Jul 032016
 

Coraz więcej sygnałów wskazuje na pustą kasę państwa. Ostatnim kamyczkiem wrzuconym do ogródka są wypowiedzi ministra Bartosza Kownackiego cytowane przez Defence24. Opracowywana doktryna morska nabiera więc charakteru miny, broni czekającej na swój moment. W międzyczasie decyzje będą podejmowane na podstawie doraźnych korzyści politycznych weryfikowanych przez możliwości finansowe, techniczne i organizacyjne. Cały ten kontekst spycha nas niejako do zmiany podstawowego pytania z „co nam potrzeba i dlaczego” na „co możemy wyprodukować w kraju szybko i relatywnie tanio”?

Kilka słów ministra Kownackiego daje nam chybotliwe, ale jednak, podstawy do spekulacji na temat liczb (cytując w dalszym ciągu za Defence24):

My zakładamy, że przez najbliższe trzy lata mamy do wydania około 32 mld złotych. Po odliczeniu innych wydatków zostanie nam zapewne około 15 mld na modernizację techniczną.

Po podzieleniu kwot przez trzy i porównaniu z budżetem na 2016 rok możemy wnioskować, że pierwsza kwota odnosi się do całości wydatków majątkowych a druga do priorytetowych programów wieloletnich, a więc trzonu modernizacji technicznej. MON będąc w kleszczach pomiędzy słabym wzrostem gospodarczym i zmienionymi priorytetami jak Obrona Terytorialna musi wcześniej czy później z czegoś zrezygnować. I jest to wariant raczej optymistyczny w perspektywie trzech lat, gdyż przyjęcie do realizacji sztandarowych programów jak 500+ powoduje natychmiastowy efekt po stronie wydatków podczas gdy planowane nowe podatki przyniosą efekt lub nie po stronie przychodów w nieznanym czasie. Powstaje dziura budżetowa do „załatania”.

Jednak nas interesuje na ile może liczyć marynarka wojenna? Udział floty w wydatkach budżetowych MON waha się między 8-10%, stąd ze wspomnianych 15 mld PLN być może w wariancie optymistycznym na rekonstrukcję floty przypadnie 1.5 mld. Od tej kwoty należy odjąć drugiego Kormorana (przy założeniu kontynuacji projektu) i dokończenie Ślązaka, czyli jakąś połowę z tej sumy. Na co warto więc wydać pozostałe 700-800 mln PLN w ciągu trzech najbliższych lat biorąc pod uwagę graniczne warunki sformułowane przez polityczne priorytety rządu i oczekiwania marynarzy? Dla polityków priorytet to korzyści polityczne i ekonomiczne oczekiwane w rezultacie zainwestowania sum pozostających do dyspozycji w lokalny przemysł. Ponadto wielokrotnie podkreślano, że liczy się szybki efekt podjętych działań. Dla marynarzy kluczową sprawą są po prostu nowe okręty.

W poprzednich „myślach prowokatora” znalazło się porównanie do algorytmów genetycznych. Spróbujmy zobaczyć, jak daleko można zmutować programy Miecznik i Czapla, aby spełniły tak restrykcyjne warunki. Jeśli mówimy o bezpieczeństwie narodowym, to obejmuje ono nie tylko Marynarkę Wojenną ale szereg innych instytucji, wśród nich Morski Oddział Straży Granicznej. Na Forum Okrętów Wojennych co pewien czas pojawia się wątek roli i kompetencji MOSG. W zasadzie ustawa definiuje rolę tak jak wskazuje na to sama nazwa – ochrona granicy państwowej na lądzie i morzu. Ogranicza to działanie MOSG do pasa przygranicznego i 12 nm wód terytorialnych. Są jednak dwa wyjątki istotnie rozszerzające obszar kompetencji MOSG. Pierwszy to „nadzór nad eksploatacją polskich obszarów morskich oraz przestrzeganiem przez statki przepisów obowiązujących na tych obszarach” co rozszerza obszar działania o wody polskich obszarów morskich. Drugi to kombinacja dwóch paragrafów dająca możliwość działania na wodach w jurysdykcji Unii Europejskiej:

Straż Graniczna realizuje zadania wynikające z przepisów prawa Unii Europejskiej oraz umów i porozumień międzynarodowych na zasadach i w zakresie w nich określonych. Straż Graniczna w zakresie określonym w ust. 2 i 2a współdziała z właściwymi organami i instytucjami Unii Europejskiej oraz innych państw.

Czapla może więc teoretycznie wrócić do swej pierwotnej roli OPV i przy zmianie właściciela pełnić funkcję ochrony porządku prawnego na wodach będących w jurysdykcji Polski i innych państw Unii Europejskiej. Fizyczną realizacją mogłyby być jednostki z szerokiej oferty firmy Damen wspierające i uzupełniające parę Kaprów w aktualnym posiadaniu. Kluczową byłaby kwestia budżetowania takiej inwestycji. Mniejsze kutry patrolowe z linii Stan Patrol stanowiłyby tylko wzmocnienie funkcji MOSG, natomiast większe otwierałyby pole do współpracy z MW w zakresie rozpoznania. W takim układzie Marynarka Wojenna realizuje funkcje policyjne poza obszarem Unii lub przy wyższym poziomie zagrożenia lub tam, gdzie w grę wchodzi użycie uzbrojenia typowego dla wojska (rakiety, miny, itd.)

Wybór takiej jednostki dla MOSG zaostrza granice podziału ról pomiędzy MOSG i MW. Foto www.damen.com

Wybór takiej jednostki dla MOSG zaostrza granice podziału ról pomiędzy MOSG i MW. Foto www.damen.com

Miecznik również ma pewne szansę przy założeniu „skarłowacenia” programu. Wspomniana kwota to około 50-60% kosztu korwety co przy rozłożeniu programu budowy na 5-6 lat pozwoli na rozpoczęcie finansowania inwestycji. Do dyspozycji mamy zgromadzone doświadczenie budowy Ślązaka (doświadczenie negatywne to też doświadczenie) i wiedzę wyniesioną przez Inspektorat Uzbrojenia przy tworzeniu specyfikacji Miecznika. Niezależnie od jakości tej pracy albo będziemy umieli ominąć inercję rozpędzonej maszyny Inspektoratu albo będziemy musieli ją wykorzystać jak w dżudo. Mamy również ograniczenie w postaci postulatu szybkiego efektu, co ma swój zabawny wydźwięk gdy mówimy o budowie okrętów wojennych. Innym ograniczeniem jest biurokratyczny przepis wymagający zatwierdzenia prototypu przed uruchomieniem produkcji seryjnej, z którego to powodu cierpi program Kormoran.

Kwestię prototypu można ominąć bądź budując według nowego projektu, jak się to przewiduje obecnie bądź na bazie projektu Ślązaka argumentując, że jest to korweta a nie okręt patrolowy. W tym drugim przypadku efektem ubocznym rozsądnej specyfikacji byłaby możliwość modernizacji Ślązaka do standardu Miecznika w przyszłości. Tym sposobem dostajemy dwie korwety w przeciągu, powiedzmy dekady z otwartą ścieżką na dalszy rozwój marynarki wojennej. Pozostaje jednak kwestia prawna, kto może budować na bazie istniejącego projektu. Ryzyko budowy według nowego projektu polega natomiast na stworzeniu floty prototypów i utraty potencjalnych korzyści w eksploatacji „jedynaków”. W obu przypadkach kluczem jest kto będzie liderem kontraktu i partnerem dla MON-u.

Być może wszelkie wspomniane pomysły są niewiele warte, przyświeca im jednak idea, że zbudowanie „czegoś” co niekoniecznie musi być „byle czym” jest lepsze niż „nic”.

May 172015
 

W ostatnim numerze periodyku Morza Statki i Okręty ukazał się wywiad z przewodniczącym Rady Budowy Okrętów Wojennych, kmdr. por. rez. Maciejem Janiakiem. Tytuł stanowi esencję przekazu – Przywrócić „Rzeczpospolitą Polską” i brzmi jak wezwanie do zmiany sposobu myślenia o marynarce wojennej. Zapytany o kierunki modernizacji floty przewodniczący Rady wspomina, że największą bolączką nie jest nawet brak okrętów co brak doktryny i dodaje, że środowisko skupione wokół Rady chce zaproponować dokument zwany roboczo Doktryną Bezpieczeństwa Morskiego Państwa. Osobiście bardzo mi się podoba termin Rzeczpospolita Morska, bo nie posiada znamion suchej i biurokratycznej nazwy a wskazuje jasno punkt widzenia. Wzywa do spojrzenia na sprawy naszego kraju od strony morza a nie lądu. W pełni popieram inicjatywę, bo chyba najwyższy czas „wziąć byka za rogi” i zacząć pracować nad koncepcyjnymi podstawami bytu naszej floty. W przeciwnym wypadku istnieje zagrożenie rozmycia się planów modernizacyjnych w ogniu walk budżetowych, nie wspominając o zbliżających się wyborach. Nieoczekiwany wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich jest również sygnałem ostrzegawczym bo stawia pytanie co się stanie z Doktryną Bezpieczeństwa Narodowego w wypadku zmiany na stanowisku Prezydenta RP i Szefa BBN-u?

Maciej Janiak w wywiadzie daję dobrą i zwięzłą definicję Rzeczpospolitej Morskiej:

W państwach morskich nie jest tak, że marynarki istnieją same dla siebie, że ich racja bytu sprowadza się do oczekiwania na ewentualne użycie w stanie najwyższej konieczności. One prowadzą działania w sposób ciągły i aktywny na co dzień – w obliczu świata, w obliczu wyzwań współczesności. Ich zadaniem jest uprzedzanie stanów kryzysowych, likwidowanie ich w zarodku, zapobieganie rozprzestrzenianiu lub ich wygaszanie.

Dobrą ilustracją powyższej opinii jest publikacja John’a Roberts’a Safeguarding the Nation. The Story of the Modern Royal Navy. W Polsce ścierają się zasadniczo dwie koncepcje, aktualnie obowiązująca Bałtyk Plus sprowadzająca się do idei odmowy dostępu (A2/AD) oraz Rzeczpospolitej Morskiej opartej o współdziałanie z NATO i zorientowanej bardziej globalnie. Pierwszy koncept kłóci się mocno z tezami teoretyków wojny morskiej a zwłaszcza tezami Juliana Corbetta a druga pozostaje w pewnym oderwaniu od wyobrażeń polityków odnośnie naszej sytuacji. Dla ilustracji poniżej tabela z mało naukową syntezą odczuć po przestudiowaniu tekstów o misjach Rodzajów Sił Zbrojnych.

Percepcja zorientowania na obronę terytorium. Tylko jak w ten pogląd wcisnąć Marynarkę Wojenną?

Percepcja zorientowania na obronę terytorium. Tylko jak w ten pogląd wcisnąć Marynarkę Wojenną?

Największe zamieszanie mamy na stronie Marynarki Wojennej, gdzie nie tyle się ścierają co mieszają obie koncepcje w mało spójną całość. Widoczna jest próba naśladowania hierarchii celów całości sił zbrojnych kładącej nacisk na obronę terytorium przy jednoczesnej, codziennej praktyce i preferencjach dla współpracy międzynarodowej. Również próba ograniczenia geograficznego tworzy jeśli nie sprzeczności to przynajmniej niejednoznaczności. Próbując zrozumieć istotę problemu, stworzyłam na własny użytek coś, co nazwałem Corbett Cube, a co jest wynikiem lektury jego prac w połączeniu z tekstami adm. Richarda Hill’a (RN).

