręt patrolowy (Czapla), 2 x Extra Large USV (Skrunda), 1 x Extra Large UUV
  • Littoral Combat Group 1 x Crossover, 3 x korweta 1.000 ton (Kaszub II?)
  • Dwie baterie NDR z własnym rozpoznaniem UAV
  • Dwie baterie Narew
  • Śmigłowce ASW
  • Śmigłowce SAR
  • Moduły do walki minowej i radioelektronicznej dla okrętów
  • Jednostki pomocnicze
  • Transport wojska i następcy Lublinów w zależności od poglądów Wojsk Lądowych i Sztabu Generalnego.

Z powyższych pozycji pod warunkiem poprawy zarządzania projektami lub/i zgody na współpracę z partnerem zagranicznym, jesteśmy w stanie zbudować lokalnie prawie wszystko. Patrząc na fakt oddelegowania przez Niemcy korwety do SNMG, z powyższego zestawienia w zespołach stałych NATO może współpracować sześć okrętów (korwety, niszczyciele min i Crossover). Całość jest podzielona na części bardziej akceptowalne dla budżetu i łatwe do podzielenia na mniejsze zamówienia. Wraz z pojazdami bezzałogowymi działającymi autonomicznie pojawia się również szansa dla lokalnego przemysłu i innowacji. Również C2 dla Czapli jest być może szansą rozwojową dla CTM-u. W realizacji jakiegokolwiek planu najwyraźniej największą przeszkodą jesteśmy my sami, nie możemy więc ustać w wysiłkach pokonania tej bariery. Bloger może tylko pisać, co czynię.

May 062017
 

Dyskusje na forach przygasły, co nie dziwi patrząc na politykę rządu wobec Sił Zbrojnych RP. Jeśli ktoś naprawdę czuje zagrożenie z zewnątrz to nie wymienia całej kadry dowódczej, nie wstrzymuje głównych programów modernizacyjnych armii i nie tworzy ideologicznie motywowanych formacji typu Obrona Terytorialna uwikłanych w rosnący konflikt z armią profesjonalną. Paradoksalnie to jest właśnie moment na kontynuację własnych dociekań na temat powodu do istnienia Marynarki Wojennej RP jak i jej kształtu. Strategiczny Przegląd Obronny świeżo co przekazany do MON-u będzie z pewnością uważnie czytany (a przynajmniej jego część jawna) ale rozdźwięk pomiędzy tym co rząd mówi a czyni kładzie się cieniem na jego zawartość bo nie wiemy co rząd naprawdę myśli.

Dociekliwość prowadzi do próby odpowiedzi na nieśmiertelne dwa pytania dotyczące zarówno sensu istnienia jak i struktury floty:

  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP powinna być?
  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP może być?

Odpowiedź na pierwsze pytanie związana jest z oceną zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa narodowego a na drugie ze stanem obecnym marynarki i ograniczeniami dla jej rozwoju.

Kilka poniższych cytatów zaczerpniętych z raportu Assessing Russia’s Reorganized and Rearmed Military, którego autorem jest Keir Giles daje nam posmak otaczającego nas środowiska i wyzwań przed nami stojących.

Rosja (po lekturze tekstu traktatu i odkryciu ile luk w nim tkwi) może podjąć akcję w przypadku przekonania, że taka akcja podważy raison d’etre NATO poprzez demonstrację niezdolności sojuszu do odpowiedzi na bezpośrednie wyzwanie. Czy to w formie uderzenia rakietowego lub rajdu sił specjalnych oddelegowanych z planowych ćwiczeń na morzu (Redzikowo jest tylko 5 minut helikopterem od wybrzeża Bałtyku), działania militarne przeciwko instalacjom obrony antybalistycznej nie będą celem samym w sobie lecz dźwignią do osiągnięcia strategicznych celów. 


Interwencja Rosji w Syrii przekonała Moskwę, że ograniczona lecz zdecydowana akcja militarna jest efektywna w rozstrzyganiu nierozwiązywalnych konfliktów i może zmusić Zachód do wycofania się wobec faktów dokonanych. To jest niebezpieczna lekcja: Putin niekoniecznie zasmakował w konfliktach ale całkiem prawdopodobnie, że poczuł smak sukcesu z użyciem sił zbrojnych lub bez.

W podobnym tonie wypowiada się adm. Stavridis w artykule USNI Proceedings New Cold War at Sea Is Brewing:

Rosjanie oczywiście, będą reagowali najbardziej agresywnie na wodach w bezpośrednim sąsiedztwie Ojczyzny. To znaczy, że Bałtyk (gdzie Stany Zjednoczone i NATO przeprowadzają częste i ważne manewry) będzie przestrzenią kontestowaną.

Ogólna wymowa wskazuje wyraźnie, że siła militarna Rosji to nie jedyne zmartwienie i być może nie najważniejsze. Równie istotne są nasza własna wola i jej demonstracja oraz trwałość sojuszy, bo najprawdopodobniejszym scenariuszem jest działanie na podstawie paragrafu 4-go a nie 5-go traktatu. Równie istotne jest utrzymywanie dobrych stosunków z państwami europejskimi zwłaszcza, że duża ich część jest jednocześnie członkami NATO. Wspomniane „dziury” w traktacie dają szansę na podminowanie woli innych państw sojuszniczych czy europejskich do angażowania się w konfrontację z Rosją. Tak patrząc na sprawę każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny (co może znaczyć to samo w przypadku fregat).

Ciągnąc wątek dalej ale na poziome już bardziej operacyjnym, we wspomnianych tekstach znajdujemy zarówno wskazówki co do postępowania jak i ostrzeżenia. „W konflikcie z Rosją nie ma czegoś takiego jak tylko poziom taktyczny lub operacyjny” mówi nam wyraźnie, że samowystarczalność militarna Polski w obronie przed Rosją jest niebezpiecznym mitem. Możemy się samodzielnie bronić przed „próbowaniem” nas ale nie otwartym konfliktem, który dla Rosji może być ograniczony ale dla nas totalny.
Inna uwaga odnosi się do utraconych zdolności do walki na terenie w zasięgu broni przeciwnika, zarówno na morzu, lądzie, powietrzu jak i w cyberprzestrzeni. Poszukiwanie systemów uzbrojenia „zabezpieczających” nas przed ogniem przeciwnika to kolejny punkt krytyczny do rozważenia. Straty będą i na tak zagęszczonej przestrzeni jak Bałtyk nie ma niezagrożonych atakiem obszarów. Bardziej się liczy zrównoważone podejście do obrony i ataku czyli posiadanie zdolności do odpowiedzenia ogniem na ogień przeciwnika. Dotyczy to również okrętów wojennych kontra instalacje brzegowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że ostatni atak niszczycieli amerykańskich na jedno lotnisko w Syrii wymagało 60 rakiet przy dyskutowanych gorąco rezultatach.