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Julian Corbett jest dość łatwy w lekturze, bo podaje niejako na tacy menu działań floty w zależności od sytuacji. Jakkolwiek twierdzi, że podstawowym zadaniem floty jest zdobycie prawa do przejścia morzem, to jednocześnie podkreśla, że działania na morzu mają na celu wsparcie rozstrzygnięcia na lądzie. Wojna na morzu nie istnieje więc sama dla siebie, co jest bardzo ważne w naszym kontekście. Kostka jest trójwymiarowa i bierze pod uwagę alianse, relatywną pozycję wobec przeciwnika i poziom zagrożenia lub intensywność konfliktu.

Gdyby ograniczyć się do publikacji w mediach, to nasz poziom świadomości zawiera się w małej kostce w dolnym, lewym rogu rysunku. Mamy poczucie przewagi przeciwnika, osamotnienia i silnego zagrożenia. Historia Polski nas w tym utwierdza a trauma września 1939 roku tkwi mocno i głęboko. Jeśli taka jest nasza sytuacja, to zadania stawiane marynarce jak obrona przed desantem czy osłona linii komunikacyjnych stoi w jawnej sprzeczności z teorią. Do tego potrzebna jest przewaga na morzu, której jako osamotniona strona słabsza nie posiadamy. Gdyby ten wariant przyjąć za podstawę planowania struktury floty, rzeczywiście koncepcja odmowy dostępu jest potencjalnie interesująca. Tyle, że ma ona sens w przypadku przeciwnika atakującego zza morza, a nie posiadającego posiadającego granicę lądową. W takiej sytuacji rozstrzygające jest zajęcie baz przeciwnika w operacjach lądowych. W ten sposób Niemcy zneutralizowali Flotę Bałtycką w czasie wojny. Z menu Corbett’a pozostaje nam kontratak, rajdy dywersyjne czy mnożenie przeszkód na drodze przeciwnika. Inwestować warto w baterie nadbrzeżne, wojnę minową czy drobnoustroje. Okręty podwodne mogą się okazać zbyt drogą a raczej zbyt ryzykowną inwestycją. Popularne widzenie przebiegu kampanii wrześniowej na morzu tylko podsyca te obawy. Trzon floty został ewakuowany do portów sojusznika, okręty podwodne pozbawione oparcia swoich baz zostały internowane a reszta zatopiona przez lotnictwo.

Inaczej wygląda rzeczywistość a raczej praktyka działań floty lub jej możliwości widziana z perspektywy Rzeczpospolitej Morskiej. W prawym, dolnym fragmencie widać sytuację działania w koalicji, która ma przewagę i może działać przy różnym poziomie intensywności konfliktu. Jeśli zagrożenie jest mniejsze możemy mówić o wykorzystywaniu posiadanej przewagi na morzu, jak projekcja siły w ramach operacji sojuszniczych, działania na szlakach komunikacyjnych czy obrona przed desantem. W tym przypadku jest w gestii polityków decyzja ile pieniędzy chcemy na te cele przeznaczyć. Jakaś forma okrętu desantowego lub jako minimum – transportowego jest akceptowalna. Okręty patrolowe są najlepszą inwestycją oferującą duży zwrot korzyści politycznych przy małym poziomie nakładów. Wraz ze wzrostem zagrożenia pojawia się konieczność wzmocnienia obrony przeciwlotniczej, a z nią fregat. Okręty podwodne zaczynają mieć sens i stają się groźną formą „battle force”. Tyle, że wchodzimy na poziom nakładów konkurujących z priorytetami innych rodzajów sił zbrojnych bardziej nastawionych na obronę terytorialną. Politykom trudno takie inwestycje przedstawić wyborcom, którzy nie do końca czują się częścią Europy. Wciąż jesteśmy zainteresowani nie tyle Europą jaką całością, co naszym bezpośrednim sąsiedztwem w Europie. W dyskusji z młodym człowiekiem usłyszałem ironiczny komentarz – EU jest dla nas, a nie my dla EU.

Rozpięci pomiędzy dwoma niemożliwościami robimy więc szpagat nazywając korwetę okrętem obrony wybrzeża i próbując w niej zmieścić hangar dla 11-tonowego śmigłowca, system obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu, rakiety do zwalczania celów na lądzie no i oczywiście zdolności do zwalczania okrętów podwodnych. Jeśli powyższa kostka Corbett Cube ma choć odrobinę sensu, to największą barierą w racjonalizowaniu problemu jesteśmy my sami i nasza psychika. Widać Kordian tkwi w nas głęboko, którego jak mawiał wieszcz Słowacki „… pokonały Strach i Imaginacja”. Szansą na długofalowy rozwój floty jest kompromis polegający na akceptacji równorzędności misji obrony terytorium z stabilizacją sytuacji międzynarodowej i rozszerzenia ograniczeń terytorialnych do wód okalających Europę. Coś na wzór Sił Specjalnych w zamieszczonej tabeli. Za tym szłyby środki budżetowe i podział Marynarki Wojennej na obronę wybrzeża w oparciu o systemy działające z lądu i flotę operującą zarówno na jak i poza Bałtykiem. Okręty patrolowe zyskałyby wysoką wartość a kwadratura koła w postaci fregaty w korwecie szansę na racjonalną analizę alternatyw. I nawet nie trzeba zmieniać nazw związków taktycznych, bo mamy wszak flotyllę okrętów i flotyllę obrony wybrzeża.

Dec 142014
 

Takie pytanie stawia Defence24 omawiając Gdyńskie Forum Bezpieczeństwa. Z paru stwierdzeń w tekście jedno zasługuje na szczególną uwagę, gdyż sięga do źródeł problemów marynarki Wojennej RP, a mianowicie braku powszechnie akceptowanej doktryny. Portal przywołuje słowa kmdr rez. Andrzeja Makowskiego, wydawałoby się zrozumiałe i oczywiste:

Zwrócił on uwagę, że postrzeganie polskich sił morskich tylko w perspektywie działań wojennych jest ewenementem w NATO i wymaga rewizji. Zadaniem Marynarki Wojennej nie powinna być bowiem tylko obrona państwa ale również jego interesów. Konieczne jest wiec przygotowanie się do zapobieganiu konfliktom, do ochrony porządku prawnego i bezpieczeństwa na morzu, do promowania partnerstwa i współpracy, do zapewniania pomocy humanitarnej oraz ochrony i obrony interesów gospodarczych.

Skoro jest to tak oczywiste, to co powoduje problemy w sformułowaniu doktryny znajdującej powszechne poparcie? Próbuję znaleźć odpowiedź w wątkach i przemyśleniach przewijających się przez ten blog w ciągu ostatnich trzech lat. Na zadane pytanie można spojrzeć z wielu różnych stron. Jeśli odpowiedzi na te różnorakie pytania będą prowadzić w tym samym lub podobnym kierunku, jest szansa na stworzenie przynajmniej logicznego uzasadnienia przyszłej doktryny. Poniżej kilka wybranych aspektów.

Klasyfikacja flot

Eric Grove w książce Strategy and Policy for Small Navies in War and Peace opisuje „typologię flot”, która w zasadzie koncentruje się wokół zdolności flot ale niekoniecznie ich misji widzianej oczyma polityków. Skala ma dziewięć stopni, w której kluczową rolę odgrywają pojęcia projekcji siły i zasięgu.

  • Global Force Projection Navies, czyli floty zdolne do globalnej projekcji siły, które autor dzieli na Major, Partial i Medium.
  • Medium Regional Force Projection Navies zdolne do „projekcji siły na wody sąsiednich mórz i oceanów”.
  • Adjacent Force Projection Navies posiadające „pewne zdolności do projekcji siły z dala od wybrzeży”.
  • Offshore Territorial Defense Navies zdolne do „operowania w odległości około 200 nm od brzegu”.
  • Inshore Territorial Defence Navies zorientowane na „walkę na wodach przybrzeżnych w dodatku do funkcji policyjnych”.
  • Constabulary Navies – głównie straż przybrzeżna z pewnymi elementami zdolności militarnych.
  • Token Navies, czyli Tak Zwane Floty. Są siły morskie ograniczone do istnienia formalnej struktury z nielicznymi przybrzeżnymi jednostkami pływającymi.

Polską marynarkę wojenną intuicyjnie można nazwać małą, ale jeśli użyjemy definicji Geoffrey’a Till, że jest to flota z „ograniczonymi środkami i aspiracjami” to możemy natknąć się na rafę. Spoglądając bowiem na powyższą klasyfikację i próbując przypisać naszej marynarce odpowiednią rangę, można pokusić się o nieco prowokacyjne stwierdzenie:

Marynarka Wojenna RP posiada aspiracje do bycia Adjacent Force Projection Navy, posiada zdolności Offshore Territorial Defense Navy, ale doktryna BBN wzywa w zasadzie do Inshore Territorial Defense. Każdy rozdźwięk pomiędzy doktryną polityczną a aspiracjami marynarzy będzie prowadził do niestabilnego programu budowy floty, gdzie którym głównym argumentem w dyskusji będą finanse ale prawdziwe powody pozostaną ukryte.

Czego naprawdę chcemy? Czy nasze aspiracje są spójne ze strategią bezpieczeństwa państwa BBN-u?

Czego naprawdę chcemy? Czy nasze aspiracje są spójne ze strategią bezpieczeństwa państwa BBN-u?

Kierunek zagrożenia i pojęcie kraju kontynentalnego.

Na pytanie czy musimy być krajem kontynentalnym należy odpowiedzieć pozytywnie, tak musimy nim być, bo z kontynentu i sąsiedniego kraju pochodzi główne zagrożenie dla Polski. To nie oznacza automatycznie brak potrzeby posiadania floty, wręcz przeciwnie, oznacza to konieczność zwiększonego wysiłku intelektualnego dla bardziej precyzyjnego określenia priorytetów i roli floty w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Państwa. Jeśli główne zagrożenie przyjdzie z lądu, to naturalnie funkcja militarna rośnie na znaczeniu a priorytety będą przyznane armii i lotnictwu. Ponieważ każdy okręt spełniający wymogi okrętu wojennego zdolnego do operowania w warunkach otwartej wojny będzie bardzo drogi, to z punktu widzenia państwa stosunek nakładu do korzyści będzie niekorzystny. Jeśli naprawdę wierzymy w niezdolność okrętów nawodnych do przetrwania ataków lotnictwa, to zainwestujmy w eskadrę samolotów szturmowych a nie korwety. Dlatego budowa okrętów wojennych będzie podlegała cięciom budżetowym jako pierwsza, pomimo iż pieniądze nie będą rzeczywistym powodem takich decyzji.

Continental Navy - samo w sobie nic złego. Tak zaczynała największa potęga morska świata. Foto - www.history.navy.mil

Continental Navy – samo w sobie nic złego. Tak zaczynała największa potęga morska świata. Foto – www.history.navy.mil

Niestabilne projekty według D.K. Brown.