Przechodząc do konkretów adm. Stavridis daje trzy proste rady:

  • Okręty i ich załogi w kontestowanej przestrzeni muszą być gotowe do obrony przed atakiem, co oznacza zarówno środki jak i wolę ich użycia.
  • Każde działanie powinno się rozpatrywać poprzez pryzmat strategii. Musimy rozumieć jaki sygnał nasze działania wysyłają do przeciwnika i musimy być gotowi na gwałtowne reakcje z jego strony.
  • Trzeba utrzymywać otwarte kanały komunikacji z Rosją.

Wracając do dwóch wiodących pytań, czy można odpowiedź znaleźć na łamach tego blogu spoglądając wstecz? Jest to nie grzesząca skromnością i prosząca o wyrozumiałość próba rachunku sumienia autora powtarzana co pewien czas.

Tytułowy „lejek” został opisany na tym blogu blisko sześć lat temu

Dwa sposoby projektowania okrętów

i był pierwszą próbą odnalezienia sposobu na syntezę tego co potrzeba z tym co możliwe. Kilka lat później powstała poniższa „Kostka Corbett’a”.

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Analizując „kostkę” w świetle prawdopodobnego działania na podstawie paragrafu 4-go traktatu a nie 5-go powinniśmy posiadać elementy floty zdolne do działania w warunkach:

  • braku wsparcia sojuszników,
  • wysokiego zagrożenia,
  • przewagi przeciwnika.

Testowanie działania paragrafu 4-go traktatu NATO jest jednak jak chodzenie po brzytwie i nie ma pewności czy nie sprowokuje zadziałania paragrafu 5-go. Wówczas potrzebne są elementy floty zdolne do działania w odmiennych warunkach:

  • współdziałania z sojusznikami,
  • wysokiego zagrożenia,
  • własnej przewagi.

Trzecim scenariuszem będącym codzienną rzeczywistością flot całego świata jest współdziałanie na rzecz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku prawnego oraz prewencji w warunkach:

  • współdziałania międzynarodowego,
  • niskiego zagrożenia,
  • posiadania przewagi.

Zgodnie z teorią Sir Juliana Corbett’a w pierwszym scenariuszu jesteśmy ograniczeni do kontestowania panowania przeciwnika na morzu ( i dodajmy – przyległym lądzie) poprzez pomniejsze kontrataki czy akcje dywersyjne oraz „fleet-in-being”. Taką rolę mogą spełniać okręty „flotylli” czyli różnego rodzaju drobnoustroje czy korwety a potencjał odstraszający „fleet-in-being” tkwi do pewnego stopnia w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym.

Drugi scenariusz pozwala na działania ofensywne w celu uzyskania przewagi na teatrze działań i późniejszego jej wykorzystywania. Blokada bliska przy tak rozbudowanych systemach nadbrzeżnych jest raczej trudna do wyobrażenia i realizacji a blokada daleka odsunie nas poza Bałtyk. Podobnie koncept decydującej bitwy wydaje się być nieadekwatny w sytuacji szybkich zmian i kontrataków. Pozostaje więc koncept czasowej i miejscowej neutralizacji sił przeciwnika na czas przeprowadzania własnych operacji. W grę wchodzą współczesne metody walki w całym spektrum elektromagnetycznym i informacyjnym oraz neutralizacja środków ogniowych przeciwnika, jeśli zaistnieje taka konieczność. Po uzyskaniu przewagi nad przeciwnikiem dostępne są działania na rzecz obrony i wsparcia dla „przejścia morzem” własnych sił i negacji tego samego prawa przeciwnikowi. Oprócz okrętów typowo ofensywnych pojawia się potrzeba okrętów eskortowych i transportowych i/lub desantowych.

Trzeci scenariusz jest u nas najbardziej niedoceniany. Wymaga sił patrolowych i przeciwminowych działających pod osłoną lub groźbą użycia sił osłony pozostających nawet poza teatrem działań. Wszechstronność współczesnych okrętów patrolowych dzięki wykorzystaniu systemów skonteneryzowanych jest olbrzymia w codziennych działaniach i niedoceniana pomimo relatywnie niskiego kosztu inwestycyjnego. W naszych warunkach dochodzi do tego argument rozwoju możliwości rodzimego przemysłu stoczniowego i całego łańcucha logistycznego. Próba samodzielnej budowy okrętów podwodnych w Polsce to jak rozpoczęcie nauki jazdy na nartach od zjazdu wschodnią ścianą Matternhornu. Może jednak wybierzemy się najpierw na „oślą łączkę”?

Gotowi do zjazdu na nartach?

Nieco później na blogu pojawiła się tabela porównująca kilka wariantów struktury floty.

Ambicja wsparta doświadczeniem współpracy z NATO w ostatnich latach pcha nas w kierunku wariantu z udziałem fregat. Z kolei największy potencjał ofensywny ma paradoksalnie wariant z „flotyllą” drobnoustrojów a najtańsza i najbardziej przyjazna dla naszego przemysłu jest odmiana z typowymi okrętami patrolowymi. Zamiast wybierać więc na zasadzie albo-albo, lepiej zastanowić się nad tym co jest możliwe biorąc pod uwagę stan obecny i przy założeniu realnego budżetu na inwestycje.

Taka próba również została kilkakrotnie podejmowana na tym blogu. Szacowany realny budżet na modernizację marynarki wojennej oscyluje wokół 400-500 mln PLN rocznie i co ciekawe nie zmienił się (a raczej powrócił) do liczb wymienionych w pierwszym wpisie o „Lejku” sześć lat temu. Przy takich kwotach, żonglując wariantami można zaproponować wariant 2+2+2 czyli dwie fregaty, dwie korwety (wliczając dozbrojonego Ślązaka) i dwa okręty patrolowe. Przyszłość Marlina czy Lublinów zależy w dużej mierze od stanowiska i poglądów Sztabu Generalnego i Wojsk Lądowych na użycie morza jako pola manewru czy też potrzeby projekcji siły morzem.