Ten brytyjski konstruktor okrętów, znany z popularnych książek o historii i genezie okrętów Royal Navy, w książce Future British Surface Fleet podaje nam prawdziwą perłę mądrości, zwykle ignorowaną. Historia dotyczy fregat Type 23:

Wszystkie projekty mają tendencję do wzrostu rozmiarów z powodu presji wywieranej na wprowadzenie do projektu nowych systemów uzbrojenia jako przeciwwagę dla coraz większych zagrożeń; tylko znacznie słabsze siły działają w przeciwnym kierunku, tak aby zredukować koszt jednostkowy w nadziei na zwiększenie liczby jednostek. Istnieje pewien przedział wielkości i kosztów, w którym jedna z sił, zwykle wzrost jest nieomalże nie do odparcia.
Pierwotny koncept dla fregat Duke (Type 23) to była mała jednostka do holowania sonaru, oferująca lądowisko dla helikoptera ale bez hangaru i nieomalże bez uzbrojenia, kosztująca jakieś 65 mln funtów. Tak pomyślany okręt był zbyt drogi, by móc być „spisanym na straty”, a wciąż niezdolny do samoobrony. Cały pomysł był więc filozoficznie „niestabilny” i musiał się albo zmniejszyć do rozmiarów akceptowalnej kosztowo straty, albo wzrosnąć kosztowo do ponad 100 mln funtów, tak by możliwe zastosowanie jakiś systemów obronnych.

Zaczęło się niewinnie. "Mała i tania platforma dla sonaru holowanego". Foto - www.naval-technology.com

Zaczęło się niewinnie. “Mała i tania platforma dla sonaru holowanego”. Foto – www.naval-technology.com

Czy korweta jest projektem niestabilnym?

W świetle powyższych rozważań doświadczonego konstruktora okrętów na temat filozofii swojej profesji, usprawiedliwione wydaje się być pytanie o koncepcyjną niestabilność korwety. Oczekiwania co do obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu przy pozostawieniu zdolności do ASW i ASuW idą w kierunku destabilizacji projektu, dokładnie zgodnie z opisanym powyżej scenariuszem. W rzeczy samej, ten sam autor stwierdza:

Tania korweta, a nawet tani lotniskowiec dla helikopterów są możliwe, lecz bardzo rygorystyczna kontrola na samym szczycie jest niezbędna dla zapewnienia, że wymagania nie będą napędzały kosztów do poziomu nieosiągalności.

Jest to bardzo widoczne w popularnych dyskusjach na forach, gdzie wymagania błyskawicznie przeistaczają planowaną korwetę we fregatę. Pójście zaś w drugim kierunki oznacza ograniczenia w systemach uzbrojenia a więc pewną minimalizację funkcji militarnej, co tworzy konflikt, bo w naszej flocie korweta nie będzie tanim okrętem pomocniczym, elementem czegoś co Julian Corbett nazywał „flotilla”, tylko będzie to „capital ship”, najsilniejszy posiadany okręt, następca fregat OHP.

Trójkąt misji – funkcje militarna, dyplomatyczna, policyjna

Wszystko, co powyżej powiedziano prowadzi do pewnego paradoksu, niewątpliwie boleśnie odczuwanego przez marynarzy i wszystkich sympatyków marynarki wojennej. Im większy kładziemy nacisk na militarną funkcję floty, tym bardziej ma ona szansę na marginalizację. Ale czyż obecnie realizowany program modernizacji nie jest zaprzeczeniem tej tezy? Być może, bo ostatnie doniesienia Dziennika Zbrojnego mówią o prawie 1.4 mld inwestycji w 2015 roku. Można się domyślać, że chodzi o okręty podwodne i Mieczniki, być może drugi NDR. Niemniej rząd musi się śpieszyć z podpisaniem umów przed wyborami, bo po nich wszystko nie będzie takie pewne.

Wracamy więc do tradycyjnego trójkąta misji i przypatrzmy się pozostałym dwóm. Funkcja policyjna ma sens głównie w ramach współpracy międzynarodowej na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi. To z naszego punktu widzenia jest elementem dyplomacji i realizacji celów polityki zagranicznej. Jest również w naszym własnym szeroko pojętym interesie gospodarczym, ze względu na rosnące znaczenie transportu morskiego w gospodarce. Politycy powinni sobie również zadać pytanie ile są gotowi zainwestować w pewne korzyści polityczne, np. ile jest warte wsparcie Włochów w ich zmaganiach z uszczelnieniem południowych granic UE? Do tego celu Czapla z pewnością będzie wystarczająca. Natomiast bardzo niebezpieczne jest szafowanie argumentem konieczności współpracy z NATO. Bo gdyby NATO nie było, to czy zniknąłby powód do istnienia marynarki wojennej? Aby marynarka wojenna miała trwałe podstawy bytu i zagwarantowane wsparcie finansowe, w ramach otwartej dyskusji muszą zostać sformułowane powody istnienia floty, użyteczne dla polskiej racji stanu i to niezależnie od sojuszniczych zobowiązań.

Odstraszanie dodatkową funkcją poza trójkątem misji?

Temat jest wywołany planami zakupu okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi. Na razie dyskutuje się możliwości, jakie oferuje technologia. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jaka jest rola odstraszania konwencjonalnego wobec największej potęgi nuklearnej świata? Odczuwalny jest brak jest niedostatek krajowych opracowań na temat odstraszania konwencjonalnego i warunków jakie muszą zaistnieć, aby wielokrotnie silniejszy przeciwnik rzeczywiście był skłonny zmienić swe decyzje pod wpływem faktu posiadania przez Polskę pewnych zdolności bojowych. I to w sytuacji, kiedy jeśli wierzyć doniesieniom prasowym, potencjalny przeciwnik prowadzi ćwiczenia ataku jądrowego na Warszawę.

Co to jest battleforce? I co ma zwalczać?

Profesor James Holmes w The National Interest zadaje interesujące pytania na temat, co dzisiaj stanowi trzon bojowy floty (battleforce) i co ten trzon ma zwalczać. Pytania są zadane w kontekście rywalizacji amerykańsko – chińskiej na Pacyfiku, ale ich wagi nie umniejsza zmiana kontekstu na nasz lokalny. Warto przeczytać artykuł wraz z odnośnikami i linkami do poprzednich tekstów profesora. Otóż wyłania się bardzo dla nas atrakcyjna koncepcja funkcji militarnej wypełnianej przez instalacje i systemy uzbrojenia działające z lądu. Inny bloger, Niel Kaneshiro na CIMSEC nazywa to wprost Sea Control from Ashore.

Atrakcyjność takiej opcji polega na możliwości wykorzystania sił nawodnych do realizacji polityki zagranicznej państwa, a więc spełniania funkcji dyplomatycznej, pozostawiając funkcję militarną (głównie obronę wybrzeża) instalacjom na lądzie. Nie są już konieczne bardzo drogie okręty o wyrafinowanych możliwościach obrony i dużej sile ognia, pod warunkiem założenia, że politycy nie będą wysyłali okręty na misje typowo bojowe. To wymaga również przyjęcia ryzyka eskalacji konfliktu poza planowany poziom zagrożeń. Pomimo wewnętrznych zastrzeżeń, takie podejście jest praktykowane nawet na wojnie, gdzie zasoby dostępne nie zawsze są w zgodzie z przewidywanym niebezpieczeństwem.

Czy te kilka powyższych komentarzy prowadzi nas w jakimś kierunku? Chyba tak, chociaż to być może efekt tego samego autora błądzącego utartymi ścieżkami. Z przemyśleń wyłania się obraz marynarki złożonej z kilku podstawowych elementów lub „klocków” spełniających dwie podstawowe funkcje – militarną obrony wybrzeża opartą o systemy głównie nadbrzeżne oraz dyplomatyczną promującą i chroniącą interesy Polski zarówno na jak i poza Bałtykiem. „Klocki” można układać w różne konfiguracje dla uzyskania najlepszego, pożądanego efektu a są nimi z pewnymi modyfikacjami, jak wspomniano już na tym blogu:

  • Zespół Mobilności Morskiej Sił Zbrojnych
    Prom Ro-Ro (z pokładu mogą operować śmigłowce szturmowe lub ZOP)
    Okręty eskorty (możemy się dziś pokusić o dokładniejszą definicję – dwa Ślązaki lub Naval OPV z Zespołu Patrolowo-Rozpoznawczego). Zespół służy w czasie wojny do przerzutu wojsk (ale nie desantu). W czasie pokoju do operacji humanitarnych i ekspedycyjnych. Okręty mogą być wydzielone do działania w ramach operacji sojuszniczych.
  • Zespół Wojny Minowej
    Niszczyciele min plus moduły na okrętach Zespołu Patrolowo-Rozpoznawczego
    Wojna minowa jest skuteczną formą walki ofensywnej i defensywnej na Bałtyku. Okręty mogą być wydzielone do NATO Response Force.
  • Zespół Patrolowo-Rozpoznawczy
    Okręty patrolowe (z alternatywnym modułem walki minowej lub rozpoznania radioelektronicznego i wzmocnionym uzbrojeniem w granicach stosowalności).
    Samoloty patrolowe
    Pojazdy bezzałogowe
    Środki rozpoznania radioelektronicznego na platformach Zespołu
    Pozwala na wykorzystanie pełnego zasięgu Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Możliwe uczestnictwo w operacjach NATO, EU czy ONZ wspierających porządek prawny na morzu.
  • Zespół Obrony Wybrzeża i Portów
    Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe
    Małe Okręty Rakietowe
    Śmigłowce szturmowe
    Eskadra śmigłowców ZOP
    Sieć radarów nadbrzeżnych
    Obrona przeciwlotnicza, przeciw-podwodna portów
Koncept prezentowany na tym blogu. Nieco egzotyczny, ale uniwersalny. Foto - Fassmer

Koncept prezentowany na tym blogu. Nieco egzotyczny, ale uniwersalny. Foto – Fassmer

Patrząc w ten sposób, optymalną platformą jest OPV zbudowany według norm cywilnych z zastosowaniem selektywnym standardów wojenno-morskich. Uzbrojenie powinno być wzbogacone o systemy samoobrony w granicach rozsądku i stosowalności na platformie klasy OPV, a więc umożliwiające obronę przed prowokacją lub atakiem terrorystycznym z użyciem nowoczesnych środków napadu, lecz poniżej progu otwartej wojny i nieograniczonego ataku. Kłopot może sprawić eskorta okrętu transportowego/wsparcia wojsk w trakcie operacji poza zasięgiem wsparcia z lądu. Stąd pomysł bliźniaka dla Ślązaka i zbudowania pary lekko uzbrojonych korwet, co jest alternatywą dla OPV. Nazwy Miecznik unikam ze względu na niebezpieczeństwo eskalacji wymagań. Do dyskusji jest to, czy korwety powinny mieć uzbrojenie przeciw celom nawodnym, czy też raczej ASW. Być może pewna forma modułowości jest drogą właściwą? Wielkim nieobecnym w tej propozycji są okręty podwodne, ale mam wrażenie, że z punktu widzenia polityków tak zwane odstraszanie jest głównym uzasadnieniem wydatków tej skali.

Sep 062014
 

Nikt nie odwołał planu modernizacji Marynarki Wojennej ani nie ogłosił istotnych zmian, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że budżet przeznaczony na realizację planu staje się powoli buforem finansowym dla realizacji innych celów. Brak nowych wieści tylko potęguje to wrażenie. Jeśli się mylę, w co chciałbym wierzyć, to oczekiwałbym jakiś jasnych komunikatów ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej. Wierzę jednak, że Marynarka nie zostanie pozostawiona całkowicie na łaskę losu i MON podejmie działania kierując się trzema zasadami:

 

  • elastycznego wyboru realizowanych projektów
  • nie wychodzenia zbyt daleko poza ramy oficjalnego planu
  • minimalizując niezbędne nakłady finansowe.

Zmiany będą prawdopodobnie ułatwione, gdyż wkrótce należy się spodziewać rekonstrukcji rządu, a przyszły rok to rok wyborczy. Nowym politykom łatwiej przeforsować nowe idee, mając pewien kredyt zaufania na początek. Jest to kontynuacja toku myślenia z poprzedniego wpisu, który zyskał wsparcie po przeczytaniu w Dzienniku Zbrojnym zgrabnego podsumowania założeń finansowania modernizacji Sił Zbrojnych na lata 2014-2016. Wnioski jakie się nasuwają, wymagają nowego rozdania i propozycji jak i w co inwestować w przypadku programu „zwalczania zagrożeń ze strony morza”.

MW to najwyższa kwota i najniższy priorytet

MW to najwyższa kwota i najniższy priorytet

Powyższa tabela jest podobna do zamieszczonej we wspomnianym artykule, lecz sortuje inwestycje według wartości, od największej do najmniejszej. Czcionka pogrubiona wskazuje na projekty, które wydają się być pewne ze względu na fakt już podpisanej umowy lub też biorąc pod uwagę wysoki priorytet na liście MON-u i BBN-u. Przeglądając tabelę, przychodzi na myśl dość popularna przypowiastka o jak najlepszym wypełnieniu naczynia kamykami. Najpierw wrzuca się duże kamienie. W pozostałą przestrzeń stara się wcisnąć mniejsze kamyki, a resztę wypełnia się piaskiem. Niech naczynie będzie budżetem a kamyki i piasek projektami o różnej wartości i postąpmy tak jak nam mówi przypowieść. W tabeli są podane maksymalne wartości, które ministerstwo może wydatkować na projekt. Ich suma jest jednak większa od ogólnego limitu budżetowego na dany rok. Dla 2015-go nadwyżka wynosi dwa miliardy PLN. Gdzie znaleźć rezerwy? Na czele listy z największą wartością lecz najniższym priorytetem jest Marynarka Wojenna. Gdybyśmy zrezygnowali z realizacji wszelkich projektów nie oznaczonych jako pewne lub priorytetowe, to i tak musielibyśmy obciąć wydatki na marynarkę o 0.5 miliarda PLN, co nie pozwala na uruchomienia żadnego z głównych projektów jak okręty podwodne czy Miecznik. W 2016 jest znacznie gorzej. Przy zastosowaniu tej samej metody budżet floty się praktycznie zeruje. Nie przewiduję tak czarnego scenariusza ale podejrzewam istnienie silnych ograniczeń na wydatkowanie pieniędzy w tej dziedzinie. Teoretycznie można projekty odsunąć w przyszłość, co dotychczas było metodą preferowaną, ale w kolejce czeka projekt śmigłowców szturmowych Kruk, czy też rozbudowa infrastruktury pod „wzmocnienie wschodniej flanki NATO”. Minister Siemoniak po powrocie ze szczytu NATO, wyraża swoje zadowolenie, mówiąc:

Polska delegacja zabiegała o podniesienie znaczenia Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód, który znajduje się w Szczecinie. – Chcielibyśmy, aby korpus i jego dowództwo było organizatorem obrony na wschodniej flance NATO. To by oznaczało, że będzie dowodzić siłami większymi od szpicy – mówił minister Siemoniak. – Przedsięwzięcie jest trudne i kosztowne, ale jesteśmy na to przygotowani.

Pojawiają się więc nowe priorytety i uczciwie mówiąc bardzo istotne i całkiem uzasadnione. Razem wzięte, powyższe fakty skłaniają do przemyślenia swoistego resetu planu modernizacji Marynarki Wojennej. Groźną alternatywą pozostanie bujanie w obłokach i snucie snów o potędze. Co więc można lub trzeba zrobić? Nieodmiennie powraca pytanie o jaką marynarkę wojenną się staramy? Podobne pytanie zadaje sobie Prof. James Holmes na łamach National Interest. Jak wyglądałaby US Navy, gdyby ją stworzyć od podstaw dzisiaj, wobec aktualnych zagrożeń? Autor sięga do teorii Juliana Corbetta mówiąc, że „bitwa jest tylko środkiem w wojnie na morzu a nie celem samym w sobie” i podkreśla rolę lekkich sił nawodnych broniąc ich roli mimo uwagi skupiającej się na trzonie floty – „battle fleet” mającej za zadanie zmieść flotę przeciwnika z powierzchni morza. Proponuje okręty podwodne ograniczające ruchy floty przeciwnika oraz wachlarz lekkich okrętów nawodnych operujących w czasie pokoju lub kryzysu. Im poziom zagrożenia wyższy, tym mniejsze jednostki nawodne są preferowane. Symptomatyczne, że najsilniejsza flota świata nie czuję się już niezwyciężona . Szwedzką odpowiedzią było być niewidzialnym, a propozycja niewielkich okrętów nawodnych sugeruje opcję floty-roju. Stwierdzenie profesora – „potęga morska nie sprowadza się już tylko do floty” prowadzi nas do przyjętej doktryny odmowy dostępu. Tylko, że w naszym przypadku przyjęcie założenia Bałtyk Plus nie oznacza automatycznie strategii A2/AD. Sam Tangredi na łamach tegoż samego periodyku National Interest, wyjaśnia co stanowi wyróżnik doktryny odmowy dostępu:

wyjątkowość podejścia w doktrynie odmowy dostępu polega na tym, że jest specjalnie zaprojektowana tak, aby zablokować dostęp zewnętrznej potędze globalnej spoza regionu, której obrońcy nie są w stanie w innym przypadku pokonać.

Kluczowe słowa to te o sile spoza regionu a nie sąsiedzie z dostępem do morza. Czy można więc zaproponować doktrynę zgodną z poglądami Prezydenta na temat obrony terytorialnej Bałtyk Plus, ale różniącej się od teorii odmowy dostępu i akceptowalną dla rządu? Z pomocą znów przychodzi Julian Corbett, który oferuje dość sporo opcji dla strony uznającej przewagę przeciwnika. Możliwym rozwiązaniem jest skupić się na zapewnieniu czasowej i lokalnej przewagi na morzu w celu uzyskania „prawa przejścia morzem” oraz odmowy takiego prawa przeciwnikowi. Będąc stroną słabszą nie możemy, w świetle teorii Juliana Corbetta mówić obronie lub atakowaniu szlaków morskich i żeglugi, ale możemy podważać przewagę przeciwnika i chronić strategiczne pojedyncze transporty morskie, bądź militarne bądź handlowe. Aby wyobrazić sobie charakter działań na Bałtyku, warto przywołać analogię do działań na Morzy Śródziemnym lub Czarnym w czasach drugiej wojny światowej, gdzie lotnictwo lądowe odgrywało istotną rolę a każdy transport dostarczony na Maltę czy do Afryki wiązał się ze złożoną operacją połączonych sił zbrojnych z obu stron konfliktu.

W próbie zamiany powyższych tez na konkretny sprzęt nie powinniśmy lekceważyć ostrzeżenia, które James Holmes zawarł w swoim artykule:

Odkryj, co Amerykanie i rząd są gotowi wesprzeć. Potęga morska jest świadomym wyborem politycznym (…)

Tak więc, zataczając koło powracam do naczynia wypełnionego już po części dużymi kamieniami innych projektów niż marynarki wojennej i próbuję dopełnić je małymi kamyczkami oraz piaskiem. Przede wszystkim przyjmuję, że duże kamienie jak okręty podwodne i korwety, zostaną odłożone na nieznaną przyszłość. Przynajmniej w obecnej postaci projektów. Co więc można zrobić?

Obrona własnego prawa do przejścia morzem:

  • Ochrona kluczowych transportów zakłada, że jest co eskortować. Niespodziewanym priorytetem może stać się okręt wsparcia połączonych operacji. Jednak mam na myśli okręt transportowy, a nie desantowy. Idea szybkiego rajdu, czy wzmocnienia państw Bałtyckich wobec przewagi przeciwnika nie pozwala na długotrwałe wspieranie desantu z morza i pozostawanie w obszarze zagrożenia. Nie wiadomo również jakie śmigłowce miały by służyć do desantu. Głównym użytkownikiem będzie 25 brygada kawalerii powietrznej i przypuszczam, że będzie miała całkiem inne zadania. Dużą operację desantową w ramach NATO na Bałtyku uważam za na tyle mało prawdopodobną, że nie wartą przeznaczania istotnych i skąpych środków na ten cel. Transport brygady poza nasz obszar zainteresowania w obecnej sytuacji przypuszczalnie przegra z priorytetami jak obrona przeciwlotnicza czy nawet program pancerny. Rozwiązaniem mógłby być szybki prom w zmilitaryzowanej wersji, podobnie jak to uczynili amerykanie.
  • Eskortę dla transportu wojska czy też strategicznych dostaw surowców lub paliw miały zapewnić korwety. Jeśli jednak ich nie będzie to pozostajemy z fregatą po przeglądzie i Ślązakiem. Rozwiązaniem mogłoby być podjęcie budowy zubożonej serii korwet bez uzbrojenia ofensywnego i uzbrojeniem przeciwlotniczym ograniczonym do krótkiego zasięgu. Taki okręt ma szansę na modernizację w przyszłości i rozbicie finansowo projektu na etapy. Jeśli w grę nie wchodzi rozpoczęcie serii trzech okrętów, to pozostaje wielokrotnie proponowany na łamach blogu bliźniak dla Ślązaka. W takim wypadku być może miałaby sens modernizacja dwóch systemów Phalanx z fregat do poziomu SeaRAM. Nawet jeśli ekonomicznie nieuzasadnione, to pozwala na minimum samoobrony dla zarówno fregaty i korwety oraz na ich standaryzację.
  • Zainicjowanie programu okrętów patrolowych jako alternatywy do korwet przy założeniu działań wojny hybrydowej. W tym wypadku okręty w drugiej fazie powinny zostać wyposażone w system przeciwlotniczy samoobrony klasy RAM/Mica. Sonar holowany w formie skonteneryzowanej i wymienny pomiędzy jednostkami byłby również cennym uzupełnieniem. Podobnie jak w poprzednim wypadku, systemy modułowe lub „plug-in” jak RAM pozwalają na rozbicie finansowe projektu na etapy. Małe kamyki są wówczas uzupełniane piaskiem.
  • Wspomniane już w poprzednim wpisie samoloty patrolowe i ASW z prawdziwego zdarzenia.
  • Przyśpieszenie prac nad modułem przeciwminowym przewidzianym dla Czapli i zmodyfikowanie go w takim stopniu, aby był możliwy do przenoszenia przez dowolną platformę, włączając statki cywilne.