Istotnym czynnikiem jest to, że przy takim budżecie nie ma praktycznie mowy o nowych fregatach tylko o okrętach z drugiej ręki. W tym kontekście przejęcie fregat australijskich ma sens ale wyłącznie pod warunkiem bycia fragmentem większej całości i włączenia ich w szerszy plan modernizacji floty, choćby taki jak tu proponowany. W przeciwnym razie przejęcie czy zakup fregat australijskich można porównać do resuscytacji krążeniowo-oddechowej w przeciwieństwie do reanimacji. Różnica polega na przywróceniu działania centralnego układu nerwowego czyli w konsekwencji naszej świadomości a nie tylko oddechu i krążenia krwi. Niewątpliwie krążenie i oddech są warunkiem koniecznym dla życia ale może się to okazać wegetacją rośliny a nie świadomym bytem.
Natomiast pozostałe programy modernizacyjne są w zasięgu ręki. Środki już zaangażowane i programy zaawansowane w realizacji lub relatywnie łatwe do przeprowadzenia wskazują na priorytety:

  • kontynuacja programu Kormorana,
  • śmigłowce SAR,
  • integralne środki rozpoznania dla NDR-u
  • dozbrojenie Ślązaka,
  • obrona przeciwlotnicza dla baz morskich i NDR-u w ramach programu Narew (opcjonalnie rozbudowa NDR-u o NASAAMS na bazie wspólnego modułu C2 i radaru 3D Odra niezależnie od Narwii)

W drugim etapie można zrealizować projekty:

  • budowy okrętów patrolowych (w oderwaniu od Miecznika i przy uproszczonej specyfikacji),
  • bezzałogowych środków rozpoznania pionowego startu dla okrętów patrolowych i korwet,
  • modułów ELINT/SIGINT i Kijanka dla okrętów patrolowych,
  • śmigłowce ASW,
  • bliźniaka dla Ślązaka (nie ma sensu rozpoczynać osobnego projektu dla jednego Miecznika).

Fregaty z drugiej ręki mogą być pozyskane w dowolnym czasie w zależności od okazji i aktualnie dostępnych środków w porównaniu do kosztów przejęcia.

Chyba jako już stałą stopkę do tekstów i uporczywą próbę podtrzymania optymizmu można wpisać słowa Jana Kochanowskiego:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Mar 202017
 

Dyskusja na temat modernizacji Marynarki Wojennej RP staje się coraz bardziej bezprzedmiotowa i tak pozostanie dopóki nie nastąpią poważne zmiany w państwie. Jest to jednak blog o marynarce wojennej a nie polityce więc wątku nie będziemy rozwijać. Trudna sytuacja w kraju nie oznacza jednak, że mamy zasypywać gruszki w popiele. Wręcz przeciwnie, trzeba aktywnie się uczyć i być gotowym zaproponować dobre rozwiązania gdy przyjdzie na to czas. To taki optymizm pesymisty.

Marcowy numer USNI Proceedings jest już tradycyjnie poświęcony sprawom międzynarodowym i ma stałą rubrykę „The Commanders Respond”. W połączeniu z inną stałą rubryką „World Navies in Review” daje interesuacy wgląd w najbardziej palące problemy flot świata i to w jaki sposób sobie z tymi wyzwaniami radzą. Zostawmy na boku Pacyfik i Azję chociaż tam się najwięcej dzieje i skupmy się na naszym regionie, czyli Europie.

Na samym początku niespodzianka – Admirał Sir Philip JonesFirst Sea Lord i Chief of Naval Staff za najważniejszy priorytet uznaje wojnę cybernetyczną i informacyjną dominację. O sprzęcie jest niewiele i wzmianka na temat F-35 jest również opatrzona komentarzem, że jest to „godne uwagi narzędzie do zbierania danych”. Ani słowa o lotniskowcach czy nowych fregatach, tylko o współpracy z partnerami, sztucznej inteligencji we wspomaganiu podejmowania decyzji i ćwiczeniach Exercise Information Warrior.

Kontradmiral Jens Nykvist, ze Szwedzkiej Królewskiej Marynarki wspomina o wybrzeżu liczącym 1.700 mil i Bałtyku jako jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków żeglugowych świata. Wszystko w kontekście bliskości Rosji. Za główne zadanie dla marynarki podaje odstraszanie, ale w przeciwieństwie do naszej dyskusji o rakietach manewrujących, odstraszanie oparte o „wysoki poziom gotowości, sprzęt dobrej jakości i wysoki poziom wyszkolenia”. Co ciekawe w tych kategoriach opisuje odstraszanie nasza własna i wciąż obowiązująca Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego. Monitorowanie tak długiego wybrzeża wymaga według admirała Nykvista dużej liczby platform o znaczącym zasięgu i autonomiczności. Dlatego kluczowa jest dla Szwecji współpraca międzynarodowa, w której za najważniejszych partnerów wymienia Finlandię i Stany Zjednoczone. Nas tam nie ma pomimo ewidentnie wspólnych interesów i oficjalnej w tym względzie retoryki.

Kontradmiral Lars Saunes, z Królewskiej Marynarki Norwegii zaczyna od stwierdzenia, że „Rosja odtworzyła swój bastion obronny i wprowadziła do służby nowe systemy uzbrojenia we wszystkich sferach działania”. Za główne zagrożenie otwarcie wskazuje zagrożenia dla morskich linii żeglugowych na Północnym Atlantyku, łączących Europę z Ameryką Północną. Wraca więc do klasycznego problemu kontroli morza na wodach Północnego Atlantyku. Wyzwanie rzucone przez rozbudowę potencjału militarnego Rosji na tym obszarze nazywa wprost czwartą bitwą o Atlantyk. Głównym zadaniem staje się obrona przed okrętami podwodnymi i nic dziwnego, że Norwegia zainwestowała we fregaty.