Odmowa prawa przejścia morzem dla przeciwnika (łącznie z próbą blokady):

  • Głównym problemem pozostaje groźba zaniku naturalnego sił podwodnych wraz z kompetencjami marynarzy i całej wspierającej infrastruktury. Jedyną alternatywą wydaje się być leasing jednej jednostki od zaprzyjaźnionej floty NATO, co księgowo usuwa środki finansowe z rubryki „inwestycje”. Próba była już podejmowana a nasza wiarygodność podważona, jeśli wierzyć wspomnieniom osoby będącej blisko wydarzeń.
  • Miniaturowe okręty czy raczej pojazdy podwodne dla sił specjalnych. Biorąc pod uwagę sukcesy włoskich płetwonurków w czasach II wojny światowej na Morzu Śródziemnym, wydaje się to być bardzo ekonomicznym środkiem powstrzymywania i odstraszania.
Hybrydowe i asymetryczne. Specjalsi pod wod, czyli dwa w jednym

Hybrydowe i asymetryczne. Specjalsi pod wod, czyli dwa w jednym

  • Rozwój systemów bezzałogowych, zarówno nawodnych jak i podwodnych. Rozpoznanie, walka z minami czy patrolowanie to nie jest już w dzisiejszych czasach fantazja. Systemy są powoli wprowadzane do służby lub przechodzą intensywne testy. Ryzyko inwestowanie w niesprawdzone technologie jest w tym wypadku mniejsze od ryzyka niewykorzystania szansy. Jest to coś, z czym krajowy przemysł i zaplecze badawcze powinno sobie dać radę. Jest to również szansa na częściowe rozwiązanie odwiecznego dylematu ilość versus jakość. Strata bezzałogowca w wyniku działań wojennych to nie koniec floty. Uzupełnienie strat jest relatywnie proste i przede wszystkim w ogóle możliwe. Media pokazują interesujące prototypy czy prace badawcze, ale brakuje im chyba jasnego ukierunkowania, które może nadać tylko użytkownik i przynajmniej ogólna specyfikacja mówiąca jak chcemy dany pojazd wykorzystywać.
  • Powrót do idei Fast Attack Craft w wersji lżejszej i uproszczonej. W dalszym ciągu fascynuje mnie idea wykorzystania małego SWATH jak Skrunda w podwójnej roli okrętu załogowego i autonomicznego bezzałogowca. Coś na wzór SW-4/Solo. Niektóre zadania lub w czasie pokoju byłyby wykonywane z załogą na pokładzie, podczas podczas wzrostu zagrożenia lub wojny w trybie autonomicznym. Wiadomo, że Skrunda ma możliwość zabierania 6 tonowego kontenera, co wyznacza granicę ładunku użytecznego. Cztery lekkie pociski klasy Penguin lub Marte o zasięgu 30-50km wymagają prostego modułu planowania misji oraz, być może jednej konsoli C2 z łączem Link11/16. Radar nawigacyjny plus ESM.

Marte

Niektóre z powyższych pomysłów były już komentowane na tym blogu, jeżeli jednak grozi nam tytułowy „reset” to będziemy zmuszeni do powrotu do dyskusji o podstawach i sensie istnienia Marynarki Wojennej.

Sep 112013
 

BMT Defence Services, twórca koncepcji VENATOR kontynuuje swoje prace nad niedużym, wszechstronnym i ekonomicznym okrętem patrolowym. Rezultat swoich najnowszych prac firma zaprezentowała na tegorocznej konferencji RINA w dokumencie zatytułowanym HOW TO SQUARE THE CIRCLE FOR THE NEXT GENERATION OF PATROL SHIP DESIGNS. Jest to prezentacja interesującego narzędzia pozwalającego wyważyć zdolności bojowe okrętu z jego kosztem w sposób pozwalający decydentom na bardziej świadomy wybór. Biorąc pod uwagę, że Czapla jest praktyczną realizacją idei zawartych w tekście, lekturę polecam każdemu kto chce sobie wyrobić opinię co jest możliwe i rozsądne w ramach 100 metrowego okrętu o wyporności około 1.600 ton.

Autorzy twierdzą, że Admiralicja tworzy założenia taktyczno-techniczne prowadzące niezmiennie do wzrostu wielkości okrętu, jego zdolności bojowych i oczywiście kosztu. Jest to tendencja ponadczasowa i aby projekt nie rozbił się o rafę ekonomicznego nonsensu, niezbędny jest proces interakcyjny tworzenia specyfikacji, w którym projektanci okrętu wraz ze sztabowcami generują kolejne iteracje projektu, spełniającego w optymalny sposób oczekiwania przy zadanych ograniczeniach. Najczęstszym takim ograniczeniem jest koszt budowy lub wielkość okrętu. Próba przekroczenia wspomnianych barier owocuje w pierwszym przypadku debatą budżetową pomiędzy politykami a w drugim frustracją projektantów próbujących dokonać niemożliwej operacji zmieszczenia w kadłubie o określonej wielkości wszystkich systemów zawartych w specyfikacji.

Aby uniknąć pułapki artykuł prowadzi nas za rękę niejako, zadając pytania, na które warto sobie odpowiedzieć uczciwie (przynajmniej w duchu). Pierwsze z nich jest cytatem z pracy Warship Design for Economic Procurement, M. B. Hawke, Journal of Naval Engineering, June 1988:

Czy wpierw definiujemy wymagania i potem asygnujemy pieniądze wystarczające na powstały projekt? Czy też określamy dostępne środki finansowe i kupujemy projekt będący najlepszym możliwym kompromisem w ramach pułapu finansowego.

Różnica pomiędzy tymi drogami jest istotna, bo zgoda na specyfikację w przypadku projektu wieloletniego jakim jest okręt wojenny nie daje gwarancji, że finansowanie będzie stałe. Nikt bowiem nie może przewidzieć kryzysu czy korekty budżetu. Pozostawia się również otwartą furtkę dla “ulepszania” specyfikacji po zatwierdzeniu projektu.
W drugim przypadku może się zdarzyć, że w ramach określonego pułapu finansowego nie jesteśmy w stanie uzyskać projektu wystarczająco wartościowego operacyjnie. Jednak wówczas mamy szansę na to, że kluczowe decyzje zapadną PRZED zaangażowaniem znaczących środków materialnych i finansowych. Kłania się tutaj przypadek Gawrona. Narzucenie ograniczenia na koszt ma również zaletę wspólnego języka ze sztabowcami rządowymi piszącymi budżet.

Innym pytaniem jest (u nas rzadko spotykanym) czy krytycznym i wiodącym parametrem projektu jest długość okrętu czy też objętość wewnętrzna. OPV jest przykładem, gdzie wymóg zasięgu, autonomiczności i wynikającego z powyższych komfortu załogi premiuje objętość. Potrzebujemy jej dla paliwa, zapasów i odpowiednich pomieszczeń dla załogi. Im więcej systemów uzbrojenia chcemy zainstalować i okręt staje się bardziej “wojenny” bym większą rolę odgrywa problem właściwego rozmieszczenia systemów i urządzeń na długości kadłuba. Hangar dla śmigłowca będzie kolidował z przestrzenią wielofunkcyjną dla bezzałogowców, pokład lotniczy “przesuwa” nadbudówkę w kierunku dziobu a optymalna pozycja dla armaty “przsuwa” ja w kierunku rufy zostawiając niewiele miejsca dla masztów czy rakiet przeciwokrętowych. Nad wszystkim dominuje układ siłowni z kominami i czerpniami powietrza oraz mało widoczna ale istotna kompatybilność elektromagnetyczna. Dobrze to widać na L’Adroit, gdzie trudno by było dodać coś jeszcze, choćby RAM, czy VL Mica. Bardzo dobrym wprowadzeniem do tematu jest książka D.K Brown Future British Surface Fleet ilustrująca problem krytycznych wymiarów na typowej fregacie. W przypadku Czapli konflikt może się ujawnić jeśli zadamy sobie pytanie co jest bardziej istotne – zasięg i autonomiczność, czy systemy uzbrojenia. Pierwszy powód dla którego kadłub Czapli może być inny od Miecznika.

Artykuł rozważa również problem równowagi pomiędzy zdolnościami bojowymi a żywotnością okrętu. Jedno i drugie kosztuje. O ile OPV skupia się na zapewnieniu bezpieczeństwa załogi to w przypadku okrętu wojennego dochodzi zapewnienie ciągłości wykonania zadania. Kompromis zaproponowany przez BMT idzie w kierunku rozwiązań amerykańskich znanych z LCS. Proponowany okręt patrolowy ma zapewnić bezpieczeństwo załogi i ciągłość wykonania zadania w środowisku niskiego zagrożenia a przy wyższym zagrożeniu skupić się na ochronie ludzi. To kolejny powód dla którego Czapla może się różnić od Miecznika.

Czy Ślązak będzie platformą testową dla Czapli?

Czy Ślązak będzie platformą testową dla Czapli?

Na końcu (co dla amatorów może się wydawać dziwne) pozostaje rozważanie możliwości bojowych jednostki. Wachlarz rozwiązań jest olbrzymi dzięki zastosowanej 3-stopniowej klasyfikacji wymienności systemów uzbrojenia. Mogą one być standardowe, w formie modułu lub tworzyć osobną podklasę okrętów (tzw. Batch) w przypadku instalacji systemów, których wymiana wymaga większej modernizacji. W tym miejscu widać gołym okiem konieczność ekonomicznej weryfikacji każdej możliwości, bowiem wraz z możliwościami zmienia się koszt okrętu ale także jego użyteczność widziana oczyma polityków. Stosunek ceny do tak sformułowanej użyteczności będzie miał duże znaczenie dla decyzji o kontynuacji bądź zakończeniu projektu. Ponieważ w ostatnim numerze NTW pojawił się interesujący artykuł Maksymiliana Dury na temat doświadczeń eksploatacyjnych L’Adroit, warto zerknąć na ile wpisują się one w prezentowany model. Poniżej własna próba interpretacji jednej z tabel zawartych w artykule i porównująca L’Adroit, Czaplę z Patrol Frigate BMT w dwóch konfiguracjach.

 

Porównywane okręty są różnej wielkości od 1.000 do 3.200 ton

Porównywane okręty są różnej wielkości od 1.000 do 3.200 ton

 

Z lektury tego ciekawego artykułu płynie kilka wniosków. Po pierwsze doświadczenia operacyjne są bezcennym źródłem informacji ale tylko wówczas, gdy weryfikują konkretną koncepcję. Czapla jest techniczną implementacją ekonomicznego okrętu patrolowego ale ma odmienne przeznaczenie i przewidywane środowisko działania niż L’Adroit. Po drugie, zarówno Venator jak i Czapla są hybrydami w tym sensie, że są umiejscowione technicznie i koncepcyjnie gdzieś pomiędzy typowym OPV a korwetą (czy niewielką fregatą). Niestabilność koncepcyjna hybryd powoduje szeroką gamę możliwości i związanych z nimi kosztów ale również zróżnicowaną postrzeganą użyteczność. Potrzebne jest, zwłaszcza dla decydentów, narzędzie porządkujące możliwe opcje i prezentujące ich konsekwencje w relatywnie prosty sposób. Inaczej wpadniemy w pułapkę spirali możliwości bojowych i kosztów. Po trzecie, artykuł opisuje okręt o wyporności około 3.200 ton a więc bardziej zbliżony do OHP niż Miecznika czy Czapli nie wspominając o L’Adroit. Co może oznaczać, że Czapla będzie większa niż 1.600 ton na co zresztą pozwala wstępna specyfikacja używająca formuły “nie mniej niż”. I na koniec niezwykle ciekawie przedstawiać się może porównanie operacyjnej wartości okrętów z ich kosztem. Sądząc po załączonym krótkim porównaniu specyfikacji, klasyczny OPV jak L’Adroit nie będzie miał powodzenia w Polsce, która szuka zdolności “przeciwzaskoczeniowych”. To zaś implikuje poziom zagrożenia wyższy niż zakładany dla OPV. Najciekawsze pytanie to jak wypadnie jednostkowa cena Czapli w porównaniu z Miecznikiem. Czapla nie będzie pewnie polskimi kłami ale zapowiada się na prawdziwego konia roboczego.