Wiceadmirał Andreas Krause z Marynarki Wojennej Niemiec zwraca uwagę na zmianę w środowisku międzynarodowym i iluzji „pokojowych dywidend” po okresie zimnej wojny. Pomimo to, rząd Niemiec uważa, że powinna istnieć równowaga pomiędzy obroną kraju i obroną sojuszniczą a reagowaniem na kryzysy międzynarodowe. Polityka, która powinna mieć naśladowców w naszym kraju ale jakimś trafem trudno się jej przedrzeć i dotrzeć do szerszej świadomości zarówno polityków jak i społeczeństwa. W konsekwencji za równie ważne niemiecka marynarka uważa rozbudowę potencjału obronnego na północnej flance sojuszu jak i zarządzanie kryzysem na Morzu Śródziemnym. W wypowiedzi admirała Krause padło trochę szczegółów na temat modernizacji i rozbudowy floty. Projekt MKS-180 nabrał wyrazu i został określony jako klasa sześciu fregat ASW o wyporności 7.000 ton. Biorąc pod uwagę to i aktualnie realizowane projekty flota Niemiec rzeczywiście wzrośnie. Flotylla okrętów podwodnych zwiększy się z sześciu do ośmiu jednostek a obecny zestaw dziesięciu fregat wzrośnie do prawdopodobnie 13 jednostek – trzy istniejące fregaty AAW typu 124, cztery nowe fregaty stabilizacyjne typu 125 i wreszcie sześć nowych fregat ASW. Ponadto stan korwet zostanie zdublowany do 10 sztuk.

Wiceadmiral Veijo Taipalus, głównodowodzący Marynarką Wojenną Finlandii podobnie do poprzedników z regionu Bałtyku odnotowuje zmianę klimatu politycznego w basenie Morza Bałtyckiego na niekorzyść. W wypowiedzi przewija się wątek konieczności współpracy międzynarodowej na wypadek wojny obronnej. To jest delikatne politycznie novum w Finlandii, gdzie do tej pory twierdzono, że Finlandia jest w stanie obronić się samodzielnie. Trudno powiedzieć co jest przyczyną a co skutkiem, ale informacja o planie budowy czterech korwet znajduje się w sąsiedztwie następującego zdania „ Regionem rosnącej współpracy z US Navy będzie Arktyka…” Ciekawostka, bo niewątpliwie Finlandia częściowo znajduje się na obszarach polarnych ale nie ma dostępu do mórz arktycznych.

Kontradmiral Frank Trojahn, z Królewskiej Marynarki Danii skupia się na prostym fakcie, że duńska flota handlowa jest jedną z największych na świecie więc naturalną funkcją duńskiej marynarki wojennej jest dbałość o bezpieczeństwo morskie na całym świecie co jest możliwe tylko we współpracy międzynarodowej. Mamy więc wytłumaczenie logiki stojącej za udanymi projektami fregat i okrętów logistycznych Absalon. Aktualne inwestycje skupiają się na modernizacji śmigłowców morskich, zakupie rakiet SM-2 dla fregat i przygotowaniach do przystosowania przynajmniej jednej fregaty do zadań BMD.

W powyższych wypowiedziach zwraca uwagę umiejętność do sformułowania w jednym lub kilku zdaniach kluczowej kwestii stanowiącej podstawę dla strategii i planowania struktury floty. Niezależnie od posiadanych środków finansowych czy bazy technologicznej lub szkoleniowej, każda z wymienionych marynarek racjonalizuje swój problem i zamienia w plan działania przy użyciu posiadanych środków. Jest w tych odpowiedziach na zadane pytanie kilka uwag z powodzeniem stosowalnych do naszej sytuacji, ale jak wspomniano na wstępie to już inna historia.

Feb 192017
 

Pozytywizm nie cieszy się w naszym kraju wielką popularnością ale to właśnie organiczna praca u podstaw jest kluczem do budowania państwa i społeczeństwa. Po publikacji Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP mamy trzy dokumenty istotne dla Marynarki Wojennej RP, na których powinniśmy teoretycznie budować przyszłość floty. Są to Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego stworzona przez BBN pod przewodnictwem prof. Kozieja, Plan Modernizacji Marynarki Wojennej z 2012 roku autorstwa MON pod kierownictwem ministra Siemoniaka oraz wspomniana Koncepcja powstała pod patronatem BBN i redakcją panów Brysiewicza i Gwizdały. Nie sztuką jest znaleźć mankamenty i słabości tych dokumentów ale dokonanie ich syntezy wybierając to, co w nich najlepsze. Krytyka staje się więc wstępną analizą stanu rzeczy i źródeł problemów marynarki wojennej prowadzącą nie do odrzucenia zawartych treści ale ich włączenia w większą i spójną całość. Zadanie wydaje się być trudne, żmudne a może nawet i beznadziejne ale… niezbędne:

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Zbigniew Herbert Tren Fortynbrasa

Pytanie brzmi więc czy można zbudować flotę na bazie Planu Modernizacji realizującą cele polityki morskiej Strategicznej Koncepcji w ramach ogólnej polityki bezpieczeństwa państwa zdefiniowanej w Białej Księdze? Moim zdaniem tak, jest to możliwe i lepiej abyśmy tego dokonali szybko bo w przeciwnym wypadku historia może wydać ponownie gorzki werdykt jak poniżej:

Czyż istotnie można było Polskę uważać za państwo europejskie, za jednolitą cząstkę europejskiej rzeczypospolitej państw? Nie! To było państwo tatarskie (…) Istotna zmiana tego stanu tatarskiego mogłaby być dziełem połowy czy też całego stulecia, gdyby przywódcy tego narodu chcieli tego. Sami oni jednak byli zbyt Tatarami, aby życzyć sobie takiej zmiany. Ich rozwiązłe (liederliches znaczy również niechlujne, nieporządne) życie państwowe i niezmierzona lekkomyślność (Leichtsinn znaczy również nierozwagę, beztroskę) szły ręka w rękę i w ten sposób pędzili w przepaść.

Carl von Clausewitz O Wojnie Księga VI, rozdział szósty

Jeśli ktoś czuje się obrażony i uważa taką opinię za wymysły nieprzychylnego nam pruskiego oficera to służę przykładem romantycznego poety i narodowego wieszcza, wciąż jakimś cudem istniejącego w programie szkolnym a tak piszącego o naszych zdolnościach społecznych niezbędnych do budowy państwa:

Jesteśmy żadnym społeczeństwem.
Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.

Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród.

Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten – o! jakże ułomny kaleka jest !

Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi … Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem…”

List Norwida do Michaliny Dziekońskiej z 14 listopada 1862 roku

Opinie trzech autorów są rozrzucone na przestrzeni ponad 100 lat i wciąż zachowują świeżość, której nie należy lekceważyć.