Aug 022013
 

Stabilność wizji floty zorientowanej na obronę granic Państwa i wspólne wsparcie Marynarki Wojennej oraz Sztabu Generalnego dla niej zdeterminuje jak będą ostatecznie wyglądały przyszłe okręty, a nawet to, które z nich powstaną. Mamy plan modernizacji w zarysie ale brakuje w nim ustalonych priorytetów. To może zaowocować rozpadem wizji przy zmianach planów bądź debatach budżetowych i w końcowym rezultacie odłożeniem ponownie kluczowych projektów na półkę. Czy wizja jest więc mówiąc językiem inżynierskim – stabilna? Stabilność układu młodym adeptom inżynierii opisuje się obrazowo poprzez kulkę, która umieszczona w dołku lub na szczycie pagórka. W pierwszym przypadku wszelkie odchylenie jej na bok powoduje, że wraca ona samodzielnie do dna dołka. Układ jest więc stabilny i odporny na zakłócenia. Przeciwieństwem jest kulka na szczycie pagórka. Najmniejsze odchylenie od pozycji równowagi powoduje, że kulka stacza się w dół. Układ jest więc niestabilny i najczęściej musi być utrzymywany w równowadze sztucznie poprzez siły zewnętrzne.

Ten przydługi wstęp jest spowodowany “drugim czytaniem” wymogów na okręty patrolowe i obrony wybrzeża w połączeniu z krótką informacją o spotkaniu Rady Budowy Okrętów w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Pod poniższym cytatem podpisze się prawdopodobnie wielu zwolenników marynarki wojennej (z autorem włącznie):

Podczas dyskusji omawiano także temat szeroko rozumianych zadań morskich sił, które wychodzą poza obowiązek obrony polskiego wybrzeża. Podkreślono konieczność wykorzystania marynarki wojennej do ochrony i reprezentowania interesów państwa. Za ważną uznano również zdolność floty do wypełniania zobowiązań sojuszniczych wynikających z członkostwa Polski w NATO.

Spoglądając na cytowane słowa w świetle obowiązującej doktryny Bałtyk Plus można je skomentować w nieco satyryczny sposób, że w sformułowaniu Coastal Navy balastem dla marynarki wojennej jest słowo Coastal a dla Sztabu Generalnego słowo Navy, co sprowadza flotę do swego rodzaju pływających baterii artyleryjsko-rakietowych.

Sytuacji nie poprawia fakt, że w 2015 roku mamy wybory zarówno parlamentarne jak i prezydenckie i nie wiadomo czy ze sformułowania Bałtyk Plus zostanie Bałtyk, Plus, czy jeszcze coś innego. Zjawisko współpracy MON-u i BBN-u, które obserwujemy dzisiaj, jest raczej wyjątkowe i nie mamy pewności czy przetrwa zmianę warty. Pozostały czas z punktu widzenia budowy okrętów wojennych jest raczej mgnieniem oka, co oznacza że jeśli nie stworzymy faktów dokonanych w ciągu tego czasu, modyfikacje założeń do projektów nie powinny być niespodzianką. Szybka adaptacja do zmian wymaga zaś jasno sprecyzowanych priorytetów, którymi będzie można żonglować aby specyfikacje okrętów i strukturę floty dopasować do zmieniających się oczekiwań cywilnego zarządu armii. Przykład Wielkiej Brytanii jest pouczający. Duma Anglii i potęga na morzach – Royal Navy wycofuje się dzisiaj z uczestnictwa aktywnego w NATO i wysyła na Pacyfik pojedynczy niszczyciel nawet bez zbiornikowca.

Konflikt wewnątrz wizji marynarki wojennej może również się zarysować w wyniku reformy systemu dowodzenia. O ile dowódca operacyjny powinien brać pod uwagę realne działania i wykorzystanie floty takie jakie są o tyle Sztab Generalny jako organ planistyczny może snuć wizje zupełnie odmienne. W jaki sposób będzie się układała współpraca jest rzeczą przyszłości. Jednak ze względu na fakt nacisku w nowym systemie na operacje połączone, marynarka wojenna chyba nie ucieknie od tematu obrony wybrzeża.

Pierwszą rafą, którą musi pokonać plan modernizacji marynarki wojennej jest korekta budżetu. Przy zmniejszonym budżecie MON-u o około 3 mld złotych, ustalonym priorytecie dla reformy dowodzenia oraz zagwarantowanych środkach na obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową na poziomie 20% wydatków majątkowych, realne jest zagrożenie dla największych pozycji w planie modernizacji. Postawieni wobec pytania co wybieramy lub odraczamy na nieznane “potem”, co odpowiemy? Jeżeli prawdą są niepotwierdzone doniesienia o rozmowach na temat leasingu U212 od niemieckiej marynarki wojennej, oznacza to dwie rzeczy. Wspomniane pytanie jest już zadane, tyle że nie publicznie a także, że MON zachowuje się racjonalnie. Okręty podwodne są najdroższą pozycją w planie modernizacji, ale jeśli nie zastąpimy starych jednostek nowymi czy nowszymi, to zdolność operowania siłami podwodnymi może zostać utracona. A to jest już decyzja strategiczna i powinna być podjęta świadomie na podstawie priorytetowych kierunków polityki państwa. Leasing jest w tym wypadku próbą odsunięcia problemu w przyszłość bez utraty ważnych zdolności bojowych marynarki. Co jednak jeśli cięcia będą głębsze lub przedłużające się latami?

Leasing byłby racjonalną alternatywą w sytuacji cięć finansowych

Leasing byłby racjonalną alternatywą w sytuacji cięć finansowych

Podobne dylematy czekają nas na poziomie specyfikacji okrętów. Weźmy dla przykładu Czaplę. Wydaje się być ciekawym okrętem, daleko odbiegającym od typowego OPV i bardziej dopasowanym do naszego położenia geostrategicznego i aktualnej strategii. Ma przenosić moduł walki minowej, posiadać podsystem broni podwodnej i obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu wraz z radarem 3D. Powinien posiadać ograniczone pola fizyczne i wyśrubowane parametry jak zasięg (10.000nm), autonomiczność (45 dni) oraz relatywnie wysoką jak na OPV prędkość (do 26 węzłów). Każda z tych cech będzie kosztować i stoi zwykle w sprzeczności z innymi oczekiwaniami. Parę przykładów:

  • Przy stałym ładunku użytecznym (pomiędzy 400-500 ton) zwiększenia zasięgu oznacza przede wszystkim większy zapas paliwa. Kosztem czego? Oczekiwane 10.000nm jest wysoką wartością, którą spełniają kutry USCG, ale biorąc pod uwagę oficjalne broszury – żaden z oferentów. To samo dotyczy autonomiczności.
  • Wzrost prędkości z 20 do 25 węzłów przy niezmienionych innych parametrach OPV powoduje według STX wzrost kosztu o 30%.
  • Okręt powinien być zdolny do wykonywania zadań przy stanie morza 4. Jeżeli “zaokrętowanie z rufy” w odniesieniu do 11m łodzi oznacza rampę to stoimy przed dylematem podsumowanym w artykule poświęconym specjalnie temu zagadnieniu:

Zastosowanie rampy rufowej ma swoje zalety w sensie szybkości spuszczania łodzi na wodę i jej podnoszenia ale ostatecznie rampa traci swoje zdolności operacyjne przy wyższych stanach morza, przy których żurawie okrętowe wciąż mogą działać.

Okręt operujący przy wyższych stanach morza z włączeniem działań przeciwminowych i rozpoznania hydrograficznego może preferować układ z żurawikami, akceptując konieczność zwiększonej złożoności ich obsługi ale zyskując szerszy zakres warunków hydrometeorologicznych. Elastyczny i wielofunkcyjny okręt będzie więc dążył naturalnie w kierunku żurawi okrętowych z powodu ich większego zakresu stanów morza, przy których może pracować.

  • Zastosowanie rampy rufowej może również spowodować konflikt z wykorzystaniem powierzchni użytkowej pokładu, biorąc pod uwagę spodziewane użycie kontenerów z modułami misji.

Ciekawostką jest to, że opisane wymagania najbliżej spełnia projekt OPV 2020 firmy Fassmer, która w przetargu nie startuje (jak na razie).

Fassmer OPV2020. Trochę większy niż 1.600 ton, ale spełnia wymagania.

Fassmer OPV2020. Trochę większy niż 1.600 ton, ale spełnia wymagania.

Jednak największym kompromisem, przed którym może stanąć Czapla jest pytanie czym ma być. Jeśli chcemy taniego okrętu patrolowego, to należałoby ze specyfikacji usunąć wszystko to co zbędne – obronę plot, radar 3D, ograniczenie pól fizycznych a prędkość ograniczyć do 21-22 węzłów. Moduły misji pozostaną zwiększając elastyczność okrętu. Jeśli jednak z jakichkolwiek przyczyn projekt korwet (chyba powoli będziemy mogli wrócić do tej nazwy) zostanie zagrożony lub odłożony istotnie w czasie, to Czaple staną się namiastką trzonu floty. Wówczas wspomniane cechy warto zachować. Lepszy rydz niż nic, mówi porzekadło i dlatego Czapla wydaje się być bardziej interesująca niż Miecznik.

Ten ostatni sprawia wrażenie ostatniej próby zachowania możliwości OHP w kadłubie prawie dwukrotnie mniejszym, dzięki postępowi technologicznemu ostatnich 40 lat. Jednak korweta to okręt jednozadaniowy z natury rzeczy. OHP praktycznie też takim był. W tradycji Royal Navy korweta to okręt eskortowy do zwalczania okrętów podwodnych. Na tak niewielkim okręcie można się pokusić o realizacje jednej funkcji priorytetowo przy potraktowaniu pozostałych w sposób drugorzędny. Ze względu na ograniczenia przestrzeni, wagi, kosztów i mocy, zastosowanie radaru w pełni wykorzystującego możliwości pocisków przeciwlotniczych średniego zasięgu wydaje się mało realne (czarnym koniem może się okazać Barak-8). Dlatego w opinii autora wybór powinien być raczej pomiędzy ASW a zwalczaniem celów nawodnych i/lub lądowych. W tym miejscu pojawia się znowu pułapka stabilności wizji. Jeśli pod zwalczaniem celów lądowych rozumiemy pociski przeciwokrętowe z możliwością atakowania celów lądowych, to wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak oczekiwania idą dalej, to zapas pocisków jest po prostu niewystarczający. Armata 76mm w pierwszym przypadku daje sporą uniwersalność zwłaszcza w defensywie, w drugim zaś wypadku ma znaczenie marginalne i symboliczne. Polecam lekturę o renesansie artylerii okrętowej na UK Armed Forces Commentary, z którego wybrałem poniższe cytaty ilustrujące powyższą tezę:

Najbardziej imponującą cechą (armaty OTO Melara 76mm – przyp.) jest możliwość użycia zarówno STRALES jak i VOLCANO w tej samej wieży artyleryjskiej, co daje działu 76/62 olbrzymią elastyczność zastosowania. OTO Melara pracuje obecnie nad systemem ładowania dla Super Rapido pozwalającym na zastosowanie ogromnej różnorodności pocisków. To mechaniczne usprawnienie jest znane jako Multi Feeding Ammo Selection Kit i bazuje na aktualnym automacie ładowania.

Francja używa aktualnie do celów wsparcia artyleryjskiego z morza, malejącą liczbę antycznych armat 100mm podczas gdy nowe fregaty FREMM są uzbrojone w OTO Melara 76/62. Doświadczenia z Libii były sygnałem pobudzającym zainteresowanie morskimi armatami o większych możliwościach i DGA zwróciło uwagę na 127/64, jednak problemy budżetowe zapobiegły zainicjowaniu jakiegokolwiek programu zakupów przynajmniej na tę chwilę.

Być może taka armata jest po prostu zbyt duża dla korwety, ale to jest tylko argument za ostrożnym używaniem sformułowań o zwalczaniu celów lądowych. Priorytety są również potrzebne, bo w dążeniu do “bezpiecznego” rozwiązania jakim wydaje się być okręt uniwersalny lub wielozadaniowy powstaje zamiast realnej specyfikacji lista życzeń z czasem coraz bardziej odbiegająca od rzeczywistości. Nie zapominajmy, że oczekiwania rządu związane z wydatkami MON-u są związane z nadzieją pobudzenia polskiej gospodarki. Dlatego napięcie spowodowane różnicą pomiędzy potrzebami a możliwościami rodzimego przemysłu trzeba rozładowywać ostrożnie nie zwiększając go poprzez zbyt szybkie lub nadmierne oczekiwania. Określenie priorytetów dla zdolności bojowych, czy struktury floty pozwoliłoby być może nawigować bezpieczniej wśród pojawiających się co rusz raf permanentnych zmian.

Jan 262013
 

Od dawna można było podejrzewać, że mglisty termin Okręt Obrony Wybrzeża jest zręcznym wybiegiem pozwalającym na kompromis przy konstruowaniu planu modernizacji marynarki wojennej. Ostatnio Maksymilian Dura w artykule o Radzie Budowy Okrętów ze styczniowego numeru NTW podzielił się z czytelnikami informacją, że autorem nazwy jest Admirał Waldemar Głuszko, z-ca Szefa Sztabu Generalnego. Panu Admirałowi należy się uznanie za dyplomatyczne rozwiązanie problemu, co pozwoliło prawdopodobnie na osiągnięcie celu zasadniczego jakim było zatwierdzenie planów modernizacyjnych. Talent dyplomatyczny Pana Admirała będzie jednak chyba wkrótce znów potrzebny, gdy dojdzie do konkretnych ustaleń, czym Okręt Obrony Wybrzeża ma być. Wspomniana w artykule awersja polityków do słowa korweta jest zrozumiała. Nikt nie chce firmować porażki. Interesujące jest również jak szybko argument o ogromnych kosztach rozpłynął się jak mgła o poranku. Te same mniej więcej 1.400 mln PLN, które były kwotą nieakceptowalną dla korwety, zostały zaakceptowane dla okrętów podwodnych. Dlaczego tak jest, warto studiować, bo poza emocjonalną awersją decydentów do słowa korweta istnieją merytoryczne powody, dla których eskalacja wymagań taktyczno-technicznych i kosztów może doprowadzić do powtórzenia sytuacji. Za sygnał ostrzegawczy może służyć prezentacja TKMS Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol z konferencji OPV w Hamburgu w 2011, w której Adm. Jonathan Kamerman nawołuje do tworzenia specyfikacji okrętu “wystarczająco dobrego” i wymienia kilka czynników wiodących do tak zwanego mission overkill a w rezultacie zagrożenia dla projektu:

  • nacisk na standardy wojenno-morskie w budowie
  • zbyt duża prędkość i złożoność systemów napędowych
  • obniżenie sygnatur
  • złożoność systemów walki
  • wielkość załogi

Dotyczy to praktycznie każdej klasy okrętów, ale poniższy przykład pokazuje, że przestrzeń pomiędzy okrętem patrolowym a fregatą, w której znajduje się korweta jest szczególnie podatny na przerost formy nad treścią. Poniższy dłuższy fragment barwnie opisujący problem pochodzi z książki D.K. Brown & George Moore, Rebuilding the Royal Navy:

hms-leeds-castle-p258-1982-patrol-boat

W trakcie prac nad projektem Castle OPV, wykonaliśmy model okrętu na RN Equipment Exhibition pokazujący potencjalnie możliwe, silnie uzbrojone wersje projektowanego okrętu. Nie mieliśmy żadnych obliczeń potwierdzających te pomysły, ale były one prawdopodobnie realne. Jednakże z braku klientów prace zamarły. W miarę zbliżania się Bożego Narodzenia mieliśmy trochę wolnego czasu i przez dwa tygodnie autor zaangażował sekcje projektową do opracowania okrętu dla sonaru holowanego bazującego na projekcie Castle. Było to bardzo interesujące ćwiczenie z pewnymi fundamentalnymi implikacjami. Okręt musiał być cichy co oznaczało, że większość wyposażenia musiała być zgodna ze standardami wojenno-morskimi a zródło energii elektrycznej stałe w napięciu i częstotliwości. Wszystko to oznaczało budowę w stoczni “wojennej” z wysokimi kosztami stałymi, co prowadziło do szacowanych kosztów 25 mln funtów bez uzbrojenia, zamiast 6 mln dla typowego OPV. Okręt w pełni wyposażony kosztowałby około 35 mln. To było maksimum możliwe do akceptacji jako “okręt na straty” (expendable). Dodając rozsądne możliwości samoobrony koszt zbliżyłby się do fregat Type 23, sporo ponad 100 mln funtów.

Tak więc przed Panem Admirałem być może jest jeszcze wiele przeszkód do pokonania.

Sep 302012
 

Praktycy sztuki wojennej mawiają, że żaden plan nie wytrzymuje pierwszego kontaktu z nieprzyjacielem. To oznacza konieczność adaptowania działania do wciąż zmieniającej się sytuacji. Decyzja o kontynuacji budowy Gawrona ogłoszona przez Premiera pociąga za sobą szereg konsekwencji. Jedną z nich jest pomysł połączenia Stoczni Marynarki Wojennej ze Stocznią Remontową Nauta. Aby jednak uniknąć losu SMW, nowy twór musi mieć sens ekonomiczny. Stabilność finansową daje portfel zamówień na przewidywalną przyszłość. Z tego punktu widzenia, kontynuacja serii Gawron może być rozważana pod warunkiem, że koncepcja okrętu okaże się użyteczna i nie kolidująca z budżetem. Pozwoli to zaoszczędzić czas, bo projekt i łańcuch logistyczny dostawców jest w zasadzie gotowy. Gawron ma zostać ukończony jako okręt patrolowy z pewnymi możliwościami wykrywania okrętów podwodnych. Czy również ich zwalczania okaże się po poznaniu specyfikacji. Zastanówmy się więc przez chwilę nad znaczeniem słów okręt patrolowy. Najpierw, czym jest okręt?

Okręty są budowane do walki i muszą być zdolne do przyjęcia ciosów, tak samo jak do ich zadawania

– Admirał Floty Lord Chatfield cytowany przez D.K. Brown.

Zdolność do unikania oraz przyjmowania ciosów i podjęcia walki pomimo tego, jest cechą najbardziej wyróżniającą okręt od uzbrojonego statku. Co prawda, następuje zbliżenie norm cywilnych i wojenno-morskich, a statki wykazują często niezwykłą odporność na uszkodzenia czy też ogień artylerii, nie zmienia to faktu, że okręty wojenne są projektowane z myślą o intencjonalnie poczynionych uszkodzeniach, a nie skutkach działania sił natury czy wypadku.

Przechodząc do słowa “patrolowy” za wzór obrałem CONOPS dla Offshore Patrol Cutter, US Coast Guard. Według dokumentu, podstawowym zadaniem kutra ma być przeszukiwanie powierzchni morza i przestrzeni powietrznej w poszukiwaniu  podejrzanych celów. Cele muszą zostać wykryte, sklasyfikowane i zidentyfikowane aby można było podjąć decyzję o dalszym działaniu. Wymagana jest zdolność do ciągłych operacji przez 14 dni pomiędzy uzupełnianiem paliwa i 21 dni pomiędzy uzupełnianiem pozostałych zapasów. Obok tradycyjnych zadań dla Staży Przybrzeżnej wymienia się również Defense Readiness, czyli gotowość do działań bardziej militarnych w ramach Theater Security Cooperation. Zadania okrętu wówczas się rozszerzają i wymagana jest prędkość, która pozwoli:

…skutecznie eskortować statki Military Sealift Command, operować w ramach morskich grup zadaniowych, takich jak Expeditionary Strike Group, oraz przechwytywać/eskortować statki handlowe z wystarczającą rezerwą prędkości pozwalającą reagować na potencjalne zagrożenia skierowane przeciwko kutrowi jak i eskortowanej jednostce.

Za podstawowe atrybuty w tej roli uważa się posiadanie:

  • sensorów
  • środków łączności zapewniających działanie w warunkach siecio-centryczności oraz komunikację z innymi rządowymi agendami oraz sojusznikami
  • C2
  • środków obrony jak armata średniego kalibru, system obrony bezpośredniej pasywnej i aktywnej przeciw rakietom
  • zdolności prowadzenie operacji lotniczych.

Jak widać, Gawron zupełnie przyzwoicie wpisuje się w powyższy opis rozszerzają dodatkowo przeszukiwaną przestrzeń o głębiny wodne, a jego głównym mankamentem jest brak hangaru. Jeśli przeprojektowanie okrętu tak, aby posiadał hangar dla 5-tonowego śmigłowca okaże się zbyt nieefektywne, wówczas zawsze można wygospodarować miejsce dla Camcoptera lub dwóch, jak uczynili to Niemcy na K130.

Przy założeniu kosztów jednostkowych na poziomie 600-700 mln PLN w budżecie jest miejsce na dwie jednostki, a jeśli przypisze się im opcjonalnie funkcję ELINT, to może nawet i trzecia się zmieści. Wszystko przy założeniu budżetu na nowe inwestycje obciętego do poziomu 500 mln PLN rocznie.

Bliźniak dla Gawrona dałby nowej stoczni gwarancję realności planów MON-u i skrócił czas oczekiwania na nowe okręty. Od tego, jak Marynarka Wojenna wyobraża sobie okręt obrony wybrzeża oraz okręt wsparcia operacyjnego zależy czy dalsza kontynuacja serii ma sens.

Sep 222012
 

Batalia o wysepki Senkaku pomiędzy Chinami i Japonią zaangażowała ostatnio co najmniej 11 jednostek po stronie chińskiej. Może to i dobrze, ze są to okręty straży przybrzeżnej a nie fregaty. Interesującym aspektem incydentu jest to, w jaki sposób Chiny używają okrętów patrolowych do wywierania presji i demonstrowania swojej woli politycznej. Przypatrzmy się więc, jak projektanci OPV dostosowują swoją ofertę do trendów na rynku, kształtowanych również przez wydarzenia jak na Morzu Wschodniochińskim . Poniżej kilka niekoniecznie najświeższych nowinek, ale wartych uwagi w świetle powyższych wydarzeń.

Fassmer swoją wizję OPV 2020 zaczął zamieniać w rzeczywistość i na konferencji w Rio de Janeiro w maju tego roku zaprezentował Naval OPV. Nazwa wskazuje na jednostkę z pogranicza okrętu wojennego jak korweta i klasycznego OPV oraz próbującego zacierać te granice. Broszura stwierdza, że w projektowaniu kadłuba użyto standardów wojenno-morskich, zwrócono uwagę na odporność na wstrząsy i walkę z ogniem. Uzbrojenie i sensory raczej typowe dla korwety.

Korweta i OPV to jednostki bardzo różne, nawet przy podobnym zestawie elektroniki i uzbrojenia. To stawia użytkowników wobec trudnych wyborów. Wyobraźmy sobie, że nasz budżet wynosi około $400 mln. Możemy za to kupić jedną korwetę albo 3 a może nawet 4 OPV. Pierwszy wariant pozwala użyć okrętu w szerszym zakresie zagrożeń, ale pojedyncza jednostka to za mało. Trzy okręty patrolowe pozwalają wykonywać więcej zadań, ale w warunkach niskiego zagrożenia, co nie zaspokaja potrzeb obronnych. Stąd pewnie pomysł – a może dwie jednostki po $200 mln będące czymś pomiędzy?