Za największą zaletę Białej Księgi uważam zaproponowanie strategii osiągalnej technicznie i finansowo wobec sąsiada będącego światową potęgą militarną i nuklearnym mocarstwem. Ograniczenie samodzielnych działań do zwalczania zagrożeń aterytorialnych, podprogowych i trudno-konsensusowych w połączeniu z umacnianiem sojuszy i szeroko pojętą prewencją poprzez działania na rzecz bezpieczeństwa międzynarodowego nie dają nam pełnej kontroli nad własnym losem i gwarancji bezpieczeństwa ale tworzą ramy działań praktycznych. Biała Księga jest dobrą odpowiedzią na strategię Federacji Rosyjskiej sformułowanej przez gen. Gierasimowa określającej stosunek działań niemilitarnych do militarnych na 4:1. Pomimo faktu, że Biała Księga została napisana przed wzrostem napięć i postaw konfrontacyjnych, wciąż próby destabilizacji państwa są bardziej prawdopodobne niż pancerne zagony pod Warszawą.

Takie postawienie sprawy ma punkty styczne ze Strategiczną Koncepcją zwłaszcza jej pierwszą częścią kładącą nacisk na współpracę międzynarodową i morskie interesy państwa. Precyzuje się pojęcie sił morskich państwa i dostrzega rolę Morskiego Oddziału Straży Granicznej wraz z innymi urzędami. Obszar zainteresowania państwa określa się bądź w kontekście Europy i wód ją otaczających bądź jako obszar działania NATO. Bałtyk jest częścią obu definicji. W przypadku mórz okalających Europę mamy do czynienia z działaniami w oparciu o przyjazny brzeg i relatywną bliskość baz. Ostatnie zdanie jest pomostem do trzeciego dokumentu, czyli Planu Modernizacji odnoszącego się do środków potrzebnych flocie dla realizacji celów. Plan miał w zamyśle być realizacją koncepcji Bałtyk Plus, która w odróżnieniu od Strategicznej Koncepcji BBN kładzie nacisk na Bałtyk przed Plusem. Jest to jednak kwestia proporcji pomiędzy dwoma komponentami floty istniejącymi w obu dokumentach a nie braku któregoś z nich.

Jeżeli za esencję powyższych dwóch skromnych paragrafów uznać zdanie co pewien czas pojawiające się na tym blogu:

Marynarka Wojenna broni interesów Państwa w czasie pokoju i kryzysu. Podczas wojny udostępnia dodatkowe pole manewru dla Połączonych Sił Zbrojnych. Głównym obszarem działania jest Bałtyk oraz wody wokół Europy.

to dużą część Planu Modernizacji można z powodzeniem wykorzystać jako bazę dla przyszłych inwestycji. Największa różnica polegałaby na postawieniu znaku zapytania nad okrętami podwodnymi, których wartość dla polityków skupia się na rakietach manewrujących dalekiego zasięgu. W zamian wzrósłby priorytet dla okrętu wsparcia działań połączonych Marlin przy jednoczesnej rezygnacji z Marlina jako okrętu desantowego na rzecz uzbrojonego okrętu logistyczno-transportowego. Inną zmianą byłoby rozdzielenie Czapli od Miecznika i sprecyzowanie czy Czapla będzie bardziej narzędziem dyplomacji na odległych wodach czy raczej okrętem do działań przybrzeżnych na Bałtyku. Pierwsze prowadzi w kierunku klasycznego OPV i redukcji do dwóch jednostek przy jednoczesnym zwiększeniu liczby Mieczników do czterech a drugie do mniejszego i bardziej licznego następcy Kaszuba przy jednoczesnej redukcji Mieczników do dwóch jednostek, co z kolei otwiera drogę do bliźniaka dla Ślązaka. Ze Strategicznej Koncepcji należałoby również zapożyczyć ideę wzmocnienia Straży Granicznej o większe okręty patrolowe. Nic w Planie nie zamyka drogi do budowy fregat w przyszłości natomiast zamiana Planu na pomysł budowy fregat jest odrzuceniem Planu.

Najnowsza publikacja BBN wzywa do dyskusji, niech więc dyskusja się toczy ale niech ma też jakiś konkretny rezultat. Nie osiągniemy wiele poprzez negację wszelkich poczynań politycznych oponentów bo podział sił w kraju jest dość wyrównany. Dialog może być karkołomny ale jeśli chcemy uniknąć gorzkiego wyroku historii ponownie to nie ma wyjścia i trzeba próbować. Czas nauczyć się pozytywistycznej pracy u podstaw, mało spektakularnej ale dającej wymierne efekty. Jeżeli nie wychodzi to politykom to powinna powstać przestrzeń, w której mogą zabrać głos ludzie dobrej woli.

Jan 312017
 

Zamieszczony tekst o meandrach jakimi kroczy marynarka wojenna w poszukiwaniu swojego uzasadnienia i miejsca w bezpieczeństwie narodowym był pytaniem o rodzaj argumentów, którymi możemy się posłużyć. Argumenty gospodarcze wymieniłem jako najsłabsze, ale ten temat jest na tyle ważny, że warto go rozwinąć dodając parę liczb, gdyż zainteresowanie chyba istnieje. W ujęciu statystycznym GUS gospodarka morska to co innego niż udział transportu morskiego w handlu zagranicznym. Pod pojęciem gospodarki morskiej rozumie się przedsiębiorstwa zaangażowane w działalność związaną z morzem i wyniki gospodarcze tych podmiotów. I jak pokazuje tabela „Gospodarka morska na tle gospodarki narodowej” na str. 24 Rocznika statystycznego gospodarki morskiej 2016, jest on niewielki.

Jaki jest udział transportu morskiego w polskim handlu zagranicznym nie widnieje bezpośrednio na stronach GUS-u ale można to policzyć czy oszacować pośrednio na podstawie umieszczonych tam danych. Pożyteczna jest tabela przestawna dotycząca handlu zagranicznego, gdzie można zamienić obroty wartościowo na masowo. Według tej tabeli obroty masowe handlu zagranicznego to około 208 mln ton w 2015 roku przy obrotach w portach 58 mln ton (z wyłączeniem tranzytu 10 mln ton). Stosunek daje 28%.

Innym przybliżeniem może być raport GUS-u Transport. Wyniki działalności w 2015 roku.  Transport kolejowy przewiózł 224 mln ton z czego import/eksport to 29% czyli 65 mln ton. Dla transportu kołowego istnieje tabela na stronie 54 pokazująca import/eksport na poziomie około 120 mln ton. Międzynarodowa żegluga śródlądowa to (strona 58) około 68% z 12 mln ton czyli około 8 mln ton. W sumie mamy 193 mln ton lub trochę więcej z rurociągami. Liczby te dotyczą tylko podmiotów zarejestrowanych w Polsce a więc stosunek obrotów towarowych w portach do tej liczby pokazuje nam udział nie większy niż… gdyż mamy jeszcze do czynienia z nieznanym obrotem towarowym wykonywanym przez zagranicznych operatorów kolejowych czy drogowych. Wynik arytmetycznego dzielenia daje nie więcej niż 30% lub mniej jeśli wliczyć transport rurociągami.

Oczywiście można pójść dalej i zapytać jakie znaczenie ma dla gospodarki handel zagraniczny albo idąc jeszcze dalej zapytać o znaczenie gospodarki dla polityków, co ostatnio nie wydaje się już być oczywiste. Gdyby znów próbować przybliżyć to jakimś wskaźnikiem, to stosunek masy towarowej w handlu zagranicznym do całości transportowanych towarów przez tylko krajowych przewoźników wynosi niecałe 12% na podstawie wymienionych wyżej liczb (plus transport rurociągami).

Dla marynarki wojennej ważne jest nie tylko umieszczenie transportu morskiego w szerokiej perspektywie, ale również spojrzenie na strukturę mającą potencjalny wpływ na zadania floty.

Kierunki transportu morskiego są opisane w tym samym raporcie na stronie 104 według miejsc załadunki i wyładunku (dane 2015):

Europa – 75.3%
w tym kraje basenu regionu Bałtyku – 60.5%
w tym Rosja – 20.2%
Azja 10.3%
Afryka 8.0%
Inne 6.4%

Dla ruchu pasażerskiego jest to (średnia z przyjazdów i wyjazdów):

Szwecja – 90.7%
Niemcy – 7.5%
Dania – 1.6%
Inne – 0.2%

Dominują kraje leżące nad Bałtykiem i z tego punktu widzenia argumenty gospodarcze wspierają ideę Bałtyk Plus. Podobnie jeśli spojrzymy z jakich krajów pochodzą armatorzy (tabela na stronie 160):

Dania – 17.6%
Niemcy – 10.0%
Grecja – 9.7%
Szwecja 7.8%
Polska – 7.5%
Norwegia – 6.2%
Szwajcaria – 5.1%
Holandia – 4.6%
Wielka Brytania – 3.8%
Cypr – 3.8%
Rosja – 3.4%
Inni – 1.3%

Armatorzy pochodzący z krajów leżących nad Bałtykiem odpowiadają za realizację 46.3% przewozów z i do naszych portów. To jest już jednak argument gospodarczo-polityczny bo wskazuje interesy jakich krajów ewentualnie będą zagrożone. Inne pytanie to gdzie i ile statków mielibyśmy ewentualnie osłaniać gdyby takie miało być zadanie marynarki wojennej.

Do polskich portów zawinęło w 2015 roku 13918 statków z ładunkiem, czyli 38 statków dziennie.
Podział liczbowy według portów wygląda następująco:
Gdańsk/Gdynia – 34.1%
Szczecin/Świnoujście/Police – 47%

O ile obroty przeładunkowe są większe w Gdańsku/Gdyni to jednak liczba statków zawijających do Szczecina/Świnoujścia jest większa.

Czy wymienimy zużyte narzędzie na nowe? Foto Przemysław Ziemacki

Struktura przewozów morskich w naszym handlu zagranicznym stawia wiele pytań odnośnie roli floty w ochronie handlu morskiego. W czasie pokoju lub kryzysu zakładamy wciąż obowiązywanie prawa a więc ochrona ograniczałaby się terytorialnie do wód EEZ i powstaje pytanie na czym miałaby polegać oraz przed czym chronić. Jaka ma być rola MOSG w takiej sytuacji a jaka Marynarki Wojennej? Czy przepływy towarów i mapa szlaków żeglugowych w czasie otwartego konfliktu czy wojny wyglądałyby tak samo jak w czasie popkoju? Jaka część handlu przeniosłaby się na alternatywne szlaki lądowe a jaka by została utracona ze względu na wzrost ryzyka i kosztów transportu? Na ile korzystne jest inwestowanie we flotę do osłony tego handlu a na ile łatwiej czy taniej jest dokonać zamiany kanałów transportowych? Czy mamy brać pod uwagę szlaki handlowe do państw sojuszniczych czy nie? I czy będzie to nasz interes gospodarczy czy polityczny?

Koszty transportu faworyzują transport morski na dalekich trasach. Im bliżej tym łatwiej o substytut.

Te same liczby są również argumentem gospodarczo-politycznym na rzecz wyjścia poza Bałtyk, gdyż handel morski jest w zasadzie handlem globalnym, a więc statek przypływający do Polski z Niemiec czy Holandii może wieźć towary, dla których jest to końcówka podróży oceanicznej. Tak samo coś, co trafia do nas koleją lub transportem drogowym z Holandii czy Niemiec, może tam trafiać drogą morską. Ponownie wraca pytanie czy ochrona handlu morskiego w czasach pokoju lub kryzysu ma się odbywać na wodach polskiej strefy wyłączności ekonomicznej czy też daleko poza Bałtykiem w ramach inicjatyw społeczności międzynarodowej a w czasie wojny w ramach sojuszy gdziekolwiek sojusz zdecyduje? Paradoksalnie, pomimo liczb wskazujących koncentrację naszego handlu zagranicznego prowadzonego drogą morską na Bałtyku, zadanie osłony tego handlu więcej sensu miałoby poza Bałtykiem niż na naszych wodach EEZ gdzie główna rola przypadłaby MOSG.

Jan 242017
 

Poniższy tekst powstał jako rezultat korespondencji z Przemysławem Ziemackim, czytelnikiem bloga. Jego idee zostały wplecione w próbę syntezy kilku wątków z tego blogu i dlatego powstały w ten sposób wpis jest sygnowany przez dwóch Przemków.