W innym kierunku idzie nowa propozycja CMN,  Vigilante 1400 CL79. Projekt nie ma ambicji przemienienia OPV w okręt wojenny lecz ma celu uczynienia z niego okrętu wszechstronnego. Obok typowych zadań patrolowania wymienia się zwalczanie min, okrętów podwodnych czy zanieczyszczeń środowiska. Może zabrać na pokład dodatkowo 25 osób, na przykład sił specjalnych. Trzy stanowiska dla łodzi 9.5m można wykorzystać dla pojazdów bezzałogowych. Posiada pokład dla śmigłowca 10 tonowego i hangar dla 5-cio tonowego oraz miejsce dla dwóch kontenerów. Efektem współpracy CMN z Atlas Elektronik jest możliwość instalacji sonaru holowanego ACTAS dla działań przeciw okrętom podwodnym lub SeaOtter II wraz z SeaFox do walki z minami.

 

Najbardziej niezwykłą konstrukcją jest X-Bow firmy Ulstein, wynik poszukiwań jak polepszyć własności morskie jednostek w ramach klasycznego kadłuba. Pomysł narodził się w Norwegii parę lat temu, ale ponownie znalazł się w centrum uwagi za sprawa oferty firmy Vigor na projekt OPC amerykańskiej Straży Przybrzeżnej.

Wśród zalet wymienia się:

  • większą stabilność i eliminację slamming
  • lepszą ochronę pokładu roboczego
  • wyższą prędkość tranzytową i oszczędności w zużyciu paliwa
  • niższy poziom wibracji

Do tej pory idea zastosowania X-Bow w okrętach wojennych nie znalazła zwolenników, chociaż w blogosferze dyskutowano możliwość adaptacji do projektu MHPC Royal Navy.

Wczorajsza wizyta Sekretarza Marynarki Raymonda Mabusa w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego stawia pytanie co do ewentualnych oczekiwań US Navy wobec pomniejszych partnerów:

 Sekretarz Raymond Mabus zwrócił uwagę, że ponad 90 proc. światowego handlu odbywa się drogą morską. Jak podkreśliła strona amerykańska wiąże się to z potrzebą utrzymania potencjału US Navy, aby zapewnić bezpieczeństwo międzynarodowych szlaków morskich.

W tym świetle polecam lekturę kilku refleksji na temat, spod pióra praktyka zza oceanu. Biorąc pod uwagę raczej ponure wiadomości co do wzrostu gospodarczego, być może znów staniemy wobec wyżej wspomnianej lub podobnej alternatywy “albo, albo”.

Jun 032012
 

Tytuł prowokujący, ale dobrze by się stało, gdyby Gawron został ukończony, nawet w bardzo okrojonej postaci. W tym roku mija 30 lat od konfliktu o Falklandy i w USNI Proceedings Naval Review 2012 ukazał się interesujący artykuł Still Relevant After All These YearsJedną z lekcji z konfliktu wspomnianą przez autora jest przypomnienie, że wojna może przyjść bez strategicznego ostrzeżenia. Wówczas walczy się tym, co jest dostępne, choć niedoskonałe a nie potężnym orężem, które mamy w planach. Tak więc patrolowiec Gawron w roku np. 2014 jest lepszy niż Okręt Obrony Wybrzeża w roku 2022. O konieczności zachowania równowagi w rozwoju sił zbrojnych tak pisze we wspomnianym artykule Commander Jim Griffin:

Skuteczne siły zbrojne równoważą w sobie wyszkolenie, technologię i liczebność. Argentyńskie lotnictwo było bobrze wyszkolone i wyposażone w skuteczną broń, jednakże niedostatek kluczowych systemów (Exocet, tankowanie w powietrzu) miał krytyczne znaczenia dla zdolności wykonania zadania. Armia argentyńska była dobrze wyposażona i równorzędna w liczebności do przeciwnika, ale źle wyszkolona i dowodzona.

Okręt potrzebny jest więc jak najszybciej i patrząc na scenariusz Baltops 2012, byłby całkiem użyteczny nawet w formie patrolowej. Aby program dobiegł do szczęśliwego końca, myślę, że powinno zostać spełnionych kilka warunków:

  • trzeba znaleźć koncepcje za rozsądne pieniądze,
  • zbudować dla niej poparcie w Marynarce Wojennej,
  • znaleźć wykonawce gwarantującego dokończenia projektu bez istotnego ryzyka

Pomysł dokończenia korwety za 100 mln PLN wydaje się być mało realny. Popadamy z jednej skrajności w drugą. Pierwszym krokiem w kierunku zmniejszenia kosztów i ryzyka jest rezygnacja z okrętu wielozadaniowego i zwrócenie się w kierunku specjalizacji. Taka jest zresztą geneza korwety. Wybór ogranicza się do wyspecjalizowanej jednostki ASW lub wspomnianego okrętu patrolowego. Wyspecjalizowana jednostka ASW może się nie zmieścić w wizji zaprezentowanej w marcu. Z kolei okręt patrolowy, ze względu na brak tradycji ochrony interesów w przeciwieństwie do ochrony bezpieczeństwa Państwa, może mieć trudność w uzyskaniu aprobaty zarówno marynarzy jak i Sztabu Generalnego.

Chyba, że sięgniemy w przeszłość i spojrzymy na ewolucję drobnoustrojów, które pełniły funkcje patrolowe. Znajdziemy tam tytułowe kanonierki, sloopy czy francuskie awiza. Pełniły służbę kolonialną i czasami przeciwminową. Wraz z nadejściem wojny zostały wyparte przez palącą potrzebę ochrony żeglugi przed zagrożeniem okrętów podwodnych i lotnictwa. Historia zatacza chyba jednak koło, bo wraz z pojawieniem się zagrożeń pochodzących od organizacji pozapaństwowych, we współczesnym języku służbę kolonialną możemy zamienić na Maritime Security Operations a walka minowa wręcz się rozwija. W przeciwieństwie do współczesnych Offshore Patrol Vessels, wspomniane kanonierki czy awiza były budowane jako okręty wojenne. Tak jak Gawron, który nie ma zasięgu, autonomiczności i ekonomiczności OPV, ale ma większą odporność na ciosy i ograniczone pola fizyczne. W przypadku kanonierki czy awiza, również brak hangaru dla śmigłowca jest mniejszą wadą, gdyż skonteneryzowany Camcopter operujący z lądowiska może się okazać wystarczający do rozpoznania i kierowania ogniem artylerii czy rakiet. Rozszerza to wachlarz operacji, w których okręt może uczestniczyć. Potencjalnie w grę wchodzi już nie tylko Somali, ale Libia czy Irak.

Wzorem do naśladowania mogłaby być koncepcja awiza Commandant Blaison,biorącego właśnie udział w tegorocznym Baltops.

 

W skład współczesnej wersji wyposażenia, może wchodzić uproszczony system C2, radar 2D dozoru powietrznego, ESM i systemy obrony pasywnej. Ze względu na operowanie na wodach przybrzeżnych, zagrożonych minami, sonar podkadłubowy do wykrywania i unikania min plus rozpoznawcze UUV byłyby wskazanym uzupełnieniem. Najwyraźniej mamy ambicje stworzenia własnego systemu kierowania walką minową, więc byłaby możliwość testowania własnych rozwiązań i wypracowywania taktyki dla patrolowca z modułem przeciwminowym. W skład uzbrojenia może wejść armata średniego kalibru oraz opcjonalnie RBS Mk2 z Orkanów. Z czasem, chociaż nie od razu można zainstalować RAM lub SeaRAM. W przeciwieństwie do OPV, dzięki ograniczeniu pól fizycznych jest również możliwe doraźne zainstalowanie sonaru VDS.

Kwestia artylerii jest warta ponownego przemyślenia. Jakkolwiek OTO Melara 76mm stała się de facto standardem, warto rozważyć do czego ma służyć. Jeśli mówimy o dominacji zagrożenia z powietrza oraz zagrożeniach asymetrycznych to 57mm Bofors ma więcej sensu. Wobec celów nawodnych jest mniej skuteczna, ale obezwładnienie przeciwnika (mission-kill) jest często wystarczające. Jeśli natomiast zwrócić się w kierunku lądu, to OTO Melara 127mm z amunicją Volcano o zasięgu 120km ma niewątpliwy powab dla Sztabu Generalnego i ma sens w działaniach połączonych sił zbrojnych na wodach przybrzeżnych. Ponieważ Volcano może być użyta przeciw ruchomym celom morskim, stanowi alternatywę lub uzupełnienie dla rakiet przeciwokrętowych. Deficyt wsparcia ogniowego dobrze ilustruje dość egzotyczna i naprędce wymyślona konstrukcja USS Carronade.


Nie jest jasne, czy kadłub ma wystarczającą wytrzymałość na naprężenia, ale najmniejszy okręt jaki znalazłem z armatą Boforsa 120mm to fińska kanonierka Turunmaa z lat 60-tych.


Czy taki okręt jest użyteczny? Na pewno. Czy jest potrzebny? B.H. Liddell Hart odróżnia strategię państw “roszczeniowych” od państw “konserwatywnych”. jego zdaniem celem strategii nie jest pokonanie sił przeciwnika ale jego woli. Nie bez racji pisał, że wyczerpanie wojenne zabiło więcej państw niż jakikolwiek obcy najeźdźca. W przypadku starcia z przeważającym i “roszczeniowym” przeciwnikiem:

Nie jest łatwo osiągnąć prawdziwy pokój z zaborczym przeciwnikiem, ale łatwiej jest skłonić go do zaakceptowania stanu zawieszenia broni – i jest to znacznie mniej wyczerpujące niż próba zdruzgotania go…

To oznacza wzrost liczby konfliktów ograniczonych, a potwierdzenie znajduję w artykule Podsekretarza Marynarki Roberta Work’a The Coming Naval Century. Posłużył się on podziałem historii US Navy zaczerpniętym z Samuela Huntingtona, rozwinął go i policzył stosunek liczby lat wojennych do pokojowych w tych epokach. Oto rezultat:

  • Continental Phase (1776 – 1890) – 1: 6.59
  • Oceanic Phase (1890 – 1947) – 1: 5.24
  • Transoceanic Era (1947 – 1989) – 1: 2.67
  • Global Era (1989 – koniec 2011) – 1: 1.08.

Przy założeniu wycofania się z Afganistanu do końca 2014, stosunek będzie wynosił 1: 0.85. Nic więc dziwnego, że fregaty OHP są wciąż prawdziwymi końmi roboczymi w US Navy, choć dawno już działania ASW czy AAW przestały być ich główną rolą, a LCS za paręnaście lat będą dominującą liczebnie klasą okrętów US Navy.

Pozostaje trudny i delikatny problem, kto może skończyć Gawrona bez istotnego ryzyka. W moim odczuciu, być może całkowicie błędnym, bo nie znam faktów, najlepszym rozwiązaniem byłoby powierzenia tego zadania licencjonodawcy, czyli TKMS z opcją polskiej stoczni jako podwykonawcy. Alternatywą jest DCNS ale tu możemy się nadziać na prawny problem licencji. Będzie to kosztować więcej, ale i wartość okrętu może być większa, a kompromis jest wskazany bo Gawron wciąż potrzebuje wsparcia, by nie pozostać niewykorzystaną szansą.