Idea wyjścia poza Bałtyk i współpracy z NATO w ramach stałych zespół z wykorzystaniem fregat ma wielu zwolenników i silne argumenty za takim rozwiązaniem. Niemniej, dopóki nie powstanie formalny dokument rządowy czy doktrynalny wspierający taką ideę i mający szansę na realizację powinniśmy poddać pod dyskusję alternatywne pomysły, choćby tylko z chęci bycia bezstronnym. Nie ma wiele o marynarce wojennej w tekstach doktrynalnych czy strategicznych. Te zniknęły ze strony MON-u ale sieć wiele „pamięta” i dzięki temu możemy zacytować Strategię obronności Rzeczpospolitej Polskiej z 2009 roku, chyba ostatniego takiego dokumentu mówiącego o misji floty:

Marynarka Wojenna przeznaczona jest do obrony interesów państwa na polskich obszarach morskich, morskiej obrony wybrzeża oraz udziału 
w lądowej obronie wybrzeża we współdziałaniu z innymi rodzajami sił zbrojnych w ramach strategicznej operacji obronnej. Zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi Marynarka Wojenna utrzymuje zdolności do realizacji zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa zarówno 
w obszarze Morza Bałtyckiego jak i poza nim.

Określenie Bałtyk Plus pasuje do powyższego opisu misji. Na pierwszym miejscu stawia Bałtyk a dopiero potem zobowiązania międzynarodowe poza nim. W ramach Bałtyku też mamy hierarchię celów i obrona interesów (podkreślenie autorów) na polskich obszarach morskich stoi przed morską obroną wybrzeża a ta przed lądową obroną wybrzeża. Obu tym pojęciom należałoby właściwie nadać sens i wypełnić treścią ale drogowskaz jest postawiony. Ostatni z serii dokumentów strategicznych, czyli Biała Księga z 2013 roku podtrzymuje te same priorytety ale większy nacisk kładzie na prewencje w ramach szerszej współpracy międzynarodowej:

Istotą działań obronnych jest stałe utrzymywanie gotowości do skutecznego reagowania na zagrożenia dla niepodległości i nienaruszalności terytorialnej Rzeczypospolitej Polskiej. Do działań uzupełniających należy aktywne wykorzystywanie szans i uprzedzające redukowanie ryzyk w dziedzinie bezpieczeństwa, między innymi poprzez udział w międzynarodowych wysiłkach na rzecz ograniczania źródeł zagrożeń, w tym w międzynarodowych operacjach bezpieczeństwa. Służą temu: działania dyplomatyczne na rzecz bezpieczeństwa, działania wojskowe, działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze w sferze obronnej oraz funkcjonowanie naukowo-przemysłowego potencjału obronnego.

Na pochwałę zasługuje postawa BBN-u najwyraźniej hołdującemu starej, dobrej zasadzie, że dopóki nie uchwalono nowego dokumentu, obowiązuje stary. Tak więc Biała Księga opracowana przez poprzedni skład w dalszym ciągu widnieje na stronie BBN.

Idąc dalej tym tropem nasz tekst proponuje kroczyć ścieżką wyznaczoną przez priorytety – nie rezygnując z wizji szerszej współpracy międzynarodowej poza Bałtykiem zacząć metodą małych kroków od rzeczy może mniejszych ale bliższych lub łatwiejszych w realizacji. Gdyby zaproponować najbardziej prawdopodobne scenariusze wynikające z kombinacji stanu wojny lub pokoju czy kryzysu i obszaru geograficznego działań, mogłyby wyglądać tak:

W scenariuszu pierwszym nasze siły morskie działają w czasie pokoju lub kryzysu na własnych wodach wykonując codzienne zadania:

  • Straż Graniczna pilnuje przestrzegania porządku prawnego na powierzchni morza. Siły Powietrzne pilnują tego samego w odniesieniu do przestrzeni powietrznej nad polskim obszarem morskim.
  • Marynarka wojenna monitoruje sytuację pod powierzchnią morza, wspiera Straż Graniczną w kontroli sytuacji na powierzchni morza i przeciwdziała dyplomacji z użyciem siły.
  • Siły morskie państwa (rozumiane szerzej niż tylko marynarka wojenna i zawierające również straż graniczną) budują sojusze i uczestniczą aktywnie we wspólnych ćwiczeniach oraz uczestniczą w zespołach międzynarodowych oraz FRONTEX i NATO.
  • Marynarka wojenna prowadzi rozpoznanie i wywiad strategiczny.

W zależności od uzgodnień międzynarodowych te same zadania mogą być wykonywane na wodach Polski lub pozostających w jurysdykcji innych członków NATO. Zakładamy, że w tym scenariuszu siły morskie działają przy braku istotnego zagrożenia albo przy poziomie zagrożeń możliwych do neutralizacji samodzielnie. W scenariusz wpleciony jest podział zadań pomiędzy Marynarkę Wojenną i Straż Graniczną ale taki, który implikuje wspólny system rozpoznania i tworzenia obrazu sytuacji taktycznej.

Takie tylko w Kędzierzynie-Koźlu. Foto www.product.damen.com

W scenariuszu drugim sytuacji otwartego konfliktu zbrojnego lub wojny nasze siły morskie realizują sojusznicze plany operacyjne. Jakkolwiek nie są one znane publicznie niewątpliwie należy do nich wzmocnienie Republik Bałtyckich. W tym scenariuszu powinniśmy przyjąć założenie konieczności posiadania osłony dla działań floty i na naszych wodach mogą to być baterie nadbrzeżne jak NDR czy Wisła a na wodach innych sojuszników byłyby to zespoły NATO.

Mowa jest więc o flocie przybrzeżno-fortecznej gdzie okręty korzystają z bliskości przyjaznego brzegu i własnych baz co ma uzasadnienie w geografii. Polski obszar morski to dość wąski pas o szerokości około 40-60nm. Poniższa mapa pokazuje również głębokości z jakimi siły obu stron konfliktu zmierzą się na naszych wodach. Potencjalne działania okrętów podwodnych są zepchnięte do dość zdefiniowanych obszarów co ułatwia ich kontrolę. Wyjątkiem jest basen gdański ale z uwagi na wspólną granicę z Federacją Rosyjską jakiekolwiek działania w bezpośrednim sąsiedztwie głównej bazy Floty Bałtyckiej muszą się zamienić w konflikt o wymiarze powietrzno-morsko-lądowym. Płytkie wody z kolei zachęcają do działań z użyciem min, miniaturowych okrętów podwodnych i pojazdów bezzałogowych.

W jakim więc kierunku rozwijać nasze siły morskie biorąc powyższe pod uwagę? Na myśl przychodzi kilka inicjatyw wspierających się wzajemnie i uzupełniających już realizowane projekty jak trzy Kormorany, okręt patrolowy Ślązak czy remont jednej fregaty. Cichym założeniem jest również posiadanie eskadry śmigłowców ASW i SAR:

  • Wzmocnić Straż Graniczną o okręty patrolowe do utrzymywania porządku prawnego na wodach Polski i działań w ramach FRONTEX.
  • Zbudować system rozpoznania wewnątrz struktury organizacyjnej NDR-u.
  •  Stworzyć zespół korwet wielkości ORP Kaszub na stałe wyposażonych w system samoobrony przeciwrakietowej/przeciwlotniczej i armatę. Opcjonalnie i wymiennie – „małe ASW” do zwalczania asymetrycznych zagrożeń podwodnych (drony, miniaturowe okręty podwodne, płetwonurkowie), moduł MCM Kijanka lub zestaw rakiet przeciwokrętowych.
  • Ułożyć na dnie bariery Mini SOSUS w miejscach największego zagrożenia obecnością okrętów podwodnych przeciwnika.
  • Opracować koncepcyjnie i zbudować pojazdy bezzałogowe nawodne i podwodne do zwalczania dronów przeciwnika.
  • Rozbudować Formozę o kompanię Coastal Rangers na łodziach CB-90.
  • Zorganizować osłonę działań sił morskich w obszarze morskim Polski w postaci baterii nadbrzeżnych NDR i Wisła.
  • Dozbroić Ślązaka do standardu korwet Kaszub II.
  • Nabyć uzbrojony logistyk lub dwa dla celów realizacji planów operacyjnych NATO w czasie wojny i współpracy z zespołem stałym NATO w czasie pokoju. Potencjalnie w zakresie zadań misje humanitarne lub policyjne oraz dowodzenie zespołem MCM.

Proponowane korwety Kaszub II należałoby uszczegółowić aby uniknąć pułapki niekończącego się wzrostu zdolności i kosztów. Kluczem jest znalezienie właściwego kompromisu pomiędzy zdolnościami i liczbą okrętów. To nas prowadzi poniekąd do pierwotnej idei Kaszuba i stąd nazwa. I właściwie dlaczego nie? Historycznie rzecz biorąc najpierw były ścigacze 122 (Kronsztadt). Szukając następcy zdecydowano się na rozwiązanie kompromisowe w postaci zmodyfikowanych kutrów patrolowych serii 912 mniejszych od poprzedników. Potem był Kaszub, który został niedokończonym pomysłem a następnie równie nieudana próba budowy jeszcze większej korwety Gawron. Skoro potknęliśmy się w obu ostatnich krokach to może wróćmy do koncepcji Kaszuba w nowej odsłonie technologicznej? I przede wszystkim zrealizujmy wreszcie jakikolwiek plan, co ma kapitalne znaczenie psychologiczne. Tak więc byłaby to niewielka korweta z wymiennymi modułami i posiadająca pokład lotniczy dla dronów lub lekkiego śmigłowca. Okręt o tak niewielkiej wyporności będzie miał kadłub zbyt krótki aby zmieścić na nim jeszcze pokład w klasycznym układzie na rufie więc należałoby go umieścić nad hangarem dla wymiennych modułów. Myśląc o naszym Kaszubie II wyobraźmy sobie Visby ze stali i o zredukowanej prędkości bez nacisku na „niewidzialność”.

Ze stali a nie plastyku Visby miałby pewnie 1.000 ton.

Z kolei pierwowzorem dla klasy uzbrojonych okrętów logistycznych był Absalon, którego idea została podchwycona przez Damen w serii Crossover. Na rodzimym gruncie mamy wizualizacje okrętu MMC z Remontowej. Kwestią otwartą jest czy bardziej byłby to okręt transportowy wojska czy zaopatrzeniowy dla floty co w dużej mierze zależy od poglądów sztabowców planujących połączone operacje. W obu przypadkach byłby uzbrojony podobnie do korwet Kaszub II za wyjątkiem „małego ASW”.

Może trochę mniej ekstrawagancji i mamy produkt gotowy. Foto www.navyrecognition.com

Jakie zalety i wady ma taka MW, jakich celów na pewno nią nie zrealizujemy a jakie zrealizujemy z trudem? Czy lista zysków i strat w porównaniu z podobnym bilansem dla „Rzeczpospolitej Morskiej” nie przechyli szali na korzyść tej drugiej?

Trzeba zacząć od stwierdzenia, że jakkolwiek bliższa ciału koszula to nie żyjemy w próżni międzynarodowej. Marynarka Wojenna jeśli chce istnieć, nie jest w stanie ignorować sposobu postrzegania bezpieczeństwa przez obywateli i elity rządzące tak samo jak całe społeczeństwo nie może zatopić się w radosnej autarkii społeczno-polityczno-ekonomicznej. Pozostaje więc budowa floty w oparciu o dwa filary lub składniki na tyle elastyczne by proporcje między nimi odzwierciedlały dynamicznie nasz aktualny stan ducha. Największą zaletą powyższego szkicu floty jest podział na relatywnie małe kawałki łatwe do finansowania i dające spore szanse własnemu przemysłowi. Wadą jest mocne „zakotwiczenie” przy brzegu i utrata uniwersalności będącej tak wielką zaletą sił morskich. Jest na szczęście w tej propozycji zalążek wzrostu dla Rzeczpospolitej Morskiej w postaci uzbrojonego logistyka a więc okrętu wielkości fregaty oraz doposażonego Ślązaka. Im więcej logistyk będzie przebywał poza Bałtykiem, tym bardziej będzie się prosił o eskortę. To jednak wymaga czasu. Do zalet należą również skalowalność i elastyczność. Skalowalność, bo w zależności od stanu finansów łatwo serię jednostek w danej klasie skrócić lub wydłużyć a elastyczność, bo w miarę wzrostu kompetencji technologiczno-organizacyjnych i zmian w percepcji bezpieczeństwa państwa łatwo zmienić proporcje w finansowaniu obu składników. Na koniec dwa komentarze. Po pierwsze nie startujemy z punktu zerowego – pewne decyzje padły i inwestycje zostały uruchomione. Trzeba to uwzględnić w harmonogramach, zwłaszcza jeśli mówimy o dużych kwotach. Po drugie oczywiście nie możemy wykluczyć, że zgodnie z zapowiedziami Ministra Macierewicza rzeczywiście zbudowane zostaną okręty podwodne co odsunęłoby budowę okrętów nawodnych, małych i dużych na czas zupełnie nieokreślony. Dopóki jednak nie zostały wydane pieniądze (bo jak wiemy kontrakt można anulować), których i tak nie mamy (rozmawiamy o zadłużeniu państwa) to dyskusja może trwać.